Strona główna > NWO > Stoi modernista pod krzyżem, czyli o heretyckim spędzie ślepych baranów słów kilka

Stoi modernista pod krzyżem, czyli o heretyckim spędzie ślepych baranów słów kilka

Stoją moderniści pod krzyżem, a przecież Vaticanum II i pseudopapieże od 1958 r. przyjęli heretycką wolność religijną odrzucającą królowanie Pana naszego Jezusa Chrystusa w społeczeństwach i pozwolili na rozprzestrzenienie i promowanie wszelkich sekt i herezji tzw. „braci odłączonych”… Oni Jego zdetronizowali !

Stoją moderniści pod krzyżem, a przecież Vaticanum II i pseudopapieże od 1958 r. przyjęli heretycki fałszywy ekumenizm, który nakazuje im w imię „pokoju” i „naprawy błędów (w domyśle – błędów Kościoła Świętego [sic!])” bratać się ze wszystkimi, zrównywać Prawdę z błędem, Dobro ze złem, Światłość z ciemnością, Chrystusa z szatanem. Oni plują Chrystusowi Panu w twarz!

Stoją moderniści pod krzyżem, a przecież Vaticanum II i pseudopapieże od 1958 r. przyjęli heretycki kolegializm i nową eklezjologię, która czyni z Kościoła katolickiego zwyczajną, czysto ludzką, ziemską, zdemokratyzowaną instytucję, pozbawioną monarchicznego ustroju nadanego mu przez Chrystusa, Boskiego pochodzenia, asystencji Ducha Św. i Nieomylności, zamiast tego zajmującą się problemami czysto społecznymi czy zmianami klimatu (sic!).

Stoją moderniści pod krzyżem, a przecież pseudopapieże po Vaticanum II przyjęli heretycką nową liturgię, która nie jest już realnym uobecnieniem Ofiary Krzyżowej Jezusa Chrystusa – Najświętszą Ofiarą Nowego Zakonu, tylko zwykłym posiłkiem, ucztą, co najwyżej pamiątką ofiary czy „ucztą ofiarną”, protestancką „ostatnią wieczerzą”. Tam nie ma już Kapłaństwa ani Ofiary, a więc nie ma Jezusa Chrystusa w Jego Ciele i Krwi, Duszy oraz Bóstwie. Jest zwykły opłatek…

Stoją moderniści pod krzyżem, ale pod jakim krzyżem oni stoją? Czy stoją pod Krzyżem Pana Naszego Jezusa Chrystusa, pod którym stała Matka Najświętsza i Św. Jan Apostoł? Nie, gdyż tylko na katolickiej Mszy Św. stoimy prawdziwie, realnie i materialnie na Kalwarii, podczas uobecnianej w tym momencie Ofierze Krzyża! Moderniści na heretyckiej hucpie Novus Ordo (tzw. nowej „mszy”) adorują tylko człowieka, zgromadzenie, przewodniczącego zgromadzenia… Adorują więc sami siebie, ale nie adorują Boga! Widać to najlepiej, gdyż na ich krzyżu nie ma figury Zbawiciela, nie jest to Krucyfiks – Święty Krzyż naszego Pana, a tylko dwie zbite deski, jak u protestantów, symbol hańby i śmierci, a nie Symbol Zbawienia!

Czy ci ludzie mają jeszcze Wiarę katolicką? To pytanie jest retoryczne. A więc to że stoją nic im nie da, niech sobie postoją… Nie ma w tym żadnego pożytku ani dla nich, ani dla Narodu i Ojczyzny! Jedyną szansą jest powrót do Wiary katolickiej, nawrócenie się całego Narodu! Ale czy ci ludzie mają w ogóle jakąkolwiek wiarę? Wiara to uznanie za Prawdę (aktem woli czyli rozumem), z pomocą łaski Bożej, tego co Bóg objawił, a czego naucza Kościół Święty katolicki. Wiarę odrzucić można w części (wówczas jest się heretykiem) albo w całości (wówczas jest się apostatą). Jeżeli ktoś całkowicie odrzuca Boskie (nadprzyrodzone) pochodzenie Wiary, wówczas zalicza się do tej drugiej grupy, nawet jeśli mu się wydaje, że w coś „wierzy”, nawet jeśli ma jakieś „uczucie religijne”. Wiara to nie jest uczucie!

To w jaki sposób myślą i wierzą moderniści, tłumaczy nam Św. Pius X w encyklice „Pascendi dominici gregis” O zasadach modernistów, wydanej 8 września 1907 r.:

pkt. „Wiara” modernistyczna: religia jest owocem przyrody.

Tak więc uczucie religijne, które w sposób powyższy wytryskuje z ciemnych głębin podświadomości przez immanencję życiową, jest zarodkiem każdej religii jako też gruntem tego wszystkiego, cokolwiek było lub będzie w religii.

To uczucie, z początku niewyraźne i bezkształtne, powoli rozwinęło się pod wpływem onej tajemniczej przyczyny, od której ma początek, i równocześnie z postępem życia ludzkiego, którego, jak powiedziano, przedstawia niejako formę.

Tak powstały wszystkie religie (wierzą moderniści), nawet nadprzyrodzona: są one, mianowicie, prostym wypływem onego uczucia religijnego.

Niech się nikt nie spodziewa, żeby dla religii katolickiej miał tu być wyjątek (wierzą moderniści); stawia się ją na równi ze wszystkimi innymi (konotuje Pius X).

Jej kolebką była samoświadomość Chrystusa, męża o najbardziej wybranym charakterze, któremu nie było i nie będzie nigdy równego: tu się ona zrodziła, nie z żadnej innej podstawy, lecz jedynie z immanencji życiowej (kontynuuje Pius X o modernistach).

Podziw ogarnia człowieka (Papież komentuje), zaiste, wobec takiej czelności w twierdzeniu, takiej łatwości w bluźnieniu.

A jednakże, Czcigodni Bracia, nie sami tylko niedowiarkowie wygłaszają takie okropności: ludzie katoliccy, owszem nawet kapłani, i to liczni, wypowiadali to szumnie, a jednocześnie pochlebiają sobie, że za pomocą takich niedorzeczności odnawiają Kościół!

Idzie tu już nie o błąd dawniejszy, który przyznawał ludzkiej naturze pewne niejako prawo do porządku nadprzyrodzonego.

Posunięto się dalej: w człowieku Chrystusie, tak samo, jak i w nas, nasza święta wiara nie jest niczym innym jeno własnym, samorzutnym wytworem przyrodzenia. Czy może być, zaprawdę, coś skuteczniejszego do obalenia wszelkiego porządku nadprzyrodzonego?

Dlatego też z największą słusznością postanowił Sobór Watykański:

„Gdyby kto rzekł, że człowiek nie może być działaniem Boskim podniesiony do poznania i udoskonalenia, które sięgają ponad stan natury, lecz że on raczej z siebie samego wytrwałym postępem może i powinien w końcu dojść do osiągnięcia całej prawdy i dobra, niech będzie potępiony

Redakcja Tenete Traditiones

15.09.2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *