Strona główna > Wyróżnione > List do Pana Doktora

List do Pana Doktora

Przynajmniej 100 lat liczy doświadczenie stosowania propagandy filmowej w oddziaływaniu na ludzką świadomość. Słowo wzmocnione obrazem ma znacznie większą skuteczność w przekonywaniu społeczeństwa o jedynie słusznych celach, środkach, autorytetach miłych władzy.

Decyzja dziarskiego lekarza zainspirowanego filmem panów Sekielskich o zrobieniu filmu o osobach działających w stowarzyszeniu STOP NOP nie wywodzi się z pobudek medycznych. Gdyby wiedziony dobrem pacjenta medyk szukał remedium na zaistniałą nieufność do roli  służby zdrowia w zajmowaniu się pacjentem, to zaproponowałby rozwiązanie, a nie filmowy paszkwil, bo na to się zapowiada. Co z filmu będą mieli pacjenci, lub ich bliscy, czy podniesie to prestiż upodlonego jak  inne zawodu lekarza?

Z punktu widzenia pacjenta spodziewałabym się wyjaśnienia

1 – dlaczego podnosząc od lat do bardzo wysokiego standard sanitarny wszystkich obiektów i pomieszczeń publicznych oraz prywatnych mamy gigantyczny rozrost przymusu, albo wymuszone propagandą strachu przed chorobami reklamowe natręctwo szczepień,

2 – dlaczego w przypadku leków krajowych czy importowanych nie istnieje niezależne krajowe laboratorium  badające zgodność składu na opakowaniu leku z zawartością. Taka zgodność wymagana jest w produktach spożywczych, przemysłowych, chemicznych.

Ograniczając się tylko  do powyższych wątpliwości, czy nie byłoby praktyczniej zebrane od ludzi datki na film przeznaczyć na sfinansowanie powstania niezależnego centralnego laboratorium analizy leków istniejących, bądź mających wejść na polski rynek. Pożytek ogromny, gdyż pacjenci odzyskaliby zaufanie do leków oraz lekarzy często zdezorientowanych przerażeniem rodziców starających się chronić dzieci  przed nadmiarem troski państwa, ponieważ wiadomo z doświadczenia osobom  dotkniętym tarapatami zdrowotnymi, że państwo dalekie jest od pomocniczości.

Naturalnie, że zatrudnieni w takiej instytucji wyspecjalizowani  laboranci nie mogliby pozostawać w jakiejkolwiek zależności od producentów, akwizytorów, czy reklamodawców, by ich opinia nie przypominała certyfikatu bezpieczeństwa sejfu bankowego wydanego przez korporację włamywaczy. Dopuszczając na rynek dany lek, czy jego zamiennik nie można byłoby polegać również na jakichkolwiek ulotkach, zaświadczeniach, dostarczanych przez producentów oferowanych specyfików.

Kiedy młody i pełen werwy medyk  zapowiada, że weźmie się za oszukańczych znachorów, naciągaczy polecających leczenie naturą zastanawiam się czy nie wie, że szybka interwencja lekarska jest marzeniem, a cierpienie podpowiada, że lepiej zrobić jakikolwiek krok, bo czekanie 2 lata w kolejkach to niechybny zgon na czym właśnie żerują hieny, szakale, cwaniacy obiecywacze, którym państwo nie zabrania uprawiać oszukańczego procederu? Panie Doktorze, oszustami zajmuje się policja, a tymi na większą skalę podobno CBA, czy CBŚ. Wystarczyłaby informacyjna strona internetowa przestrzegająca przed szalbierstwem tych hien, szakali, cwaniaków od bio-rezonansu mierzonego amperomierzem, założona przez poszkodowanych, administrowana przez medyka. Tylko tyle, a zasięg ogólnokrajowy, pożytek też w tej skali.

A co począć Panie Doktorze, gdy ciężko chory pacjent dostaje od lekarza PRODUKT LECZNICZY zamiast leku? Jak dopuszczono  i kto wydał zgodę na podobny proceder, gdzie znów ciężko chora osoba, niewykształcona, nie widzi różnicy między lekiem, a produktem leczniczym. Ma przed sobą specjalistę lekarza po wieloletnich studiach, ufa, że jest pomocny. Czy nie jest to wykorzystanie ofiary w potrzebie, która zgodzi się na wszystko, byle wrócić do zdrowia? Primum non nocere, a tu jakiś eksperyment, który uda się lub nie, a po czyjej stronie leży odpowiedzialność – pacjenta, czy lekarza?

Ciekawe też, czy młody pasjonat medycyny oponował wobec wprowadzenia marijuany do legalnego obrotu. Wszak istnieje ustawa o wychowaniu w trzeźwości. Gandzię nazwano  leczniczą dla zmylenia mało zorientowanych. Świat cały spod znaku zielonego zioła zarżał ze śmiechu, kiedy wielki polityk raper wykazał swoją skuteczność działania poprzez możność sprzedaży konopi na receptę. Jedyna różnica między legalnie kupionym w aptece, a tym od gościa w ciemnej bramie to cena. Ta w aptece jest droższa o 20 zł. Pewnie marża apteczna.

Jak to jest, Panie Doktorze, że w krajach gdzie istnieją ostre podziały zamożności ( USA) żądanie świadectw szczepień stawiane jest bezwzględnie wobec rodziców posyłających dzieci do przedszkoli, szkół publicznych, czyli wobec ludzi niezamożnych, natomiast nie  ma takiego wymogu w szkołach prywatnych. Widzi Pan, Panie Doktorze,  mój historyk opowiadał, że niewolnik mógł sobie kupić wolność, tylko ona tak słono kosztowała, że życia nie starczało, by na tę wolność zapracować. Zgodzi się Pan, Doktorze założyć krajowe laboratorium analityczne bez akceptacji którego żaden lek, czy produkt leczniczy nie zostanie podany potrzebującym?

Na marginesie. Był taki czas, gdy pewien lekarz chciał sprawdzić próg bólu do zniesienia przez pacjenta, któremu zlecono wyciąć fragment kości piszczelowej bez znieczulenia. Następnie badano okres czasu w jakim pacjent gotów był podjąć pracę. Pacjent wiedział, że pracę musiał wznowić jak najszybciej, by nie pozbawiono go życia. Ten eksperyment to Auschwitz, ten lekarz to Mengele, ten nieszczęsny pacjent to mój pradziad. Żeby nie było wątpliwości, z dziada pradziada Polak. Pozdrawiam serdecznie pana Doktora życząc by spełnił choć część nadziei pacjentów.

Z szacunkiem pozostaje

Autorka

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *