Strona główna > Polska > Wybory w Nibylandii czyli w Polsce

Wybory w Nibylandii czyli w Polsce

PARTIA – to jest słowo kluczowe, które stoi za umalowanymi czy nieogolonymi – w wyborach – to PARTIA kandyduje, a nie oni. Kandydaci na posłów – są kółeczkami, posłusznymi wykonawcami rozkazów wodza.

Wybory w Nibylandii – czyli w Polsce!

Pewnie i dobrze, że  nasz umiłowany Prezydent skrócił okres kampanii wyborczej do niezbędnego minimum. Właściwie mógł jeszcze bardziej poucinać wszystkie terminy i zaoszczędzić wszystkim sztabom wydatków na banery, plakaty czy co tam jeszcze służy, żeby wyeksponować swoją fizjonomię.

Bo na tym – na pokazywaniu jaki jestem nieogolony, albo jaka jestem ładnie umalowana – polega prezentacja kandydata starającego się o poparcie oszołomionego wyborcy.
Wyborca zaś rzeczywiście ma prawo być oszołomiony kiedy z każdego wolnego kawałka płotu spoziera na niego setka uśmiechniętych twarzy jakichś kompletnie nieznanych ludzi. I co ten wyborca ma wybrać?

Szminkę postawnej kandydatki czy dwudniowy zarost jurnego kandydata?
Kto będzie lepszy w tym tam… Sejmie? Ten nieogolony czy ta umalowana?
Odpowiedź na tak postawione pytanie jest banalnie prosta.
Nie ma żadnej, ale to żadnej różnicy między tym nieogolonym, a tą umalowaną bo w Sejmie oni wszyscy będą posłusznie robić to co im partia każe.

PARTIA – to jest słowo kluczowe, które stoi za umalowanymi czy nieogolonymi – to PARTIA kandyduje,
a nie oni. Oni są kółeczkami, posłusznymi wykonawcami rozkazów wodza.
Jak wódz każe głosować za deficytem to wszyscy jak jeden mąż podniosą łapki i nacisną guziki.
Żaden się nie wyłamie – ani ta w szmince, ani ten co go nie stać na żyletki.
Bo jakby tylko się nie posłuchał rozkazów wodza to partia jego za ten tego i za burtę – bez litości.

Porządek w szeregach i dyscyplina musi być!

Wystarczyło, że młody poseł PiS – Łukasz Rzepecki skrytykował podczas dyskusji na sali plenarnej projekt o nałożeniu nowego podatku, został natychmiast wywalony na zbitą (poselską) twarz z klubu.
Bo dyskusja dyskusją, ale gdzież byśmy doszli gdyby poseł mógł mówić co uważa za słuszne?
On ma mówić co PARTIA każe.
Więc te wybory, banery prezentujące te twarze kandydatów są w zasadzie bez znaczenia.

PARTIA już wybrała ustalając kolejność na listach czyli wyznaczając kto będzie posłem.
Wiadomo bowiem, że w tej orgii banerów, setkach jakichś nazwisk żaden wyborca nie jest w stanie się zorientować kto jest wart poparcia, a kto nie. I uznaje, że skoro PARTIA wyznaczyła kolejność to należy głosować na pierwszego.
I rzeczywiście „jedynki” ze wszystkich list, które przekraczają próg zostają posłami.
„Dwójki” – w zależności ile PARTIA dostaje poparcia mają szanse ok. 80-90% potem szanse na elekcję maleją,
bo percepcja ludzka tak działa.
Najpierw się czyta nagłówki, potem resztę tak więc „jedynki” dostają najwięcej głosów i jak partia wchodzi, to zostają posłami.

Jak z tego widać wyznaczanie posłów odbywa się wtedy, kiedy PARTIA ustala kolejność na wyborczej liście. Głosowanie obywateli to tylko formalność.
Trzeba jakoś zachęcić tych tam… wyborców, żeby poszli do tych lokali, postawili krzyżyk, opłacić jakichś cierpliwych ludzi, żeby to wszystko zliczyli i wybory zostają odfajkowane.

Święto demokracji za nami, a posłem zostaje i tak ten, kogo PARTIA wyznaczyła.
Bo jak ktoś podpadł, to go PARTIA skreśliła i w ogóle nie mógł kandydować.

Oczywiście opisuję tu to, co się nazywa „wyborami” w naszym nieszczęśliwym kraju, bo tam gdzie funkcjonuje prawdziwa demokracja przede wszystkim KAŻDY może zgłosić swoja kandydaturę w wyborach.

W Anglii żeby kandydować do parlamentu trzeba przedstawić 10 podpisów poparcia mieszkańców okręgu i wpłacić niewygórowaną kaucję 1000 funtów.
Kaucję królowa zwraca kandydatowi jeśli dostanie 5% głosów, co oznacza, że był kandydatem poważnym,
a nie że się wygłupiał.
I te proste warunki wystarczają, żeby w okręgu o jeden mandat posła ubiegało się 3-4 kandydatów,
a nie 20 tak jak w Nibylandii czyli u nas – w Polsce.

W tej samej Anglii wywieszanie na płotach banerów byłoby uznane za coś niestosownego.
Kandydat w okręgu prowadzi kampanię door to door – drzwi w drzwi.

W Nibylandii w nibydemokracji gdzie okręgi są milionowe takie działanie jest po prostu niemożliwe.
I dlatego u nas cały ciężar kampanii wzięły na siebie PARTIE. No i płoty – ciężkie od kandydatów.

Janusz Sanocki – Poseł.

Za: http://sanocki.neon24.pl/post/150840,wybory-w-nibylandii-czyli-w-polsce

26.09.2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *