Strona główna > Bez kategorii > Moja kartka z kalendarza

Moja kartka z kalendarza

źródło: http://niepoprawni.pl

25 lipca 1980 r. zmarł rosyjski poeta, pieśniarz i aktor, Włodzimierz Wysocki. Tego samego dnia, choć w 1969 roku zmarł polski pisarz, Witold Gombrowicz.

I historia była uprzejma dziś zarżeć szyderczo datami z ossali: rosyjski poeta i polski pisarz mają dziś rocznicę swojej śmierci.

Gombrowicza czytałam, nie powiem, bo w czasach nie obfitujących w reformy szkolnictwa trudno było skończyć liceum, a już na pewno filologię polską Gombrowicza nie przeczytawszy.

Czytałam, bo musiałam, ale nigdy ten polski pisarz nie znalazł u mnie uznania. Za Wiki podaję, choć informację tę można znaleźć w każdej biografii pisarza: „Tuż przed wybuchem II wojny światowej Gombrowicz uczestniczył jako pasażer w dziewiczym rejsie polskiego statku pasażerskiego Chrobrego do Ameryki Południowej. Wiadomości dochodzące z kraju sprawiły, że postanowił przeczekać wojnę w Buenos Aires w Argentynie. W końcu jednak pozostał tam aż do 1963 roku”.

Prawda, jak ładnie? „Postanowił przeczekać wojnę”, która (wiadomość dla MWzWM: chodzi o II Wojnę Światową, która zaczęła się od napaści na Polskę) dotknęła w pierwszej kolejności kraj Gombrowicza. Kraj, który został zaatakowany w dwóch stron: od Zachodu i Wschodu.

Jak na ironię, dla przypomnienia, także 25 lipca 1932 roku – Polska i ZSRR zawarły w Moskwie pakt o nieagresji.

Zanim jednak Witold Gombrowicz zmarł, zdążył napisać swoje dzieła, gdzie w niejednym, z odległości wprost imponującej, bo niemal 12 500 km uprzejmy był wyzwierzać się nad polskimi przywarami narodowymi.

Nie to, żebyśmy ich nie mieli, nic z tych rzeczy. Tylko jakoś dziwnie mi zawsze wisiało i powiewało, co też Gombrowicz (który, w mojej ocenie, zwiał jak szczur z tonącego statku) ma do powiedzenia na temat wad narodowych na przykład mojego Dziadka, który w tej samej wojnie stracił zdrowie, dostał serię karabinem maszynowym po nogach, Babcia wyprzedała wszystko, łącznie z obrączkami, aby mieć na antybiotyki na ratowanie męża.

A z drugiej strony Wołodia Wysocki: ochrypły, wiecznie zbuntowany głos, zadziorne pieśni, brak pokory, papierosy i alkohol, owszem, to żadna tajemnica, ale ileż w nim było magii.

Jego płyta jest z nami tutaj. Obie córki poznały lepiej rosyjski dzięki jego pieśniom (podobnie jak pokochały francuski słuchając Piaf).

Odpowiadam więc chichotowi historii zakręcenia dat wybraną dedykacją. I, niestety, nie będę cytować polskiego pisarza.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=Y8bDI6W2w8w&feature=player_embedded#!]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.