Strona główna > Polska > WOŚP i Adamovitz show

WOŚP i Adamovitz show

W niedziele 13 stycznia Naród Polski (o ile jeszcze takowy istnieje) wpadł po raz kolejny w dziwny szał. Szał zbierania pieniędzy do puszek na cel, który jest konstytucyjnie zagwarantowany (odsyłam do 68 art. polskiej konstytucji). Można sobie w tym momencie zadać pytanie: jak to możliwe że jeden niezbyt rozgarnięty, jąkający się, podstarzał hipis mógł ogłupić masę ludzi do takiego stopnia, aby Ci oddawali pieniądze na coś na co już oddają 50% zarobionych przez siebie pieniędzy w podatkach.

Trudno byłoby znaleźć drugi taki kraj, w którym władze i elity z nią powiązane opanowały elementy dojenia podbitej przez siebie nacji w tak zaawansowanym stopniu. Jednak już od dłuższego czasu ktoś musiał przerzucić wajchę w drugą stronę, skoro te elity musiały ratować to żenujące przedstawienie, poświęcając przy tym swojego człowieka. No chyba że to nie ich robota….

Niedziela 13 stycznia była dniem dosyć zimnym, co jednak nie przeszkodziło mi w obserwacji kolejnego „finału” tej hucpy. Idąc sobie ulicami dosyć dużego polskiego miasta, jak co roku mijałem zmarzniętych dzieciaków, w wieku 10-14 lat, którzy szwendali się bezmyślnie z puszkami, właściwie bez jakiejkolwiek koncepcji. Zastanawiam się od dłuższego czasu, dlaczego już od kilku lat „owsiakowi naganiacze” nie podchodzą tak nachalnie do ludzi, prosząc o złote dukaty w zamian za kawałek bezwartościowego, czerwonego, samoprzylepnego papieru.

Po części wynika to z mentalności kolejnych pokoleń młodych Polaków, którzy już właściwie wszystkie wolne chwile spędzają na bezmyślnym gapieniu się w ekrany swoich smartfonów, tracąc całkowicie kontakt ze światem rzeczywistym i jego prawdziwymi problemami, z którymi za kilka lat będą musieli się zmierzyć.

Znamienny był dla mnie widok dzieciaków z puszkami w pewnej galerii handlowej. 6 może 7 młodych naganiaczy z puszkami siedziało zrezygnowanych na fotelach. Przez ponad godzinę czasu kiedy byłem w ich pobliżu nawet nie spróbowali wyżebrać ode mnie chociaż złotówki.

Można to wytłumaczyć nieśmiałością i brakiem zaangażowania w wykonywaną pracę wynikającą z otępienia młodzieży elektronicznymi gadżetami, jednak uwidacznia to również inny proces, mianowicie proces wypalania i powolnego upadku corocznej żebraniny.

Nie ulega wątpliwości, że brudy i machloje związane z tym procederem zraziły część społeczeństwa do osoby pana w czerwonych spodniach. Swoje z pewnością dołożyła zmiana władzy i przejęcie publicznych mediów przez dygnitarzy z nią powiązanych, co spowodowało odcięcie państwowej kroplówki dla tej hucpy.

Te i kilka innych procesów spowodowały, że intratny biznes i związana z nim masowa indoktrynacja i demoralizacja, znana jako Przystanek Woodstock (a ostatnio Pol’and’Rock Festiwal) mogła ulec rozkładowi, na co z pewnością nie mogą pozwolić nie tylko tutejsi lewicowo-liberalni degeneraci ale także z pewnością służby specjalnego pewnego państwa, u granic którego co roku w sierpniu odbywa się „integracja” młodzieży, mająca na celu stworzenie w Polsce przyjaznej atmosfery dla „zagranicznych inwestycji” (czytaj dla ekonomicznej eksploatacji) dokonywanych przez firmy zza Odry.

Tak więc zabójstwo tego zupełnie nieistotnego figuranta zdarzyło się w najbardziej odpowiednim momencie. Spadło to im niczym manna z nieba. Tylko czy aby na pewno ratowanie podupadającej, propagandowo wypalonej żebraniny było jedynym powodem, dla którego ktoś napuścił morderce na tego politycznego słupa?

Zupełnie z ciekawości zajrzałem po tym zabójstwie do mediów. I to zarówno tych nadających z ekranu telewizora, jak i tych społecznościowych. Wszędzie można było odczuć ten sam żenujący proces: proces przepraszania.

Przebudowywanie społeczeństw zachodnich na „przepraszaniu” za swoje winy (kolonializm, wojny, tzw. Holokaust) trwa w Europie od końca drugiej wojny światowej. Do Polski jednak dotarło dopiero po 1989 roku. Ponieważ Polacy w swojej historii nie mają na koncie żadnej zorganizowanej, bandyckiej napaści na inny kraj a już tym bardziej ludobójstwa, elity okupujące nasz kraj wspólnie z różnorakimi „sojusznikami” wymyśliły nam „winy zastępcze”. I tak mamy przepraszać za: Jedwabne, za pogrom Kielecki, za marzec ’68 a ostatnio nawet za „polskie obozy śmierci”, których nikt nigdy na oczy nie widział.

Jednak jak widać Polacy w swojej masie stają się coraz mądrzejsi. Co prawda wciąż zastępy przygłupów bezmyślnie „klękają” przed jaśnie nam panującą kastą starozakonnych, jednak tendencja musi prowadzić w złą stronę skoro przed decydującą rozgrywką na Bliskim Wschodzie znowu naiwnym Polakom każe się przepraszać i prosić o wybaczenie.

Można oczywiście uznać to za szaloną teorię spisku, jednak według mnie fakt, że w tym samym dniu, w którym doszło do zamachu na „wielkiego przyjaciela Żydów”, który to po „akcie barbarzyństwa” jakim było stłuczenie kawałka szkła, wziął udział w przecięciu wstęgi odsłaniającej zupełnie nowy kawałek szkła, wytopiony w pobliskiej hucie, Times of Israel opublikował artykuł o przygotowaniach do uderzenia na Iran, nie był przypadkowy.

W połączeniu z propagandową, antyirańską hucpą, zwaną dla niepoznaki „konferencją ws. budowania pokoju i bezpieczeństwa” łączy się to w logiczną całość.

Oto w przeddzień uderzenia militarnego na Iran, w wyłącznym interesie państwa żydowskiego, Naród Polski wpychany jest po raz kolejny w głęboko traumę winy, tak aby po raz kolejny musiał zadośćuczynić za swoje „zbrodnie”. Na razie organizując symboliczną, propagandową konferencję jednak w przyszłości z całą pewnością owa trauma będzie wykorzystana do zakneblowania ust wszystkim przeciwnikom wzięcia udziału polskiej armii w bandyckiej napaści na państwo irańskie.

Oczywiście budowanie kultu wokół gdańskiego krętacza i jego męczeńskiej śmierci może nie wystarczyć do propagandowego obrobienia Polaków. Co prawda jaśnie nam panujące elity pisowskie już wpadły w popłoch, zdając sobie sprawę, że to zabójstwo jest uderzeniem w ich władze i w ich popularność wśród ludu, jednak na razie jest to ostrzeżenie: jeżeli nie będziecie grać tak jak my tego chcemy to bardzo szybko możemy zdjąć was ze stołków, odciąć od państwowej gotówki i zastąpić was innymi, bardziej posłusznymi miernotami.

Tyle w kwestii kontroli nad władzą. Kontrola nad narodem będzie o wiele trudniejsza. Z całą pewnością widok gdańskiego krętacza będzie przez najbliższe miesiące zalewał ekrany naszych telewizorów (pewnie nie raz połączony z widokiem odsłanianej szyby w synagodze) jednak Polacy mają to do siebie że szybko zapominają. Niestety ale z pamięcią nie jest u nas najlepiej, toteż męczeństwo wielkiego przyjaciela Żydów w dniu „narodowego święta”, kiedy to podstarzały hipis raz do roku dostaje koncesje na zjednoczenie narodu (oczywiście pod jedynym słusznym, lewicowo-liberalnym sztandarem) może nie wystarczyć do tego, aby Polacy zaakceptowali fakt wysłania naszych żołnierzy na piaski irańskiej pustyni.

Co więc nas może jeszcze czekać? Myślę że opcje są dwie, z których każda będzie fałszywą flagą: islamski zamach terrorystyczny (opcja mniej prawdopodobna ze względu na „faszyzm” i „nienawiść” jaką może wyzwolić) lub też kolejny atak na element kultury żydowskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *