Strona główna > Rosja > Rosja – Niesamowity pielgrzym…za upadły świat 400 kilometrów na kolanach ku Bogu !

Rosja – Niesamowity pielgrzym…za upadły świat 400 kilometrów na kolanach ku Bogu !

Boży człowiek, pielgrzym wędrujący na kolanach za grzechy całej ludzkości i w intencji nawrócenia się ludzi ku Bogu. 

Właśnie w takiej intencji Alieksandr Kanyszew odbył swoją pielgrzymkę krzyżową o długości 400 kilometrów.

Zbierając materiały na temat klimkowskiej pielgrzymki krzyżowej (kriestnyj chod), natknęłam się w internecie na dokumentalny film o jedynym w swoim rodzaju pielgrzymie naszych czasów. Mało kto wie, że to najważniejsze w sensie duchowym dla rosyjskiego prawosławia (sądzimy. że także dla chrześcijan całego świata – red. W-P) wydarzenie miało miejsce na przełomie lat 1995 – 1996.

UWAGA ! Zaleca się włączenie automatycznego translatora w celu przetłumaczenia treści video.

Pielgrzym z rejonu kieżemskiego. 

А dokonał tego niewiarygodnego duchowego i fizycznego wyczynu Alieksandr Siergiejewicz KANYSZEW, nasz wspólny ziomek !

Rosyjski zasłużony działacz na polu sztuki, akademik Rosyjskiej Akademii Sztuki Filmowej „NIKA”, laureat licznych, prestiżowych festiwali filmowych, reżyser filmów dokumentalnych, Wiaczesław Wasiliewicz Oriechow, nakręcił o tym wydarzeniu dokumentalny film zatytułowany «Очарованный странник» (Niesamowity pielgrzym).

Kadry tego filmu kojarzą się z pewnymi epizodami filmu „Andriej Rubliow” Tarkowskiego: pociemniałe, mokre od wilgotnego śniegu wiejskie domostwa i zagrody, zaśnieżona droga po której mkną samochody ciężarowe. A po skraju drogowego pasa, popychając przed sobą wózeczek, napełniony górą różnych gratów, powoli i nieustępliwie, opierając się drugą ręką na mocnym kiju pielgrzymim, posuwa się na kolanach człowiek w podeszłym wieku. Na przedzie wózeczka zawieszony jest Krzyż z Ukrzyżowanym Chrystusem i ikona Zbawiciela Wszechmogącego.

Skrzypią, własnej roboty, brezentowe nakolanniki na poranionych do krwi kolanach tego, dziwacznego dla bezbożnego świata końca wieku XX, ruskiego człowieka. Brzmi uroczysta i majestatyczna muzyka, przypominająca o Wieczności. Na przodzie – świątynia. Ludzie na poboczach drogi zatrzymują się i patrzą na pełznącego z modlitwą na ustach zgarbionego człowieka.

Ktoś podaje mu jedzenie, prosi o modlitwę za bliskich. Ktoś przygląda mu się z ciekawością, ktoś inny z politowaniem. Pewna staruszka próbuje dopomóc w pchaniu wolno toczącego się wózka. Niektórzy zaś szczerze i otwarcie naśmiewają się z cudaka.

Kobiety odnoszą się do pielgrzyma z większym, niż mężczyźni, współczuciem. Wielu nie rozumie kim jest ten człowiek, wariat, nawiedzony czy święty ? On pełznie a przed nim lecą pogłoski, że on zabił żonę i dzieci, zarżnął nożem, zarąbał toporem (do czego jest zdolny oszalały ruski chłop ?). No i teraz próbuje wymodlić przebaczenie swojego grzechu.

Zebranym wokół niego ludziom pielgrzym mówi: „Pochodzę z Kraju Krasnojarskiego. Nigdy nie siedziałem w więzieniu, nikogo nie zabijałem. Grzechy moje są takie same jak u wszystkich innych ludzi. Idę na wezwanie Przenajświętszej Bogarodzicy. Kiedyś byłem niewierzącym ale zobaczyłem jak Bogarodzica przyszła do Boga i powiedziała, że w takie ciężkie czasy jakie mamy teraz, potrzebny jest człowiek, który z modlitwą poszedłby na kolanach za Rosję, za cały świat. Bóg pokazał jej mnie, moją twarz, i powiedział, że jestem nieochrzczony, jestem grzesznikiem i bluźniercą, ale nie ma nikogo innego kto by poszedł…Ochrzciłem się w Diwiejewo, upadłem na kolana i idę. Jeżeli ludzie przyjdą do Cerkwi i będą pokutować to znaczy, że ja szedłem nie na darmo. Mam miłość do ludzi.”

Zapytano go: „Nie boisz się, że zginiesz na drodze ?” a on odpowiedział: „Pewnie, że się boję, tym bardziej, że nic nie uczyniłem złego…”
Szedł przez dziewięć i pół miesiąca na kolanach od żeńskiego monasteru w Diwiejewo do Ławry Trojce-Siergijewskiej w Siergiew Posad. Z modlitwą za Rosję i za świat pogrążony w grzechach…

Dusza cierpiała za cały świat.

Kiedy reżyserowi Oriechowowi powiedziano, że jest taki człowiek to wyruszył on na trasę w jego poszukiwaniu. Film, tak jak i cały nasz kraj, w połowie lat 90-tych był w głębokim kryzysie. Oriechowowi i jego operatorowi Zespół Filmowy przekazał jedno pudełko taśmy filmowej starczającej na 10 minut filmowania zaś jego znajomy dał mu kilka kaset i kamerę video.

„Mróz 25-cio stopniowy a on nocuje w lesie. Odgarnia łopatą śnieg stawia namiot, rozpala ognisko i jakoś tam, męcząco i niewygodnie, przetrzymuje noc. Rankiem – od nowa na kolana i dalej, dalej, naprzód… Wiacziesław Oriechow zatytułował swój film na cześć bohatera opowiadania Nikołaja Lieskowa. Niesamowity pielgrzym XIX wieku, według Liudmiły Biełkiny, autorki artykułu o reżyserze Oriechowie, na portalu prawosławnej gazety „Błagowiest” – to ruski człowiek z pokiereszowanym losem, gorąco z całej duszy kochający Rosję.

Niesamowity pielgrzym końca wieku XX jest bardziej tragiczny a nawet apokaliptyczny. Świat toczy się ku przepaści a on idzie po to żeby ludzie pokajali się i pozostali przy życiu albowiem Kielich Gniewu Bożego wypełniony jest po brzegi. On wie i widzi, że to zależne jest od niego. Mówi on prosto i nieustannie: „Chodzi o 150 milionów ruskich ludzi. Jeżeli się poddam to oni zginą.”

Nie widać u niego pychy, mówi o sobie tak: „Jestem maleńką istotką, grzesznym człowiekiem, bluźniercą. Ale my wszyscy musimy myśleć o ratunku dla świata, o zbawieniu dla naszych dusz”. Jeden z przydrożnych gapiów powiedział mu: „Za żadne miliony dolarów nie zdołałbym przejść takiej drogi”. Tak, to prawda, dla pieniędzy i sławy takiej pielgrzymki krzyżowej przejść nie sposób…

Kiedy przyszedł on do Siergijew Posad to oddał cześć relikwiom świętego Sergiusza z Radoneża i wyruszył do pustelni getsemańskiej, w szałasie przy rozwidleniu dróg przeżył jeszcze jeden miesiąc, głosząc ludziom orędzie o konieczności pokuty.Widziano go potem często w Diwiejewo, w Moskwie, u moskiewskiej Matronuszki. W ciągu następnych kilku lat odbywał on pielgrzymki krzyżowe od Lipiecka do Monasteru Zadońskiego, do świętego Tichona Zadońskiego.

Odpowiedział na wezwanie Bogarodzicy.

O przeszłości Alieksandra Kanyszewa niewiele jest wiadomo: był on człowiekiem samotnym, nie założył rodziny. Pracował jako budowlaniec, jeździł po kraju z sezonowymi robotnikami, budował domy, szkoły, kotłownie. Kiedy jego brygada budowała cerkiew w Kraju Stawropolskim to, po raz pierwszy, objawiła mu się Przenajświętsza Bogarodzica, nakazała mu się ochrzcić. Ochrzcił się, został ponomarem (ministrantem) w cerkwi. W czasie następnego Jej objawienia Ona wyprawiła go na pielgrzymkę po Rosji. A on podporządkował się Jej wezwaniu.

Dlaczego wyruszył na krzyżową pielgrzymkę na kolanach ? Jak on sam mówił, ludzie nie zwrócą uwagi na człowieka idącego poboczem drogi. Mało takich chodzących poboczem ? Ale za to na człowieka pełznącego z modlitwą na kolanach, z krzyżem i ikoną Matki Bożej na piersi, zwrócą uwagę. To zmusi ludzi do pomyślenia o Bogu i do refleksji nad swoim życiem. Do kolan zdartych do krwi zamocował on nakolanniki z kilku warstw brezentu, do butów przymocował maleńkie kółeczka żeby lżej było się poruszać obolałym nogom. W czasie każdej pogody nocował on w leśnych zagajnikach w pobliżu drogi. Fizycznie cierpiał niewyobrażalnie ale tak jakby ktoś z góry nie dawał mu ciepłej krwi i gorącego, domowego jedzenia.

„Gdybym zaszedł do jakiegoś domu i zległ na miękkiej pościeli to, z pewnością, nie zdołałbym podnieść się i popełznąć dalej” – przyznawał on swoim znajomym – „Człowiek jest słabiutki i bez hartu ducha i wiary.”  W sierpniu 2012 roku Alieksandr Siergiejewicz Kanyszew doszedł po raz ostatni z krzyżową pielgrzymką do Zadonskiego Monasteru. Przepojona współczuciem i szacunkiem dla modlitewnego i pokutnego podwigu (wysiłku) Alieksandra jedna z pielgrzymujących kobiet obmyła jego obolałe nogi. Zawstydzony i onieśmielony niespotykaną troską zasnął z radosnym, dziecięcym uśmiechem na ustach. Po upływie pół roku zmarł.

Оd autorki: Oto jaki podwig (wysiłek pokutny) na wezwanie Bogarodzicy zdołał dokonać nasz ziomek – Alieksandr Siergiejewicz Kanyszew, urodzony w 1945 roku. Wydaje mi się, że odpowiedników dla takiej długiej pielgrzymki na kolanach nie ma. Wyruszył pielgrzymować w wieku 51 lat. Zmarł kiedy ukończył 66 rok życia. Wiem tylko, że miał siostrę, która go poszukiwała i pragnęła zabrać do siebie. Może ktoś z seniorów naszego rejonu pamięta tego człowieka albo jego siostrę ?

Tatiana Jakutina

Za: http://xn--80aaakxpsnjf.xn--p1ai/raznoe/na-kolenyax-k-bogu/

One thought on “Rosja – Niesamowity pielgrzym…za upadły świat 400 kilometrów na kolanach ku Bogu !

  1. Do tematu – znalezione w sieci :

    Twój adwent

    Tkwić w ciemności adwentowego świata. W szaleństwach nienawiści, wojen, terrorystycznych zamachów, wybuchających bomb, min, wylatujących w powietrze samochodów. W fanatyzmie, szowinizmie, nacjonalizmie poszczególnych narodów czy grup narodowościowych. W przemocy, wyzysku. uciskaniu, wykorzystywaniu jednych narodów przez drugie, manipulowaniu nimi. W balansowaniu tego świata na linie wojny nuklearnej. „W wydatkowaniu na cele wojenne astronomicznych sum, gdy równocześnie ludzie wymierają z głodu, a przynajmniej degenerują się z niedożywienia. W szaleństwie wojen gospodarczych, w rosnącej gwałtownie spirali konkurencji, w narastającej dysproporcji pomiędzy ludźmi bogatymi i biednymi, pomiędzy narodami opływającymi we wszystkie zdobycze nowoczesności i narodami żyjącymi w prymitywnych warunkach czasów zamierzchłych. Tkwić w świecie, gdzie wzrasta liczba bezrobotnych: zwalniani są z przedsiębiorstw wieloletni pracownicy, młodzież po szkole nie jest w stanie uzyskać zatrudnienia. Tkwić w świecie, gdzie rośnie przestępczość, morderstwa, rabunki, napady, gwałty, kradzieże. Gdzie rośnie ilość alkoholików, narkomanów, psychicznie chorych, znajdujących się na pograniczu normalności, wyobcowanych, sfrustrowanych, załamanych, samotnych, zamkniętych w czterech ścianach swojego smutnego życia.
    Tkwić w ciemnościach adwentowego świata zabarykadowany w twierdzy swojego mieszkania. Schronić się w porcie swojego domu, do którego zdążyłeś dotrzeć ostatkiem sił, przed wichrami, które tobą miotały, przed falami sztormowymi, które zalewały ci twarz. Płoszony rykiem przelatujących obok ciebie samochodów. Umączony przepychaniem się przez obojętne tłumy, poganiany przez opętanych pośpiechem kierowców: Zanudzony do obrzydliwości gigantycznymi plakatami, na których ulizane twarze albo nieprawdziwe, kolorowe przedmioty z reklamowymi napisami. Wyrwać się z kipieli domów towarowych, do których wstąpiłeś, aby porobić obiecane zakupy. z których zawsze wychodzisz umęczony i smutny. Uciec do domu, azylu normalności, przestraszony dziwnymi ludźmi, których spotkałeś po drodze. Uciec przed tłumem nieustępliwym, obojętnym. Nie widzieć twarzy złych, agresywnych, ironicznych, bezczelnych, chamskich, prymitywnych, które na ciebie nałaziły. Nie być poszturchiwanym, popychanym, popychającym, roztrącanym, roztrącającym. Uciec przed złością ludzką, przed złością własną. Od gwaru ludzkiego. Skulić się w sobie, zamknąć się jak ślimak w skorupie, która by cię ochroniła przed niebezpieczeństwami, nie przepuściła głosu zagrożeń.
    Ale ten świat przyszedł za tobą. Słyszysz go przez okna, przez ściany, wciąż groźny, obcy, niebezpieczny. Wszedł do twojego domu. Wniosłeś go gazetami pełnymi zabójstw, morderstw, kradzieży, napaści, rabunków, gwałtów, oszustw, malwersacji, łapownictwa. Wchodzi do twego domu dziennikami telewizyjnymi, reportażami, które pokazują walczących i zabitych, zamordowanych i morderców, oszustów z twarzami spokojnych urzędników, dotąd szanowanych i nieskazitelnych, filmami telewizyjnymi, które cię straszą jeszcze długo w noc. W chwilach łaski odkrywać w sobie mrok, chciwość, pazerność, egoizm, interesowność. Przekonywać się, jak bardzo należysz do tego świata, jak ten świat zła, zbrodni, chciwości i nienawiści jest obecny w tobie, jak jesteś nim zarażony tak jak on opętany grą, wczepiony w walkę z przeciwnikami, zaangażowany w handel, który się dzieje. Ze smutkiem stwierdzać, że ten świat jest w twoich domownikach. Oni też nim zarażeni tak jak ty. Czujesz go w ich agresywności, która nagle wybucha, w interesowności, która pojawia się niespodziewanie, w ich wygodnictwie, gdy zwalają na ciebie swoje obowiązki i niechętnie podejmują nowe. Boisz się tego świata. Rośnie w tobie strach przed nim, że tak blisko podszedł, już na wyciągnięcie ręki, pod samo gardło. Zanim jeszcze zaśniesz, barykadujesz się przed nim, żeby nie wtargnął do twojego domu, żebyś nie zginął z ręki jakiegoś bandyty Zabezpieczasz drzwi wymyślonym przez ciebie systemem zamków. Upewniasz się, czy okna pozamykane. Wreszcie możesz zasypiać, aby śnić wyspy szczęśliwe, morza turkusowe, piaski nadmorskie, ludzi przyjaznych, przyjaciół serdecznych, miasta spokojne. Domy – przystanie. Śnić ucieczki, zagrożenia od wszystkich, przeraźliwą samotność i opuszczenie, wspinanie się na niedostępne skały, pod którymi otwarte przepaście, wchodzić po schodach stromych do niemożliwości, drapać się po drabinach sznurowych, po linach, wisieć na nich rozciągnięty na oczach obojętnych, pogardliwych tłumów. Schodzić w dół po usuwających się spod nóg kamieniach, gdy nie ma gdzie nogi postawić, gdy otchłanie pod tobą coraz bardziej bezdenne. Budzić się przerażony, spocony, z krzykiem przestrachu, długo nie wierząc, że to był sen. Gorączkowo świecić światło, włączać radio, by się przyprowadzić do przytomności.
    Czekać w ciemności adwentowego świata. A może znowu stanie się taki cud jak wtedy. Niebo otworzy się nad placami miast i skrzyżowaniami autostrad. Aniołowie zaśpiewają nad neonami reklam i światłami kierującymi ruchem. Rozlegnie się głos: „Oto zwiastuję wam radość wielką. Dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” (Łk 2. 1 1 ). Jego gwiazda zaświeci nad naszymi miastami i wsiami. I będą szli ludzie za nią, tak jak szli Mędrcy ze Wschodu, aby zrozumieć Jego naukę o miłości. I człowiek stanie się dla człowieka bratem. Witał go będzie uśmiechem. Pomagał mu będzie w każdej potrzebie. Będzie można chodzić bezpiecznie po ulicach, tak w dzień, jak w nocy. Ustaną wojny i walki, znikną druty kolczaste na granicach państw.
    Czekać w ciemności adwentowego świata. A może stanie się cud – zajaśnieje w tobie światło Jego sprawiedliwości, opadną skorupy zła, fałszu, brzydoty, powrócisz do swojej prostoty, do swojej normalności. Popatrzysz na ludzi z miłością. Nawet na tych, którzy są ci nieprzyjaźni, wrodzy, którzy w życiu skrzywdzili cię tyle razy. Popatrzysz na nich z miłosierdziem, że w nich tyle przewrotności, chciwości. Modlić się będziesz za nich.

    A może stanie się cud i zaczną i oni być normalnymi ludźmi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *