Strona główna > Polska > Nadciąga inwazja

Nadciąga inwazja

Już od kilku tygodni słychać ten jęk, ten skowyt zalewający nas ze wszystkich stron. Można się zapytać: czy jest to tylko jęk? Czy to jest skowyt? Skowyt bezradności? A może skowyt rozpaczy? Skowyt trzody chlewnej prowadzonej pod nóż w ubojni? A może to wołanie o pomoc? Pomóżcie nam! Nie dajemy sobie już z nimi rady! Tyle lat sobie dawaliśmy radę ale przyszedł już ten czas kiedy nas pokonali. Kiedy po raz kolejny, po 50 latach powiedzieli że nas nie chcą. Kiedy znowu ośmielili się przejąć inicjatywę. I wysadzić nas z królewskiego tronu…

Kim są Ci oni? I właściwie dlaczego tak krzyczą? Przecież mają wszystko. Banki, media, korporacje, broń atomową… Czy to mało? Czy można chcieć więcej? Można. Na pewno można. Tylko jak to zrobić… Jak to zrobić, kiedy tam gdzie oni chcą przyjść, już ich nie chcą. Wejść na chama, bez pardonu, tak jak w ’44? Na zachodnich czołgach, pod czerwoną banderą, ze złotymi symbolami „władzy robotniczo-chłopskiej”… Nie. Nie da się. Ci ze wschodu też ich nie chcą. Nie wyślą im tutaj swoich tanków.

A może Ci z bliższego wschodu im pomogą. Przetrą szlaki. Nauczą nas, że nie jesteśmy i nie będziemy już sami. Bo przecież jak to tak, w dzisiejszych czasach być samym w swoim kraju? Już wszyscy są z kimś a my wciąż sami. I taki spokój na ulicach. Idziemy do pracy, wracamy, nikt nas nie zaczepia. Nie oddaje kału ani moczu na ulicy, Nie gwałci kobiet, nie wysadza się w powietrze. Nudno… A oni, Ci wschodu za którymi już się czają Ci właściwi… Ci którzy czaili się 70 lat temu, za tymi… Za tymi bezzębnymi ludźmi śniegu. Tymi którzy niczym walec miażdżyli i plugawili wszystko co napotkali na swojej drodze: nasze kobiety, dzieci… A oni tylko doglądali, czy wszystko zostało zniszczone. Czy podłoże pod nowy porządek, porządek którego nikt tutaj nie chciał zostało przygotowane.

I dzisiaj znowu chcą budować tutaj swój ład. Ład, który już opanował cały świat zachodu. Tylko czy to jest w ogóle ład? I kim właściwie budować ten ład? Ich jest tutaj za mało. Przegrali. Zeszli na margines… A Ci którzy nas zalewają od kilku lat… Ci którym Oni zniszczyli państwo i których wysłali na tułaczkę… Czy oni zburzą nasz spokój? Czy przerobią nasze społeczeństwo w bezmyślną miksturę? Nie. Oni nie potrafią. Tutaj potrzeba specjalistów. A Oni potrafią. Tylko… Przecież Oni mają już swoją ziemię. Mają swój kraj. Mają swoją twierdzę. Twierdzę otoczoną betonowym murem, wojskiem i wieżyczkami…

Tylko czy to naprawdę jest ich siedziba? A może to tylko ich długie ramię…. Ich ramię tam na pustyni, skąd Oni, Ci właściwi całe lata wydobywali czarny płyn do napędzania swoich zabawek. A dzisiaj już przestali. Dzisiaj już kopią u siebie. I ten płyn, to złoto pustyni trafia już gdzie indziej. Trafia tam na daleki wschód, gdzie mały, wielki, żółty człowiek buduje swoje imperium. I potrzebuje tego płynu więcej, więcej i więcej… A Oni, Ci właściwi, Ci którzy urzędują w otchłani biurowców Wielkiego Jabłka… Czy oni na to mogą pozwalać? Czy mogą pozwolić, żeby ich mocarstwo ustąpiło, żeby poddało się woli małego, wielkiego, żółtego narodu?

Nie mogą. Więc jakie wyjście? Zniszczyć tych zaradnych, pracowitych człowieczków? A co na to świat? Czy świat im to wybaczy? A może po prostu puścić tamten rejon z dymem. Tyle lat Oni dbali żeby każda wojna była z dala od tamtych terenów. Terenów, pod którymi leżą całe jeziora czarnego płynu. Tyle lat ściągali uwagę tych zdziczałych ludzi pustyni i walczyli z nimi tam u siebie. Byle dalej od wielkiej zatoki.

Czy więc dzisiaj przyszedł czas żeby zwinąć swój interes? Żeby przenieść tą armię najemników gdzie indziej. Żeby popilnowali Oni nas. Bo to my i nasz kraj jest dzisiaj dla nich większym interesem. Bo to tutaj, na naszej ziemi, po kolejnej, trzeciej już apokalipsie będzie złoty interes. Bo to tutaj będą krzyżować się wszystkie szlaki handlowe w nowym porządku światowym.

Ich armia już tutaj jest. Ich czyli tych właściwych. Już rozbili swoje bazy, już pilnują tubylców, już spacyfikowali nasze umysły. Już przyzwyczaili nas, że tutaj pozostaną na długie lata. Bo przecież po co zwinęli stąd cały swój katering i kazali swoim siepaczom przyzwyczajać się do naszej kuchni? Tylko Ci tubylcy… Oni akceptują tych rezunów zza oceanu, bo uwierzyli, że 5 tys. pederastów w mundurach obroni nas przed imperatorem ze wschodu. Ale jak przekonać tą autochtoniczną masę do tych znad słonej kałuży? Tych których Oni, Ci zdziczali ludzie pustyni niedługo wygonią z ich twierdzy.

A może właśnie tak, jak to się dzieje od kilku tygodni, od kiedy Oni cały czas wałkują swoją niedolę. I oskarżają nas o to co robili Ci w szarych mundurach, Ci którym Ci właściwi zza oceanu wysyłali fundusze na drugą apokalipsę. Co Oni chcą w ten sposób osiągnąć? Zmienić historię? Wyciągnąć od nas złote dukaty? Tylko po co im one? Przecież mają ich tak dużo. A może to szantaż. Szantaż moralny. Może oni nam mówią: mordowaliście nas, okradaliście nas, kolaborowaliście z tymi na lewo od was ale… Ale my możemy wam to zapomnieć. Możemy zapomnieć o odszkodowaniach, możemy przestać was szkalować… Tylko wy musicie nas tutaj wpuścić. Musicie po raz kolejny z poświęceniem bronić nas, kiedy wszyscy będą nas atakować.

Czy taki jest warunek? Czy takie instrukcje przysyła tutaj ten nowy emisariusz roześmiany od ucha do ucha, który przyjeżdża tutaj od 4 lat… Który przyjeżdża i udaje że dba o groby swoich rodaków, podczas kiedy cały czas pilnuje polityków. Pilnuje, żeby „budowa nowego MOST-u” przebiegała bez zakłóceń. Bo po co właściwie te obrady parlamentu, te połączenia lotnicze, po co te umowy między miastami, po co te wycieczki, te wymiany kadr, te muzea, te imprezy kulturalne…

Widziałem ich ostatnio. Widziałem ich na ulicy jednego z naszych miast. Szli dumnie, pewni siebie, wyprostowani wśród tych co na kolanach… Czy był to pochód turystów? Czy turyści chodzą obwieszeni swoimi flagami, demonstrując swoją siłę, swoją ważność i zaznaczając swój rejon niczym psy obszczywające ziemię? Czy turyści chodzą z obstawą swoich rezunów, wyszkolonych w mordowaniu innych ludzi? Widziałem wielu turystów ale oni nimi na pewno nie byli.

I tak szli przez opustoszałe miasto, tętniące niegdyś życiem. Mijali fabryki, które 30 lat temu produkowały wysokiej jakości produkty eksportowane nawet tam, za ocean. Fabryki które dzisiaj stoją w ruinie, bo… No właśnie dlaczego? Bo gwarantowały nam rozwój? Bo powodowały, że nasz robotnik miał pewność zatrudnienia i mógł spokojnie wychować dwójkę, trójkę albo czwórkę dzieci. Tylko co wtedy…. Co wtedy jeżeli nas by ciągle przybywało… Skąd wzięło by się dla nich miejsce? Czy to wszystko było po to? Po to żeby oni 30 lat później, 30 lat po tym jak przez nasz kraj przetoczył się walec i zniszczył wszystko co miało jakąkolwiek wartość, mogli tutaj przyjeżdżać i pokazać, że to wkrótce będzie ich. Te wszystkie tereny, na których stały nasze zakłady, ta cała ziemia, która nas karmiła w czasie kiedy wschodnia dzicz eksploatowała nasz kraj.

Ale czy to wszystko nie jest przypadkiem teorią? Wymysłem mojej wyobraźni? Ostatnio widziałem w kiosku książkę jednego z nich. Ich małego, wielkiego emisariusza… Ich emisariusza, którego chowaliśmy z narażeniem życia w naszych piwnicach. A który od 30 lat tutaj przyjeżdża… Przyjeżdża i dogląda czy już wszystko zostało zniszczone. Czy emigracja na odpowiednim poziomie. Czy ziemia leży odłogiem i czeka już na nowych osadników… Owa książka była dołączona do pewnego „prawego” czasopisma. Pomyślałem: po co my, „prawi” mamy go czytać?

Nie wystarczy im jedna gazeta, z której szambo wylewane na nasz naród przekracza wszelkie granice dobrego smaku? A może nas „prawych” wciąż trzeba przekonywać? Może my „prawi” jeszcze nie jesteśmy przekonani? Ci „lewi” już są. Ci którzy wyrzekli się swoich korzeni, swojej tożsamości, Ci którzy taplają się w błocie, łajdaczą z kim popadnie i i uważają że tak trzeba. Że przeznaczeniem naszego narodu jest być prostytutką całego świata. Oni już są przekonani. Ale są jeszcze w naszym kraju nieprzekonani. Ci którzy mogli wyjechać ale zostali. Ci którzy czczą tych, którzy walczyli z Nimi 70 lat temu. Ci którzy widząc burdel jaki Oni zrobili, tam na lewo, stanowią ostatnią linię oporu białego człowieka.

Jak ich przekonać, że tak właśnie ma być? Że wyczyszczono nasz kraj z 3 mln naszych rodaków żeby wpuścić tutaj 3 mln innych, tych którzy są tutaj potrzebni tym właściwym, zza wielkiej wody, żeby kontrolować tą „Ziemię Obiecaną”? I że inaczej być nie może? Właśnie tak – dodając ich propagandę do „prawych” gazet? Tylko czy one na pewno są „prawe”?

Ów emisariusz piszę tam, w tej swojej nowej encyklice, że za 100 lat będzie Ich tutaj, na naszej ziemi mieszkać o wiele więcej niż teraz. Jednocześnie dodaje, że Ich twierdza przetrwa. Dodaje to z dość duża dozą wątpliwości, zaznaczając że ich demografia przegrywa z demografią ich wrogów, tych zdziczałych ludzi pustyni. I to może być powodem upadku tej twierdzy. Ale czy oni mogą na to pozwolić? Na taką kompromitację? Czy nie lepiej wepchnąć swój kraj w Wielką Wojnę, pokazać że znowu ich prześladują, ale tym razem stają oni do walki. I pokazują światu, że dzisiaj potrafią walczyć. I świat, w szczególności Ci prawi, którzy jeszcze dają werbalny opór najazdowi tych barbarzyńców z południowej półkuli, zacznie ich podziwiać. Czy o to chodzi w tej rozgrywce? Czy to właśnie się stanie kiedy pierwsze armaty tam wystrzelą i wielka cywilizacja, która ugościła nas 70 lat temu zostanie przez nich zaatakowana ze wszystkich stron?

Ale czy możemy traktować poważnie słowa tego emisariusza? Czy mówi on prawdę? A może zwyczajnie nami manipuluje?

Jakiś czas temu przeczytałem dzieło innego emisariusza. Emisariusza tych właściwych, zza oceanu. Emisariusza, który przyjeżdża tutaj jak do siebie. Jakby był jednym z nas. Ubiera się w zwyczajne stroje, żeby pokazać, że tam za oceanem mieszkają tacy jak my. Ale on nie jest jednym z nas. Pracuje dla nich. Pracuje kilka przecznic od siedziby ich rudowłosego imperatora, któremu napisał przemówienie, które ten wygłosił u nas, w trakcie swojej wizyty. W owym przemówieniu wyczuć można było zagrzewanie do walki… Do walki… No właśnie, do walki w obronie kogo? Nas? A może ich?

Ów emisariusz, wydał kiedyś encyklopedię naszego nacjonalizmu. Piękna sprawa. Ich człowiek chwali nasz nacjonalizm. Tylko jaki nacjonalizm? Nacjonalizm, który służy interesom naszego narodu? Czy może ich?

W tym podręczniku możemy znaleźć takie oto słowa: „Pojawiają się pytania – czy przeprowadzą się nad Wisłę? Co w związku z tym prawica proponuje zrobić? A przecież oni i osoby ich pochodzenia już w Polsce mieszkają i tu przyjeżdżają, i będą przyjeżdżać. Zabranianie tego oznaczałoby, że prawica u nas wyrzekła się systemu wolnościowego. A tylko wolność oparta na tradycji pozwoli naszej gospodarce i narodowi wznieść się na wyżyny.”

Tak oto piewcy „naszego nacjonalizmu” zapraszani na prawicowe salony widzą naszą wolność. Wolność jest wtedy kiedy oni mogą tutaj przyjeżdżać. Zabronienie tego jest z góry określane jako wyrzeczenie się wolności. A to jeszcze nie koniec. Ów „katechizm” naszego nacjonalizmu zawiera jeszcze ciekawsze komunały: „Nie ulega wątpliwości, że każdy kraj do prawidłowego rozwoju potrzebuje emigracji. Odzwierciedla się to w żywotności takiego kraju zarówno pod względem gospodarczym jak i kulturowym, politycznym i społecznym. I dostarcza nowego materiału genetycznego, aby wzbogacić istniejący potencjał społeczeństwa. W tym kontekście oni urastają do rangi symbolu.”

I ostatni fragment: „Takiej wizji rozbudowującej się polskości sprzeciwiają się zwolennicy chamokomuny, głosząc wąsko pojmowany etnonacjonalizm, sprowadzający się do hasła, że każdy z nas musi być taki jak oni”

Czyli wszystko jasne. Każdy kto sprzeciwia się ich imigracji do naszego kraju jest komunistą, antywolnościowcem i wrogiem zaszczepiania nam „nowego materiału genetycznego”. Czy po tych słowach, napisanych przez lobbystę ich „nowego konserwatyzmu” ktoś ma wątpliwości do czego został przeznaczony nasz kraj?

Tylko skąd oni wezmą dzisiaj swoich pretorian? Tych którzy będą ich chronić. 70 lat temu kiedy tu wjeżdżali razem z hordami zdziczałych ludzi śniegu było ich wielu. Tych bandytów, sadystów i zboczeńców, których druga apokalipsa przerobiła na jeszcze gorszy element. Ale nawet oni się połapali, że coś tu nie gra. Że to my powinniśmy decydować o losach tego kraju. I nawet tacy degeneraci odkryli w sobie tożsamość, którą utracili lata temu. I powiedzieli…. Powiedzieli równo 50 lat temu, że to my będziemy tutaj rządzić. I rozległo się głośne: Aj Waj, słyszane od zakamarków wieżowców na wybrzeżu ich imperium aż po bezkresy ich pustynnej twierdzy. My was wyrwaliśmy z pańskich folwarków, zrobiliśmy z was urzędników, milicjantów a nawet ministrów a wy tak się odwdzięczacie? Aj waj !

Tak było kiedyś. A jak będzie dzisiaj? Kim dzisiaj będą ich pretorianie? Czy to będą Ci młodzi rodacy, dla których nie ma w tym kraju pracy i perspektyw a mimo to nie chcą oni opuścić swojej ziemi? Czy to będą właśnie Oni, Ci którzy zamiast pracować i zakładać rodziny, przywdziewają kamasze i idą na ochotników bronić ojczyznę przed…. No właśnie przed kim? Czy ktoś chce nas zaatakować? Czy ktoś już tankuje swoje czołgi i naoliwia w nich gąsienice żeby gładko przejechały przez naszą ziemię? Czy widać takiego na horyzoncie? Więc co oni będą bronić? A może to ich będą bronić? Może to ich będą zasłaniać swoją piersią? Tak jak ten pilot śmigłowca, który miał ściągać na siebie ogień rozgniewanych dzikich ludzi pustyni, kiedy Oni uciekali przez nasz kraj z sypiącego się czerwonego molocha.

Tylko co się stanie kiedy Oni się połapią… Kiedy się połapią, że Ci których bronią i mordercy ich dziadków mają dokładnie takie same nazwiska…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *