Strona główna > Polska > Świętokrzyski góral

Świętokrzyski góral

Po całotygodniowej wrzawie politycznego tygla sensacji, plotek, licytacji kto komu bardziej dokuczy, udręczony tym całym jazgotem odbiorca mediów przynajmniej w weekend szuka wytchnienia. Gdy wokół dominuje brzydota i tandeta na przemian z eksperckością i profesjonalizmem, warto przenieść się w inny świat. Jest nim piękno i harmonia działające jak najlepsze kojące nerwy lekarstwo.

Tym lekiem jest muzyka. Pod warunkiem, że nie jest to spopularyzowany rodzaj krzykliwych wydarzeń muzycznych z udziałem  wyzywających w swoim zachowaniu i wyglądzie wykonawców.

 Są wśród nas wirtuozi – geniusze. Zważywszy, że geniusz powstaje powoli, spokojnie latami łącząc 1 procent inspiracji z 99 procentami ciężkiej pracy, można by oczekiwać rewelacyjnej wirtuozerii od ludzi najwcześniej gdy osiągną wiek średni. Zaprzeczeniem tych oczekiwań, czyniących kontakt z nim  jeszcze bardziej niesamowitym jest pewien nastolatek. Z nieprawdopodobną swobodą gra on zarówno 5 symfonię Beethovena, co temat z filmu Mission Impossible, utwory Paganiniego, czy własne kompozycje. Ów młodziutki gitarzysta znany i owacyjnie przyjmowany na koncertach we Włoszech, Brazylii, Austrii pozostaje niezauważony w polskich mediach. Porywa publiczność wirtuozerią,  której walorem jest niedościgniony  styl gry, sprawiający wrażenie nieziemskiego. Wykonawca w każdym utworze sam jest muzyką w każdym calu. Jego nie wystarczy słuchać,  koniecznie trzeba go widzieć. Dźwięki jakie wydobywa z gitary stanowią fantastyczną podróż przez nastroje od subtelnie sielankowych, muzycznych wyobrażeń bajkowych do zaskakujących dynamiką wykonawstwa i brzmienia przebojowo szalejących  dźwięków oddających grozę burzy. Ma się wrażenie, że nie ma w gitarze jako instrumencie miejsca, z którego genialny wykonawca nie wydobyłby rewelacyjnego brzmienia podkreślającego rytm, tempo, grozę, przywracając po chwili równowagę i spokój tkliwego brzmienia. Cały ten kunszt doskonale ilustruje utwór własny Marcina BABA YAGA zrealizowany w rodzinnych stronach nadal pięknej i ogromnej Puszczy Świętokrzyskiej. Słychać w nim wątki znanej z dzieciństwa bajki „Była sobie baba jaga, miała chatkę z masła, a w tej chatce same dziwy….psssst, iskierka zgasła”.

Wykonawca wtapia się grą w potęgę natury swoim talentem wyobraźni, niewiarygodną sprawnością wydobywania zaskakujących efektów z gitarowego pudła. Na obejrzeniu i wysłuchaniu choćby jednego utworu nie można poprzestać. Tak gra Marcin Patrzałek – świętokrzyski góral z galaktycznym talentem.

Jola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 + 6 =