Strona główna > Świat > Słowiańszczyzna > Słowiańszczyzna i Rosja

Słowiańszczyzna i Rosja

Polityka propolska, to polityka uwzględniająca aspiracje Polaków i innych Słowian, wskazania Dmowskiego, żałosne doświadczenia opierania się na Zachodzie i palącą potrzebę ułożenia się z sąsiadami w taki sposób, by żaden Paderewski, ani Duda nie musiał już żebrać w Waszyngtonie o pomoc.

Wrzesień…

Pochylając się nad smutną narodową przeszłością, z niepokojem spoglądamy na naszą teraźniejszość i na dosyć mgliście rysującą się przyszłość. Zastanawiamy się, co czeka Polskę i co czeka świat w nieodległym czasie.

A świat, w którym żyjemy zmienia się bardzo szybko. Weszliśmy w nową epokę, którą zdążono już nazwać „epoką poamerykańską”. Wbrew obawom wielu ludzi, może to być duża zmiana na lepsze. Możemy, oczywiście, tej zmiany się lękać, możemy straszyć się nawet Rosjanami, Chińczykami i muzułmanami, ale będzie to już tylko przebijanie dna. Epoka poamerykańska stała się faktem i Polska powinna na tej zmianie także skorzystać. Nie możemy wlec się w ogonie przemian. Za Ameryką.

Byliśmy jako żołnierze często pierwsi w boju, występując bardzo często jako obrońcy straconej sprawy: przegranych powstań, bitew i kampanii. Krew naszą spijały maki na wielu polach bitewnych Europy i świata, lecz kto inny konsumował owoce naszych klęsk i zwycięstw.

W 1989 roku miało być inaczej. Miała odrodzić się wolna Polska. Miał powstać z kolan wolny naród. W sojuszu z Zachodem.

Jakże bolesna iluzja!

Dlatego dzisiaj nie wyglądajmy już wskazówek, natchnienia i wsparcia od „zachodnich demokracji”. – „Po owocach ich, poznacie ich.” – Poznaliśmy zbyt dobrze.

Dzisiaj trzeba nam wejść w epokę poamerykańską ze szczerym postanowieniem porzucenia prozachodnich mrzonek i antyrosyjskich uprzedzeń, z pragnieniem dokonania zasadniczej zmiany w naszym myśleniu i naszych sercach. To nieprawda, że jedynym ratunkiem dla Polski jest kontynuacja polityki proamerykańskiej (proatlantyckiej) i tworzenie z naszego kraju, z naszych ciał jakiejś bariery, zapory pomiędzy Niemcami i Rosją. Byłaby to polityka błędna.

W epoce poamerykańskiej należy postawić na współpracę z całym światem, a więc także z potężniejącymi państwami BRICS, z krajami muzułmańskimi (jak chcą to robić nawet Węgrzy), z czarną Afryką, o którą rywalizują zaciekle Amerykanie i Chińczycy, a Polacy mają tam wśród miejscowych elit wielu katolickich wychowanków polskich misji.

Ale przede wszystkim postawić należy na budowę bloku polsko-słowiańskiego, na wskrzeszenie idei Słowiańszczyzny. Jesteśmy Słowianami i zajmujemy olbrzymie obszary Europy, posiadamy żyzne ziemie, morza, drogi handlowe i wielkie bogactwa naturalne, a narody słowiańskie nie ustępują w niczym pozostałym narodom świata. Ale żyjemy stosunkowo biednie i boimy się o jutro, bo jesteśmy podzieleni. Podzieleni tak samo, jak od tysiąca lat podzielone jest chrześcijaństwo.

Musimy się porozumieć i zjednoczyć. Musimy zbudować Słowiańszczyznę jako porozumienie ponad podziałami cywilizacyjnymi i ponad narzucanymi nam z zewnątrz podziałami politycznymi. Musimy oprzeć to porozumienie Słowian na jednej wspólnej zasadzie akceptacji personalizmu jako filozoficznej wykładni człowieka. Ma on tą zaletę, że stawia na pierwszym miejscu zadanie dbałości o dobro i godność każdego człowieka – co powinno być celem dobrej władzy – a przy tym nie generuje  podziałów religijnych, skoro „nie trzeba być chrześcijaninem, aby dostrzec i zaakceptować personalizm” (prof. H. Kiereś).

Pójść nam trzeba jednak pod znakiem Krzyża. Z pełną świadomością, że „W Polsce wspólną z rosyjskimi prawosławnymi obronę zwalczanego w Europie krzyża utrudniać będą nie tylko fanatyczni zwolennicy obecnego kształtu Unii Europejskiej oraz jej ustawy zasadniczej – Traktatu Lizbońskiego – ale również silne lobby amerykańskie, które kreuje naszą politykę wobec Rosji. Politykę transatlantycką, antyrosyjską. Taki charakter będzie ona miała tak długo, jak długo będą się z nią  zgadzali polscy katolicy. Stanęli oni bowiem przed następującą alternatywą: albo będą nadal godzić się na dyktat Brukseli i Waszyngtonu w sprawach religii, albo pójdą za Ojcem Świętym i głosem sumienia, które podpowiada wspólną z Rosją obronę krzyża w Europie i świecie.” (prof. A. Raźny).

W „Polityce polskiej i odbudowaniu państwa” (1923-24) Roman Dmowski pisał tak: „Z chwilą, gdy polityka narodu wie, gdzie leży główne niebezpieczeństwo, ma już wytkniętą drogę do szukania sojuszów. (…) Istotą naszej polityki względem Rosji nie były kombinacje z jakimikolwiek czynnikami przemijającymi – widzieliśmy konieczność porozumienia z tym, co jest trwałe w Rosji, z narodem rosyjskim, zrozumieliśmy znaczenie tego porozumienia i dla nas, i dla Rosji. (…) Wejście na równą drogę z Rosją przyszłości to praca wymagająca wielkiego wysiłku myśli i energii. Jest to najtrudniejsze z zadań naszej polityki, nie tylko ze względu na przeszłość, ale także i dlatego, że wobec jego wagi dla naszej przyszłości, najwięcej tu napotykamy przeszkód ze strony obcych, wrogich wpływów zarówno u nas, jak w Rosji.”

Pamiętając o tym, nie możemy dziś układać się przeciwko Rosjanom z jakimikolwiek nowymi „bolszewikami”, którzy chcieliby opanowywać Rosję. Nie tylko dlatego, że działać to może w dwie strony, ale przede wszystkim dlatego, że nasz stosunek do narodu rosyjskiego powinien być wreszcie oparty – w naszym własnym interesie – na ewangelicznym: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Od tego zależy nasza przyszłość. I przyszłość Słowiańszczyzny.

Dlatego dzisiaj polityka propolska, to polityka uwzględniająca aspiracje Polaków i innych Słowian, wskazania Dmowskiego, żałosne doświadczenia opierania się na Zachodzie i palącą potrzebę ułożenia się z sąsiadami w taki sposób, by żaden Paderewski [ani Duda] nie musiał już żebrać w Waszyngtonie o pomoc.

Grzegorz Grabowski

(wrzesień 2011)

Flaga Słowiańszczyzny zatwierdzona na zjeździe pansłowiańskim w Pradze (1848) z dołączonymi herbami państw słowiańskich.

Roman Dmowski:

„W roku 1907 zabrałem się do napisania książki, przeznaczonej przede wszystkim dla czytelnika rosyjskiego i francuskiego… [mowa o książce „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, która ukazała się w 1908 r. we Lwowie, a w roku następnym jej przekłady wyszły w Petersburgu i Paryżu – GG.]. Panslawizm, tak energicznie swego czasu propagowany przez Rosję, należał już właściwie do przeszłości. Zadała mu cios ewolucja narodowa ludów słowiańskich. Rosnące szybko poczucie samoistności narodowej tych ludów sprowadziło do absurdu idee „zlania strumieni słowiańskich w morzu rosyjskim” [określenie Puszkina z wiersza pt. „Oszczercom Rosji” – GG.]. Solidarność słowiańska mogła się już oprzeć tylko na uznaniu samoistności każdego z narodów słowiańskich, na jej poszanowaniu przez innych Słowian i na współdziałaniu tych narodów zarówno w ich rozwoju cywilizacyjnym, jak w obronie przeciw wspólnym wrogom. Zrozumienie tego sprawiło, że słowianofilstwo w samej Rosji szybko zanikało, że Rosja dla Słowian znacznie ochłodła i przestała podsycać propagandę słowianofilską.

(…)

Dawny panslawizm, który patrzył na Słowian jako na potencjalnych Rosjan, mógł ogłaszać nas za zdrajców Słowiańszczyzny, bo jako naród z bogatą przeszłością dziejową, z opartą na niej wybitną indywidualnością narodową i odrębnym a bogatym życiem duchowym, związany przez swą religię i cywilizację ze światem łacińskim, a nie bizantyńskim – najmniej ze wszystkich Słowian mieliśmy kwalifikacji do tego, żeby się stać Rosjanami. Wszelkie też wysiłki zwrócone ku zrobieniu z nas Rosjan były beznadziejne. W nowym położeniu, kiedy rozwój narodowy Słowian zachodnich i południowych zrobił ogromne postępy, kiedy Czesi, Serbowie, Bułgarzy poczuli się odrębnymi, samoistnymi narodami i ta samoistność stała się im drogą, kiedy solidarność słowiańska mogła się tylko na uznaniu tej samoistności każdego z narodów oprzeć – zarzut zdrady sprawy słowiańskiej można było zwrócić tylko do Rosji, która wespół z Niemcami pracowała nad zniszczeniem bytu wielkiego narodu słowiańskiego, Polski.

Podniesienie tedy na nowo idei słowiańskiej, niedogodne dla Rosji z jej przeciwpolską polityką, dla Polski przedstawiało ogromne korzyści. O ile by się dało postawić sprawę szczerze, uczciwie w świadomości ludów słowiańskich, a to przy należytej pracy z naszej strony było możliwe, przed Rosją stawała alternatywa: albo zerwać współpracę z Niemcami przeciwko Polsce, zmienić swą politykę polską, albo wyrzec się poważniejszego wpływu na Słowian zachodnich i południowych.

(…)

Przez ogłoszenie książki „Niemcy, Rosja i kwestia polska” oraz przez akcję na terenie słowiańskim wykroczyliśmy poza ramy polityki miejscowej, dzielnicowej, wystąpiliśmy jako jeden, niepodzielny naród z jedną, obejmującą całość Polski polityką i jako tacy stanęliśmy niedwuznacznie w obozie przeciwniemieckim. Pomimo skromnego zakresu tej akcji – bo na szerszy środki nasze nam nie dozwalały – był to krok wielkiej doniosłości.”

(Roman Dmowski, Polityka polska i odbudowanie państwa, t. 1, Warszawa 1989, s . 139-140.)

Dmowski? – Niestety, oglądanie się na Rosję Putina jest pozbawione sensu – jej nie-słowiańskie władze nie chcą słyszeć o ruskiej Rosji, ani tym bardziej o Słowiańszczyźnie, preferując porozumienia ze światem żydowskim i z Niemcami, zaś rdzenni Rosjanie (Ruscy) czekają na… Zmianę.

.

One thought on “Słowiańszczyzna i Rosja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *