Strona główna > Polska > Łapanka w sieci, czyli PiS dotrzymuje słowa

Łapanka w sieci, czyli PiS dotrzymuje słowa

Z niesmakiem czytam komentarze „ruskich trolli”, twierdzących że PiS oszukał Polaków. Mąciciele opłacani przez Putina, piszą że filosemicki PiS oszukał w kwestii imigrantów. Innym razem, że zrobił nas w konia w kwestii wiatraków. Zastanawiam się, jak można wypisywać takie bzdury? Kto o zdrowych zmysłach atakuje rząd, na który z utęsknieniem czekaliśmy niemal ćwierć wieku, a który naszej Ojczyźnie, powoli, wszak skutecznie, przywraca wolność, rozlicza postkomunistyczne kliki z SLD, Unii Wolności, a Donald Tusk, już w zielonym mundurku czeka na odsiadkę. Przecież to niedorzeczność.

Każdy kto pozwala sobie na krytykę partii Kaczyńskiego, MUSI otrzymywać walizkę rubli, albo jest chory psychicznie. To pewne. Do Polski nie sprowadza się żadnych islamskich migrantów – jak twierdzą oszołomy z pro-rosyjskiego ruchu narodowego. Do Polski sprowadza się fachowców z Uzbekistanu i Ukrainy, którzy ratują naszą gospodarkę i dzięki którym Polska znalazła się wśród 25 najsilniejszych gospodarek na świecie. A wiatraki? Wiatraki to przecież istne błogosławieństwo dla Polski! Wiatrakowe turbiny rozwieją śmierdzące kłęby smogu unoszącego się nad polskimi miastami, a Polacy, oddając kopalnie w ręce zagranicznych specjalistów, nie będą musieli się już martwić, jak wykarmić przemęczonych górników. A w tym wszystkim pomoże nie kto inny a Dominika Kulczyk, która jeszcze niedawno oskarżyła PiS o przyzwolenie na hejt, a dziś uszczknie co nieco z 16 mld złotych przeznaczonych na wsparcie wiatrakowych farm.

 

Żartowałem. Minęły 3 lata rządów PiS i nie mam już żadnych wątpliwości, że ci potrafią (sic!) dotrzymywać słowa, ale tylko po to, by zaskarbiać sobie lewicowy elektorat, a nie spełniać obietnice wyborcze, które sprawiły, że i ja w 2015 roku (sic!) oddałem na nich głos. I tak, by lewakom zrobić dobrze, sprowadzono do Polski Uzbeków i miliony Ukraińców. Na czym to dokładnie polega? Lewica jest zaspokojona, bo po ulicach zaczynają kroczyć kolorowe dziewki z chustami na głowie, unii zrobiono dobrze i teraz grillują nas tylko w kwestii Konstytucji, prawicy się wciska, że to zagraniczni fachowcy, a każdy kto śmie krytykować poczynania PiS, przez polityków i pisowskich ratlerków z niezalezna.pl, GPC i wPolityce.pl uznawany jest za „ruskiego” mąciciela czy wywrotowca, który doprowadzi do wycofania programu 500+, który postawił na nogi pół Polski, ba, całą Polskę! Jakie to banalne. Identycznie jest z wiatrakami, które PiS zdecydowanie krytykowało przed wyborami. Dziś daje na nie grubą kasę, więc Dominika Kulczyk nie będzie już bredzić o „przyzwoleniu na hejt”, grinpisowcy będą zadowoleni, a prawicy wciśnie się kit, że to obowiązkowa walka o czyste powietrze w naszym kraju. A „krytykanci”? Opinii publicznej wmówi się, że to niewielka grupka lobbystów-oszołomów podkręcana przez publicystkę wPrawo.pl, Katarzynę Treter-Sierpińską, albo temat po prostu się przemilczy.

 

Jak zatem wytłumaczyć kłótnie pomiędzy politykami PiS i PO, czy krytykę lewicowych postulatów ze strony partii Jarosława Kaczyńskiego. To proste. W polityce każdy spełnia swoją rolę. Stąd PiS potrzebował Adama Andruszkiewicza do wciskania banialuk o wsadzaniu Tuska do więzienia, by w ten sposób przekonać do siebie znudzoną postkomunistycznymi gębami polską młodzież, a prof. Krystynę Pawłowicz do prowadzenia politycznych sporów, które odbijają się w sieci wielkim echem. To działa jak zasłona dymna, za którą rozgrywa się cała istotna polityka, a w istocie PiS dobija z lewactwem polityczny deal, jak Patryk Jaki z „tęczowym” wiceprezydentem Piotrem Guziałem. Naczelnym dowodem na to niech będą przytoczone wyżej kwestie, stanowisko ambasady RP w Londynie w sprawie mojego przyjazdu na Wyspy, ale zwłaszcza spełniona obietnica powyborcza. Było ich wiele, ale w tym miejscu mam na myśli konkretną. Chodzi o walkę z „krwiożerczym antysemityzmem” (w istocie będącym krytyką antypolonizmu).

Zaczęło się stosunkowo niewinnie. Od Joachima Brudzińskiego, który zadeklarował blokowanie na Twitterze autorów „antysemickich idiotyzmów”. Ale na tym Jojo nie poprzestał. Ostatecznie, przymilając się tropicielom „antysemitów” powołał do życia Międzyresortowy Zespół do spraw Przeciwdziałania Propagowaniu Faszyzmu i Innych Ustrojów Totalitarnych oraz Przestępstwom Inspirowanym Nienawiścią na Tle Różnic Narodowościowych, Etnicznych, Rasowych, Wyznaniowych albo ze względu na Bezwyznaniowość, czemu w rozmowie z dziennikarzem TVN24 przyklasnął Mateusz Morawiecki. Taką walkę, zwłaszcza z internetowymi „antysemitami” deklarował także totalnie zauroczony Jonnym Danielsem, doradca premiera Andrzej Pawluszek: To, z czym powinniśmy walczyć, to antysemicka mowa nienawiści w sieci. NIE MOŻE być żadnej tolerancji dla antysemickiej hate speech w Internecie. I dotrzymano słowa!

Nie wystarczyło już polowanie na Międlara w wykonaniu loży B’nai B’rith, Otwartej RP, TVN i Gazety Wyborczej czy prokuratury. Nie wystarczyło straszenie więzieniem i strzelanie ślepakami, czyli nieudolne próby przyprawienia mi gęby agresywnego bojówkarza z żółtymi papierami. Lewactwo chce więcej, dlatego polowanie nabrało jeszcze większych rozmiarów. Niczym w ulicznej łapance, prokuratura zaczęła ścigać czytelników mojego portalu wPrawo.pl, czemu lewicowa wierchuszka z pewnością przyklaśnie, a Brudziński będzie prawił o skutecznej walce z „antysemickimi trollami”, w tym ze znienawidzonym przez polityczne prostytutki Jackiem Międlarem.

Wczoraj (24 września 2018), na skrzynkę redakcji wPrawo.pl wpłynęło pismo z prokuratury, z którego wynika, że jeden z naszych Czytelników, który krytykuje roszczeniowe zachowanie społeczności żydowskiej w Polsce, może mieć kłopoty. Prokuratura prowadzi postępowanie, w trakcie którego ustala personalia jednego z naszych Czytelników, który publikuje komentarze pod pseudonimem. Z uwagi na prowadzone postępowanie, niestety nie mogę przytoczyć opublikowanego komentarza oraz pseudonimu internauty. Mogę jednak zapewnić, że zawiera on mieszczącą się w granicach wolności słowa i dobrego smaku krytykę konfliktogennych i niesprawiedliwych działań polskich rabinów i zarządców od kirkutów. Czy zatem polskie organy ścigania, ponaglane przez lewactwo, Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (od 1999 roku wciskający nam kit o „antysemickich” faktach) i aktualny rząd, biorąc przykład z Południowej Karoliny (USA),  za krytykę ludobójstwa na terenie Palestyny i żydowskich roszczeń, zaczną prowadzić łapanki i losowo wybranych polskich patriotów, będą wsadzać za kraty?

I tutaj istotna rada! W przypadku oskarżenia o napisanie danego komentarza osoba podejrzana nie powinna się do tego przyznawać oraz powinna zeznać, że do danego komputera mieli nieograniczony dostęp członkowie najbliższej rodziny, których nie będzie trzeba wskazywać jako fizycznie korzystający z urządzenia.

Ktoś powie, że to nie politycy PiS odpowiadają za postępowania prokuratorskie. To jak zatem wytłumaczyć fakt, że wpis naszego Czytelnika został opublikowany kilka dni po powołaniu resortu Brudzińskiego oraz fakt, że przed czerwcem 2018, czyli wypowiedziami Pawluszka i Brudzińskiego, prokuratorska łapanka, odbywała się tylko w lewackich wyobraźniach?

Za: https://wprawo.pl/2018/09/25/j-miedlar-pis-dotrzymuje-slowa-lapanka-w-sieci/

Data publikacji:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *