Strona główna > Świat > Przegląd wydarzeń

Przegląd wydarzeń

Polska codzienność

Współcześni lekarze „leczą” objawy  zamiast usunięcia przyczyn, czyli choroby. Uśmierzają ból. Działanie to jest jednak pozorem leczenia, ponieważ przyczyna jaką jest choroba organizmu pozostaje i niszczy organizm.

Identyczne zjawisko  ma miejsce w sferze polityki. Niezadowolenie społeczne pacyfikowane jest kosmetyką finansową, albo obietnicami: będziemy dążyć, starać się, mamy propozycje it.p. Tymczasem wlokące się miesiącami dialogi, rozmowy, negocjacje z pozoru szlachetne, nie rozwiązują przyczyn uśmierzając jedynie objawy bólu społecznego wynikającego ze złego zarządzania organizmem państwowym, zatem choroba postępuje obejmując kolejne grupy zawodowe. Nauczyciele są przykładem jednej z grup społecznych cierpiących na syndrom złego zarządzania państwem od 30 lat. W chorym zbiurokratyzowanym organizmie państwa mamy ciężko chore społeczeństwo. Chorobą systemu jest rażąca niesprawiedliwość, bieda oraz fasadowość wszelkich instytucji powołanych do stwarzania pozorów państwowości.

Takim samym zjawiskiem jest sposób w jaki rządzący wydają nasze pieniądze na pomoc ludziom z rejonów dotkniętych wojną. Póki trwa wojna, kosztowne uśmierzanie jej skutków nie rozwiązuje sedna sprawy.

Ukraina

Ukarany wyrzuceniem z US Navy za pozytywny wynik testu kokainowego Hunter Biden radzi sobie jako członek zarządu firmy paliwowej Burisma Holding na Ukrainie. W 2013 roku, raptem 10 dni po wizycie jego ojca Joe Biden’a  (jednej z 17 wizyt złożonych w tym kraju) uzyskał pożyczkę w wysokości 1 miliarda dolarów z Bank of China. Ta kwota pozwoliła mu kupić amerykańską firmę o profilu wojskowym. Amerykańscy komentatorzy nie kryli oburzenia  wobec nepotyzmu, który jak sądzili jest tylko właściwością komunistyczną. Biały Dom nie widzi konfliktu interesów gdy w jednej rodzinie ewidentnie spotyka się polityka i business.

Ciekawe też są inne osoby zasiadające w  zarządzie Burismy, a należą do nich: Joseph  Cofer Black- dyrektor CIA ds. walki z terroryzmem, A. Kwaśniewski – były Prezydent Polski.

Wielka Brytania

Zachwiany  Brexit żywotnie zainteresowanych jego przebiegiem  mieszkańców wysp,  przypominający  kwadraturę koła, szybko ustąpił w mediach miejsca  nakazowi władz brytyjskich wydalenia z  ambasady Ekwadoru w Londynie  Juliana Assange’a.  Z początku na wniosek Lenina Moreno zażądano, by twórca Wikileaks opuścił ambasadę w ciągu 2 dni. Pod ambasadą pojawili się nieliczni demonstranci z banerami, potem policja. Następnie władze brytyjskie przedłużyły czas na opuszczenie ambasady do 20 dni. Budynek ambasady Ekwadoru jest pod stałą obserwacją policji z lokalu po drugiej stronie ulicy. Wydany najpierw Brytyjczykom, J. Assange przekazany zostanie władzom amerykańskim.

Gaza/Izrael

30 marca na granicy Gazy i Izraela odbyła się wielotysięczna rocznicowa  manifestacja Palestyńczyków pod hasłem „Marsz Powrotu” domagających się powrotu na swoje ziemie. Bibi Netanyahu ocenił, że demonstracja miała charakter pokojowy, kto zatem zastrzelił 4 ofiary ?

Przy okazji, policja australijska i amerykańska korzysta w działaniach przeciw tłumowi z nowej broni jaką jest LRAD (Long Range Acoustic Device). Strumień dźwiękowy powyżej 152 dB trwale uszkadza słuch rozsadzając bębenki.

Wenezuela

Były pracownik ONZ z komisji Praw Człowieka Alfred de Zayas, z wykształcenia prawnik, ostro skrytykował raporty w sprawie Wenezueli. Nazwał je oceanem kłamstwa. Jednostronne, nieprofesjonalne, upolitycznione i tendencyjne są nagonką przeciwko temu krajowi. Z chęci zweryfikowania  sytuacji pojechał do Wenezueli spodziewając się naocznie zobaczyć nagłośnioną katastrofę humanitarną. Przeprowadził rozmowy z przedstawicielami różnych grup społecznych. Jego doświadczenie spowodowało, że 19 marca b.r. w Genewie poza sprawozdaniem z pobytu przypomniał, że znana zasada bezstronności opisana jako mechanizm Montevideo (Audiatur et altera pars) została wyrugowana we wcześniejszych raportach sporządzonych pod jednoznaczną tezę owocując nagonką na władze Wenezueli, żądaniem zmiany prezydenta, obcą interwencją oraz wprowadzeniem sankcji.

Zaapelował do społeczności międzynarodowej o wykorzystanie mechanizmu Montevideo, przeprowadzenie rozmów na wniosek władz Meksyku i Urugwaju, by doprowadzić do pokojowego rozwiązania problemu między rządem Wenezueli a wspieraną przez USA opozycję.

USA

Ciekawe spostrzeżenie poczynił pewien Amerykanin. Samotnie wybrał się pod gmach będący miejscem spotkania działaczy AIPAC. Poza kamerą i megafonem zaopatrzył się w identyfikator, na którym poza imieniem i nazwiskiem – Chris Dorsey, widniała funkcja MILITIA   INTELLIGENCE (wywiad obywatelski). Długi czas przekomarzał się z pogardliwie go traktującymi nadchodzącymi uczestnikami spotkania, wdając się w dysputę historyczną, bądź zarzucając im pazerność ze szczególnym przywiązaniem do kłamstwa historycznego. Złośliwie zagłuszano go. Pojawiła się  maszerująca ulicą gromadka jakby opozycjonistów z hasłem „WOLNOŚĆ DLA PALESTYNY”, „ZOSTAWCIE JEROZOLIMĘ”. Tęczowy banerek i wszystko mówiące oblicza i stroje wywołały natychmiastową reakcję wywiadowcy: ”Oto idzie kontrolowana opozycja”. Obywatel wywiadowca głoszący swoje krytyczne uwagi pod adresem Izraela, spowodował, że podeszła starsza jejmość i na jednym wydechu wyrzuciła z siebie „Konstytucja gwarantuje  wolność słowa, prasy i religii – wstydź się, nie znasz konstytucji”. Ten refren powtórzyła wielokrotnie.

Niby za oceanem, a jakie to znajome.

Jola

9 thoughts on “Przegląd wydarzeń

    1. Taką za przeproszeniem „mordę” dokleja im żydowski reżim z Parchawy, ale prawda jest dużo prostsza. Pracownicy oświaty rzeczywiście nie zarabiają adekwatnie do zawodu który wykonują (no chyba, że ktoś wierzy PiSowskim wyliczeniom) i dlatego setki tysięcy z nich strajkuje. I tu tkwi źródło problemu, a nie w jakichś Broniarzach czy innych szemranych typach. Poza tym, czy uważa Pani, że wśród strajkujących setek tysięcy nauczycieli nie ma PiS’owców? Jeśli tak, to ta grupa zawodowa musiała by być jakimś fenomenem na skalę światową, że wszyscy którzy wykonują ten i ten zawód mają te a nie inne poglądy polityczne. Przecież to kompletny absurd. Strajkowali policjanci, podwyżkę dostali. Strajkowali lekarze, pielęgniarki, podwyżki były (i nikt wtedy nie mówił, że zostawiają chorych pacjentów jak to obecnie szantażuje się nauczycieli dziećmi – zupełnie jakby swoich nie mieli). Nawet pracownicy ZUS’u otrzymali podwyżki. Ktoś jednak owoce pracy narodu spija i generalnie stąd następni w kolejce. Problem w tym, że żydowski reżim w Parchawie przez swoje socjalistyczne eksperymenty i rozdawnictwo kopie nauczycieli w cztery litery bo woli wygrać kolejne wybory aniżeli poprawić byt danej grupie zawodowej (za to na siebie to politycy pieniążków nie żałują, zapewniam). Ot cała filozofia. Ohydna jest także nagonka na nauczycieli, wszelcy Janusze biznesu, operatorzy wideł czy inni kierownicy do spraw przerzucania gnoju już stwierdzili, że wszyscy „som za PełO” i rozkazują im spieprzać na kasy do biedronki czy chwycić za miotłę i do rynsztoka. Tak właśnie polskojęzyczne bydło traktuje w III RP (Paradisus Judeorum) ten zawód, do tych właśnie czynności polskojęzyczny motłoch przyrównuje pracę umysłową wykonywaną przez pracowników oświaty. Zero szacunku i absolutne wdeptanie w ziemie autorytetu nauczyciela. Cóż, głupim społeczeństwem łatwiej rządzić.

  1. P.S. A wracając jeszcze do tematu, to środowiska patriotyczne i samozwańcze „autorytety” szeroko pojętej prawicy z każdym dniem tracą w oczach. Tu „szczęść Boże” na dzień dobry i uśmiech pod judejską brodą, a rolnicy kopnięci w cztery litery i pozostawieni na łaskę reżimu, tu strajk nauczycieli, a na ruszt brany jakiś kiep Broniarz i ani jeden materiał wideo w rzekomo „narodowych” JewTubowych TV który by się za nimi ujął i dotarł do choć jednego paska wynagrodzeń. Jeno kopniak między oczy od pisowskiego katzolickiego ludu. Tylko reklamy książek JewTubowych „autorytetów” trwają w najlepsze i wzajemne klepanie się po plecach. Zrzygać się można.

  2. Ja bym zrobił test z wiedzy ogólnej wszystkim nauczycielom.Po trzy pytania z każdego przedmiotu.A tego co nauczają to sprawdzian z wiedzy ogólnej.Ciekawe co sami wiedzą.Żeby przynajmniej 5-6 uczniów z każdej klasy którzy wychodzą z gimnazjum a potem liceum czy technikum było ogarniętych.Przecież to co mamy obecnie to pokolenie bezmózgich zombi.Za co podwyżkę za to że dwa miesiące na wakacjach się byczą. Za to że mają co chwile wolne za to że nie pracują codziennie po 8 godzin.Za to że sobie dorabiają dając lekcje. Za to że jeżdżą na wycieczki szkolne za pół darmo.Nauczyciele to jakaś elita czy co zwykłe nieroby.

  3. Do „a303” Uważam że w swojej opinni jesteś nieobiektywny.Według ciebie nauczyciele powinni godnie zarabiać tylko z racji wykonywanego zawodu nie bierzesz jednak pod uwagę że w tym zacnym zawodzie pracuje masę osób nie kompetentnych albo dlatego że w budżetówce łatwiej utrzymać robotę znam takie przypadki. Po za tym uważasz że nauczyciel to jedyny zawód który powinien być godnie wynagradzany???

  4. Do tematu z netu :

    UCZELNIANY CYRK

    Tak się jakoś zdarzyło, ze w moim życiu otarłem się o różne środowiska studenckie. Każdy kierunek ma bowiem swoją atmosferę, swoją specyfikę, system powszechnie uznawanych wartości. Być może ma to związek z późniejszym zawodem, jaki się po określonym kierunku wykonuje. Najbardziej zbulwersował mnie Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Trafiłem tam całkowicie przypadkowo, od razu na drugi rok, po pierwszym zaliczonym na Uniwersytecie w Toruniu i to w trybie zaocznym. Rzadkie zjazdy na studiach zaocznych uniemożliwiają obiektywną obserwację środowiska i zapoznanie się z klimatem wydziałowym. Może dlatego studia dzienne wywołały u mnie taki szok…

    SPĘD BYDŁA

    – tylko w taki sposób można określić to, co dzieje się podczas sesji egzaminacyjnych na Wydziale Prawa UW. Od kiedy wprowadzono obok systemu dziennego jeszcze „wieczorowy” (enigmatyczny cudzysłów wyjaśnię niżej) na roku jest około 1200-2000 studentów. Nie ma przy tym żadnego podziału na studentów dziennych i wieczorowych, nie ma dla tych drugich oddzielnych zajęć po południu (co uniemożliwia im np. pracę), a jedyna różnica to wysokie czesne, jakie ci drudzy mają do zapłacenia za możliwość edukacji na tak prestiżowej uczelni. Każdy egzaminator to wielka indywidualność, a generalnie można ich podzielić na „udupiaczy” i „spoko gości” (używam żargonu studenckiego). Przy takiej liczbie studentów zaledwie nieliczni mają szczęście trafić na tych drugich. A to wywołuje liczne frustracje i sprawia, że kolega z ławki okazuje się nagle potworem. Na przykład kiedy chciałem zdać egzamin z prawa konstytucyjnego u doktora cieszącego się opinią poczciwego człowieka, zrozumiałem, że na tym wydziale rządzą prawa dżungli. Przed drzwiami do jego gabinetu stały kolejki od 5 rano, żeby zapisać się na egzamin. Zazwyczaj jedna osoba przychodziła bardzo wcześnie, nawet w nocy, zapisywała swoich znajomych i czatowała pod drzwiami. Jeżeli jednak osoba pilnująca listy oddaliła się z warty i udała powiedzmy do toalety, po powrocie mogła ją czekać przykra niespodzianka. Otóż na drzwiach wisiała nowa lista, bez nazwiska nieszczęśnika, a stojący przed gabinetem bracia-studenci twierdzili, że wisiała tam od kiedy przyszli i żadnej innej listy nie było. I tak zarwana noc może się okazać daremnym trudem. Ale to jeszcze nie koniec hecy! Bo bywało i tak, że w momencie kiedy przychodził egzaminator i zajmował miejsce w swoim fotelu nagle ni stąd ni zowąd wbiegał jakiś student i kładł na biurku zupełnie inną listę (z innymi nazwiskami). A pod drzwiami panował wielki chaos, zamieszki, stres i rozpacz. Każdy egzamin dostarcza silnych wrażeń emocjonalnych: wybiegające z płaczem młode kobiety, trzaskający drzwiami mężczyźni, tłum pocieszycieli, sugerujących, że to przecież tylko egzamin. Atmosfera jest bardzo napięta i sprzyja wybuchom paniki.

    OLEWAJSTWO

    Egzaminatorzy nie pomagają w rozładowaniu tego napięcia, a wręcz przeciwnie! Spóźnienia, nawet dwugodzinne, na egzamin są na porządku dziennym. Nie wspomnę już o nie przychodzeniu na zajęcia, skracaniu czasu przeznaczonego na wykład lub nie robieniu przerw w zajęciach. Szczytem głupoty są natomiast testy oceniające wykładowców, które studenci wypełniają na oczach prowadzącego zajęcia, a ten ma do nich wgląd (przecież nikt nie chce dostać „lufy” na egzaminie).

    IN FRAUDEM LEGISO
    Oczywiście istnieje regulamin wydziałowy i są ścisłe terminy zdawania egzaminów, zdawania poprawek, „komisów” itp. Z tym, że są sposoby na ominięcie zawiłej procedury uczelnianej. Ale to trzeba być superlaską (najlepiej z tytułem Miss albo coś w tym stylu) lub jakimś dobrym znajomym któregoś z dziekanów. Wtedy można liczyć na specjalne przywileje. Ponieważ to od zgody dziekana zależy wszystko czyli dla jednych głupi egzamin, dla innych – całe życie. Może dlatego studentki tak chętnie spotykają się z dziekanami i innymi profesorami czy doktorami, korzystając z ich pomocy w czasie sesji. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że wcale tego nie ukrywają (a może tylko niektóre). Kiedyś na zajęciach z prawa konstytucyjnego siedziały za mną dwie bardzo atrakcyjne koleżanki, finalistki jakichś konkursów piękności, i opowiadały sobie jakie to sprawy załatwiają przez dziekana. Dowiedziałem się, że dziekan poza działalnością na uczelni jest stałym bywalcem imprez, na których piękne dziewczęta walczą o tytuł najpiękniejszej. To tam znajduje sobie kochanki, które w zamian za prywatne z nim spotkania mają „z bańki” pięć lat studiów. I rzeczywiście! W sytuacji, kiedy każdy statystyczny student już dawno wyleciałby ze studiów owe panie zaliczają w najlepsze rok po roku, jakby cudem. I wcale nie ukrywają jakim sposobem do tego doszło. Takie załatwianie spraw jest powszechne. Zdarzają się studentki w beznadziejnej sytuacji egzaminacyjnej, które same proponują -spotkania dziekanom, bo od tego zależy zaliczenie roku lub coś dla nich bardzo ważnego. Nie da się tego nie zauważyć, nie można o tym nie wiedzieć. Nikt na Wydziale się temu nie dziwi, nikogo to nie bulwersuje, nikomu to nie przeszkadza. Zastanawiam się tylko dlaczego tak się dzieje. Moje narodowe poglądy, moja religia, mój system wartości zupełnie nie pasował do otoczenia, w jakim się znalazłem. Może dlatego byłem tam, w tym tłumie zawsze samotny jak wilk, zawsze od niego odstawałem. Wybrałem kierunek studiów zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, ale jakoś nie mogłem znieść tego, co się dzieje dookoła. Próbowałem o tym rozmawiać z kolegami ze studiów, ale nikt nie rozumiał o co mi chodzi. Oni uważają, że to normalne, że jeżeli nie będę kombinował to sobie nie poradzę na tych studiach.

    UCZCIWOŚĆ – TAK CZY NIE?

    Poradziłem sobie. Zaliczyłem dwa lata studiów wśród drapieżników. Bo na tym kierunku nie ma przyjaźni. Kolega z ławki to konkurencja na rynku pracy. Działa się w pojedynkę, bo jeśli się komuś pomoże, trzeba się liczyć z tym, że ta osoba może być od ciebie lepsza, a tego nie chcesz. Te dwa lata zmieniły moje wyobrażenie o życiu i świecie, w którym żyję. Najgorsze jest to, że poczułem się – taki bezsilny. Przecież nie mogę nikogo zmienić bez jego zgody. W rezultacie wróciłem na Uniwersytet w Toruniu na studia zaoczne. Tutaj zdecydowanie mniej się dzieje, a może tylko mniej się o tym mówi? Po moim doświadczeniu nie mogę się dziwić dlaczego prawnicy to tak rzadko uczciwi ludzie.
    Czasem tylko zazdroszczę mojej siostrze, która, na jej szczęście, zawsze interesowała się literaturą. Jest na drugim roku Filologii Polskiej, też na UW. Jej doświadczenia są dokładnie przeciwne niż moje: życzliwi ludzie, miła atmosfera, wszystko można spokojnie załatwić. Na moje opowieści o doświadczeniach z Wydziałem Prawa reaguje niedowierzaniem i śmiechem. Czyli jednak są studenci, kultywujący jakieś wartości duchowe. Chodzą do teatru, na wernisaże, interesują się poezją i filmem.

    Zastanawiam się tylko po której stronie jest norma. A może zetknąłem się z dwoma skrajnościami? Obawiam się, że przy obecnej orientacji szkół na zarabianie pieniędzy poprzez studia zaoczne i wieczorowe dyplom poważnie stracił na wartości. Liczba studentów wzrosła bowiem kilkukrotnie, ale pomieszczenia uniwersyteckie się nie zwiększyły. Podobnie jak liczba wykładowców. W rezultacie powstaje produkt słabszej jakości, dyplom gorszej jakości. Cierpimy na tym wszyscy, bo nie sposób ocenić szkód powstałych przez niekompetentnych fachowców. Ale najbardziej cierpią sami studenci, bo niejednokrotnie ciężko pracują i zasługują na godne traktowanie. Nie wspomnę nawet o tych, których „luksus” bycia studentem drogo kosztuje.

    – K. Osajda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *