Strona główna > Polska > Po co nam „Konfederacja”? – no właśnie

Po co nam „Konfederacja”? – no właśnie

Publicysta „Zmiany” Konrad Rękas wystąpił z tekstem „Po co komu Konfederacja?” [1], w którym zauważa: „część liberalna Konfederacji bowiem wsi z natury nie zna, nie rozumie, nie znosi, wstydzi się, albo wszystkiego po trochu”.

http://chart.neon24.pl/post/149161,po-co-komu-konfederacja

Jest to również istotny DEFEKT neonarodowej części „Konfederacji”, czyli mieszczuchów-wykształciuchów z ruchu p. Winnickiego, o czym pisaliśmy już dawno:

Bez ziemi i chłopów – czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) cz. 3 http://piastpolski.pl/bez-ziemi-i-chlopow-czyli-ruch-w-ruchu-dawniej-narodowym-cz-3/ (28.03.2013).

Główny zarzut:

„A jakich słów autorzy „Deklaracji ideowej” [Ruchu Narodowego z marca 2013 r.] uniknęli? – Są to słowa: ziemia, wieś, chłop, rolnik, rolnictwo, osadnictwo rolne, żywność.

Brak tych słów w podstawowej deklaracji „Ruchu Narodowego” bardzo dziwi. Taki dokument, jeśli tworzony jest przez Polaków, powinien traktować temat zagospodarowania polskiej ziemi i odbudowy stanu chłopskiego na polskiej wsi jako absolutnie priorytetowy.

(…)

Jeżeli komuś się wydaje, że trwanie narodu polskiego zagwarantuje ludność skupiona w wielkich miastach – to bardzo się myli. Ludność ta, będąc odcięta od mieszkańców wsi i nie pełniąca wobec nich roli służebnej, lecz żyjąca swoim własnym życiem i opierająca swoją egzystencję na zaspokajaniu swoich własnych, w dużej mierze sztucznie wytwarzanych potrzeb – służy kosmopolitycznej i nie znającej narodowych granic cywilizacji przemysłowej, a więc skazana jest na zagubienie narodowych priorytetów i zatratę polskiej tożsamości.

Wzmocnienie polskości i odbudowa naszej potęgi może nastąpić tylko przy fizycznym zakorzenieniu się naszego narodu we własnej ziemi, przy odnowieniu etosu życia i pracy na wsi. Trzeba nam odczytać na nowo Witosa, Dmowskiego i ks. Wyszyńskiego właśnie pod tym kątem, trzeba nam na powrót zrozumieć, że ziemia jest skarbem narodu, gdyż daje mu zawsze żywność, wodę, wolność, tożsamość i oparcie.”

Z tego właśnie powodu główna teza artykułu p. Rękasa też jest chybiona, gdyż tylko autentyczna partia chłopska może powiedzieć o sobie, że realizuje jednocześnie swój „interes grupowy” i interes ogólnonarodowy/ogólnopaństwowy, zaś wszelkie partie czy ruchy narodowe (a także wszelkie inne), które skupiają ludzi nie będących chłopami i nie pracujących bezpośrednio na rzecz indywidualnego chłopskiego rolnictwa – powinny występować nie tylko w interesie swojej grupy społecznej czy branży zawodowej (celować w swój docelowy „elektorat”), lecz POWINNY TEŻ KONIECZNIE stawać w obronie każdego chłopa, gospodarstwa chłopskiego, chłopskiej ziemi i nieskażonego krajobrazu. – A tego, niestety, nie robią, bo kierują nimi przeważnie ZWOLENNICY SOCJALISTYCZNEJ QUASIRELIGII „ROZWOJU” (betonowania ziemi, zwiększania produkcji przemysłowej i zamykania ludności w miastach).

Skutki?

Tysiące wysiedlonych ludzi ze Złoczewa i okolicznych wsi. W zamian „nowy Bełchatów” miałby dać skok rozwojowy dla regionu https://businessinsider.com.pl/finanse/nowa-odkrywka-wegla-brunatnego-w-zloczewie-konflikt-rolnikow-z-pge/p3v3h87 (30.05.2019).

Jak czytamy w artykule, „istnieje konflikt interesów pomiędzy wydobyciem węgla brunatnego a dostępem do wody i produkcją żywności. – W okresie 76 lat, czyli od rozpoczęcia odwadniania terenu do pełnej odbudowy podziemnych poziomów wodonośnych wokół wyeksploatowanej już odkrywki, ubytek przychodów w rolnictwie wyniesie od 5,3 mld zł do 18,5 mld zł, zaś w przemyśle rolno-spożywczym od 4,6 mld zł do 17,4 mld zł. Łącznie zatem rolnicy i lokalni przedsiębiorcy rolno-spożywczy nie wytworzą produkcji o wartości od 9,9 mld zł do 35,9 mld zł – podsumowuje wyniki analizy dr Benedykt Pepliński.”

Na dodatek, nowa „Odkrywka będzie umieszczona w pięknym miejscu, o dużej wartości ekologicznej. Są tam potoki, lasy i to wszystko chce się teraz zniszczyć. Uważamy, że ważne jest, aby zachować dla ludzi takie miejsce. Bełchatów mówi, że będą nowe miejsca pracy. NIKT NIE BIERZE POD UWAGĘ TEGO, ŻE TUTAJ MIESZKAJĄ ROLNICY, A TO TEŻ JEST PRACA. Nie jestem przekonany, że te nowe miejsca będą akurat dla nas. Co może rolnik robić w kopalni odkrywkowej? Tutaj przyjdą pracownicy z zamykanej kopalni w Bełchatowie.”

Ciekawe, jak zareagują na to „konfederaci” – Korwin-Mikke, Braun i Winnicki? – Wykażą zrozumienie dla interesu Polaków-Słowian żyjących na prowincji i broniących istnienia chłopskiej wsi, czy też egoistycznie poprą wielonarodowych i skosmopolityzowanych SOCJALISTÓW-PROGRESISTÓW (w tym realizujących swój partykularny „interes grupowy” liberalistów-kapitalistów), którzy chcą WYRUGOWAĆ CHŁOPÓW z ich odwiecznych siedzib, by zapewnić dostawy prądu dla sztucznie skoncentrowanej w dużych miastach, oderwanej od ziemi i żyjącej tam w większości nie polskim stylem życia, zniewolonej masy POTOMKÓW CHŁOPÓW?

„Jednostka zerem, jednostka niczym” – pisał Majakowski w wierszu „Włodzimierz Iljicz Lenin”. – A czymże jest dzisiaj dla socjalistów (w tym dla liberalistów-kapitalistów) owe 3 tysiące jednostek ludzkich, czyli polskich chłopów z 33 wiosek w gminach Złoczew, Ostrówek, Burzenin i Lututów? Albo owe 3,5 tysiąca jednostek ludzkich z rolniczej gminy Baranów, gdzie ma powstać Centralny Port Komunikacyjny [2] i „pod samo lotnisko potrzeba 3,5-4 tys. hektarów” i „trzeba wysiedlić ludzi z 1150 nieruchomości i 850 gospodarstw”?

Czy naprawdę trzeba?

Chłop siedzi na ziemi, trzyma ją tysiąc lat w swoich rękach i żywi siebie i cały naród. NIE DA SIĘ GO ZASTĄPIĆ. A prąd można zapewnić miastom w zupełnie inny sposób, m.in. poprzez dostawy węgla z Rosji, co prokapitalistyczne organy medialne pp. „konfederatów” aktualnie piętnują i zwalczają – zob.: Jan Piński, Skandal! Polityczna kuchnia czyli jak służby polują na Konfederatów https://nczas.com/2019/05/29/sluzby-poluja-na-konfederatow/ (29.05.2019).

Po co nam „Konfederacja”, czy jakakolwiek inna narodowo-katolicko-patriotyczna partia, która nie wyeksponuje i nie wystąpi w obronie najważniejszych interesów chrześcijańskiego i słowiańskiego narodu polskiego?

Grzegorz Grabowski

[1] – Po co komu Konfederacja? Konrad Rękas http://chart.neon24.pl/post/149161,po-co-komu-konfederacja (30.05.2019).

[2] – Moja opinia z czerwca 2018 roku:

Polacy z gminy Baranów odrzucili CPK w referendum

Wola narodu została jasno wyrażona. Zobaczymy teraz, czy zostanie uszanowana.

Gmina Baranów (pow. Grodzisk Maz.) liczy ponad 5200 mieszkańców i ma 92 % ziem rolniczych (lasy: 0 %), jest więc typową krainą Polaków-Słowian, zajmujących się od wieków rolnictwem.

To tutaj PiS-owski rząd Beaty Szydło ulokował swoją arbitralną i nieskonsultowaną z narodem decyzją kolejne wielkie betonowanie kolejnego fragmentu życiodajnej polskiej ziemi. Zgodnie z uchwałą Rady Ministrów (XI 2017), na obszarze wokół dzisiejszej wsi Stanisławów ma być zbudowane gigantyczne lotnisko – Centralny Port Komunikacyjny o docelowej przepustowości 150-200 mln pasażerów rocznie (według informacji podanej przez prezesa LOT Rafała Milczarskiego w Radiu Maryja) [1].

Tylko „Pod samo lotnisko potrzeba 3,5-4 tys. hektarów. Trzeba wysiedlić 3,5 tys. ludzi z 1150 nieruchomości i 850 gospodarstw.” [1] A ma być jeszcze zbudowany węzeł i dworzec kolejowy przy lotnisku oraz 700 km nowych szlaków dla szybkich kolei, a także poważna infrastruktura drogowa i miejska wokół lotniska. [2] Oznacza to dramatyczną ingerencję w dotychczasowe życie nie tylko mieszkańców gminy Baranów, ale i gmin sąsiednich.

Któż z nas chciałby mieszkać wokół monstrualnego lotniska, nad którym dzień i noc, przez 365 dni w roku krążą, hałasują i smrodzą wielkie samoloty pasażerskie? (Które nierzadko spadają na domy.) Któż chciałby być mieszkańcem gminy, przez którą dniem i nocą przejeżdżają tysiące i miliony (!) samochodów dążących na lotnisko i tysiące pociągów poruszających się z prędkością 200-230 km/h? Rząd premier Szydło i prezydent Duda, który 2 czerwca 2018 r. podpisał specjalną ustawę w sprawie CPK – zgotowali tamtejszym polskim rolnikom prawdziwe piekło.

Dlatego mieszkańcy gminy Baranów postanowili się bronić przed tą absolutnie błędną – nie tylko z ich punktu widzenia – „socjalistyczną” inwestystycją, nazwaną już (bardzo słusznie!) „Centralnym Portem Komunikacyjnym im. Stanisława Barei”, i w tym celu zorganizowali 17 czerwca gminne referendum, do udziału w którym wójt Andrzej Kolek zachęcał tymi słowy: „Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że rozwój każdego kraju na poziomie globalnym rządzi się własnymi prawami i wszyscy chcieli byśmy aby także nasza Ojczyzna była krajem silnym ekonomicznie i bogatym, ale w sytuacji w jakiej w tej chwili wszyscy się znaleźliśmy trudno nie zadawać sobie najprostszych pytań: dlaczego właśnie TU, dlaczego właśnie TERAZ i czy naprawdę w obecnych czasach rozwój powinien odbywać się kosztem utraty zaufania obywateli do Państwa, poczucia bezpieczeństwa jego mieszkańców i kosztem niszczenia „małych ojczyzn”?” [3]

Polacy poszli na to referendum (frekwencja 47 %) i zagłosowali przeciwko budowie CPK. Na pytanie: „Czy jesteś za lokalizacją Centralnego Portu Komunikacyjnego na obszarze Gminy Baranów?” – aż 80,5 % biorących udział w referendum odpowiedziało „NIE”. [4]

Wola narodu została jasno wyrażona. Zobaczymy teraz, czy zostanie uszanowana.

Pamiętamy do dzisiaj wielkie, nie liczące się ze zniszczeniem urodzajnej ziemi i ludzi inwestycje socjalizmu komunistycznego w Polsce, Związku Radzieckim i innych krajach tzw. obozu socjalistycznego, które okazały się wielkimi błędami, a nawet katastrofami i nie przyniosły szczęścia Słowianom i innym ludom z tego obszaru.

Myśleliśmy, że ten zły czas już się zakończył, że teraz będzie się liczyć KAŻDY człowiek, KAŻDY Polak, KAŻDA jednostka – zwłaszcza żyjąca z ziemi i dla ziemi, i że obłęd wielkiego, arbitralnego, bezsensownego zabetonowywania Polski i towarzyszących mu przymusowych wysiedleń – został już skutecznie powstrzymany.

Niestety, patrząc na wielkie kontrowersyjne budowy PO (autostrady) i PiS (Stanisławów), ma się nieodparte wrażenie, że budowa słomianego „Misia” wciąż trwa.

Grzegorz Grabowski

18.06.2018

Przypisy:

[1] – D. Ćwiklak, Centralny Port Komunikacyjny im. Stanisława Barei http://www.newsweek.pl/biznes/gospodarka/centralny-port-komunikacyjny-im-stanislawa-barei,artykuly,428447,1.html (08.06.2018).

[2] – Gmina Baranów z nałożoną powierzchnią 3000 ha zabezpieczającą obszar koncepcji Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK) https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:CPK_3000_ha_Baranów_location_map_2017.png

[3] – Apel Wójta Gminy Baranów do mieszkańców o udział w referendum http://www.gmina-baranow.pl/home/centralny-port-komunikacyjny/901-apel-wojta-gminy-baranow-do-mieszkancow-o-udzial-w-referendum (15.06.2018).

[4] – Wyniki Referendum Gminnego z dnia 17 czerwca 2018 roku http://www.gmina-baranow.pl/home/centralny-port-komunikacyjny/903-wyniki-referendum-gminnego-z-dnia-17-czerwca-2018-roku (18.06.2018).

7 thoughts on “Po co nam „Konfederacja”? – no właśnie

  1. Z prasy niezależnej – tekst archiwalny :

    ZNACZENIE I WARTOŚĆ ZIEMI.

    Ziemia jest największym dobrem materialnym, jakie może istnieć. Ziemia jest dobrem tak szczególnym, że posiada wymiar nie tylko materialny, ale i duchowy. Człowiek może ją zmarnować, ale nigdy zniszczyć doszczętnie. Dlatego pod żadnym względem nie może być traktowana jako zwykły towar lub przedmiot.
    Kto się wyzbywa ziemi, wyzbywa się nie tylko jej dobrodziejstw, ale i odrywa się od swoich korzeni, które tkwią w niej od pokoleń. Ziemia jest dobrem nieodnawialnym i niepowtarzalnym, którego nie można wyprodukować, spreparować lub odtworzyć za pomocą ludzkich rąk czy umysłu. Samochody, telewizory można produkować – dzięki ziemi – w nieskończoność. Ziemi – nie! Można ją tylko uprawiać bądź – z ludzkiego punktu widzenia – zaniedbywać. W porównaniu z innymi nieruchomościami – ziemia jest niezniszczalna. Dom spali się, zawali, zabierze go powódź, zmiecie lawina i już go nie ma. Natomiast ziemia po powodzi, wojnie czy pożarze ponownie wyda plony dla każdego, kto przyłoży się do jej uprawy czy, jak jest powiedziane w Ewangelii, „ktokolwiek rękę przykłada do pługa”…
    Ogólnie rzecz biorąc, ziemi jest coraz mniej… tej swojej, własnej i tej narodowej, ogólnoludzkiej, globalnej.
    Pokryta betonem, asfaltem, zniszczona erozją, sztucznym nawożeniem, napromieniowana rokrocznie, zmniejsza się powierzchnia ziemi uprawnej porównywana do obszaru Francji!
    …A przybywa coraz więcej ludzi z innych krajów, z innych ziem, którzy też muszą gdzieś zamieszkać, gdzieś się „zakotwiczyć” (kolejny beton), którzy muszą żywić się wraz z nami, bo ziemia, jak wiadomo, jest jedna jako główna żywicielka każdego, kto na niej żyje. Lecz uproszczeniem byłoby dopatrywać się w ziemi wyłącznie aspektu żywności symbolizowanego przez zboże i chleb (florę). Ziemia to również fauna –
    a więc zwierzęta, które i na niej żyją i którymi też musi posilać się człowiek; to również woda, którą pije (spod asfaltu czy betonu nie tryska żywa woda…),to również czyste powietrze (dzięki lasom, które na niej rosną).
    Ziemia to także odnawialne źródła energii (OŹE). Zaczynamy dopiero zdawać sobie sprawę, jaką rolę odegrają one w przyszłości. Są to bowiem: j – energia geotermiczna (80 proc. po-! wierzchni Polski nadaje się do jej eksploatowania);
    – paliwo energetyczne: węgiel, ropa, gaz, woda termiczna;
    – środki spożywcze – sól, wapń, minerały;
    – paliwo energetyczne ekologiczne, nie zanieczyszczające atmosfery (olej roślinny wchodzący w skład biodiesla);
    – energia wietrzna;
    – źródło energii cieplnej w postaci drzewa, ale i słomy – produkuje się obecnie cieszące się wielkim powodzeniem piece na słomę!
    Wobec nieustannie rosnących cen gazu, nafty, węgla i energii elektrycznej, wobec po-wolnego wyczerpywania ich zapasów, wobec zagrożenia, jakie stanowi dla ziemi energia jądrowa, posiadanie odnawialnych źródeł energii – czyli posiadanie wielkich połaci gruntu,
    i a w szczególności ziemi uprawnej – coraz bardziej staje się sprawą strategiczną, wagi państwowej, „być albo nie być” narodu. Jeśli chodzi o żywność rolniczą, Polska jest samowystarczalna, także w energię jest potencjalnie samowystarczalna, a nawet jest w stanie dostarczyć jej kilkakrotnie więcej!
    Kto posiada ziemię, ten posiada żywność, odnawialne źródła energii. Ten posiada przyszłość! Kto traci ziemię, traci swój największy skarb, swoją własność, wolność, niezależność, swoją wiarę w przyszłość.
    Kolejny niesłychanie ważny aspekt, szczególnie w dobie je prawie niezauważony w mediach – być może celowo: aspekt ziemi – schronienia.
    W obliczu zagrożenia terrorystycznego w wielu krajach ludzie zrozumieli, że zamieszkiwanie w wielkich aglomeracjach miejskich może ich narazić w przyszłości na różne nieszczęścia, gdyż wielkie skupiska ludzi mogą stać się obiektami kolejnych i nie przewidzianych zamachów terrorystycznych czy wojennych. Bomby – klasyczne bądź jądrowe, bakterie i wirusy w powietrzu lub wodzie, gazy, wszelkie epidemie i trucizny – są plagami XXI wieku, dotykającymi przede wszystkim wielkie miasta. W USA, we Francji, Japonii i Niemczech odnotowano ogromny popyt na ziemię, na działki położone w bezpiecznej odległości od wielkich miast, czyli nastała moda na tzw. drugie domy na własnym, starannie dobranym gruncie. Dotarła z powrotem do ludzkiej świadomości od dawna lekceważona prawda: kto posiada własną ziemię, ten przeżyje. Dlatego Polacy muszą wyraźnie uświadomić sobie, że należy im bezzwłocznie:
    – uwłaszczyć się na swojej własnej ziemi,
    – przyczynić się osobiście do całkowitego wstrzymania wykupu polskiej ziemi przez
    cudzoziemców, a zwłaszcza Niemców,
    – ograniczyć wydatnie bezrobocie i nędzę na polskiej wsi przez przeprowadzenie nowej reformy rolnej – państwowa ziemia dla głodujących i bezrobotnych,
    – nie popierać, nie głosować, nie wybierać w nadchodzących wyborach zaprzańców,
    ludobójców i mafijnych psychoterrorystów,
    – zwalczać na każdym kroku oligarchów i globalistów ziemi, pragnących zapanować nad światem,
    – obronić od zaraz integralność terytorialną i niepodległość Polski, bez względu na to, kto w niej rządzi,
    – protestować przeciwko zastraszaniu i prześladowaniu ludzi odważnych, oddanych polskiej ziemi narodowych patriotów.
    – Dotychczasowy antynarodowy system zarządzania ziemią wpłynął bardzo negatywnie na byt i świadomość Polaków. System ten nie sprawdził się w praktyce i obniżył poczucie bezpieczeństwa obywatelskiego. Aby położyć kres temu systemowi rządzenia, musi nastąpić mobilizacja całego narodu, który odsunie dotychczasowych rządzących od władzy. Nie można dopuścić do przejęcia władzy przez jakiegokolwiek polityka z dotychczasowego układu partyjnego. Zachodzi również potrzeba odpartyjnienia państwa i stworzenia nowego rządu stricte narodowego. Myślę, że prywatyzacja w Polsce była świadomie tak prowadzona, żeby złamać ducha narodowego Polaków i zmusić ludzi wartościowych do emigracji z kraju, a unicestwienie rolnictwa jest najważniejszym elementem likwidacji samowystarczalności gospodarczej narodu. Trzeba uświadomić Polakom, że obecne „przemiany” związane z Unią Europejską noszą znamiona aktu ludobójstwa narodowego i terroru psychospołecznego, bo pozbawienie człowieka możliwości „samowyżywienia się” na ziemi jest ludobójstwem! Musimy więc, jako unitarny naród, po ewentualnym anschlusie nas do Unii natychmiast stanąć do dalszej walki z nią o niepodległą Polskę, naszą ziemię i nasz dom, świadomie zaniedbany i zrujnowany przez obcych oraz naszą wobec nich gościnność i uległość. Musimy uporządkować swoją ojczystą ziemię, własne rolnictwo wg swoich możliwości i potencjału ludzkiego, ale już bez „doradztwa” i wpływów obcych. Tak nam dopomóż Bóg!… Bo gdy nie ostanie się dla nas ani krzty rodzinnej ziemi – sięgną następnie po naszą wiarę i duszę, by zniszczyć ją doszczętnie!
    Polska jest krajem zasobnym, rolniczo-przemysłowym o dużych możliwościach gospodarczych i może funkcjonować samodzielnie, otwarta na cały świat!

    – Antoni K. Janicki, PPN

  2. Dalsza kontynuacja tematu :

    Wieś polska przeszkodą dla NWO ?

    (Fragment felietonu wyjęty z kontekstu – zamieszczonego w prasie niezależnej – lata 80-te)

    „…Nienawiść komunisty i liberała, wyrażana wobec chłopa – wolnego właściciela, jest zastanawiająco zbieżna. On, jako postać na poły rycerska, pełni obowiązki strażnika z mieczem pługa przeciwko bankierowi i służącym jego interesom politykierom. To odwieczna walka Narodu z kosmopolitycznym kapitałem. Nieprzypadkowo “eurofile” postanowili ostatecznie zniszczyć polska wieś, ponieważ tam trwa zapomniany przyczółek normalnego żywota, przeciwny zboczeniom współczesnego świata – wielkiego miasta. Nie lewak w kolorowych portkach, organizujący dziwaczne akcje w obronie wszystkich stworzeń (co to właściwie znaczy?), ale prosty chłop – bardzo często obiekt pogardy udeckiego inteligenta – broni natury bo to jego życie. On nie robi tego z pustej fantazji i mody, lecz z konieczności determinowanej przywiązaniem do ojcowizny. Legendarny patron europejskiego ruchu narodowo-rewolucyjnego, Comeliu Zelea Codreanu, widział w ludowych, spracowanych rekach ratunek, niesiony zgangrenowanej przez nowożytne miasto – Wspólnocie Narodowej. Podobnie postrzegał misję duchowego naturalizmu Adam Doboszyński i wybitni działacze Obozu Narodowo-Radykalnego.
    W Polsce chłopstwo o rodzimej krwi (w tej warstwie społecznej mieszane małżeństwa polsko-żydowskie praktycznie nie występowały, co zdarzało się w „lepszych” klasach) i rodzimych obyczajach, stanowiło i nadal stanowi zaporę dla materialistycznego imperializmu ideologii komunistycznej i liberalnej. Już czas zrozumieć, że linia frontu między nacjonalistyczną czystością chrześcijan, a brudem mieszanek kulturowo-cywilizacyjnych, biegnie wzdłuż granic rozrastających się, jak tkanka rakowa, potworów urbanizacyjnych współczesności. Wszystko, co poza nimi – a nie uległo zainfekowaniu „miejskością” – należy bezwzględnie chronić. Chłopski Naród musi wykreować samodzielną elitę, która unicestwi wpływy sprzedajnej, zjudaizowanej inteligencji polskojęzycznej. Wykształcenie nie może odrywać Polaka-Europejczyka od korzeni (zjawisko typowe w systemie Real-socjalistycznym), ale dawać mu impuls ku owocniejszemu poznawaniu prawd tradycji. Fałszywą drogą idzie teraźniejszy ruch ludowy, stawiający chłopstwo w wąskim pryzmacie klasowego minimalizmu, gdy tymczasem powinno ono nabierać znaczenia ogólnonarodowego – po prostu wszechpolskiego…”

  3. Jak to dobrze, że redakcja WP nawiązała na swojej stronie internetowej, do tematu wsi i rolnictwa – tematu o znaczeniu strategicznym dla przyszłości Polski i następnego pokolenia Polaków.

    Pozdrawiam redakcję WP – emeryt

    Kontynuacja tematu :

    Ewa Polak – Pałkiewicz

    Prawie wszyscy jesteśmy ze wsi. W każdym z nas tkwi głęboko
    jakiś obraz, jakieś głosy, zapachy, smaki, które oznaczały
    pierwotny ład, cichość, wspólnotę, rodzinność, bezpieczeństwo
    i poczucie sensu. Może to dźwięk skrzypiącego żurawia,
    obracających się kół drewnianego wozu, zapach sianokosów,
    jazda drabiniastym wozem pełnym snopków, widok porannych
    mgieł nad rzeką, gdy szło się z dziadkiem na ryby, albo
    rozgrzany słońcem sad, w którego środku stała pasieka. Tuż obok, pod lipą – dębowy stół,
    przy którym częstowano miodem lanym prosto z butelki, świeżym chlebem z domowego
    pieca i zimną wodą ze studni, w pokrytej mgiełką szklance z grubego szkła. Jeżeli dziś
    znikają te obrazy, ci ludzie, których krzątaninę na polach i w ogrodzie obserwowaliśmy z
    dziecięcą ciekawością, odczuwamy niepokój. Jaki jest jego skutek? Nieraz zaskakujący.
    Oto opustoszałe wiejskie domostwa, zwane teraz “siedliskami”, zaludniają ludzie z miasta. Gna ich do zarośniętych pokrzywami i łopianami podwórek i leżących odłogiem pól. Przyjeżdżają, by kosić trawę, palić ogniska i wylegiwać się w zdziczałych sadach. Niektórzy tę tęsknotę nazywają atawizmem. Niektórych śmieszy ten sentymentalizm i chłopomania.
    Wiejskie kobiety, którym nie opłaca się już trzymać inwentarza, zaopatrują się w sklepach w jajka z ferm, w watowate bułki na polepszaczach i w przetworzony w wielkich fabrykach żywności nabiał. Panie z miasta – szczególnie te dobrze urodzone albo z ambicjami – raczą rodzinę razowym chlebem z grubą skórką, wypiekanym w domowym piecu, a w skrzynkach na parapecie hodują zioła. Nie ze snobizmu, z rozsądku. Wieś – szczęśliwa, że w każdym sklepie można dostać “miejskie” wędlinę, napoje i czekoladki; miasto coraz częściej ugania się za warzywami z gospodarstw ekologicznych, zaprzyjaźnia się z rolnikami, którzy gospodarują na paru hektarach. Wieś nie wybrzydza na żywność z plastikowych kubeczków, zamożne miasto coraz częściej szuka na targu grzybów, orzechów, jagód i borówek prosto z lasu. Ta sytuacja ukazuje nie tylko różnicę w możliwościach finansowych, ale także w wyobraźni i mentalności.
    Ale przecież gdzieś od środka tych przetasowań, zamiany miejsc, ról i upodobań czai się jakiś niewypowiedzialny dramat. Szarpiące pytanie, co dalej ze wsią? Co dalej z ziemią? Pod szemranymi hasłami wolnego rynku odbywa się w Polsce od lat z górą dwudziestu mordowanie polskiej wsi. Niszczy ją pośrednictwo – bardzo często nieuczciwe, o mafijnych powiązaniach – i wymuszanie uprzemysłowienia upraw i hodowli. W rezultacie chłop sprzedaje swoją żywność za bezcen i dokłada do upraw. Żeby zmieścić się jakoś na nieuczciwym rynku (sprowadzanie taniej żywności z Chin i innych krajów, opróżnianie magazynów UE sprzed dwudziestu lat etc), zmuszony jest do produkowania coraz gorszej jakości żywności i produktów rolnych. To nie brak wiary czy rozsądku, tylko bieda zmusza go do tego. Chłop nie zna języków, nie jest w stanie przeczytać ulotek z informacjami o śmiercionośnych składnikach używanych przez siebie środków chemicznych. (Tam, gdzie jest ich masowa produkcja, gdzie króluje hasło zysku za wszelką cenę, nikt nie myśli o czyimś zdrowiu i życiu). Jest ponadto utwierdzany w rzekomej obligatoryjności idiotycznych przepisów unijnych dotyczących jego własnego gospodarstwa – czy więc może się czuć nadal jego faktycznym właścicielem? (Tymczasem duże kraje UE, które dbają o swoje interesy, nierzadko gwiżdżą na unijne przepisy, choć i tam rodzimi rolnicy mają poczucie, że są eliminowaną grupą społeczną). Przetwórstwo żywności jest w Polsce zmonopolizowane, małe zakłady. Małe masarnie, które mają największe szanse, by wytwarzać zdrowe produkty, są zamykane pod byle pretekstem.
    Drobnomieszczanin szlachcicem
    Na wsi nie brakuje też tych, którzy gotowi są oddać ostatni kawałek ziemi, żeby mieć na mieszkanie w mieście, ogrodzenie, porządny samochód, nowe meble. Miasto tymczasem liczy pieniądze, żeby wystarczyło choć na kilka arów “w ładnym miejscu”, a potem marzy o jakiejś walącej się chacie,

  4. Już dawno temu pewien afrykański Szaman po powrocie z NY powiedział do współplemieńców, opowiadając co widział, że jest to „jedna wielka góra śmierdzącego gówna.

  5. W tekście pt. „Przemysłowa żywność niszczy narody, zdrowie i środowisko” [1] czytamy:
    .
    „Mania uprzemysłowienia niszczy środowisko i człowieka, co dobrze pokazują efekty produkcji przemysłowej żywności. Dziennikarz Stefano Liberti, autor książki „Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę” [wyd. polskie 15.05.2019][2] w wywiadzie dla Gazety Wyborczej (nawet tam pojawiają się wartościowe teksty) powiedział [3] między innymi:
    .
    “Pasta pomidorowa z chińskich pomidorów jest tańsza niż ta z włoskich, ponieważ Chińczycy wspierają ich produkcję z państwowych pieniędzy. Innymi słowy, chińscy rolnicy i przedsiębiorcy mogą pozwolić sobie na ich uprawę i przetwórstwo poniżej kosztów produkcji. Wyobraź sobie, jakie to muszą być koszty, skoro po zebraniu pomidory z Sinkiangu podróżują 3 tys. km do portu, gdzie są załadowywane na statek i potem płyną kolejne 20 tys. km do Włoch. I nawet po pokonaniu takiej odległości kosztują mniej niż pomidory, po które włoski producent musiałby pojechać 50 km. To jest szaleństwo.
    .
    Pasta trafiająca do Afryki jest dotowana nie tylko przez Chiny, ale i Unię Europejską, która wspiera przedsiębiorców w eksporcie na obce rynki. Poza tym od lat 90. państwa afrykańskie są zobligowane do otwierania swoich rynków na produkty z zewnątrz, dzięki czemu producenci europejscy nie płacą taryf celnych. Unia Europejska z naszych podatków wspiera więc wielkie korporacje produkujące na ogromną skalę, a nie drobnych rolników. Jeśli zalewamy państwa afrykańskie naszymi tanimi produktami, to jak lokalni producenci pomidorów z Ghany mają się utrzymać na powierzchni? Porzucają ziemię i przenoszą się do miast, ale tam często nie znajdują pracy. Część decyduje się więc na ucieczkę do Europy.
    .
    Jeśli na stosunkowo małej przestrzeni chcesz hodować dużo zwierząt, musisz prewencyjnie faszerować je różnego typu lekami: aby zminimalizować ich psychiczny dyskomfort i uniknąć chorób. Hodowcy rutynowo dają zwierzętom antybiotyki. Liczby są tu imponujące: 70 proc. produkowanych antybiotyków jest z miejsca przeznaczone dla zwierząt hodowlanych. Człowiek zażywa antybiotyk, gdy jest poważnie chory, ale zwierzęta jedzą je, by nie zachorować. (Antybiotyki) zostają w mięsie, które spożywamy, ale też trafiają do środowiska, dzięki czemu coraz więcej szczepów bakterii się na nie uodparnia. WHO już jakiś czas temu wydało opinię, że prewencyjne stosowanie antybiotyków w hodowli zwierząt jest niebezpieczne. Uodpornione superbakterie w końcu zaatakują człowieka. W Unii Europejskiej i tak jest lepiej niż w Stanach, gdzie przedsiębiorcy oprócz antybiotyków na potęgę mogą też faszerować zwierzęta hormonami.””
    .
    [1] – https://www.nacjonalista.pl/2019/05/28/przemyslowa-zywnosc-niszczy-narody-zdrowie-i-srodowisko/ (28.05.2019).
    .
    [2] – Władcy jedzenia. Jak przemysł spożywczy niszczy planetę https://www.empik.com/wladcy-jedzenia-liberti-stefano,p1223440893,ksiazka-p
    „Jedzenie na naszym talerzu to ostatnie ogniwo globalnego systemu produkcji żywności, który prowadzi wprost do zagłady Ziemi. Warto być tego świadomym wybierając się do supermarketu.
    Zmowa koncernów spożywczych i finansistów doprowadziła do powstania firm-szarańczy, które produkują żywność na masową skalę, jak najmniejszym możliwym kosztem. Jedynym ich celem są szybkie zyski. Rabują zasoby naturalne, aż do całkowitego ich wyczerpania. Zniszczywszy jedno miejsce przenoszą się gdzie indziej, dokładnie tak, jak robi to stado szarańczy.
    Liberti śledzi największych producentów wieprzowiny – najczęściej spożywanego mięsa; soi – najbardziej poszukiwanego warzywa strączkowego; tuńczyka w puszce – drugiego (po krewetkach) najczęściej sprzedawanego produktu pochodzenia morskiego oraz koncentratu pomidorowego – wyrobu z najpopularniejszego na świecie warzywa. Te produkty stanowią podstawę diety większości światowej populacji, a zarazem przyczynę największych szkód wyrządzanych Ziemi przez przemysł spożywczy.
    Dziennikarz ostrzega: obecny system żywieniowy jest nie do utrzymania. Pora poważnie się zastanowić, co dalej.”
    .
    [3] – Mirosław Wlekły, Pomodoro fresco prosto z Sinkiangu, „Gazeta Wyborcza” z dn. 11-12.05.2019, s. 34-35. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24772740,pomodoro-fresco-prosto-z-sinkiangu-i-kurczakizacja.html (11.05.2019).
    Autor wywiadu ze Stefanem Liberti pisze: „Po przeczytaniu książki Libertiego uzmysłowiłem sobie, że tak znane polskie marki jak Morliny czy Krakus, produkowane przez Animex, należą już do WH Group. Największego na świecie koncernu z Chin.”
    My zaś pytamy: „GW” krytykuje teraz Chińczyków, zwalczanych już przez Amerykanów – ale czy i kiedy dowiemy się z niej, kto jest odpowiedzialny – w Polsce i Ameryce – ZA WPUSZCZENIE CHIŃSKIEJ PRODUKCJI ROLNEJ I PRZEMYSŁOWEJ NA RYNKI PAŃSTW ZACHODNICH?

  6. „Tym, którzy żywią i bronią Chłopom Polskim – Szczęść Boże” – takim zawołaniem zaczynała się wówczas audycja dla wsi w radio „Wolna Europa”.

    Natomiast dziś w „wolnej” Unii Europejskiej nikt nie odważył by się na wypowiedzenie takich słów w programie radiowym emitowanym dla mieszkańców wsi…

    Jako dowód, że naprawdę „Żywią Y Bronią” zamieszczam link do filmiku :

    https://www.youtube.com/watch?v=K0PolVoVerM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *