Strona główna > Świat > Paryż, brutalizacja taktyki wobec żółtych kamizelek

Paryż, brutalizacja taktyki wobec żółtych kamizelek

XII tydzień protestów „żółtych  kamizelek” jaskrawo pokazał ostre interwencje francuskich policjantów. Pokojowe nastroje wśród manifestantów przetaczały się spokojnie od rana ulicami Paryża. Flagi narodowe, banery, baloniki w żółtym kolorze, hasła i główne postulaty niesione były przez wielu. Maszerujący zazwyczaj kończyli marsz na placu, gdzie przedstawiane przez megafony komunikaty zapoznawały uczestników z reakcją władz. Nieodmiennie skandowane „Macron demission” potwierdziło głuchotę władzy na potrzebę zmian.

Ostatniej soboty (02.02.2019) tłumy zgromadziły wyraźnie więcej uczestników niż zwykle. Na początku przedstawiono kilkunastu uczestników szczególnie poturbowanych przez policjantów. Wśród nich były osoby na wózkach inwalidzkich, poruszający się o kulach, oraz mężczyzna, który uderzony w twarz doznał urazu oka. Nie jest pewne, czy zachował wzrok. Na znak solidarności z poszkodowanym wielu uczestników miało żółte przepaski przesłaniające  jedno oko.  Cotygodniowy marsz ruszył jak zwykle w kierunku Placu Republiki.

Policja wyraźnie dostała rozkaz radykalizacji taktyki rozpraszającej tłumy. Dotychczas formacje biorące udział w rozganianiu tłumów ubrane w  czarne, ciężkie uniformy wzmocnione ochraniaczami na kończyny, kaski, tarcze, pałki, pojemniki z gazem i broń gładko-lufową szarżowały gdy tłum podchodził za blisko uzbrojonych stróżów Prezydenta i elity rządzącej. Policyjne oddziały gęstniały w miarę zbliżania się do celu. Tym razem oddziały ubrane były w lżejsze stroje, niemal wszyscy w błękitnych dżinsowych spodniach pastucha,  atakowali metodą wilczych stad. Upatrywana jednostka (młody człowiek trzymający wysoko nad głową flagę Francji stojący na czele maszerujących) osaczana była przez kilku pałujących. Uderzenie oszałamiające padało wprost na twarz. Napadnięty padał, dalej go okładano i  leżącego na ziemi krępowano kajdankami. Równocześnie większa gromada sotni policyjnej otaczała zwartym kręgiem miejsce zdarzenia, by uniemożliwić dostęp kamer. Przez ułamek sekundy widać zalaną krwią twarz, słychać wycie z bólu człowieka wleczonego  do wozu policyjnego w asyście policjantek. Przejście oddziału w inne miejsce i powtórzenie napaści odsłoniło kałuże krwi. Do wieczora takich śladów było znacznie więcej.

Gdy przy stojącym na placu dużym kontenerze mieszczącym plastikowe zabawki dziecięce z jakiegoś ogródka jordanowskiego ludzie zbierali rozsypane klocki, krzesełka, stoliki starając się je wrzucić do środka, horda obserwujących z kilkudziesięciu metrów pałkowników prowokacyjnie rozpoczęła natarcie popychając, przewracając, uderzając na oślep zaskoczonych, których wtrącano do kontenera z zabawkami.

Mimo zachowania policji ludzie próbują dotrzeć do placu pierzchając na chodniki, niektórzy kryją się za kawałkami płyt wiórowych, nadal idą. Policja posyła serię nabojów z gazem. Tylko niektórzy mają okulary ochronne i maski na twarz. Młodzi nie wytrzymują i zaczynają odrzucać najpierw pociski dymne i gazowe, ale po chwili fruwają w powietrzu pokrywy od koszy, i cokolwiek jest pod ręką, bo agresywna prowokacja zadziałała.

Krew na ulicach to właściwość rewolucji.

Jola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *