Strona główna > NWO > Opus Judei, Jose Maria Escriba cz. I i II. Randy Engel

Opus Judei, Jose Maria Escriba cz. I i II. Randy Engel

Część 1

Randy Engel

Tłum. Ola Gordon

Poniżej fragmenty niezwykłej książki zatytułowanej Opus Judei  wydanej w Kolumbii w 1994. Na przestrzeni lat otrzymywałam angielskie przekłady różnych rozdziałów, z których 3 zamieszczam w tym wpisie. Do chwili obecnej nie ma oficjalnego angielskiego przekładu, choć jakieś egzemplarze są na Amazon, po hiszpańsku.

Te informacje  zamieszczam dla wasze-go, czytelnicy, rozeznania. Możecie się zgadzać lub nie z różnymi cytatami czy opiniami autora/ów, ale uważam, że okażą się dla was informujące i pobudzające.

Poniżej prośba pogrążonego w smutku ojca:

Pedro, mój synu:

Chciałbym żeby nadszedł dzień kiedy dojdziesz do światła prawdy i odkryjesz niegodziwość sekty w którą teraz się złapałeś, jak jak bezsilna mucha uwikłana w cienkie oczka pajęczej sieci. Gigantycznym pająkiem jest Markiz de Peralta, sieć jest jego dziełem, a norą do której wciąga swoje ofiary by je pożreć jest Kościół Antychrysta.  Będę bardzo szczęśliwy w dniu kiedy będziesz mógł wyrwać się z tej gęstej sieci, w której jesteś tak bardzo torturowany. Tymczasem dalej będę się modlił za ciebie. Uściski od ojca który cierpi i czeka…

Trzeba mieć serce z kamienia by nie odczuwać głębokiego wzruszenia doświadczeniem rodziców, którzy stracili dzieci dla kultu Opus Dei.

Niech wam Bóg błogosławi.

Randy Engel

Fragmenty  (wszystkie są luźnymi przekładami  książki  Opus Judei, José María Escriba, Orion Publications, Santa fé Bogotá, Kolumbia, 1994, 246 stron, Editorial Solar Ltda., Carrera 9a, No.19-59, Of.402, Santa fé Bogotá, D.C., Kolumbia

Książka napisana jest w języku hiszpańskim Castellana. Autor używa pseudonimu  dla zwrócenia uwagi na nieżyjącego José María Escrivá de Balaguer, założyciela Opus Dei

Książka zawiera kilkaset przypisów i bibliografię z 25 książek 24 autorów.

Prolog wydaje się być napisany też przez anonimową osobę o pseudonimie  Alfonso Carlos de Borbón, członka hiszpańskiej rodziny królewskiej.

__________________________________________________

Rozdział  1 : Tajne organizacje i Opus Dei

1:1 Podejrzenie potwierdzone

1:2 Tajna organizacja / sekta – co to jest?

1:3 Tajemnica ukrywana i ujawniona

1:4 Charyzmatyczny lider

1:5 Wspólnota wybranych: he Community of the Elect: Fellow Travelers & Initiates

1:6 Ambicja bogactwa i władzy: chciwość bez ograniczeń

1:7 Przyjmowanie i szkolenie członków

1:8 Wyzysk i przymus

1:9 Ludzkie szkody (psychologiczne)

1:10 Tajne organizacje i religia: oszukańcy Boga

1:11 Skandaliczna uzurpacja

1:12 Totalitaryzm i fanatyzm

1:13 Seks i ryzyko (szantaż?)

1:14 Judasz w akcji

1:15 Wyjście z Opus Dei: pogoń, zrujnowanie i śmierć cywilna.

__________________________________________________

Prolog

Żeby rozszyfrować zagadkę najgłośniejszego fałszywego ruchu naszych czasów i odkryć tajemnicę jego zaskakująco labiryntowej struktury, musiałem rozplątać, jak to bywa, węzeł wplątany w źle utkaną tkaninę. Pozory mogą mylić. Rzeczy nie są tym czym wydają się być. Dwuznaczność i zamieszanie są symptomami czasów w których żyjemy.

W Humanum Genus Leon XIII (odnosząc się do masonerii) napisał, że zdemaskować ją oznacza ją pokonać. Rzućmy promyk światła na prawdziwy Opus Dei, badając jej korzenie, doktryny, i sięgając do podziemnych źródeł nawadniających struktury tej organizacji osadzonej w samym sercu Kościoła Katolickiego. Taki jest cel tej książki, zdemaskować tło i wewnętrzne działania organizacji cieszącej się własną prałaturą, zatwierdzoną przez Stolicę Apostolską (która jest w procesie wyniesienia do świętości jej kontrowersyjnego założyciela).

Historię ogólnie opowiada się w sposób powierzchowny lub anegdotyczny dla danego wydarzenia, zazwyczaj nie ujawniając podstawowej rzeczywistości. Żeby to zrozumieć trzeba mieć poczucie porządku w odniesieniu do informacji ogólnych. Ważne jest usunięcie całego całun tajemnicy i dowiedzieć się o siłach za kulisami.

Kiedy zdemaskuje się Opus Dei, pokaże się historia spisku gdzie rzeczywistość i fikcja wydąją się łączyć w idealne partnerstwo. Autor tej książki próbuje zbadać i ujawnić zwykle ukrywane informacje o tej potężnej wielonarodowej organizacji.

Książka nie jest skandaliczna czy sensacyjna, może kontrowersyjna. Z jej treścią możesz zgadzać się lub nie. Kiedy ją przeczytasz, nie będziesz mógł być obojętny, neutralny i powściągliwy. Rozpoczyna dzieło otwierania nowej, w zasadzie niepublikowanej dziedziny badań.

Jest to lektura obowiązkowa dla kogoś kto nie chce być dalej nieświadom zagrożenia dla zbawienia dusz. Ignorancja nie może zwolnić od niszczenia duchowych konsekwencji.

Alfonso Carlos de Borbón

ROZDZIAŁ 1:  TAJNE ORGANIZACJE i OPUS DEI

1.1 – Podejrzenie potwierdzone

Żaden kult nie uważa się za tajną organizację. [1] Niemniej jednak, możemy zdecydowanie i kategorycznie tak powiedzieć o Opus Dei. Jest to jeden z najpotężniejszych i najbardziej tajemniczych kultów w historii XX wieku. [2] Raimundo Panikkar, jeden z pionierów w ustanowieniu początkowego jądra i ważny członek jej ojców założycieli, i który pomagał w napisaniu dokumentów ustanawiających misję Opus Dei, mówi, że „co rozpoczęło się jako mała charyzmatyczna grupa powoli się zmieniało, dzięki sile okoliczności i duchowi założyciela, w to co można by nazwać, w kategoriach socjologicznych, kultem”. [3]

Żyjemy zanurzeni w procesie kryzysu społecznego, który stworzył rynek dla dziwnych wierzeń. Kulty mnożą się, szerzą, infiltrują, dojrzewają i realizują swoje tajne cele, przechodząc jak dym przez tkankę społeczeństwa, niszcząc i unicestwiając wielu dla lukratywnej korzyści kilku.

Ostrzeżenie było na pierwszej stronie. Nagłówki w rozdziale nie pozostawiały żadnej rezerwy na niepewność. Publikacja która rozpowszechniała informacje, miała charakter ogólnokrajowy. W nagłówku gazety ogłoszono: „Członkowie Opus Dei są leczeni przez specjalistów od przeprogramowywania w klinice w Barcelonie”. ([4] Potwierdzono treść tej zaskakującej informacji: nieokreślona liczba młodych kandydatów i aktywnych członków była leczona w Barcelona w ciągu ostatnich kilku miesięcy przez specjalistów od psychicznego deprogramowania członków kultu. Terapie kliniczne stosowano na prośbę ich krewnych, którzy próbowali w ten sposób naprawić zaburzenia emocjonalne.

W artykule dodano, że pomagający specjaliści zostali dostarczeni przez Stowarzyszenie Młodzieży, a sprzęt techniczny pochodzi z Centrum Odzyskiwania, Reorientacji i Pomocy Ofiarom Kultu (CROAS), z których oba są powszechnie znane jako organizacje deprogramujące, które śledzą proces informowania ofiar kultu o prawdziwych wierzeniach i działaniach organizacji do których należeli. Pierwsze sesje kliniczne [prowadzone przez deprogramerów] członków i zwolenników Opus Dei podjęto w listopadzie 1987. Około 20 rodzin członków lub wyznawców Opus Dei z różnych części Hiszpanii zgłosiło się do Stowarzyszenia Młodzieży, prosząc o informacje i pomoc w celu „odzyskania dzieci” lub zorganizowania dla nich leczenia klinicznego.

Urzędnicy ze Stowarzyszenia Młodzieży (kończąc informację) powiedzieli, że postawy dogmatyczne niektórych członków i zwolenników Opus Dei były podobne do tych należących do szkodliwych kultów. Tajemniczość i działania werbunkowe, albo „działania apostolskie”, były, według Stowarzyszenia Młodzieży, jednymi z najbardziej negatywnych i szkodliwych cech „osobistej prałatury” Opus Dei. W artykule napisano, że „na I Międzynarodowym Kongresie o Szkodliwych Skutkach Działania Kultu, jaki odbył się wcześniej w listopadzie w San Cugat del Vallés (Barcelona), zbadano i omówiono niektóre przypuszczalnie szkodliwe i negatywne skutki Opus Dei„. [5]

Uczucie bycia oznaczonym jako szkodliwa sekta wsiąka w hiszpańską opinię publiczną do takiego stopnia, że w badaniu studentów, którego wyniki statystyczne zostały opublikowane na Kanale 1 Hiszpańskiej Telewizji 23 lipca 1999, w drugim wydaniu programu informacyjnego Telediario, większość z którymi rozmawiano powiedzieli, że Opus Dei uważali za „niszczący kult”. [6] Dwa lata wcześniej, autor Vázquez Montalbán, w artykule zatytułowanym „Opus Dei które nigdy nie odpoczywa” / The Opus Dei that Never Rests, powiedział też, że „powinno wystarczyć żeby TV program informacyjny ujawnił niektóre z wewnętrznych sprzeczności Opus Dei, np. konieczność żeby niektórzy jego członkowie byli deprogramowani jakby byli członkami kultów poza ustanowionym chrześcijaństwem, informacje o którym zaniepokoiły katolicką hierarchię”. [7]

Teraz możemy lepiej wytłumaczyć to zalecenie z broszury z 1983, Bezpieczny z Opus Dei /Be Safe with Opus Dei, które odnosiło się do inicjatyw i środków ostrożności, które powinny być podjęte przez licea północnoamerykańskie organizujące wyjazdy swoich uczniów na hiszpańskie uniwersytety, i które dostarczały im, zanim wyjadą do Hiszpanii, pewne zasady i instrukcje dotyczące tego co powinni jeść, czy potrawy których powinni unikać, miejsca interesujące turystycznie lub kulturowo które powinni odwiedzić, miejsca których powinni unikać by nie zostać obrabowanym lub zaatakowanym… ale wśród tych zaleceń nie było nic co ostrzegałoby ich przed organizacją pod nazwą Opus Dei. [8]

Ivon Le Vaillant w książce należącej do literatury faktu zatytułowanej Święta mafia / The Holy Mafia, wydanej w Meksyku w 1985, pisze, że kiedy słynny włoski lekarz, dobrze znany w międzynarodowych kręgach psychoanalitycznych, został poinformowany, że syn jednego z jego pacjentów dołączył do Opus Dei, ujawnił, że wśród jego pacjentów było kilku, którzy otrzymali pozwolenie opuszczenia Opus Dei, i że każdy z nich był znerwicowany, komentu-jąc, że „To jest zbrodnia. Ich zaczarowano”. [9]

Jeśli chodzi o tych ludzi, obraz który ta książka nam maluje, jest taki, że „kiedy patrzą prosto przed siebie, swoimi oczami, jesteś zaskoczony tym, że nie są naprawdę sobą, że wydają się żyć poza sobą, jakby pozbawieni własnych osobowości. Wygląda to tak, jakby byli puści w ciele i duszy, tylko dodatkami wszechobejmującej organizacji: Dzieło: (Opus Dei, Dzieło Boga). [10] Jest to archetypowy obraz przedstawiany przez ludzi, którzy wpadają w sieć takiego kultu. Niemiecki magazyn Der Spiegel nazywa to „pułapką na myszy”.

W dogłębnym raporcie opublikowanym pod tytułem „Opus Dei, prawdziwa potęga w Hiszpanii”/ The Opus Dei, the True Power in Spain, w Tiempo, wydawanym do dzisiaj poważnym czasopiśmie, zajmującym się szeroki zakresem ogólnych tematów, powiedziano, że „jest coraz więcej rodziców, którzy nie rezygnują, pomimo braku prawnej możliwości, próbując wyrwać swoje dzieci z tego, co uważają za operację prania mózgu”. W artykule [11] czytamy dalej: „W Walencji jest psychiatra wyspecjalizowany w deprogramowaniu młodych ludzi zwabionych przez Opus Dei„, dla większości pełnoprawnych członków pierwszym przykazaniem i codzienną działalnością jest właśnie rekrutacja nowych prozelitów. Zdaniem prof. Johna Roche, z Wydziału Historii i Nauki na University of Oxford, byłym członkiem Dzieła przez 14 lat, „Teraz próbują łapać dzieci w wieku 8-9 lat… przygotowujemy teczkę dokumentów, w której stopniowo umieszczamy ważne informacje: wiek, wykształcenie, upodobania, środowisko społeczne i rodzinne, postawa wobec religii i kontakty z ludźmi powiązanymi z Dziełem…” [12]

Raport podsumował [13], że potęga Opus Dei w Hiszpanii była tak tajna, że 38% Hiszpanów było pewnych, że założony przez Msgr Escrivá de Balaguer Instytut był albo kultem, specjalną grupą interesów, mafią gospodarczą, albo polityczną kabałą. Redaktor Tiempo,  José Oneto, zauważył w artykule redakcyjnym zamieszczonym w związku z raportem, że „Teraz Opus jest tak osadzony w tajemniczości w naszym kraju, że chcieliśmy wyjaśnić część tej tajemnicy, część dotyczącą jego ukrytej władzy”.

Przeprowadzone przez OTR i Emopublica badanie obejmujące 1.200 osób w całym kraju, jest na pewno istotne: jest wielu Hiszpanów, którzy Opus Dei uważają za ‚mafię gospodarczą’, albo ‚specjalną grupę interesów’. Ponadto jest wielu Hiszpanów (35%) przekonanych, że głównym celem Dzieła jest wpływanie na politykę jako specjalnej grupy interesów, albo realizacja pewnych celów ekonomicznych. [14] Z trudem, z dużym wysiłkiem i pracą, dzięki żmudnemu badaniu, zaczyna się widzieć światło na końcu ciemnego i mrocznego tunelu.

Niniejsza książka, wydana po kilku latach wyczerpującego poświęcenia się gromadzeniu i badaniu danych oraz weryfikowaniu źródeł, może doprowadzić do przedwczesnej śmierci autora.

1.2 – Tajna organizacja / sekta – co to jest?

W artykule opublikowanym w czasopiśmie Institute of Applied Sociology, Julián García Hernando zauważył, że są dwie prawdopodobne pochodne od słowa „sect” = sekta. Pierwsza może pochodzić od łacińskiego sequi = kontynuować. W tym sensie sekta byłaby ruchem religijnym wyznającym lidera i uznającym jego przesłanie. Słowo to może się też wiązać z oryginalnym słowem „secare” albo „secedre” = odcinać albo oddzielać się. W tym przypadku oznaczałoby grupę, która oddzieliła się od kościoła albo innej sekty, z oczywistym zamiarem pozostania w separacji. [15]

Z socjologicznego punktu widzenia, i w szeroim sensie, sektą powinno się nazywać zwykłą grupę albo ludzi uczestniczących w tych samych praktykach religijnych. [16] Sekta, w ogólnym sensie, jest tylko grupą ludzi powiązanych tym, że wierzą w pewną doktrynę i/lub lidera. [17] W każdym kontekście tajną jest grupa ludzi powiązanych konkretną doktryną, a słowo „sekta” samo w sobie jest raczej nieinformacyjne, dlatego należy je dalej uważać za „sekty lub destrukcyjne sekty”, „ruchy młodzieżowe”, lub „pseudoreligijne ruchy totalitarne”. [18]

Sekta to dobrowolne stowarzyszenie nawróconych ograniczona tylko dla dorosłych, z wyłączeniem grzeszników, tzn. sekta zarezerwowana jest tylko dla tych którzy przestrzegają prawa Bożego po nawróceniu, jeśli mamy się zgadzać z definicją Benoit-Lavaud. Dlatego w sekcie wierni trzymają się objawień przekazanych założycielowi. Sekta różni się od Kościoła (w sensie teologicznym) tym, że uznaje nowe objawienie, inne od tego potwierdzonego w Piśmie Świętym, które trzeba wyznawać. Ponadto sekta ogranicza zbawienie do swoich członków.

Zdaniem P Caballero, czynnikami charakteryzującymi nowoczesne sekty są: poczucie bezpieczeństwa i poczucie pewności. Członkowie sekty mają poczucie przynależności do grupy mającej monopol naprawdę i zbawienie.

Wiążącym czynnikiem jest to, że grupa uważa się za samowystarczalną. Nie musi utrzymywać kontaktów z innymi grupami, ani nie dąży do nawracania ich i przyłączania do siebie. Nie ma w nich miejsca na dialog ekumeniczny, a tylko na prozelityzm. Nie okazuje miłości do niczego poza grupą, i w końcu zamienia się w prawdziwe „getto”.

Inną cechą sekty jest sztywność jej doktryny, zarówno dyscyplinarnej, jak i moralnej. Całkowity prymat przyznaje się jej zasadom i doktrynie, a ich interpretacja przewyższa prawa jej członków. „Sekta” zawsze jest najważniejsza i jest utożsamiana z wolą Boga. [19]

Pełny Hiszpański Kongres Deputowanych po zdecydowaniu zbadania grup uważanych za sekty w Hiszpanii, wymienił cechy uzasadniające definicję tych grup jako negatywne czy anty-społeczne. Zdaniem socjalistycznego deputowanego Carlosa Navarette, cechy kultu są następujące: [20]

1 – Integralność doktrynalna, religijna lub społeczno-religijna, demagogiczna, jako typowe dla tych organizacji.

2 – Obecność charyzmatycznego lidera uważanego za wcielenie Boga albo bycie Jego prorokiem.

3 – Istnienie pionowej i totalitarnej teokratycznej struktury organizacyjnej.

4 – Ustanowienie ograniczeń dla stosowania racjonalnej krytyki w celu zbadania zasad sekty na mocy dogmatycznego pierwszeństwa pewnych przekonań.

5 – Tworzenie albo zamkniętych wspólnot albo tych o wielkiej spójności grupowej.

6 – Tłumienie osobistej wolności, prywatnych rozmów, komunikacji itd.

7 – Odwoływanie się do określonych neuropsychologicznych przejawów medytacji, odrodzenia duchowego, oświecenia itp.

8 – Całkowite odrzucenie wszystkich organizacji społecznych i świeckich instytucji.

9 – Rekrutacja, zbiórka pieniędzy i działalność gospodarcza jej członków.

Do wymienionych powyżej cech, dziennikarz Pepe Rodriguez, który specjalizował się w badaniu sekt, w niedawno wydanej książce na ten temat zatytułowanej Potęga sekt / The Power of the Sects, koryguje i rozwija te już pokazane we wcześniejszej pracy Sekty: tu i tam, i niewolnicy Mesjasza / The Sects: Here and Now, and Slaves of a Messiah. Dodaje, między innymi:

1 – Kontrola wszelkiej komunikacji przychodzącej do członków, manipulując nią dla wygody sekty.

2 -Wykorzystywanie wyrafinowanych psychologicznych i neuropsychicznych technik (przebranych pod nazwą „medytacji”), które służą osłabianiu woli i myśleniu wyznawców, wywołując u nich cierpienie, a w wielu przypadkach poważne zaburzenia psychiczne.

3 – Propozycja całkowitego odrzucania społeczeństwa i jego instytucji. Poza grupą każdy jest wrogiem (polaryzacja między dobrem (sekta) i złem (społeczeństwo).

Społeczeństwo to dużo śmieci, a ludzie którzy na nim żyją, mają wartość tylko dla wkładu finansowego, jaki mogą wnieść do sekty. [21]

Dwie podstawowe działalności to rekrutacja nowych zwolenników, dokonaywna ukradkiem i bezprawnie, oraz zbieranie pieniędzy przez żebranie o fundusze na ulicach, konkursy z nagrodami, działania komercyjne i przemysłowe, oraz, w niektórych grupach, wyraźnie działalność przestępcza. W przypadku sekt wielonarodowych zebrane pieniądze są wysyłane w przeważającej części do centrali każdej grupy.

Aby uzyskać, pod przymusem psychologicznym, przekazanie majątku osobistego nowych wyznawców sekty lub dużych sum pieniędzy na programy edukacyjne lub audyty, członkowie pracujący na obrzeżach grupy, muszą oddać sekcie wszystko lub wielką część swoich wynagrodzeń. A ci którzy pracują dla firm należących do grupy, nie otrzymują wynagrodzenia (listy płac firm należących do sekty są tylko prawną fikcją, tak żeby nigdy nie wydawało się, że osiąga się zysk, albo pracownicy zwracają pieniądze, które są im wypłacane za pracę).

Są dwie obserwacje które podkreśla Pepe Rodriquez i kładzie szczególny nacisk kiedy omawia się cechy sekt. Z jednej strony neofita jest izolowany od świata zewnętrznego, i tym lepiej go depersonalizować; jego środowisko jest zmanipulowane; jego więzi rodzinne zerwane; jego działania społeczne i relacje są poddawane skrupulatnej kontroli; wszelkie wcześniejsze informacje jakie mógł mieć o sekcie, zostały stłumione i zastąpione przez propagandę sekty podczas procesu orientacji. Jego osobista komunikacja podlega surowym zasadom i cenzurze; uczy się własnego i charakterystycznego dla sekty języka, który nadaje słowom znaczenie inne od zwykłego lub świeckiego użycia; uczy się tajnych znaków identyfikacyjnych; wpaja mu się uczucie wrogości i odrzucenia wobec spraw zewnętrznego świata; [22] a konfiskata jego finansów i środków utrzymania, pod pretekstem własnej „duchowej ewolucji”, czynią go uległym i upokarzająco uzależnionym od sekty. [23]

Drugim aspektem podkreślanym przez Pepe Rodrigueza jest ten, który odnosi się do tłumienia i eliminowania osobowości, do destrukcji indywidualności za pomocą celowych metod i technik, które po perfekcyjnym wykonaniu na zwerbowanym kończą się prowadzeniem go do tego by uwierzył w paradoks, że człowiek – jako odizolowana jednostka – jest kruchą i słabą istotą. Z tego powodu szuka pomocy w akceptacji go w grupie czy wspólnocie. Tam czuje się silny i potężny, kiedy w rzeczywistości – i jest to okrutny paradoks – doszedł do stanu, w którym jest całkowicie podatny na zranienie i manipulację. Podczas gdy izolowana osoba działa według racjonalnych zasad, wspólnota działa emocjami i irracjonalnymi nakazami.

To wtedy wkracza na drogę bez powrotu, bo „kiedy wszedł we wspólnotę sekciarską, nigdy nie wróci do prywatnego życia”. Kiedy zapytano go „Dlaczego nie należysz do Opus Dei?”, polityk i prawnik, Manuel Cantarero del Castillo (z Madrytu) odpowiedział krótko i zwięźle: „Bo nie chcę dołączyć do sekty”. [24] Innymi słowy, nie zamierza się sprzedać.

Już wiele lat temu, w lutym 1984, dziennikarz Luis Reyes opublikował informację w tygodniku  Tiempo, która wymknęła się nie zwracając na siebie szerokiej uwagi, pomimo jej powagi. Napisał: „Opus Dei w Niemczech wymienia się jako jednąa ze szkodliwych sekt, i policji znana jest pod nazwą Droga / The Way”.

Jako przekonujące świadectwo zamieszczamy list otwarty, który ojciec skierował do swojego syna w Opus Dei. On jest jak krzyk pochodzący z głębi jego serca:

Pedro, mój synu:

Chciałbym żeby nadszedł dzień kiedy dojdziesz do światła prawdy i odkryjesz niegodziwość sekty w którą teraz się złapałeś, jak jak bezsilna mucha uwikłana w cienkie oczka pajęczej sieci. Gigantycznym pająkiem jest Markiz de Peralta, sieć jest jego dziełem, a norą do ktorej wciąga swoje ofiary by je pożreć jest Kościół Antychrysta.  Będę bardzo szczęśliwy w dniu kiedy będziesz mógł wyrwać się z tej gęstej sieci, w której jesteś tak bardzo torturowany. Tymczasem dalej będę się modlił za ciebie. Uściski od ojca który cierpi i czeka… [25]

Są to łzy głowy rodziny, który walczy z destrukcyjną sektą, która opowiada się za niszczeniem (destrukturalizacją) wcześniejszej osobowości wyznawcy, i która bardzo go niszczy każąc mu zerwać więzi z rodziną.

1.3 – Tajemnica ukrywana i ujawniona

Laureat nagrody Nobla w dziedzinie literatury z 1990, Camilo José Cela, oświadczył: „Nie należę do Opus Dei bo nie lubię tajnych organizacji”. [26] Tajemniczość w Opus Dei jest syndromem obsesji i koszmaru. Jego wyznawcy praktykują hermetyzm. Jak napisał Santiago Aroca: „Kolejnym z mitów o Dziele jest jej tajemniczość. Opus Dei oficjalnie nie życzy sobie by uważano ją za organizację podziemną”.

Jednak art. 193 mówi: „Konstytucji tych, opublikowanych instrukcji i tych, które mogą być opublikowane w przyszłości, jak również innych dokumentów, nie wolno ujawniać. Co więcej, bez zgody ojca (José María Escrivá), dokumentów pisanych po łacinie nie wolno tłumaczyć na języki narodowe”.

Art. 191 głosi wartość dyskrecji i wskazuje, że członkowie Dzieła powinni zachować mądre milczenie w odniesieniu do nazwisk innych członków i że nie zdradzą nikomu, że należą do Opus Dei. [27]

Jedną z osób posiadających największą wiedzę o wewnętrznych sprawach Opus Dei jest Alberto Moncada, który przez wiele lat należał do grupy i zajmował ważne stanowiska i pracował nad istotnymi projektami. Napisał różne książki opowiadające o „manii tajemniczości i podstępu, który jest nieakceptowalny w nowoczesnym społeczeństwie”, [28] i Opus Dei nazywa „zawiłym motkiem nici”, dając jako własne słowa R S, kiedy potwierdził, że „żeby zrozumieć Dzieło trzeba by chcieć zlikwidować Opus Dei„. [29] Narzucone przez jej liderów warunki na tych którzy chcą zeń wyjść jest takie, że nie wolno im opowiadać o doświadczeniach w Dziele, [30], a że tylko mogą mówić iż Opus Dei nienawidzi, z uwagi na głębokie wymogi chrześcijańskiej szczerości, „wszelkiej ukrywanej władzy i pozoru”. [31]

Dla Ivon Le Vaillant, najbardziej zaskakującym aspektem – i najczęściej zauważanym przez obserwatorów z zewnątrz – jest tajemniczy charakter Opus Dei, jej zachowanie jako „tajnej organizacji”. Na przykład używanie przezeń specyficznych haseł. Jezuita Jean Beyer tłuma-czy, że „tajemniczość obejmuje członków, własności i przysiąg organizacji”. [32]

W podręczniku dla członków Opus Dei – Droga / The Way, znajduje się wiele maksym, które wymagają i powtarzają konieczność duszącej atmosfery w Dziele. Są w nim całe rozdziały poświęcone takim tematom jak „dyskrecja” (taktyka), gdzie zasady tajemniczości omówione są mniej wyraźnie. Możemy przeczytać, między innymi:

970:  Prawdą jest, że ja (José María Escrivá) wasz dyskretny apostolat nazwałem „milczącą i tajną misją”, i nie chcę w ogóle tego zmieniać. Konstytucje Opus Dei, wydane w 1947, też nalegają na ten aspekt dyskrecji. Z ich Artykułów podkreślamy następujące:

Art. 6. Opus Dei . . . nie może wydawać czasopism i innych publikacji w imieniu Dzieła, oprócz tych dla uzytku wewnętrznego jej członków, którzy nie otrzymają żadnej specjalnej zapłaty; oni będą ostrożnie mówić o Opus Dei tym którzy nie są jej członkami…

Art. 190. Przynależność do Dzieła nie wymaga żadnego zewnętrznego przejawu tożsamo-ści, i członek ukryje przed nie-członkami liczbę jej członków, i co więcej, sami nigdy nie będziemy rozmawiać o tej sprawie z nie-członkami.

Art. 191… Brak dyskrecji mógłby stanowić poważną przeszkodę dla przacy apostolskiej, jak i wywołać pewne trudności w środowisku najbliższej rodziny, albo w wykonywaniu zawodu. Pełni członkowie i pomocniczy powinni być przekonani do konieczności zachowania mądre-go milczenia o nazwiskach innych członków, i nie wolno imm ujawniać nikomu własnych powiązań z Dziełem, nawet nie z zamiarem promowania Instytutu bez specjalnego pozwole-nia lokalnego dyrektora. Ta dyskrecja odnosi się do wszystkich członków Instytutu i do tych którzy z jakiegoś powodu z niego wystąpili.

Art. 193. Tych konstytucji, opublikowanych instrukcji, i tych które mogą być wydane w przyszłości, jak i żadnych innych dokumentów, nie wolno ujawniać, ani nawet tłumaczyć na języki narodowe. Często się zdarza, że dwaj członkowie mieszkający w tym samym domu, albo w tej samej rezydencji  Opus Dei udają iż nie znają się kiedy spotykają się w miejscu publicznym. Niekiedy członkowie tej samej rodziny nie wiedzą, że inny członek należy do   Opus Dei. Może się zdarzyć, że ludzie z zaskoczeniem odkryją, że przyjaciel albo wieloletni współpracownik starannie ukrywał przed nimi swoje członkostwo. Nie jest niezwykłe, że to doświadczenie nawet przydarza się biskupom, którzy byli zdziwieni odkryciem, że taki-a taki ksiądz należy do Opus Dei. [33]

Lt. Gen. Fernando Rodrigo Cifuentes wyraził następujące obserwacje kiedy odnosił się do Opus Dei: „Jako żołnierz uważam wszelkie zobowiązania, z wyjątkiem egzaltowanych, które żołnierz zawarł z Narodem, za całkowicie sprzeczne z jego obowiązkami, szczególnie gdy są niewątpliwie zawarte w celu przyjęcia rozporządzenia tajnego stowarzyszenia, którego celem jest usidlanie i modyfikacja osobowości”. [35]  Pisarz Evaristo Acevedo skomentował, że Opus Dei otacza swoje działania wielką ostrożnością, prawie tak jakby były to oficjalne tajemnice rządowe, „do tego stopnia, że muszę ignorować małżonkę, braci, wujów, kuzynów i drogich przyjaciół, jeśli nie należą do Dzieła. Tajemnica i zawieszenie otaczające „Opusytów” i środki uniemożliwiające mi ocenę  czy jej cele są korzystne czy szkodliwe”. [37]

Należy pamiętać, że o sekciarskim duchu Opus Dei, kto jest a kto nie jest członkiem jest sprawą milczenia, i jedynie przy rzadkich okazjach i dla własnej wygody jej członkowie przyznają się iż należą do Dzieła.

Można by się spierać, że zbiorowe dzieła Opus Dei istnieją i okazjonalnie są uznawane. Jest to jedyna reklama o ich działaniach, ale istotne jest to, że nigdy nie pojawia się w imieniu Opus Dei.

W odpowiednich rejestrach cywilnych działań pod Opus Dei, ich nazwa nigdy nie pojawia się, ale widzimy patronów, pośredników w obrocie nieruchomościami i znane osoby ze wszystkich stowarzyszeń handlowych lub stowarzyszeń kulturalnych. Ta taktyka utrudnia władzom rządowym opodatkowanie firmowych działań świeckich instytucji Opus Dei. Nic więc dziwnego, że ci patroni i pośrednicy w handlu nieruchomościami oddają się duchowemu kierownictwu tych ośrodków Opus Dei. [38]

Profesor historii współczesnej Hiszpanii, José Cepeda Adán, dokonał następującej logicznej refleksji: „Nie rozumiem tajemnicy obejmującej działania Opus Dei. Jeśli droga jest prosta i wąska, jasno pokaże się w świetle i wyprowadzi cię z niebezpieczeństw egoistycznego i mrocznego świata”. [39, 40]

Skłonność do zachowania tajemnicy w sekcie doprowadziła ich do przyjęcia haseł i specjalnych rozpoznawczych uścisków dłoni podobnych do uzywanych przez masonerię. Niektórym to wydawało się znaczącym faktem, że wśród członków tego Dzieła, które nazwano „białą masonerią”, używane są liczne symbole, hasła, odpowiedzi i znaki. Przykład: jeśli ktoś jest na spotkaniu, i osoba, która właśnie przybyła, mówi, kiedy jest przedstawiana, „Pax”, można uważać tę osobę za nieco niestabilną. Ale to oznacza, że należy do Opus Dei, i że pokazuje ich „świętego i znak”, tak, że jeśli w grupie jest inna osoba należąca do Dzieła, identyfikuje się mówiąc: „In aeternum„. [41] Tajne rytuały. Ezoteryczne praktyki.

Z pewnością przyjęcie takich postaw nie zaskakuje kiedy obserwuje się znaczne rezultaty takie praktyki przyniosły dla masonerii. Opus Dei skopiował technikę tajemniczości jako środek i system penetracji i kontroli, dzieki ogromnej korzyści z posiadania oficjalnej pomocy księży.

Meksykański pisarz Manuel Magaña w książce Objawienia świętej mafii / Revelations of the Holy Mafia, ostrzega nas o istnieniu tajnych spotkań członków Opus Dei, zdarzających się częściej niż można zakładać, których celem jest kontrola prasy, kina, radio i TV, tak żeby ich plany infiltracji polityczno-religijnej, międzynarodowego zasięgu, mogły być faworyzowane poprzez publiczny wizerunek, który ukrywa ich prawdziwe cele. [42]

Badacz i specjalista w tematyce związanej z Opus Dei, dziennikarz Santiago Aroca, przekazał więcej informacji o istnieniu tych zaplanowanych spotkań, kiedy napisał o „tajemniczym języku wewnętrznym tych zgromadzonych, których wysokiego szczebla członkowie i dyrektorzy zwracają się do siebie numerami, a nie imionami, kiedy uczestniczą w najwyższego szczebla spotkaniach dotyczących zarządzania Opus Dei„. [44]

Badanie tego tajnego stowarzyszenia jest stałe. W wydanej we Francji w 1971 dobrze udokumentowanej książce Opus Dei w Hiszpanii / Opus Dei in Spain, Daniel Artigues napisał na pierwszej stronie, że prawie tajna organizacja inspirowała najpierw członków elity, jednocześnie realizując ukryte cele, które były bardziej polityczne niż religijne, wykorzystując dobrą reputację jaką się cieszy, i przyjemność jaką bierze ze swojej tajemniczości. Podsumował, że

„to pragnienie dyskrecji, jak nazywają to członkowie Opus Dei, czy kultu tajemniczości, jak nazywają to jej oponenci, jest jedną z istotnych cech Dzieła„. [45]

Zdaniem Ivon Le Vaillant, niemożliwe jest poznać prawdziwą liczbę rezydencji czy domów studenckich. Nazwy Opus Dei nie ma w żadnych książkach telefonicznych, co prowadzi do oczywistego wniosku iż nie chce zostać odkryta. Trzymając się pod ścisłą kontrolą, to przywodzi na myśl dwie obserwacje:

  • Opus Dei rezerwuje dla siebie wybór kontaktów, wyznawców i rzeczników.
  • Zachowuje dla siebie możliwość wykorzystywania swoich domów i rezydencji jako „pułapki”. [46]

W każdym razie próżno jest szukać wyjaśnienia od tych odpowiedzialnych za takie przed-sięwzięcie. Jesus Ynfante, autor Wspaniałej przygody Opus Dei / The Wonderful Adventure of Opus Dei, w Dziele Escrivá widzi „straszny system destylacji” [47], którego członkostwo jest zorganizowane na wiele skomplikowanych sposobów, od szerokich zewnętrznych sieci do bliskich tajnych grup działających zgodnie z zagadkowymi metodami, z takim skutkiem, że młodzi w wieku poniżej 18 lat otrzymują instrukcje nie mówienia niczego rodzicom, i zachowania tajemnicy o ich przynależności do Opus Dei, dotąd aż rodzice czy opiekunowie nie będą mieć prawnego sposobu usunięcia ich z tej organizacji. [48]

Panująca w Opus Dei tajemniczość jest taka, że jeden z jej autorytetów mógł napisać: „Bardzo wątpię by nawet 1 na 1.000 członków znał Konstytucje”. [49] I dlatego, powinno się dodać, ani oni nie ‚znają’ grupy do której należą. [50]

Antonio Pérez,(51) jeden z najbliższych Escrivá ludzi, i przez pewien czas jego osobisty sekretarz, opowiadał: „O. Josemaria zawsze bardzo troszczył się o zachowanie tajemnicy.  Dlatego postanowił zastosować tę samą strategię co w przypadku spraw wewnętrznych, to znaczy, że tylko kilka osób w wewnętrznym kręgu znało się nawzajem i pracowało tylko z osobami bezpośrednio odpowiedzialnymi, utajniając te informacje przed resztą członków. To odbywało się głównie poprzez kontrolę dokumentacji, i, mniej lub więcej, dostępu do kores-pondencji i ostrzeżeń z Rzymu. Istniał nawed tajny szyfr do korespondencji, w którym każda pojedyncza cyfra czy kombinacja cyfr z samogłoskami miała znaczenie”. María del Carmen Tapia tak to wspomina: „Księga szyfrów była ukryta w książce zatytułowanej San Girolano„.

Dziennik El Mundo 4.12.1991 opublikował wywiad z teologiem Hansem Küngem, który był w Madrycie by promować swój „Projekt dla etycznego świata” / Project for an Ethical World, kiedy zapytany czy Dzieło miało taką dużą władzę w Kościele jak mówi, odpowiedział: „Tak, ma, i najwyraźniej papież teraz popiera tajną organizację Opus Dei od góry do dołu… Opus Dei jest gorsza od sekty: jest tajną organizacją wywrotową”.

1.4 – Charyzmatyczny lider

Wyznawcy sekt zwykle są niewolnikami mesjasza, trzymając się terminologii Pepe Rodri-gueza, który nawet użył tej frazy jako tytuł jednej ze swoich książek o sektach. Jego zdaniem w sekcie widzimy dwa doktrynalne ciała, idealnie różniące się od siebie, ale blisko ze sobą powiązane. Jedno to kult osobowości, a drugie nowego objawienia.

Kult osobowości składa się z przeceniania ludzkich cech lidera, do tego stopnia, że postrzga się go jako ucieleśnienie wartości i zdolności, które można scharakteryzować jako boskie. W sekcie, kontynuuje Rodriguez, ustanawia się hierarchiczny zasięg dojrzałości duchowej, której logika prowadzi do umieszczania neofitów na podstawie piramidy, a lidera sekty na szczycie.

Dlatego słowo Nauczyciela będzie miało dużo większą wartość i siłę im wyższe miejsce w hierarchii zajmuje człowiek je wypowiadający. Ten mechanizm rodzi kolejną fundamentalną zasadę: jedynie lider (szczyt piramidy) ma prawo do „doktryny napisanego osobistego mitu, i dzięki niemu ma być czczony”.

Doktryna osobistego mitu nie tylko deifikuje biografię lidera, ale też wymyśla słuszną oso-bistą historię, która odpowiada jego formacji intelektualnej. Celem tego jest umieszczenie lidera na tak wysokiej pozycji cech fizycznych, moralnych i duchowych, że żaden wyznawca nigdy nawet nie będzie marzył o osiągnięciu takiego stanu. Konsekwencją tego, kiedy już zaakceptuje się pozycję lidera jako ideału, powoduje zanik wszelkiej krytyki i całkowitą uległość ucznia wobec woli „idealnego nauczyciela”. [52] W tym synoptycznym podsumo-waniu teorii o charyzmatycznym liderze, ujawnionej przez pisarza Pepe Rodrigueza, konden-suje on charakterystyczną typologię powtarzaną z drobnymi róznicami we wszystkich sektach.

Innym ważnym szczegółem który pokazuje tę teorię jeszcze bardziej jest to, że „liderzy sekt zmuszają swoich wyznawców do zerwania wszelkich kontaktów ze społeczeństwem zew-nętrznym, tak żeby mogli utworzyć i ukształtować  grupę, która nie będzie miała żadnego innego celu niż ślepo go wyznawać i słuchać. Wszyscy liderzy sekt udają iż zostali ‚oświeceni’ boskością”. [53]

Ostentacyjną megalomanię charyzmatycznego lidera widać w każdej opinii tworzącej podstawę jego wszechogarniającej i absolutnej władzy nad stadem.

Warto zauważyć jak „na symbolicznym szczeblu można wykazać, że członkowie sekty przypominają matkę, a jej lider ojca”. [54] Taki jest dokładnie tytuł i nomenklatura jaką adepci rezerwują dla Escrivá de Balaguera.

W Dziele kult założyciela doszedł do niewyobrażalnej skrajności. Jak mówi Alberto Moncada w Werbalnej historii Opus Dei /Oral History of Opus Dei, Opusdeiści / Opusdeistas uważają się za członków rodziny, w której główną postacią jest ojciec. Historia tych pierwszych 50 lat Opus Dei to tylko powiększona biografia Msgr Escrivá, jego ewolucji psychologicznej, jego relacji z bliskimi przyjaciółmi, obcymi, oraz bezwarunkowego posłuszeństwa jego wyznawców.

To posłuszeństwo, to oddanie ojcu, staje się powodem życia dla jego dzieci, i kluczem do ich doświadczeń religijnych, i w końcu przytłacza każdy inny sposób zrozumienia misji Opus Dei. Kult osobowości ojca, który jest największym problemem dla psychoanalityka w pokonaniu de programowania Opusdeisty, począł się w duchu tego człowieka (Escrivá), którego wiara we własne przeznaczenie zmusiła go by powiedział: „Znałem siedmiu papieży, setki kardynałów, i tysiące biskupów. Ale jest tylko jeden założyciel Opus Dei„. [55]

„Ojciec” Escrivá zawsze otaczał się najbardziej lojalnymi konfidentami, i większości  pojawiał się w otoczeniu grupy, jeśli w ogóle możliwe, w otoczeniu młodych chłopców i zachwyconych wielbicieli. Paroksyzm uwielbienia wobec załozyciela sekty opisuje Luis Carandell [57] kiedy pisze, że członkowie  Opus Dei klęczą przed założycielem. Katolik ogólnie klęka tylko przed Najświętszym Sakramentem. Każdego ranka, w rzymskiej rezydencji Opus Dei, dziewczyna w białej czapce wchodziła do biura prezydenckiego kiedy Escrivá jadł śniadanie, i klęcząc kładła na stole srebrną tacę z listami. Wszystkie jego dzieci klękały przd ucałowaniem go w rękę.

I tu jest kolejna rzecz jeszcze raz potwierdzająca kluczową cechę jego charakteru. Monsignor „tolerował” te przejawy uwielbienia okazywane przez jego dzieci, ale chciał zinstytucjonalizować zwyczaj klękania przed nim, tak żeby nie myślano iż w jego akceptacji tego był najmniejszy cień próżności, arogancji i dumy. Pewien ważny członek, który zajmował kiedyś stanowiska wielkiej odpowiedzialności w Dziele, powiedział mi – kontynuuje Carandel – że na Kongresie Generalnym Opus Dei, w którym uczestniczył na krótko przed odejściem z organizacji, jedyną rzeczą o której dyskutowano, i jedyną z którą wszyscy się zgadzali, był obowiązek klękania przez członków przed prezydentem generalnym, bez względu na to kim członek mógł być. To uchwalono, „żeby nie upokarzano następcy o. Escrivá”, pamiętając, że członkowie klękali przed założycielem.

„Ojciec” Escrivá, charyzmatyczny lider, został umieszczony na niedostępnym piedestale w organizacji, i był mitologizowany jeszcze kiedy żył. Mówiąc do członków, wtajemniczony Carandel daje nam klucz ujawniający, że decydującym testem [58] określenia czy osoba należy do Opus Dei czy nie jest mówienie do niego lekceważąco o „ojcu”. Regagują natychmiast. Potwierdzają, że on jest ich „ojcem”, i że każdy reagowałby gdyby źle mówiono o ich ojcu.

Pilar Salarrullana, były senator i były deputowany, napisał książkę Sekty /The Sects, jako żywe świadectwo o terrorystycznych mesjaszach w Hiszpanii. Pokazuje, że lider jest istotną cechą sekt, bo jest postacią mesjańską, charyzmatyczną, o wielkim uroku osobistym i wiel-kiej sile przyciągania i sugestii – co psycholodzy nazywają „rozwijający się  paranoik”; czyli jest tym kto czyni się właścicielem ciał i umysłów, i, oczywiście, portfeli swoich wyznawców. Nazywają się, mówi Pilar Salarrullana, guru, nauczycielem, prorokiem, wielebnym, Swami, pasterzem, prezydentem, dowódcą albo ojcem.

Dla Salarrullana, „ojcem” jest ten kto wszystko wie, wszystko kontroluje i przewiduje. Nie można wątpić w jego dzieła, ani pisma, ani nakazy; nigdy nie można go nie posłuchać. Ich własny „ojciec” Escrivá odnosił się do członków Opus Dei jako swoich „synów i córek”, i dlatego musieli przed nim klękać.

W obszernym artykule opublikowanym w czasopiśmie dla kobiet, Marie Claire, numeraria (Uwaga: żyjąca w celibacie członkini mieszkająca w rezydencji Opus Dei), która tytułuje swój artykuł „Przykra historia   z Opus Dei  / “The Bitter History of an Opus Dei Numeraria”, [59] wyjaśnia, że mitologizowanie postaci lidera osiąga taki skrajny paroksyzm, że nadaje mu się taki wzniosły stan, że nie musi już kłamać albo przekręcać fakty. Inna cechą pokazującą się w osobowiści członków sekty jest to, że są przyzwyczajeni do umieszczania pism założyciela sekty – np. mamy broszurę Droga / The Way, napisaną przez „ojca” – na tym samym pozio-mie  jak Pismo Święte, i interpretowania Słowa Bożego zgodnie z  egzegetycznymi  kapry-sami i naukami lidera sekty.

W rezultacie członkostwo w Dziele wymaga absolutnej uległości. Władza ojca obejmuje wszystko. Dzieci Escrivá są jak osły w kieracie: jeden obrót, drugi, więcej obrotów, przywią-zane do słupa poruszającego kieratem. Oni przywiązani są do ojca, nie maja żadnej siły działania, nie wiedzą jak cokolwiek zrobić, nie mogą myśleć o niczym co byłoby przeciwko magnetycznej osobowości ojca. Można poiwiedzieć, że żyją jak pod wpływem narkotyków. [60] Escrivá de Balaguer jest potężnym narkotykiem dla tych, którzy pozwalają się złapać w silne oczka jego pajęczyny. Tak wysoki jest stopień intoksykacji, że cierpi się i której jest się poddanym, że w myśli, mowie i czynach tam nie ma Chrystusa. Jest „ojciec”.

Nie ma nic bardziej graficznego i reprezentatywnego niż obraz osłów w kieracie, wiecznie chodzących, idących w kółko, a dochodzących do nikąd. Ojciec Escrivá przynagla swoje „dzieci” by w sferze duchowej były jak osły w kieracie. I wśród partnerów Dzieła modne jest posiadanie w domach ceramicznej, z trawy lub drzewa figurki pokazującej osła z siodłem. Obecność osła w przedpokoju domu, albo w recepcji urzędu, może być wskazówką, że ekspert Opus Deiolog powinien pamiętać kiedy zastanawia się czy zajmujący go należy do Dzieła. [61]

Covadonga Carcedo, były asystent profesora z Asturias, otwarcie skrytykował Opus Dei mówiąc: „Opus Dei to mafia kontrolująca wszystko. Dzięki Opus Dei stałem się apostatą.  Chciałbym poinformować moich współobywateli o hipokryzji tych ludzi, te wszystkie duchowe córki José María Escrivá de Balaguera, markiza którego chcą wynieść na ołtarze’. [62]

Mówiąc o dzisiejszych sektach, dziennikarz Pepe Rodriguez też kwestionował czy ciekawe byoby zbadanie dlaczego jest tak wielu hiszpańskich liderów w pewnych sektach z przeja-wem utajonego homoseksualizmu.

1.5 – Wspólnota wybranych: adepci i początkujący

Jednym z najlepszych badań jakie pojawiło się w Hiszpanii na temat sekt jest to Stevena Hassana zatytułowane  Techniki kontroli umysłu stosowane przez sekty i jak je zwalczać / The Techniques of Mental Control Used by Sects and How to Combat Them.  W niej opo-wiada o „niebiańskim oszustwie”, w którym „Bóg wybacza oszustwo ‚wybranym’,  jeśli zdobędą nowe ‚duchowe dzieci'”, i że sekty uczą swoich wyznawców uważać ojca za przed-stawiciela Boga na ziemi. Sekciarzom wszczepia się ideę, że tylko przez członkostwo, bycie częścią grupy czy klanu, należą do specjalnej klasy składającej się z „wybranych”, wspólnoty uprzywilejowanych, jądra tych którzy odpowiedzieli na „wezwanie”, kręgu wybranych.

Wykorzystując powody religijne, sekty podkreślają uzależnionemu konieczność osobistego doświadczania Boga, i że często słusznie nazywają się „wybranymi”, i nawet wszczepia się im pogląd, że są świętymi w porównaniu z innymi ludźmi, [63] kreują w ten sposób w sobie poczucie wyższości, która faktycznie jest powierzchowna i próżna.

Inny pomysł jaki przekazują członkom sekty jest ten o ekskluzywnym i wykluczającym charakterze ich własnego zachowania. Ten warunek ekskluzywności przejawia się fałszywą ideą, że będąc członkiem sekty automatycznie odrzucasz tych, którzy do niej nie należą. Odtąd musisz dbać tylko o interesy sekty, i żadne inne.

Najbardziej widoczna iluzja jaka pokazuje się jest ta, że sekty zwykle prezentują się jako „drogę do zbawienia”, prezentując najbardziej różnorodne metody zbawienia, a wszystkie są takie same w posiadaniu tego samego mianownika w stosunku świata zewnętrznego do każdej sekty, która generalnie uważa iż świat jest zły.

To poczucie wyższości prowadzi do opinii, że wszyscy członkowie sekty będą żyć pod specjalną boską ochroną, [64] i to generuje to poczucie wyższości, to wrażenie bycia wybranym, czynnik który nie tylko przyczynia się do spójności grupy, ale też zmienia jej moralność: ci którzy nie są „wybranymi” są „grzesznikami”, i w związku z tym powinno się ich niszczyć. Nie ma żadnej litości ani wybaczenia dla „grzesznika”.

Innym zjawiskiem które ma miejsce, gdy całe społeczeństwo wydaje się być wrogo nastawione, jest to, że nie tylko izolujesz wyznawcę, ale także zasiewasz w nim ziarno słuchu, na którym wygodnie się gra, że zostanie ukarany, jeśli lider to nakaże. [65]

W Opus Dei największy nacisk kładzie się na opinię, że Bóg,  Absolut, przychodzi do ciebie przez Organizację. Ten pomysł, że twoja droga w kierunku pełni szczęścia przechodzi przez Dzieło uzasadnia wszelkie zasady jakie narzucasz sobie, albo oni narzucają tobie. [66] Tęsknota za szczęściem i wiecznym życiem, nieśmiertelnością, która sprawiła, że Miguel de Unamuno trząsł się kiedy poczuł agonię swojego chrześcijaństwa, są osiągalne przez wyrzeczenie się wszystkiego, jeśli jesteś przekonany że taka jest cena ich realizacji.

Zdaniem pisarza Evaristo Acevedo: „Opus Dei wydaje się insynuować, że tylko Hiszpanie należący do tej organizacji ‚są z Bogiem’. To ma charakter monopolu i ekskluzywności, co nie pasuje do moich wierzeń religijnych”. [67]

María Angustias Moreno, wieloletni członek Opus Dei, daje nam, w odniesieniu do tej sprawy, oświecające i obrazujące świadectwo:

Co mówi o sobie  „Dzieło”? Że to jest proste, autentyczne, że jego członkowie sa podobni do innych ludzi, że są przeciętnymi ludźmi na świecie. Ale jest tu więcej. Oni mają wszczepioną ideę, że przynależnośc do „Dzieła” jest czymś wspaniałym, najlepszą rzeczą na świecie, najwspanialszą rzeczą. Jako logiczna konsekwencja tego, członek patrzy na innych jakby z piedestału: wchodzi w oświecenie wewnętrznych tajemnic, jest wybrany z pośród tysięcy by był częścią idealnego ciała, wszyscy pozostali sa potępieni! Oni dalej są poniżej, okryci ciemnością błędu, i narażeni na wszelkie niebezpieczeństwa.

Dzięki członkostwu w „Dziele”, on zawsze będzie miał pewność, sam będzie przekazywał prawdziwą doktrynę tym, którzy są niepewni, w błędzie, ignoranci czy biedni; prosto myślący, bo tam nie ma nic do osiągnięcia, jest się tylko popieranym, potwierdzonym i zagwaranto-wanym przez dyrektorów, specjalnie wybranych ludzi (albo tak się o nich myśli), że posia-dają, dzięki unii z ojcem, dar nieomylności. Skoro ich ojciec nigdy nie popełnia błędu, to w „Dziele” wszystko jest przeglądane przez ojca: „Wszystko musicie mi pokazać do przeglądu przez moją głowę i serce” – wielokrotnie  Escrivá mawiał  do dyrektorów. [68]

Nie można nawet być dobrym chrześcijaninem, dla Opus Dei, jeśli ma się jakiś problem, dolegliwość czy chorobę. On nie przyjmuje osób, które nie przeszły dokładnego badania lekarskiego któremu jest poddawany. „Klub Boga” ogranicza się do zdrowia, jak mówi przykra historia numeraria, która zderzyła się z tym kilka dni przed „podgwizdywaniem” – czyli dołączeniem do Dzieła – kiedy powiedzieli, że musi poddać się badaniu lekarskiemi. „Dlaczego musieli znać stan mojego zdrowia by dołączyć do Dzieła? Ważne dla nich było to, że miałeś powołanie, bo gdyby wykryli polipy w moim nosie, to czy moje powołanie stałoby się decyzją w rękach lekarza? Ta młoda kobieta miała arytmię. Zapomnij wszystko czego oczekiwałeś. Nie możesz wstąpić do Dzieła… zdumiewające, prawda?”

Powodem tego kroku jest by nie obarczać się osobą pozornie młodą i zdrową, która wkrótce po wejściu do Dzieła okazuje się mieć jakiś rodzaj choroby, mniej czy bardziej poważnej, i trzeba się nią opiekować. Dzieło nie chce przedwcześnie słabych, mimo że dwa dni przed badaniem była pewna, że miała powołanie mocne jak twierdza. „W moim przypadku nie wykryli niczego. Mimo to poradzilii mi w moim (Opus Dei) domu bym nie mówiła nic lekarzowi. Konieczna była dyskrecja”. [69]

W broszurze Droga, napisanej przez samego charyzmatycznego lidera, pojawiają się też sprzeczne obrazy: [70] dwa typy człowieka.

Pierwszy typ to olśniewający obraz nadczłowieka, dzikiego, arogancki, rozmyślnego, nieporuszonego w swoim nabożeństwie wobec ideologii swoich przywódców i z żelazną pogardą dla wszystkich innych; pistolero Boga, skuteczny i bezlitosny, zdyscyplinowany do punktu absurdu, nietolerancyjny, dociekliwy, w poszukiwaniu Absolutu.

Drugi typ to delikatny obraz pokornego sługi, trochę wrażliwego, skromnego, najmniejszego z najmniejszych, z przygnębionym spojrzeniem, jakby ścigany, zirytowany ogólną wrogością życia, w pewnych sprawach masochista, w innych hipokryta, trochę delikatny, letni we wszystkim, zuchwały do pewnego stopnia, ale głównie, nigdy nie pochopny. Poszukuje dobrego łóżka, w którym umrze z powodu choroby miłości.

Te dwa obrazy nakładaja się na siebie i mieszają by utworzyć prototyp Człowieka Opus Dei, tak jak on występuje w życiu.

Krąg wewnętrzny i ogólne członkostwo Opus Dei pokazuje iż oni stracili, w pewnym sensie, swoją siłę rozeznania kiedy pokazują iż ślepo wierzą, że wszelkie ataki na Dzieło to tylko szkalowanie” [71], kiedy wychodzą od innych członków Kościoła Katolickiego.

1:6 – Umiłowanie bogactwa i władzy: albo – nieograniczona chciwość

Członkowie Opus Dei są syntezą handlarzy Boga i lichwiarzy ze świątyni. O. Pique (Francja) powiedział, że klan, który był w stanie zarabiać tyle milionów rocznie i który mógł wchłonąć całe firmy, podczas gdy Jezus Chrystus pokazywał i głosił ubóstwo całemu światu, zmusza by się zatrzymać i pomyśleć. Co więcej, został założony przez człowieka, który aspirował do bycia markizem i który został wyniesiony do osobistej prałatury przez kontrowersyjnego polskiego papieża, [72] którego przynaglamy teraz by świecił światłem w cieniu Opus Dei.

Jak wykazał Institute of Applied Sociology w swoich specjalistycznych publikacjach, sekty zwykle nie spedzają zbyt dużo czasu na dziełach miłości poza własnym kręgiem, bo ich wszystkie zasoby ludzkie poświęca się dla własnych celów. Czego te sekciarskie grupy głównie chcą to „tania siła robocza do zatrudnienia w służbie własnego biznesu”. Otrzymywane przez członka Opus Dei nauki zmuszają go do poświęcania własnego czasu i pieniędzy dla dobra organizacji. W Opus Dei, gdyby człowiek oddawał wszystkie zarobki przez ałe życie, i mógł wykazać, że sekta wydała mniej niż od niego otrzymała, to czy miałby prawo do jakiegoś zwrotu czy choć emerytury? Liderzy Dzieła uważają, że nie. [74]

Członkowie i współpracownicy (członkowie wewnętrznego kręgu) Opus Dei podlegają dyscyplinie ekonomicznej, w szczególności numerarios (członkowie żyjący w celibacie, którzy mieszkają w rezydencjach Opus Dei), którzy zazwyczaj żyją we wspólnocie, lub, posługując się terminologią Dzieła, w „rodzinach” składających się z 8-10 członków, na ich własnych wyznaczonych piętrach rezydencji, co wymaga, aby pod koniec każdego miesiąca oddawali sekretarzowi swoje wynagrodzenia i dochody. Kiedy jeden z nich potrzebuje garnitur lub parę butów, musi skonsultować się z dyrektorem, który sam może upoważnić go do dokonania tak niezwykłego zakupu. [75] Choć dyrektor nie decyduje jaki powinno się kupić garnitur, nie ma żadnych wątpliwości, że jego rada jest decydująca w tej kwestii. Zdaniem wieloletnich członków, kiedyś było tak, że kiedy była osoba zajmująca się członkami w każdym mieście kiedy musieli odświeżyć garderobę, prowadziła ich do pewnych miejsc, które były mniej lub bardziej powiązane z Dziełem.

Tę historię, z drobnymi róznicami, opowiedział też Alberto Moncada, który potwierdza, że wszelkie dochody członków umieszcza się w skarbcu rezydencji, o które później musieli prosić na swoje potrzeby, zgodnie z ich zwierzchnikami, i zawsze w planie narzuconych im priorytetów. Nie wolno im było mieć osobistego konta bankowego, ani rzeczy prywatnych. Na koniec miesiąca musieli pokazać dyrektorowi, jako część tajemnicy, rozliczenie z wydatków. A L M N, którego numer identyfikacyjny w Opus Dei był 1.489.253, mówi co następuje:

Od momentu wejścia do „Dzieła” prowadzą ogólne rozliczenie twoich przychodów i wydatków. Przychody są zwykle większe niż wydatki, dlatego istnieje nadwyżka. A jeśli odejdziesz, nigdy nie zwrócą ci pieniędzy. Możesz zacząć wierzyć, że „Dzieło” jest nie z tego świata! Wszystkie rzeczy, które posiadasz mają być umieszczone w imieniu „Dzieła”, ponieważ konieczne jest życie w „nędzy”, a Bóg prosi o wszystko od nas – są to argumenty, których się używa. Twoja własność osobistą i rzeczy należy umieścić w imieniu powiernika. Ponadto, kiedy dokonuje się przeniesienia, wymagane jest złożenie testamentu na korzyść „Dzieła”. Kiedy opuścisz Opus Dei, równie dobrze możesz zapomnieć o testamencie  i wszystkim, co oddałeś. [76]

Takie nadużycie zaufania uzasadniają pomysłem, że kiedy wchodzisz do Dzieła jest duchowo pożądane – insynuują – żebyś podpisał to co przed tobą położą, nawet nie rzucając na to okiem, ponieważ Dzieło jest od Boga i ma świętego założyciela – tak ci mówią – i że to jest matka dla swoich dzieci, i, czy matka kiedykolwiek próbowałaby cię oszukać? Podpisujesz to co ci rzucą. [77]

W rzeczywistości, jak zaręczają, jeśli jesteś członkiem czysto i wyłącznie świeckiego stowarzyszenia, to dlaczego chcą kontrolować w jaki sposób wydajesz swoje dochody: Jeśli zadowala ich gdakanie tak dużo  o wolności, to pieniądze które zarabiasz, powinny być twoje by oszczędzać czy wydwaać tak jak chcesz. Ale tak nie jest: nigdy nie dowiesz się, ile masz pieniędzy, ani nie będziesz w stanie z nich korzystać. Nigdy nie dadzą ci pokwitowania za pieniądze, które im przekazałeś. [78]

Czasopismo Interview opublikowało, po raz pierwszy w kwietniu 1988, wyjątkowo ujawniający dokument: fotokopię testamentu asystentki profesora w Opus Dei, Marii del Carmen Rodriguez Pinto, mianującego Opus Dei na spadkobiercę. Testament sporządzono w obecności notariusza z Oviedo, José Antonio Caicoya, w drugiej klauzuli określa ona jedynego spadkobiercę wszystkich swoich dóbr, praw i skutków, kolegium zwane „The Maples” / Klony w Valladolid, pod warunkiem, że kiedy wykona się testament, duchową opiekę nad tym kolegium powierzy się Opus Dei. Jest gorliwie zachowywaną tajemnicą, że testamenty, jak i certyfikaty sprzedaży nieruchomości nieoznaczonych, zawsze pozostaną pod kontrolą Dzieła.

Covadonga Carcedo, były asystent profesor i aktywny przez kilka lat członek Opus Dei, i którego wcześniej cytowaliśmy, postanowił odejść od Kościoła Katolickiego po wielu latach wątpliwości i rozczarowania z powodu rozwoju sekty, i zadeklarował publicznie: „Kiedy już pokonałem naciski, trudności, a nawet groźby śmierci, odszedłem. Chcę zrezygnować z członkostwa w ekonomiczno-finansowej sekcie, mafii prowadzonej przez bogatych dema-gogów, którzy wyzyskują prostodusznych biedaków i, od teraz chcę żyć zgodnie z zasadami uczciwości i na zawsze zapomnieć o tym świecie hipokryzji”.

Sekty są motywowane względami czystej opłacalności ekonomicznej. [79] Kiedy adept zachoruje i staje się przewlekłym wydatkiem, i nie jest już w stanie uzyskać żadnych dochodów, otrzymuje klepnięcie po plecach i jest odsyłany do domu rodzinego, do instytucji charytatywnej lub wyrzucony na ulicę. To dotyczy wszystkich destrukcyjnych sekt. Nikt nie musi ich przekonywać do konieczności gromadzenia fortun dla ich boga czy idei.

Nadużycia prawne tych, którzy obsługują te organizacje, są niezwykle różnorodne. Za wykorzystywanie swoich wyznawców stosuje się technikę „dobrowolnej darowizny”. Ogólnie rzecz biorąc, charyzmatyczny przywódca lub „ojciec” żyje w bogactwie i pałacach, otoczony luksusami i wygódami, ale paradoksalnie nie posiada niczego legalnie, ponieważ dobra i własności jakie ma są nominalnie własnością pod nazwą podmiotu prawnego lub powierników, którym on absolutnie  ufa, a klucze do ksiąg wydatków są dokładnie strzeżone. „Ojcowie” i charyzmatyczni liderzy w ten sposób unikają jakiejkolwiek odpowiedzialności cywilnej czy karnej.

Stosunek liderów do wyznawców jest jak bogów do niewolników. I z tej bardzo korzystnej pozycji nie tylko przejmują kontrolę nad umysłem i duszą ślepych wyznawców, ale także – i to jest najważniejsze – wykorzystują zdolność członków do pracy i zdolność do zarabiania żeby płacili za ich rozrzutne dobra osobiste i wydatki.

W Konstytucjach Opus Dei, jej strategia, choć wyraźna, jest zakamuflowana. Jest to sposób w jaki Art. 1 p. 9 instruuje, że „zrzeszeni w Opus Dei działają albo indywidualnie albo za pomocą stowarzyszeń, które powinny być wysoce kulturalne lub artystyczne, charytatywne itp. i że  nazywa się je stowarzyszeniami pomocniczymi.  Te stowarzyszenia są jednakowo w swojej działalności podporządkowane posłuszeństwu hierarchicznej władzy Instytutu”.

Albo patrząc na niesławny Art. 202, który głosi, że „…połowa specjalnego apostolatu z Instytucji powinna zajmować stanowiska zaufania publicznego, zwłaszcza stanowiska drektorskie”.

Armando Segura Naya, licencjat z filozofii i literatury, wyszedł z następującą logiczną refleksją:

Opus Dei to niewiarygodne stowarzyszenie. Po pierwsze, nie można sobie wyobrazić, żeby „wierni wyznawcy” (tj. zwykli ludzie z wysokich lub niskich kategorii politycznych i ekono-micznych) nie mieli własności, zarządzania ani odpowiedzialności za własne dobra, nawet w przypadku darmowej rezydencji. Niewątpliwie poziom niewiarygodności wzrasta wraz z poziomem społecznym wyznawcy. . . żaden wspólnik, numerario ani oblat nie rozporządza swoimi dobrami, ani też nie ma tytułu do tego co przepisał ojcu.  Jest nie do pomyślenia żeby próbowali usprawiedliwać „nadprzyrodzoną wizją” to co niepojęte. Jak wiadomo, ten kto nie czuje się dobrze w naturalnym porządku, również nie czuje się dobrze w nadprzyrodzonym„. [80]

Uzasadnienie jakie Opus Dei daje osobom dociekliwym jest takie, że własność prywatna jest samolubna i stanowi przeszkodę, która uniemożliwia członkowi osiągnięcie szczęścia. Jest bowiem absolutnie niezbędne, by jej wyznawcy oddali całą własność sekcie, która następnie wykorzysta ją we właściwym celu; i, przybieraąc altruistyczną ekspresję, przywódcy sekt przyznają się, że są nasyceni duchem Dzieła, który, w błędny i pompatyczny sposób, przypisują Bogu. Nie wiemy do którego boga się odnoszą – do Boga chrześcijan czy do zlotego cielca, boga Mamona.

Jak wiadomo, starają się rekrutować najlepszych ludzi, ale nie robią z nich kaznodziejów, księży czy misjonarzy niewiernych, ale dyrektorzy banków, redaktorów wydawnictw lub ministrów gabinetu, w swojej obsesji zarządzania wyłącznie, jeśli to konieczne, dźwigniami władzy. Specjaliści od zjawiska sekty ukuli termin „Wielonarodowcy Ducha, Inc” dla grup podobnych do Opus Dei, ponieważ z z uwagi na ich duchowe fundamenty, pokazują oni wielomilionowe w dolarach firmy finansowe, [81] i że Opus Dei raczej nie zasługuje na tę nazwę. To nie oni w szczególny sposób kontrolują nieruchomości, bo czy to produkcja, czy jakikolwiek inny rodzaj, kontrola zarządzania odbywa się najpierw poprzez więzy lojalności (do Opus Dei) i następnie tylko w drodze warunków umownych. Jeśli ktoś posiada Testament osoby, będzie też kontrolował wszystkie ich działannia i posiadłości, ale unikając, oszukańczo, w szczególności ewentualnych obowiązków podatkowych, i ogólnie obowiązków prawnych.

W Hiszpanii niedawno pojawiła się książka zatytułowana Potęga sekt / The Power of the Sects, [82] w której jest przegląd całego Półwyspu Iberyjskiego, wszystkich ustanowionych i działających legalnie organizacji. Odnośnie Opus Dei podaje następujące informacje:

Opus Dei dla nikogo nie jest tajemnicą. Zawsze sprawowała władzę i wpływy poprzez swoje dyskretne i wierne sługi nad nad tymi którzy zaszli tak wysoko w swoich karierach, że stali się profesjonalistami. Chociaż czas technokratów, w którym ludzie z „Dzieła” trzymali bezpo-średnio część władzy w rządzie Franco, przeszedł już do historii, dziś ukryta aktywność polityczna Opus Dei jest nadal tak samo silna jak w przeszłości . Ich wierni kontrolują zna-czną część hiszpańskiej struktury finansowej; setkami siedzą na kluczowych stanowiskach Administracji; mają polityków nad którymi sprawują kontrolę  – czy raczej tymi, których powinno się nazywać podopiecznymi Dzieła Bożego – w wielu partiach, zwłaszcza w takich jak Partia Ludowa i Demokratyczna Unia Katalonii.

Kontroluje ono w znacznym stopniu aparat Watykanu i Konferencję Hiszpańskich Biskupów, która jest kolejnym ciałem nie mniej ważnym w ingerencji w procesy polityczne itd. W innych krajach, a mianowicie w Ameryce Łacińskiej, ich wpływ jest nieco skromniejszy niż w Hisz-panii.Gdyby wierni „Dziełu” byli po prostu „dobrymi chrześcijanami”, jak wolą się nazywać, to wzmianka o nich w książce o sektach nie miałaby sensu. Ale wpływ jaki ma siedziba Opus Dei na swoje stado przekracza zdefiniowaną, dopuszczalną ideologię, która jest wspólna dla wszystkich systemów religijnych czy politycznych.

Trend wewnątrz „Dzieła”, który nie będzie ograniczony żadnymi ewentualnymi wyjątkami, polega na kontrolowaniu psychiki jego adeptów, pod pretekstem posługi ich duszom. Rezy-gnując z poetyckiej frazeologii: starają się kontrolować codzienne pospolite działania dla celów hipotetycznej przyszłości. Opus Dei, z niezaprzeczalnym wyczuciem praktyczności i inteligencji, poświęca się gromadzeniu władzy doczesnej, poprzez swoje wierzenia w tu i teraz, być może dlatego, że z intuicją dla świata pozaziemskiego, przewiduje, że w niebiańskim raju, kiedy nadejdzie, nie będzie miejsca dla jego ambicji panowania, bez względu na to, czy są one materialne czy duchowe. Królestwo Bożego Dzieła z pewnością pochodzi z tego świata. [83]

Na stronach tygodniowej publikacji o zasięgu krajowym [84] Fernando Jiménez Loitegui z Almerii napisał, że „nie mógł zrozumieć, dlaczego władze hiszpańskie nie zbadały zacho-wania tych bankierów Opus Dei, którzy kontrolują banki i sejfy, i mają niekontrolowany wpływ na społeczeństwo”.

Odpowiedź na to pytanie, zarówno cyniczna, jak i infantylna, pochodzi od autoryzowanego głosu Opus Dei, Salvadora Bernala, autora zachwalanej i panegirycznej książki o życiu założyciela Opus Dei, zatytułowanej Monsignor Escrivá de Balaguer, wydanej przez oficjalną drukarnię sekty, Rialp, w 1986. Bernal próbował usprawiedliwić: „Dzieci nie mają nic włas-nego; wszystko należy do ich rodziców. . . i wasz ojciec zawsze bardzo dobrze wie jak korzystać z waszego spadku”. [85]

1.7 – Rekrutacja i idoktrynacja członków

Rekrutacja nowych członków jest jednym z najważniejszych obowiązków każdej sekty. Żeby osiągnąć ten fundamentalny cel, który z artystycznego i kreatywnego punktu widzenia może reprezentować obraz Goya „Saturn pożerający swoje dzieci”, te organizacje zastosują każdy sposób – oszustwo i kłamstwo jako broń wykorzystywaną do sprzedaży ich programu, w którym nigdy nie ma związku między propagandą jako przedstawiają społeczeństwu i rzeczywistością jaką znajdziesz kiedy już dołączysz.

Eksperci w tej dziedzinie tłumaczą, że kłamstwa używane w rekrutacji obejmują wszelkie możliwe rodzaje, od wyraźnie zwerbalizowanych kłamstw do kłamstw zaniedbania, a wszystkie one są dla ukrycia tożsamości i celów sekty. [86]

Jeśli chodzi o rekrutację do jednej z tych szkodliwych sekt, nikt nie jest odporny na niebezpieczeństwo, nikt nie może być pewny, że nie wpadnie w pokusę, nikt nie może się pochwalić, że jest odporny na sieci rybackie tych grup, ponieważ konieczność wiary w coś transcendentne jest częścią każdej ludzkiej istoty. Tendencje uspołeczniające człowieka mają elementy psychologiczne, które w pewnych nędznych chwilach mogą sprawić, że ktoś stanie się łatwym łupem dla tego typu grupy.

Każdy człowiek ma chwile kryzysu, przygnębienia, poczucia zagubienia. Są to dokładnie te momenty, stany depresji towarzyszące jakiemukolwiek problemowi lub trudności jakiegokolwiek rodzaju lub natury, które są najbardziej sprzyjającymi i odpowiednimi momentami dla adeptów sekty, by do nich podejść. Szukają i wykorzystują wśród młodych ludzi czas egzaminów w szkole, kiedy stres jest większy i może wywołać nierównowagę osobowości, lub przypadki w których młodzież nie jest mocno zaangażowana w środowisko rodzinne czy ma skłonność do samotności.

Ta sama sytuacja  prawie zawsze się powtarza, sekta uruchamia identyczny scenariusz w celu zwiększenia naboru, co rozpoczyna się od trywialnej, motywacyjnej, przyjemnej rozmowy, a zakończy zaproszeniem [87] na bezpłatną konferencję na temat takich i podobnych tematów, zaproszenie na spotkanie z grupą przyjaciół, na posiłek kiedy można porozmawiać z większą swobodą, lub na wspaniały weekend w pięknej wiejskiej posiadłości by odbyć rekolekcje duchowe albo uczestniczyć w innej przyjemnej aktywności.

Jeśli zgodzisz się na hojne przyjacielskie zaproszenie, zostaniesz zanurzony w przygotowanym, sztucznym, iluzorycznym i fantastycznym otoczeniu, w którym pokaże się świat wyobraźni i iluzji, gdzie  spotkasz uśmiechniętych i szczęśliwych ludzi, w swobodnej atmosferze wspaniałego koleżeństwa, gdzie okażą ci zatroskanie i zainteresowanie nowym „przyjacielem”, który przyjął ich zaproszenie, i zapewnią ci serdeczne powitanie.

W duchu przyjaźni będą interesować się twoimi problemami, gustami, troskami, obawami, pytaniami i wątpliwościami. Kandydat bedzie goszczony i oceniany. Wyrażą swoje obawy i nadzieje, a niektórzy z obecnych powiedzą, że doskonale cię rozumieją, ponieważ byli tacy sami w przeszłości, dopóki nie znaleźli drogi do wyzdrowienia. Wszystko co mówi nieostrożny kandydat, zostanie zarejestrowane i zapisane w teczce, którą zakładają dla potencjalnego członka. Później jakiś dyrektor sekty wykorzysta tę wiedzę, by pokazać mu jak uniknać lęków i zrealizować swoje oczekiwania dzięki odkryciu nowego duchowego wymiaru [zapewnionego przez sektę].

Rekrutacja nowych wyznawców zawsze odbywa się w osobisty sposób, przez bezpośredni kontakt, spotkanie twarzą w twarz z jakimś członkiem czy wyznawcą sekty.

W cennym raporcie na temat psychologii wykorzystywanej w procesie rekrutacji niektórych szkodliwych sekt, opracowanym przez dr Johna G. Clarka i zespół specjalistów z Massachusetts General Hospital, metodologia stosowana do werbunku młodych ludzi jest dokładnie opisana następująco:

  • Młodzi którzy, niezależnie od ich naturalnych więzi międzyludzkich, cierpią na psychologiczne przemiany charakterystyczne dla etapu dojrzałości. Członkowie sekt odpowiedzialni za zdobywanie prozelitów często odwiedzają biblioteki, miejsca spotkań na uniwersytetach itp.
  • Perswazja: przyszłego członka zaprasza się do udziału w kursie dotyczącym sposobów wyeliminowania jego problemów. Podczas tych pierwszych kontaktów i pierwszych spotkań w środowisku sekty, rekruterzy pokażą, że społeczność religijna jest tak atrakcyjna jak możliwe dla niedawno przybyłego rekruta. Poruszają go głęboko, wyrażając największe zainteresowanie jego dobrym samopoczuciem, nawet traktując go z miłością i zwracając uwagę na jego pomysły, tęsknoty i nadzieje.
  • Przemiana: zaufani członkowie, wyszkoleni wcześniej do tego obowiązku, nie opuszczają kandydata ani na moment, nawet towarzyszą mu aż do drzwi toalety.
  • Indoktrynacja: jedną z konsekwencji tej reedukacji jest polaryzacja aktywności umysłowej rekruta, skłaniająca go do przekonania, że sekta reprezentuje wszystko co jest dobre i korzystne, czego potrzebuje, i że wszystkie inne stowarzyszenia są zgubne, nawet perwersyjne, tak, że należy ich unikać za wszelką cenę lub być manipulowanym tak by służyć nowemu członkowi.
  • Podczas gdy odbywa się indoktrynacja, przywódcy i duchowi dyrektorzy nie tracą żadnej okazji by przywołać pełne spektrum nadprzyrodzonych kar, którymi będą karać nieposłuszeństwo. Odkupienie, świętość i zbawienie są zarezerwowane dla wierzących i przekonanych praktykujących [88]. W ten sposób stopniowo przekształca się go w nowego człowieka, innego niż był wcześniej.

Jeśli chodzi o powody, dla których w dzisiejszych czasach ktoś wchodziłby do sekty, jest ich kilka: ludzka potrzeba kontaktu może przeważyć i pragnie wspólnego życia wspólnotowego; pragnienie doświadczenia transcendencji; jako lekarstwo na kłopoty których wszyscy doświadczamy; powszechne przekonanie; nieodłączne pragnienie mistycyzmu i doświadczenia religijnego; pragnienie znalezienia lekarstwa na nasze frustracje lub pomoc i wzajemne wsparcie dla naszych potrzeb; dążenie do lepszej pozycji społecznej itp.

W książce Tajny świat Opus Dei / The Secret World of Opus Dei, Mihaela Walsh wyjaśnia, sporządzając listę, zjawisko indoktrynacji będące w sercu Dzieła. [89] Kiedy człowiek nie ma żarliwości zdobywania konwertytów, to dlatego, że nie bije jego serce. Jest martwy. I możemy do niego odnieść bibliijne słowa Jezus rzekł: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”. (Jan 11:39) Te dusze, mimo że były w Dziele, byłyby martwe, gnijące, cuchnące. „Jeśli chodzi o mnie” – mówi ojciec (Escriva of Balaguer) – „nie zadaje się ze zwłokami, zakopuję je”.

Werbowanie wyznawców jest najważniejszym zadaniem, jest to coś co przeąglda się co tydzień na spotkaniach grup: jak dobrze człowiek wykonał swoje zadanie „połowu” – słowo używane przez Opus Dei – nowych członków. To jest moment rozliczenia. Ilu rekrutów przywiozłeś? ” „Nasz osobisty apostolate przychodzi pierwszy, aby przygotować naszych przyjaciół w dziele św. Rafaela”. „Apostolat św. Rafaela jest terminem używanym przez Opus Dei do poszukiwania młodych członków („Nie mówię”- podsumowuje Ojciec – „że nie można znaleźć powołania wśród starszych ludzi, ale to … jest nieco trudne „), wyjaśniając, że oni „zgniją” później, jeśli nie zostaną zrekrutowani jeszcze w młodym wieku. Rekrutacja starszych członków żyjących w celibcieu nazywana jest apostolatem św. Michała, a rekrutacja rodziców rodzin jest apostolatem św. Gabriela. „Abyście dobrze się spisali, radzi się byście lata młodości spędzili pod opieką św. Rafaela, by was zaprowadził, jak to uczynił młody Tobiasz, do świętego małżeństwa z dziewczyną, która jest dobra, piękna i bogata”.  (Escriva)

Tych którzy mają przyjaciół wśród członków Opus Dei, może irytować to, że ich przyjaźń jest uważana za sposób rekrutowania ich jako nowych wyznawców. Po zwerbowaniu przyjaźń się kończy, zgodnie z procedurami organizacji.

Rozdzielanie dzieci od rodzin Idzi erazem z tworzeniem jeszcze większego uzależnienia od Opus Dei. [90]

Poniżej osobiste świadectwo człowieka, teraz księdza w Katalonii. [91] Powiedział: „Przyszli do nas, weszli do naszego domu, naszych sąsiadów. Rozmawialiśmy w innymi chłopakami, którzy mieli takie same problemy jak my. Tam znaleźli atmosferę w jakiej dobrze ich przyjęto. ‚Nawet kiedy gnijesz, możesz jeszcze się rozwijać w porządku duchowym. Byli takimi przyjaciółmi: ścigali mnie, przez kilka miesięcy zawracali mi głowę. I nie miałem pojęcia iż należeli do Opus Dei. Nagle to pojąłem. Bardzo trudno było uciec przed ich presją, ich wytrwałością, rozumiesz.

„Z tych wszystkich powodów dołączyłem do Opus Dei, jak inni. Dopiero później zdałem sobie sprawę iż to była pułapka, sidła. Trzeba być z nimi przez jakiś czas by to zrozumieć. Poprowadzili mnie ścieżką w dół. Byłem z nimi. Słuchałem ich rozmów itd. Natychmiast przypisano mi dyrektora duchowego, świeckiego człowieka, który planuje twoje życie, to znaczy co powinienieś robic od czasu kiedy staniesz do czasu kiedy idziesz spać, co powinieneś robić a czego nie. Co tydzień chcieli podsumowania naszych działań, co przekazywali swoim zwierzchnikom. Nie potrzeba było za nic odpowiadac. Kiedy miało się wewnętrzny problem, powinno się powiedzieć o nim duchowemu dyrektorowi, który wtedy tłumaczył go i zapewniał rozwiązanie. On dawał ci sumienie. To było wygodne. To bardzo przyczyniło się do sukcesu Opus Dei. Odszedłem kiedy zrozumiałem, że było to stopniowe zniewalanie mnie”.

Ogólnie rzecz biorąc, opinia publiczna ignoruje metody stosowane przez Opus Dei na hiszpańskiej młodzieży [92]. System rekrutacji jest podobny do tych stosowanych przez wschodnie sekty religijne, które rozprzestrzeniają się na Zachodzie, i jest wiele konfliktów z rodzicami, których młodsze dzieci zwerbowano do Dzieła.

Opus Dei,  jak inne sekty, poświęca się wykorzystywaniu zawodu nauczyciela jako działalności  sprzyjającej przyjmowaniu nowych wyznawców. Wykorzystuje system edukacji i sale lekcyjne jak laboratoria, w których rozpoczyna się proces selekcji i przyjmowania przyszłych członków. Istnieje wiele uzasadnionych oskarżeń Opus Dei dotyczących sekciarskiej manipulacji jaką stosują na uczniach uczęszczających do ich ośrodków edukacyjnych.

Istnieją niezliczone przykłady infiltracji Opus Dei w szkołach średnich. Najlepsi uczniowie są przedmiotem nieustających i różnorodnych zaproszeń. Spośród klas burżuazyjnych ta metoda odnosi pewien sukces. Najcenniejszymi uczniami, których szukają, są ci, którzy będą w stanie podtrzymać Opus Dei i wszystkie jej parafernalia.

Sceny takie jak ta opisana poniżej występują dość często. „Opus Dei porwała naszą córkę”. Policja w mieście San Vicente (Alicante) nie mogła uwierzyć własnym uszom, gdy żona jednego z wybitnych miejscowych kupców przyszła na komendę miejską w styczniu 1988 z tak niezwykłym oskarżeniem.

Oskarżenia tych rodziców, w większości dobrych katolików, przeciwko Opus Dei, polegają głównie na tym, że porwali ich młodsze dzieci, wyprali im mózgi i zniszczyli ich wolę, obracając ich przeciwko własnym rodzinom, z którymi uniemożliwiono im kontakt , gdy w tym samym czasie eksploatowali ich finansowo.

To co przydarzyło się Mr Mosquera, podiatryście z Barcelony, jest istotne. [93] Udał się do siedziby policji przy Via Layetana by zgłosić przypadek swojej córki Marii Pilar. Młoda dziewczyna wyjechała do Wiednia na studia muzyczne. Kiedy pracowała jako opiekunka dzieci w domu należącej do Opus Dei rodziny, została poddana prawdziwemu polowaniu przez członków Dzieła do tego stopnia, że wszędzie za nią chodzili, nawet do miejsca zamieszkania, i jej egzaminy zbojkotowali jako formę presji. „Pomógł mi bardzo dobry sierżant krajowej policji” – wyjaśnia Mosquera – „i wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy po wyjaśnieniu mu mojej historii, powiedział: ‚Nie mów! Ja też mam 19-letnią córkę, która niemal oszalała z powodu tych taktyk Opus Dei’„.

W Oviedo, dyrektor Llubu Montealegre, jednego z ponad 100 należących do Opus Dei w Hiszpanii, otrzymał notarialny wniosek, w którym rodzice 17-letniej dziewczyny, która uczęszczała do klubu, zażądali by nie nawiązywał kontaktu z ich córką, jednocześnie odmawiając ważności jakiejkolwiek umowy zawartej przez osobę nieletnią, i napisali, że nie zapewnią wsparcia finansowego dla dziewczyny, jeśli opuści ich by żyć w Opus Dei. [94] Cała ta przekręcona taktyka znana jest jako „działanie apostolskie”, ale bardziej właściwie i wyłącznie należy ją nazywać „prozelityzmem” [95], a w Opus Dei otrzymuje nazwę „świętego przymusu”.

„Nas nie interesują liczby” – zapewnia Escriva. Ale on dba, ii to bardzo, o liczby tych którzy co roku proszą o wstąpienie do Dzieła. Oni nawet dzielą te liczby na rezydencje Opus Dei lub miasta, i są usilnie napominani by nie ustawali, dopóki nie osiągną swoich liczbowych celów.

Na temat rekrutacji młodych, Juan de Cozar Martin z Synów [Niepokalanego] Poczęcia w prowincji Kadyks ujawnia, [96] że ta sekta religijna za pomocą bardzo dobrze rozwiniętych technik (pranie mózgu, okresowe wywiady, przymus sumienia) zniekształca swoich młodych rekrutów w taki sposób, że tracą pierwotne uczucia do swoich rodzin i zostają odłączeni od rodziców i rodzeństwa. Ulegają depersonalizacji i według zaprogramowanych schematów zmieniają ich wyłącznie dla własnych celów, jak wyciskanie cytryny.

Eva Jardiel Poncela, córka słynnego hiszpańskiego powieściopisarza, opowiada nam o swoich osobistych przeżyciach: [97] „Moje pierwsze doświadczenie z Opus Dei, mówiąc szczerze, napełniło mnie odrazą. Taka jest prawda. Nie mogłam w to uwierzyć. Dla mnie byli niemożliwi. Myślałam o wszystkich ludziach, którzy jak ja, weszli w zły moment życia, i którzy, w chwili rozpaczy, dołączali do Opus Dei. Dziękowałam Bogu za to, że nie urodziłam się  tchórzem”.

Głównymi metodami formacji w Opus Dei są kursy i rekolekcje, które zwykle odbywają się w specjalnie przygotowanych domach, znajdujących się w pobliżu ważnych ośrodków miejskich. Są domy dla numerarios, księży diecezjalnych, i dziewcząt. W tych domach rekruci dzieleni są według klas społecznych i statusu. W ten sposób, w przypadku numerarias, dziewczyny z niższych klas nigdy nie będą uczestniczyć, chyba że jako sprzątaczki. [98] Podobnie na rekolekcjach dla biznesmenów nigdy bie będzie robotników. Są to kursy i konferencje, rekolekcje, seminaria itd. wszystkie organizowane według czasu ich trwania i zamiaru psychologicznego.

Taka jest manipulacja jakiej poddawani są uczniowie, że czasami pojawiają się w prasie wiadomości, że urzędnicy zostali zmuszeni do zbadania nieprawidłowości w ośrodkach edukacyjnych Opus Dei, na podstawie oskarżeń rodzin uczniów. [99] Wydział Dydaktyczny Rządu Katalonii zbadał domniemane nieprawidłowości w Instytucie Formacji Zawodowej, „Centrum Studiów of the Valleys”, szkołę z internatem dla kobiet i własność Opus Dei, z siedzibą w San Cugat of the Valleys, przedmieście Barcelony. Dochodzenia wszczęto z oskarżenia rodziny uczennicy Gemy Saiz Broch.

Zdaniem matki uczennicy, Marii Broch, „Opus Dei wykorzystuje swoje szkoły do zdobywania nieletnich”. [100] „Przyszłość mojej córki to służąca w domach Opus Dei, które są piękne i tak czyste jak złote fontanny, dzięki tej grupie pomocniczych numer arios pracujących za darmo. Gdyby nie spaskudzili umysłu mojej córki, to dlaczego chciałaby być służącą, skoro ma tylko 16 lat?”

Ośrodek nie miał pozwolenia na organizowanie zajęć w domu, i i dochodzenie zaproponowało by zrobić zeń szkołę z internatem, a wśród alternatyw, które można przyjąć, kończy się wsparcie ekonomiczne, zamknięcie ośrodka rekolekcyjnego lub anulowanie licencji na działalność akademicką.  Ksiądz Don Luis Hernandez, burmistrz miasta Santa Coloma de Gramenet, wysłał list do przewodniczącego Konferencji Biskupów Hiszpańskich,  Angela Suquía, [101)] w którym oskarża Opus Dei o „poważne naruszenia wobec wolności osobistej ludzi w dążeniu do zdobywania wyznawców”. Potwierdza, że „formacja w ośrodkach która jest poddana kontroli prałatury [osobista prałatura przyznana Escriva de Balaguer] – czyli Opus Dei – nie jest profesjonalna, a kierowana zwłaszcza w celu przekształcenia ich w ślepych wyznawców Opus Dei„.

Selekcja dokonywana jest wśród uczniów szkół podstawowych, średnich i studentów. Zostali oni wybrani od wieku lat 13, [102] i od tego momentu stają się przedmiotem skoncentrowanego wysiłku ze strony agentów werbunkowych Dzieła, którzy szerzą wokół siebie swoje coraz bardziej zaciskające się sieci. Są zapraszani do grup dyskusyjnych, na spotkania, wyjazdy. Wkrótce potem kandydatowi przydziela się kierownika duchowego. Następnie, w wieku około 15 lat, jeśli jest dojrzały i dobrze podszedł do procesu formowania, napisze list do „Ojca”, prosząc o członkostwo w Opus Dei. To trzymanie się „Ojca” jest kluczowym zjawiskiem.

18-letnia Susana Crespi Boixador, mogła wyjść, jak mówi, „z tego piekła”. Jej ojciec, Jaime Crespi, mówi: „Dzieci nie należą do nas na zawsze. Ale jeśli moją córkę wrzuca się do rzeki by utonęła, spieszę się by ją ratować. I właśnie to doświadczyłem z Opus Dei. Weszła w schodzącą spiralę, która zniszczyła jej wolę”. Teraz, ze stanowiska Susany Crespi o prawdziwej wolności, kiedy myśli o dziewczynach, które są dręczone przez Opus Dei, jest smutna i chce wysłać swoim przyjaciołom przesłanie pełne miłości i szczerości, ponieważ kategorycznie stwierdza [103], że „Opus Dei jest gorszy od sekty. Rekrutują cię jako młodą dziewczynę, zanim zdasz sobie sprawę z tego co się dzieje, i z biegiem czasu stajesz się robotem bez zdolności rozróżniania dobra od zła. Jedyną ‚dobrą’ rzeczą jest to co w ciebie wpajają”.

Na szczeblu uniwersyteckim, [104] University of Navarra, własność Opus Dei, stał się ogromnym przedszkolem apostołów dla nich, największą bazą werbunkową jaką Dzieło ma na świecie.

Po prozelityzmie i indukcji przychodzą śluby, które na początku składa się na rok i odnawia co pięć – określony okres niewoli; następnym krokiem jest prawne włączenie do Dzieła, które nazywa się „wiernością” – jest to kulminacja procesu depersonalizacji.

1:8 – Wyzysk i przymus   

„Moja córka pracuje za darmo jako pomoc kuchenna” [105] – twierdzi matka. „Oni zmuszają ją do pracy od 10:00 do 23:00, bez przerwy, tak, że nawet nie jest w stanie myśleć. Powiedziałam  młodym kobietom, że czas czarnych niewolników się skończył, ale ich odpowiedź jest iż pracują dla nieba. Ale moja córka, Bóg nie chce by szorowano Mu podłogi za darmo, wszystko dla Opus Dei„.

Covadonga Carcedo też opowiada ostrych praktykach narzuconych przez Opus Dei: [106] „Wstawałam o 6:00, całowałam podłogę krzycząc ‚Serviam‚ i brałam zimny prysznic. Po pracy zakładałam cilice [skórzany pas z ćwiekami noszony na udzie dla cielesnego umartwienia] przez 2 godziny dziennie, i całą wypłatę oddawałam Dziełu. W Opus Dei, jak we wszystkich innych sektach, mają wielką zdolność prania mózgu, ale jedno jest pewne, że są prawdziwą kohortą skrybów i faryzeuszy. Głoszą, że nie powinno być żadnych luksusów, a bogatym numerarios podczas rekolekcji duchowych usługują pomocnicy w ozdobnych czepkach. Teraz wielu ludzi w to wierzy, głównie młodzi, którzy nie wiedzą, że kiedy już wejdą do Opus Dei to stają się prawdziwymi niewolnikami”.

Codzienne zasady obowiązujące członka, który mieszka w domu Opus Dei, są bardzo skrupulatne. [107] Człowiek który przez większość 10 lat był numerario, zapewnił mnie, że przez pierwsze 7 lat jego służby w Opus Dei żył w ciągłym napięciu i nie był w stanie spełnić wszystkich wyznaczonych zasad. Wierzył jednak, że nikt z tych, z którymi żył czy których znał w szeregach Opus Dei, nigdy tego nie osiągnął.

Inną ważną obserwacją jest to, że wszystkie te serie reguł są integralną częścią „ducha Dzieła„. Kiedy wstają, całują podłogę i składają ofiarę całodziennych czynów Bogu, ale owoce tej oferty zbierają przywódcy sekty. Biorą zimny prysznic i cały dzień tak ciężko pracują, że upadają ze zmęczenia, i nie mają czasu by pomyśleć o nędznym stanie do jakiego się doprowadzili.

Dynamika przymusu jest podstawową cechą wszystkich sekciarskich struktur i nie powinno nas  zaskakiwać, że znajdujemy ją w grupach tak pozornie szanowanych jak znana Opus Dei. [108]

Znany architekt Miguel Fisac , który był jednym z pierwszych 12 członków Opus Dei – członek Dzieła przez wiele lat, szczerze potwierdza, że:

„Kiedy byłem w Dziele, zmuszali mnie do absurdalnych skrajności. Do tego stopnia, że, w końcu, kiedy dostałem pozwolenie na odejście, Alvaro del Portillo (wielki guru i następca Escrivá de Balaguera) prosił mnie o wybaczenie  za to przymuszanie i uzasadnił je, mówiąc, że kiedy pokazałem wspaniały hojny charakter, oni zinterpretowali to jako powołanie”.

Ten niefortunny nadmiar gorliwości lub „świętego przymusu” w terminologii Dzieła, który jest tak charakterystyczny dla sekciarskiego wyzysku, zrównuje powołanie (np. jako zakonnica, huma-nitarianka itp.) z nieracjonalnym poddaniem się i dosłownym niewolnictwem, i tego nie uzasadnia się ani ziemskimi argumentami, ani boskimi zarzutami.

Chęć ukrycia tego niewybaczalnego przymusu, bez względu na rodzaj i grupę, w której się znajdują, z wymówką „bezinteresownego postępu w kierunku ideału” jest tak niewiarygodna, jak chęć usprawiedliwiania działalności bandy złodziei pod płaszczem pozyskiwania funduszy na kampanię humanitarną przeciwko samolubnemu materializmowi i grzechowi.

Tortury są nie tylko fizyczne, ale także, w tym przypadku najbardziej subtelne, psychologiczne. Jak dowodzi zeznanie Marii del Pilar Domínguez Martínez, z Tuy (Pontevedra), [109], której zeznanie mówi, że kiedy nie chciała już wiązać się z Opus Dei, została eskortowana przez numeraria i zabrana do lekarza Opus Dei, aby mógł określić, że nie ma problemów fizycznych. Później umartwienia zdeformowały jej ciało, a wywiady i rozmowy nabrały prawdziwego przesłuchującego charakteru, kiedy zaczęła pokazywać niezadowolenie. Kiedy oznajmiła, że chce opuścić Opus Dei, jej przełożony postanowił zabrać ją do psychiatry Opus Dei.

W 1965, Señorita Tapia została wezwana do siedziby Opus Dei w Rzymie, gdzie praktycznie umieszczono ją na 8 miesięcy w areszcie domowym.  Nie pozwalali jej komunikować sięze światem zewnętrznym, ani przez telefon, ani list. Poinformowano ją, że każdy kto o nią pyta dostanie odpowiedź, że jest chora albo nieobecna. Po 3 miesiącach posiwiały jej włosy. Kiedy zapytała czy może wrócić do rodziny w Hiszpanii, odmówili. Tapia była dyrektorem wenezuelskiej sekcji kobiecej Opus Dei. Zabrano jej paszport i dokumenty osobiste. Kiedy odchodziła, w końcu, po koszmarze, Opus Dei musiała potwierdzić to co się wydarzyło. [110] Ksiądz z Opus Dei powiedział, że nie żałują za żadne z tych „złych uczynków”, i że mało prawdopodobne jest by mogła zostać uratowana. W swoim opowiadaniu w National Catholic Reporter opisuje ona złe i  obraźliwe traktowanie jakie otrzymała z rąk założyciela. Doszła do wniosku: „Moje zdziwienie jest ogromne, kiedy słyszę teraz, że trwa proces beatyfikacji Msgr Escrivá”.

Przymus również tworzy się przez dokumenty, które muszą podpisać i które uniemożliwiają im podjęcie krytycznych postaw ze strachu przed represjami.

Numerarias śpią na desce bez materaca. To jest ustawione na pewnej wysokości, tak, że kiedy jest pokryte kołdrą, wydaje się być normalnym łóżkiem, na wypadek gdyby przyszedł ktoś spoza Dzieła i to zobaczył. [110] Ojciec mówi, że kobiety muszą układać swoje ciała na prostej i wąskiej ścieżce, i nie jest konieczne dawać im pewne wygody, ponieważ są one źródłem pokusy.

Numerarias używają cilice [skórzany pas z ćwiekami] dwie godziny dziennie, mniej w niedziele i wyznaczone dni świąteczne. „Dyscyplina” jest kolejnym umartwianiem typu cielesnego, któremu są poddawani: jest to sznurkowy bicz zakończony kilkoma supełkami. Jest używany w soboty i tylko w soboty. Aby z niego skorzystać, wchodzą do łazienki, spuszczają bieliznę do kolan i biczują pośladki przez czas trwania modlitwy Salve Regina (Zdrowaś Maryjo). Jeśli tego nie zrobią, muszą to wyznać, choć nie jest to uważane za grzech czy poważną wadę.

Jeśli chodzi o mężczyzn, mówi Alberto Moncada, [112] młodzi przyzwyczajeni są do dyscypliny raz lub dwa razy w tygodniu, i noszą cilice na udzie przez 2 godziny dziennie podczas nauki. Raz w tygodniu śpią na podłodze, jak i w dniu czujności, gdy każdy jest wyznaczony do podwojenia obserwacji swoich braci.

Cilice to umartwienie, które jest absolutnie konieczne, zgodnie z tym co mówią wyznawcy Opus Dei, chociaż zdaniem byłego członka Dzieła [113] „jest to rzecz która wywołuje bezsenność i niepotrzebne cierpienie”. Używanie cilice (pasek z ostrymi punktami), jako praktyka, jest normą w sekcie. Pewnego razu doznała rany ciętej na udzie młoda dziewczyna [114], a kiedy matka o nią spytała, ta ją okłamała. Potem matka zorientowała się, że rana 15-letniej córki powstała z powodu cilice. Te kłamstwa określa się jako „tajemnice Dzieła”.

Aby zrozumieć dobrowolną akceptację ostrych metod traktowania przez pseudoreligijne sekty, należy jeszcze raz odnotować proces depersonalizacji jaki przeszli, oraz wszczepiony im kompleks winy. Mentalność, która akceptuje fizyczny ból wytworzony przez samo okaleczające się uszkodzenia, jest drogą ewolucji duchowej, pokutą za grzechy i odkupienie wad. Tolerowanie nadużyć i złego traktowania ze strony Dzieła jest z powodu nieracjonalnej żarliwości. Nieważne jak nosi się cilice, on rani i zostawia znaki, ale im spokojniejsze cierpienie, tym lepszym uważa się wyznawcę. Jeśli ściany toalety są poplamione krwią po tygodniowej dyscyplinie, uważa się to za godne pochwały i jednoznacznie wskazuje, że znak i pieczęć sekty zostały wyryte w wyznawcy w nieusuwalny sposób.

1.9 – Niszczenie psychiczne

Saralegui pisze: [115]

„To z powodu tego poczucia władzy młodzi socios [socio = dojrzały mężczyzna] odchodzą od swoich rodzin, że nie wolno im mówić rodzicom o prawdziwej sytuacji ich związku z instytucją; że ich lektura, ich czas i relacje społeczne są ściśle kontrolowane; że odmmawia się im chodzenia do teatru, i na koniec wewnętrzny wpływ na nich jest tym, co powiedziałby profesjonalista, niezdolnością do poważnej i spokojnej krytycznej refleksji. Ten pokaz presji psychicznej na serca i niedojrzałe umysły nigdy nie jest akceptowalny. Są inne cechy Dzieła, które, dla każdego i wszystkich, są ciężarem i krzyżem, to dla mnie przez wiele lat było moim krzyżem”.

Skoro Dzieło jest od Boga, jak mówią, skoro jego cele są dobre, to dlaczego tak wiele osób skrzywdzono?

W Dziele niektórzy stają się bogaci, ale kosztem wielkich krzywd innych, poprzez bezduszne działania, z wielu ludźmi zniszczonymi psychicznie.

Opus Dei jest potwornym fenomenem.

Historie ludzi są dość podobne, i regularnie kierowane są oskarżenia. „Widziałam, że jej zachowanie się zmieniło” – powiedziała matka o córce która wyjechała do Lakefield, szkoły zawodowej Opus Dei w Hampstead, Londyn. „Była cudowną córką, a teraz stała się zamknięta i introwertyczna”. [116]

Ograniczenia dotyczące dziewcząt wydają się opierać na lęku, że jeśli będą narażone na wydarzenia, imprezy rodzinne, więzi uczuciowe szybko powrócą. Obecność na chrzcinach lub weselach uważa się za szczególnie niebezpieczną. Co najmniej dwie starsze członkinie Opus Dei w Anglii wyjaśniły, że ich decyzję o odejściu spowodowało to, że odmówili im pozwolenia na bycie drużkami na ślubach ich sióstr. Odwiedziny u rodzin są nieczęste i ostro regulowane: kilka nocy rocznie to wszystko na co się pozwala.  W jednym przypadku ojciec, kierowca ciężarówki, spotkał córkę w Londynie, i niespodziewanie postanowiła wrócić z nim do domu w odwiedziny. Przełożony w Opus Dei przyszedł do domu i oskarżył ojca o porwanie własnej córki.

Relacje młodych z rodzinami praktycznie nie istnieją. Dzieło wymaga jasnego rozdziału między rodziną duchową i naturalną. Nawet w Boże Narodzenie próbują wszczepiać numerarios, że powinni spędzać je z prawdziwą rodziną: Opus Dei.

Jeśli istnieją ośrodki deprogramowania członków Opus Dei, to dlatego, że wcześniej ktoś był zaprogramowany. To oczywiste. Pranie mózgu, tak jak w przypadku, którym się teraz zajmujemy,  można leczyć wyłącznie za pomocą odpowiedniego leczenia klinicznego, które przywraca rozsądek i wolną wolę osobie poddanej dyktatowi sekty. Poprzez manipulację uczuciami religijnymi, psychika osoby załamuje się, a jej naturalne uczucia i przekonania się zmieniają, gdy wciąga się ją w otchłań irracjonalności i fanatyzmu.

Jest to zjawisko znane jako „atypowe zaburzenie dysocjacyjne” [117] pod nazwą nadaną mu przez Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrii, albo „kultowy syndrom konwersji”, jak nazywa go dr Clark.

Poniżające i niemoralne jest to, że za pomocą doskonale rozwiniętych technik nadużywają kruchości ludzkiego umysłu, redukując ludzi poprzez lęki i przymus charakteru religijnego i duchowego do stanów służalczości i niewolnictwa w ich podświadomych umysłach.

Wśród metod i środków niszczenia siły woli członków i osiągnięcia celów sekty jest niewystarczająca dieta. Osoby osłabione są bardziej wrażliwe niż zdrowe i silne. Bardzo normalne jest to, że sekty ustanawiają specjalne diety, które w znacznym stopniu powodują niedożywienie lub które z powodów religijnych zakazują szeregu pokarmów podstawowych dla dobrego odżywiania.

Również sen powinien być niewystarczający. Konieczne jest by wyznawca śpał mało i źle, i nie regenerował się głębokim, zdrowym odpoczynkiem. Zaleca się czuwanie nocne, stróżowanie i bezsenność. Adept przerywa zdrowy sen w nieodpowiednich godzinach w celu odprawienia pewnych modlitw lub okrzyków, które według przywódców są dobre dla ducha, kiedy to co faktycznie robią, osłabia jego opór. Łóżko powinno denerwować, być nieprzyjemne i twarde. Trzeba ofiarować Bogu tę nową ofiarę, aby On nam dziękował nam za to, że nie śpimy, albo śpimy niespokojnie.

Wyczerpująca i nadmierna aktywność planowana jest dla osoby by ją zmęczyć i zająć jej czas. Konieczne jest, aby był zawsze aktywny, nawet jeśli działania są bezużyteczne, takie jak wykonywanie wszelkiego rodzaju prac domowych, rekrutacja i nawracanie, uczęszczanie na kursy doskonalenia zawodowego, praktyki religijne, pasy pokutne, studia, cilices, seminaria i grupy dyskusyjne. Trzeba utrzymywać szalony rytm bez przerwy, by nie było czasu na myślenie. Konieczne jest stworzenie poczucia udręki, że człowiek nie może dokończyć codziennych zadań i obowiązków, i sprawić, żeby poczuł się zirytowany i winny, bezużytecznay niezbyt święty, ponieważ świętość osiąga się tylko wtedy, gdy może się robić rzeczy niemożliwe, kiedy przekroczy się nieosiągalny cel. Przy takiej stresującej i wyczerpującej aktywności, z niewielką ilością czasu na odpoczynek i oszczędną i nieodpowiednią dietą, rozpada się ciało i degraduje się osobowość.

Wszelkie informacje jakie docierają powinny pochodzić jedynie od sekty. Komunikacja adepta ze światem zewnętrznym jest zakazana, a wszelkie jego ruchy, hobby, uczucia i pomysły powinno się nadzorować.

Zmysły atakuje się przez blokowanie ich. Atak na zmysły dokonywany jest pod pretekstem, że one ciągle prowadzą do grzechu. Konieczne jest umartwianie zmysłów, podporządkowanie ich, choć to wywołuje atrofię psychometryczną i poważne zmiany organiczne. Żeby represjonować zmysły, zawsze konieczne będzie przyjęcie mieczem Damoklesa kary i pokuty za nieistniejące, wyimaginowane, sztuczne grzechy, paranoje, ale które są skuteczne w wywoływaniu poczucia nieszczęścia i wewnętrznej winy człowieka, co wywołuje u niego życiowe lęki, polaryzujące i dysocjujące jego osobowość. To sekta ustanawia zasady tego co jest czyste lub nieczyste, co jest preferowane, a co obrzydliwe, co jest słuszne i co niesprawiedliwe, a pozostali członkowie wywierają tak wielką presję na winowajców, że wszystko jest ogólnie uporządkowane, a odchylenia są karane wybiórczo za ich przykładną wartość przez upokorzenia, pogardę pozostałych członków i ciche traktowanie.

Wyczerpanie nerwowe i terror, to są dwa klucze które osłabiają zdolność racjonalną i pchają emocje do niewyobrażalnej skrajności.

Regresywne tendencje behawioralne i infantylizm zdradza osobliwy i uproszczony język, jego niejasności i odcienie znaczenia, jakich używa się w sekcie. Infantylnych słów używa zarówno młodzież jak i dojrzali członkowie.

Kiedy wszyscy są właściwie „dawkowani”, realizuje się „grupowe uzależnienie od narkotyków”, i bez przeszkód realizuje się przywiązanie do sekty. Co gorsze, adept został całkowicie i absolutnie zniszczony i zredukowany do statusu narzędzia, skutecznego instrumentu posłuszeństwa i ślepej wiary wobec narzucanych przez ojca planów,  akceptacji każdej jego zachcianki lub kaprysów jako niepodważalne prawdy, jako dogmaty, i kończy się zatopieniem w przekonaniu, że jego wola i wola sekty są jednością, i że fanatycy to inni, reszta ludzkości.

Spójność konsoliduje adeptów skupiając ich wokół Ojca, i czyniąc ich zagrożeniem jak poważne oszczerstwa wszelkiej krytyki pochodzącej spoza sekty. To także uniemożliwia im krytykę Ojca czy zachowanie przywódców sekty. Są niewolnikami naszych czasów, właśnie tutaj, na progu XXI wieku. Zaprogramowane i kierowane roboty.

Do tego można dodać konfiskatę osobistego majątku adepta, żeby został bankrutem i nie mógł przetrwać sam poza jednym remedium: ciągłej zależności od sekty.

Kiedy osobowość adepta jest już stłumiona, cel depersonalizacji zostaje osiągnięty.

Ważne jest nie to w co niekiedy wierzy, a to w co słusznie wierzy. [118]

Oni są jak muchy złapane na talerzu z miodem. [119]

Przyłączenie się do Opus Dei oznacza utratę wszystkich zdolności wolicjonalnych, duchowych i intelektualnych i stanie się robotem, marionetką, w służbie Dzieła i ojca. Opus Dei to komedia hipokryzji. Miguel Fisac uznał [120], że jedyną rzeczą, jaką mu przekazał Opus Dei, było cierpienie „autentycznego duchowego męczeństwa do czasu, kiedy ją opuściłem” i że „dopiero po wyjściu z Opus Dei wykonałem jakąkolwiek pracę o dużym znaczeniu”.

Przeprogramowanie wyznawców jest zadaniem powolnej reedukacji. Trzeba ich wyrwać z tych uwarunkowań, aby rozpocząć fazę zdrowienia i dostosowania ich tak, by ponownie nawiązali kontakt z rzeczywistością i wytłumiły halucynacje, którymi nasyciło ich Dzieło.

1:10 – Tajne stowarzyszenia oszukują Boga

Kościół cierpi z powodu sekt od jego ustanowienia. [121] Już św. Paweł napotkał na podobny problem w jednej z założonych przez siebie wspólnot  – Koryntii. Cztery czy pięć lat po ustanowieniu jej w Wierze swoim kaznodziejstwem, potępił istnienie „podziałów” i frakcji , czyli skłonności sekciarskich, które ostro obwiniał i krytykował.

Nie wolno zapominać, że duch religijny jest współistotny z byciem człowiekiem i jednym z identyfikujących znaków oddzielających człowieka od zwierząt. Niemniej istnieje niebezpieczeństwo spekulacji świętymi rzeczami, wierzeniami, Wiarą.

Religijny sentyment nigdy nie jest w stanie przekształcić się w środek oszukiwania ludzi, ale „religię” można było rozumieć, tak jak w przypadku Opus Dei, jako „rodzaj biznesu, o którym marzy każdy manadżer: sprzedaje towary których produkcja czy transport nic go nie kosztują, które są zawsze przystosowalne do nowych rynków, siła robocza członków sekty to dział sprzedaży, który pracuje za darmo, a nie ma żadnych kosztów kapitalizacji. To Niebo na Ziemi!” [122]

Nie możemy zapominać, że zbiórka pieniędzy to wielki cel religijny, cel duchowy, mistyczny koniec tego rodzaju sekty. Ich „strategia marketingowa” każe wyznawcy wierzyć, że pieniądze psują i są czymś brudnym, które należy odebrać innym (dla ich własnego dobra) i oddać się służbie Bogu i Jego dziełu, to znaczy sekcie. Te same pieniądze, które są źródłem zguby dla osób spoza sekty, są źródłem uświęcenia Dzieła, które przekształca gromadzenie pieniędzy w działalność sakramentalną; i dlatego członek musi zarabiać i oddawać je sekcie.

Wykorzystują rzeczy nadprzyrodzone, transcendentne, religijne i święte, przekonując członków, że są uświęcani poprzez świecką, codzienną pracę zawodową, dzięki której są w stanie zarobić na utrzymanie i zgromadzić fortuny, które jednak nie pozostaną w ich rękach, a zamiast tego pójdą dla Dzieła. Odwołując się do oczekiwanej niebiańskiej chwały i do najbardziej wrażliwych uczuć ludzkich, sekta jest deifikowana do tego stopnia, że przyjmuje za swą nazwę najwyższą denominację, nic więcej niż „Dzieło Boga”.

1:10 – Skandaliczna uzurpacja

Nazwa Opus Dei sugeruje w dopełnieniu „Boga”, tak, że konieczne jest tłumaczenie „Opus Dei” jako „Dzieło Boga”, czyli powstałe dzieło jest dla dobra Boga. Założyciel i członkowie sekty tak to interpretują.

Jak Mojżesz spotkał Boga by opoznać Jego wolę, Escrivá usłyszał w sercu 2 października 1928  pragnienie Boga by założył „Opus Dei„. Jej podstawowa koncepcja, organizacja, życie wewnętrzne, cele, we wszystkim oprócz drobnych szczegółów, odpowiada w taki sam sposób – woli Boga: jest boska. To nie tylko wytwór ludzkiego wysiłku czy racjonalnej myśli, a coś wyjątkowego i nadprzyrodzonego.

Mojżesz usłyszał głos Boga który przekazał mu swoje przykazania, wyraźnie zdefiniowane. Ale  Escrivá otrzymał coś więcej, rodzaj ogólnej siły władzy. Wszystko co wymyśli jego umysł ma boską gwarancję, że to niewątpliwie jest dla dobra samego Boga.

A zatem mamy pewność, że każdy wrogi akt wobec jego dzieła oznacza konfrontację z Bogiem. Nigdy w historii Kościoła, ani od papieża, świętego, ani heretyka, nie wyszły takie pretensje.

Możemy na marginesie powiedzieć, że wydaje się naturalne, że w tych okolicznościach pół-boskości, Escriva powinien wymagać klękania w jego obecności.

W naszym świecie to sam Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (Jan 14:6). Teraz pokazuje się nam Żyda, który mówi w istocie to samo o własnej nędznej jaźni, bezczelnie kopiując i uzurpując sobie czcigodną postać Chrystusa, jakby przez swoje pretensje był drogą, prawdą i życiem. On to mówi, a jego wyznawcy w to wierzą.

Czy musimy wyobrażać sobie gorsze bluźnierstwo lub – innymi słowy – bardziej bezczelne oszustwo?

Czy nie jest to również próba okrutnej i wiecznej walki judaizmu z Kościołem Chrystusa?

I to na młodych ludzi kierują swoje wysiłki, gdyż wiedzą, że młodzież ma religijne tęsknoty, poczucie altruizmu i pragnienia duchowe. Mają szeroko otwarte pole do wykorzystania.

To w tym laboratorium teologicznym, w tej destylarni religijnego zapału, w której pojawia się pragnienie transcendencji, Opus Dei znajduje swój kamień filozoficzny, przekształcając kwitnące tęsknoty i generując pewne „skomplikowane i całkowicie chorobliwe” relacje między swoimi członkami. [123]

Popularna wyobraźnia rozprowadza żart, który porównuje członków Opus Dei do latających talerzy: „Czy wiecie jak nazywają tych, którzy należą do Opus Dei?” „Nie”. „Nazywani są URO: Niezidentyfikowane Przedmioty Religijne”. [124]

Dr Alfonso Alvarez Vilar, profesor na Madrid University i szef wydziału w Instytucie Opinii Publicznej, ekspert w psychiatrii, daje następujące wyjaśnienie dla and Opus Dei: [125]

„Na nieświadomym poziomie wszyscy mieliśmy w pewnym momencie w naszym życiu pragnienie ‚zanurzenia się’ w potężnej organizacji, która ułatwia nam pewne rzeczy, która zachęca nas kulturowo i zawodowo i broni nas przed hiszpańską zazdrością, która przekształca  Celtiberię w walkę wszystkich przeciwko wszystkim. Później jednak pojawiają się wątpliwości i przede wszystkim zastanawiamy się, czy zrezygnowaliśmy z części naszej wolności w zamian za tę ochronę. Wiele razy mówiłem o fałszywych religiach.

Opus Dei niewątpliwie jest fałszywą organizacją religijną, mimo że wyraźnie potwierdzają swoją ortodoksję. Ich nazwa też wiąże ich z tymi podziemnymi sektami, bo jak wiemy, Opus Dei oznacza Dzieło Boga, należy powtarzać, że członkowie tej organizacji uważają się za przedstawicieli Boga na ziemi, jak Bracia Doskonałości znani byli w Langwedocji przed i po krucjatach Szymona de Montforta.

Opus Dei skupia w sobie wszystkie siły wiecznego wymiaru człowieka, które ożna określić słowem iluminizm, poza tym, że w tym przypadku iluminizm pochodzi od jednej z dwóch form jakie zauważyłem: tej potajemnej propagacji. I tu należy zauważyć, że tylko religijna grupa stała się potężną grupą nacisku na plany polityczne, społeczne i gospodarcze. Ale to nie jest czysta dialektyka: tajny iluminizm ma wywołać to co nazwałem ‚mitem o raju’. Ich model może być, na przykład, Nową Jerozolimą z Apokalipsy”. Dziennikarz Mario Rodriguez Aragon napisał, że „w Torreciudad kryptokult zamierza się ustalić poprzez współdziałanie z Watykanem”.

Jest symptomatyczne widzieć, jak te sekty rozwijają się w chrześcijańskich środowiskach, i jak nigdy nie poświęcają się nawracaniu niewierzących lub niewiernych. Są jak pnąca się winorośl okręcona wokół drzewa. [126] Sami rozmnażają się w chrześcijańskich środowiskach do tego stopnia, że chrześcijański sentyment zostaje zakorzeniony w określonej wspólnocie lub społeczeństwie, ale prawdziwe tendencje tych sekt są w rzeczywistości antytezą chrześcijańskiego ducha.

Nie można służyć dwu panom jednocześnie, i niemożliwe jest udawać, że ideały Opus Dei są kompatybilne z Ewangelią. Lucy Jones napisała, że „Będąc katolikiem nienawidzę Opus Dei z prostego powodu, że dla mnie jest to prostytucja chrześcijaństwa i centralny punkt dla skandali”. [127]

Pisarz Juan Antonio de Zunzunegui, członek Królewskiej Akademii Języka Hiszpańskiego, zauważa, że „Opus Dei dla prosto myślących dusz w naszym społeczeństwie konsumpcyjnym obiecuje im nie tylko zbawienie ich dusz, ale to co jest atrakcyjne i natychmiastowe, zbawienie ciała w formie korzyści finansowych, dobrą pracę, synekury i duże zarobki. Jak wspaniale! Niestabilność Opus Dei w kwestii pieniędzy wywołuje dreszcze’. [128]

Bryan Wilson w książce Socjologia sekt / The Sociology of Sects, w rozdziale „Religia w perspektywie socjologicznej”, wydanej w 1982 przez Oxford University Press, analizuje rodzaj sekty mającej następujące cechy:

1 Wyłączność

2 Uważa iż ma całkowity monopol na prawdę religijną

3 Jest nieklerykalna, mimo że może rozwinąć grupę profesjonalnych organizatorów

4 Odmawia jakiejkolwiek specjalnej cnoty religijnej wszystkim oprócz, być może, swoim wła założycielom i i przywódcom

5 Dobrowolność – człowiek postanawia zostać członkiem

6 Troska o zachowanie zasad, karanie niekompetentnych i nieposłusznych

7 Wymóg absolutnej lojalności.

Do większości opisanych powyżej kategorii Opus Dei dobrze pasuje. Jest wyłączna [129] (1) na kilku poziomach, w selektywnej rekrutacji i w tajemnicy, która je otacza. Nie jest pewne, że ma monopol na prawdę religijną (2), ale jej członkowie są całkowicie przekonani, że interpretacja wiary katolickiej, do której przylgnęli, jest jedyną ortodoksyjną wersją, ponieważ potwierdza napomnienie Escrivá de Balaguera do swoich wiernych po Vaticanum II. Jest to organizacja świecka i jest to jedna z ich najdumniejszych pochwał (3), choć technicznie jest bez wątpienia prałaturą zdominowaną przez duchownych. Jest to także jedna z jej cech charakterystycznych, że jest prawie całkowicie zależna od pism założyciela. Dlatego pasują one do cechy (4), tak jak to opisuje dr Wilson. Procedury rekrutacji, dyscyplina wewnętrzna Opus Dei i całkowite oddanie wymagane od członków są zbieżne z punktami (5) i (7). [UWAGA: Punkt (6) przedstawiono w 1:9]

Członkom Opus Dei ich „zbawienie” gwarantuje Padre/założyciel kiedy obiecuje swoim wyznawcom: „Kiedy miną lata, nie uwierzysz w to, co przeżyłeś. Przekonasz się, że nie możesz w to uwierzyć. Ile dobrych i wspaniałych rzeczy zobaczysz! Zostaniesz zbawiony jeśli będziesz wierny, chociaż czasami będziesz musiał cierpieć. Również, OBIECUJĘ CI NIEBO”. [130]

Według nauk Opus Dei, Kościół możę popełniać błędy, a ojciec nigdy. [131]

1:12 – Jeszcze nie przetłumaczony w chwili pisania książki

1:13 – Seks i niebezpieczeństwo

Problem seksualny w Dziele, podobnie jak w innych organizacjach ludzi żyjących żyjących w celibacie, przekształca się w mechanizm autorytarnej manipulacji, formułę auto-pogardy [147] i źródło niezliczonych wyrzutów sumienia, dzięki którym utrzymują kontrolę nad wieloma ludźmi, przez długi czas w autodestruktywnej dialektyce.

Jak diagnozuje ją Alvarez Vilar, taki sam nacisk na czystość, jaką wspiera Opus Dei, jest miarą chęci jej ekspansji. Kiedy kontroluje się libido, jego energia kinetyczna przechodzi do innych funkcji psychiki.

Konsekwencje zagrożenia, które jest przedmiotem ich nauk, są zwykle nerwicami. Represje seksualne rodzą w członku permanentny stan poczucia winy między pokusą a zakazem, pomiędzy siłą pożądania a tym, co Dzieło nienawidzi, między jego instynktem a pojęciem grzechu, który tak ją drażni. Wszystko robi się by kształtować posłusznych i uległych ludzi.

Wszystkie teorie psychoanalityczne, obecnie bardzo modne, uznają, że represje i zahamowania seksualne, które w języku Opus Dei określa się jako „poświęcanie egoizmu cielesnego”, są podstawą ich autorytarnej i apodyktycznej postawy [148]. Seksualność i zdolność kochania w naturalny sposób zostały, w ten sposób – jak powiedziałby psycholog – wyidealizowane w niebezpieczny sposób.

W Opus Dei dyskryminacja jest sprawowana ze względu na płeć, a kobiety znoszą konsekwencje w najgorszej części, ponieważ numerarias i pomocnice są cenione mniej niż ich męscy odpowiednich, i są znacznie częściej degradowane do ról w służbie domowej.

  • C.,(149) numeraria w Opus Dei przez 15 lat, opowiada swoje doświadczenia: „Do Dzieła wstąpiłam kiedy miałam 17 lat, ale nigdy nie doszłam do tego by powiedzieć ‚Opus jest dla mnie’. Jedyną rzeczą którą ci sprzedają jest idea uświęcania na świecie. Resztę poznajesz później…”

Kobiety gospodynie w męskich domach muszą zachowywać odpowiedni styl. Domy mężczyzn i domy kobiet sąsiadują ze sobą, ale są oddzielone dwojgiem drzwi z dwoma kluczami, które są przechowywane odpowiednio przez dyrektora mężczyzn i dyrektorkę kobiet. Kierownik mężczyzn zwykle dzwoni rano przez interkom do szefowej gospodyni, by powiedzieć jej: „mamy dzisiaj tyle do przygotowania posiłków”. W ciągu dwóch godzin, rano, mężczyźni nie mogą wchodzić do swoich pokoi żeby uniknąć spotkania ze sprzątaczkami. Nie mogą również rozmawiać ze słuzkami obsługującymi ich  przy stole.

Różnica między życiem prowadzonym przez mężczyzn i kobiety w Opus Dei jest zdecydowana. Podczas gdy mężczyźni mają swobodę wykonywania zawodów, zgodnie z wytycznymi, kobiety są całkowicie przywiązane do swojej dyrektorki. Nie mogą spędzić nawet jednej nocy w domu rodziców, chyba że mają specjalne pozwolenie. Niektóre pozwolenia na to  przyznaje się tylko wtedy, gdy rodzice mieszkają w centrum populacji, w którym Opus Dei nie ma swojego domu.

Kobiety muszą spać na deskach, by „kłaść swoje ciało na prostej i wąskiej ścieżce”, jak już wspomniano. Poza tym nie mogą podróżować same w nocy, a w większości ośrodków Opus Dei muszą poprosić o zgodę na pójście do fryzjera lub zakup ubrań.

Gdy są w miejscach publicznych „pilnują swoich oczu” by uniknąć pokus na widok męskich spojrzeń. Trzymają ręce w kieszeniach, ściskając mocno krucyfiks, gdy pojawiają się pokusy. [150] Jeśli pokusa jest bardzo wielka, zamiast chwytać mocno krucyfiks, można mówić o miażdżeniu go.

Dr Mynareck oskarża grupy sekciarskie i krytykuje je za tłumienie seksualności, bo istnieje bezpośredni związek między poziomem uszkodzeń psychicznych w grupie a neurotykami, którzy promują represje. Największymi represorami są zazwyczaj ci którzy sami są najbardziej represjonowani, z problemami, hamulcem seksualnym i niektórymi chorobowymi stanami ich patologicznego stanu seksualnego. Niebezpieczeństwo represji i winy kreuje osłabione osoby wahające się pomiędzy schizofrenią a niepohamowanym kompleksem grzesznika.

1:14 – Nie przetłumaczony w czasie pisania

1:15 – Odejście z Opus Dei 

Biblijna klątwa wypowiedziana przez ojca, spada na każdego członka odchodzącego z sekty. Escrivá wygłosił taki wyrok: „Kto wychodzi z Dzieła porzuca statek i wchodzi w ciemność”. [166]

Dysydenci z Opus Dei są ścigani, szkalowani i izolowani, aby nie mogli udowodnić co widzieli, lub, jeśli udowodnią to mimo wszystko, nikt nie zwróci na nich uwagi. [167] Media, w dużej mierze zarządzane przez lub zależne od banków uwikłanych w Dziele albo którzy obawiają się wpływu Opus Dei, nie zwrócili prawie żadnej uwagi na ich świadectwa.

Dzieło, mówi Alberto Moncada, używa najlepszych źródeł dla powstrzymania buntownika. Jest to także moment żeby otworzyć skrzynkę gróźb i sugerować, że taki brak wytrwałości może prowadzić do wiecznego potępienia, [168] grożąc kompanom dysydenta czy nawet osobom neutralnym ideą, że popełniają poważny grzech.

Odejście z Dzieła jest ciekawym zjawiskiem, bo nagle rozumiesz jak mało troszczą się o ciebie osoby, które były świadkami tego przez lata twoich największych wysiłków. Jesteś teczką przesłaną do archiwum. Jesteś skończony. I im okazujesz mniej oznak życia tym lepiej, bo jesteś piekącym przypomnieniem ich miepowodzeń.

Pod każdym względem gniew boski  ma prawdziwą drogę wyrazu w prześladowaniach, które wiele sekt stosuje przeciwko swoim byłym członkom. Istnieje już wiele opublikowanych zarzutów, popartych wiarygodnością i / lub dowodami ich autorów, które umieszczają Opus Dei i jego czołowych przywódców na czele kampanii prześladowania byłych ważnych członków.  [169] W ten sposób, z nieskończonej liczby stanowisk, przez które posłuszni ludzie z Opus Dei kontrolują społeczeństwo jako całość, mogą zrujnować życie i zawodowe kariery niektórych zbiegów z Dzieła, którzy wykazali się nadmiernym gadulstwem.  Każdy kto bada marginesy Opus Dei, zawsze znajduje stałą cechę: strach przed mówieniem.

María Angustias Moreno napisała, że wyjście z Dzieła nie jest łatwe. [170] Jeśli wychodzisz, stajesz się członkiem grupy tych, którzy sa absolutnie wykluczeni z dalszego kontaktu z Dziełem. Stajesz się nikim. Z dnia na dzień wszystkie twoje relacje się kończą, zostawiasz za sobą wszystkie osobiste związki. Ci sami, którzy mówili, że tak bardzo cię kochali, że byli gotowi oddać za ciebie swoje życie, teraz mówią, że wykorzystałeś najlepsze okazje jakie ci dali, i cię ignorują, całkowicie cię zapominają. Nie obchodzi ich już to czego potrzebujesz, nie obchodzi ich, jak przeżyjesz swoje życie. Nie licz na nic, nie chcą już więcej o tobie wiedzieć, wolą żebyś ich nawet nie spotkał na ulicy. Jest to namacalna demonstracja tego, jak mało im zależy na pojedynczej osobie!

Ci sami którzy, jakiś czas wcześniej, uczestniczyli – co ciekawe – z tobą w Dziele, później ignorują cię i unikają, bo już w nim nie jesteś. „Ci którzy odchodzą są jakby umarli”. [171]

Dla tych w Opus Dei, wyjście z Dzieła jest dezercją bez okoliczności łagodzących, zdradą. Jest to porozumienie i układ z diaboliczną pokusą, o których logiczne jest wywnioskować, że ci, którzy odchodzą, idą do otchłani i giną bez nadziei na wyzdrowienie. Ich wysiłki nie przynoszą skutku. Sądzę – kontynuuje María Angustias – że w jakiś sposób jest to celowa polityka, że ci, którzy odchodzą, muszą być potępieni.

To proste, wyjście z Opus Dei to utrata świętości.

Zdaniem innej numeraria, wszczepiali jej następującą radę żeby usunąć jej z głowy ideę odejścia: „Kto wychodzi z Dzieła zdradza i sprzedaje Jezusa”, „Nikt kto odszedł z Dzieła nie był szczęśliwy”, i „Pójdziesz do piekła”. [172]

Ludziom trudno jest odejść. Kolumbijski jezuita nawet mówi nam o samobójstwach. [173] I John Roche też mówi, że wie o samobójstwie w Opus Dei w Kenii, i że słyszał o samobójstwach dwu kobiet w Londynie, z których jedna wyskoczyła z IV piętra domu Opus Dei.

„Kiedy odejdziesz, stajesz się nie-człowiekiem, i żadnemu członkowi nie wolno ci pomóc” – mówi María del Carmen Tapia. „Kiedy ktoś odchodzi z Opus Dei, zostaje wyrzucony na ulicę, finansowo, duchowo i psychicznie”. [174]

Ojciec Susany Crespi przytulił swoją córkę i ucałował w czoło. „Teraz jestem spokojny, kiedy jesteś wolna” – wspominał. „Jestem, Papa, a ich nie ma” – odpowiedziała dziewczyna, odnosząc się do tych, którzy trwali nawet wtedy w ciemności Opus Dei, w ślepocie sekty. Ojciec dodał: [175] „My, niestety, odzyskaliśmy Susanę, ale czujemy potrzebę wyjaśnić, że to ludzie w Opus Dei tak utrudniają wyjście z organizacji. Moją córkę miesiącami nękano po jej powrocie. A fakty są takie, że w Opus Dei są 3 kategorie członków: władcy, kelnerzy i psy”.

W czasie pobytu w Opus Dei, członkom wszczepia się strach i poczucie winy za ich przterwanie duchowe w ponurości świata. Celem sekty w tym jest usuwanie spośród członków pokusy porzucenia zamknietych domów organizacji, zamknietych dzielnic sekcty. Dlatego uzależnia się ich finansowo od członków grupy, stawiając się przed osobistą nędzą by uniknąć pokusy powrotu do normalności.

Dla wielu wyznawców konieczne jest by pozbyli się własnego strachu, zainspirowanego przez samą sektę, czy nawet myślenie o wyjściu.

W Dziele dostajesz gwarancję, że każdy kto odchodzi robi to by realizować pewne pobożne praktyki – co nazywają „normami planu życia” – lub wplątali się w osobiste, samolubne problemy. Inne przyczyny na które oni również się powołują są nieszczerość, pożądanie lub arogancja. Dzięki tym argumentom uspokajają i dobruchają tych, którzy pozostają w środku, by nie popadli w słabość odejścia.

Do Covi Carcedo G. Roces kiedy odszedł z Dzieła powiedzieli: „Znikniesz” – i „twoją krwią podlejemy ulice Oviedo”, ale to okazało się być blefem, nie mieli odwagi wywodzącej się z uczciwości i prawdy, a tylko tchórzostwo pochodzi ze strachu przed narażenia na niebezpieczeństwo ich korzystnych stanowisk. Po odejściu pozwał Opus Dei o odszkodowanie finansowe”. [176]

Próbują wszczepić strach, wyjasnia MRS: „Powtarzają ci, że sam się potępiasz, że oni są na prawdziwej ścieżce, a inni są zdrajcami”. [177] „To są klasyczne argumenty szantażu moralnego”. [178]

Mówiąc ogólnie, ci którzy odchodzą przeżywają traumę.

Pewne przykłady daje nam Alberto Moncada. Miguel Fisac, znany architekt, który dołączył do Opus Dei na początku kiedy ją zorganizowano, odszedł z powodu konfliktów moralnych jakie próbowali wywołać kiedy poślubił Ana María Badell, i dzisiaj nie interesuje go to co słyszy o Dziele Boga, ani o jego liderach. Antonio Pérez, powstająca gwiazda Opus Dei, doznał jednego z najbardziej wytrwałych prześladowań kiedy odszedł z Dzieła by wejść na bolesną ścieżkę poznania siebie.

María del Carmen Tapia poprzez dziwaczny incydent z dyrektora domu Opus Dei upadła do więźnia w tej samej instytucji. Raimundo Panikkar był inną gwiazdą, intelektualistą z pierwszej grupy opusdeistów w powojennej erze [hiszpańska wojna domowa 1936-39], który odszedł w dramatyczny sposób.  Francisco José de Saralegui, stary chrześcijanin, zajmował ważne stanowisko w finansowych działaniach Dzieła niemal do czasu odejścia. [179]

Jesús Ynfante mówi, że Antonio Pérez Hernández z los Granales, Który był liderem opozycji do Letrado w Radzie Państwa, był partnerem Amadeo Fuenmayor i wspaniałego człowieka którego znali wszyscy, wyświęcony na księdza w Towarzystwie Kapłańskim Świetego Krzyża w 1948. Też zajmował stanowisko rektora domu Saint Just w Madrycie. Pewnego dnia porzucił wszystko i zniknął jedynie z tym co miał na sobie. Osiedlił się w Meksyku, próbował mówić ludziom prawdę, ale miał negatywne rezultaty. Później z powodu Opus Dei zmienił nazwisko i postanowił nigdy nie wracać do Hiszpanii. [180]

Ogólnie biorąc, kiedy wyznawca odchodzi z sekty jak Opus Dei, zwykle przejawia następny wizerunek psychologiczny:

1) depresja

2) poczucie samotności

3) negatywna samoocena

4) poczucie winy

5) niski poziom kompetencji w codziennych czynnościach

6) tępota ostrości umysłu

7) skłonność do wpadania w odmienne stany świadomości

8) odrzucenie opinii iż jest jednym z wybranych

9) niechęć do sekty za traumę przeżywaną podczas życia z nimi

10) strach przed odwetem ze strony sekty.

Żeby zrehabilitować niektórych członków by mogli powrócić do rzeczywistości i wolności, konieczne jest, w wielu przypadkach, przeprogramowanie ich, aby mogli zostać zregenerowani i zapomnieć o gorzkim koszmarze. https://akacatholic.com/opus-dei-watch-jan-feb-part-1/

Część 2

Randy Engel

[UWAGA: Jak Część I tej pracy, poniżej przedstawiamy fragmenty, luźne przekłady części książki  Opus Judei, José María Escriba, Orion Publications, Santa fé Bogotá, Kolumbia, 1994, 246 stron. Distrybutor: Editorial Solar Ltda., Carrera 9a, No.19-59, Of.402, Santa fé Bogotá, D.C., Colombia

W tym wpisie zajmiemy się wysoce wątpliwą „biografią” Jose Maria Escrivá de Balaguer i mitycznym wizerunkiem tak szeroko promowanym przez  Opus Dei.

Obecnie mamy tylko angielski przekład Rozdz. 2 – 2:1. Opublikujemy dalsze kiedy je otrzymamy – Louie]

Rozdział 2:  Tajne życie Escrivá de Balaguer

2:1 Bezlitosne kłamstwo

2:2 Środowisko rodzinne

2:3 Seminary & Adolescence

2:4 Widzący o wielkiej wizji: boskie objawienie

2:5 Infamous Tendencies

2:6 Escriva i kobiety

2:7 Escriva i 7 grzechów głównych

2:8 Człowiek bez nazwiska

2:9 Masoneria

2:10 Śmierć i zmartwychwstanie

2:11 Święty i znak

2:12 Skandal beatyfikacyjny.

2:1 – Bezlitosne kłamstwo

Biografie „Ojca” cierpią z powodu fundamentalnej sprawy dotyczącej historii przyziemnych faktów i podróży charyzmatycznego przywódcy Opus Dei. Kłamstwo i fałsz są normą, daty i podstawowe odniesienia do jego życia i prawdziwej osobowości są ukryte, jakby przeszkadzały. Przedstawia sie nam portret Escrivá, który znacznie odbiega od realiów; jest fałszywy i oszukańczy, retuszowany i słodzony.

Na pewno imponująca jest zdolność „monsignora” do wszystkich rodzajów zgromadzeń. Zgromadzeń które niewątpliwie uczyniły go wybitnym. A Ojciec to człowiek i jego zgromadzenie. [1]

Ogromną część propagandowego i reklamowego aparatu, który Opus Dei zainstalował wielkim kosztem, poświęca się szerzeniu i promowaniu zmanipulowanych obrazów Escrivá, pełnych emocji i nie pozbawionych pewnych ekstremalnych akcentów, osobistej historii stworzonej dla łatwowiernych i prosto myslących, gdzie uwypukla się i powiększa do niewyobrażalnych granic, pewnych rzekomych szczegółów o prestiżu, podczas gdy „ukrywają ważne dane jego biografii i ważne informacje są pomijane o rozkaz Dzieła, które założył”. [2] Cechy, które są pozytywnymi znakami w oczach każdego człowieka, wymienia się wyczerpująco, z przepastną pompatycznością, nawet gdy bezczelnie i niesłusznie kłamią.

W pochwalnych biografiach, które szerzy Opus Dei, i które są pisane by wychwalać postać Escrivá, jego akademickie pochodzenie jest wybitne, a cała seria studiów i stopni jest przypisywana mu bez żadnego uzasadnienia. Tak więc, na przykład, wśród najbardziej naciąganych kłamstw spotykamy takie, które twierdzą, że „był przełożonym Seminarium św. Franciszka z Paola w Saragossie” – kłamstwo.

Że był „profesorem prawa kanonicznego i rzymskiego w Saragossie i Madrycie” – kłamstwo.

Że „dostał licencjat ze świętej teologii  z Papieskiego Uniwersytetu w Saragossie” – kłamstwo.

Że „uczyłem etyki ogólnej i moralnej (deontologia) w Szkole Dziennikarskiej w Madrycie” – kłamstwo.

Ciekawe i zmuszające do myślenia jest to, że został doktorem prawa na Uniwersytecie w Madrycie, nigdy nie wchodząc na kampus uniwersytecki przez całe życie, [3] co najwyżej dzięki pracy doktorskiej, którą napisano wyłącznie dla spowiednika Franco, o. Bugara.

Ale kłamstwa i farsa wokół Escrivá nie ograniczają się wyłącznie do strefy studiów jakich nigdy nie odbywał: oni próbują zapewnić mu pochodzenie, kończąc twierdzeniem, że „był to najstarszy i najczystszy ród na obu gałęziach drzewa genealogicznego” – kłamstwo, oszustwo i fikcja.

Że kiedy „miał 15 lat, już odkrył boski wybór do założenia Opus Dei” – to wymysł.

Że „objawiła mu się Dziewica z różą w dłoni, prosząc go o założenie Opus Dei” – kłamstwo.

Że „Opus Dei powstał dzięki boskiemu edyktowi w 1928″ – kłamstwo.

Że „wykonywał intensywną pracę duszpasterską w wiejskich parafiach” – kłamią, lub że „od 1927 podjął intensywną pracę duszpasterską wśród biednych i chorych z najuboższych dzielnic i szpitali w Madrycie” – kłamią i wymyślają prawdziwie sztuczną fikcję , skoro wiedzą, że rzeczywistość była zupełnie inna.

Te kłamstwa fabrykowano i powtarzano nieustannie, by dać im pieczęć wiarygodności, na zasadzie, że kłamstwo powtarzane 1000 razy można uważać za niepodważalną prawdę.

Pozostaje odkryć motyw tych błędnych interpretacji i fałszywych danych biograficznych, które polegają głównie na tym, że chcą pokazać, że Escrivá była wszystkim: zwierzchnikiem seminarium, wiejskim proboszczem, prawnikiem, wikariuszem itp. [4]

A zatem wszystkie wysiłki tych pseudo-historyków w Opus Dei koncentrują się na przedstawianiu, dla wewnętrznej konsumpcji Dzieła Boga i innych niedbałych ludzi, postać kapłana,  studenta uniwersytetu i światowego założyciela Opus Dei, oni wszyscy są tym samym Escr-ivá de Balaguer, który był pierwszym, którego mocno interesowało utrzymanie kłamstwa o własnym życiu.

Jeśli z jednej strony roznosiły się wątpliwe fakty, historie i mistyfikacje o życiu „ojca”, istnieją inne – autentyczne, autentyczne i prawdziwe – które zachowywano w największej tajemnicy, pilnie strzeżone pod tarczą milczenia, dotyczące ważnych i kontrowersyjnych pytań o jego istnienie, takich jak żydowskie pochodzenie Escrivy de Balaguer, krypto-judaiczne korzenie jego doktryny, jego osobliwy i skrócony rozwój intelektualny aż po jego ideę Opus Dei, jego ukryte inspiracje, homoseksualne tendencje Escrivy, ich związki z pewnymi przewrotnymi konsekwencjami i, oczywiście, prawdziwy i ostateczny cel fundacji, której ogień on zaczął.

Kto był wynalazcą tej fikcyjnej biografii, którą Opus Dei zwykła nas mylić?

To sam Escrivá, ekspert od sekciarskiej taktyki, dał sobie obraz i sylwetkę, które nie mieszczą się w sferze prymitywnej rzeczywistości. Jego wyznawcy przyjęli jego sugestię, i po jej szerzeniu rezultatem była oszukańcza mitologia wulgarnej postaci, która pod wieloma względami była bezwartościowa.

Jest tu obłuda, ukrywanie, poczucie, że coś nie pasuje do osobowości Escrivy. On jest autentyczny i fałszywy, prawdziwy i mityczny, sztuczny i naturalny, przyjazny i zgorzkniały; pakiet sprzeczności, ten, którego chcą nam sprzedać pompatycznością i rozgłosami, i ten, który był rzeczywistością, otwarty i ukryty, publiczny i zakulisowy.

Tworzenie mitu, „ubóstwienie” postaci charyzmatycznego przywódcy jest jedną z technik stosowanych we wszystkich sektach. Przemienia się go w obiekt kultu adoracji i znajduje się poza zasięgiem, standardem doskonałości dla jego wielbicieli i naśladowców, którzy z odrobiną odpowiedniego prania mózgu, będą tak obsesyjnie skupiać się wokół jego myśli i uczuć, że mogą być manipulowani by ich wykorzystać.

Biografia „ojca” miesza rzeczywistość z fikcją, celowo myląc fakty z tendencyjnością, a przede wszystkim, mówiąc, w wielu przypadkach, dokładnie odwrotnie do prawdy.

Wielokrotnie fałsz osiąga się przez zwykłą semantyczną zmianę pojęć, opróżnianie słów z ich pierwotnego sensu i wypełnianie ich inną treścią, jak to było w przypadku Escrivy, który na początku swojej pracy użył terminologii chrześcijańskiej żeby wprowadzić, ukrycie, w nasze społeczeństwo samolubną i judeo-talmudyczną wrażliwość.

Jego biografia jest tak sztuczna, że ukrywa, a nawet wyrzeka się swojego prawdziwego nazwiska Escriba danego mu po urodzeniu, i które jest wymienione w rejestrze cywilnym jako imię jego ojca i które etymologicznie oznacza „lekarz i tłumacz Praw Hebrajczyków”. [5] Escrivá de Balaguer nie był wtedy jego nazwiskiem, tak jak nie jest teraz.

Jedynym wyjaśnieniem z Opus Dei jest postać ojca, które zakłada, że aby go zrozumieć, konieczne jest zrozumienie duchowej podstawy założyciela.

José Ortega, profesor prawa karnego, miał rację kiedy odpowiedział w ten sposób w wywiadzie 26 czerwca 1975: „Przeczytałem biografię D. Josemaria Escrivá.  Wtedy pomyślałem o człowieku, i doszedłem do wniosku, że niemożliwe jest napisać biografię D. Josemaria”. [6]

Zawiła osobowość ojca jest niedostępna dla normalnego zrozumienia, chyba że weźmiesz pod uwagę jego specyficzną rolę fałszerza. Analiza zakłada badania i znajomość typu charakterologicznego i antropologiczno-historycznego, które wymagają znacznego wysiłku intelektualnego.

Prawdziwa biografia ojca jest jednym z tematów tabu, które są ukrywane i wyolbrzymiane. Dostępna literatura na ten temat jest cicha lub ukrywa ważne fakty, które są niepodważalne: że istotą Opus Dei jest jedna osoba; Dzieło to ojciec, a jego osobowość jest kamieniem węgielnym, na którym podtrzymywana jest cała budowla Dzieła.

W rezultacie narzuciliśmy sobie, zgodnie z wytycznymi papieża Leona XIII w encyklice „Humanum Genus” (1884), zadanie odmitowania fałszywych mitów i demaskowania oszustw, biorąc encyklikę za odpowiednie hasło do penetracji w osobiste i ukrywane życie tej papierowej osobistości, pretendenta i zagadki, która jest inicjatorem Opus Dei.

Florentine Pérez Embid, oficjalny biograf  Escrivá de Balaguer, z podejrzliwym uporem powtarza, że „rozwój Dzieła we wszystkich aspektach jest taki sam jak biografia jego założyciela”, czy też „historia Opus Dei jest taka sama jak biografia jej założyciela”. [7]

Nawet na tym najbardziej transcendentalnym poziomie nie wiadomo, jak beznamiętnie badać prawdę o Escrivá i jego Dziele. [8]

Yvon le Vaillant pisze, że „często człowiek się zastanawia, czy przywódcy Dzieła, poczynając od założyciela, zdecydowali raz na zawsze, żeby śmiać się ze świata”. [9] I to jest szyderstwo tego faryzeuszowego uśmiechu, który spróbujemy rozwiązać .

https://akacatholic.com/opus-dei-watch-jan-feb-part-2/

Tłum. Ola Gordon/http://chomikuj.pl/OlaGordon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *