Rozłam w sekcie


30 sierpnia skończył się w Polsce biblijny Marian Kowalski… koszaliński mecenas opuścił na swej półce do połowy flagi Polski, Izraela i USA. Pod koniec programu, drugiego po powrocie niedoszłej pierwszej pary z wakacji, Marian Kowalski oznajmił, że odchodzi z telewizji Idź Pod Prąd.

„Kowalski nie zostanie w żaden sposób zrehabilitowany. Będziemy uważnie śledzić środowiska, które zdecydują się go przygarnąć i obiecujemy zwalczać je z całych sił. Człowiek, który za pieniądze wpędzał ludzi w szpony destrukcyjnej sekty nie może być w żaden sposób rozgrzeszony i dopuszczony do jakiegokolwiek wpływu na cokolwiek.”

Zawrzał od razu biblijny internet, zaroiło się od żali, śmiechu, radości, smutku, myśli samobójczych, zawałów serca i gróźb pogromów. Zacznijmy więc od początku, przeanalizujmy, pogdybajmy.

1. Marian odchodzi.

Marian Kowalski swoje odejście ogłosił w ostatnim zdaniu programu IPP z dnia 30 sierpnia 2018 nie podając żadnych powodów. Prowadzący program Michał Fałek (autor niesprawdzalnych sprawozdań finansowych sekty) przyjął to z kamienną twarzą.

2. Reakcja sekty.

Nie podając żadnych wyjaśnień, sekta Chojeckiego, która jest przodownikiem cenzury w polskim internecie, przystąpiła do działania. Nastąpiło gruntowne “przemeblowanie” (na wzór wymazania Jeżowa z fotografii ze Stalinem) powiązanych z sektą profili, kont i fanpage’ów. Momentalnie zniknął ze strony IPP blog Agaty Kowalskiej, gdzie “pani redaktor” wychwalała swojego męża, zniknął też fejsbukowy profil Kowalskiego, który prowadzili członkowie sekty. Obserwatorzy sekty, którzy mieszkają w Lublinie od razu wychwycili zdjęcię z siedziby IPP banerów z Kowalskim (wytłumaczone zostało to decyzją lokalnego konserwatora zabytków, który miał obiekcje co do szpecenia zabytkowej kamienicy ich wizerunkami, ale dopiero po oświadczeniu Mariana, chojecczanie zastosowali się do nakazu zdjęcia szpecących billboardów).

Fanpage komitetu wyborczego wyborców “My, z Lublina”, który od początku, wzorem sekty Chojeckiego kasował nieprzychylne komentarze, oświadczył, że Marian zakończył współpracę z IPP. Nadmieńmy, że od razu po skojarzeniu tego komitetu z osobą Kowalskiego, dobrzy ludzie w komentarzach postanowili ostrzec innych przed tym oszustem.

Kowalski nie potrafi rozstać się w zgodzie z nikim, nawet z tymi, którzy zapewnili mu niezłe pieniądze za reklamowanie ich biznesu (rodzina Chojeckich), toteż na stronie “My, z Lublina” w komentarzu administratorów czytamy: “Marian doszedł do wniosku, że osoby zajmujące się działalnością religijną (różnych religii i odłamów) bardzo rzadko na innych obszarach dysponują walorami moralnymi i zwykłą uczciwością”. Czy zatem Kowalski przyznaje otwarcie, że Chojecki i jego grupa to oszuści? Przez ponad dwa lata wychwalał ich jako ludzi o najwyższych walorach moralnych. Dodatkowo nie przyznał otwarcie, że brał udział w działalności sekty, mimo, że przytoczone przez niego w oświadczeniu fakty z życia grupy potwierdzają, że działa ona na opisywanych przez ekspertów mechanizmami sekty.

O co tutaj chodzi? Przecież to sam Marian, wraz ze swoim pracodawcą Chojeckim mówili przez ostatnie dwa lata, że religia musi być obecna w polityce i na odwrót. To oni razem wychwalali rzekomą “biblijność” Donalda Trumpa i kierowanie się w polityce wartościami chrześcijańskimi. Jeśli nie wiadomo o co chodzi we wspomnianej “zwykłej uczciwości” to można domyślać się, że chodzi o to, o co wg przysłowia chodzi gdy nie wiadomo o co chodzi. Szczegółów nie znamy.

Ale w powyższym zdaniu Marian zarzucił swojemu, byłemu już, pracodawcy niskie walory moralne w temacie polityki. Ocknął się pod dwóch latach reklamowania go jako autorytet moralny, religijny i polityczny? Pamiętamy jak stawał w obronie samozwańczego “pastora” gdy Leszek Żebrowski podważył jego kompetencje teologiczne, będące na naprawde rynsztokowym poziomie. Wszak to Marian, Paweł i Andrzej mieli być wyznacznikami tychże standardów moralnych. W ciągu dwóch dni coś się zmieniło?

3. Co dalej z “pierwszą antykomunistyczną, biblijną partią w Polsce”?

Kowalski wraz z Chojeckim i Andrzejem Turczynem, podnieceni wstępnym sukcesem telewizji IPP postanowili iść za ciosem i zaangażować się w politykę. Tzn. tak to tylko brzmi. W rzeczywistości było to przedłużenie biznesu, który miał dać ich wyznawcom poczucie uczestnictwa w czymś wielkim (o czym wielokrotnie tutaj pisałem). Ani Kowalski ani Chojecki nie traktowali tego poważnie bo doskonale zdają sobie sprawe z tego, że żadnych szans na zaistnienie w polityce nie mają. Mimo tego, perfidnie nakręcali swoich wyznawców na ten projekt, wyciągali od nich pieniądze na jego realizację i wciskali im internetowe sondy, do których trollowania sami ich namawiali.

Utworzenie “partii politycznej” było naturalną konsekwencją ich działalności publicystycznej (wzorowanej zresztą na amerykańskich sektach). Gadając codziennie o problemach Polski i świata oraz przedstawiając groteskowe, uproszczone do granic możliwości scenariusze ich rozwiązywania (roszczenia żydowskie, relacje z Rosją, Chinami, Izraelem i USA) musieli liczyć się z żądaniami ich oddanych fanów aby oni sami coś zrobili w tym kierunku.

Pozując na zaprawionych polityków i ekspertów wyszli więc naprzeciw ich oczekiwaniom, od początku wiedząc, że jest to tylko i wyłącznie odgrywana na potrzeby zarobkowe szopka. Zaprezentowali im huczną inaugurację partii (Marian ubrał się w garnitur, odśpiewano hymn, “wprowadzono sztandar”). W kolejnych miesiącach “działalność” ich “partii” nie ruszyła nawet o krok, a wierni widzowie zaczęli mieć wątpliwości czy ona w ogóle istnieje (opisywane na blogu problemy z jej rejestracją i jawne kłamstwa Kowalskiego odnośnie posiadanych rzekomo dokumentów).

Mijają kolejne miesiące, partia istnieje wirtualnie, a panowie skupiają się, jak co dzień na udawaniu ekspertów, nie informując swoich widzów / wyborców czy podejmują jakiekolwiek działania w sferze budowania struktur itp.

Zbliża się czas wyborów samorządowych. Dla zachowania pozorów (i wpłat od widzów) Kowalski zostaje “oficjalnie nominowany” na kandydata Ruchu 11 Listopada na prezydenta Lublina, rozpoczyna się intensywny trolling internetowy, manipulowanie niszowymi sondami, które mają na celu sprawienie wrażenia, że ich partia rzeczywiście istnieje i działa. Te dane przedstawiane są ich widzom jako pokrywające się z rzeczywistym poparciem dla Kowalskiego, co już samo w sobie świadczy o poziomie odbiorców IPP.

Mimo tego, oddane grono wyznawców angażuje się w propagowanie tej partii wszelkimi dostępnymi metodami. W międzyczasie wynikła jeszcze sprawa pozwania Kowalskiego o groźby w stosunku do innego naciągackiego centrum zarobkowego czyli tzw. Ośrodka Monitorowania Postaw Rasistowskich i Ksenofobicznych. Jakkolwiek śmieszną instytucją jest ów “ośrodek”, Marian w bunkrze Chojeckiego zatracił całkowicie poczucie rzeczywistości, lżąc kogo popadnie, wzywając do linczów (zapowiedź wyrzucania przez okna lubelskich radnych). Na ten cel także ogłoszono zbiórkę bo oto “lewactwo atakuje Mariana” więc potrzebne są fundusze na prawników. Temat ucichł, fundusze nierozliczone, nic nie wiadomo.

Kowalski z Chojeckim obiecywali swoim wyznawcom utworzenie realnej siły politycznej, która “idzie po władzę”. Tak, naprawdę. Ich widzowie zadając im pytania odnośnie konkretnych spraw (na które rzadko otrzymywali odpowiedź) rozpoczynali je od od słów: “Czy, gdy Ruch 11 Listopada zdobędzie władzę…”. Nie mówimy tutaj o nastolatkach ale dorosłych ludziach i to jest przykre.

Przypomnijmy więc, że Marian Kowalski odchodził skłócony ze wszystkich projektów politycznych (oprócz Ruchu Narodowego, który wybił się na popularności Marszu Niepodległości były to projekty dość niszowe).

W programie Marcina Roli wypomniał to niegdyś redaktor Rafał Ziemkiewicz uśmiechając się na pytanie czy partia Ruch 11 Listopada może coś znaczyć na polskiej prawicy. Oburzony Kowalski pytał później “skąd pan Ziemkiewicz może to wiedzieć?” Tymczasem po trudach z rejestracją partii i hucznych zapowiedziach przejmowania władzy (jeszcze trzy dni temu Kowalski obiecywał swoim fanom organizowanie struktur do wyborów parlamentarnych) “pan prezes” zrejterował… na koniec, po dwóch latach ciągnięcia od nich pieniędzy powiedział im “do widzenia” bez słowa wyjaśnienia. A wszystko rozegrało się w ciągu 2-3 dni.

Kowalski, już po rozstaniu się z sektą przyznał, że ich partia była wydmuszką nastawioną na wyciąganie pieniędzy, kolejną odnogą biznesu Chojeckiego. Było to powtarzane przez nas od miesięcy, wiele znaków mówiło, nawet najmniej inteligentnym ludziom, że coś w tym wszystkim nie gra. W czasie gdy nadszedł czas rejestracji list prezes i wiceprezes czmychnęli na wczasy a dziś kolejny wiceprezes Andrzej Turczyn przyznaje, że w ogóle nie interesował się wyborami samorządowymi i nie wie nawet na jakich zasadach się one odbywają. Czym więc zajmowała się partia i jak kompetentni są jej liderzy? Nie planowali żadnych wyborów a mimo to do ostatniej chwili wciskali swoim widzom kit i ciągnęli od nich pieniądze.

Wierchuszka sekty zapewnia, że partia istnieje i nadal będzie działać. Będziemy obserwować jej działalność i transparentność.

4. Reakcja fanów / wyznawców

O co mogło chodzić poruszymy w dalszej części tego tekstu. Teraz skupmy się na reakcji fanów ich sekty na dezercję Kowalskiego. Jak pisałem wielokrotnie, jest to środowisko podzielone hierarchicznie, stali członkowie sekty czyli członkowie Kościoła Nowego Przymierza (którzy utrzymują rodzinę Chojeckiego i jego projekty oddając mu 10% dochodów), sekciarze etatowi, którzy żyją z działalności sekty i pracują w IPP TV (Cezary Kłosowicz, Michał Fałek, Paweł Machała itp.), sympatycy oraz sfanatyzowani widzowie oraz wolontariusze z tzw. Klubów IPP, którzy także zasilają swoimi pieniędzmi całe przedsięwzięcie. Ci ostatni są największymi ofiarami tego oszustwa, ponieważ stanowią najbardziej niewtajemniczoną i nieświadomą prawdziwych celów sekty część tego środowiska. Zostali oni “złowieni” na patriotyczne hasła i symbole, którymi perfidnie posłużył się antypolski propagandzista Chojecki oraz podkupiony przez niego “najmimorda” Kowalski.

Trzeba uczciwie stwierdzić, że środowisko fanów IPP, zwłaszcza część najniższego szczebla czyli tzw. “klubowicze” to ludzie niezbyt oczytani, nie orientujący się w meandrach polityki, bez rzetelnej wiedzy historycznej (sekcie zdarzało się także wykorzystywać i prezentować ludzi o widocznych upośledzeniach umysłowych bądź po prostu totalnie zagubionych), dla których uproszczone analizy Kowalskiego i Chojeckiego, dopasowywane zresztą do aktualnej sytuacji i zmieniane kilka razy w ciągu kilku dni okazywały się wyjątkowo atrakcyjne. U nich wszystko było proste, czarno-biały podział na dobrych i złych. “Imperium dobra” i “Imperium zła”.

Wyznawcy sekty bezkrytycznie przyjmowali serwowane im każdego dnia steki bzdur, zarówno historycznych jak i politycznych. Przez prowadzących programy (być może ze strachu) nie były prostowane nawet największe idiotyzmy wypowiadane przez Kowalskiego (jak chińska kolonia Dżibuti, łączność każdego niemieckiego czołgu z Berlinem w czasie II WŚ, zorganizowanie IRA przez Moskwę, planowane porywanie polskich kobiet przez Chińczyków). Idiotyzmy, którymi każdego dnia raczył swoich widzów guru sekty wraz ze swoją marionetką przekraczały wszelkie granice absurdu, niemal każde ich wspomnienie o historycznych wydarzeniach, jeśli nie zostało odczytane “decha w dechę” z Wikipedii można było wyśmiać. Zresztą Kowalski, nie czytając książek i opierając swe analizy społeczno-polityczno-historyczne na serialach komediowych i filmach fabularnych, nie mógł w żaden sposób pozować na komentatora ani historii ani teraźniejszości. Jego rozeznanie polityczne także zostało ściśle dopasowane pod wytyczne guru Chojeckiego i dyrektyw jakie przywozi on ze Stanów Zjednoczonych.

Sekta Chojeckiego rządzona jest autorytarnie, jeśli nie totalitarnie. Nie ma miejsca na sprzeciw, negację, stosowany jest system nagród i kar, odpowiada ona wszystkim analizom sekt opisanym przez ekspertów w każdym niemal temacie (tekst o tym po zgłębieniu kolejnych źródeł ukaże się na blogu jako analiza sekty od strony definicji i metod działania).

Przejdźmy teraz do pierwszych reakcji wyznawców Chojeckiego i Kowalskiego na odejście Mariana, zaobserwowanych nie tylko na ogólnodostępnych forach i grupach ale także tych zamkniętych dla członków sekty (nie są mistrzami konspiracji jak im się wydaje). Swoje zaskoczenie decyzją Kowalskiego wyrażał m.in. Cezary Kłosowicz, który, podobnie jak reszta sekciarzy był podminowany całą sytuacją. Jednak większe obawy budzą reakcje szeregowych wyznawców, którzy z wielkim żalem pisali o tym, że zostali oszukani, że dla nich zaniedbywali rodziny i własne dzieci (!), że nie wiedzą jak to przeżyją, czy nie dostaną zawału. Jeden z nich pisał nawet o wyładowaniu swojej złości na przypadkowym “lewaku” napotkanym na ulicy. Świadczy to o uzależnieniu emocjonalnym od sekty poprzez stosowane przez Chojeckiego techniki manipulacji i obrazuje niebezpieczeństwo jakie niesie ze sobą, niekontrowana działalność takich grup.

Zbałamucili oni prostymi sloganami i patriotycznymi symbolami wielu ludzi niezorientowanych w meandrach środowisk i idei narodowych, przy których Kowalski także był “na podczepkę”. Przedstawili prostą wizję świata co pozwalało tym ludziom nawet na przełykanie rzucanych na nich codziennie bluzgów i wylewania pomyj. Stali się ofiarami manipulacji rozgrywanej dla nich w internecie, gdzie cała rzeczywistość środowiska IPP była mocno zniekształcona (wirtualne, nieistniejące, lokalne kluby, których stronami zarządzała jedna i ta sama osoba tj. córka Chojeckiego Kornelia).

Reakcje były gaszone przez najbardziej oddanych wyznawców sekty, którzy kazali nie panikować (faktycznie można było zaobserwować panikę, co w związku z groteskową sytuacją odejścia jakiegoś jutubowego mędrka od swojego pracodawcy, może kwalifikować się już naprawdę do leczenia).

Oczywiście zamieszanie jakie nastąpiło wśród fanów sekty i partii-wydmuszki sprowadziło czarne chmury nad finanse rodziny Chojeckich, która w całości utrzymuje się z fałszywych nauk i nadziei, które sprzedaje ludziom tata-guru. Niektórzy fani zaczęli deklarować wstrzymanie swojego wsparcia finansowego, co od razu spowodowało spreparowanie przez sektę komentarzy zachęcających do wpłat, szczególnie w tej sytuacji.

5. Komentarze i dywagacje na temat powodów rozłamu w sekcie.

Odejście Kowalskiego spowodowało burzliwe dywagacje na temat powodów, którymi się kierował, nie tylko w gronie jego fanów ale także zorganizowanych grup i for przeciwników i obserwatorów działalności sekty, którą reklamował Kowalski. Obstawiano tam hipotetyczne powody zakończenia współpracy z psychopastorem.

Jak wiemy, Chojecki przyzwyczaił Mariana i jego żonę do wygodnego życia na cudzy koszt, także padła hipoteza, że ktoś mógł podkupić “najmimordę”. Jest jednak mało prawdopodobne, że ktoś inwestował by w niego więcej niż Chojecki, który ściągał obfite wypłaty Kowalskiego z naiwnych ludzi.

Od dłuższego czasu widać było jednak pewne napięcie pomiędzy Kowalskimi a resztą ekipy IPP. Agacie w jednym z programów wyrwała się nazwa miejscowości gdzie letni obóz urządziła sobie sekta. Wspominali oni tylko, że są w okolicach Nowego Sącza, dzięki Agacie dowiedzieliśmy się gdzie dokładnie, czyli w miejscowości Sienna, gmina Gródek nad Dunajcem. Konspiracja się rypła. To na pewno dołożyło trochę do ogólnej sytuacji.

Nie ulega wątpliwości, że Kowalski jest pozbawionym kręgosłupa moralnego cynikiem, gotowym za pieniądze sprzedać wszystko, łącznie z własną gębą. Toteż nie sprawiało mu niegdyś żadnych rozterek moralnych lżenie dawnych kolegów i ideałów narodowych, ani plucie na Polskę i Polaków przy jednoczesnym reklamowaniu wrogich Polsce środowisk. Dlaczego więc miałby mieć jakiekolwiek skrupuły w stosunku do wydymanych widzów na których zarobił niezłą kasę?

Grzegorz Lipka, który jest szefem komitetu wyborczego “My, z Lublina”, który przygarnął skompromitowanego, sfłaczałego osiłka niegdyś także bawił się w internetowe telewizje i podobno nadal dysponuje sprzętem potrzebnym do zorganizowania takowej. Możliwym jest więc, że wystrzeliła ambicja Kowalskiego i postanowił “iść na swoje”. Na pewno zdawał sobie sprawę, że to właśnie on jest wabikiem, który sprawia, że szczujnia Chojeckiego nieźle prosperuje, dlatego mógł chcieć uniezależnić się od poniżającego płaszczenia się przed skretyniałym dziadem i rozpocząć własny, podobny biznes. Nie zapominajmy, że nieuk Kowalski czuje się “publicystą”.

Ludzie, tworzący KWW “My, z Lublina” zostali poinformowani (choć doskonale o tym wiedzieli) z kim nawiązali współpracę, że człowiek, którego przygarnęli przez dwa ostatnie lata reklamował antypolską, apokaliptyczną sektę. To, że informacje te poszły w internet także mogło sprawić, że naciskali oni na rozstanie się Kowalskiego z IPP i zaoferować mu jakąś inną fuchę po wyborach. Oczywistym jest, że Kowalski nie posiadający żadnego wykształcenia nie podejmie po wyborach uczciwej pracy, także czekamy na rozwój wydarzeń.

Czy wyjdzie Kowalskiemu własna telewizja? Co by nie mówić, IPP tworzyła spora grupa ludzi, którzy co nieco znali się na tym od strony technicznej. Choć merytorycznie był to poziom rynsztoka to jednak technicznie wyglądało jako tako. Czy Lipka ma podobny zespół ludzi? Bo raczej nie zajmie się tym wszystkim Marian, który ledwo potrafi zalogować się do maila ani jego żona, której szczytem technicznych osiągnięć jest założenie profilu na facebooku.

Jedną z przyczyn na pewno było też także psychiczne zmęczenie zaistniała sytuacją. Kowalski musiał zdawać sobie sprawę z tego, że przez normalnych ludzi, nawet tych, którzy dali się kiedyś nabrać na “Mariana narodowca” jest postrzegany jako sprzedajna dziwka, pozbawiony jakiegokolwiek honoru pies, który żre z miski antypolskiego sekciarza. Przez ponad dwa lata człowiek ten siedział godzinami w hermetycznym środowisku sekciarskich klakierów, które tworzyło wokół niego nierealny świat, jego samego czyniąc kimś kim nie jest i nigdy nie będzie. To dla nich robił z siebie skończonego idiotę w programach Chojeckiego, rzucał bananami, śmiał się na zawołanie i na zawołanie płakał, odgrywał żenujące i nie robiące na nikim wrażenia sceny złości z biciem pięścią w stół.

Przebywanie w sekcie, która sprawuje totalitarną kontrolę nad swoim członkami i współpracownikami, życie w hermetycznych świecie urojeń guru i całej grupy oddziałuje na ludzką psychikę, długi czas spędzony w takiej grupie powoduje różne zaburzenia a przebywanie w czymś takim widać również w zmianach fizycznych (nie chodzi tu o coraz większy brzuch Mariana czy boczki Agaty ale np. o zniszczone i zmęczone twarze Marzeny czy Euniki Chojeckiej sprawiające wrażenia, że są one na silnych antydepresantach).

Psychiczne nie udźwignięcie tego kim stał się za pieniądze mogło mieć wpływ na decyzję Mariana, nie liczyłbym jednak na jego cudowne “nawrócenie” i zostanie uczciwym człowiekiem, nawet jeśli w ramach zadośćuczynienia i własnej chęci zemsty na Chojeckim wyjawi nam co nieco o sekcie i życiu w niej. I po nim widać było już rozchwianie emocjonalne, niezdolność do wybrnięcia z gąszcza kłamstw w jakie się zapuścił.

Kowalski mógł pomyśleć sobie, że nagłe odejście z sekty i wyjawienie światu jej brudów, zapewni mu “nowy, czysty start”, pozwoli przykleić się do jakiejś kolejnej inicjatywy i ponownie przyjąć czyjeś poglądy, których będzie “bronił do ostatniej kropli krwi” (czy też ostatniego przelewu na konto). W tym momencie chciałbym złożyć małe oświadczenie. Otóż jesteś w dużym błędzie Marianie. Jeśli myślisz, że szubrastwa jakie wygadywałeś przez dwa i pół roku zostaną ci przebaczone i zapomniane to naprawdę grubo się mylisz. Smród sekciarskiej “ambrozji” będzie ciągnął się za tobą do końca życia a my dołożymy wszelkich starań aby przypominać o niej tobie i wszystkim z którymi zechcesz cokolwiek robić.

Bądź więc pewny, że gdziekolwiek się pojawisz tam pojawi się przypomnienie tego czym zajmowałeś się za pieniądze przez długi czas, ilu ludzi oszukałeś, przyciągnąłeś do niebezpiecznej sekty, która jest grupą destrukcyjną. Świadomie więc pchałeś młodych ludzi w objęcia niebezpiecznego guru, manipulatora narażając ich na wielkie szkody psychiczne i zrujnowanie życia. Widziałeś to wszystko od środka, wiedziałeś, że masz do czynienia z niebezpieczną sektą a mimo to broniłeś ich, kłamałeś i uśmiechałeś się biorąc pieniążki. Widziałeś, że w sekciarskim biznesie wykorzystywane są zmanipulowane i otumanione dzieci i świadomie reklamowałeś tę grupę. To nie zostanie ci wybaczone i zapomniane, dołożymy wszelkich starań aby uchronić kolejnych ludzi przed tobą i tobie podobnymi. Nie zaprzestaniemy także obserwacji poczynań sekty Chojeckiego, która także w końcu zostanie całkowicie obnażona i zdeptana.

Niestety, okazało się także, że odejście Mariana z sekty wywołało u niektórych niezdrowe zadowolenie polegające na wierze w jego nawrócenie. W sieci pojawiły się komentarze, które mówiły o tym, że “Kowalski wreszcie zmądrzał”, że “przejrzał na oczy”. Nic podobnego. Ten człowiek cynicznie oszukiwał wielu ludzi za pieniądze narażając ich na niebezpieczeństwo uwikłania się w destrukcyjną sektę. Widząc, że cały projekt powoli chyli się ku upadkowi po prostu opuścił tonący okręt jak szczur w nadziei na przyklejenie się gdzie indziej. To należy teraz uświadamiać ludziom, którzy mogliby myśleć, że Kowalski nagle stał się uczciwym człowiekiem.

6. Wyjaśnienia Chojecczan i oświadczenia Kowalskiego.

Godzina 13 w piątek wyczekiwana była przez niejednego obserwatora sekty bardziej niż północ w sylwestrową noc. Zapowiedziane było bowiem odniesienie się IPP do całej sytuacji. Od samego początku wczorajsi przyjaciele Kowalskiego zaczęli wyciągać mu nielojalność (o tym zresztą doskonale wiedział “pastor”, który Mariana po prostu sobie kupił i nie wtajemniczał go we wszystkie sprawy), wypominać mu ile zarobił u nich pieniędzy. Tymoteusz napisał więc w twicie, że przez dwa i pół roku Kowalski “przytulił” aż 450 tysięcy złotych! Przypomnijmy, że zarobki Mariana to mała część pieniędzy, które generował biznes Chojeckiego. Tuż przed godziną 13 Marian uderzył wyprzedzająco publikując na swym profilu oświadczenie, z którego, tak samo jak z programu, powychodziły niektóre brudy.

Potwierdziło się wiele rzeczy o których od dawna wiedzieli krytycy sekty i jej działalności. Potwierdziło się np. to, że partia Ruch 11 Listopada była po prostu fasadą, mającą skonsolidować sponsorów tego przedsięwzięcia i nigdy nie traktowali tego poważnie, mimo, że zapewniali o tym swoich wyznawców.

Nie obyło się bez emocji, napięcia nie wytrzymała Eunika Chojecka, którą odejście Kowalskiego doprowadziło do łez. Kowalski przyznał, że po prostu oszukali tych, którzy im wierzyli i którzy im płacili.

Kowalski napisał, że KNP stopniowo izoluje członków grupy od rodzin i znajomych spoza jej grona, pozbawia ich prywatności i poddaje ścisłej i nieustannej kontroli. Wspomina o całkowitym posłuszeństwie wobec guru, który wyznacza trendy w każdej dziedzinie życia.

We wzajemnych komentarzach rozpoczęło się wypominanie sobie kontaktów z Grzegorzem Braunem, nie mogła zostać pominięta słynna “ruska agentura”. Marian potwierdził to, o czym krążyły pogłoski w internecie, mianowicie to, że wyznawcy sekty będący oficjalnymi członkami “kościoła” Chojeckiego zobowiązani są do oddawaniu mu 10 % swoich dochodów (związana niegdyś z KNP kobieta twierdziła w internecie, że letni domek chojecczan w Siennej został zakupiony ze składek wyznawców a niektórzy nawet brali na ten cel kredyty), przez co Chojecki naciskał na zwiększenie liczby “chrztów” i zwiększanie liczebności sekty. Marian przyznaje także, że Chojecki korzystał z pieniędzy przesyłanych na działalność IPP TV mimo, że wielokrotnie publicznie temu zaprzeczał.

Na koniec Marian pisze: “Pastor? A może jednak władca marionetek”. Aż dwa i pół roku zajęło ci, Marian zorientowanie się w tym? Dopiero teraz mówisz o tym otwarcie? To dlatego zaprzeczałeś i atakowałeś tych, którzy mówili, że tak jest? Byłeś marionetką “pastora” a jednocześnie, czerpiącym korzyści z tego procederu manipulatorem. “Pastor” z kolei mówi, że Marian zawiązał komitet wyborczy z nieudacznikami, którzy obskoczyli już niejedną partię. Dokładnie kogoś takiego, Mariana Kowalskiego, wpychał naiwnych widzom.

Należy nadal śledzić działalność zarówno sekty jak i Kowalskiego, ostrzegać przed nimi ludzi i trzymać rękę na pulsie. Kowalski na pewno będzie chciał stworzyć wokół siebie jakąś kolejną grupę, są przesłanki by twierdzić, że będzie chciał zwerbować byłych klubowiczów IPP, którzy weszli w konflikt z “pastorem”.

Chojecki zapowiedział, że więcej nie będą odnosić się do odejścia Kowalskiego. Taka zagrywka ze strony sekciarzy była już przerabiana. Nagle, i bez słowa wyjaśnienia zniknęło kilku ich prowadzących m.in. Kamil Niemczuk, Karolina Cymańska… nigdy więcej nie pojawili się na spotkaniach chojecczan i nigdy więcej nie zostali przez nich wspomniani choćby słowem. W tym przypadku jest troche ciekawiej ponieważ opuścił ich główny wabik i poster-boy, który dodatkowo uchylił rąbka tajemnicy o ich grupie.

Kończąc, napiszę tylko tyle, że nasza misja nie jest zakończona. Kowalski nie zostanie w żaden sposób zrehabilitowany. Będziemy uważnie śledzić środowiska, które zdecydują się go przygarnąć i obiecujemy zwalczać je z całych sił. Człowiek, który za pieniądze wpędzał ludzi w szpony destrukcyjnej sekty nie może być w żaden sposób rozgrzeszony i dopuszczony do jakiegokolwiek wpływu na cokolwiek.

Marian Junicki

Źródło: https://klubidzpanstad.tumblr.com/post/177629808144/roz%C5%82am-w-sekcie

P.S. Radosław Patlewicz i Krzysztof Lech Łuksza na temat rozłamu w IPP