Strona główna > Polska > Nie popierajmy zbrojeń, militaryzacji i myślenia o wojnie

Nie popierajmy zbrojeń, militaryzacji i myślenia o wojnie

Z tekstu reklamowanego wymowną grą słów: „Hotel Trump zamiast Fortu Trump” dowiadujemy się, że prezydent Duda „próbował kupić” prezydenta Trumpa, lecz zabiegi te nie zakończyły się pełnym sukcesem.

Z tekstu Sławomira Sowy [1], reklamowanego na stronie „Dziennika Łódzkiego” wymowną grą słów: „Hotel Trump zamiast Fortu Trump” dowiadujemy się, że w trakcie swojej ostatniej wizyty w USA prezydent Duda „próbował kupić” prezydenta Trumpa, lecz niewiele z tego wyszło: „Dodatkowy tysiąc żołnierzy, dla których musimy wybudować infrastrukturę, to trochę tak, jakbyśmy zamiast Fortu Trump dostali hotel Trump, który sami wybudujemy, a później zapłacimy rachunki. Mówiąc poważnie: zamiast dużej stałej bazy amerykańskiej zaangażowanie wojskowe USA będzie mniej spektakularne, co nie znaczy, że mniej skuteczne. Nawiasem mówiąc, prezydent Andrzej Duda chyba przecenił próżność Donalda Trumpa, próbując go kupić owym Fort Trump.”

„Trudno się oprzeć wrażeniu – zauważa dalej tenże autor – że budujemy [uzyskujemy -?] od Amerykanów bezpieczeństwo na zasadzie kupieckiej, co w czasach Trumpa staje się powoli normą. Ale wielki kupiec, to nie znaczy jedyny kupiec…” – czyli, jak można to zrozumieć – istnieją też inni „wielcy kupcy”, którzy w każdej chwili mogą przebić cenę płaconą Ameryce przez ekipę Dudy – Morawieckiego – Kaczyńskiego za dalszą pomyślność nadwiślańskich beneficjentów „okrągłego stołu”.

Sowa stwierdza też przytomnie, że przedstawiany w mediach jako wielki sukces zakup niedopracowanych amerykańskich myśliwców F-35 będzie w rzeczywistości bardzo kosztownym zakupem „na wyrost”, gdyż myśliwce te „zostaną w pełni wykorzystane tylko wtedy, gdy pozostałe rodzaje sił zbrojnych będą w stanie w czasie rzeczywistym przejąć od nich dane, np. o wskazanych celach lub wykorzystać błyskawicznie wyłom zrobiony w obronie przeciwlotniczej przeciwnika.”

Tymczasem, jak pisze Witold Jurasz (ur. 1975) – publicysta i b. chargé d’affaires na Białorusi (2010-2011), syn Witolda Jurasza (1931-2004), PRL-owskiego ambasadora w Wenezueli (1968-1973), Nigerii (1978-1983), Iraku/Kuwejcie (1986-1990) oraz ambasadora RP w Libii (1996-2001) – „Polskie wojsko AD 2019 to wyspy nowoczesności na morzu zacofania.”, „Marynarka Wojenna RP de facto przestała istnieć.”, a konsumowanie wydatków na siły zbrojne przez wojskowych („przeznaczanie ich nie na „modernizację” sił zbrojnych, ale na ich utrzymanie oraz koszty osobowe”) prowadzi do tego, że – pomimo tracenia w ten sposób 2 proc. PKB – „nigdy nie doczekamy się naprawdę nowoczesnych i sprawnych sił zbrojnych” [2].

Co prawda, zaniepokojeni tym obywatele radzą sobie jak mogą, przygotowując się do „samoobrony” – co skutkuje już nawet przejazdami prywatnych czołgów „bez ubezpieczenia komunikacyjnego” po ulicach polskich miast [3] – ale b. dowódca Wojsk Lądowych RP gen. broni Waldemar Skrzypczak zadaje po waszyngtońskim „sukcesie” Dudy przygnębiające pytanie: „Czy przy tak dużych kontraktach – bo przecież Patrioty, HIMARS-y, teraz F-35 – które kosztują dziesiątki miliardów dolarów, Amerykanie nie mogą wydać jednego miliarda dolarów na polską zbrojeniówkę? Mogą, tylko trzeba umieć to załatwić. Jeśli nasz rząd nie zadba o polską zbrojeniówkę, to będzie katastrofa. Wkrótce będzie można o niej całkowicie zapomnieć.” [4]

Jednak już we wrześniu 2018 roku, w rozmowie z Edytą Żemłą („Jesteśmy na progu wojny”), gen. Skrzypczak ubolewał, że unowocześnianie Wojska Polskiego w oparciu o „polską zbrojeniówkę” to prawdziwie syzyfowa praca: „Nawet jeśli powstaje innowacyjny projekt i pojawia się prototyp, to proces wprowadzania go do wojska trwa tak długo, że w momencie zatwierdzenia sprzęt jest już przestarzały”, i że gorsza od zawalenia się owej „zbrojeniówki” może być b. prawdopodobna sytuacja, gdy na skutek problemów wewnętrznych „stara Unia z kilkoma wiernymi sobie państwami wróci do swojej dawnej struktury. To będzie też pierwszy krok do osłabienia NATO. Zawalą się więc podstawowe elementy naszego bezpieczeństwa” [5].

W grudniowym wywiadzie dla „Wprost” (nr 49/2018) ten emerytowany generał stwierdził autorytatywnie, że „Polska powinna mieć świadomość dwóch rzeczy: po pierwsze, że jest nieprzygotowana do jakiejkolwiek wojny, bo nie mamy wystarczającego potencjału obronnego, armii, która byłaby zdolna do wzięcia udziału w konflikcie na szeroką skalę.”, i że w razie wzięcia udziału w takiej hipotetycznej „jakiejkolwiek wojnie” nie tylko jako państwo i jego siły zbrojne, ale przede wszystkim jako społeczeństwo zamieszkujące obszar tego państwa „Będziemy skazani na wielką katastrofę, [a] straty ludzkie będą niewyobrażalne” [6].

Po cóż nam w takim razie taka powtórka z historii?

Jest to pytanie retoryczne, jeśli uwzględni się fakt, że stary konflikt Zachód – Wschód jest w istocie sztucznie zaprojektowanym przez nie-Słowian, ponad stuletnim już konfliktem wewnątrzsocjalistycznym, wskutek którego ludność słowiańska poniosła zdecydowanie największe straty osobowe i materialne, a kultura i tradycja życia chrześcijańskiej Słowiańszczyzny zostały w dużej mierze zniszczone i zastąpione socjalistycznymi ersatzami.

W tym konflikcie – jak mówią doświadczeni generałowie – Polska nie liczy się jako samodzielny podmiot wojny, choćby nawet miała już swoje nieliczne „Patrioty” i F-35 na pozycjach bojowych i w hangarach. Historia uczy, że pomimo zakupów różnych Browningów i Hurricane’ów – decyzje w sprawie przyszłości Polski zapadają zawsze ponad głowami Polaków, a tymczasem współcześni politycy nadwiślańscy zachowują się tak, jakby historia nie miała prawa się powtórzyć. Nie tylko zresztą politycy rządzącej obecnie partii, ale i znani przedstawiciele jej systemowej opozycji.

Świadomość rosnącego zagrożenia (jak w roku 1863: „Obok Orła znak Pogoni, poszli chłopcy w bój bez broni” czy w roku 1944: „Pomocy nam nie przysłali, na łup wroga wydali, Zamiast wolności mamy dziś śmierć”) nurtowała swego czasu byłego wicepremiera z ramienia LPR w rządzie J. Kaczyńskiego, Romana Giertycha. W marcu 2015 r. opublikował on na swoim fb krótki tekst pt. „Czy wygralibyśmy wojnę z Rosją?” [7], w którym czytamy: „Dzisiaj Polska na zbrojenie przeznacza prawie 2 % swego PKB, co daje sumę prawie 10 mld dolarów rocznie. Jest to sporo (ok. 20. miejsce na świecie). (…) Jednak sytuacja obecna wymaga, abyśmy w szybkim tempie zwiększyli wydatki obronne przynajmniej o 25 %, czyli do 2,5 % PKB. (…) Zapowiedź prezydenta Komorowskiego, że w 2016 zwiększymy wydatki do 2 % PKB jest absolutnie niewystarczająca. Rosja wydaje ok. 60 mld USD rocznie.”

Pan Giertych wołał o pieniądze na odparcie mitycznego „ataku ze strony Rosji (bo żaden kraj inny wokół nas nie ma potencjału do ataku)”, chociaż powinien był dobrze wiedzieć, że tzw. polski dług państwowy osiągnął już wtedy niebotyczny poziom ok. 300 mld dolarów (nie licząc olbrzymiego zadłużenia firm prywatnych i osób fizycznych) i Polska żadnych zbędnych pieniędzy na zbrojenia nie miała. Doświadczenie historyczne uczy, że nawet skrajna ofiarność narodu polskiego (niezwykle zbiedniałego pod rządami prozachodnich prokapitalistycznych socjalistów liberalnych) i osiągnięcie przez Wojsko Polskie szóstej pozycji w światowym rankingu sił zbrojnych – nie zapobiegły błyskawicznej klęsce II Rzeczypospolitej w 1939 roku, z której Polacy nie podnieśli się pod pewnymi ważnymi względami po dziś dzień.

Roman Giertych wołał także o „broń zdolną zburzyć Kreml” (1152 km w linii prostej) – a więc również i Berlin (500 km), ale już nie Paryż (1368 km), czy Londyn (1451 km), nie mówiąc już o Waszyngtonie (7189 km) i Władywostoku (7526 km). Czyżby z tych dwóch ostatnich miejsc (nie licząc mórz i oceanów) nie dało się zniszczyć rakietami Warszawy, a nawet całej Polski?! Autor rozważań o możliwościach wygrania wojny z Rosją zakładał, „że użycie sił atomowych na lokalną wojnę z Polską, na chwilę obecną Rosji nie opłacałoby się w ogóle” – ale równie dobrze moglibyśmy sobie założyć, że Polacy zburzyli by jednak zakupionymi od Ameryki rakietami Kreml (w reakcji np. na jakąś nową „smoleńską” prowokację, nie wiadomo czyją, może nawet amerykańską? [8]), Rosja dokonała by uderzenia odwetowego (likwidacja polskiej armii, paraliż państwa i gospodarki), a zachodni „sojusznicy” poprzestali by na wysłaniu not protestacyjnych i dogadali by się z Rosją „na trupie Polski”. Czyż np. Anglia nie podniecała nas w 1939 r. do wojny, czyż nie sprzedała nam w tym celu nowoczesnej broni (parę samolotów), czyż nie osiągnęła natychmiastowych korzyści politycznych i wojennych na skutek zagłady naszego państwa, i czyż nie dogadała się w 1941 r. ZA NASZYMI PLECAMI z naszym ówczesnym wrogiem, stalinowską Rosją? Przypomnijmy, że głównym powodem klęskotwórczego rozciągnięcia polskich wojsk wzdłuż granicy z Niemcami było we Wrześniu 1939 właśnie to, że Marszałek Śmigły-Rydz obawiał się, iż Niemcy uderzą znienacka, zajmą określony teren i… ogłoszą koniec konfliktu z Polską. Przy biernej postawie „sojuszniczego” Zachodu!

W tym miejscu upada inny argument byłego wicepremiera, który przewrotnie twierdził, że pomimo tkwienia w „najsilniejszym pakcie militarnym na globie” Polska musi intensywnie się zbroić, bo jej zachodni sojusznicy „bronią tylko tych, którzy sami potrafią się obronić”, albowiem „Nie ma chyba w dziejach przykładów, aby ktoś ryzykował wojnę w obronie kogoś, kto jest z góry na straconych pozycjach.” – jak objaśnia to Giertych. Czy jednak posiadanie dobrze uzbrojonej i patriotycznie nastrojonej armii, oraz niedostępnej, dobrze ufortyfikowanej granicy uchroniło w 1938 r. Czechosłowację od zdrady tzw. zachodnich demokracji i niezasłużonego rozbioru? A może to niechęć ponadmilionowej armii polskiej do walki z Niemcami była przyczyną faktu, że nasi zachodni „alianci” kazali nam w końcu sierpnia 1939 r. zrywać świeżo rozlepione obwieszczenia o mobilizacji, a następnie przez wiele dni oszukiwali polskie władze polityczne i wojskowe, że zamierzają dotrzymać zobowiązań sojuszniczych i otworzyć drugi front? (zob.: L. Wyszczelski, O czym nie wiedzieli Beck i Rydz-Śmigły, Warszawa 1989).

Nawiasem pisząc, można wysnuć z tego prosty wniosek, że skoro warunkiem realności i skuteczności sojuszu wojskowego z Zachodem jest dla Polaków… samoobrona, to może należałoby w końcu odwrócić sojusze, zlikwidować w ten sposób jedyne – zdaniem R. Giertycha – bezpośrednie zagrożenie dla Polski, i przypieczętować ten sukces zakupieniem w Rosji rakiet zdolnych zniszczyć nie tylko Berlin i Moskwę, ale i znacznie dalej położone stolice i obiekty. Ileż to pieniędzy, krwi i bezprzykładnych klęsk Polska mogłaby sobie zaoszczędzić rezygnując z polityki wrogości wobec Rosji i dobrowolnie ją wybierając – jak radził Dmowski – na swojego najważniejszego partnera, przyjaciela i sojusznika! Lecz – niestety – dominuje u nas ta sama, co i na przełomie XVIII/XIX w. zgubna „poniatowszczyzna” i widzimy forsowanie tych samych złych rozwiązań: próby wzmacniania własnej armii (i państwa) na drodze albo współudziału w rosyjskiej agresji na muzułmańską Turcję, albo też na drodze współudziału w zachodnioeuropejskiej (nie tylko bowiem francuskiej) agresji na chrześcijańską Rosję. Ten schemat ma już ponad dwieście lat i próby te kończą się zawsze tragicznie.

Do zmilitaryzowania narodu nie wystarczą pieniądze i nowoczesna broń. Nie wystarczy samo wskazanie sojuszników i wroga. Widzieliśmy przecież członków ruskiego narodu ukraińskiego, którzy występowali przeciwko kolejnym falom przymusowej mobilizacji i masowo uchylali się od rzekomego „obowiązku” zabijania słowiańskich braci-Rosjan na wojnie w Donbasie, tak ochoczo spełnianego tutaj przez „majdanowy” element sfanatyzowany. Podobne problemy mieli organizatorzy secesji Donbasu, obrońcy ruskości spod prawosławnych sztandarów Striełkowa – nie znaleźli zbyt wielu chętnych do użycia broni.

Roman Giertych (katolik) też zastanawiał się nad problemem: jak zmusić ludzi do walki? Uderzał w tony patriotyczne („Ten jest niepodległy, kto chce nim być. Musimy po raz kolejny udowodnić, że Polacy chcą niepodległości i że są gotowi za to zapłacić. A jeżeli będziemy posiadać zdolność samodzielnego powstrzymania przez długi czas agresji rosyjskiej, to nigdy się ona nie zdarzy, a nasze relacje może nawet się poprawią.”), ale także Polakom groził: „musimy odejść od ciągle obecnego pacyfizmu, który zatruwa poglądy naszych elit. Proponowałbym konkretne zmiany prawne np. w odniesieniu do nawoływania do dezercji, które było obecne w wypowiedziach niektórych lewicowych polityków. Głoszenie takich poglądów winno się kończyć na ławie oskarżonych. Już dzisiaj wiemy, że ZSRR finansowało większość grup pacyfistycznych na Zachodzie podczas Zimnej Wojny. Nawoływanie do dezercji, sianie defetyzmu itp. musimy wyeliminować.”

Tymczasem papież Franciszek – co by o nim nie mówiono – nie jest „lewicowym politykiem finansowanym przez ZSRR”, a jednak głosi publicznie poglądy zdecydowanie antymilitarystyczne i antywojenne. W czasie swojej wizyty na włoskim cmentarzu wojennym w Redipuglia (13.09.2014) wyjaśnił on katolikom aktualną sytuację w świecie i poprosił ludzi o zmianę postawy wobec orędowników zbrojeń i wojen: „Także i dziś, po drugiej katastrofie kolejnej wojny światowej, trzeba nam być może mówić o trzeciej wojnie (światowej) rozgrywanej „na raty”, pełnej przestępstw, mordów i zniszczenia… (…) Także i dziś jest wiele ofiar… Jak to możliwe? A możliwe jest dlatego, ponieważ dzisiaj także istnieją zakulisowe interesy, plany geopolityczne, żądza pieniędzy i władzy, istnieje przemysł zbrojeniowy, który wydaje się być (w tej kwestii) tak ważny! I są planiści terroru, organizatorzy starć, a także właściciele firm zbrojeniowych, którzy mają wypisane w sercach: „Co to mnie obchodzi?”. (…) Z sercem syna, brata, ojca, proszę was wszystkich i dla nas wszystkich o nawrócenie serca: o zamianę (postawy) „Co to mnie obchodzi?” w płacz. Za wszystkich poległych w „bezsensownych rzeziach”, za wszystkie ofiary szaleństwa wojny we wszystkich czasach. Płacz. Bracia, ludzkość powinna płakać, i to jest godzina płaczu.” (tłum. GG.).

W chwili obecnej, w tej naszej „godzinie płaczu”, przestańmy myśleć o bombach i rakietach, które – jakoby – trzeba nam na gwałt zakupić, by wystrzelić je następnie na uśpione miasta naszych wschodnich braci-Słowian, na ich kobiety i dzieci. Najważniejszy jest dzisiaj pokój na świecie, a zwłaszcza trwały pokój z Rosją.

Jedna z czytelniczek dopisała pod omawianym tekstem R. Giertycha swój komentarz: „Si vis pacem, para pacem” – „Chcesz pokoju, szykuj pokój”.

To jasne i oczywiste – zwłaszcza w roku 2019.

Grzegorz Grabowski

.

„Na dzień dzisiejszy w świecie szanuje się tylko tych, którzy są silni. Chcesz pokoju – szykuj wojnę!” – pisał Roman Giertych. – Czy słusznie?

Przypisy:

[1] – Sławomir Sowa, Myśliwce F35 dla Polski to konieczny i bardzo dobry zakup. Ale same F35 to za mało https://dzienniklodzki.pl/mysliwce-f35-dla-polski-to-konieczny-i-bardzo-dobry-zakup-ale-same-f35-to-za-malo/ar/c15-14210069 (15.06.2019).

[2] – Witold Jurasz, Polskie wojsko to wyspy nowoczesności w morzu zacofania [ANALIZA] https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/polskie-wojsko-to-wyspy-nowoczesnosci-w-morzu-zacofania-analiza/rx0f0j1 (14.06.2019).

[3] – Czołg na ulicach Pajęczna. Pijany kierowca zatrzymany przez policję https://twojepajeczno.pl/wiadomosci/pajeczno/czolg-na-ulicach-pajeczna-zatrzymany-przez-policje/ (14.06.2019).

[4] – Gen. Waldemar Skrzypczak: ujawnienie tych informacji jest dla mnie zaskakujące [Wywiad Kamila Tureckiego z gen. Waldemarem Skrzypczakiem] https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gen-waldemar-skrzypczak-ujawnienie-tych-informacji-jest-dla-mnie-zaskakujace/rymnc0h (13.06.2019).

„Z naszych szacunków wynika, że w najbliższej dekadzie możemy wydać na amerykański sprzęt co najmniej 30 mld zł. Środki będą pochodziły wyłącznie z budżetu MON.” – piszą  Marek Kozubal i Zbigniew Lentowicz w tekście pt. „USA – Polska: Skok w nowoczesność” https://www.rp.pl/Kraj/190619698-USA—Polska-Skok-w-nowoczesnosc.html (13.06.2019).

[5] – Joanna Stanisławska, Przerażająca wizja polskiego generała. W tej wojnie nie daje nam szans https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/gen-waldemar-skrzypczak-rosja-bedzie-niszczyc-i-palic-wszystko-co-stanie-jej-na/e5fdqsn (29.09.2018).

[6] – Gen. Skrzypczak dla „Wprost”: Nie jesteśmy przygotowani do wojny. To będzie katastrofa, hekatomba [Rozmowa Anny Gielewskiej z gen. Waldemarem Skrzypczakiem] https://www.wprost.pl/tygodnik/10172979/Gen-Skrzypczak-dla-Wprost-Nie-jestesmy-przygotowani-do-wojny-To-bedzie-katastrofa-hekatomba.html (03.12.2018).

[7] – Roman Giertych, Czy wygralibyśmy wojnę z Rosją? https://pl-pl.facebook.com/permalink.php?story_fbid=946439885396367&id=215392231834473 (22.03.2015).

[8] – Możliwość amerykańskiej prowokacji wojennej dopuszczał doradca ministra obrony narodowej (w l. 2007-2010) i prezydenta RP (w l. 2010-2015) prof. Roman Kuźniar, nazywając ją w swym ciekawym tekście „wyprzedzającą akcją amerykańską” – zob.: Roman Kuźniar, Tarcza zimnowojennej iluzji, „Le Monde Diplomatique” (edycja polska) nr 3/2007. https://monde-diplomatique.pl/tarcza-zimnowojennej-iluzji/

*

Słowniczek pojęć:

Militaryzm – słowo użyte w piśmie „Grenzboten” w 1867 roku i stosowane przez katolików niemieckich w polemice z prowojenną polityką Prus. Militaryzm jest nie tylko polityką zbrojeń i przygotowań do wojny zaborczej, ale także tworzeniem takiej struktury władzy, w której armia i koła wojskowe mogą wywierać decydujący wpływ na cywilne organy władzy państwowej i politykę państwa.

Militaryzacja gospodarki narodowej w państwach socjalizmu liberalnego (prokapitalistycznych) wzmacnia pozycje kompleksu wojskowo-przemysłowego, tj. oligarchii finansowej i przemysłowej, powiązanej z przemysłem zbrojeniowym oraz najwyższej administracji wojskowej i kół rządowych, co skutkuje z upływem czasu coraz większą jego ingerencją w życie polityczne kraju.

Militaryzacja państwa i społeczeństwa to całościowe podporządkowanie życia gospodarczego i społecznego oraz działań administracji państwowej celom wojennym.

*

Zob. także:

W kręgu zimnowojennych iluzji https://wolna-polska.pl/wiadomosci/w-kregu-zimnowojennych-iluzji-2019-06 (16.06.2019).

7 thoughts on “Nie popierajmy zbrojeń, militaryzacji i myślenia o wojnie

  1. Co jest lepsze: byc w „pakcie” i bezbronnym i majac wrogow (wroga) czy nie byc w „pakcie” i miec jakas w miare sprawna armie i nie miec wrogow (sztucznych) ? Oni nan nie pozwola…
    Problem jest taki, ze Polakom nie wolno sie samym rzadzic… Prezydent Finlandii Kekkonen powiedzial przed laty znamienne slowa: „Nie szukajcie przyjaciol daleko a wrogow blisko…”
    Nie zgadzam sie ze szlachetnymi stwierdzeniami, ludzie sie nigdy nie zmienia, tylko silni sie
    licza…

  2. Większość babć zachwyca się wnuczkiem w mundurze. Każdy nastolatek chciałby dostać do ręki karabin i sobie postrzelać. Świat należy naprawiać od podstaw, ale ja twierdzę że to jest niemożliwe.

  3. Do : „ixi”

    No nie generalizujmy, że : ” Każdy nastolatek chciałby dostać do ręki karabin i sobie postrzelać.”

    W tym filmiku mamy dowód na to , że jest grupa ludzi myślących, którzy podejmują próbę „naprawy świata od podstaw”.

    „Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość” (Anthony de Mello) – jak mawiali hinduscy guru.

    I ta świadomość spowodowała cud – Anglicy wynieśli się z ich kraju bez walki zbrojnej…

    https://www.youtube.com/watch?v=N5rs25RjFAw

    P.S.

    Dzięki takim nielicznym stronom w necie, jak WP zaczyna się budzić świadomość w Narodzie i to jest działalność nie do przecenienia.

  4. Dzięki takim nielicznym stronom w necie, jak WP zaczyna się budzić świadomość w Narodzie i to jest działalność nie do przecenienia.————— NO NO JAK SIE TEN NAROD W TAKIM TEPIE BUDZI TO PUTIN CALA EUROPE ZAJMIE I Z POWROTEM BEDZIE WRACAL A TEN NAROD DOPIERO BEDZIE OCZY PRZECIERAL ZE SNU

Pozostaw odpowiedź elox Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *