Strona główna > Polska > PEDAGOGIKA WSTYDU LUB PEDAGOGIKA KONIECZNEJ POPRAWNOŚCI ALBO… PRECZ Z OBCĄ PEDAGOGIKĄ

PEDAGOGIKA WSTYDU LUB PEDAGOGIKA KONIECZNEJ POPRAWNOŚCI ALBO… PRECZ Z OBCĄ PEDAGOGIKĄ

Mamy oto rok 2018, rok Stulecia Odzyskania Niepodległości. Lecz teraz właśnie, podobnie jak przez minione lata XXI już wieku, główne dziś, a nawet te oficjalne podmioty (redakcje) propagujące postawy „historyczno-patriotyczne” rozpowszechniają w Narodzie coś przeciwnego, mianowicie Podległość.

Wystarczy sięgnąć po dowolne źródła sprzed stu lat – pisane, ikonograficzne i jakiekolwiek inne – aby się nieodmiennie przekonać, że naszym czcigodnym drogim pradziadom nie przyszło bynajmniej do głowy, aby u obcych szukać UZASADNIENIA dla takich lub innych działań mających na celu dobro Polski, i wreszcie odbudowanie Państwa Polskiego. O takie uzasadnienie nie pytano się nawet na ojcowskim Watykanie.

Oczywiście, badano nieustannie, co w „sprawie polskiej” sądzą obcy, zwłaszcza zaś trzy państwa zaborcze – potężne imperia – i jaki tym razem opór w tejże sprawie dadzą, a może nie opór już, lecz wreszcie jakieś koncesje. Aliści Polak sprzed stu lat, o tym, DLACZEGO pracuje i walczy dla Polski, i dlaczego czyni to takim a nie innym sposobem, wiedział sam z siebie. Nie przychodziło mu do głowy coraz to oglądać się na obcych i pytać „czy już jesteście ze mnie zadowoleni?”, „czy to lub owo zrobiłem dobrze?”, „czy to nie jest aby sprzeczne z waszymi interesami?”. I Wolną Polskę wtedy odbudowano!

Wszelako w czasie drugiej wojny światowej było już gorzej, i tak się ciągnie aż po dzisiejsze czasy. Jakże wiele bowiem krwi polskiej na próżno (sic!) wtedy popłynęło w interesie – uwaga! – sowiecko-brytyjskim pod patronatem amerykańskim; że pozostaniemy przy nazwach samych tylko państw, nie sięgając już do roztrząsania interesów ówczesnych organizacji ponadnarodowych. Krwi polskiej zmarnowano wiele przede wszystkiem tu, w Polsce, pod krwawymi okupacjami, lecz i na Sybirze, i w okrutnych transportach na ów Sybir. Dziś mamy o tym coraz większą wiedzę.

Ale krew polska jest nieważna, dobrostan Polskiego Narodu jest nieważny i Niepodległość Polski jest nieważna, bo ważne jest „pomaganie Żydom”, zawsze i wszędzie, wtedy, obecnie i w przyszłości. Niech PT Czytelnicy wybaczą i zarazem przyznają, że co nie sięgniemy dziś po popularne czasopismo „patriotyczne”, co nie włączymy telewizora lub radioodbiornika, to taka konkluzja narzuca się nam w oparciu o sączący się stamtąd przekaz od lat. Wspomnijcie choćby niedawny 26 listopada 2017 roku i odbytą w tym dniu konferencję w Toruniu.

„Pomaganie Żydom” uczyniono dziś nawet już nie tylko probierzem prawdziwej polskości, ale wręcz najczystszego katolicyzmu i człowieczeństwa! Nie bez powodu jeden z autorów, piszący bynajmniej nie o Polsce, swoją książkę o XX wieku zatytułował po prostu: „Wiek Żydów”.

Z powyższego wynika, że świętując dziś Stulecie Odzyskania Niepodległości Polski tak po prawdzie nie wiemy co robimy! W dziedzinie albowiem polskiej tożsamości narodowej – gdyby sądzić o tym na podstawie przekazu płynącego z dzisiejszych „patriotyczno-historycznych” czasopism – od naszych przodków sprzed stu lat dzieli nas nieprzekraczalna przepaść!

„Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nasi Sprawiedliwi wśród Narodów Świata są największymi herosami naszej historii. (…) Oni ryzykowali życie własne i życie całej swojej rodziny. Sprawiedliwi są świętymi (sic!) naszej historii, którym powinniśmy wznosić pomniki, robić dla nich muzea i stawiać ich za przykład kolejnym pokoleniom naszych dzieci i wnuków” (s. 3). Oto zaledwie kilka zadań ze wstępniaka do miesięcznika „Historia do Rzeczy” ze stycznia owego „rocznicowego” 2018 roku, dotyczących wydarzeń z okresu drugiej wojny światowej, czyli udzielania Żydom pomocy przez Polaków. Na okładce, na tle wymownej ilustracji – przyjazna gospodyni z chlebem i zbir z pałą – widnieje tytuł numeru: „Polacy wobec Żydów. Sprawiedliwi i Szmalcownicy”.

Wewnątrz znajdujemy takie m.in. dywagacje nad polską poprawnością: „Na terenie okupowanej Polski istniało zjawisko ‚przemysłu pomocy’. Taksa za ukrywanie Żyda ‚na melinie’ w Warszawie wynosiła od 2 do 4 tys. zł. Co ciekawe, żydowscy ‚klienci’ uznawali taką sytuację za naturalną i po wojnie okazywali Polakom, którzy brali za ratowanie pieniądze, wdzięczność (s. 11)”. Czytając takie treści chce się powiedzieć „no i git!”, po czym zamknąć temat ciesząc się, że ci akurat Polacy cało przetrwali tę straszną niemiecką okupację. No bo los Kowalskich, Baranków i Ulmów, całych polskich chłopskich rodzin, dzieci i rodziców, na których cześć NBP wybił w roku 2012 okolicznościową monetę, był zgoła inny, najgorszy. O spoza katolicyzmu inspirowanej beatyfikacji ostatniej z wymienionych rodzin pisać tu już nie będziemy, zabrawszy głos w innym miejscu.

„Nie jesteśmy przecież komunistami, żeby cenzurować historię” (s. 3) – czytamy we wspomnianym numerze „Historii do Rzeczy”. Istnieją wszakże różne sposoby cenzurowania: niedopuszczanie do publikacji, przemilczanie, publikowanie wybiórcze, ingerencje w cudzy przekaz (tekst), fałszowanie przekazu o faktach (także dokumentów), przeinaczanie, tendencyjne nadawanie jednym zdarzeniom lub przekazom wagi większej, innym mniejszej; stosowanie i forsowanie określonego nazewnictwa, zmienianie znaczeń wyrazów, i wiele innych.

Weźmy zatem tytułowe wyrazy: „sprawiedliwi” i „szmalcownicy”, a wraz z nimi kontekst samej tylko drugiej wojny światowej (skoro o niej tu mowa). Historia owej wojny, choćby sama tylko historia Polski i Polaków, obejmuje tysiące wątków, frontowych, tyłowych, okupacyjnych itd. Czy w opisach jakichkolwiek innych wojennych zdarzeń, n.p. wojny w roku 1939, bitwy o Atlantyk, syberyjskiej gehenny, czy zdobywania Wału Pomorskiego, znajdujemy zbiorowe określenie jakiejś grupy jako właśnie „sprawiedliwych”? O nie! Wszystko to, i jakże wiele więcej – cała wojna światowa – miało się zatem dziać poza kategorią sprawiedliwości/niesprawiedliwości, oprócz jednej tylko sprawy – pomagania Żydom. O nie! Nawet nie wzajemnego (sic!) pomagania sobie Żydów i nie-Żydów, w czasie wojny lub w nie mniej trudnych czasach powojennych. Tylko w jedną stronę – pomoc od goja dla Żyda; i dopiero wtedy można być ewentualnie pasowanym na „sprawiedliwego”. Jakże łatwo daliśmy się w przekazie historycznym pozbawić tego pojęcia – sprawiedliwości. Roztropność – Sprawiedliwość – Umiarkowanie – Męstwo – to są wszakże Katechizmowe, Katolickie, Cztery Cnoty Główne. I wedle tych Czterech ma się toczyć życie katolika, więc pomaganie komuś takoż ma być tym Czterem Cnotom podporządkowane. Są też Wiara – Nadzieja – Miłość – Trzy Cnoty Boskie; tak, wedle tych też.

„Szmalcownik” – jakąż to karierę w zakresie „kultury wyższej”, w tym i „dyskursu historycznego” zrobiono temu wyrazowi wziętemu z jakże niegdyś bogatej i żywej gwary warszawskiej, acz w jej odmianie nie dość już eleganckiej? Co to w ogóle znaczy, ów „szmalcownik”? Niezależnie od tego, co ten wyraz w oryginale oznacza, my wszyscy dzisiaj i w przyszłości (sic!), mamy na każde zawołanie z zewnątrz natychmiast padać na kolana, bić się z łomotem w piersi, i z płaczem zarzekać się, że kto jak kto, ale my to na pewno nie jesteśmy żadni „szmalcownicy”, lecz koniecznie ci „sprawiedliwi”, o tak, „sprawiedliwi” jak najbardziej, i na wieki wieków. To się właśnie nazywa „całkowite podporządkowanie obcej narracji”, wywiedzionej z przez obcych wypracowanej „pedagogiki wstydu”, wysoce do zastosowania koniecznej, gdyż „politycznie poprawnej”. Doprawdy, cała ta dzisiejsza Nowomowa ani trochę nie pomaga nam zrozumieć rzeczywistości, ani tej przeszłej, ani obecnej, lecz to zrozumienie skutecznie utrudnia.

Atoli w dziesięcioleciach bezpośrednio powojennych było inaczej. Działający w warunkach swobody polscy historycy emigracyjni zadawali pytanie: „Dlaczego Żydzi nie walczyli? Dlaczego się nie bronili?”. Czy już poznaliśmy odpowiedź?

Wróćmy zatem do rzeczywistości, czyli do „realu”, i tym razem dzisiejszego, bieżącego. Takoż u progu „rocznicowego” roku 2018, w dwóch pierwszych numerach innego czasopisma, mianowicie tygodnika „Najwyższy Czas”, znajdujemy wytrwały alarm z powodu przyjęcia przez amerykański Kongres aktu nr 447. W drugim z tych numerów czytamy m.in.: „Dlaczego prezydent Stanów Zjednoczonych chce opierać politykę wobec Polski na rasistowskiej ustawie S.447, przedkładanej mu do podpisu przez żydowskie lobby polityczne? Czy – wbrew swym deklaracjom i komplementom wygłaszanym podczas wizyty w Warszawie – uważa naród polski za mniej wartościowy od narodu żydowskiego, a Polskę za kraj, który administracji amerykańskiej wolno traktować na zasadzie rasistowskiej?” (s. VIII). Tak trzeba pytać! I sprawę polską na forum międzynarodowym jasno stawiać!

O co tu chodzi? Po odpowiedź odsyłamy do tych i innych licznych ostatnio publikacji na temat owego niebezpiecznego dla Polski aktu nr 447. Lecz według pojęć wziętych spoza (!) naszej cywilizacji, tu nadal chodzi o „pomaganie Żydom”, więc o „sprawiedliwe” wyzbycie się na ich rzecz wszystkiego, do cna.

Wróćmy do świętowania Stulecia Odzyskania Niepodległości Polski. I zdecydujmy się – ALBO – ALBO. Albo Stulecie, albo „patriotyczniacka” wybiórcza agitacja historyczna ostatniej dekady. „Patriotyczniackie” bowiem czasopisma akcentują nie polskie zwycięstwa ani polską potęgę, lecz tylko polskie męczeństwo (za PRL-u pisano: „martyrologię”). Im większe zatem męczeństwo, im większa klęska, tym silniej zbiorowa polska emocja ma być na tym właśnie wydarzeniu skupiona. I na żadnym innym! Takie podejście także pochodzi spoza cywilizacji łacińskiej (i spoza tysiącletniej kultury lechicko-łacińskiej). „Oni” chcą nas koniecznie przytrzymać – że się tu jednak własnymi pojęciami posłużymy – na etapie Wielkiego Piątku i, w ostateczności, na etapie z pozoru już mającej trwać po wsze czasy ciszy Wielkiej Soboty. Lecz aby tylko w naszych sercach i umysłach nie rozebrzmiały dzwony Zmartwychwstania!

Mamy dziś zatem w „historyczno-patriotycznym” przekazie taką oto triadę, starannie wypreparowaną z kontekstu minionego Stulecia: Powstanie Warszawskie 1944, Żołnierze Wyklęci, Polacy ratujący Żydów (i dopiero ci trzeci, i tylko oni, są „Sprawiedliwi”, przez duże „S”). Wszystkie te trzy zjawiska, i tylko one, na czele z tym trzecim, mają być owymi prawdziwymi nośnikami polskości na przyszłe lata i stulecia. Nic innego z owego dzielącego nas od roku 1918 Stulecia takiej koncesji nie otrzymało.

A tymczasem wszystkie te trzy przypadki są to przerażające klęski graniczące z całkowitą, nie dość że kulturową, to po prostu fizyczną eksterminacją Narodu Polskiego. Tak, wiemy: „Krew męczenników jest posiewem zwycięstwa…”. Jednakże w minionym Stuleciu, w którym te wszystkie trzy przypadki się zawierają, męczenników sprawy polskiej było znacznie więcej, lecz także takich, którzy odnieśli spektakularne zwycięstwo. Jako pierwsza nasuwa się tu wojna bolszewicka lat 1918-1920 (pomimo nawet tej wciąż dla nas zagadkowej dyplomatycznej klęski Traktatu Ryskiego).

My zaś słyszymy od „profesorów-patriotów” o owej klęskowej triadzie: „Idź i czyń podobnie”. Przegraj zatem bitwę o Warszawę i patrz biernie na masakrę ludności i na zrównywanie miasta z ziemią. Przegraj powstanie antykomunistyczne, tak, że nawet twoich własnych szczątków potomni nie zdołają odnaleźć (szczątków tysięcy ludzi w gruzach Warszawy też nie). I na koniec oddaj się w całości, wraz ze swymi dziećmi, także tymi nienarodzonymi, do dyspozycji Żydów! Oto Stulecie Odzyskania przez Polskę Niepodległości.

Ależ nie. Tamci ludzie, i w Warszawie, i w powojennych oddziałach leśnych, i ci kwaterujący u siebie żydowskich sąsiadów myśleli inaczej i zachowywali się stosownie do bieżących możliwości. To dzisiaj ich życiu, pracy i walce nadaje się w celach propagandowych cechy i przesłanki im samym nieznane. Oni nie byli źli. To dzisiejsza propaganda wykorzystująca ich udrękę jest zła!

Lecz jest jeszcze coś innego łączącego Polaków z okresu drugiej wojny światowej, więc i tamte trzy zbiorowości. Jest to totalny upadek polityki polskiej w tamtym okresie. Nie wiemy co by się stało, gdyby nie było zamachu majowego roku 1926. Ale zamach był i jego następstwa także. Pośród tych następstw mieliśmy m.in. rozkaz Naczelnego Wodza, aby „z sowietami nie walczyć, o ile nie zaatakują” oraz bierność Pana Prezydenta i Rządu, które to władze nie ogłosiły oficjalnie na forum międzynarodowym, że Polska znalazła się w stanie wojny ze Związkiem Sowieckim. Jest tego znacznie więcej, jeszcze z czasów sprzed wybuchu wojny.

Tak więc zarówno Powstańcy Warszawscy, Żołnierze Wyklęci, jak i Polacy ratujący Żydów, działali, tak po prawdzie, i wbrew pozorom, bez rzeczywistej nad nimi zwierzchności jakiegoś daleko, szeroko i wprzód spoglądającego polskiego kierownictwa, nawet bez wzajemnej łączności, koordynacji, lub w warunkach łączności ciągle się rwącej. Konspiracja ma wszakże swoje wymogi i obciążenia. W takiej sytuacji – nie tylko w Polsce XX wieku – najbardziej nawet ofiarne i z pozoru potrzebne działania stają się bardzo często przeciwskuteczne, a nawet szkodliwe. Bardzo szkodliwie. „W jakim celu ta ofiara?” – pytali autorzy nie jednej z publikacji o Powstaniu Warszawskim. To samo pytanie należy postawić w odniesieniu do każdej ofiarnej działalności ludzkiej. Również w odniesieniu do Żołnierzy Wyklętych oraz Polaków ratujących Żydów; w odniesieniu do Polaków czynnych w latach 1914-1922 także. Następnie porównać, i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Niniejsze napisano w Stulecie „czternastu punktów Wilsona”, o której to rocznicy wzmiankowała nawet Telewizja Polska.

Marcin Drewicz

Źródło:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *