Strona główna > Polska > Polska na czele w UE pod względem wydawania imigrantom zezwoleń na pobyt za 2018 rok

Polska na czele w UE pod względem wydawania imigrantom zezwoleń na pobyt za 2018 rok

Z danych Eurostatu wynika, że w 2018 roku Polska wydała 635 tys. pierwszych zezwoleń na pobyt obywatelom spoza UE, najwięcej najwięcej spośród krajów członkowskich Unii. Ponad 400 tys. zezwoleń przyznano Ukraińcom, a ponad 125 tys. Białorusinom, głównie z powodów związanych z zatrudnieniem. Polska wydała też najwięcej pozwoleń z tego powodu – 328 tys.

Według Eurostatu, w ubiegłym roku Polska wydała 635 tys. pierwszych zezwoleń na pobyt obywatelom spoza UE, czyli 20 proc. wszystkich tego rodzaju pozwoleń w Unii. Dla porównania, zajmujący pod tym względem drugie miejsce Niemcy wydały 544 tys. zezwoleń na pobyt, co stanowi 17 proc. całości.

Przeczytaj: OECD: Polska liderem pod względem przyjmowania imigrantów zarobkowych

Kolejne miejsca zajęły pod tym względem: Wielka Brytania (451 tys.; 14 proc.), Francja (265 tys., 8 proc.), Hiszpania (260 tys., 8 proc.), Włochy (239 tys., 7 proc.) i Szwecja (125 tys., 4 proc.). Łącznie, obywatelom krajów spoza UE wydano około 3,2 mln pierwszych zezwoleń na pobyt. To o 0,4 proc. (13 tys.) więcej w porównaniu z 2017 roku. Trend wzrostowy w tym względzie utrzymuje się od 2015 roku.

Jak poinformowano, Polska wydała też najwięcej pozwoleń związanych z zatrudnieniem – 328 tys.. To 37 proc. wszystkich zezwoleń wydanych z takich powodów w Unii Europejskiej w 2018 roku. Wielka Brytania wydała najwięcej zezwoleń ze względów edukacyjnych (190 tys., 30 proc.). W przypadku Niemiec, Hiszpanii i Włoch, najwięcej zezwoleń wydano z powodów rodzinnych. Ponadto, Niemcy wydały stosunkowo najwięcej zezwoleń z powodów związanych z uchodźstwem (219 tys.). Większość dotyczyła statusu uchodźcy i ochrony uzupełniającej (185 tys.) oraz ochrony ze względów humanitarnych (23 tys.).

Najwięcej zezwoleń otrzymali obywatele Ukrainy – 527 tys. osób, z czego prawie 78 proc. (ok. 410 tys.) przyznano w Polsce. Za nimi znaleźli się Chińczycy (206 tys., prawie połowa w Wielkiej Brytanii), obywatele Indii (197 tys., 38 proc. w Wielkiej Brytanii), Syrii (174 tys., 71 proc. w Niemczech), Białorusi (138 tys., z czego 92 proc. w Polsce), Maroka (127 tys., z czego 45 proc. w Hiszpanii).

Ukraińcy korzystali z zezwoleń głównie ze względu na zatrudnienie (65 proc.), Chińczycy – na edukację (67 proc.), a Marokańczycy z powodów rodzinnych (61 proc.). Te ostatnie stanowiły prawie 28 proc. zezwoleń na pobyt wydanych w UE w 2018 roku. W 27 proc. przypadków powodem było zatrudnienie, w 20 proc. – edukacja.

Jak informowaliśmy, na początku lipca Urząd do Spraw Cudzoziemców podał, że liczba cudzoziemców mających ważne zezwolenia na pobyt długoterminowy w Polsce wzrosła do 400 tys. osób, z których blisko połowa, a dokładnie 199 tys. osób, to Ukraińcy. Liczby te cały czas rosną. W końcu lipca liczba cudzoziemców z ważnymi zezwoleniami na długoterminowy pobyt w Polsce wzrosła do 406,5 tys. Ponad 203 tys. z nich to Ukraińcy. Oznacza to wzrost o 27 tys. w pierwszych sześciu miesiącach tego roku oraz o kolejne 7 tys. do dnia 29 lipca. Na początku roku takich osób było w Polsce 372 tys.

Wcześniej „Rz” pisała, że jak dowodzą statystyki, imigranci zarobkowi z Ukrainy już nie tylko szukają w Polsce pracy sezonowej, ale coraz częściej chcą się osiedlać na dłużej.

Przeczytaj także: Nowy raport o migrantach z Ukrainy: chcą więcej zarabiać, dużo pracować, co trzeci chce osiąść w Polsce

PAP / polskieradio.pl / Kresy.pl

Za: https://kresy.pl/wydarzenia/polska-na-czele-w-ue-pod-wzgledem-wydawania-imigrantom-zezwolen-na-pobyt-za-2018-r/
26.10.2019

5 thoughts on “Polska na czele w UE pod względem wydawania imigrantom zezwoleń na pobyt za 2018 rok

  1. Mała uwaga na temat artykułu sponsorowanego z dnia 15.10.2019 [ https://wolna-polska.pl/wiadomosci/szkola-policealna-alternatywa-dla-studiow-2019-10 ] Piszę tu bo komentowanie pod sponsorowanym artykułem jest wyłączone.

    Uważajcie na takich sponsorów. Trochę to dziwne, że szkółka reklamuje coś na wzór zawodówki i w pierwszej kolejności proponuje zawody najniżej płatne (kolejność jaką proponują nie jest alfabetyczna !): administracja, asystentka stomatologiczna, florystka, ochrona – czyli cieciowanie jako stróż, opiekun osoby starszej, asystent osoby niepełnosprawnej, itd.

    A na samym końcu zawody najlepiej płatne i najbardziej przyszłościowe czyli teleinformatyka i informatyka. Czyżby komuś zależało aby zrobić z Polaków roboli i wyrobników za najniższą stawkę?
    Po drugie studia to zawsze studia a nie jakaś zawodówka czy nawet technikum zawodowe.

    Pieniądz od sponsora nie śmierdzi lecz my Polacy mamy swoją godność nie wszystko można u nas kupić !!!

  2. Do : „syrop klonowy” – (ad vocem)

    „Po drugie studia to zawsze studia a nie jakaś zawodówka czy nawet technikum zawodowe.”
    =================================================================
    Ja osobiście zaczynałem od „zawodówki”- tam spotkałem wspaniałych wychowawców, którzy nauczyli mnie niezbędnego pragmatyzmu życiowego.

    A co ma w zamian nasza dzisiejsza studiująca młodzież – zapodany z netu tekst otwiera pole do dyskusji na ten temat :

    UCZELNIANY CYRK

    Tak się jakoś zdarzyło, ze w moim życiu otarłem się o różne środowiska studenckie. Każdy kierunek ma bowiem swoją atmosferę, swoją specyfikę, system powszechnie uznawanych wartości. Być może ma to związek z późniejszym zawodem, jaki się po określonym kierunku wykonuje. Najbardziej zbulwersował mnie Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Trafiłem tam całkowicie przypadkowo, od razu na drugi rok, po pierwszym zaliczonym na Uniwersytecie w Toruniu i to w trybie zaocznym. Rzadkie zjazdy na studiach zaocznych uniemożliwiają obiektywną obserwację środowiska i zapoznanie się z klimatem wydziałowym. Może dlatego studia dzienne wywołały u mnie taki szok…

    SPĘD BYDŁA
    – tylko w taki sposób można określić to, co dzieje się podczas sesji egzaminacyjnych na Wydziale Prawa UW. Od kiedy wprowadzono obok systemu dziennego jeszcze „wieczorowy” (enigmatyczny cudzysłów wyjaśnię niżej) na roku jest około 1200-2000 studentów. Nie ma przy tym żadnego podziału na studentów dziennych i wieczorowych, nie ma dla tych drugich oddzielnych zajęć po południu (co uniemożliwia im np. pracę), a jedyna różnica to wysokie czesne, jakie ci drudzy mają do zapłacenia za możliwość edukacji na tak prestiżowej uczelni. Każdy egzaminator to wielka indywidualność, a generalnie można ich podzielić na „udupiaczy” i „spoko gości” (używam żargonu studenckiego). Przy takiej liczbie studentów zaledwie nieliczni mają szczęście trafić na tych drugich. A to wywołuje liczne frustracje i sprawia, że kolega z ławki okazuje się nagle potworem. Na przykład kiedy chciałem zdać egzamin z prawa konstytucyjnego u doktora cieszącego się opinią poczciwego człowieka, zrozumiałem, że na tym wydziale rządzą prawa dżungli. Przed drzwiami do jego gabinetu stały kolejki od 5 rano, żeby zapisać się na egzamin. Zazwyczaj jedna osoba przychodziła bardzo wcześnie, nawet w nocy, zapisywała swoich znajomych i czatowała pod drzwiami. Jeżeli jednak osoba pilnująca listy oddaliła się z warty i udała powiedzmy do toalety, po powrocie mogła ją czekać przykra niespodzianka. Otóż na drzwiach wisiała nowa lista, bez nazwiska nieszczęśnika, a stojący przed gabinetem bracia-studenci twierdzili, że wisiała tam od kiedy przyszli i żadnej innej listy nie było. I tak zarwana noc może się okazać daremnym trudem. Ale to jeszcze nie koniec hecy! Bo bywało i tak, że w momencie kiedy przychodził egzaminator i zajmował miejsce w swoim fotelu nagle ni stąd ni zowąd wbiegał jakiś student i kładł na biurku zupełnie inną listę (z innymi nazwiskami). A pod drzwiami panował wielki chaos, zamieszki, stres i rozpacz. Każdy egzamin dostarcza silnych wrażeń emocjonalnych: wybiegające z płaczem młode kobiety, trzaskający drzwiami mężczyźni, tłum pocieszycieli, sugerujących, że to przecież tylko egzamin. Atmosfera jest bardzo napięta i sprzyja wybuchom paniki.

    OLEWAJSTWO
    Egzaminatorzy nie pomagają w rozładowaniu tego napięcia, a wręcz przeciwnie! Spóźnienia, nawet dwugodzinne, na egzamin są na porządku dziennym. Nie wspomnę już o nie przychodzeniu na zajęcia, skracaniu czasu przeznaczonego na wykład lub nie robieniu przerw w zajęciach. Szczytem głupoty są natomiast testy oceniające wykładowców, które studenci wypełniają na oczach prowadzącego zajęcia, a ten ma do nich wgląd (przecież nikt nie chce dostać „lufy” na egzaminie).

    IN FRAUDEM LEGISO
    Oczywiście istnieje regulamin wydziałowy i są ścisłe terminy zdawania egzaminów, zdawania poprawek, „komisów” itp. Z tym, że są sposoby na ominięcie zawiłej procedury uczelnianej. Ale to trzeba być superlaską (najlepiej z tytułem Miss albo coś w tym stylu) lub jakimś dobrym znajomym któregoś z dziekanów. Wtedy można liczyć na specjalne przywileje. Ponieważ to od zgody dziekana zależy wszystko czyli dla jednych głupi egzamin, dla innych – całe życie. Może dlatego studentki tak chętnie spotykają się z dziekanami i innymi profesorami czy doktorami, korzystając z ich pomocy w czasie sesji. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że wcale tego nie ukrywają (a może tylko niektóre). Kiedyś na zajęciach z prawa konstytucyjnego siedziały za mną dwie bardzo atrakcyjne koleżanki, finalistki jakichś konkursów piękności, i opowiadały sobie jakie to sprawy załatwiają przez dziekana. Dowiedziałem się, że dziekan poza działalnością na uczelni jest stałym bywalcem imprez, na których piękne dziewczęta walczą o tytuł najpiękniejszej. To tam znajduje sobie kochanki, które w zamian za prywatne z nim spotkania mają „z bańki” pięć lat studiów. I rzeczywiście! W sytuacji, kiedy każdy statystyczny student już dawno wyleciałby ze studiów owe panie zaliczają w najlepsze rok po roku, jakby cudem. I wcale nie ukrywają jakim sposobem do tego doszło. Takie załatwianie spraw jest powszechne. Zdarzają się studentki w beznadziejnej sytuacji egzaminacyjnej, które same proponują -spotkania dziekanom, bo od tego zależy zaliczenie roku lub coś dla nich bardzo ważnego. Nie da się tego nie zauważyć, nie można o tym nie wiedzieć. Nikt na Wydziale się temu nie dziwi, nikogo to nie bulwersuje, nikomu to nie przeszkadza. Zastanawiam się tylko dlaczego tak się dzieje. Moje narodowe poglądy, moja religia, mój system wartości zupełnie nie pasował do otoczenia, w jakim się znalazłem. Może dlatego byłem tam, w tym tłumie zawsze samotny jak wilk, zawsze od niego odstawałem. Wybrałem kierunek studiów zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, ale jakoś nie mogłem znieść tego, co się dzieje dookoła. Próbowałem o tym rozmawiać z kolegami ze studiów, ale nikt nie rozumiał o co mi chodzi. Oni uważają, że to normalne, że jeżeli nie będę kombinował to sobie nie poradzę na tych studiach.

    UCZCIWOŚĆ – TAK CZY NIE?
    Poradziłem sobie. Zaliczyłem dwa lata studiów wśród drapieżników. Bo na tym kierunku nie ma przyjaźni. Kolega z ławki to konkurencja na rynku pracy. Działa się w pojedynkę, bo jeśli się komuś pomoże, trzeba się liczyć z tym, że ta osoba może być od ciebie lepsza, a tego nie chcesz. Te dwa lata zmieniły moje wyobrażenie o życiu i świecie, w którym żyję. Najgorsze jest to, że poczułem się – taki bezsilny. Przecież nie mogę nikogo zmienić bez jego zgody. W rezultacie wróciłem na Uniwersytet w Toruniu na studia zaoczne. Tutaj zdecydowanie mniej się dzieje, a może tylko mniej się o tym mówi? Po moim doświadczeniu nie mogę się dziwić dlaczego prawnicy to tak rzadko uczciwi ludzie.
    Czasem tylko zazdroszczę mojej siostrze, która, na jej szczęście, zawsze interesowała się literaturą. Jest na drugim roku Filologii Polskiej, też na UW. Jej doświadczenia są dokładnie przeciwne niż moje: życzliwi ludzie, miła atmosfera, wszystko można spokojnie załatwić. Na moje opowieści o doświadczeniach z Wydziałem Prawa reaguje niedowierzaniem i śmiechem. Czyli jednak są studenci, kultywujący jakieś wartości duchowe. Chodzą do teatru, na wernisaże, interesują się poezją i filmem.

    ODZIE JEST ŚRODEK
    Zastanawiam się tylko po której stronie jest norma. A może zetknąłem się z dwoma skrajnościami? Obawiam się, że przy obecnej orientacji szkół na zarabianie pieniędzy poprzez studia zaoczne i wieczorowe dyplom poważnie stracił na wartości. Liczba studentów wzrosła bowiem kilkukrotnie, ale pomieszczenia uniwersyteckie się nie zwiększyły. Podobnie jak liczba wykładowców. W rezultacie powstaje produkt słabszej jakości, dyplom gorszej jakości. Cierpimy na tym wszyscy, bo nie sposób ocenić szkód powstałych przez niekompetentnych fachowców. Ale najbardziej cierpią sami studenci, bo niejednokrotnie ciężko pracują i zasługują na godne traktowanie. Nie wspomnę nawet o tych, których „luksus” bycia studentem drogo kosztuje.

    – K. Osajda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *