Strona główna > NWO > System segregacji płciowej w służbie Utopii

System segregacji płciowej w służbie Utopii

Wraz z ustawodawstwem socjalistycznej Unii Europejskiej narzucany jest bezwzględny system segregacji płciowej (sex-apartheid), zmierzający od początku do odebrania mężczyznom władzy w małżeństwie i rodzinie, a następnie do wyeliminowania tradycyjnie pojętych związków mężczyzn i kobiet. W ten sposób ziścić się może platońska wizja społeczeństwa totalitarnego.

Substytuty i duplikaty

Zasadniczą przyczyną odwrotu od rodziny i płodzenia dzieci jest dokonująca się na naszych oczach zmiana ludzkich postaw i priorytetów życiowych. Ludzie żyją dosłownie z dnia na dzień, a dotyczy to nie tylko miejsca pracy, lecz także miejsca zamieszkania, związku z drugą osobą, posiadanego mienia, relacji rodzinnych, prawa, obyczajów. Wszystko jest nietrwałe i płynne. Nie można nic zaplanować i niczego nie można być pewnym.

Liczy się to, co służy doraźnemu przetrwaniu. Trzeba się dostosować, dokonać mimikrii i próbować przetrwać. Jak wiadomo, „przeżywają najlepiej dostosowani” (Richard M. Weaver). Naród, państwo, małżeństwo, rodzina, dzieci – to elementy niepożyteczne, w pewnych sytuacjach niezwykle obciążające, wręcz zbędne. To długofalowe obowiązki, na które trzeba znaleźć czas, ochotę i pieniądze. Łatwo jest „zrobić” dziecko i wziąć ślub. Dużo trudniej jest się rozwieść, a najtrudniej jest się poświęcić drugiemu człowiekowi: mężowi, żonie, dzieciom.

Dlatego w walce o byt liczy się coraz bardziej interes własny. Współczesnej kobiecie bardziej potrzebny jest dobry samochód, aniżeli dobry nawet, ale niezaradny mąż. Samochód jest niezbędny także współczesnemu mężczyźnie – stanowi środek ułatwiający zdobycie i wykonywanie pracy, a jednocześnie atrybut męskości przyciągający uwagę potencjalnych partnerek i pozwalający im na wstępną ocenę statusu mężczyzny. A posiadanie samochodu – kosztuje. Jest to jednak wkalkulowane w cenę przetrwania. Dzieci natomiast – nie.

Dawniej mężczyzna zmieniał konia rzadko, a żony nie zmieniał nigdy. Dzisiaj jest inaczej. Podobnie kobiety: wychodziły ponownie za mąż, ale tylko wówczas, gdy aktualny małżonek zmarł lub poległ. Dziś podchodzą do tego pragmatycznie. Wszak, żeby żyć, trzeba przetrwać, a żeby przetrwać – trzeba sobie „polepszać”. Kto stoi w miejscu, ten się cofa.

W interesie własnym zmotoryzowanego mężczyzny jest płacenie jak najmniejszej kwoty alimentów. W interesie własnym kobiety – posiadanie jak najmniejszej liczby gąb do wykarmienia. Bo pewnie trzeba będzie się rozwieść… Tak mówi statystyka. Zresztą, duża część młodych kobiet nie musi się już obawiać skutków rozwodu. Połowa z nich rodzi dziecko bez zawierania związku małżeńskiego. A coraz więcej nie rodzi wcale. Pragmatyzm zwycięża, i tyle.

Trudno się temu dziwić, skoro w rodzinach pełnych wychowuje się coraz mniejsza część populacji. Według GUS, [od 2015 r. szczycimy się wskaźnikiem 35,64 % rozwodów i 0,9 % separacji] na każdą setkę nowozawieranych małżeństw, a przecież nie ujętą w tych liczbach formą separacji jest rozjeżdżanie się za pracą po kraju i emigracja zarobkowa. Dzisiaj jest tatuś, a jutro go nie ma. Młodzi patrzą i pilnie się uczą. Zwłaszcza młode dziewczyny.

Po co mieć męża, skoro można go nie mieć? – Tak bardzo mama denerwowała się przez tatę… Po co mieć dzieci, skoro można ich nie mieć? – No, może jedno: dziewczynkę, taką śliczną i rozpieszczaną, jaką miała moja mama… Ostatecznie może być chłopiec.

Dziecko-duplikat. Dziecko-substytut. Kobiety lub mężczyzny. W niedalekiej przyszłości substytuty będą płodzić duplikaty. Tragedia. Katastrofa demograficzno-etyczna.

Wojna cywilizacji

Zmiany cywilizacyjne zasygnalizowane na wstępie mają swoje głębsze przyczyny, sięgające wielu pokoleń wstecz. Jeśli obserwujemy dziś wprowadzanie w życie aborcji, antykoncepcji, eutanazji, podkultury homoseksualnej, związków bezmałżeńskich, samotnego macierzyństwa, jednorazowej lub zerowej prokreacji – to w rzeczywistości obserwujemy tylko skutki walki przeciwstawnych cywilizacji, która to walka zrodziła przejściową acywilizację, zwaną przez Jana Pawła II „cywilizacją śmierci”.

W lutym 2007 r. udostępniona została członkom Parlamentu Europejskiego broszura prof. Macieja Giertycha pt. „Civilisations at War in Europe” (wersja polska: „Wojna cywilizacji w Europie”, marzec 2007 http://opoka.giertych.pl/ksiazka2_POL.pdf ), w której czytamy:

„Sposób brania żony (płacąc za nią lub spodziewając się posagu), monogamia, poligamia czy poliandria, prawa czy przywileje żony w domu męża, to elementy prawa rodzinnego, które mają konsekwencje cywilizacyjne. Nie może istnieć społeczność równocześnie poligamiczna i monogamiczna, w której za żonę się płaci, i dostaje ona posag; dająca żonie przywileje, jak i uznająca jej prawa. Koneczny twierdzi, że wszystkie społeczności są patriarchalne i że nie zna żadnej współcześnie lub w przeszłości, która byłaby matriarchalna. (…)

W cywilizacji łacińskiej[-personalistycznej] obowiązuje monogamia. Tylko przy monogamii możliwa jest prawdziwa własność prywatna, bowiem każdy związek małżeński jest równocześnie powołaniem do życia nowej jednostki gospodarczej. Nowożeńcy przestają być cząstkami wspólnot majątkowych swoich rodzin i stają się cząstkami tej nowej jednostki. (…)

Koneczny uważał cywilizację łacińską za najwyższą, gdyż jest najbardziej wymagająca wobec swoich członków. Gdy nie jest broniona, gdy nie czyni się wysiłków, by ją promować, [wówczas] niższe, to znaczy mniej wymagające cywilizacje, zwyciężą. Próby łączenia cywilizacji i tworzenia ich syntezy, prowadzą do stanu acywilizacyjnego, a ostatecznie do zwycięstwa tej najniższej. (…)

Czynniki, które różnicują cywilizacje wzajemnie się wykluczają. Integracja, rozwiązania pośrednie w rodzaju tygla nie są możliwe. Cywilizacje będą konkurować ze sobą, a w ramach jednej społeczności ostatecznie wygra tylko jedna. Wojna cywilizacji odbywa się przede wszystkim w szkołach. Kto będzie miał największy wpływ na mentalność następnego pokolenia? Kto i czyje dzieci będzie edukował? Kto nada cywilizację dzieciom? Czy będą to rodzice czy ktoś inny? Od czasu Rewolucji Francuskiej obserwujemy stopniowe przejmowanie edukacji w Europie przez państwo. Stale obserwujemy redukcję rodzicielskiego wpływu na edukację, a w rezultacie jej stopniową laicyzację. Zakres edukacji wzrasta, a wpływ rodziców i Kościoła maleje.

(…) System edukacyjny musi być spójny. Musi się trzymać zasad jednej cywilizacji. Edukacja w szkole musi być przedłużeniem edukacji podawanej w domu, i muszą one być komplementarne i zgodne.

Jest tylko jedno rozwiązanie. Aby dom był głównym wychowawcą, musi w nim być matka. Nie oszukujmy się. W cywilizacjach, gdzie życie rodzinne jest tak zorganizowane, że matki są w domu, zasady cywilizacji są w sposób ciągły przekazywane z pokolenia na pokolenie. Tam, gdzie matka jest nieobecna przez większość dnia, dzieci są wychowywane w zespole wartości obcym rodzicom. Dom bez matki jest domem pustym i dzieci uciekają od takiego domu, szukając poradnictwa i pomocy gdzie indziej.

To absurd, że mamy dziś ekonomiczny przymus posiadania dwóch pensji w rodzinie i nie jest to wybór, lecz konieczność. System społeczny musi być zorganizowany tak, aby rodzina mogła żyć godziwie z jednej pensji, a dzieci mogły mieć „żywy” dom z matką zawsze gotową kontrolować je i dostępną dla nich. (…)

Naszej cywilizacji łacińskiej trzeba aktywnie bronić. Nawet za cenę ubóstwa musimy nalegać na utrzymanie kontroli nad naszymi dziećmi, a także żądać, by programy telewizyjne lansowały szlachetne cele i prawe postawy. Musimy także domagać się, by zachowanie właściwe dla naszej cywilizacji było chwalone, a niewłaściwe ganione. Musimy starać się wpłynąć na edukację tych, co żyją wśród nas, a nie posiadają wystarczającego wsparcia ze strony własnych rodziców. Musimy też starać się oddziaływać na tych wśród nas, którzy pochodzą z innych cywilizacji. Winniśmy być w edukacyjnej ofensywie.

W przeciwnym razie nasza cywilizacja upadnie.”

Nasza, czyli jaka?

Jest rzeczą dziś dla wielu już oczywistą, że los Kościoła, chrześcijaństwa i całej ludzkości zależy od przełamania „mentalności rozwodowej” i zastąpienia jej „mentalnością miłości”. Mówił o tym wprost Jan Paweł II na spotkaniu z przedstawicielami Roty Rzymskiej w dniu 28 stycznia 2002 roku, wzywając do sprzeciwu wobec plagi rozwodów i do walki o zniesienie instytucji rozwodu cywilnego, całkowicie sprzecznej z pojęciem i instytucją małżeństwa, którego nierozerwalność jest wartością zasadniczą i – jak powiedział nasz Papież – „nie może być uważana za przedmiot osobistego wyboru”.

Taki wybór podsuwa ludziom „cywilizacja śmierci”, będąca również próbą ustanowienia specyficznego, utopijnego matriarchatu. Już Feliks Koneczny zauważył, że cywilizacji matriarchalnej nie było, bo nie było nigdy potrzeby, aby to kobiety decydowały o wszystkim. Człowiek, podobnie jak inne ssaki, dążył do zajęcia w hierarchii osobniczej miejsca gwarantującego możliwie najlepszy dostęp do pokarmu i jak największy udział w rozrodzie. Udział zarówno ilościowy, jak i jakościowy – poprzez zapładnianie najlepszych kobiet przez najlepszych gatunkowo mężczyzn. Z biologicznego punktu widzenia kobieta była w stanie dorównać np. samicy lwa, wydającej w ciągu znacznie krótszego życia około 30-40 młodych. To właśnie instynkt nakazywał samicom lwów płodzenie jak największej ilości potomstwa w układzie poligamicznym, a więc przy udziale różnych, zmieniających się samców. Naturalna selekcja prowadziła przy tym do krycia samic przez najlepsze w danej chwili osobniki.

Kobiety, chociaż rodziły o wiele mniej dzieci, również ulegały instynktownemu nakazowi systematycznego rozrodu, a siły natury zmuszały kobietę do respektowania zasady naturalnej selekcji. W odróżnieniu od zwierząt, człowiek oparł ostatecznie swoją egzystencję na uprawie roli i sformułował prawo własności. Cywilizacja białego człowieka ograniczyła stosowanie naturalnej selekcjido pewnych sytuacji, w których kobieta i mężczyzna mogą, a nawet powinni dokonywać doboru osobniczego. Cywilizacja łacińska-personalistyczna zniosła permanentność naturalnej selekcji w życiu człowieka.

Nie był on już członkiem jakiegoś stada, a mężczyźni nie walczyli o biologiczne przywództwo nad całą grupą, lecz o zabezpieczenie swego udziału we własności dóbr. Ich kobiety przestały być wolnymi samicami, oczekującymi na pokrycie przez najsilniejszych w danej chwili samców, a stały się uczestniczkami podziału dóbr poprzez przypisanie do konkretnego mężczyzny, realizującego określone przywileje wynikające z jego prawa własności. W pewnym sensie zarówno kobieta, jak i jej praca czy jej potomstwo, były elementami składowymi systemu dóbr znajdującego się pod patriarchalnym, ojcowskim zarządem.

Cywilizacja chrześcijan wytworzyła przy tym swoje odrębne zwyczaje i oparła się na małżeństwie monogamicznym jako normie prawnej, a także na niedopuszczalności kopulacji przed- i pozamałżeńskiej jako normie obyczajowej. Cywilizacja ta wytworzyła też dogmat o nierozerwalności małżeństwa monogamicznego (z wyjątkami potwierdzającymi regułę) oraz praktykę sprawowania w tym małżeństwie władzy faktycznej i/lub nominalnej przez mężczyznę. Fundamentem tej praktyki była zasada dziedziczenia własności i godności przede wszystkim w linii męskiej. Kobieta była „wydawana” za mąż, czyli opuszczała dom rodzinny z posagiem (wianem) i przechodziła do domu męża, pod jego opiekę i władzę. Mówiło się potocznie, że mężczyzna „wziął sobie żonę”.

Opowiadając się za poszanowaniem prawa własności, cywilizacja nasza zakazała gwałtu i cudzołóstwa (omnikopulacji – nieograniczonej kopulacji przy swobodnym wyborze kopulantów), lecz jednocześnie dała kobietom i mężczyznom możliwość wyboru. Dokonywał się on w momencie wyrażenia zgody na zawarcie małżeństwa, czyli w momencie uroczystego ślubowania sobie miłości i wierności. Ślubowanie miało charakter publiczny, obrzędowy i sakralny, a na straży zaprzysiężonego związku monogamicznego stali nie tylko sami oblubieńcy, ale także ich rodziny, świadkowie, opinia publiczna, a przede wszystkim prawo i reprezentujące to prawo instytucje państwowe i religijne.

Wierzono powszechnie, że małżeństwo monogamiczne jest rzeczą świętą, dozgonnym zobowiązaniem jednego mężczyzny i jednej kobiety, poczynionym w obliczu i z łaski Boga. Bez względu na rzeczywiste motywy wyrażanej w takich okolicznościach zgody na współistnienie w monogamicznym stadle, widać było autentyczne dążenie do przestrzegania zasady dokonywania naturalnej selekcji w jednym, ściśle określonym momencie życia. Praktyka taka przetrwała wiele stuleci, nie tylko zresztą w Polsce.

W roku 1719, na długo przed zaprowadzeniem rozwodów przez królobójców francuskich, ukazała się powieść Daniela Defoe pt. „Przypadki Robinsona Kruzoe”. W tomie drugim tego bestsellera czytamy:

„- Masz, panie, czterech Anglików, którzy znaleźli sobie żony między dzikimi i z tymi mają wiele dzieci, nie będąc z nimi zaślubieni, jak tego prawa boskie i ludzkie wymagają; są więc wedle tych praw cudzołożnikami i żyją w porubstwie. (…) A przecież wiadomo ci, panie, że istota sakramentu małżeństwa polega nie tylko na obopólnej zgodzie stron pobrania się jako mąż i żona, ale i na zobowiązaniu formalnym i prawomocnym zawartym w akcie ślubnym, mocą którego mężczyzna i kobieta winni są w każdym czasie i każdym miejscu uznawać się małżonkami; mężczyzna obowiązany jest nie folgować sobie z żadnymi innymi kobietami i nie wchodzić w nowy związek, dopóki trwa dawny, oraz o ile możliwości winien nieść pomoc i obronę małżonce i dzieciom swoim. Podobne obowiązki nałożone są na kobietę. Dotąd zaś, panie, Anglicy ci mogą, kiedy im się spodoba lub stosowna nastręczy okazja, porzucić żony, wyprzeć się swoich dzieci, opuścić je, aby pomarły z głodu, i powtórnie się ożenić, chociażby te żony jeszcze żyły. – Jakże to można czcić Boga w takiej rozwiązłości! Jakże można oczekiwać błogosławieństwa Bożego dla usiłowań mających na celu szczęście tej osady? (…) – Panie, powinieneś ich zjednoczyć dozgonnym i prawomocnym węzłem.”

Tymi słowami młody ksiądz katolicki wezwał Robinsona Kruzoe do przeprowadzenia zaślubin grona osadników na wyspie z przydzielonymi im uprzednio dzikuskami. Jeden z tych osadników w taki oto sposób przekonywał swoją nieformalną „żonę” do zawarcia prawdziwego małżeństwa:

„- Naprzód wytłumaczyłem jej nasze prawa małżeńskie i z jakich pobudek mężczyźni i kobiety obowiązani są zawierać podobne umowy, których żadna ze stron zerwać już nie może. Powiedziałem jej, że inaczej porządek i sprawiedliwość nie mogłyby się utrzymać; mężowie porzucaliby swe żony, opuszczaliby dzieci, ludzie łączyliby się bez ładu i porządku, ani rodzin w całości utrzymać by się nie dało, ani przekazywać majątku prawemu potomstwu. – Mówiłeś jakby jaki prawnik, Atkinsie. A jak wytłumaczyłeś żonie, co to jest rodzina i dziedziczenie? Dzicy nie znają tych rzeczy. Wytłumaczyłeś jej, co to jest małżeństwo? – Tak, tak, od tego właśnie zaczęła się nasza rozmowa.”

„Przypadki Robinsona Kruzoe” weszły na stałe do kanonu literatury światowej; Henryk Zbierski, badacz literatury angielskiej, nazwał je niegdyś „skróconą i syntetyczną historią cywilizacji”. Warto podsunąć tą lekturę naszej zdziczałej i spoganionej młodzieży, ale powinni się z nią zapoznać także nasi światli i spektakularnie pobożni ustawodawcy. Wielu z nich demonstrowało szacunek i uwielbienie dla zmarłego Papieża, bywało na milionowych zgromadzeniach, jeździło na liczne pielgrzymki. Na spotkaniach z Nim mogli usłyszeć Prawdę, że

„Ziemię dał Stwórca człowiekowi, aby czynił ją sobie poddaną – i na tym panowaniu człowieka nad ziemią oparł podstawowe prawo człowieka do życia. Prawo do życia łączy się z powołaniem rodzinnym i rodzicielskim człowieka: mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się z żoną swoją tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2,24). I tak jak ziemia z opatrznościowego ustanowienia Stwórcy przynosi plon, podobnie też to zjednoczenie w miłości dwojga osób: mężczyzny i kobiety, owocuje nowym życiem ludzkim. To życiodajne zjednoczenie osób uczynił Stwórca pierwszym sakramentem, a Odkupiciel potwierdził ów odwieczny sakrament miłości i życia (…) Prawo człowieka do życia związane jest – z ustanowienia Stwórcy oraz z mocy Chrystusowego Krzyża – z sakramentalnym i nierozerwalnym małżeństwem. (…) Więc życzę, ażeby człowiek mógł się w pełni rozwijać w oparciu o nierozerwalną więź małżonków-rodziców” (Homilia w Nowym Targu, 8 VI 1979 r.).

W cytowanym wystąpieniu Papież mówił wyraźnie o „osobistym związku z ziemią” i o „zdrowej rodzinie Bogiem silnej”. Wnioski nasuwały się same: kto godzi w nierozerwalność małżeństwa, kto ją w praktyce neguje, bądź usprawiedliwia rozwody i legalną bigamię – ten godzi w powołanie rodzinne i rodzicielskie człowieka, w jego misję panowania nad ziemią i czynienia jej sobie poddaną. Taka postawa godzi w podstawowe prawo do życia, bo zmierza do podważenia sensu życia człowieka i wywłaszczenia go z kobiet, dzieci i z ziemi, bez których człowiek nie ma po co żyć. Ziemia niczyja jałowieje i nie przynosi właściwych plonów. Z kobietą, która nie jest integralną częścią „jednego ciała” mężczyzny, która nie jest z nim zjednoczona nierozerwalną więzią, dzieje się dokładnie tak samo.

I dlatego – jak uczył Jan Paweł II – „małżonkowie, klęcząc przed ołtarzem w dniu ślubu, mówią: nie opuszczę cię aż do śmierci. Tak mówi mąż do żony i żona do męża. Tak mówią razem wobec majestatu Boga żywego. Wobec Chrystusa. (…) Z tej przysięgi buduje się szczególna jedność: wspólnota osób. Communio personarum. Jest to jedność – zjednoczenie serc i ciał. Jedność – zjednoczenie na służbie życiodajnej miłości.” (tamże).

Wykładając podstawy chrześcijańskiej racji bytu i opowiadając się za jednością kobiety i mężczyzny w małżeństwie „aż do śmierci”, Jan Paweł II zadał kłam tym wszystkim, którzy nie potrafią porzucić „obwarowanego prawami egoizmu” i przechodzą od jednego partnera do następnego, i z jednego związku w kolejny, bo „jak twierdzą – mają prawo do życia, do szczęścia i samorealizacji”.

„Czy tutaj – pytał Papież – nie doznajemy zarazem w szczególnej mierze zagrożenia? Tej moralnej klęski, którą ponosi człowiek: kobieta, mężczyzna, dzieci! A zarazem społeczeństwo, a zarazem naród. I państwo też. (…) Trzeba, by mówiły o tym zdradzone, opuszczone i porzucone żony, by mówili porzuceni mężowie. By mówiły pozbawione prawdziwej miłości, ranione u początku życia w swej osobowości i skazane na duchowe kalectwo dzieci… Trzeba upowszechnić głos ofiar – ofiar egoizmu i mody; permisywizmu i relatywizmu moralnego; ofiar trudności materialnych, bytowych i mieszkaniowych.” (Homilia w Szczecinie, 11 VI 1987 r.).

Wracamy tutaj do początku naszych rozważań: do postulatu, aby kobieta-matka siedziała w domu i pilnowała dzieci, a mężczyzna-ojciec zarabiał wystarczającą ilość pieniędzy na zaspokojenie potrzeb materialnych rodziny. Tak jednak nie jest. Dlaczego?

Powrót do dziczy

Cywilizacja śmierci rodziła się długo – od czasów francuskiej rewolucji 1789 roku. Pierwsza i druga rewolucja  przemysłowa wyrwała znaczną ilość ludności ze wsi i zmusiła kobiety do pracy zarobkowej w miastach. W bardzo ciężkich warunkach XIX wieku. Lecz prawdziwy exodus ludności do miast nastąpił dopiero w wieku następnym, a I wojna światowa spowodowała zatrudnienie kobiet w przemyśle na skalę masową. Nie ustało ono po nastaniu pokoju, a Stany Zjednoczone były w dwudziestoleciu międzywojennym sztandarowym przykładem kraju, gdzie systemowo zaprzęga się matki do pracy poza domem. Był to zarazem początek stałego, utrzymującego się po dziś dzień spadku wartości płac realnych w USA, a także w tych krajach, które poszły za amerykańskim przykładem trzeciej rewolucji przemysłowej. Kobiety zaczęły masowo zajmować miejsca pracy mężczyzn, a pracujący mężczyźni zaczęli coraz mniej zarabiać.

Kobiety otrzymały do ręki pieniądze, prawa wyborcze, prawo do rozwodu, a następnie „prawa kobiet”. Zaczęto wypełniać przykazanie Fryderyka Engelsa (czyli współzałożyciela niemieckiego Związku Komunistów i współautora „Manifestu komunistycznego” z 1848 r.), który napisał: „Pierwszym warunkiem wyzwolenia kobiet jest ich zaangażowanie w życiu publicznym, a to w efekcie doprowadzi do zaniku monogamicznej rodziny, jako podstawowej komórki społecznej”.

Pieniądze oznaczają władzę. Władza nie posiadająca pieniędzy jest władzą nierealną, fikcyjną. Mężczyzna chcący posiadać realną władzę w rodzinie musi sprawować kontrolę nad jej finansami. Musi zarabiać i MIEĆ pieniądze! W przeciwnym wypadku, kobieta posiadająca niezależne źródło (źródła) dochodów wyzwala się spod władzy mężczyzny i rozpoczyna z nim walkę. Wolność zarobkowania kobiet – zwłaszcza w warunkach miejskich – kończy się bardzo smutno: w najlepszym wypadku pojawia się „partnerstwo”, a w wielu przypadkach dochodzi do „niezależności”, czyli upadku tradycyjnego modelu rodziny. Rozwód w tych warunkach jest już tylko kwestią czasu.

Gdy już do niego dojdzie, kobieta podejmuje próbę pozyskiwania dochodów z kilku źródeł na raz. Służą temu takie barbarzyńskie praktyki jak porozwodowy podział majątku, procedura alimentacyjna, ulgi podatkowe, pomoc socjalna, preferencje zatrudnieniowe i tak zwany sponsoring. „Samotnie wychowująca”, która pracuje zawodowo, otrzymuje pensję od pracodawcy, od ojca dziecka –alimenty, od państwa zasiłki i ulgi, od aktualnego partnera – nieopodatkowane profity, a od szczęśliwych dziadków – stałą pomoc materialną i niematerialną. Czy w tych warunkach mąż jest jej naprawdę potrzebny?

W sytuacji, gdy niewielka grupka najbogatszych ludzi – oligarchów XXI wieku – skupia w swych rękach zasoby odpowiadające środkom finansowym posiadanym łącznie przez połowę ludności świata – zwykli mężczyźni muszą zarabiać zbyt mało i godzić się z istnieniem niekontrolowanych dochodów ich kobiet. Z kolei kobiety – bojące się podzielić los swych matek i podniecane do konsumpcji przez naukowo opracowaną reklamę – nie godzą się na przyziemną egzystencję z „niekonkurencyjnymi” mężczyznami i rozglądają się za partnerami o wyższym statusie.

Ograniczając poziom dochodów mężczyzn i wprowadzając w tej sferze czynnik zbyt daleko posuniętej niepewności (spadek płac, bezrobocie, praca tymczasowa, zarobkowe migracje), system oligarchiczny niszczy rodzinę i popycha  kobiety do współczesnej prostytucji. Robin Baker z Uniwersytetu Manchester pisze wprost:

„Najwyraźniej istnieją pewne stopnie prostytucji. W zasadzie trudno się zdecydować, jak wytyczyć linię podziału między tradycyjnie rozumianą prostytutką wymieniającą kopulacje na pieniądze a kobietą zaangażowaną w stały związek i wymieniającą kopulację na wsparcie, ochronę i podarunki. (…)

(W przypadku pewnego owada) samiec zapewnia sobie szansę na kopulację, gdy znajdzie larwę komara, owinie ją w przędzę wytwarzaną przez ślinianki, a następnie odnajdzie samicę i zaoferuje jej ten pakunek. Podczas gdy ona zajmuje się rozwijaniem i jedzeniem posiłku, samcowi wolno się z nią parzyć. Im większy podarunek, im dłużej samica jest zajęta jedzeniem, tym dłużej samiec może kopulować, tym więcej nasienia przekazuje i tym więcej zapładnia jaj. Kiedy samiec w końcu odejdzie, samica zaczyna oczekiwanie na następnego samca, który ma się pojawić z jedzeniem.

(…) Ptaki wędrowne zajmują pozycję na przeciwległym krańcu skali prostytucji. Samice ich przybywają i dokonują przeglądu różnych terytoriów i broniących ich samców. Samiczki starają się wybrać jak najlepiej, godząc jakość terytorium, jakość samca i dostępność (ponieważ najlepsze terytoria i samce są szybko zajmowane przez najszybsze samiczki). Wreszcie samiczka dopuszcza do siebie określonego samca. W zamian będzie jej wolno dzielić z nim jego terytorium. Jeśli samca usunie inny samiec, samiczka nie pozostaje z dawnym partnerem, lecz dopuszcza do siebie nowego samca w zamian za dopuszczenie jej do korzystania z jego nowego terytorium.

Samiczka jest zdecydowana żyć na określonym terytorium i parzyć się z samcem, który zdoła opanować je i utrzymać. W zasadzie nadal mamy do czynienia z prostytucją – wymianą seksu na zasoby – nawet jeśli odbywa się to w ramach związku monogamicznego. Niewiele się to różni od zachowania większości kobiet na całym świecie, spośród których tylko nieliczne będą się uważały za prostytutki.” („Wojny plemników”, Poznań 2000).

Te zoologiczne przykłady pokazują nie tylko to, że zachowania ludzi i zwierząt są zdeterminowane przez siły natury, lecz uzmysławiają nam także mądrość chrześcijańskiego porządku w odniesieniu do współżycia i rozrodczości. Ład chrześcijański zasadzał się na poszanowaniu własności i na trwałości związku mężczyzny i kobiety. Pogorszenie statusu materialnego (utrata „terytorium”) nie było równoznaczne z odebraniem mężczyźnie jego żony. Również żona nie mogła swobodnie „odfrunąć” od męża i „samorealizować się” lub przenieść do innego, zasobniejszego gniazda. Musiała być ze swoim mężem do końca, na dobre i na złe.

Sprzyjało to niewątpliwie stabilizacji osadnictwa na terenach rolniczych oraz utrwalaniu zachodzących podziałów warstwowych wewnątrz społeczeństwa. Mężczyzna był rzeczywistym suwerenem w obrębie swej domeny (w państwie, w majątku, w domu), a zadaniem chrześcijańskiej hierarchii władzy była nie tylko egzekucja jej praw i eksploatacja zasobów, ale także – i to w pierwszym rzędzie – obrona i opieka nad własnymi poddanymi. W ramach tej hierarchii mąż również miał możliwość egzekwowania swych uprawnień, wykorzystywania możliwości swej żony, i było to prawo niepodzielne i w zasadzie niezbywalne. Małżeństwo nie wynikało więc z umowy, z kontraktu, z chęci prostej wymiany seksu na zasoby, lecz z określonego porządku, z ładu moralnego obowiązującego w całym państwie.

Ścisła monogamia, to wybitne osiągnięcie białego człowieka. Jest ona wyróżnikiem naszej religii, kultury i sposobu życia. Jest fundamentem naszej cywilizacji. W przeciwieństwie do wielu innych kultur, chrześcijanie mają prawo mieć jedną żonę i jedną rodzinę, aż do śmierci. „Polepszanie” sobie sytuacji poprzez wymianę partnerów – jest wykluczone. Chrześcijaństwo nie uznaje bowiem seksualnej prostytucji. (Pomijam skandaliczny problem treści Konkordatu między RP i Stolicą Apostolską.)

A jednak zjawisko „wymiany seksu na zasoby” stało się w krajach dotąd chrześcijańskich zinstytucjonalizowanym faktem. Siły antychrześcijańskie wykorzystały procesy uprzemysłowienia i urbanizacji do narzucenia tradycyjnym społeczeństwom rolniczym wielu wstecznych rozwiązań, składających się na mechanizm „cywilizacji śmierci”. Jednym z tych obcych przeszczepów jest właśnie seryjna monogamia, nazywana tu także – w odniesieniu do chrześcijan zrywających de facto swe małżeństwo sakramentalne – legalną bigamią.

Seryjna monogamia nie jest niczym nowym: uprawiali ją przed tysiącami lat dzicy ludzie, zajmujący się zbieractwem i łowiectwem na równinnych terenach Afryki, w lasach Ameryki Południowej, południowo-wschodniej Azji, w australijskim buszu i na surowych obszarach północnej Kanady. Tworzyli oni „trwałe, damsko-męskie związki, z których większość była monogamiczna”, jednakże „związki te niekoniecznie trwały przez całe życie partnerów. Bywało, że dana osoba angażowała się kolejno w dwa albo trzy. Każdy z nich był monogamiczny (przy dopuszczeniu sporadycznych niewierności). Póki trwał, zakładał pogłębione więzi, a trwał kilka lat – podobnie jak to się dzieje we współczesnych społeczeństwach przemysłowych.” (Baker).

Co prawda, średnia długość życia była w tamtych czasach znacznie mniejsza, śmiertelność wśród młodych mężczyzn – wysoka, a konieczność płodzenia potomstwa – oczywista, ale, rzeczywiście, współcześni ludzie zdają się odwoływać właśnie do tamtego barbarzyńskiego wzorca. Jeśli zatem dowiadujemy się z telewizji czy z prasy, że np. księżniczka Monaco po raz trzeci wyszła za mąż, albo że kanclerz Niemiec zafundował sobie czwartą już żonę – to taka informacja nie jest bynajmniej informacją przypadkową i błahą.

Ryba psuje się od głowy. Gdy Mieszko I zapragnął przyjąć chrzest i pojąć chrześcijańską kobietę za małżonkę, musiał najpierw oddalić swe „nadprogramowe” pogańskie żony i poprzestać na samej Dobrawie. Następną żonę pojął dopiero po śmierci Czeszki. Oznaczało to zarówno indywidualną akceptację, jak i publiczną promocję chrześcijańskiej monogamii. Zupełnie odmienny sygnał daje ludowi kanclerz Schroeder. Pokazuje on wszystkim, że ład chrześcijański jest niczym, że mężczyźni mogą się wiązać z nowymi kobietami, a kobiety opuszczać swych mężów i „zabiegać o względy mężczyzn zamożniejszych i posiadających wyższy status”. Jest to jawna zachęta do uprawiania seryjnej monogamii. Jest to promocja współczesnej prostytucji.

W chwili obecnej kobieta ma już w ręku niezwykle groźne narzędzia. Należą do nich: rozwód, aborcja, antykoncepcja, alimenty, a także identyfikacja genetyczna. Kobieta może mieć dowolną liczbę stałych i „dochodzących” partnerów oraz zależną tylko od niej liczbę dzieci poczętych w dowolnie wybranym czasie z dowolnymi partnerami. Dzięki identyfikacji genetycznej kobieta może określić ze stuprocentową dokładnością ojca biologicznego danego dziecka, a dzięki tendencyjnemu sądownictwu i złemu prawu – zmusić go do rozwodu i/lub obciążyć go świadczeniami finansowymi. Niesie to ze sobą niesamowitą ilość możliwych wariantów seksualnego szantażu. Praktycznie z każdej kombinacji jej układu z mężczyzną (z mężczyznami) może ona czerpać wymierne korzyści, posługując się trzema groźbami: nie będę z tobą (nie oddam ci się); nie dam ci dziecka; zajdę z tobą w ciążę.

Zauważa to również cytowany już Robin Baker:

„Spekulowanie, jak instytucje opiekuńcze i testy potwierdzające ojcostwo mogą wpłynąć na strategię seksualną i zmienić rolę wojny plemnikowej, samo w sobie jest bardzo intrygujące. (…) Na przykład kobiety z większą swobodą będą się decydowały na dzieci z kilkoma mężczyznami. Mogą na tym skorzystać nie tylko w aspekcie genetycznym, ale nadto uzyskać środki finansowe od pewnej liczby mężczyzn. (…) W ogóle nie będą tak bardzo potrzebowały partnera. Jeśli dotychczasowy partner zdecyduje się odejść, skutki nie będą tak odczuwalne jak w przeszłości. (…)

Finansowe rozstrzygnięcia dotyczące utrzymania dzieci i zdolność do identyfikacji ojcostwa mogą skrócić trwałe związki i pozbawić je dwóch głównych funkcji. Życie reprodukcyjne zarówno mężczyzn, jak i kobiet skoncentruje się na serii związków, z których każdy potrwa zaledwie tyle, aby spłodzić jedno bądź dwoje dzieci. W przypadku mężczyzn sukces reprodukcyjny jeszcze bardziej niż to jest dzisiaj przypadnie osobom zamożnym i posiadającym znaczącą pozycję. Tylko tacy mężczyźni staną się obiektem zainteresowania wielu kobiet.”

Pięć (!) żon b. kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera (ur. 1944): Ewa Schubach – ślub 1968, rozwód 1972; Anna Taschenmacher – ślub 1972, rozwód 1984; Hiltruda Hampel – ślub 1984, rozwód 1997; Doris Koepf (na zdjęciu) – ślub 1997, rozwód 2018; Kim So Jon – ślub 2018.

Platon to przewidział

Starożytny filozof Platon opisał w traktacie pt. „Państwo” rzeczywistość społeczną nazwaną później ustrojem komunistycznym. Zasadzała się ona na podstawowym założeniu, iż „Nikt nie powinien posiadać niczego na własność, o ile nie jest mu to bardzo potrzebne (…) Kobiety są wszystkie wspólne wszystkim mężczyznom i żadna nie mieszka razem z żadnym (…), tak samo dzieci są wspólne i żaden ojciec nie zna swojego dziecka, ani dziecko ojca.

Nietrudno dostrzec, że Platon przewidział niegdyś to, do czego doprowadziły w istocie wszystkie kolejne rewolucje: obalenie prawa własności i obalenie ścisłej monogamii, opierającej się również na prawie własności. Zaczęło się od postulatu odebrania władzy królom w ich królestwach, potem odbierano dziedzicom władzę nad wieśniakami, chrześcijańskim rzemieślnikom – nad podległymi im pracownikami, potem jeszcze pozbawiono władzy duchowieństwo różnych wyznań, aż wreszcie przyszła pora na pozbawienie wszystkich mężczyzn autorytetu i należnej im władzy nad własnymi rodzinami. Kolejne, realizowane już dziś etapy tego „dzieła” doprowadzą do pozbawienia rodziców władzy nad dziećmi i do pozbawienia kobiet możliwości naturalnego płodzenia potomstwa.

Ideałem dla „kobiet” przyszłości nie będzie już nawet poliandria, lecz selektywna omnikopulacja. Jeśli kobieta błędnie oceni status mężczyzny, wówczas bez żadnego wahania zabije ona dziecko w swym łonie, porodzi je anonimowo lub pozbędzie się go w inny sposób. Wszystkie kobiety będą wspólne, to znaczy nie będzie możliwości zatrzymania partnerki przy sobie, ani powstrzymania jej przed kopulacją z innymi mężczyznami. Zniknie pojęcie wierności i zdrady. Zniknie zjawisko miłości. Żadne dziecko nie będzie znało swego ojca, gdyż dla zniwelowania różnic w traktowaniu (i z powodu „karuzeli partnerów”) prawo zabroni nazywania dzieci po ojcach i bezpośredniego przekazywania dzieciom spadków. Pojęcie ojcostwa zniknie. Ludzie, którzy osiągną określony wiek lub utracą zdrowie będą eliminowani. Brak żon, dzieci i lęku przed starością spowodują odwrót od zwyczaju zdobywania dóbr materialnych na własność. Ludzie będą najemnikami i najemcami, bądź korzystać będą z komputerowo przydzielanych środków bytowych i lokali jako formy zapłaty za pracę. Środki większości będą wystarczały tylko na przeżycie. Pojęcie własności zniknie.

Wraz z ustawodawstwem socjalistycznej Unii Europejskiej narzucany jest bezwzględny system segregacji płciowej (sex-apartheid), zmierzający od początku do odebrania mężczyznom władzy w małżeństwie i rodzinie, a następnie do wyeliminowania tradycyjnie pojętych związków mężczyzn i kobiet. W ten sposób ziścić się może platońska wizja społeczeństwa totalitarnego. Obojętne jest przy tym, jak nazywać się będzie ta nowa, z pewnością globalna cywilizacja. Jedno jest pewne: wcześniej czy później, w ten czy też w inny sposób dzisiejsza acywilizacja (czyli chaos wywołany dobijaniem cywilizacji łacińskiej-personalistycznej) musi przekształcić się w organizację życia najniższego typu.

Grzegorz Grabowski

(2007)

* * *

Dr Greg Johnson (2011):

„Wielu mężczyzn, którzy szczerze chcą zostać mężami i ojcami, ucieka od małżeństwa, ponieważ każdy z nich zna jakiegoś mężczyznę, który został emocjonalnie i finansowo zrujnowany przez karzące feministyczne uprzedzenia skodyfikowane obecnie jako prawa regulujące sprawy małżeństwa, rozwodu i opieki nad dziećmi. (…) Wiele kobiet, które szczerze chcą zostać żonami i matkami, pomimo wszystko odczuwa przymus dążenia najpierw do kariery z powodu braku mężczyzn, którzy chcieliby przyjąć rolę obrońcy i żywiciela. Chcą księcia z bajki, ale wszędzie widzą tylko Piotrusiów Panów. (…) Przywrócenie tradycyjnych i biologicznych ról płciowych wpłynie w równym stopniu na mężczyzn i na kobiety. W istocie mężczyznom będzie trudniej niż kobietom. W społeczeństwie opartym na zasadach białego nacjonalizmu mężczyźni nie będą mogli przedłużać swojej adolescencji do 30-go czy 40-go roku życia. Będzie się od nich oczekiwać, zachęcać i umożliwiać im podjęcie obowiązków dorosłego życia, gdy tylko będą mogli. Staną się mężami i ojcami, żywicielami i obrońcami swoich rodzin. (…) Nikt nie będzie powstrzymywać kobiet, które pragną pozostać samotne i bezdzietne, od dążenia do kariery. Ale zdecydowana większość kobiet, które pragną wyjść za mąż i stworzyć rodzinę, będzie mogła znaleźć mężów, którzy będą wspierać je oraz ich dzieci w stabilnych, monogamicznych małżeństwach. Niezależnie od swoich dochodów, będą mogły wysłać swoje dzieci do bezpiecznych, jednolicie białych szkół. W społeczeństwie opartym na zasadach białego nacjonalizmu żadna matka nie będzie musiała się bać, że jej dzieci stracą życie z powodu akcji afirmacyjnej, kolorowej imigracji czy outsourcowania [przekazania] pracy na inny kontynent. W społeczeństwie opartym na zasadach białego nacjonalizmu żadna matka nie będzie musiała się bać, że jej dzieci zginą na polu bitwy, w służbie innych ras.

Źródło: Greg Johnson, Kwestia obecności kobiet w białym nacjonalizmie https://www.counter-currents.com/2015/09/kwestia-obecnosci-kobiet-w-bialym-nacjonalizmie/ (03.09.2015).

* * *

Zob. także:

Pomysły z piekła rodem: podatek na cudze dzieci https://wolna-polska.pl/wiadomosci/pomysly-z-piekla-rodem-podatek-na-cudze-dzieci-2019-06 (24.06.2019).

Ludwik Even: 80 lat walki o dywidendę narodową https://wolna-polska.pl/wiadomosci/ludwik-even-80-lat-walki-o-dywidende-narodowa-2019-07 (11.07.2019).

Sen Korwina-Mikke spełnia się w Rosji (3): Zmierzch instytucji małżeństwa https://wolna-polska.pl/wiadomosci/sen-korwina-mikke-spelnia-sie-w-rosji-3-zmierzch-instytucji-malzenstwa-2019-07 (08.07.2019).

Globalna demaskulinizacja http://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/item/4950-globalna-demaskulinizacja (26.06.2019).

.

One thought on “System segregacji płciowej w służbie Utopii

  1. Schröder ma juz od dawna 5-a zone – Koreanke… Ten przestepca i malwersant dorobil sie majatku u Putina i w innych zydowskich firmach… Za nic…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *