Strona główna > Bez kategorii > Tomasz Lis, syn „najuczciwszego z Polaków” grzebie w genach „ludu nadwiślańskiego”!

Tomasz Lis, syn „najuczciwszego z Polaków” grzebie w genach „ludu nadwiślańskiego”!

źródło: http://kontrowersje.net

Misternie wyrzeźbionym, obrotowym fałszem „moralnym” ciska się niemal każdego dnia z ekranów i szpalt po oczach maluczkich. Najpodlejszym z zajęć jest dłubanie w genach, przypisywanie zstępnym cech dziedzicznych i innych odpowiedzialności przodków.Według tej technologii zupełnie nie jest ważne, że Michael Corleone był synem Vito Corleone, ani nawet to, że Zygmunt August był synem Zygmunta Starego. Od dwudziestu lat w Polsce wiele znamienitych postaci nie ma drzewa genealogicznego, nie mają rodziców, za to chętnie chwalą się dziećmi. Ileż razy wielkie sławy odbierały wielkie nagrody, choćby takie Wiktory? Sprawdziłem jeden przypadek. Tomasz Lis odebrał dziewięć razy statuetkę Wiktora i ani razu nie podziękował swoim rodzicom z imienia i nazwiska. Dlaczego miałby to robić? Jeżeli chodzi o matkę Tomasza Lisa, to niestety nie mam bladego pojęcia, nie sposób dotrzeć do jakichkolwiek informacji, natomiast w przypadku ojca Tomasza Lisa, zachowanie syna jest co najmniej dziwaczne. Tomasz Lis spytany w luźnej kuluarowej rozmowie o swego ojca, nie wiedzieć z jakiej przyczyny rzucił egzaltowaną mową obrończą: „Mój ojciec był najsprawiedliwszym z ludzi i najuczciwszym z Polaków”. Ilu nie tak bardzo sławnych ludzi na proste pytanie o ojca, które pada w prawie każdym „tokszole” odpowiada w ten sposób, zamiast po prostu powiedzieć: „Mój ojciec był tokarzem, szewcem, żołnierzem, pisarzem, galwanizerem, kierowcą rajdowym”. Jak miał na imię pana ojciec, redaktorze Lis? Czy był tokarzem? Dlaczego „najsprawiedliwszy z ludzi i najuczciwszy z Polaków” pozostaje anonimowy, a jego dorobek nie został dotąd nagrodzony Orłem Białym?

Prywatna sprawa Tomasza Lisa? Nie grzebać w genach? Niestety nie da się, ponieważ Tomasz Lis jest osobą, która wyznacza standardy dla debaty publicznej, niedawno na przykład chciał wydobyć prawdziwą twarz jednego z polityków. Też bym tak chciał. Trzeba się tych standardów trzymać, inaczej opadnie nam jakość w przestrzeni publicznej. Tomasz Lis ustalił standard jeszcze inny standard, który nie zakłada żadnych oporów przed genetycznym grzebaniem, tak bardzo nie zakłada, że nawet nie bawi się w detal, ale leci hurtem: „Smoleńska tragedia uaktywniła pewną genetyczną skazę występującą u części nadwiślańskiej ludności. Na dziesięciolecia dała pożywkę infantylizmowi, egzaltacji i cierpiętnictwu lubiącym się przebierać za patriotyzm, gotowość cierpienia dla ojczyzny i pragnienie złożenia ofiary na ojczyzny ołtarzu, nawet jeśli mszę odprawia przy nim nie ksiądz Skarga, ale ojciec biznesmen. A więc znowu nam zrobili krzywdę, znowu straszliwy wróg wystąpił przeciw nam, znowu cios w samo jądro polskości zadano z samego jądra ciemności. Wprawdzie 100 ofiar to nie 250 tys., jak w powstaniu warszawskim, ale zawsze to coś.” Z tego wywodu wynika, że człowiek wychowany w konkretnym środowisku na dziesięciolecia przejmuje cechy środowiska, tutaj akurat środowisko nazywa się „lud nadwiślański”, żeby bardziej sponiewierać obciachowych Polaków. Jak rozumiem jest to powszechna reguła genetyczna, zatem da się zastosować do wielu środowisk. Środowisko patriotyczne zamieniam na środowisko peerelowskich funkcjonariuszy i genetycznie wygląda to tak, że dozgonna przyjaźń ze Związkiem Radzieckim, uznanie PZPR za przewodnią siłę narodu, awanse społeczne, przyspieszone talony na samochody i mieszkania są zapisane w kodzie DNA ludu nadwołżańskiego.

Z chwilą gdy zatrzymamy obrotową technologię grzebania w genach i wyjdzie nam symetryczny wskaźnik dla wszystkich żywotów oraz genów, musimy zachować konsekwencję. Albo Tomasz Lis grzebiąc w genach powinien dołączyć do oszołomów w gatunku „ojca biznesmena” albo powinien dołączyć do genetycznie spaczonych peerelowskim wychowaniem, zakorzenionym na dziesięciolecia. Wybór pozostawiam panu redaktorowi i już się tłumaczę, skąd ta dychotomia w wyborze. Otóż, pojęcia nie mam czy ojciec Tomasza Lisa był „najsprawiedliwszym z ludzi i najuczciwszym z Polaków”, bo pan Tomasz zapomniał powiedzieć nie tylko czym konkretnie ojciec się zasłużył, ale jak miał na imię. Wiem natomiast ponad wszelką wątpliwość, że ojciec Tomasza Lisa był wysokim oficerem Ludowego Wojska Polskiego w Śląskim Okręgu Wojskowym. Tomasz Lis genetycznie jest związany z tą częścią ludu nadwołżańskiego, która w LWP przechodziła polityczne szkolenia i przysięgała wierność ZSRR. Gdyby pan Tomasz Lis zdecydował się jednak podać imię swojego ojca, choćby przy odbiorze kolejnej nagrody od gastronomów nadwiślańskich, to wtedy moglibyśmy skonfrontować jego ocenę z moimi informacjami na temat pewnego oficera LWP o nazwisku Lis. Ten oficer, którego życiorysem dysponuję, był absolwentem WULM, potem politycznym oficerem w SOW LWP, a w stanie wojennym gorliwym zwolennikiem stanowczego traktowania awanturującej się opozycji, słowem stał tam gdzie ZOMO. Panie redaktorze Lis, ponieważ czuję się genetycznie i hurtowo zrecenzowanym przez pana, proszę uprzejmie, aby pan był łaskaw napisać coś o swoich genach. Pan w stylu peerelowskim wydał zbiorowy i pokazowy wyrok bez procesu, ja chciałbym cywilizowanej formy i zacznę od przesłuchania, na początek proszę podać imię ojca. Następnie zadam kilka innych prostych pytań:
1) Jaki był skład jury otwartego konkursu na dziennikarza telewizyjnego TVP organizowanego w 1990 roku, który pan wygrał? Wiadomo, że prezesem w tym czasie był TW „Kowalski” i TW Zbigniew Andrzej Drawicz. Czy prezes zasiadał w jury, czy może któryś z członków zarządu na przykład Lew Rywin, agent II Departamentu MSW PRL?
2) Co pana łączyło z Mieczysławem Wachowskim(przyjacielem), szefem gabinetu Lecha Wałęsy TW „Bolek”, podejrzewanym o przyjęcie łapówki od gangstera Słowika i skazanego za składanie fałszywych zeznań?
3) Co pan robił w zarządzie fundacji Pro Civili, która teoretycznie zajmowała się wspieraniem wojskowych i innych milicjantów, odchodzących lub wyrzuconych ze służby, a w praktyce wyprowadziła z WAT (Wojskowej Akademii Technicznej) około 400 milionów złotych? Jak się pan czuł w towarzystwie niejakiego Manfreda Holletscheka twórcy piramidy finansowej „Global System”, który odsiedział swoje, za inne przestępstwa? W ilu naradach brał pan udział i co pan ustalił z pozostałymi członkami zarządu: peerelowskim generałem Stanisławem Świtalskim, czy TW „Roman” Jerzym Maksymiukiem, prawą ręka Andrzeja Leppra.
4) Jak pan genetycznie wytłumaczy, że kolejno pańskimi szefami byli peerelowscy donosiciele lub aparatczycy. TW „Kowalski” Andrzej Drawicz, Lew Rywin skazany tylko za jedną aferę, agent esbecki, członek peerelowskiego Radiokomitetu. Mariusz Walter dziennikarz peerelowskiej telewizji, członek PZPR, rekomendowany przez Jerzego Urbana do specjalnego oddziału propagandowego mającego poprawić wizerunek SB i ZOMO. Jan Wejchert agent II Departamentu MSW PRL i WSI. Zygmunt Solorz-Żak, wcześniej Piotr Krok i Piotr Podgórski, TW Zeg.

Panie redaktorze czy pana genetycznie ciągnie do swoich i czy właśnie z tego powodu rozpaczliwie boi się pan nadwiślańskiego ludu, który oprócz telewizorów i kolorowych gazet ma jeszcze mózg i mózgu używa? I na koniec takie drobne podsumowanie pana genetycznych magnesów, pańska aktualna żona, to Hanna Kedaj, córka peerelowskich agentów i politruków umieszczonych na „liście kanalii” Stefana Kisielewskiego. Z panem trudno się nie zgodzić, pańska kontrowersyjna teza o genetycznym kodzie zapisanym na dziesięciolecia znajduje dziesiątki dowodów w pańskim życiorysie i ścieżce kariery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.