Strona główna > NWO > O dwóch bratnich socjalizmach – komunizmie i liberalizmie

O dwóch bratnich socjalizmach – komunizmie i liberalizmie

Socjalizm komunistyczny i socjalizm liberalny mają ten sam fundament i wspólny utopijny cel: zbudowanie „raju na ziemi”, czyli jednego, obejmującego cały świat kolektywistycznego państwa – przestrzegał w 2007 r. emerytowany profesor Wydziału Nauk Społecznych KUL, socjolog i historyk Kościoła katolickiego w ZSRR, ks. prof. Roman Dzwonkowski, pomagając nam zrozumieć, dlaczego stuletnia już rywalizacja „kapitalistycznego” Zachodu i „antykapitalistycznego” Wschodu jest w rzeczywistości wspólnym marszem Bushów, Clintonów, Obamów, Trumpów, Jelcynów, Miedwiediewów i Putinów, prowadzących Amerykę, Rosję i świat ku samobójstwu.

* * *

 

„Komunizm i liberalizm – dwaj bracia wrogowie

Ustrój komunistyczny, który zapanował w Rosji po rewolucji bolszewickiej, postrzegany jest zwykle jako system polityczny i społeczny likwidujący własność prywatną i wiarę religijną. Tymczasem w odniesieniu do tej ostatniej miał on nie tylko program negatywny. Zwalczał wiarę w Boga, lecz jednocześnie głosił inną, bardzo atrakcyjną wiarę w idealną sprawiedliwość społeczną na ziemi, którą zrealizuje ustrój komunistyczny. Występował w roli „mesjasza” zapowiadającego wyzwolenie ludzi uciskanych, wyzyskiwanych i poniżanych w dotychczasowych ustrojach społecznych. Co więcej, zapowiadał ostateczne rozwiązanie wszystkich problemów dręczących ludzkość od początku świata. Była to wizja zbawienia na ziemi. Nie zwraca się uwagi na to, że przeciwny mu system, jakim jest zachodni filozoficzny liberalizm i jego praktyczne zasady, mają ten sam fundament i ten sam cel.

Na quasi-religijny charakter komunizmu sowieckiego jako pierwszy zwrócił uwagę w latach 30. bardzo ceniony myśliciel polski z Wilna prof. Marian Zdziechowski, nazywając go najohydniejszą karykaturą religii.

Komunizm jest pseudoreligią

Podobnego określenia użyła potem w stosunku do marksizmu najpierw lewicowa, a następnie bardzo bliska chrześcijaństwu myślicielka żydowska Simone Weil. Później Leszek Kołakowski przypomniał zdanie średniowiecznych teologów, że diabeł małpuje Pana Boga, odnosząc je do komunistów. W międzyczasie wielokrotnie zwracano uwagę, iż komunizm i marksizm są w rzeczywistości świecką religią bez Boga. Bardzo interesujące stwierdzenia na ten temat znajdujemy u myśliciela francuskiego Raymonda Arona. W swojej ciekawej pracy pt. „Opium intelektualistów” określa on komunizm jako pierwszą religię intelektualistów, której się powiodło (R. Aron, Opium intelektualistów, Warszawa 2000, s. 309). Systematycznej analizy tego systemu jako pseudoreligii dokonał jego świetny znawca Józef Maria Bocheński OP (J. M. Bocheński, Lewica, religia, sowietologia, Warszawa 1996, opr. dr Jan Parys).

Marks i Engels, twórcy teorii i zasad komunizmu, traktowali je najpierw jako wyznanie wiary. Pierwsza wersja „Manifestu komunistycznego” podpisana w 1847 r. w Londynie przez Fryderyka Engelsa nosiła tytuł „Projekt komunistycznego wyznania wiary”. Dla bolszewików w ZSRS ich pisma były już jednak teoriami naukowymi, choć zupełnie szczególnego rodzaju. Nie podlegały bowiem jakiejkolwiek krytyce naukowej, jak każda inna teoria. W ich interpretacji i komentarzach do nich, dokonanych przez Lenina i Stalina, zostały uznane za bezdyskusyjne, niepodważalne i niezmienne jak dogmaty wiary w religii chrześcijańskiej. W ten sposób stały się doktryną na wskroś „religijną” i „teologiczną”. Oparty na niej tzw. światopogląd naukowy w sposób definitywny i ostateczny tłumaczył, na wzór religii opartej na Objawieniu, całą rzeczywistość społeczną i kosmiczną oraz sens życia człowieka na ziemi. Nieomylnie i autorytatywnie zapowiadał też przyszłość społeczeństwa komunistycznego i wymagał bezwarunkowego przyjęcia tych zapowiedzi, z wiarą w nie, bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Jej nieomylnym i bezwzględnym strażnikiem była partia komunistyczna.

„Inżynieria” dusz

Marksizm-leninizm nie zaprzeczał istnieniu ducha, przeciwnie, przywiązywał do niego ogromną wagę. Stalin nazywał pisarzy „inżynierami dusz”, a termin „pierekowka dusz” (przekucie, przeobrażenie) był w ZSRS długo używany. Lecz ducha w jego rozumieniu rodziła materia. Bezwzględnie zwalczając religię opartą na wierze w Boga, bolszewicy z niesłychanym nakładem środków tworzyli jednocześnie jej substytut i namiastkę. Była nią wiara w teorie twórców komunizmu, w nieomylny autorytet partii i w samozbawienie w komunistycznym antykościele. Nie mogło być ono jednak dziełem indywidualnego człowieka, lecz partii komunistycznej. Ona jako „sumienie klasy robotniczej” i „siła przewodnia narodu” wyznaczała ludziom kierunek dążeń i decyzji życiowych, uwalniała ich od rozterek moralnych w tym względzie i od osobistej odpowiedzialności za działania, które wyznaczała im partia.

Od początku w komunizmie najważniejsza była wizja sprawiedliwości społecznej wymierzanej krzywdzonym od wieków ludziom ubogim, realizowana w powszechnym braterstwie i pokoju przyniesionym przez ten ustrój. Komunistyczne hasła zapowiadały jednak coś więcej niż tylko sprawiedliwość i nagrodę dla pokrzywdzonych przez dotychczasowe ustroje społeczne. Ponadto obiecywały ludziom uwolnienie od wszystkich nieszczęść, które na tej ziemi gnębiły ich od niepamiętnych czasów. Miało to niezwykle atrakcyjną dla wielu siłę.

Angelistyczne pojęcie człowieka

Zburzenie przez rewolucję ustroju społecznego opartego na własności prywatnej i wierze w Boga miało, według Marksa i Engelsa, pociągać za sobą jej zanik jako wytworu tegoż ustroju. Jednak po jego obaleniu w Rosji jej nowi władcy nie czekali na spełnienie się tej zapowiedzi i starali się wszelkimi środkami, łącznie z terrorem i wyrokami śmierci, ten zanik przyspieszyć. Wiara w Boga uniemożliwiała bowiem wiarę w zapowiedzi komunizmu i z tego powodu musiała być likwidowana.

Zaskakuje niesłychane oderwanie tych zapowiedzi od rzeczywistości. Były one jednak logicznym rozwinięciem fałszywego, materialistycznego i z konieczności angelistycznego pojęcia człowieka, które leży u podstaw komunizmu. Papież Jan Paweł II nazwał je podstawowym błędem socjalizmu („Centesimus annus”, 13). Powstaje on w rezultacie odrzucenia chrześcijańskiego dogmatu o grzechu pierworodnym, który zapewnia realizm w postrzeganiu i traktowaniu natury ludzkiej.

Komunizm przejmował określenia biblijne i stosował je w swojej ideologii, nadając im potrzebny mu sens. Powtarzane w niej pojęcia „nowej moralności” i „nowego człowieka sowieckiego” pochodziło z Listów św. Pawła, w których mówi on o „nowym stworzeniu” (2 Kor 5, 17) i „nowym człowieku, stworzonym przez Boga” (Ef 4, 24). W warunkach społeczno-ekonomicznych stworzonych przez komunizm, określających, zgodnie z nauczaniem Marksa, byt i świadomość człowieka, miała powstać nowa i wyższa forma człowieczeństwa, „nowy człowiek sowiecki”. Ateistyczna wiara w komunizm była demoniczną odpowiedzią na potrzeby wynikające z duchowej struktury człowieka i z jego szukania Pana Boga. Ogromnym, niespotykanym w historii wysiłkiem i kosztem życia milionów ludzi rozpoczęła się w ZSRS budowa idealnego państwa komunistycznego, które miało objąć cały świat.

Wiara głoszona przez komunizm w swoich zapowiedziach wyzwolenia wszystkich ludzi na świecie, uciskanych w dotychczasowym porządku społecznym, była prometejska i mesjanistyczna. Śpiewana w ZSRS do 1944 r. jako hymn państwowy „Międzynarodówka” (napisana w 1871 r. we Francji) dobrze wyrażała ideę zbawczego mesjanizmu komunistycznego w jednej z jej zwrotek: „To nie wśród bogów, królów i trybunów znajduje się najwyższy zbawca, to my sami urzeczywistnimy dzieło odkupienia”. Ostateczny cel człowieka, w nauczaniu chrześcijańskim pozaziemski, został przez komunizm sprowadzony na ziemię. Sens doczesnego istnienia człowieka: zjednoczenie z Bogiem po śmierci w społeczności zbawionych, zastępowała wizja idealnego społeczeństwa na tym świecie w ustroju komunistycznym.

Wizja raju na ziemi

Wyobrażenie i szczegółowa charakterystyka społeczeństwa komunistycznego mającego powstać dzięki komunizmowi, popularyzowana nie tak dawno jeszcze w ZSRS i w podległych mu krajach, stanowi niespotykany dotychczas wyraz pseudoreligijnej wiary.

Oto jak przedstawiali cel ustroju komunistycznego autorzy liczącego ponad 1000 stron III wydania podręcznika dla studentów pt. „Podstawy marksizmu-leninizmu” (Warszawa 1962), zatwierdzonego do użytku w ZSRS i w PRL. W jego końcowym obszernym rozdziale na temat społeczeństwa przyszłości, po opisie sposobu, w jaki komunizm raz na zawsze uwolni człowieka od troski o chleb powszedni, powołując się na dzieła Engelsa, Lenina oraz uchwały partyjne z 1958 r., pisali: „Każdy człowiek może sobie wybrać [w ustroju komunistycznym, który zapanuje w przyszłości – R.D.] rodzaj zajęcia, odpowiedni do swoich upodobań, i na życzenie może go zmienić (…); człowiek pracujący nie musi myśleć o zarobku, o tym, jakie wynagrodzenie otrzyma za pracę, bowiem wszystkie troski dotyczące zaspokojenia jego potrzeb bierze na siebie społeczeństwo”. Wskazując, że praca w komunizmie przestaje być sposobem zarobkowania, a staje się, zgodnie z nauką Engelsa, najwyższą jego rozkoszą, zapowiadali: „Możność bezpłatnego otrzymywania w dowolnej chwili z zapasów społecznych wszystkiego, co jest niezbędne dla celów życia kulturalnego i dostatniego, uzdrowi psychikę ludzką (…). Nowa mentalność i nowa etyka wolna będzie od myśli o dochodach i o własności prywatnej”.

Niezwykłe są kolejne zapowiedzi. Ich autorzy stwierdzają, że jakkolwiek ludzkość istnieje od tysięcy lat, to jednak prawdziwa i godna jej historia zacznie się dopiero w epoce komunizmu. „Dzięki zwycięstwu komunizmu – czytamy – ludzie otrzymają nie tylko możność produkowania w nadmiarze wszystkiego, co jest do życia niezbędne, ale również wyzwolenia społeczeństw od wszystkich przejawów nieludzkiego postępowania: wyzwolenia się od wojen, od okrutnej walki toczącej się wewnątrz społeczeństwa, od niesprawiedliwości, od braku kultury, nieuctwa i ciemnoty, od przestępstw i złych skłonności. Przemoc i chciwość, obłuda i egoizm, wiarołomstwo i pycha znikną ostatecznie w stosunkach między ludźmi i między narodami” (podkreślenie R.D.).

Był to po raz pierwszy w historii tak wyraźnie i jasno zarysowany obraz raju na ziemi, który stworzy komunizm. Odpowiadał on nauce chrześcijańskiej o świętych obcowaniu w niebie. Ukazane w nim społeczeństwo komunistyczne było nie tylko królestwem równości, sprawiedliwości, braterstwa, wolności i pokoju, lecz także swego rodzaju świętości w rozumieniu chrześcijańskim, czego dowodem było pozbycie się egoizmu i pychy przez ludzi żyjących w tym społeczeństwie na ziemi. Taki stan miała osiągnąć w przyszłości cała ludzkość, realizując w ten sposób jej odwieczne marzenia o szczęściu i wolności, niemożliwe do spełnienia w ustrojach opartych na własności prywatnej. Twórcą ziemskiego raju miał być nowy człowiek wychowany w komunizmie, odrzucający wiarę w Boga i raj pozaziemski, alienującą, to znaczy marnotrawiącą jego energię i możliwości twórcze w dążeniu do tego nieistniejącego raju.

Niewiele osób wie, że Karol Marks, twórca powyższych wizji i pseudonaukowych teorii, zanim został fanatycznym ateistą, był do 16. roku życia chrześcijaninem i doskonale znał doktrynę chrześcijańską. Świadczą o tym jego młodzieńcze poematy religijne na cześć Pana Boga, pełne głębokiej treści teologicznej. Znał także opisy Królestwa Bożego na ziemi autorstwa XIX-wiecznych socjalistów utopijnych, przede wszystkim Saint-Simona, zawarte w jego „Nowym Chrześcijaństwie”. Przejął je od nich, lecz nadał im wymowę antychrześcijańską. Rozwinęła je i rozpowszechniła ideologia sowiecka mająca dzięki lewicowym intelektualistom światowy zasięg.

Apoteoza partii

Podobnie jak religia oparta na Objawieniu Bożym komunizm sowiecki wprowadzał wartości absolutne i absolutny cel realizowany pod przewodnictwem partii, będącej wcieleniem absolutu Boga. Ona, jak Kościół w sprawach wiary i moralności, nigdy nie mogła się mylić w odniesieniu do rzeczywistości społeczno-ekonomicznej czy politycznej i wykluczała jakikolwiek sceptycyzm, wątpliwości i krytykę swego nauczania. Jej należało poświęcić swe siły, życie i służyć jej całą duszą. Toteż komuniści mówili o swojej partii z najwyższą czcią religijną i lękiem, bo służyli czemuś stojącemu ponad człowiekiem, nieomylnemu i mającemu cechy bytu absolutnego, który nie toleruje obok siebie innego absolutu. W dziedzinie etyki sąd jednostki przestawał się liczyć. Decydował osąd kolektywu i partii. Sumienie indywidualne zostało podporządkowane „sumieniu kolektywnemu”, nieomylnemu i quasi-boskiemu.

Słowo „rewolucja” nabrało mistycznego charakteru i stało się w partii świętą mantrą, a „kontrrewolucja” herezją, a więc najcięższym i najsurowiej karanym grzechem.

Prawda i fałsz przestały być w komunizmie kategoriami poznawczymi. Były bowiem z góry określone i zdefiniowane przez partię, a myślenie i działanie musiały być do tych definicji dostosowane. Teorie Marksa i Lenina były prawdą podawaną do wierzenia i wcielania w życie, wbrew faktom, które im przeczyły. Ci, którzy ośmielali się w nie wątpić, byli piętnowani jako „heretycy” i los ich był taki sam jak heretyków w średniowieczu. Lenin wprowadził zasadę, że celem polemik z przeciwnikami idei komunizmu nie jest obalanie argumentów przeciwnika, lecz zniszczenie jego samego. Obowiązuje to do dziś. [*]

Nakaz nienawiści

W chrześcijaństwie warunkami zbawienia, absolutnie koniecznymi, są przebaczenie, miłosierdzie i miłość. W marksizmie-leninizmie zostały one zastąpione przez ich przeciwieństwo, to znaczy wymóg i nakaz absolutnej nienawiści do przeciwników ustroju komunistycznego.

Szatan, w religii chrześcijańskiej wróg i przeciwnik zbawienia ludzkiego, został zastąpiony przez kapitalistów, burżujów, wrogów klasowych i kontrrewolucjonistów. Reprezentowali oni zło absolutne i zostali skazani na bezwzględne zniszczenie fizyczne i moralne. Lenin i jego następcy w teorii i praktyce wykluczali ich z gatunku ludzkiego. Ich losem były więzienia, łagry i rozstrzelanie.

„Liturgia” komunistyczna

Wyznawana wspólnie wiara musi mieć swoje indywidualne i społeczne formy ekspresji. Konieczne są instytucje służące jej zachowaniu i propagowaniu, nieomylny autorytet tłumaczący księgi święte będące jej źródłem, odpowiednie symbole, przywódcy duchowi i kapłani, miejsca i dni święte oraz ich celebrowanie w odpowiedniej formie. To wszystko zostało w ZSRS stworzone i było bezwzględnie obowiązujące. Potrzeba czci istoty wyższej przejawiła się w ustroju komunistycznym w tzw. kulcie jednostki. Dokonała się więc formalna deifikacja Lenina i Stalina. Jeśli pierwszy doznał jej dopiero po śmierci, to Stalin został „bogiem” już za życia. Partyjny dogmat o boskości Lenina wyrażał znany slogan widoczny wszędzie w ZSRS: „Lenin żył, żyje i będzie żył. Lenin wiecznie żywy”.

Zmarli wodzowie komunizmu umierali tylko pozornie. Jak zapewniało wciąż wielu poetów, środki masowego przekazu i wielkie napisy w miastach i miasteczkach, żyli oni wiecznie i możliwy był zawsze duchowy, metafizyczny kontakt z nimi. Sowiecki poeta Borys Słucki w wierszu zatytułowanym „Bóg”, poświęconym Leninowi, pisał w 1955 r.: „Wszyscy chodziliśmy pod bokiem Boga. Żył nie w niebiańskiej dali, widywano go niekiedy żywego w mauzoleum”. W wierszu tym słowo „Bóg” napisane zostało w tytule i w tekście dużą literą. Gdzie indziej pisano je zawsze małą. Słowo „Partia”, jako nazwa własna najwyższego bytu, napisane zostało dużą, jak zresztą zawsze w ZSRS. Istnienie „boga” okazało się więc nieuniknione i konieczne.

Nowa „religia” wymagała też najwyższego kapłana, ksiąg świętych, formuł wyznania wiary, odpowiedniej symboliki, miejsc i przedmiotów kultu oraz nieodzownych form jego manifestacji, odpowiednich świąt, rytuału i sfery sacrum. Zapowiadał to już Lew Trocki, pisząc, że państwo robotnicze ma własne święta, własne parady, własne symboliczne spektakle, własne obrzędy. To wszystko było w ZSRS tworzone i udoskonalane z inicjatywy władz partyjnych. Pracowano zwłaszcza nad zaspokojeniem potrzeby świętowania. W każdej republice powstały Komisje ds. nowych obrzędów i świąt złożone z ideologów, etnografów i socjologów, których celem było opracowanie odpowiednich rytuałów świątecznych na okazję ważnych wydarzeń życiowych obywateli od narodzin po śmierć i pogrzeb. Miejscem „świętym”, ściągającym pielgrzymów z całego ZSRS, stało się mauzoleum Lenina z jego mumią. Portrety twórców komunizmu były wszechobecne i zastępowały dawne ikony w mieszkaniach obywateli sowieckich. Święta Bożego Narodzenia i Zielone Świątki zastąpiły Święta Zimy i Rosyjskiej Brzózki, a zamiast św. Mikołaja pojawił się Dziadek Mróz. Nadanie imienia dziecku, pierwszy dzień pójścia do szkoły i zawarcie małżeństwa miały swoją oprawę odpowiadającą religijnym obrzędom chrztu, I Komunii Świętej i małżeństwa w kościele. Z okazji ślubu składano kwiaty przy pomnikach Lenina. Na Białorusi młode pary, nawet katolickie, po wyjściu z urzędu, w którym zawarły ślub państwowy, nadal to praktykują, udając się bezpośrednio potem do kościoła.

Bogata, audiowizualna oprawa pochodów i parad w Moskwie z okazji najważniejszych świąt sowieckich była laicką liturgią dającą ludziom przeżycie piękna, dumy i radości na tle narodowym i patriotycznym. W sferze swoich podstawowych założeń i praktyki życia komunizm przejmował funkcję religii i tworzył własne quasi-religijne instytucje. Na najwyższym planie była „stolica święta” – Moskwa, kierująca Międzynarodówką Komunistyczną, absolutnie jej podporządkowaną w propagowaniu idei komunistycznych i przygotowywaniu rewolucji światowej. Ponieważ Kościół głosił naukę o raju w niebie, a nie na ziemi, tym samym był siłą kontrrewolucyjną, którą należało zniszczyć. Była to zasadnicza przyczyna walki z nim wszędzie tam, gdzie zapanował komunizm.

Komunizm i liberalizm

W dyskusjach nad traktatem Unii Europejskiej wskazywano, że jego ideowym źródłem jest ateizm i stawianie człowieka na miejscu Pana Boga. Łączy go to z ideologią i wiarą komunizmu. To dlatego w jego preambule nie może się znaleźć invocatio Dei, czyli odwołanie do Boga. Przypomina ono bowiem o istnieniu prawa moralnego niezależnego od prawa stanowionego przez państwo (tzw. prawa pozytywnego) i jest ograniczeniem wszechwładzy twórców kodeksów prawnych Unii.

Wspólnym celem komunizmu i liberalizmu jest też wiara w zbudowanie raju na ziemi, jako że inny według tych systemów nie istnieje. Wiara ta stanowi najgłębszą inspirację globalizmu, czyli dążenia do jednego, obejmującego cały świat państwa.

Liberalizm co prawda nie głosi programowej walki z religią, jak komunizm, milcząco jednak przyjmuje materialistyczne pojęcie człowieka. Na nim opiera swoje naiwne koncepcje wychowania, według których wystarczy wiedzieć, że jest złe, by tego nie czynić.

Dla zwolenników komunizmu i liberalizmu nie istnieje żadne inne prawo niż uchwalone przez ten czy ów parlament, choć życie temu wciąż zaprzecza. Gdy adwokaci, obrońcy zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze, wskazali, że nie ma podstaw do ich oskarżenia, ponieważ działali zgodnie z prawem III Rzeszy, czyli prawem pozytywnym, poza którym – jak głosił w swoich dziełach amerykański prawnik, przewodniczący norymberskiego Trybunału – nie istnieje żadne inne prawo, sąd, w uzasadnieniu wyroku skazującego stwierdził, że działali oni contra legem humanitatis, to znaczy przeciwko prawu ludzkości, choć takiego pojęcia nie zna żaden kodeks prawa państwowego. Nie użyto określenia lex naturalis (prawo naturalne), lecz lex humanitatis, bo to pierwsze jest terminem używanym w nauce Kościoła katolickiego, wskazującym na istnienie prawa niezależnego od prawa ludzkiego (np. prawo do życia dziecka w łonie matki).

Widać tu zasadnicze pokrewieństwo obu systemów. Wrogość między nimi wynika ze stosowanych przez nie innych metod i z wyboru innej drogi do tego samego celu. Komunizm zmierza do niego przez zniesienie własności prywatnej środków wytwórczych i centralne planowanie. Liberalizm przez kult własności prywatnej pojmowanej po pogańsku, to znaczy bez ciążących na niej zobowiązań moralnych, i przez wolną konkurencję.

Odrzucenie wiary w Boga oznacza przyjęcie fałszywego pojęcia człowieka i ponoszenie jego konsekwencji. W komunizmie były nimi nieopisane zbrodnie i unicestwienie dziesiątków milionów ludzi. W liberalnej Unii Europejskiej jest to medialna przemoc ateistycznej wiary nienawidzącej chrześcijaństwa (bluźniercze filmy wyszydzające Chrystusa, Jego karykatury i podobne działania), ustawowe eliminowanie jego symboliki i zasad moralnych, legalizacja aborcji, eutanazji, „małżeństw” homoseksualistów i ich dyktat. Ateiści bowiem, jak pisała Beata Zubowicz, nie chcą chłodnej tolerancji. Oni chcą wojny i zwycięstwa („Rzeczpospolita”, 30 VI – 1 VII 2007)

Liberalizm kontynuuje tworzenie „nowej moralności” rozpoczęte przez bolszewików. W Rosji Sowieckiej w 1920 r. po raz pierwszy dokonano legalizacji aborcji i wprowadzono rozwody na żądanie jednej strony i drogą pocztową, nawet po kilku dniach od zarejestrowania związku małżeńskiego. W Unii Europejskiej uczyniono z aborcji jeden z symboli wolności, a nowy, liberalny rząd w Hiszpanii wprowadził ustawę o rozwodach na żądanie, po trzech miesiącach od zawarcia małżeństwa. Ponad dwieście lat temu liberalizm przez rewolucję francuską rozpoczął proces, którego skutkiem jest spustoszona duchowo, starzejąca się, wymierająca i samobójcza Europa. Przypomina się zdanie Leszka Kołakowskiego: „Utopia doskonałej autonomii człowieka i nadzieja na jego doskonalenie się nieskończone są, być może, najbardziej skutecznymi narzędziami samobójstwa, jakie kultura nasza wynalazła”.

prof. Roman Dzwonkowski SAC”

Źródło: „Nasz Dziennik” nr 260 (2973) z dn. 07.11.2007 r. http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20071107&typ=my&id=my21.txt

[*] – Zdanie poprawione; fragment oryginalny brzmi: „Lenin wprowadził zasadę, że celem polemik z ideą komunizmu nie jest obalanie argumentów przeciwnika, lecz zniszczenie jego samego. Obowiązuje to do dziś.”

„Widać tu zasadnicze pokrewieństwo obu systemów. Wrogość między nimi wynika ze stosowanych przez nie innych metod i z wyboru innej drogi do tego samego celu.”

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *