Strona główna > Polska > Prawica się zaorała. Kaczyński może chłodzić szampana. Jan Bodakowski

Prawica się zaorała. Kaczyński może chłodzić szampana. Jan Bodakowski

Artykuł db poza naiwną tezą autora, że „prawica od 30 lat chce dobrze ale nie potrafi”. Naiwną, bo zakłada iż wszystkie porażki „prawicy” są wynikiem głupoty albo braku umiejętności u tychże ludzi, podczas gdy są to jednostki znacznie inteligentniejsze niż przeciętny zjadacz kartofli oraz doświadczone w polityce, a i tak nie ma w nich ani woli, ani ambicji by wyciągnąć nauki ze swych niezliczonych porażek i czynią ci ludzie dosłownie wszystko, aby przerżnąć każde kolejne wybory. Wniosek? Mikke, Bosaki, Michalkiewicze, cała ta nażelowana ferajna „ruchaczy narodofych”, to wszystko powinno wylądować już dawno temu i w niesławie na śmietniku historii. Admin.

Czyta także: Cechy kontrolowanej opozycji

Rebe Michalkiewicz, dzielny doradca i mentor koncesjonowanych „narodofych” kucy. Czytaj także: S. Michalkiewicz okaż list Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego.

###################

Polski prawicowiec (katolik, antykomunista, narodowiec, konserwatysta, przeciwnik aborcji i roszczeń żydowskich) nie ma na kogo głosować. Stało się tak tylko działalności polityków prawicy, którzy jak zwykle robią wszystko by do siebie zniechęcić. A winę za to ponoszą sami prawicowcy, którym nie chce się zorganizować by móc działać, i non stop swój los powierzają w ręce polityków robiących wszystko by przegrać.

Według doniesień medialnych Kaja Godek popełniła polityczne samobójstwo, tworząc wspólną listę z Markiem Jurkiem. Politykiem, który od lat się kompromituje swoim filosemityzmem (nawet bezpodstawne roszczenia żydowskie opiewające na 300 miliardów dolarów (to się jeszcze okaże czy nie jest wymysłem rebe, niech rebe okaże list!) nie są w stanie go z tego szaleństwa wyzwolić). Ostatnio Marek Jurek nie dopuścił do kolacji swojego ugrupowania Prawica RP z Konfederacją, potem do zarejestrowania list koalicji Prawicy, Europa Christi z Zjednoczeniem Chrześcijańskich Rodzin, a na końcu wystartował z listy Kukiza (który jest przeciwny ograniczaniu prawa do aborcji i był koalicjantem włoskiego proaborcyjnego Ruchu Pięciu Gwiazd).

Wcześniej polityczne samobójstwo popełniła Konfederacja. Wywalając swoim zachowaniem ze swoich szeregów Kaje Godek (a wcześniej wywalono Marka Jakubiaka, który popełnił polityczne samobójstwo współpracując ze znanym byłym politykiem Ruchu Palikota, a potem Nowoczesnej). Pojawiły się też doniesienia o różnych dyskusyjnych osobach orbitujących wokół Konfederacji (generale Wileckim, środowisku byłego WSI, osobach aktywnych politycznie po stronie reżimu w PRL). Konfederacja okazała się przy tym niezainteresowana tworzeniem struktur i przedstawieniem prawicowego programu.

Polityczne samobójstwo popełnił też Paweł Kukiz, idąc do wyborów na listach PSL. Efektem było to, że mający często prawicowe poglądy posłowie z jego listy znaleźli się w sytuacji do niepozazdroszczenia – nie powiem gdzie by nie używać wulgarnych i kojarzących się z kwestiami rasowymi określeń.

Ta katastrofalna sytuacja na prawicy wynika z wieloletnich zaniedbań. Po pierwsze od dekad nie ma dyskusji programowej. Od 30 lat zadowalamy się słusznymi frazesami. Podczas gdy trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie wyzwania stoją przed Polską i jak im sprostać. Pewnie, gdyby jakiś polityk prawicy cudem zdobył władze w Polsce, to by nie miał pojęcia, co konkretnie trzeba zrobić. Wiedziałby, że należy obniżyć podatki, ale nie wiedziałby jak to zrobić, jakimi środkami.

Drugim zaniedbaniem wynikającym z pierwszego jest to, że mając już program (którego nie mamy), prawica powinna była wokół takiego programu rozpocząć akcję rekrutacyjną, mającą na celu zbudowanie struktury terenowej (bez której nie da się robić polityki, znaleźć się w samorządach, kontrolować prace komisji wyborczych, przeprowadzić kampanii). Program jest po to w akcji rekrutacyjnej, by ludzie wiedzieli, wokół czego się integrują, bo gdy w ramach hura optymizmu i pospolitego ruszenia ludzie jak się zintegrują, to zazwyczaj okazuje się, że mają inne oczekiwania i taka wspólnota szybko się rozpada. Taka powstała wokół programu na drodze szerokiej rekrutacji partia powinna mieć bardzo demokratyczny charakter. By o partii decydowali działacze, a nie lider.

Dotychczasowi liderzy prawicy, w duchu cywilizacji turańskiej (opisanej przez Feliksa Konecznego) nie stworzyli programu, bo program ograniczałby ich samowole — bez programu mają władzę absolutną. Nie przeprowadzili szerokiej rekrutacji, bo kiedy mogą kontrolować partie kadrowe, to partia masowa byłaby zagrożeniem dla ich wszechwładzy. Nie ma też oczywiście z tych samych powodów demokratycznej struktury w tych partiach.

Zaznaczam, nie ma tym wszystkim czyjeś złej woli. Liderzy prawicy są przekonani, że ich działalność jest zbawienna dla Polski. Wbrew powszechnym opiniom o polityce i politykach, wszyscy oni, liderzy i aktywiści, nie zależnie czy z prawa, czy z lewa, czy ekstremiści, czy rumiane pulpety w garniturach, czy naziści, czy komuniści, wszyscy chcą dobrze. Nikt ich nie wynajmuje i nie ma w nich woli szkodzenia innym.

Dziś liderzy prawicy nie walczą realnie o ponad 5%, by mieć reprezentacje w parlamencie, tylko o ponad 3%, by mieć dotacje dla partii politycznych, czyli zapewnić sobie pieniędzy na życie. Można zrozumieć intencje, którymi się kierują. Jednak liderzy powinni też zrozumieć, że zwolennicy prawicy mogą się czuć zmęczeni całą tą sytuacją i opcja zerowa może elektoratowi wydawać się niezbędna do zakończenia sytuacji patowej na polskiej prawicy.

Opcja zerowa to stan, w którym zniechęceni ekscesami liderów prawicy wyborcy nie głosują na nich. Nie ma 5%. Nie ma 3%. Dotychczasowi liderzy prawicy znikają, przestają zajmować niszę ekologiczną prawicy, i mają gdzie się pojawić nowi ludzie, którzy może zdecydują się na stworzenie programu, na akcje rekrutacyjna, na stworzenie struktur i demokratyczną strukturę partii.

Argumentem na rzecz opcji zerowej jest to, że stan patologii na prawicy trwa od 30 lat, i utrzymywanie go nie ma większego sensu, bo nie jest on efektywny (nie ma sukcesów), a jak się jakieś sukcesy zdarzą, to są marnowane – tak zmarnowali swoją obecność w parlamencie liderzy prawicy wybrani z listy Kukiza, dotacje dla partii zmarnował obie partie wolnościowe (nie powstały za tę kasę ani media, ani struktury, ani think tank), dotychczasowi liderzy nie wypracowali programu, zmarnowało nawet entuzjazm, jaki towarzyszył Marszom Niepodległości.

Z samo zaorania prawicy może się cieszyć Jarosław Kaczyński, który nie ma z kim przegrać – antyPiS odstrasza Polaków tęczowymi szmatami, prawicowa konkurencja popełnia polityczne samobójstwo, i nawet marnotrawstwo środków publicznych przez Kuchcińskiego nie jest w stanie zaszkodzić PiSowi.

Jan Bodakowski

Źródło: https://prawy.pl/103520-prawica-sie-zaorala-kaczynski-moze-chlodzic-szampana/

One thought on “Prawica się zaorała. Kaczyński może chłodzić szampana. Jan Bodakowski

  1. Dzięki admin za komentarz, bo inaczej byłaby to orka na ugorze.

    Spostrzeżenie „Naiwności tezy autora” o głupocie tzw. „prawicy” jest jak najbardziej słuszne, ale trzeba je rozciągnąć na cały artykuł, który tendencyjnie i wybiórczo (jak gazeta „wybiórcza”) zajmuje się tylko jednym: jak to jedna baba drugiej babie…. co ma być przyczyną niepowodzeń. Narzucając pogląd, że wystarczy powymieniać tego i owego i już będzie dobrze; a przecież gołym okiem widać, że tak koncesjonowana „opozycja” zwana buahahahah prawicą jest zadaniowana pozorowaniem działań rzekomo opozycyjnych i z góry skazana jest do odstrzału.

    Chodzi o zrobienia wrażenia, że z góry ustalone „wyniki wyborów” nie popierają rzekomej opozycji; to ma tylko uwiarygodnić fikcję wyborczą.

    Dzieją się trzy zadziwiające zjawiska:

    1. Uaktywnienie wszystkich uśpionych agentów systemu, którzy mają tylko jedno zadanie, przekonywać i zachęcać do pójścia na farsę wyborczą.

    Nieprawdopodobnie agenturalny głąb jaram-jaram, jak zdał sobie sprawę, że zjechał całą „prawicę” czyli pis i konfederację, jego bubla Potockiego nie będzie, to zachęcał: idźcie na „wybory” byle tylko zagłosować.

    2.Przekierowanie uwagi z faktu, że nie ma żadnej „wolnej gry wyborczej” na niekończące się ataki osobiste i obrzucanie błotem wszystkich ze wszystkimi.

    Tu, oprócz wspomnianego jaramjaram swoisty rekord pobił niejaki Alex Berdowicz, nie mając nic, absolutnie żadnego argumentu przeciwko Patlewiczowi, wymyślał absurdalne wyzwiska i tak głupawe wstawki graficzne, że nawet nie było to śmieszne.

    (Nie lubię Patlewicza, bo podobnie do Michalkiewicza, każdą porcję faktów, okrasza przygłupimi tendencyjnymi komentarzami, dokonując właściwie rozumianej lichwy; ale te fakty ma, natomiast szmaciak Berdowicz nie ma, ani jednego )

    3.Na naprędce organizowane nowo koncesjonowane opozycje jak np. 1Polska, to kolejny szajs.

    Nie ma realnej opozycji bo nie ma realnych wyborów, czyli wolnej swobodnej „gry wyborczej”.

    Wobec znanej historii pozorowanych wyborów:

    Z neta:

    Wybory w 1989 r. Kontraktowe, nie: „częściowo wolne”
    https://www.salon24.pl/u/cytadela/51406,wybory-w-1989-r-kontraktowe-nie-czesciowo-wolne

    „Wybory kontraktowe” – czyli „wybory” ustawione!!!!! (jak np. mecze)

    „Głosowania w niedemokratycznej powojennej Polsce, określane mianem wyborów, odbywały się regularnie, lecz miały charakter fasadowy. Od 1947 ich stałym elementem było fałszowanie wyników na korzyść komunistycznej władzy, jak również brak rzeczywistej wolności w dokonywaniu aktu wyborczego”

    35 proc. miejsc w Sejmie obsadzonych będzie w wyniku wolnej gry wyborczej, natomiast pozostałe 65 proc. posłów zostanie wybranych z list o charakterze +kurialnym+ podzielonych między PZPR i jego sojuszników z PRON (w tym 35 z listy krajowej). W ten sposób komuniści zapewniali sobie, kontrolny pakiet+ mandatów

    Ustalenia – czyli 35 % miejsc dopuszczonych do „wolnej gry wyborczej” – zawarte wówczas w sprawie wyborów parlamentarnych były jednorazowe.

    Polska pierwszy raz zaszła częściowo w ciążę, w wyniku której narodziła się prawdziwa komunistyczna demokracja!

    Wkrótce po wyborach premierem rządu został komunista Tadeusz Mazowiecki, a prezydentem wybranym przez „wolny” parlament został super komunista gensek Wojciech Jaruzelski;

    a potem było „coraz lepiej”,„wybrani” prezydentami zostawali coraz więksi antykomuniści: skończony, cham, prostak i zdrajca bolek, stolzman vel kwaśniewski itd.

    https://www.salon24.pl/u/cytadela/51406,wybory-w-1989-r-kontraktowe-nie-czesciowo-wolne
    Wybory w 1989 r. Kontraktowe, nie „częściowo wolne”
     
    I znów to samo – powtarza się w koło Macieju, że „czerwcowe wybory do Senatu były wolne, a do Sejmu częściowo wolne”, czyli „wolne w 35%”. Wybory do Senatu w 1989 r. – faktycznie, tam była wolność zgłaszania kandydatów, demokratyczne procedury, żadnych ustaleń co do podziału mandatów. Czy „wolne” dotyczy też takich spraw jak równość prowadzenia kampanii wyborczej, środków na nią przeznaczanych (ich pochodzenia), dostępu do państwowych środków przekazu – to już inna sprawa. Ale wybory do Sejmu „częściowo wolne?” Guzik prawda! Tak samo one „częściowo wolne”, jak rząd Mazowieckiego był „pierwszym niekomunistycznym” – z najznamienitszymi „niekomunistami” w rodzaju Kiszczaka, Siwickiego, czy Święcickiego w kluczowych resortach.
     
    Z wyborami jest jak z jajeczkiem lub ciążą. Nie może być jajeczko częściowo nieświeże, nie można być częściowo w ciąży, nie ma wyborów „częściowo wolnych”. Jeśli nie są wolne w 100%, to wolne w ogóle nie są. A wybory do Sejmu w 1989 roku wolne nie były nawet jeśli by uznać, że przynajmniej te 35% mandatów, o które walczyła (i które wywalczyła) opozycja było rozdysponowanych w sposób stuprocentowo wolny i demokratyczny. Niestety, nie było nawet tak. Dlaczego?
     
    A dlatego, że, jak przewidywał kontrakt okrągłego stołu, mandaty rozdzielono w sposób następujący: o 60 % miejsc a Sejmie (276 mandatów) ubiegać się mogli członkowie PZPR, ZSL i SD (każdy zresztą w ramach „swoich mandatów” – PZPR-owiec walczył więc z PZPR-owcem, ZSL-owiec z ZSL-owcem itp). O 5% miejsc (23 mandaty) walczyć mieli członkowie koncesjonowanych PRL-owskich stowarzyszeń: Zaś o pozostałe 35% miejsc w Sejmie X kadencji (czyli o 161 mandatów) rywalizować mieli bezpartyjni. Nie były to więc wybory wolne nawet w zakresie tych 161 mandatów. Z tej prostej przyczyny, że PZPR-owcy, ZSL-owcy i SD-cy w wyborach do tych akurat mandatów kandydować nie mogli. Rywalizacja wyborcza toczyła się więc między opozycją „solidarnościową”, opozycją „niesolidarnościową” i tzw. bezpartyjnymi bolszewikami, których komuniści pozgłaszali tu i ówdzie, żeby mieszali szyki kandydatom KO. „Solidarność” pokonała więc komunistów w bezpośredniej walce wyborczej, owszem – ale tylko w przypadku Senatu. W wyborach do Sejmu tak nie było, bo do takiej walki wcale nie doszło

    Co wydarzyło się między I i II turą wyborów do sejmu kontraktowego? Z jakimi poleceniami w noc powyborczą rozesłano posłańców na motocyklach do komisji wyborczych?
    Z jaką propozycją udali się do Kiszczaka Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek natychmiast po opublikowaniu wyników I tury wyborów? Jakimi metodami – m.in. przy pomocy ambasadora USA – nakłaniano parlamentarzystów opozycji solidarnościowej, by w głosowaniu na prezydenta PRL poparli komunistycznego zbrodniarza Wojciecha Jaruzelskiego?
    Komu miała służyć lista tajnych współpracowników bezpieki, tzw. lista Dankowskiego?
    Manipulacje wyborcze, czyli jak po wyborach 4 czerwca część opozycji solidarnościowej układała się z komunistyczną władzą. „Magazyn śledczy Anity Gargas” w czwartek o 22:20 w TVP1.

    Tak to „upadł” komunizm i narodził się demokratyczny komunizm!!!
    Czyli wszystko zostało po staremu, komuna się uwłaszczyła rozkradając to co zbudowali niewolnicy PRLu, nazywając to „legalną demokratyczną prywatyzacją”.

    Od tamtej pory nie słyszałem o żadnej nowej ustawce dopuszczającej „wolną grę wyborczą”, więc

    każdy kto pisze lub propaguje jakieś wybory, musi udowodnić, że one faktycznie są, czyli:

    1.Każdy Polak musi udowodnić, że nie zmieniał nazwiska, od co najmniej 5 pokoleń.
    2.Musi oświadczyć, że nie uczestniczył w żadnych zagranicznych programach szkoleniowych.
    3.Każdy Polak musi przejść lustrację na okoliczność jakiejkolwiek współpracy(jawnej i tajnej) z jakimikolwiek służbami.
    4.Każdy Polak może zarejestrować się jako kandydat.
    5.Każdy Polak musi mieć równy dostęp do wszystkich mediów głównego nurtu, również a nawet szczególnie, do mediów z obcym kapitałem (aby te nie mogły promować anty polaków)
    6.Głosowanie musi być transparentne/ jawne, możliwe do zweryfikowania.
    7.Liczenie głosów musi być jawne/transparentne, na każdym etapie możliwe do zweryfikowania na każdym etapie i o każdym czasie przez co najmniej 3 mieś. po wyborach.

    Powstaje retoryczne pytanie: który z obecnych „kandydatów” spełnił by powyższe 5 pkt., i
    czy ta farsa wyborcza spełnia wszystkie 7 pkt.

    Wobec powyższego, każdy kto zachęca, promuje farsę wyborczą, jest agentem systemu utrzymującego Polaków w nieświadomej, niewolniczej iluzji suwerenności.

    Wiele pluskiew (z ang. poli-tix) jednoznacznie stwierdziło, że Polski nie ma,
    więc do czego służą te rzekome „wybory”?????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *