Strona główna > Polska > Pomysły z piekła rodem: podatek na cudze dzieci

Pomysły z piekła rodem: podatek na cudze dzieci

Prawdziwa polityka prorodzinna powinna polegać nie na rozdawaniu budżetowych pieniędzy paniom bez mężów, ale na umacnianiu prawnych, moralnych i materialnych podstaw instytucji małżeństwa.

Niedawno byliśmy świadkami protestu biedniejszej części milionowej rzeszy tzw. „samotnie wychowujących”, czyli przeważnie młodych matek, które wychowują dzieci pozbawione ojców. W lutym 2019 r. zagroziły one masowym „wyjściem na ulice”, żądając od prezydenta Rzeczypospolitej zwiększenia dopłat z budżetu państwa do swoich budżetów domowych, gdyż, jak twierdzą, takie dopłaty z podatków płaconych przez wszystkich obywateli „to jedyna szansa na godne życie, na zapewnienie dziecku jego potrzeb”, zwłaszcza w przypadku „tych kobiet, które zdecydowały się pracować i zarabiają pensję minimalną”, czyli „muszą utrzymać dom, dziecko i siebie za nieco ponad 1634 zł netto, często żyjąc na krawędzi ubóstwa” – zob.: List otwarty do Prezydenta Andrzeja Dudy. Samotne matki apelują https://kobieta.wp.pl/list-otwarty-do-prezydenta-andrzeja-dudy-samotne-matki-apeluja-6346667250555009a (06.02.2019).

W kampanii wyborczej do sejmu temat zapewne powróci, bo socjaliści gotowi są obiecać każdemu złote góry, tym bardziej, że, jak pisał Anton Ambroziak, nastąpiła „Demograficzna klapa 500 plus. W 2018 urodziło się tylko 388 tys. Zmarło 414 tys., najwięcej od 1946 roku” – zob.: https://oko.press/demograficzna-klapa-500-plus-w-2018-urodzilo-sie-tylko-388-tys-zmarlo-414-tys-najwiecej-od-1946-r/ (01.02.2019) – czyli program 500+ zwiększył radykalnie tylko liczbę używanych samochodów, sprowadzonych na kredyt do Polski.

Przypomnijmy wobec tego nasze stanowisko w tej kwestii z 2007 roku.

* * *

Podatek na cudze dzieci?

Prasa alarmuje, że dzietność polskich kobiet drastycznie spadła i wynosi 1,25 dziecka na jedną Polkę. Pomimo konieczności rodzenia minimum 2,1 dziecka dla utrzymania poziomu populacji. Demografowie prognozują dalszy spadek dzietności w najbliższych latach (do 1,1 dziecka), a w konsekwencji zmniejszenie się liczby Polaków do 36 mln (94,4 %) w ciągu jednego pokolenia (prognoza GUS na l. 2008-2035) [„W 2050 r. liczba ludności Polski wyniesie 33 mln 951 tys.” – prognoza GUS na l. 2014-2050]. W tej sytuacji niektórzy mówią, że jedynym środkiem zaradczym jest finansowanie macierzyństwa przez wszystkich podatników. Stanowczo się z tym nie zgadzam.

Przyczyny katastrofy

Przyrost liczby ludności w Polsce był możliwy niegdyś dlatego, że zdecydowana większość ludzi, także po II wojnie światowej, żyła na wsi. Ojcowie rodzin byli wolnymi chłopami (samoistnymi posiadaczami ziemi lub dzierżawcami) albo pracownikami kontraktowymi folwarków. Miasta prowadziły prostą produkcję i usługi na potrzeby przede wszystkim ludności wiejskiej, która zbywała w nich bezpośrednio płody rolne. Powierzchnia miast i infrastruktura były wielokrotnie mniejsze i mniej kosztowne niż obecnie. Ruch transportowy odbywał się głównie na obszarze powiatu, ruch ludności – na obszarze gminy czy tylko parafii. Jeszcze długo po II wojnie w bardzo wielu miejscowościach nie było prądu, maszyn elektrycznych, traktorów, samochodów i… kosztów z tym związanych.

Żywność była tania, a jej produkcja rosła, m.in. dzięki zwiększaniu powierzchni użytków rolnych, ulepszaniu narzędzi rolniczych, wprowadzaniu nowych gatunków ziemiopłodów i sztucznego nawożenia gleby. Nawet w latach nieurodzaju czy wojny ludność wiejska była w stanie przeżyć i odnowić swoją populację. Dochodziło do zjawiska przeludnienia wsi. Do chwili podjęcia polityki uprzemysłowienia przez komunistów – miasta nie były w stanie wchłonąć tzw. wiejskich ludzi zbędnych. Stąd też zjawisko emigracji w okresie zaborów i w II RP. W roku 1937 odnotowano 856 tys. urodzeń żywych i 482 tys. zgonów, w tym 117 tys. zgonów niemowląt. Liczba ludności wzrosła o 374 tys. osób! Nie był to rok rekordowy – przyrost netto powyżej 400 tys. osób był normą, a trzykrotnie przybyło ponad 500 tys. obywateli rocznie! Ten sam schemat powtórzył się po roku 1945, gdy niwelowano straty wojenne.

W roku 1931 było w Polsce 23.123.900 osób żyjących na wsi, a tylko 8.791.900 mieszkańców miast. Aż 72,45 % obywateli żyło w sposób tradycyjny, nie ponosząc kosztów dzisiejszej cywilizacji, zaś dalszych kilka milionów żyło w małych miasteczkach, będących raczej dużymi wsiami pod względem infrastruktury, a także stylu i kosztów życia. Była to symbioza mieszkańców wsi i miast, przy czym te ostatnie pełniły wobec wsi rolę służebną. Układ ten został brutalnie zniszczony przez komunistów ogarniętych industrializacyjnym obłędem.

Ich krótkowzroczną politykę kontynuowali świadomie socliberałowie, którzy ustami m.in. liderów Unii Wolności i piórami sprzedajnych publicystów głosili program „zupełnego przekształcenia Polski”, przewidujący zredukowanie do pięciu procent liczby ludności pracującej przy uprawie roli i dalsze przesiedlenia ludności wiejskiej i małomiasteczkowej do wielkich miast. Po przyłączeniu Polski do Unii Europejskiej program ten zyskał sankcję międzynarodową i wykonywany jest zgodnie z obcymi dyrektywami.

Wdrażany od początku lat 70. nowy model egzystencji Polaka zerwał jego tradycję życia i pracy „na swoim”, w oparciu o własną ziemię i samodzielną gospodarkę. Polak stał się najemnikiem podporządkowanym interesom przemysłu i wielkich miast, musiał finansować rosnącą infrastrukturę, administrację, zaciągnięte kredyty i coraz bardziej kosztowne życie własne. Rozwój był sztuczny i na dłuższą metę okazał się niemożliwy. Polska nie posiadała kolonii, lecz sama podlegała wyzyskowi – ze Wschodu i z Zachodu. Ludność wiejska przemieszczona z przyczyn politycznych do miast, znalazła się w bardzo trudnej sytuacji życiowej po zlikwidowaniu bądź ograniczeniu polskiej produkcji w latach 90. XX wieku. Upragnione życie w wielkomiejskim tłoku stało się teraz dla wielu rodzin prawdziwym przekleństwem, a prywatna przedsiębiorczość w miastach i na wsi – całkowicie zależna od obcych banków i niepolskiej polityki makroekonomicznej.

Chcąc dostosować się do modelu, w którym dochód z wykonanej pracy tylko w niewielkim procencie trafiał do kieszeni pracownika – Polak dokonywał prostego wyboru: najpierw opłacał koszty bytowania, potem kupował konieczny w nowych realiach samochód, a dopiero na końcu – jeśli wystarczało mu pieniędzy – myślał o powiększaniu rodziny. Jednak nawet i wtedy rozmnażał się z lękiem: groziło mu bezrobocie, rozwody i rosnące zamiłowanie Polek do korzystania z dóbr konsumpcyjnych. Narzucony rodzinom model życia i pracy zmuszał je do finansowania edukacji dzieci o kilka lat dłużej, do chwili osiągnięcia co najmniej licencjatu, a niewola ekonomiczna kraju zmuszała rodziców do dalszego utrzymywania bezrobotnych absolwentów. Głównym problemem nie było płodzenie potomstwa, lecz wychowanie dzieci i „ustawienie” ich w miejskiej dżunglii. Kościół walczący od 1989 roku z aborcją, a przymykający oczy na wyzysk kraju i obywateli – stał się obiektem niechęci.

Macierzyństwo bez rodziny?

O czym marzy dziewczyna, która niedawno trafiła z prowincji do wielkiego miasta? O czym marzy jej koleżanka, mieszkanka tej metropolii w pierwszym czy drugim pokoleniu? Jeszcze kilka lat temu badania pokazywały, że tym marzeniem było odgrywanie roli nowoczesnej pani nowoczesnego domu, czyli złowienie operatywnego partnera z tzw. perspektywami. Tych jednak nie było w Polsce zbyt wielu, toteż błyskawicznie nasiliły się zjawiska:

a/ wyjazdów młodych kobiet za granicę;

b/ rodzenia bez zawierania małżeństwa (matki do lat 19. – 50 % przypadków);

c/ rozwodów [2000: 20,26 % rozwodów i 0,63 % separacji; 2010: 26,85 % rozwodów i 1,22 % separacji; 2015: 35,64 % rozwodów i 0,9 % separacji – przypadało wg GUS na każdą setkę nowozawieranych małżeństw];

d/ rodzenia dzieci różnych ojców.

Czy proste przekazanie środków finansowych do kieszeni pani „X” może rzeczywiście uzdrowić tą sytuację? Czy wspieranie matek samotnie wychowujących przez podatników nie będzie zachętą do unikania bądź zrywania małżeństw? Czy biedny obywatel ma płacić podatki na kolejne dzieci innych obywateli, którzy właśnie spłacają np. raty za swój nowy samochód? Czy można zmuszać emeryta do opodatkowania się na zasiłki dla cudzych dzieci, które za parę lat wyjadą z kraju i nie będą płacić świadczeń dla tegoż emeryta, ani się nim opiekować? – Oto są pytania!

Ale pojawia się jeszcze jedno: co osiągniemy poprzez zwiększenie dzietności metodą francuską czy szwedzką? Niestety, osiągniemy tylko zwiększenie liczby ludności żyjącej według dotychczasowego błędnego modelu i powiększymy nasz dotychczasowy kłopot. Któż bowiem zaręczy, że kobiety nie przyzwyczają się do płacenia im za prokreację i za wychowywanie przez nie ich własnych dzieci? Do finansowania ich „niezależności” z kieszeni ogółu! Ma to miejsce już dzisiaj, w różnej formie, ale – na litość Boską – nie idźmy w kierunku Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie 51 % kobiet zadeklarowało ostatnio, „że ślubny partner nie jest im do niczego potrzebny. Ani przy rozwiązywaniu problemów materialnych, ani zawodowych, ani w wychowywaniu dzieci czy też w sprawach seksu.” (zob. „Najwyższy Czas” nr 4/2007). Bo tym się skończy nasze płacenie na cudze dzieci.

Rodzina, to ojciec, matka i ich dzieci. Rodzina katolicka, to rodzice żyjący w nierozerwalnym małżeństwie i wychowujący dzieci na katolików. Czy normalne rodziny katolickie, a także renciści i emeryci mają łożyć podatki na podtrzymywanie patologii? Na to, by nieodpowiedzialni rodzice mogli płodzić i wychowywać bez rodziny swe dzieci pozbawione ojców? Jeśli tak, to nasi politycy nic nie zrozumieli z wieloletniego nauczania Jana Pawła II.

Polityka prorodzinna

Prawdziwa polityka prorodzinna powinna polegać nie na rozdawaniu budżetowych pieniędzy paniom bez mężów, ale na umacnianiu prawnych, moralnych i materialnych podstaw instytucji małżeństwa. Rozwody cywilne nie powinny mieć zastosowania do małżeństw katolickich, a sądy powinny pozostawiać dzieci przy ojcu w przypadku separacji. Małżonek, który wyprowadza się z domu, powinien łożyć na dzieci i mieszkanie tak, jak łożył do tej pory. Zerwanie małżeństwa, wyjąwszy przyczynę „wszeteczeństwa”, to powinien być luksus, na który stać tylko nielicznych.

Dzieci pozamałżeńskie nie powinny otrzymywać alimentów od ojca, jeśli jest on żonaty z inną kobietą w wieku rozrodczym lub wychowuje z nią niesamodzielne potomstwo. Wszystkie dzieci powinny być poddawane na koszt państwa badaniom DNA w celu potwierdzenia deklarowanego przez matkę ojcostwa. Jeśli matka poświadczyła nieprawdę – powinna za badanie zapłacić. Urodzenie dziecka pozamałżeńskiego winno uprawniać męża do separacji, wyrzucenia żony z domu i obciążenia jej kosztami życia jak w przypadku samowolnego wyprowadzenia się. Ani państwo, ani samorząd nie powinny płacić na dzieci panien, rozwódek i niewiernych żon, a pomoc dzieciom z rodzin pełnych oraz dzieciom wdów i sierotom zupełnym powinna mieć postać bezgotówkową (np. znalezienie pracy, przydział ziemi, drewna na budowę domu, obniżka lub zwolnienie z podatku, czynszu, opłat urzędowych, darmowe szkoły, leki, bilety, obiady itp.). Państwo powinno zmusić rodzinę samotnej matki (panny, rozwódki, niewiernej żony) do zajęcia się nią i jej dzieckiem w przypadku braku regresu prawnego do ojca biologicznego. Jeśli byłoby to bezskuteczne – opiekę nad nieszczęsną powinny przejąć prywatne organizacje dobroczynne. Podatnicy mogą dobrowolnie zasilać fundusze tych organizacji ze swoich dochodów po opodatkowaniu.

Co można jeszcze zrobić?

W skali kraju – nic. Społeczeństwo zidiociało (jak mówi prof. Kiereś) i jest to trend ogólnoświatowy. Możemy tylko modlić się o rychły koniec takiego świata. Nastawienia kobiet nie da się zmienić bez przywrócenia roli i praw mężczyzny. To zaś jest niemożliwe w postindustrialnym „społeczeństwie informatycznym”, które oderwało się od ziemi i żyje marksistowską ideą „wyzwolenia kobiet”. Stylem jego życia musi być samotna walka o przetrwanie, a miarą jego rozwoju – ujemny przyrost naturalny.

Już w roku 1968 pisał Kazimierz Piesowicz: „W cywilizacji przemysłowej słabnie chęć posiadania liczniejszej rodziny (…) Ludzie zaczynają kalkulować, obliczają, czy opłaci się mieć dzieci i na ile dzieci mogą sobie pozwolić. (…) Wytwarza się nowy wzór społeczny – mała rodzina, i powstaje szczególna mentalność i psychika ludzi, którzy mają mało dzieci. Te wzory z kolei udzielają się potomstwu. (…) Medycyna zwichnęła w XVIII i XIX stuleciu tysiącletnią równowagę narodzin i śmierci. W XX w. przywraca tę równowagę, służąc ludziom wiedzą o możliwościach racjonalnego unikania ciąży (…) płodzenie dzieci nie musi podlegać tylko biologicznemu instynktowi, lecz może być aktem świadomej woli. A wtedy miarą dalszego postępu cywilizacji mógłby stać się malejący przyrost naturalny.” (B. Geremek, K. Piesowicz, Ludzie, towary, pieniądze, Warszawa 1968, s. 357-358). Jak widzimy, było to oczywiste dla architektów „zupełnego przekształcenia Polski”.

W polskich realiach miejskiego życia, gdy posiadanie gotówki warunkuje dalszą egzystencję, a opłaty za betonową klatkę w bloku, jedzenie i transport pochłaniają cały zarobek przeciętnika (przeciętnego śmiertelnika) – więcej dzieci być nie może. A państwo, które zlikwidowało połowę gospodarki i oddało w obce ręce elektrociepłownie, gazownie, wodociągi, fabryki żywności, sklepy i przymierza się do oddania elektrowni i kopalń węgla – nie powinno w ogóle zabierać głosu na temat płodzenia dzieci i wspomagania rodzin przez podatników. Dopóki nie naprawi tych karygodnych błędów! Dopóki nie przerwie zalewu rynku przez obce towary i drenowania naszych kieszeni przez obcy kapitał! Nawet jednak i wtedy sztuczne zwiększanie liczby ludności żyjącej w miastach byłoby zupełnie pozbawione sensu. Tak samo, jak większość zajęć, które ludzie z miast na co dzień wykonują.

Wróćmy na wieś!

Teoretycznie, istnieje możliwość zarzucenia samobójczego trendu i odnowy tradycyjnej rodziny, z mężem jako głową i z żoną jako szyją delikatnie wszystkim kręcącą. Tą szansą jest zbliżający się ogólnoświatowy kryzys energetyczny, który sprawi, że życie w wielkich miastach stanie się koszmarem. Ludzie sami zaczną uciekać na wieś. Byłoby to łatwiejsze, gdybyśmy prowadzili po 1989 roku suwerenną politykę agrarną, nie likwidowali małych gospodarstw i nie oduczali młodzieży miłości do ziemi. Ale i tak mamy dokąd wracać. Wystarczy rozparcelować latyfundia krajowych oligarchów i odebrać ziemię z rąk obcokrajowców. Osadnictwo rolne powinno być priorytetem polskiej polityki. Ziemia nas wyżywi, trzeba ją tylko oddać ludziom.

Życie na wsi, to ideał, który przy dzisiejszej technice wydaje się anachronizmem. Tymczasem, tylko życie na własnej ziemi i z owoców tej ziemi jest w pełni prawidłową i naturalną formą bytowania, służy umacnianiu rodziny i narodu, a przede wszystkim daje człowiekowi pełnię człowieczeństwa i radość z darów Bożych. I nie ludzie z miast, lecz mieszkańcy wsi są prawdziwą solą tej ziemi i opoką, na której polskość jeszcze się trzyma. Każdy chłop i każda chłopka pochylająca się nad ojczystym zagonem są więcej warci, niż profesor renomowanej uczelni (nie wspominając o uciekających na Zachód absolwentach).

Istniejący system dróg i komunikacji elektronicznej, możliwość masowej produkcji prostych i tanich maszyn i narzędzi, baza przetwórstwa rolno-spożywczego dostosowana do produkcji na eksport – to są warunki sprzyjające powrotowi do życia naturalnego na wsi, nie zrywającego z pozytywnymi osiągnięciami cywilizacji miejskiej i z ofertą kulturalno-usługową miast. Co stoi na przeszkodzie, by upowszechnić ten model? Chyba tylko zła polityka państwa oraz wygodnictwo współczesnych kobiet, które na własnym gospodarstwie musiałyby pracować rękami i doić krowy, a żyjąc w mieście mogą pracować inną częścią ciała, dojąc „partnerów” i… podatników!

Nie powinno nam zależeć na podnoszeniu liczby ludności żyjącej w sztucznym, wręcz nienormalnym środowisku wielkomiejskim i na uszczęśliwianiu takich kobiet, które za odpowiednią zachętą z państwowej – czyli z naszej – kiesy zgodzą się łaskawie zajść w ciążę z-nie-wiadomo-kim i nawet urodzić. Pod warunkiem, że dofinansowywanie ich potomstwa przybierze charakter stałych i odpowiednio wysokich dopłat, a podatnicy nie będą im wytykać błędów w wychowywaniu. Państwo polskie powinno zadbać o to, by ojcowie mieli stabilne źródła dochodu, i by egzystencja ludzi odzyskała sens.

Grzegorz Grabowski

(2007)

*

Zob. także:

Grzegorz Grabowski, Po co nam „Konfederacja”? – no właśnie https://wolna-polska.pl/wiadomosci/po-co-nam-konfederacja-no-wlasnie-2019-05 (31.05.2019).

Ewa Polak-Pałkiewicz, Kwiaty na oborze, „Nasz Dziennik” nr 238 (3559) z dn. 10-11.10.2009 r. http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20091010&typ=my&id=my61.txt  Alternatywa: http://www.radiomaryja.pl/bez-kategorii/kwiaty-na-oborze/ (11.10.2009).

Ewa Polak-Pałkiewicz, „Czy ktoś tu pamięta dziedzica?” http://ewapolak-palkiewicz.pl/ktos-pamieta-dziedzica/ (23.12.2014).

.

19 thoughts on “Pomysły z piekła rodem: podatek na cudze dzieci

  1. Zapodaję do tematu – zapisany przeze mnie – już archiwalny artykuł prasowy :

    Ewa Polak – Pałkiewicz :

    Prawie wszyscy jesteśmy ze wsi. W każdym z nas tkwi głęboko
    jakiś obraz, jakieś głosy, zapachy, smaki, które oznaczały
    pierwotny ład, cichość, wspólnotę, rodzinność, bezpieczeństwo
    i poczucie sensu. Może to dźwięk skrzypiącego żurawia,
    obracających się kół drewnianego wozu, zapach sianokosów,
    jazda drabiniastym wozem pełnym snopków, widok porannych
    mgieł nad rzeką, gdy szło się z dziadkiem na ryby, albo
    rozgrzany słońcem sad, w którego środku stała pasieka. Tuż obok, pod lipą – dębowy stół,
    przy którym częstowano miodem lanym prosto z butelki, świeżym chlebem z domowego
    pieca i zimną wodą ze studni, w pokrytej mgiełką szklance z grubego szkła. Jeżeli dziś
    znikają te obrazy, ci ludzie, których krzątaninę na polach i w ogrodzie obserwowaliśmy z
    dziecięcą ciekawością, odczuwamy niepokój. Jaki jest jego skutek? Nieraz zaskakujący.
    Oto opustoszałe wiejskie domostwa, zwane teraz „siedliskami”, zaludniają ludzie z miasta. Gna ich do zarośniętych pokrzywami i łopianami podwórek i leżących odłogiem pól. Przyjeżdżają, by kosić trawę, palić ogniska i wylegiwać się w zdziczałych sadach. Niektórzy tę tęsknotę nazywają atawizmem. Niektórych śmieszy ten sentymentalizm i chłopomania.
    Wiejskie kobiety, którym nie opłaca się już trzymać inwentarza, zaopatrują się w sklepach w jajka z ferm, w watowate bułki na polepszaczach i w przetworzony w wielkich fabrykach żywności nabiał. Panie z miasta – szczególnie te dobrze urodzone albo z ambicjami – raczą rodzinę razowym chlebem z grubą skórką, wypiekanym w domowym piecu, a w skrzynkach na parapecie hodują zioła. Nie ze snobizmu, z rozsądku. Wieś – szczęśliwa, że w każdym sklepie można dostać „miejskie” wędlinę, napoje i czekoladki; miasto coraz częściej ugania się za warzywami z gospodarstw ekologicznych, zaprzyjaźnia się z rolnikami, którzy gospodarują na paru hektarach. Wieś nie wybrzydza na żywność z plastikowych kubeczków, zamożne miasto coraz częściej szuka na targu grzybów, orzechów, jagód i borówek prosto z lasu. Ta sytuacja ukazuje nie tylko różnicę w możliwościach finansowych, ale także w wyobraźni i mentalności.
    Ale przecież gdzieś od środka tych przetasowań, zamiany miejsc, ról i upodobań czai się jakiś niewypowiedzialny dramat. Szarpiące pytanie, co dalej ze wsią? Co dalej z ziemią? Pod szemranymi hasłami wolnego rynku odbywa się w Polsce od lat z górą dwudziestu mordowanie polskiej wsi. Niszczy ją pośrednictwo – bardzo często nieuczciwe, o mafijnych powiązaniach – i wymuszanie uprzemysłowienia upraw i hodowli. W rezultacie chłop sprzedaje swoją żywność za bezcen i dokłada do upraw. Żeby zmieścić się jakoś na nieuczciwym rynku (sprowadzanie taniej żywności z Chin i innych krajów, opróżnianie magazynów UE sprzed dwudziestu lat etc), zmuszony jest do produkowania coraz gorszej jakości żywności i produktów rolnych. To nie brak wiary czy rozsądku, tylko bieda zmusza go do tego. Chłop nie zna języków, nie jest w stanie przeczytać ulotek z informacjami o śmiercionośnych składnikach używanych przez siebie środków chemicznych. (Tam, gdzie jest ich masowa produkcja, gdzie króluje hasło zysku za wszelką cenę, nikt nie myśli o czyimś zdrowiu i życiu). Jest ponadto utwierdzany w rzekomej obligatoryjności idiotycznych przepisów unijnych dotyczących jego własnego gospodarstwa – czy więc może się czuć nadal jego faktycznym właścicielem? (Tymczasem duże kraje UE, które dbają o swoje interesy, nierzadko gwiżdżą na unijne przepisy, choć i tam rodzimi rolnicy mają poczucie, że są eliminowaną grupą społeczną). Przetwórstwo żywności jest w Polsce zmonopolizowane, małe zakłady. Małe masarnie, które mają największe szanse, by wytwarzać zdrowe produkty, są zamykane pod byle pretekstem.
    Drobnomieszczanin szlachcicem
    Na wsi nie brakuje też tych, którzy gotowi są oddać ostatni kawałek ziemi, żeby mieć na mieszkanie w mieście, ogrodzenie, porządny samochód, nowe meble. Miasto tymczasem liczy pieniądze, żeby wystarczyło choć na kilka arów „w ładnym miejscu”, a potem marzy o jakiejś walącej się chacie…

  2. Z ŻYCIA WZIĘTE:
    .
    „Rozwódka nie może argumentować, że jest w niedostatku i żądać alimentów od byłego męża w sytuacji, gdy podjęcie pracy zarobkowej uniemożliwia jej opieka nad dzieckiem innego mężczyzny.
    Tak wynika z wyroku Sądu Rejonowego w Białymstoku z 13 maja 2014 r. (sygn. akt IV RC 494/13).
    .
    (…) [Powód] miał zasądzone alimenty na syna i żonę jeszcze przed rozwodem. (…) Wkrótce Natalia D. urodziła kolejne dziecko, tym razem nieślubne. (…) [Powód, który „płaci też dobrowolne alimenty na swoje drugie dziecko, które urodziło mu się w Niemczech”] wystąpił do sądu o obniżenie alimentów na syna i zwolnienie z obowiązku utrzymywania byłej żony w Polsce. (…) [Pozwana] nie zawarła nowego związku małżeńskiego. (…) Zdaniem sądu [pozwana] może już wrócić do pracy. (…) Sąd ocenił [sic!] jej możliwości zarobkowe na co najmniej 1800 zł miesięcznie. (…)
    .
    – Decydując się na kolejne dziecko, [pozwana] sama doprowadziła do sytuacji, w której ze względu na potrzebę sprawowania osobistej opieki nad córką, nie mogła podjąć zatrudnienia. Z tego powodu nie może jednak nadal obciążać finansowo byłego męża – podkreślił Sąd.
    .
    Z tych powodów Sąd Rejonowy orzekł ustanie obowiązku alimentacyjnego [pozwanego] wobec byłej żony. Obniżył także do 800 zł miesięcznie alimenty na rzecz syna. – Skoro [pozwana] może już podjąć pracę, zobowiązana jest zwiększyć swój udział w kosztach finansowego utrzymania syna – uznał Sąd.”
    .
    Źródło: Dziecko z innym pozbawi alimentów byłą żonę https://www.rp.pl/artykul/1197871-Dziecko-z-innym-pozbawi-alimentow-byla-zone.html (24.06.2015).
    .
    I potem te panie piszą listy do prezydenta, że są „samotnie wychowujące” i naród ma im dołożyć ze swoich kieszeni do ich żałosnych pensyjek ~ 1634 zł netto (+ kwota ewentualnych alimentów). – A Z JAKIEJ RACJI?
    .
    Zwróćmy też uwagę na destrukcyjny chaos, jaki wprowadziła do praktyki życia rodzinnego i do współżycia mężczyzn i kobiet INSTYTUCJA ROZWODU, oparta na fałszywym socjalistycznym dogmacie „równouprawnego świeckiego kontraktu małżeńskiego”, oraz prawodawstwo usiłujące rozpaczliwie i bezsensownie niwelować metodami administracyjno-karnymi jej negatywne skutki.
    .

  3. Problem leży w zniewieścieniu mężczyzn a nie w nas kobietach. Ostatnimi laty nasi panowie oszukiwali, zdradzali a aby nie płacić alimentów zrzeszaali się jako ,,dzielni tatusiowie” i odbierali dzieci matkom. Młode kobiety to widzą i nie chcą być maszynkami do ciąży, pieluch i kopnięcia w d… Jak tak to niech tatusie sami sobie rodzą dzieci. Idiotyczne jest także planowane wprowadzenie opieki naprzemiennej; dziecko nie będzie się czuło nigdzie i nigdy u siebie.

    1. E, tam – to jakieś dyrdymały z czubka własnego nosa, pani Włościanka najwyraźniej nie rozumie tego problemu ani w ujęciu historycznym, ani społecznym i cywilizacyjnym.
      .
      To kobiety mogą i mają rodzić dzieci, a nie mężczyźni, lecz wychowywać je same – już nie. Co z tego wychodzi (nawet przy pomocy socjalistycznego państwa) – każdy inteligentny człowiek widzi.

    2. No tak współczesny mężczyzna to tylko takie zwierze któremu zakłada się homonto i tyraj mój niewolniku ! to jedyne twoje przeznaczenie!

  4. BŁĘDNA POLITYKA PRZESIEDLANIA NARODU DO MIAST I „WYZWALANIA” KOBIET KOŃCZY SIĘ KRACHEM PAŃSTWA, GOSPODARKI I RODZINY:
    .
    „„Rzeczpospolita” dotarła do jednego z niejawnych rządowych dokumentów: projektu polityki migracyjnej państwa z wytycznymi dla administracji dotyczącymi decyzji o tym, kto może liczyć na stały pobyt czy obywatelstwo.
    .
    Autor projektu – resort spraw wewnętrznych i administracji – dowodzi, że w jednolitym narodowościowo polskim społeczeństwie potrzeba zrozumienia i akceptacji cudzoziemców występuje w ograniczonym zakresie, bo bywa, że wnoszą oni nie zawsze zrozumiałe elementy obyczajowe, odmienne od naszej tradycji, kultury, wartości, historii i religii. Dlatego rząd stawia na krótkotrwałe zatrudnianie cudzoziemców zamiast sprowadzania ich na stałe z rodzinami, i to wyłącznie pochodzących z państw zbliżonych kulturowo do Polski.
    (…)
    Pracowników potrzebnych w gospodarce będziemy zaś szukać w kraju wśród długotrwale bezrobotnych, a wręcz nieaktywnych zawodowo osób 50+. Do Polski mają wracać repatrianci wywiezieni przed laty na Wschód. Ministerstwo liczy też na powrót choćby części z 2,5 mln Polaków, którzy wyjechali za chlebem na Zachód. PROJEKT NIE ZAWIERA JEDNAK ŻADNYCH POMYSŁÓW NA AKTYWNĄ POLITYKĘ W STOSUNKU DO TYCH GRUP POTENCJALNYCH PRACOWNIKÓW.
    .
    Już dziś się szacuje, że polscy przedsiębiorcy działający w przemyśle, budowlance czy transporcie szukają chętnych na kilkaset tysięcy stanowisk. Samo MSWiA przyznaje, że do 2030 r. w Polsce będzie brakować 4 mln pracowników.
    (…)
    Zupełnie nowym elementem polityki państwa mogą być natomiast WYŻSZE PODATKI DLA OSÓB BEZDZIETNYCH, które mają zwiększyć efekt demograficzny polityki prorodzinnej państwa. Choć podobnie jak program 500+ efekty przyniosą dopiero za 20 lat, te wyższe podatki trzeba by wprowadzić już teraz.”
    .
    Źródło: Mateusz Rzemek, Cudzoziemcy: Rząd woli nakładać opłaty na bezdzietnych, niż zatrudniać imigrantów https://www.rp.pl/Cudzoziemcy/306239935-Cudzoziemcy-Rzad-woli-nakladac-oplaty-na-bezdzietnych-niz-zatrudniac-imigrantow.html (23.06.2019).
    .
    *
    INTERNAUCI POTRAKTOWALI TAKĄ POLITYKĘ PODATKOWĄ SOCJALISTÓW Z WROGOŚCIĄ:
    .
    „Państwo przez 10 lat zabiera typowej osobie pracującej ponad 200 000 zł w podatkach. [Czyli] Taki dom, co 10 lat.
    .
    A co jest potrzebne, by Polka chciała mieć dzieci, bo to kobiety decydują? Dom przede wszystkim. Stabilizacja. Niski czynsz, a nie wynajem [mieszkania w bloku] za 1800 zł + opłaty.
    .
    Czyli mamy tak:
    .
    a) to kobieta decyduje, czy są dzieci. Ale bykowe [wlepiają] mężczyźnie – niech płaci za jej decyzje.
    .
    b) państwo poprzez wysokość podatków samo uniemożliwia lub utrudnia posiadanie potomstwa. No i jeszcze [ma być] za to [dodatkowa] kara, podatek, bo tak ci już utrudnili, że nie masz [ani dzieci, ani pieniędzy]
    .
    TĘPIĆ TAKIE POMYSŁY AŻ PO GRÓB, Z ZAWZIĘTOŚCIĄ CZŁOWIEKA MSZCZĄCEGO ŚMIERĆ [SWEJ] RODZINY… bo z bykowym (podatkiem) to jeszcze trudniej będzie o tę własną rodzinę.”
    .
    Źródło: Komentarz Tolstoj-kota https://www.wykop.pl/link/5015699/#comment-66733759 (24.06.2019).
    .
    *
    KRYTYCY MAJĄ RACJĘ, BO SOCJALISTYCZNY RZĄD PiS JEDNĄ RĘKĄ DAJE, A DRUGĄ ODBIERA – JAK W PUTINOWSKIEJ ROSJI:
    .
    „Rosja zamierza ratować demografię i wraca do starego pomysłu – płacenia BYKOWEGO, CZYLI PODATKU ZA TO, ŻE MAŁŻEŃSTWA NIE POSIADAJĄ DZIECI. Bezdzietne małżeństwa miałyby płacić pół procent dochodu. Rządowy Instytut Demografii, Migracji i Rozwoju Regionalnego przedstawił prezydentowi Putinowi projekt ustawy, która przewiduje taki podatek.”
    .
    Źródło: Nie masz dzieci? Płać podatek. W Rosji tak chcą poprawić demografię https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/bykowe-podatek-rosja-demografia-podatek,254,0,2316798.html (12.05.2017).
    .
    *
    POD NAPOREM SŁUSZNEJ KRYTYKI SOCJALIŚCI ZDEMENTOWALI INFORMACJĘ O PLANACH KARANIA MĘŻCZYZN ZA NIEPOSIADANIE DZIECI:
    .
    „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji skomentowało doniesienia „Rzeczpospolitej”. Informuje, że obecnie nie ma w planach opodatkowania osób niemających dzieci, a opisywany projekt polityki migracyjnej jest jedynie zbiorem pomysłów i propozycji.”
    .
    Źródło: Jagoda Kuraś, Mateusz Rzemek, MSWiA: obecnie nie planujemy opodatkować bezdzietnych https://www.rp.pl/Praca-emerytury-renty/306249945-MSWiA-obecnie-nie-planujemy-opodatkowac-bezdzietnych.html (24.06.2019).
    .
    *
    PAMIĘTAJMY JEDNAK O ZASADZIE: „NIE NALEŻY WIERZYĆ WIADOMOŚCIOM NIE ZDEMENTOWANYM”!
    .

    1. KTO WYMYŚLIŁ PROGRAM 400+ I PO CO SOCJALIŚCI GO WDROŻYLI JAKO 500+ ?
      .
      Co ciekawe, socjalistyczny program DOFINANSOWYWANIA CUDZYCH DZIECI Z PIENIĘDZY PODATNIKÓW wymyślił w 2011 r. Julian Marian Auleytner (ur. 23.01.1948) – absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie, czyli komunistycznej kuźni specjalistów od „ekonomii politycznej” i budowy socjalistycznej gospodarki dla nowego typu człowieka i społeczeństwa.
      .
      Wikipedia: „W 2011 r. opracował wraz z Pawłem Kowalem z partii Polska Jest Najważniejsza program wsparcia dla gospodarstw domowych w formie wypłacania kwoty będącej ekwiwalentem 100 euro.” – zob.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Marian_Auleytner
      .
      Obecnie Auleytner jest współzałożycielem, rektorem i pracownikiem Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie, która do 2013 r. występowała pod nazwą Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej, zaś owo TWP, w gronie działaczy którego zrodził się w 1992 r. pomysł powołania tej szkoły, to b. stalinowskie stowarzyszenie wyższej użyteczności, utworzone na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 5 maja 1950 r. (Dz.U. z 1950 r. nr 22, poz. 191), podpisanego przez ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza.
      .
      Wśród celów TWP wymienia się upowszechnianie uniwersalnych wartości i norm humanistycznych, kształtowanie społeczeństwa kierującego się zasadami demokracji, praworządności, tolerancji, pluralizmu politycznego i światopoglądowego, a od 1990 r. także włączenie się w proces demokratyzacji społeczeństwa, kształtowanie tolerancji narodowościowej i światopoglądowej, działania oświatowe na rzecz przygotowania społeczeństwa do pracy i życia w warunkach gospodarki „wolnorynkowej” – zob.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Towarzystwo_Wiedzy_Powszechnej
      .
      Tenże Auleytner krytykuje już od dłuższego czasu swój własny pomysł, wdrożony pn. programu 500+ :
      .
      *
      „- [D. Szymański:] Z moich informacji wynika, że tak naprawdę 500 plus to pana pomysł.
      – [J. Auleytner:] Tak to można nazwać. To w sumie moje dziecko. W 2011 r. z Pawłem Kowalem, który wtedy odszedł już z PiS i zakładał Polska Jest Najważniejsza, sporo dyskutowaliśmy nad programem socjalnym tej partii. (Paweł Kowal poznał profesora na jednej z wielu debat w warszawskim Hotelu Europejskim – przyp. red.).
      (…)
      – [J. Auleytner:] Na naszej uczelni w tej chwili przebywa na szkoleniach wielu asystentów socjalnych. Mam więc bezpośrednią wiedzę, jak działa program 500 plus w Bieszczadach, a jak w dużych miastach. Jedna z tych osób pomaga rodzinie na wsi, gdzie matka samotnie wychowuje dwójkę niepełnosprawnych dzieci. Niestety, zupełnie nie potrafi o nie zadbać. Dzieci chodzą brudne, w domu panuje nieprawdopodobny smród. I ONA Z PIENIĘDZY 500 PLUS I CHWILÓWEK KUPIŁA SWOJEMU KOCHANKOWI UŻYWANY SAMOCHÓD. Dla nich to było spełnienie materialnych aspiracji. Czy to źle?
      (…)
      – [D. Szymański:] Brak monitorowania przypadków patologii to poważny problem, ale program ma także swoje plusy. Ministerstwo podchwyciło dane GUS-u dotyczące liczby urodzin. Według urzędu w 2016 roku w Polsce urodziło się najwięcej dzieci od czterech lat. Efekt 500 plus?
      – [J. Auleytner:] To jest już sprawa dla demografów. Podchodzę do tych rewelacji z jak największym dystansem. Są górki i są dołki demograficzne. Potrzebujemy dłuższego trendu, aby zobaczyć, czy ten fakt możemy w ogóle powiązać z 500 plus. Nie wolno polegać tylko na tym, co mówią politycy.
      .
      – [D. Szymański:] Z przekazów medialnych wiemy również, że według badań prof. Szarfenberga dzięki 500 plus ubóstwo wśród dzieci ma spaść aż o 90 proc. Tę informację także masowo powtarzali przedstawiciele partii rządzącej.
      – [J. Auleytner:] Nie mamy na ten temat żadnych badań. To są wszystko szacunki. Te pozostałe 10 proc. intuicyjnie zostawia się w wyliczeniach, bo tyle mniej więcej wynosi średni poziom biedy. Prof. Szarfenberg zostawił ten margines, bo tak mu było wygodniej. Zyskał politycznie, ale na pewno nie naukowo. To jest zresztą mój wychowanek i wiem, że jest teoretykiem. Te prognozy więc nie mają zbyt dużego osadzenia w rzeczywistości.”
      .
      Źródło: To on wymyślił 500 plus. „PiS mogło uniknąć wielu błędów. Teraz dochodzi do wielkich konfliktów” https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/praca/500-plus-kto-wymyslil-program-prof-julian-auleytner-krytykuje-rzad/kevgt1b (27.04.2017).
      .
      *
      „- [Martyna Bunda:] Przecież to pan wymyślił 500 plus. Wspólnie z Pawłem Kowalem.
      – [J. Auleytner:] Tak, ale w wersji skromniejszej, czyli 400 plus.
      (…)
      – [J. Auleytner:] Kiedy z Pawłem Kowalem wymyśliliśmy 400 plus, to Jarosław Kaczyński ze swoimi ludźmi odrzucili ten pomysł, podnosząc te same argumenty co ekonomiści – że to zawracanie głowy, że nikomu niepotrzebne i za drogie. Ale rok minął i Jarosław Kaczyński uznał, że można tym programem kupić ludzi – tak jak Bismarck ubezpieczeniami kupił ludzi w Niemczech w 1870 r.
      (…)
      – [Martyna Bunda:] W Polsce, cytując obliczenia z pańskiej książki, z budżetu państwa wspiera się kolejno: emerytów (dotacja 44 mld zł rocznie); rodziny z dziećmi (22 mld zł na 500 plus), ludzi w trudnej sytuacji materialnej (12 mld na pomoc społeczną), zdrowie (dopłaty z budżetu do sum z ubezpieczeń – 6 mld zł).
      – [J. Auleytner:] A gdyby policzyć także pieniądze wypływające węższymi strumieniami w formie przeróżnych dotacji, to bardzo wysoko na tej liście znalazłby się też Kościół. Badając od lat ten temat, wciąż nie mogę pojąć, że także te największe sumy, MILIARDY ZŁOTYCH, WYDATKOWANE OFICJALNIE I ZAPISANE W BUDŻECIE WYDAJEMY BEZ ANALIZY I DYSKUSJI.
      (…)
      – [Martyna Bunda:] Kolejną pozycją na pańskiej liście jest pomoc społeczna. To też pieniądze wydawane bez sensu?
      – [J. Auleytner:] Absolutnie irracjonalnie.
      (…)
      – [Martyna Bunda:] Ile wydajemy na tę pomoc społeczną?
      – [J. Auleytner:] W sumie niemal 40 mld zł rocznie, zliczając pomoc samorządową i państwową i wliczając 500 plus. Tak prowadzone wydatki socjalne zakłócają relacje między dochodem z pracy a dochodem socjalnym, co konfliktuje ludzi w środowiskach lokalnych. Mamy 3 tys. asystentów rodzinnych i to jest źródło informacji. Mamy też klientów pomocy społecznej, których liczba przez lata się nie zmienia – i już to powinno nas otrzeźwić. Ministrowie tego nie rozumieją, bo realizują cele polityczne. NIE MA ŻADNYCH PIENIĘDZY NA BADANIA SKUTECZNOŚCI PROGRAMU 500 PLUS, mimo że byłby to jakiś promil tych miliardów, które na to idą – BO TO NIE JEST NIKOMU POTRZEBNE.”
      .
      Źródło: Prof. Julian Auleytner o rozdawaniu i marnotrawieniu pieniędzy https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1761616,1,prof-julian-auleytner-o-rozdawaniu-i-marnotrawieniu-pieniedzy.read (28.08.2018).
      .

  5. Racja, ale tylko po części. Owszem, ktoś musi uprawiać rolę, ale także ktoś musi uprawiać naukę, ktoś musi uprawiać sztukę, aby ten świat na upadł na dno. A przymusowe przesiedlanie chłopów do miasta i niszczenia ich jako grupy społecznej to inna sprawa.

    1. To truizm. Nawet tysiąc lat temu żyli w Polsce ludzie, którzy zajmowali się nauką i sztuką. Nikt nie twierdzi, że wszyscy mają „uprawiać rolę”, lecz…
      .
      *
      „Rządzący mówią dużo – ostatnio na Jasnej Górze – o umacnianiu katolickiej rodziny. Tymczasem liczba tradycyjnych związków maleje. OD CZASÓW PRL LICZBA ZAWIERANYCH W POLSCE MAŁŻEŃSTW ZMALAŁA O JEDNĄ TRZECIĄ, jeszcze szybciej zmniejsza się odsetek małżeństw religijnych: w dużych miastach stanowią one już mniej niż połowę (na wsi dwie trzecie). SĄDY ORZEKAJĄ ZA TO PRAWIE DWA RAZY WIĘCEJ ROZWODÓW. – To ogólnoświatowy trend, którego nie da się zatrzymać – przyznaje prof. Józef Pociecha z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, nestor demografów.
      .
      Prof. Piotr Szukalski, socjolog, prognozuje, że do 2027 roku LICZBA NOWYCH MAŁŻEŃSTW ZMALEJE JESZCZE O JEDNĄ CZWARTĄ, A ROZWODÓW BĘDZIE DUŻO WIĘCEJ, BO WIEŚ PODĄŻY ŚLADEM METROPOLII.
      .
      Prof. Józef Pociecha wyjaśnia, że liczba nowych małżeństw maleje głównie dlatego, że w dorosłość wchodzą niże demograficzne urodzone w latach 90. Ale coraz większą rolę odgrywa i to, o czym pisaliśmy niedawno: MIGRACJA POLEK DO MIAST i ich coraz lepsze wykształcenie. (…)
      .
      M.in. z tego powodu Kraków stał się największym, po Poznaniu, skupiskiem singielek: jedna trzecia krakowianek powyżej 20. roku życia to panny. Zarazem WE WSIACH NA WSCHODZIE MAŁOPOLSKI KAWALEROWIE STANOWIĄ DWIE TRZECIE MĘŻCZYZN. I BEZ EFEKTU SZUKAJĄ ŻON. To osłabia instytucję rodziny.”
      .
      Źródło: Zbigniew Bartuś, Polka szuka męża, a tu kandydaci coraz mniej atrakcyjni. Mniej małżeństw, więcej rozwodów i związków nieformalnych z dziećmi https://plus.dziennikpolski24.pl/polka-szuka-meza-a-tu-kandydaci-coraz-mniej-atrakcyjni-mniej-malzenstw-wiecej-rozwodow-i-zwiazkow-nieformalnych-z-dziecmi/ar/13326824 (10.07.2018).
      .
      Ergo: dofinansowywanie dzieci „singielek” (panien, rozwódek), by mogły uciekać z naturalnego środowiska Polaków do wielkich miast – nie ma najmniejszego sensu, bo nie leży w interesie ginącego narodu Polaków-Słowian.
      .

  6. .
    CZYM SKOŃCZY SIĘ ROBIENIE DZIECI Z POWODU 500+, GDY SKOŃCZY SIĘ 500+ ?
    .
    Od 1 lipca 2019 r. wszystkie panie (w tym „samotnie wychowujące”) mogą składać prośby o wypłacanie im co miesiąc przez państwo pieniędzy na każde ich dziecko do lat 18 w ramach rozszerzonego programu 500+, przy czym pierwsze prośby mają być w praktyce uwzględnione do końca września, a zatem mnóstwo wyborczyń powinno otrzymać przelewy tuż przed wyborami do sejmu, które muszą się odbyć po 12 października.
    .
    Rozszerzone 500+ to typowa kiełbasa wyborcza.
    .
    Co jednak będzie, gdy państwo zniszczone przez socjalistów przestanie wypłacać tą forsę? Co zrobią panie w „ciąży 500+” i po rozwiązaniu, gdy sam PiS ogłosi (w jakiś czas po wyborach), że program 500+ musi być zredukowany lub zawieszony?
    .
    Nietrudno to sobie wyobrazić, bo „Tylko zbieg okoliczności sprawił, że program 500 plus trafił na okres deflacji, a nie inflacji, czyli okres, w którym najbardziej potrzebna była finansowa interwencja państwa, wrzucenia pieniędzy, żeby rozgrzać gospodarkę. Ale ten okres już się skończył.” (J. Auleytner, 28.08.2018), i tylko chwilowej polityce „wzmacniania wschodniej flanki NATO” Polacy zawdzięczają pozorną „stabilizację”, umożliwiającą rządowi uprawianie propagandy sukcesu.
    .
    Co będzie dalej?
    .
    Wyjaśnia nam to Damian Szymański, opisując zjawisko coraz bezwzględniejszego okradania biedniejszej części światowej populacji przez grupkę najbogatszych beneficjentów kapitalistycznego (= socjalistycznego) systemu „wolnorynkowego”:
    .
    *
    „Jak co roku, organizacja Oxfam z okazji Światowego Forum Ekonomicznego w Davos podała stan koncentracji majątku na świecie. W 2018 roku 26 najbogatszych ludzi na Ziemi posiadało tyle majątku, co 3,8 mld osób z biedniejszej części populacji.
    (…)
    Oxfam wyliczył, że majątek ponad 2200 miliarderów na całym świecie wzrósł o 900 mld dolarów w 2018 roku – czyli średnio o 2,5 mld dolarów dziennie. To 12-procentowy wzrost zamożności najbogatszych. Tymczasem zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się wśród biednych. Według organizacji, uboższa połowa światowej populacji zbiedniała w zeszłym roku o 11 proc. – [tj. grupa biednych traciła] średnio 500 mln dolarów dziennie.
    .
    Oxfam przekonuje także, że w kontekście walki z nierównościami rządy [świata] powinny rozważyć wprowadzenie 1 PROC. PODATKU OD MAJĄTKU. TAKI PODATEK PRZYNIÓSŁ BY 418 MLD DOLARÓW ROCZNIE, CO WYSTARCZYŁO BY, BY WYKSZTAŁCIĆ KAŻDE DZIECKO NIEUCZĘSZCZAJĄCE DO SZKOŁY I ZAPEWNIĆ OPIEKĘ ZDROWOTNĄ, KTÓRA ZAPOBIEGŁA BY TRZEM MILIONOM OFIAR.
    .
    Wśród najważniejszych wniosków z raportu znalazły się:
    .
    – W ciągu 10 lat od kryzysu finansowego [2008 r.] liczba miliarderów niemal się podwoiła,
    .
    – W latach 2017-2018 co dwa dni pojawiał się nowy miliarder”
    .
    Źródło: Damian Szymański, 26 najbogatszych ludzi na Ziemi posiada tyle samo, co biedniejsza połowa populacji https://businessinsider.com.pl/twoje-pieniadze/oxfam-26-najbogatszych-ma-tyle-samo-co-biedniejsza-polowa-swiata/tyyte2s (21.01.2019).
    .
    *
    Zastanówmy się: jeśli za pomocą jednoprocentowego podatku od majątku można dokonać – w skali świata! – takich cudów, to DLACZEGO NIE MOŻNA ZWIĘKSZYĆ WYNAGRODZEŃ MĘŻCZYZN-OJCÓW, by sami mogli utrzymywać swe dzieci, a także swoje żony (jeśli pozostają one pod ich dachem i opieką)?
    .
    Jaki sens ma stałe mnożenie milarderów i tymczasowe rzucanie rodzicom finansowych ochłapów przez żyjącą z tego urzędniczą sforę (a pamiętajmy: „państwo jedną ręką daje, a drugą odbiera”!), jeśli urodzone dzięki 500+ dzieci nie będą miały co najmniej 18-letniej gwarancji godnej egzystencji z pracy ojców, a nie z łaski polityków powiększających „niezależność” kobiet, ruinę gospodarki oraz zadłużenie państwa i narodu? – „Łaska pańska na pstrym koniu jeździ”, a ekonomia nie jest z gumy.
    .

  7. Świetny artykuł jak i bardzo interesujące informacje które zamieścili użytkownicy pod nim. Wiele rzeczy sobie uzmysłowiłem po przeczytaniu jego. Mieszkam od pokoleń w Warszawie i to co rzuca się tu w oczy to przyjezdni ludzie szukający w tym mieście raju dla siebie ale cena za ten „raj” jest ogromna i destruktywna dla naszego społeczeństwa. O czym mało kto z nich chyba zdaje sobie sprawę. Wielu pewnie myśli że tu będzie kimś ale czy wiedzą że są obiektem zbiorowej manipulacji ? Przypuszczam że nie. Zarabiają na nich banki udzielający im wysoko oprocentowanych pożyczek na mieszkania które trzeba spłacać przez dziesiątki lat ,korporacje które ich zatrudniają i wyzyskują. Urzędy państwowe które budują swój elektorat dla danej partii. To wszystko służy interesom określonej wąskiej grupy społecznej dla której dobro ogółu nie liczy się w ogóle . Ci którzy wyprzedając własną ziemię odziedziczoną po rodzinie w swoich stronach robią dokładnie to czego chcą globaliści. I to nie służy żadnemu rozwojowi ale jest przyczyną naszych problemów. Życie w mieście nie jest dla każdego. Mam znajomych z Mazur urodzonych i wychowanych na wsi którzy przyjechali tutaj na stałe mają jedno dziecko i kredyty które będą spłacać przez całe swoje życie. Ale chcą żyć nowocześnie więc taka to będzie cena tego marzenia. Uważam że kobiety są trybikiem który w pędza w ruch cały ten patologiczny system łatwo manipulować ich systemem wartości a globaliści wiedzą jak to robić.

    1. Otóż to!
      .
      „GRUNTY OSIĄGAJĄ ASTRONOMICZNE CENY, a to wcale nie koniec podwyżek. Żeby utrzymać dobre marże, DEWELOPERZY PODNOSZĄ CENY MIESZKAŃ. (…) Mediana cen mkw. nowych mieszkań w stołecznym Śródmieściu to już niemal 17,6 tys. zł. Średnia cena gruntu pod osiedla w tej dzielnicy wynosi 4,9 tys. zł za mkw. PUM (koszt zakupu ziemi przypadający na mkw. powierzchni użytkowej mieszkalnej). Średnia liczona dla całej stolicy wynosi 2,1 tys. zł za mkw. PUM – podaje Emmerson Evaluation. CORAZ DROŻEJ JEST TEŻ W INNYCH MIASTACH.
      (…)
      Bardzo duży popyt na mieszkania sprawia, że deweloperskie banki ziemi kurczą się w szybkim tempie, a grunty w atrakcyjnych lokalizacjach sprzedają się praktycznie od razu.”
      .
      Źródło: Aneta Gawrońska, Ziemia pod osiedla będzie jeszcze droższa https://www.rp.pl/Nieruchomosci/306209932-Ziemia-pod-osiedla-bedzie-jeszcze-drozsza.html (20.06.2019).
      .
      To paranoja, żeby dać się zamykać w tak drogich betonowych klatkach z telewizorem na ścianie.
      .
      No, ale Orwell to przewidział („1984”).

  8. Do tematu z netu.

    Fragmentaryczny tekst, który zapodaję (kierowany do zainteresowanych tematyką wiejską) jest i tak zbyt obszerny na zamieszczanie go na tutejszym forum, dlatego nie będę miał za złe gospodarzom WP jeśli go nie zamieszczą na forum.

    Końcowy fragment obszernego artykułu ukazującego niekorzystne zmiany w egzystencji mieszkańców współczesnej wsi :

    „…Ich wyciągania gospodarskich wniosków w perspektywie lat, nie miesięcy – bo pracując na ziemi, łatwo można się pomylić, a pomyłka kosztować może głodną zimę – ich podpatrywania, co tam u sąsiada, jak sobie radzi, ich gotowości, by spieszyć z pomocą. Ich dobrych rad, wieczornego głośnego pacierza na gołych deskach przy świętym obrazie z wieczną lampką albo przy krzyżu, który zawsze stał na stole. Brakuje też domów wypełnionych prostymi sprzętami i symbolami wiary. „Jeśli nie ma Boga, nie jesteśmy braćmi”. Ostatnia encyklika Benedykta XVI, w której tyle uwagi poświęcił sprawom gospodarowania człowieka na ziemi zgodnie z planem Stwórcy, zgodnie z projektem -najlepszym dla człowieka – który po prostu tkwi w ziemi, obecny jest w przyrodzie, pod każdą szerokością geograficzną i trzeba go tylko odnaleźć niczym bezcenny zgubiony skarb, odczytać go, z uwagą obserwując te dobra, które otrzymaliśmy w darze, rozczarowuje tych, którzy szukają „nowości” i „rewelacji”. Nie trzeba zawrotnych technologii rujnujących każdą kieszeń, nieustannego poprawiania i ulepszania tego, co zostało stworzone jako doskonałe. Nie trzeba drogi na skróty. (Jak to ujął jeden z katolickich działaczy, bezgranicznie niemal oddanych wsi, a mimo to dostrzegający dzisiejszą tragedię jej nieracjonalnej gospodarki: „Rolnicy dziś nie żywią i bronią, ale trują i zabijają”). Celem człowieka nie jest zdobycie fortuny, lecz życie wieczne. Wsi potrzeba umiaru, rozsądku, uwagi, staranności, dyscypliny, odwagi. Współpracy nauki służącej człowiekowi, służącej życiu, i szlachetnego rolniczego rzemiosła. Bo ziemi nie da się uprawiać metodami przemysłowymi. Inaczej będzie to tylko bezduszna eksploatacja zakończona wcześniej czy później totalną klęską. Tu potrzebna jest cierpliwa praca ludzkich rąk, spotkanie ich ciepła z ciepłem ziemi. Fenomen rozwoju w Polsce gospodarstw ekologicznych – nie bez problemów, z wielkim trudem, jakim zawsze jest powrót do tradycji po latach eksperymentowania z tym, z czym eksperymentować się nie godzi – udowadnia, że jest jeszcze możliwe to, co „państwo” z rządowych lancii, niepotrafiący się dobrze wysławiać po polsku, uznali za przeżytek i anachronizm „szkodzący wizerunkowi Polski”. Wieś polska z drewnianymi zabudowaniami, z przydrożnymi krzyżami i kapliczkami, wieś bez cuchnących na dziesiątki kilometrów ferm przemysłowego chowu trzody, ale za to ze stadami gęsi i kaczek nad stawami, nie musi wcale zarosnąć chwastami po pas, nie musi stać się lasem, jak chcieliby tego „projektanci” z Brukseli. Nie musi też koniecznie zostać skansenem, by przetrwać i pozostać jedynie atrakcją turystyczną dla międzynarodowych gości (choć mądrze zorganizowana turystyka może być ważnym źródłem dochodu polskich rodzin), ale może nadal żywić miasta i pozwolić godziwie żyć swoim rodzinom. Pozostać ostoją wiary, polskiej tradycji, katolickiej kultury. Wydawana przez pana Zbigniewa Przybylaka z Bydgoszczy „Eko-arka” pokazuje w każdym numerze dziesiątki ludzi, którym tradycyjne gospodarowanie na ziemi się opłaca, którym wszystko (lub prawie wszystko) się udaje, którzy nie mają wygórowanych potrzeb, wyśrubowanych oczekiwań, nieokiełznanych ambicji. Którzy żyją statecznie, spokojnie. Z błogosławieństwem Bożym. Potrzebni nowi ziemianie
    Wsi dzisiejszej dramatycznie brakuje dobrych, racjonalnych wzorców. Ludzie nawykli do ciężkiej pracy – choćby nawet tak trzeźwo myślący jak polscy chłopi – gubią się wśród zjawisk społecznych i gospodarczych, które nie zawsze potrafią prawidłowo odczytać i zinterpretować. Przykładem jest niejednoznaczna odpowiedź rolników na zagrożenie biologiczne związane z modyfikowaną genetycznie paszą i nasionami czy bezsilność wobec nachalnie wymuszanego stosowania różnych chemikaliów, jako rzekomo „zupełnie bezpiecznych”, w miejsce tradycyjnego pielenia itd. Brakuje instytucji, które byłyby w oczach rolników wiarygodne i podjęłyby się bezstronnego oceniania tego typu presji i wszelkich nowinek. Brakuje doradztwa tu, gdzie decyduje się o zdrowiu samych plantatorów czy hodowców i odbiorców ich produktów oraz o jakości ziemi. W tej dziedzinie osiągamy wręcz szczyty niefrasobliwości. Brakuje inspiratorów zdrowej wiejskiej spółdzielczości i współpracy różnych sektorów rolnictwa.
    Przed wojną rolę wzorców i doradców spełniali ziemianie. Tworzyli nie tylko nowoczesne lobby wspierające racjonalne zmiany gospodarcze na wsi, korzystne innowacje w uprawach i hodowli i stosowanie nowoczesnych maszyn, ale także czuwali nad ładem społecznym wiejskiego życia. Odpowiedzialność za ziemię i los pracujących na niej ludzi (to ziemianie troszczyli się o przyszłość chłopskich dzieci – zakładali dla nich ochronki, szkoły; polskie ziemianki służyły chłopskim rodzinom pomocą medyczną, nieraz na dużą skalę) była częścią odpowiedzialności za własne państwo. Mieczysław Jałowiecki, ziemianin spod Kalisza, opisuje, jak grupa sąsiedzka otoczyła ostracyzmem kogoś, kto wyłamał się z obowiązku obrony Ojczyzny. „Na pięknym, urodzajnym Zborowie siedział pan Józef Garczyński. (…) Mimo swojej kolosalnej siły nasz pan Józef podszyty był niespotykanym wśród ziemian tchórzostwem. Gdy wybuchła wojna bolszewicka i cała młodzież ziemiańska wsiadła na koń i ruszyła w pole, pan Józef przedstawił zaświadczenie miejscowej akuszerki o uprawnieniach
    felczera, że z powodu nadwątlonego zdrowia dziedzic Zborowa nie nadaje się do wojska. Wywołało to ogólne oburzenie i pan Józef był wydalony ze Związku Ziemian i skazany na bojkot towarzyski”. W innym miejscu autor opisuje radykalną rozprawę z wiejskim lewicowym „działaczem” obnoszącym się ze swoją butą i demoralizującym wieś, którego syn terroryzował kolegów ze szkoły i bezkarnie lżył nauczyciela. Jałowiecki wezwał agitatora do szkoły i udzielił mu reprymendy. „Sąsiedzie – rzekłem, z trudem panując nad sobą – może byście tak zdjęli czapkę. Przecież tu jest szkoła i sami widzicie, krzyż wisi na ścianie. Nawet nie bardzo wypada, żeby gospodarz zachowywał się jak poganin” (M. Jałowiecki, Requiem dla ziemiaństwa). Gdy perswazja nie pomogła, trzeba było zastosować ostrzejsze środki. Poskutkowało. W szkole został przywrócony ład. Dziś nie ma takiej „instytucji” jak przedwojenne ziemiaństwo, które swoim autorytetem – uznawanym przez wszystkich mieszkańców wsi – mogło skutecznie moderować sytuację i zapobiegać plagom społecznym. Ogromne pole działania otwiera się przed księżmi proboszczami. Chcąc nie chcąc, z uwagi na swoją pozycję społeczną muszą oni na wsiach być autorytetami w sprawach nie tylko duchowych. Wieś bowiem jak kania dżdżu potrzebuje przewodników, dostarczycieli wzorców, mądrych doradców. Umiejących dostrzec problemy jej mieszkańców w kontekście szerszym, ogólnokrajowym. W kontekście zapaści rynku żywności, przeładowanego niezdrową, trującą, wysoko przetworzoną żywnością z importu i ogromnym, wzrastającym z miesiąca na miesiąc, zapotrzebowaniem na żywność naturalną, wysokiej jakości, bezpieczną.
    Jest okrutnym paradoksem, że mnożące się z wielką szybkością w całej Polsce sklepy tzw. ekologiczne przeładowane są „ekologiczną” żywnością… z Chin i innych krajów azjatyckich; a także z Włoch, Niemiec i Czech. Zdarzają się nawet produkty z Belgii i Danii. Polskich jest tam jak na lekarstwo.
    Polskim rolnikom, którzy heroicznie trwają na własnoręcznie uprawianej ziemi, należy się pomoc ludzi prawdziwie mądrych, nie tylko wykształconych formalnie. Ta pomoc powinna zmierzać do tego, by chłop mógł sprzedawać bez pośredników – lub przy pomocy uczciwych pośredników – swoją żywność miastu i utrzymać się z tego. To będzie sprawiedliwe, moralne i godziwe. To jest niezbędne, byśmy przetrwali jako Naród – także fizycznie, uniezależniając się od podejrzanej chemicznej żywności z importu. I odseparowali się od hołoty propagującej w świeckich mediach zabójcze dla polskiej kultury wzorce. To nas znów połączy we wspólnotę.
    Czy nie powinno to stać się hasłem – a przede wszystkim programem wyborczym grup politycznych przygotowujących się do wyścigu o władzę?
    Politycy chrześcijańskiej prawicy, czy możecie się jeszcze tak nazywać, zapominając o ludziach, którzy mieszkają poza obszarem wielkich blokowisk i podmiejskich willi? Wydając ich w każdych kolejnych wyborach, od lat dwudziestu, na pastwę cwaniaczków z PSL? Czy możecie ignorować fakt, że młode pokolenie Polaków wyrasta na sztucznej żywności, podczas gdy urodzajna polska gleba leży odłogiem, bo ludzie, którzy potrafią ją uprawiać, nie mają już sił i motywacji, by ruszyć z orką na jesieni? Miasto ze wsią. Wieś z miastem. To powinien być nasz program. Także tych wszystkich mieszczuchów, którzy tak lubią domy z drewna i których serca wyrywają się do wiejskiej ciszy i w niej szukają nie tylko ukojenia, ale inspiracji, natchnień. Szukają prawdy. Nie dajmy się rozdzielić i zobojętnieć na swoje potrzeby. Odpowiedzialność za ziemię, odpowiedzialność za los mieszkańców wsi to jest ważna część odpowiedzialności za państwo.
    Ze szlachtą polską polski lud! Ze szlachtą mentalną, bo jedynie ona będzie potrafiła wziąć w swoje ręce odpowiedzialność za los Polski.”

    3

  9. Dzielmy się jak chlebem, wiedzą i intuicyjną mądrością – tych pięknoduchów, którzy „czują za miliony”

    Zapodaję wiersz znaleziony w necie, który mógłby być kwintesencją dyskusji na tutejszym forum w tak ważnym strategicznie temacie dla przetrwania naszej cywilizacji :

    „Zaprawdę, nigdy kochanek nie szuka,
    nie będąc szukanym przez swą ukochaną,
    Kiedy błyskawica miłości uderzyła w to serce,
    wiedz, że miłość jest także w tamtym sercu.
    Kiedy miłość Boga wzrasta w twoim sercu,
    to bez wątpienia Bóg pokochał ciebie.
    Dźwięku klaskania nie wyda jedna ręka
    bez drugiej ręki.
    Boska Mądrość jest przeznaczeniem i jej zrządzenie
    każe nam kochać się wzajemnie.
    Jest przeznaczeniem każdej części świata tworzyć parę
    ze swą towarzyszką.
    W oczach mędrców Niebo jest mężczyzną, a Ziemia kobietą;
    Ziemia chroni to, co spada z Nieba.
    Gdy Ziemi brak ciepła, to Niebo je zsyła; gdy utraciła
    swą świeżość i wilgoć, Niebo je przywraca.
    Niebo krząta się pilnie jak małżonek
    dla dobra swej małżonki;
    A Ziemia krząta się koło domu: dogląda porodów
    i niemowląt, które rodzi.
    Uważaj Ziemię i Niebo za obdarzone mądrością,
    bowiem spełniają pracę mądrych istot.
    Jeśli ta para nie czerpie rozkoszy od siebie nawzajem,
    to czemu szuka siebie jak para kochanków?
    Jak – bez Ziemi – ma kwitnąć kwiat i drzewo?
    Cóż wtedy dałaby woda i ciepło Niebu?
    Jak Bóg włożył pragnienie w serce mężczyzny i kobiety po to,
    by zachować świat przez ich związek,
    Tak też zaszczepił każdej części istnienia
    pragnienie innej części.
    Dzień i noc są pozornie wrogami, jednakże oboje
    służą jednemu celowi:
    Kochają się wzajemnie, aby doskonalić
    swe wspólne dzieło.
    Gdyby noc nie obdarzała Człowieka bogactwem,
    wówczas Dzień nie miałby nic do rozdania.”

    R.A. Nicholson, Rumi, London 1950, s. 122-123 ( przekład J. Prokopiuka)

  10. „Zaprawdę, nigdy kochanek nie szuka,
    nie będąc szukanym przez swą ukochaną,
    Kiedy błyskawica miłości uderzyła w to serce,
    wiedz, że miłość jest także w tamtym sercu.
    Kiedy miłość Boga wzrasta w twoim sercu,
    to bez wątpienia Bóg pokochał ciebie.
    Dźwięku klaskania nie wyda jedna ręka
    bez drugiej ręki.
    Boska Mądrość jest przeznaczeniem i jej zrządzenie
    każe nam kochać się wzajemnie.
    Jest przeznaczeniem każdej części świata tworzyć parę
    ze swą towarzyszką.
    W oczach mędrców Niebo jest mężczyzną, a Ziemia kobietą;
    Ziemia chroni to, co spada z Nieba.
    Gdy Ziemi brak ciepła, to Niebo je zsyła; gdy utraciła
    swą świeżość i wilgoć, Niebo je przywraca.
    Niebo krząta się pilnie jak małżonek
    dla dobra swej małżonki;
    A Ziemia krząta się koło domu: dogląda porodów
    i niemowląt, które rodzi.
    Uważaj Ziemię i Niebo za obdarzone mądrością,
    bowiem spełniają pracę mądrych istot.
    Jeśli ta para nie czerpie rozkoszy od siebie nawzajem,
    to czemu szuka siebie jak para kochanków?
    Jak – bez Ziemi – ma kwitnąć kwiat i drzewo?
    Cóż wtedy dałaby woda i ciepło Niebu?
    Jak Bóg włożył pragnienie w serce mężczyzny i kobiety po to,
    by zachować świat przez ich związek,
    Tak też zaszczepił każdej części istnienia
    pragnienie innej części.
    Dzień i noc są pozornie wrogami, jednakże oboje
    służą jednemu celowi:
    Kochają się wzajemnie, aby doskonalić
    swe wspólne dzieło.
    Gdyby noc nie obdarzała Człowieka bogactwem,
    wówczas Dzień nie miałby nic do rozdania.”

    R.A. Nicholson, Rumi, London 1950, s. 122-123 ( przekład J. Prokopiuka)

  11. Przepraszam redakcję WP za „wrzucenie” duplikatu powyższego tekstu, ale miałem wrażenie, że powyższy tekst „nie chce wejść” na łamy forum dyskusyjnego…

    Pozdrawiam – emeryt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *