Strona główna > Polska > Mieszanie Wisły Kijem

Mieszanie Wisły Kijem

Selektywna zbiórka śmieci miała przynieść korzyść środowisku poprzez odzyskiwanie zużytych opakowań papierowych, szklanych, metalowych, kompostowanie biodegradowalnych i  granulowanie plastiku, by powstały nowe opakowania na produkty przemysłowe. Kiedy wpajano już od przedszkola dzieciakom, by redukować, używać ponownie (szklane butelki, czy słoiki), kiwaliśmy ze zrozumieniem, że to wczesny przejaw dbałości o środowisko.

Początkowo  koszt tego pomysłu nie był odczuwalny. Skutki uboczne dały się zauważyć, gdy do ogromnych pojemników na wszystko wprowadziły się rzesze szczurów. Może z tego powodu, a może z innego, z czasem wprowadzono dla większości mieszkańców zasadę segregacji zachowując możność rezygnacji z tego rozwiązania podnosząc jednak cenę za wywóz odpadów mieszanych.  Potem przyszła kolej na segregację segregujących, bo wprowadzono wielokrotnie wyższy koszt wywozu niesegregowanych śmieci, czyli chciał nie chciał segregować musiał. Ostatecznie wszyscy dostają coraz bardziej drobiazgowe instrukcje co gdzie wolno, a czego nie. Mimo to jest mnóstwo drobiazgów w opakowaniach o złożonym składzie, gdzie człowiek ma dylemat gdzie wrzucić nakrętkę plastikową, albo metalową od szklanego opakowania kosmetyku, czy butelki po oliwie. Płacąc coraz więcej podsumujmy ten cały ambaras.

Zamiast redukcji przybyło mnóstwo plastiku w postaci ogromnej ilości okropnych pojemników, łamiących estetykę zadbanych ogrodów, podwórzy, albo jeszcze paskudniejszych plastikowych worów zalegających przed domami w dni odbioru.

Płacić musimy niezależnie od tego czy zapełnia się pojemnik na termin odbioru, czy oddajemy co drugi termin, bo nie nagromadziło się.

Kupując dowolny towar w jakimś opakowaniu klient/konsument nie ma najmniejszego wpływu na to w co producent zapakował zawartość. Wiedząc, ze w pogoni za zyskiem wykorzystywane opakowania są jak najtańsze,  wszelki nabiał zamiast w szkle jest w plastiku. Nie warto wyliczać co jeszcze, bo zdecydowana większość produktów jest w jednorazowych opakowaniach, choć nie musiałaby. Wynika stąd, że to producent niszczy środowisko, ale konsument za to ma płacić.

Stało się tak dlatego, że przyjmując tę bałamutną ideologię ochrony matki ziemi nikt nie zapytał o rachunek opłacalności całego przedsięwzięcia. Nikt nie podał autorstwa systemu, bo wtedy nie ma odpowiedzialnych za nieefektywność. Metodą spychotechniki kosztami segregacji obarczeni są konsumenci zamiast producenci. Jeśli nawet jakaś huta, zakład celulozowo-papierniczy odbiera nasze odpady, to pewnie też za jakąś odpłatnością. Składowiska śmieci zamiast przetwarzać, odzyskiwać, co najwyżej płoną metodą domina, jakby były archaicznymi spalarniami odpadów doprowadzając do skażeń powietrza, ziemi, wód gruntowych.

Trochę danych. W roku  1980 Amerykanie odzyskiwali 9,8% odpadów komunalnych. W roku 2007 było to już ponad 32%, podczas gdy Austria i Holandia odzyskiwała w 2007 roku 60%, a Wlk. Brytania tylko 27%.

W Polsce Krajowa Izba Gospodarki Odpadami zamiast zapowiadanego miliarda złotych wpływu odnotowała zaledwie 50 milionów. Jedynym jak dotąd radosnym pomysłem tej instytucji pozorów było wprowadzenie ROP (rozszerzonej odpowiedzialności producenta). Według tego pomysłu płacić za śmieci ma zanieczyszczający. Powtórzę się: konsument nie ma wpływu na rodzaj opakowania. Tymczasem, zastosowane w innych krajach tak zwane odwrócenie logistyki wędrówki śmieci przyniosło dużo lepsze efekty: śmieci wracają do producentów co skłania ich do rezygnacji z plastiku na rzecz opakowań zwrotnych, lub dających się przetworzyć. Zatem, prowadzisz browar – odbierasz własne opakowania zwrotne. Podobnie z milionami butelek napojów chłodzących, soków. Przynajmniej tutaj można byłoby zredukować, odzyskać i wtórnie wykorzystać opakowanie obniżając koszty zarówno produkcji, przez co cenę produktu, a co ważniejsze zmniejszyć ilość zdominowanych przez plastik odpadów.

 Polityka recyclingu w Polsce nie istnieje, brak wiarygodnych danych. Fikcyjne państwo stworzyło więc biurokratyczną strukturę KIGO, która nic nie robiąc w zakresie merytorycznym ma się znakomicie. Właśnie w czerwcu wybrały się nowe władze. Ględzą coś o nawiązywaniu kontaktów międzynarodowych, a my zamiast doczekać się konkretnych zmian i efektywności zbywani jesteśmy przepisami, ich nowelizacją, bo rzeczona izba jest od stanowienia przepisów, organizowania szkoleń a nie opracowywania technologii zagospodarowania odpadów. Drogo, stanowczo za drogo  kosztuje to mieszanie Wisły kijem.

Jola

One thought on “Mieszanie Wisły Kijem

  1. W rzeczywistości konsument płaci conajmniej dwa razy za to samo opakowanie.pierwszy raz przy zakupie towaru ,opakowanie nie jest za darmo a drugi raz jako opłata za to samo opakowanie w kuble na śmieci.ameryki co prawda nie odkryłem,ale większość ludzi się nad tym niezastanawia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *