Strona główna > NWO > Apokalipsa > Kozioł ofiarny Franciszek: Jak rewolucja Vaticanum II (II Sobór Watykański) służy nowemu porządkowi świata

Kozioł ofiarny Franciszek: Jak rewolucja Vaticanum II (II Sobór Watykański) służy nowemu porządkowi świata

Od redakcji: Catholic Family News jest wdzięczna arcybiskupowi Carlo Marii Viganò za przesłanie nam kopii przemówienia, które wygłosił w miniony weekend na Konferencji Tożsamości Katolickiej (23-25 października 2020 r.) W celu publikacji na naszej stronie internetowej (pełne informacje poniżej transkrypcja). To najważniejszy wykład, który pomaga nam umieścić bieżące wydarzenia w szerszej perspektywie.

 

KONFERENCJA TOŻSAMOŚCI KATOLICKIEJ

24 października 2020 r

KOZIOŁ OFIARNY FRANCISZEK

Jak rewolucja Vaticanum II służy nowemu porządkowi świata

Arcybiskup Carlo Maria Viganò, Nuncjusz Apostolski

„Pójdź za mną i zostaw umarłym grzebanie własnych zmarłych”. Mt 8,22

 

  1. ŻYJEMY W NIEZWYKŁYCH CZASACH

Jak każdy z nas prawdopodobnie zrozumiał, znajdujemy się w historycznym momencie; wydarzenia z przeszłości, które niegdyś wydawały się oderwane, okazują się teraz jednoznacznie powiązane, zarówno pod względem zasad, które je inspirują, jak i celów, które chcą osiągnąć. Rzetelne i obiektywne spojrzenie na obecną sytuację nie może pomóc, ale uchwycić doskonałą spójność między ewolucją globalnych ram politycznych a rolą, jaką przyjął Kościół katolicki w tworzeniu Nowego Porządku Świata. Aby być bardziej precyzyjnym, należy mówić o roli tej oczywistej większości w Kościele, która w rzeczywistości jest niewielka, ale niezwykle potężna, i którą dla zwięzłości podsumuję jako głęboki kościół.

Oczywiście nie ma dwóch Kościołów, co byłoby niemożliwe, bluźniercze i heretyckie. Również jedyny prawdziwy Kościół Chrystusowy nie zawiódł dzisiaj swojej misji, zmieniając się w sektę. Kościół Chrystusowy nie ma nic wspólnego z tymi, którzy przez ostatnie sześćdziesiąt lat realizowali plan jego okupacji. Nakładanie się hierarchii katolickiej i członków głębokiego kościoła nie jest faktem teologicznym, ale raczej historyczną rzeczywistością, która wymyka się zwykłym kategoriom i jako taka musi zostać przeanalizowana.

Wiemy, że projekt Nowego Porządku Świata polega na ustanowieniu tyranii przez masonerię: projekt, który sięga rewolucji francuskiej, wieku oświecenia, końca monarchii katolickich i wypowiedzenia wojny Kościołowi. Można powiedzieć, że Nowy Porządek Świata jest antytezą chrześcijańskiego społeczeństwa, byłby urzeczywistnieniem diabolicznego Civitas Diaboli – Miasta Diabła – w opozycji do Civitas Dei – Miasta Boga – w odwiecznej walce między światłem a ciemnością, dobrem i złem, Bogiem i szatanem.

W tej walce Opatrzność postawiła Kościół Chrystusowy, a zwłaszcza Najwyższego Papieża, jako kathèkon – czyli tego, który sprzeciwia się objawieniu tajemnicy nieprawości (2 Tes 2: 6-7). A Pismo Święte ostrzega nas, że wraz z pojawieniem się Antychrysta ta przeszkoda – kathèkon – przestanie istnieć. Wydaje mi się całkiem oczywiste, że czasy ostateczne zbliżają się teraz na naszych oczach, ponieważ tajemnica niegodziwości rozprzestrzeniła się na cały świat wraz z zanikiem odważnego sprzeciwu kathèkon’a.

Jeśli chodzi o niezgodność między Miastem Bożym a Miastem Szatana, jezuicki doradca Franciszka, Antonio Spadaro, odkłada na bok Pismo Święte i Tradycję, czyniąc bergogliańskie ujęcia jego własnymi. Według dyrektora La Civiltà Cattolica, encykliki Fratelli Tutti „Pozostaje również przesłaniem o silnej wartości politycznej, ponieważ – można by powiedzieć – obala logikę apokalipsy, która panuje dzisiaj. Jest to logika fundamentalistyczna, która walczy ze światem, ponieważ wierzy, że jest on przeciwieństwem Boga, czyli idolem, a zatem musi zostać zniszczony tak szybko, jak to możliwe, aby przyspieszyć koniec czasu. Otchłań apokalipsy, w istocie, przed którą nie ma już braci: są tylko odstępcy lub męczennicy biegający „na przekór” czasu. […] Nie jesteśmy bojownikami ani odstępcami, ale wszyscy braćmi ”.

Ta strategia zdyskredytowania współrozmówcy poprzez oszczerstwo „integralisty”, ma ewidentnie na celu ułatwienie działań wroga w Kościele, dążenie do rozbrojenia opozycji i zniechęcenia do sprzeciwu. Odnajdujemy ją także w sferze obywatelskiej, gdzie demokraci i głębokie państwo przypisują sobie prawo do decydowania, komu przyznać legitymację polityczną, a kogo potępić bez odwoływania się do ostracyzmu mediów. Metoda jest zawsze ta sama, ponieważ metoda inspirująca jest taka sama. Tak jak fałszowanie historii i źródeł jest zawsze takie samo: jeśli przeszłość wypiera się rewolucyjnej narracji, zwolennicy rewolucji cenzurują przeszłość i zastępują fakt historyczny mitem. Nawet św. Franciszek jest ofiarą tego zafałszowania, które uczyniłoby go nosicielem ubóstwa i pacyfizmu, które są tak samo obce duchowi katolickiej ortodoksji, jak są instrumentalne dla dominującej ideologii. Dowodem na to jest ostatnie, oszukańcze odwołanie się do Biedak (Poverello) z Asyżu w encyklice Fratelli Tutti, aby usprawiedliwić dialog, ekumenizm i powszechne braterstwo bergogliańskiego anty-kościoła.

Nie popełnijmy błędu, przedstawiając bieżące wydarzenia jako „normalne”, oceniając, co dzieje się z kryteriami prawnymi, kanonicznymi i socjologicznymi, które zakładałaby taka normalność. W niezwykłych czasach – a obecny kryzys w Kościele jest rzeczywiście niezwykły – wydarzenia wykraczają poza zwyczajność znaną naszym ojcom. W niezwykłych czasach słyszymy, jak Papież oszukuje wiernych; popatrz na książęta Kościoła oskarżonych o zbrodnie, które w innych czasach wywołałyby przerażenie i spotkałyby się z surową karą; doświadcz w naszych kościołach liturgicznych obrzędów, które wydają się być wymyślone przez przewrotny umysł Cranmera; popatrz na prałatów niosących w procesji nieczystego bożka pachamamę do Bazyliki Świętego Piotra; i posłuchaj, jak Wikariusz Chrystusa przeprasza wyznawców tego symulakrum (podróbki religijnej), kiedy katolik odważy się wrzucić go do Tybru. W tych niezwykłych czasach słyszymy spiskowca – kardynała Godfrieda Danneelsa – mówiącego nam, że od śmierci Jana Pawła II mafia z St.Gallen knuje, aby wybrać jednego ze swoich na Tron Piotra, którym później okazał się być Jorge Mario Bergoglio. W obliczu tego niepokojącego objawienia moglibyśmy być zdziwieni, że ani kardynałowie, ani biskupi nie wyrazili oburzenia ani nie prosili aby prawda wyszła na światło dzienne.

Współistnienie dobra i zła, świętych i potępionych, w ciele kościelnym zawsze towarzyszyło ziemskim wydarzeniom Kościoła, poczynając od zdrady Judasza Iskarioty. I rzeczywiście znaczące jest to, że anty-kościół usiłuje zrehabilitować Judasza – a wraz z nim najgorszych przywódców herezji  – jako wzorowe modele, „anty-świętych” i „anty-męczenników”, a tym samym legitymizować się we własnych herezjach, niemoralności i występkach. Współistnienie – jak mówiłem – dobrych i złych, o których mówi Ewangelia w przypowieści o pszenicy i kąkolu, zdaje się przekształcić w dominację tego ostatniego nad pierwszym. Różnica polega na tym, że niegdyś pogardzane występki i odstępstwa są dziś nie tylko bardziej praktykowane i tolerowane, ale nawet wspierane i chwalone, podczas gdy cnota i wierność nauce Chrystusa są pogardzane, wyśmiewane, a nawet potępiane.

 

  1. ZMIERZCH PRAWDZIWEGO KOŚCIOŁA

Przez sześćdziesiąt lat byliśmy świadkami zaćmienia prawdziwego Kościoła przez antykościół, który stopniowo przywłaszczył sobie jego imię, okupując Kurię Rzymską i jej dykasterie, diecezje i parafie, seminaria i uniwersytety, klasztory żeńskie i klasztory męskie. Anty-Kościół przywłaszczył sobie jego autorytet, a jego duchowni noszą jego święte szaty; wykorzystuje jej prestiż i moc do przywłaszczania sobie jego skarbów, aktywów i finansów.

Tak jak w naturze, to zmierzch nie następuje od razu; przechodzi od światła do ciemności, kiedy ciało niebieskie umieszcza się między słońcem a nami. Jest to stosunkowo powolny, ale nieubłagany proces, w którym księżyc antykościelny podąża za swoją orbitą, aż nachodzi na słońce, tworząc stożek cienia, który wystaje na ziemię. Znajdujemy się teraz w tym doktrynalnym, moralnym, liturgicznym i dyscyplinarnym stożku cienia. Nie jest to jeszcze całkowite zaćmienie, które zobaczymy pod koniec czasów, pod panowaniem Antychrysta. Ale jest to częściowe zaćmienie, które pozwala nam zobaczyć świecącą koronę słońca otaczającą czarny dysk księżyca.

Proces, który doprowadził do dzisiejszego zaćmienia Kościoła, bez wątpienia rozpoczął się wraz z modernizmem. Anty-kościół podążał swoją orbitą pomimo poważnych potępień Magisterium, które w tej fazie jaśniało blaskiem prawdy. Ale wraz z Soborem Watykańskim II ciemność tego fałszywego bytu ogarnęła Kościół. Początkowo zasłaniał tylko niewielką część, ale ciemność stopniowo się zwiększała. Ktokolwiek wskazywał wtedy na słońce, wnioskując, że księżyc z pewnością je zasłoni, został oskarżony o bycie „prorokiem zagłady” z tymi formami fanatyzmu i nieumiarkowania, które wynikają z ignorancji i uprzedzeń. Przypadek arcybiskupa Marcela Lefebvre’a i kilku innych prałatów potwierdza z jednej strony dalekowzroczność tych pasterzy, z drugiej zaś niespójną reakcję ich przeciwników; którzy z obawy przed utratą władzy wykorzystali cały swój autorytet, aby zaprzeczyć dowodom i ukrywali swoje prawdziwe intencje.

Kontynuując analogię: możemy powiedzieć, że w niebie wiary zaćmienie jest zjawiskiem rzadkim i niezwykłym. Ale zaprzeczanie temu, że podczas zaćmienia rozprzestrzenia się ciemność – tylko dlatego, że nie dzieje się to w zwykłych warunkach – nie jest oznaką wiary w niezniszczalność Kościoła, ale raczej uporczywym zaprzeczeniem dowodów lub złą wiarą. Kościół Święty, zgodnie z obietnicami Chrystusa, nigdy nie zostanie opanowany przez bramy piekielne, ale to nie znaczy, że nie zostanie on – lub już nie jest – przyćmiony przez swoje piekielne fałszerstwo, ten księżyc, który nie przez przypadek widzimy pod stopami Niewiasty z Apokalipsy: „Wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, z księżycem pod Jej stopami, a na głowie korona z dwunastu gwiazd” (Ap 12,1).

Księżyc leży pod stopami Niewiasty, która jest ponad wszelką zmiennością, ponad wszelkim ziemskim zepsuciem, ponad prawem losu i królestwem ducha tego świata. A to dlatego, że ta Niewiasta, która jest jednocześnie obrazem Najświętszej Maryi i Kościoła, jest amicta sole, obleczona w Słońce Sprawiedliwości, którym jest Chrystus, „wolna od wszelkiej demonicznej mocy, kiedy bierze Ona udział w tajemnicy niezmienności Chrystusa ”(św. Ambroży). Pozostaje niezraniona, jeśli nie w swoim wojującym królestwie, z pewnością w cierpiącym w czyśćcu i w triumfującym w raju. Św. Hieronim, komentując słowa Pisma Świętego, przypomina nam, że „wrotami piekła są grzechy i występki, zwłaszcza nauki heretyków”. Wiemy zatem, że nawet „synteza wszystkich herezji” reprezentowana przez modernizm i jego zaktualizowaną wersję soborową nigdy nie może ostatecznie zaciemnić blasku Oblubienicy Chrystusa, jedynie tylko na krótki okres upadku, które Opatrzność, w swojej nieskończonej mądrości pozwolił, aby czerpać z Niej większe dobro.

 

  1. PORZUCENIE WYMIARU NADPRZYRODZOWEGO

W tym wystąpieniu chciałbym szczególnie zająć się związkiem między rewolucją Soboru Watykańskiego II a ustanowieniem Nowego Porządku Świata. Centralnym elementem tej analizy jest podkreślenie porzucenia przez hierarchię kościelną, nawet tę na szczycie, nadprzyrodzonego wymiaru Kościoła i jego eschatologicznej roli. Wraz z Soborem, Innowatorzy wymazali boskie pochodzenie Kościoła z ich horyzontu teologicznego, tworząc byt pochodzenia ludzkiego, podobny do organizacji filantropijnej. Pierwszą konsekwencją tego ontologicznego sabotażu była konieczność zaprzeczenia faktu, że Oblubienica Chrystusa nie podlega i nie może podlegać zmianie przez tych, którzy sprawują zastępczą władzę w imieniu Pana. Nie jest ona ani własnością Papieża, ani biskupów ani teologów, i jako taka każda próba „Aggiornamento” sprowadza ją do poziomu firmy, która w celu uzyskania zysku odnawia własną ofertę handlową, sprzedaje swoje resztki zapasów i podąża za chwilową modą. Z drugiej strony Kościół jest rzeczywistością nadprzyrodzoną i boską: dostosowuje sposób, w jaki głosi Ewangelię narodom, ale nigdy nie może zmienić ani treści ani jednej joty (Mt 5,18), ani zaprzeczyć jego transcendentnemu impetowi obniżając się do zwykłej służby społecznej. Z drugiej strony anty-kościół dumnie rości sobie pretensje do prawa do zmiany paradygmatu nie tylko poprzez zmianę sposobu wykładania doktryny, ale także samej doktryny. Potwierdzają to słowa komentarza Massimo Faggioli do nowej encykliki Fratelli Tutti:

„Pontyfikat Papieża Franciszka jest jak standard podniesiony przed katolickimi integralistami i tymi, którzy zrównują materialną ciągłość i tradycję: doktryna katolicka nie tylko się rozwija. Czasami ona naprawdę się zmienia: na przykład w sprawie kary śmierci i wojny ”.

Upieranie się przy tym, czego naucza Magisterium, jest bezużyteczne. Bezczelne twierdzenie Innowatorów, że mają prawo do zmiany wiary, uparcie podąża za podejściem modernistycznym.

Pierwszy błąd Soboru polega głównie na braku transcendentnej perspektywy – będącej wynikiem duchowego kryzysu, który już był utajony – oraz na próbie ustanowienia raju na ziemi ze sterylnym ludzkim horyzontem. Zgodnie z tym podejściem Fratelli Tutti widzi urzeczywistnienie ziemskiej utopii i odkupienia społecznego w ludzkim braterstwie, pax œcumenica między religiami i przyjmowaniu migrantów.

 

  1. POCZUCIE NIŻSZOŚCI I NIEDOWARTOŚCIOWANIA

Jak pisałem przy innych okazjach, rewolucyjne żądania Nouvelle Théologie znalazły żyzny grunt u Ojców Soboru z powodu poważnego kompleksu niższości w stosunku do świata. Był taki czas, w okresie powojennym, kiedy rewolucja prowadzona przez masonerię w sferze obywatelskiej, politycznej i kulturalnej naruszyła elitę katolicką, przekonując ją o jej nieadekwatności w obliczu epokowego wyzwania, które jest teraz nieuniknione. Zamiast kwestionować siebie i swoją wiarę, ta elita – biskupi, teolodzy, intelektualiści – lekkomyślnie przypisała odpowiedzialność za rychłą porażkę Kościoła jego solidnej hierarchicznej strukturze oraz monolitycznemu nauczaniu doktrynalnemu i moralnemu. Patrząc na klęskę cywilizacji europejskiej, którą Kościół pomógł uformować, elita pomyślała, że brak porozumienia ze światem był spowodowany nieustępliwością papiestwa i moralną sztywnością księży, którzy nie chcieli pogodzić się ze Zeitgeist’em i „otworzyć się”. To podejście ideologiczne wypływa z fałszywego założenia, że między Kościołem a współczesnym światem może istnieć sojusz, zgodność intencji, przyjaźń. Nic nie może być dalsze od prawdy, ponieważ nie ma wytchnienia w walce między Bogiem a szatanem, między Światłem a Ciemnością. „Wprowadzę nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; Ona zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę ”(Rdz 3:15). Jest to wrogość, której żąda sam Bóg, co stawia Najświętszą Maryję – i Kościół – jako wiecznych wrogów starożytnego węża. Świat ma swojego księcia (J 12, 31), który jest „wrogiem” (Mt 13, 28), „mordercą od początku” (J 8,44) i „kłamcą” (J 8,44). Zawarcie paktu o nie wojowaniu ze światem oznacza pogodzenie się z szatanem. To wywraca i wypacza samą istotę Kościoła, którego misją jest nawrócenie jak największej liczby dusz do Chrystusa dla większej chwały Bożej, bez użycia broni przeciwko tym, którzy chcą przyciągnąć ich do siebie i na potępienie.

Poczucie niższości i porażki Kościoła w obliczu świata stworzyło „doskonałą burzę”, aby rewolucja zakorzeniła się w Ojcach Soborowych, a co za tym idzie, w narodzie chrześcijańskim, w którym posłuszeństwo wobec Hierarchii było być może bardziej kultywowane niż wierność depozytowi wiary (depositum fidei). Powiem jasno: posłuszeństwo świętym pasterzom jest z pewnością godne pochwały, jeśli przykazania są legalne. Ale posłuszeństwo przestaje być cnotą i faktycznie staje się służalczością, jeśli jest celem samym w sobie i jeśli jest sprzeczne z celem, do którego zostało powołane, a mianowicie wiarą i moralnością. Należy dodać, że to poczucie niższości zostało wprowadzone do ciała kościelnego przez wielkie teatralne pokazy, takie jak zdjęcie tiary przez Pawła VI, powrót flagowych sztandarów osmańskich zdobytych pod Lepanto, ostentacyjne ekumeniczne uściski ze schizmatykiem Atenagoras’em, prośby o przebaczenie dla krucjat, zniesienie indeksacji, skupienie się duchowieństwa na ubogich w miejsce rzekomego triumfalizmu Piusa XII. Coup de grâce (cios zadany cierpiącemu) tej postawy został skodyfikowany w reformowanej liturgii, która objawia zawstydzenie katolickiego dogmatu, uciszając go – a tym samym pośrednio zaprzeczając mu. Zmiana rytuału spowodowała zmianę doktrynalną, która doprowadziła wiernych do przekonania, że Msza św. jest prostą ucztą braterską, a Najświętsza Eucharystia jest jedynie symbolem obecności Chrystusa wśród nas.

 

  1. „IDEM SENTIRE” REWOLUCJI I SOBORU

Poczucie nieadekwatności Ojców Soboru wzrosło tylko dzięki pracy Innowatorów, których heretyckie idee zbiegły się z wymaganiami świata. Analiza porównawcza myśli współczesnej potwierdza idem sentire [to samo uczucie lub ten sam umysł] spiskowców z każdym elementem rewolucyjnej ideologii:

– przyjęcie zasady demokratycznej jako legitymizującego źródła władzy, w miejsce boskiego prawa monarchii katolickiej (w tym papiestwa);

– tworzenie i gromadzenie organów władzy zamiast osobistej odpowiedzialności i hierarchii instytucjonalnej;

– wymazanie przeszłości historycznej, oceniane za pomocą dzisiejszych parametrów, które nie są w stanie obronić tradycji i dziedzictwa kulturowego;

– akcent na wolność jednostki i osłabienie pojęcia odpowiedzialności i obowiązku;

– ciągła ewolucja moralności i etyki, pozbawiona w ten sposób swej niezmiennej natury i jakiegokolwiek transcendentnego odniesienia;

– domniemany świecki charakter państwa, w miejsce słusznego podporządkowania ładu cywilnego Królestwu Jezusa Chrystusa i ontologicznej wyższości misji Kościoła nad sferą tymczasową;

– równość religii nie tylko wobec państwa, ale nawet jako ogólna koncepcja, do której Kościół musi się dostosować, wbrew obiektywnej i koniecznej obronie Prawdy i potępienia błędu;

– fałszywa i bluźniercza koncepcja godności człowieka jako wrodzonej mu naturalności, oparta na zaprzeczeniu grzechu pierworodnemu i potrzebie Odkupienia jako przesłanki podobania się Bogu, zasłużenia na Jego łaskę i osiągnięcia wiecznego szczęścia;

– podważanie roli kobiet, pogarda dla nich i pogarda dla przywileju macierzyństwa;

– prymat materii nad duchem;

– fideistyczny stosunek do nauki, w obliczu bezwzględnej krytyki religii na fałszywych podstawach naukowych.

Wszystkie te zasady, propagowane przez ideologów masonerii i zwolenników Nowego Porządku Świata, pokrywają się z rewolucyjnymi ideami Soboru:

– demokratyzacja Kościoła rozpoczęła się wraz z Lumen Gentium, a dziś realizuje się na drodze synodalnej Bergoglia;

– tworzenie i gromadzenie organów władzy zostało osiągnięte poprzez delegowanie ról decyzyjnych na Konferencje Episkopatów, Synody Biskupów, Komisje, Rady Duszpasterskie itp.;

– przeszłe i chwalebne tradycje Kościoła są oceniane zgodnie z nowoczesną mentalnością i potępiane, aby uzyskać przychylność współczesnego świata;

– „wolność dzieci Bożych”, o której teoretyzował Sobór Watykański II, została ustanowiona niezależnie od moralnych obowiązków jednostek, które według baśni soborowych są zbawione, niezależnie od ich wewnętrznych skłonności i stanu duszy;

– zaciemnianie odwiecznych odniesień moralnych doprowadziło do zrewidowanej doktryny o karze śmierci; a wraz z Amoris Laetitia, dopuszczenie cudzołożników publicznych do Sakramentów, rozbijając sakramentalną budowlę;

– przyjęcie koncepcji sekularyzmu doprowadziło do zniesienia religii państwowej w krajach katolickich. Zachęcone przez Stolicę Apostolską i Episkopat, doprowadziło to do utraty tożsamości religijnej i uznania praw sekt, a także do zatwierdzenia norm naruszających prawo naturalne i boskie;

– wolność religijna, o której mowa w Dignitatis Humanae, została dziś doprowadzona do logicznych i skrajnych konsekwencji w deklaracji z Abu Zabi i ostatniej encyklice Fratelli Tutti, co sprawia, że zbawcza misja Kościoła i samo Wcielenie stają się przestarzałe;

– teorie dotyczące godności człowieka w sferze katolickiej doprowadziły do nieporozumień co do roli świeckich w odniesieniu do kapłańskiej roli duchowieństwa i do osłabienia hierarchicznej struktury Kościoła. Natomiast przyjęcie ideologii feministycznej jest wstępem do przyjęcia kobiet do święceń kapłańskich;

– przesadne zaabsorbowanie doczesnymi potrzebami ubogich, tak typowe dla lewicy, przekształciło Kościół w rodzaj stowarzyszenia opiekuńczego, ograniczając jego działalność do sfery czysto materialnej, niemal do porzucenia duchowości;

– podporządkowanie się współczesnej nauce i postępowi technicznemu doprowadziło Kościół do wyparcia się „Królowej Nauki” [wiary], do „demitologizacji” cudów, do zaprzeczenia nieomylności Pisma Świętego, do odniesienia się do najświętszych tajemnic naszej świętej religii jako „mity” lub „metafory”, świętokradczo sugerujące, że przeistoczenie i samo zmartwychwstanie są „magiczne” (nie należy rozumieć ich dosłownie, ale raczej symbolicznie), a opisanie wzniosłych dogmatów Maryjnych to „tonterias” [nonsens].

Istnieje niemal groteskowy aspekt tego poziomowania i ogłupienia hierarchii, aby dostosować się do głównego nurtu myśli. Pragnienie hierarchii, by zadowolić prześladowców i służyć swoim wrogom, zawsze przychodzi za późno i nie jest zsynchronizowane, co sprawia wrażenie, że biskupi są nieodwracalnie przestarzali, a nawet nie nadążają za duchem czasu. Prowadzą tych, którzy widzą ich tak entuzjastycznie patrzących przez palce na własne unicestwienie, aby wierzyli, że ta demonstracja kurtyzan poddaniu się poprawności politycznej pochodzi nie tyle z prawdziwej perswazji ideologicznej, ale raczej ze strachu przed usunięciem, utratą władzy i nie posiadania już prestiżu, który niemniej świat im płaci. Nie zdają sobie sprawy – albo nie chcą przyznać – że prestiż i autorytet, którego są opiekunami, pochodzi z autorytetu i prestiżu Kościoła Chrystusowego, a nie z nędznego, żałosnego fałszerstwa, które zaprojektowali.

Kiedy ten anty-kościół zostanie w pełni ugruntowany w całkowitym zmierzchu Kościoła Katolickiego, autorytet jego przywódców będzie zależał od stopnia podporządkowania do Nowego Porządku Świata, który nie będzie tolerował żadnych odstępstw od własnego wyznania i bezwzględnie zastosuje do tego dogmatyzm, fanatyzm i fundamentalizm, które wielu prałatów i samozwańczych intelektualistów krytykuje w tych, którzy pozostają dziś wierni Magisterium. W ten sposób głęboki kościół może nadal nosić znak firmowy „Kościół Katolicki”, ale będzie niewolnikiem myślenia Nowego Porządku, przypominającym Żydów, którzy po zaprzeczeniu Królestwu Chrystusa przed Piłatem zostali zniewoleni przez cywilny autorytet ich czasów: „Nie mamy innego króla, jak tylko Cezara” (J 19,15). Dzisiejszy Cezar nakazuje nam zamknąć kościoły, założyć maskę i zawiesić obchody pod pretekstem pseudo-pandemii. Reżim komunistyczny prześladuje chińskich katolików, a świat słyszy tylko milczenie Rzymu. Jutro nowy Tytus splądruje świątynię Soborową, transportując jej szczątki do jakiegoś muzeum, a boska zemsta z rąk pogan zostanie ponownie dokonana.

 

  1. ZASADNICZA ROLA UMIARKOWANYCH KATOLIKÓW W REWOLUCJI

Niektórzy mogą powiedzieć, że soborowi ojcowie i papieże, którzy przewodniczyli temu zgromadzeniu, nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji, jakie ich zatwierdzenie, dokumentów Soboru Watykańskiego III będzie miało dla przyszłości Kościoła. Gdyby tak było – tj. gdyby były jakieś późniejsze żale w ich pośpiesznym zatwierdzeniu tekstów heretyckich lub bliskich herezji – trudno jest zrozumieć, dlaczego nie byli w stanie natychmiast powstrzymać nadużyć, poprawić błędów, wyjaśnić nieporozumień i zaniedbań. A przede wszystkim niezrozumiałe jest, dlaczego władza kościelna była tak bezlitosna wobec tych, którzy bronili katolickiej prawdy, a jednocześnie tak strasznie przychylali się buntownikom i heretykom. W każdym razie odpowiedzialność za kryzys soborowy należy położyć u stóp Urzędu, który nawet pośród tysiąca wezwań do kolegialności i pasterstwa zazdrośnie strzegł swoich prerogatyw, wykonując je tylko w jednym kierunku, to znaczy przeciwko pussilus grex [małemu stadku] a nigdy przeciwko wrogom Boga i Kościoła. W bardzo rzadkich wyjątkach, kiedy teolog heretyk lub zakonnik rewolucjonista został ocenzurowany przez Święte Oficjum, stanowią jedynie tragiczne potwierdzenie reguły, która była egzekwowana od dziesięcioleci; nie wspominając już o tym, że wielu z nich w ostatnim czasie zostało zrehabilitowanych bez wyrzeczenia się swoich błędów, a nawet awansowano na stanowiska instytucjonalne w Kurii Rzymskiej lub Papieskich Ateneum.

Taka jest rzeczywistość, jak wynika z mojej analizy. Wiemy jednak, że oprócz postępowego skrzydła soboru i tradycyjnego skrzydła katolickiego istnieje część Episkopatu, duchowieństwo i lud, który stara się zachować równy dystans od tego, co uważa za dwie skrajności. Mówię o tak zwanych „konserwatystach”, to znaczy centrowej części ciała kościelnego, która skończy „niosąc wodę” dla rewolucjonistów, ponieważ odrzucając ich ekscesy, wyznaje te same zasady. Błąd „konserwatystów” polega na nadawaniu negatywnej konotacji tradycjonalizmowi i umieszczaniu go po przeciwnej stronie progresywizmu. Ich aurea mediocritas (filozofia szczęśliwego życia) przez media polega na arbitralnym ustawianiu się nie między dwoma występkami, ale między cnotą a występkiem. To oni krytykują ekscesy pachamamy lub najbardziej ekstremalnych stwierdzeń Bergoglio, ale nie tolerują kwestionowania Soboru, nie mówiąc już o nieodłącznym związku między soborowym rakiem a obecnymi przerzutami nowotworowymi. Korelacja pomiędzy konserwatyzmem politycznym a konserwatyzmem religijnym polega na przyjęciu „centrum”, syntezy między „prawicową” tezą a „lewicową” antytezą, zgodnie z heglowskim podejściem, tak cenionym przez umiarkowanych zwolenników Soboru.

W sferze cywilnej głębokie państwo radziło sobie z politycznym i społecznym sprzeciwem, wykorzystując organizacje i ruchy, które są tylko pozornie opozycyjne, ale w rzeczywistości są instrumentalne dla utrzymania władzy. Podobnie w sferze eklezjalnej Kościół głęboki posługuje się umiarkowanymi „konserwatystami”, aby sprawiać wrażenie oferowania wolności wiernym. Na przykład samo Motu Proprio Summorum Pontificum, uznając celebrację w formie nadzwyczajnej, domaga się saltem implicite, przynajmniej nie wprost, abyśmy przyjęli Sobór i uznali legalność zreformowanej liturgii. Ta sztuczka uniemożliwia tym, którzy czerpią korzyści z Motu Proprio, wniesienia sprzeciwu lub ryzykują rozpadem wspólnot Ecclesia Dei. I zaszczepia w chrześcijanach niebezpieczną ideę, że dobro, aby miało legalność w Kościele i społeczeństwie, musi koniecznie towarzyszyć czemuś złemu lub przynajmniej coś mniej dobremu. Jednak tylko zbłąkany umysł starałby się zapewnić równe prawa zarówno dobru, jak i złu. Nie ma to większego znaczenia, jeśli ktoś osobiście opowiada się za dobrem, kiedy uznaje prawomocność tych, którzy opowiadają się za złem. W tym sensie „wolność wyboru” aborcji, którą teoretyzują demokratyczni politycy, znajduje swoją przeciwwagę w nie mniej odbiegającej od normy „wolności religijnej” teoretycznie sformułowanej przez sobór, której dziś uparcie broni anty-kościół. Jeśli katolikowi nie wolno popierać polityka, który broni prawa do aborcji, to jeszcze mniej dopuszczalne jest zatwierdzanie prałata, który broni „wolności” jednostki do narażania swojej nieśmiertelnej duszy przez „wybór” pozostania w śmiertelnym grzechu. To nie jest litość; jest to rażące zaniedbanie duchowego obowiązku przed Bogiem w celu uzyskania przychylności i aprobaty człowieka.

 

  1. „OTWARTE SPOŁECZEŃSTWO” I „OTWARTA RELIGIA”

Ta analiza nie byłaby kompletna bez słowa o neo-języku, tak popularnym w sferze kościelnej. Tradycyjne słownictwo katolickie zostało celowo zmodyfikowane w celu zmiany wyrażanych w nim treści. To samo wydarzyło się w liturgii i głoszeniu kazań, gdzie jasność katolickiej prezentacji została zastąpiona dwuznacznością lub ukrytym zaprzeczeniem dogmatycznej prawdy. Przykłady są nieskończone. Zjawisko to sięga również czasów Soboru Watykańskiego II, który dążył do wypracowania „katolickich” wersji sloganów świata. Niemniej jednak chciałbym podkreślić, że wszystkie te wyrażenia zapożyczone ze świeckich  leksykonów są również częścią neo-języka. Rozważmy naleganie Bergoglio na „kościół otwarty”, na otwartość jako wartość pozytywną. Podobnie cytuję teraz z Fratelli Tutti:

„Ludzie żyjący i dynamiczni, ludzie z przyszłością, są stale otwarci na nową syntezę dzięki swojej zdolności przyjmowania różnic” (Fratelli Tutti, 160).

„Kościół jest domem z otwartymi drzwiami” (FT 276).

„Chcemy być Kościołem, który służy, opuszcza dom i wychodzi ze swoich miejsc kultu, wychodzi ze swoich zakrystii, aby towarzyszyć życiu, podtrzymywać nadzieję, być znakiem jedności… budować mosty, burzyć mury, aby zasiać ziarno pojednania ”(FT).

Podobieństwo do Open Society, do którego dążyła globalistyczna ideologia Sorosa, jest tak uderzające, że prawie stanowi dla niej kontrapunkt Otwartej Religii.

A ta Otwarta Religia doskonale wpisuje się w intencje globalizmu. Od politycznych spotkań „dla Nowego Humanizmu” pobłogosławionych przez przywódców Kościoła po udział postępowej inteligencji w zielonej propagandzie – wszystko to goni za myślą głównego nurtu, w smutnej i groteskowej próbie zadowolenia świata. Surowy kontrast ze słowami Apostoła jest jasny: „Czy teraz staram się zdobyć uznanie ludzi, czy Boga? A może próbuję zadowolić ludzi? Gdybym nadal starał się podobać ludziom, nie byłbym sługą Chrystusa ”(Gal. 1:10).

Kościół katolicki żyje pod oceną Boga; istnieje dla Jego chwały i dla zbawienia dusz. Anty-kościół żyje pod okiem świata, ulegając bluźnierczej apoteozie człowieka i potępieniu dusz. Podczas ostatniej sesji Soboru Watykańskiego II, w obecności wszystkich ojców synodalnych, w Bazylice Watykańskiej zabrzmiały te zdumiewające słowa Pawła VI:

„Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią (bo taka jest) człowieka, który stał się Bogiem. I co się stało? Czy doszło do starcia, bitwy, potępienia? Mogło być, ale nie było. Stara historia Samarytanina była wzorem duchowości soboru. Całość przeniknęło uczucie bezgranicznej sympatii. Uwaga naszego soboru została pochłonięta odkryciem ludzkich potrzeb (a potrzeby te rosną proporcjonalnie do wielkości, którą syn ziemi rości sobie). Ale wzywamy tych, którzy nazywają się współczesnymi humanistami i którzy wyrzekli się transcendentnej wartości najwyższych rzeczywistości, aby przypisali soborowi przynajmniej jedną zaletę i uznali nasz własny nowy typ humanizmu: my także w rzeczywistości, my bardziej niż ktokolwiek inny szanujemy ludzkość ”.

To współczucie – w etymologicznym sensie συμπάϑεια, czyli uczestnictwo w uczuciach drugiego – jest osobowością soboru i nowej religii (bo taka jest) anty-kościoła. Anty-kościół zrodzony z nieczystego związku między Kościołem a światem, między niebiańskim Jeruzalem a piekielnym Babilonem. Zwróćcie uwagę: po raz pierwszy Papież wspomniał o „nowym humanizmie” podczas ostatniej sesji Soboru Watykańskiego II, a dziś znajdujemy go powtarzane jak mantra przez tych, którzy uważają go za doskonały i spójny wyraz rewolucjonistów [stan umysłu] Soboru.

Zawsze, mając na względzie tę wspólnotę intencji pomiędzy Nowym Porządkiem Świata a anty-kościołem, musimy pamiętać o Global Compact on Education (Globalne Porozumienie w Sprawie Edukacji), projekcie zaprojektowanym przez Bergoglio, aby „wywołać zmianę na skalę planetarną, tak aby edukacja była wynalazcą braterstwa, pokoju i sprawiedliwości. Jeszcze pilniejsza potrzeba w tym okresie naznaczonym pandemią ”. Ten „proces formacji w relacji i kulturze spotkania, propagowany we współpracy z ONZ, znajduje również przestrzeń i wartość we „wspólnym domu” wszystkich stworzeń, ponieważ ludzie, tak jak są ukształtowani zgodnie z logiką wspólnoty i solidarności , już pracują, aby „odzyskać pogodną harmonię ze stworzeniem” i skonfigurować świat jako „przestrzeń prawdziwego braterstwa” (Gaudium et Spes, 37) ”.  Jak widać, odniesienie ideologiczne jest zawsze i tylko do Soboru Watykańskiego II, bo dopiero od tego momentu anty-kościół postawił człowieka na miejscu Boga, stworzenie na miejscu Stwórcy.

„Nowy humanizm” ma oczywiście ramy środowiskowe i ekologiczne, w które wszczepione są zarówno encyklika Laudato Sì, jak i Zielona Teologia – „Kościół o amazońskiej twarzy” Synodu Biskupów z 2019 r., z jego bałwochwalczym kultem pachamamy (matki ziemi) w obecności Rzymskiego Sanhedrynu. Postawa Kościoła podczas Covid-19 pokazała, z jednej strony, poddanie się hierarchii dyktatom państwa, z pogwałceniem Libertas Ecclesiae, której Papież powinien był zdecydowanie bronić. Ukazał również zaprzeczenie jakiegokolwiek nadprzyrodzonego znaczenia pandemii, zastępując sprawiedliwy gniew Boga obrażonego niezliczonymi grzechami ludzkości i narodów bardziej niepokojącą i destrukcyjną furią Natury, urażoną brakiem szacunku dla środowiska. Chciałbym podkreślić, że przypisanie Naturze osobistej tożsamości, niemal obdarzonej intelektem i wolą, jest wstępem do jej przebóstwienia. Widzieliśmy już świętokradcze preludium do tego, pod samą kopułą Bazyliki Świętego Piotra.

Najważniejsze jest to: zgodność anty-kościoła z dominującą ideologią współczesnego świata ustanawia rzeczywistą współpracę z potężnymi przedstawicielami głębokiego państwa, począwszy od tych, którzy pracują na rzecz „zrównoważonej gospodarki” z udziałem Jorge Mario Bergoglio, Bill Gates’a, Jeffrey Sachs’a, John Elkann’a, Gunter Pauli’a.

Warto pamiętać, że zrównoważona gospodarka ma również wpływ na rolnictwo i ogólnie na świat pracy. Głębokie państwo musi zapewnić tanią siłę roboczą poprzez imigrację, która jednocześnie przyczynia się do zniesienia religijnej, kulturowej i językowej tożsamości zaangażowanych narodów. Głęboki Kościół nadaje ideologiczną i pseudo teologiczną podstawę temu planowi inwazji, a jednocześnie gwarantuje udział w lukratywnej działalności hotelarskiej. Możemy zrozumieć naleganie Bergoglio na temat imigrantów, powtórzone również w Fratelli Tutti: „Szerzy się ksenofobiczna mentalność zamknięcia i powściągliwości” (FT 39. „Migracje będą stanowić fundament przyszłości świata” (FT 40). Bergoglio użył wyrażenia „element założycielski”, stwierdzając, że nie można postawić hipotezy o przyszłości bez migracji.

Pozwólcie, że pokrótce przedstawię sytuację polityczną w Stanach Zjednoczonych w przededniu wyborów prezydenckich. Fratelli Tutti wydaje się być formą watykańskiego poparcia dla kandydata Demokratów, będącego w wyraźnej opozycji do Donalda Trump’a, i nastąpiło kilka dni po tym, jak Franciszek odmówił udzielenia audiencji sekretarzowi stanu Mike’owi Pompeo w Rzymie. To potwierdza, po której stronie są dzieci światłości i kim są dzieci ciemności.

 

  1. IDEOLOGICZNE PODSTAWY „BRATERSTWA”

Temat braterstwa, obsesja Bergoglio, znajduje swoje pierwsze sformułowanie w Nostra Ætate i Dignitatis Humanae. Ostatnia encyklika, Fratelli Tutti, jest manifestem tej masońskiej wizji, w której wołanie Liberté, Égalité, Fraternité zastąpiło Ewangelię, ze względu na jedność między ludźmi, która pomija Boga. Zwróćcie uwagę, że dokument o ludzkim braterstwie na rzecz pokoju na świecie i wspólnego życia, podpisany w Abu Zabi 4 lutego 2019 roku, był dumnie broniony przez Bergoglio następującymi słowami:

„Z katolickiego punktu widzenia dokument nie wyszedł ani o milimetr poza Sobór Watykański II”.

Kardynał Miguel Ayuso Guixot, Przewodniczący Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, komentuje w La Civiltà Cattolica:

„Wraz z Soborem wał stopniowo pękał, a następnie pękł: rzeka dialogu rozprzestrzeniła się wraz z deklaracjami soboru Nostra Ætate w sprawie relacji między Kościołem a wyznawcami innych religii oraz Dignitatis Humanae na temat wolności religijnej, tematów i dokumentów, które są ściśle powiązane ze sobą nawzajem i pozwoliły św. Janowi Pawłowi II ożywić spotkania, takie jak Światowy Dzień Modlitw o Pokój w  Asyżu 27 października 1986 i Benedyktowi XVI, dwadzieścia pięć lat później, abyśmy żyli w mieście św. Franciszka w Dniu Refleksji, Dialogu i Modlitwy o Pokój i Sprawiedliwość na Świecie – Pielgrzymi Prawdy, Pielgrzymi Pokoju. Dlatego zaangażowanie Kościoła katolickiego w dialog międzyreligijny, który otwiera drogę do pokoju i braterstwa, jest częścią jego pierwotnej misji i ma swoje korzenie w soborze ”.

Po raz kolejny rak Soboru Watykańskiego II potwierdza, że to on jest źródłem przerzutów Bergogliańskich. Fil rouge [wspólna nić], która łączy Sobór z kultem pachamamy, przechodzi również przez Asyż, jak słusznie zauważył mój brat Atanazy Schneider w swoim niedawnym przemówieniu.

A mówiąc o anty-kościele, biskup Fulton Sheen tak opisuje Antychrysta: „Ponieważ jego religią będzie braterstwo bez ojcostwa Bożego, zwiedzie on nawet wybranych”. Wydaje się, że widzimy proroctwo czcigodnego amerykańskiego arcybiskupa spełniające się na naszych oczach.

Nic więc dziwnego, że niesławna Wielka Loża Hiszpanii, po serdecznych gratulacjach swojemu paladynowi (znakomitemu rycerzowi) wyniesionemu na tron, ponownie złożyła hołd Bergoglio następującymi słowami:

„Wielka zasada tej początkowej szkoły nie zmieniła się od trzech stuleci: budowa uniwersalnego braterstwa, w którym ludzie nazywają się braćmi, wykraczając poza swoje własne przekonania, ideologie, kolor skóry, pochodzenie społeczne, język, ich kulturę czy ich narodowość. To braterskie marzenie zderzyło się z religijnym fundamentalizmem, który w przypadku Kościoła Katolickiego doprowadził do ostrych tekstów potępiających tolerancję masonerii w XIX wieku. Najnowsza encyklika papieża Franciszka pokazuje, jak daleko obecny Kościół katolicki jest od swoich poprzednich stanowisk. W „Fratelli Tutti” papież zawarł Powszechne Bractwo, wielką zasadę współczesnej masonerii ”.

Reakcja Loży Wielkiego Wschodu Włoch nie jest odmienna:

„Są to zasady, do których masoneria zawsze dążyła i których strzegła w celu wyniesienia ludzkości”.

Austen Ivereigh, hagiograf (autor opisujący życie świętego) Bergoglio, z satysfakcją potwierdza tę interpretację, którą katolik słusznie uznałby za co najmniej niepokojącą.

Pamiętam, że w masońskich dokumentach Alta Vendita od XIX wieku planowano infiltrację masonerii w Kościele:

„Ty także złowisz kilku przyjaciół i poprowadzisz ich do stóp Stolicy Apostolskiej. Będziesz głosił rewolucję w tiarze i kapie, postępującą pod krzyżem i sztandarem, rewolucję, która będzie potrzebować tylko niewielkiej pomocy, aby podpalić kwatery świata ”.

 

  1. SABOTAŻ INDYWIDUALNEJ I SPOŁECZNEJ RELACJI Z BOGIEM

Pozwolę sobie zakończyć tę analizę powiązań między Soborem a obecnym kryzysem, podkreślając radykalne zmiany, które uważam za niezwykle ważne i znaczące. Mam na myśli relację indywidualnego świeckiego i wspólnoty wiernych z Bogiem. Podczas gdy w Kościele Chrystusowym relacja duszy z Panem jest wybitnie osobista, nawet jeśli jest przekazywana przez Najświętszego Szafarza w czynności liturgicznej, w kościele soborowym przeważają więzi wspólnotowe i grupowe. Pomyślcie o ich uporze, by chrzest dziecka lub ślub pary małżeńskiej uczynić „aktem wspólnoty”; lub niemożność przyjęcia Komunii św. indywidualnie poza Mszą św. oraz powszechną praktykę przystępowania do Komunii podczas Mszy nawet bez koniecznych warunków. Wszystko to jest sankcjonowane na podstawie protestantyzowanej koncepcji uczestnictwa w uczcie eucharystycznej, z której żaden gość nie jest wykluczony. W takim rozumieniu wspólnoty człowiek traci swoją indywidualność, zatracając się w anonimowej wspólnocie celebracji. W ten sposób relacja ciała społecznego z Bogiem zanika w personalizmie, który eliminuje rolę pośrednictwa zarówno Kościoła, jak i państwa. W tę dziedzinę moralności wkracza również indywidualizacja, gdzie prawa i preferencje jednostki stają się podstawą wykorzenienia moralności społecznej. Odbywa się to w imię „łączności”, która legitymizuje każdy występek i aberrację moralną. Społeczeństwo – rozumiane jako zjednoczenie kilku jednostek zmierzające do osiągnięcia wspólnego celu – dzieli się na wielorakość jednostek, z których każda ma swój własny cel. Jest to rezultat przewrotu ideologicznego, który zasługuje na dogłębną analizę ze względu na jego implikacje zarówno w sferze kościelnej, jak i obywatelskiej. Jest jednak oczywiste, że pierwszy krok tej rewolucji można znaleźć w ludziach soborowych, poczynając od indoktrynacji ludu chrześcijańskiego utworzonego przez Liturgię Reformowaną, w której jednostka wtapia się w zgromadzenie poprzez zdepersonalizowanie siebie i społeczność przekształca się w zbiór jednostek, tracąc swoją tożsamość.

 

  1. PRZYCZYNA I SKUTEK

Filozofia uczy nas, że przyczynie zawsze odpowiada określony skutek. Widzieliśmy, że działania przeprowadzone podczas Soboru Watykańskiego II przyniosły pożądany skutek, nadając konkretną formę temu antropologicznemu zwrotowi, który dzisiaj doprowadził do apostazji antykościelnej i zaćmienia prawdziwego Kościoła Chrystusowego. Musimy zatem zrozumieć, że jeśli chcemy cofnąć szkodliwe skutki, które przed nami widzimy, konieczne i nieodzowne jest usunięcie czynników, które je spowodowały. Jeśli taki jest nasz cel, jasne jest, że zaakceptowanie – a nawet częściowe zaakceptowanie – tych rewolucyjnych zasad uczyniłoby nasze wysiłki bezużytecznymi i przyniosłyby efekt przeciwny do zamierzonego. Dlatego musimy mieć jasność co do celów, które należy osiągnąć, kierując nasze działania ku celom. Ale wszyscy musimy być świadomi, że w tej pracy przywracania nie ma żadnych wyjątków od zasad, właśnie dlatego, ponieważ brak dzielenia się nimi uniemożliwiłby jakiekolwiek szanse powodzenia.

Odłóżmy więc raz na zawsze na bok próżne różnice dotyczące domniemanej dobroci Soboru, zdrady woli ojców synodalnych, litery i ducha Soboru Watykańskiego II, wagi Urzędu Nauczycielskiego (lub jej braku) jego aktów i hermeneutyki ciągłości wobec rozłamu. Anty-kościół użył określenia „Rada Ekumeniczna”, aby nadać autorytet i moc prawną swemu rewolucyjnemu programowi, tak jak Bergoglio nazywa swój polityczny manifest lojalności wobec Nowego Porządku Świata „encykliką”. Przebiegłość wroga odizolowała zdrową część Kościoła, rozdartego między koniecznością uznania wywrotowego charakteru dokumentów soborowych, a tym samym koniecznością wykluczenia ich z trzonu Magisterium, a koniecznością zaprzeczenia rzeczywistości, ogłaszając je apodyktycznie ortodoksyjnymi w celu aby chronić nieomylności Magisterium. Dubia reprezentowała upokorzenie dla tych Książąt Kościoła, ale bez rozwiązania węzłów doktrynalnych, na które zwrócił uwagę Rzymski Papież. Bergoglio nie odpowiada, właśnie dlatego, że nie chce zaprzeczyć lub potwierdzić ukrytych błędów, narażając się tym samym na ryzyko uznania go za heretyka i utraty papiestwa. Jest to ta sama metoda, którą zastosowano w przypadku Soboru, gdzie niejednoznaczność i nieprecyzyjna terminologia uniemożliwiają potępienie zawartego błędu. Ale prawnik bardzo dobrze wie, że oprócz rażącego naruszenia prawa można również popełnić przestępstwo omijając je, wykorzystując do złych celów: contra legem fit, quod in fraudem legis fit (co jest niezgodne z prawem, jest przeciwko prawu).

 

  1. WNIOSKI KOŃCOWE

Jedynym sposobem na zwycięstwo w tej bitwie jest powrót do robienia tego, co Kościół zawsze robił, i zaprzestanie robienia tego, o co prosi nas dzisiaj anty-kościół – tego, co prawdziwy Kościół zawsze potępiał. Postawmy naszego Pana Jezusa Chrystusa, Króla i Arcykapłana, z powrotem w centrum życia Kościoła; a wcześniej, w centrum życia naszych wspólnot, naszych rodzin, nas samych. Przywróćmy koronę Najświętszej Maryi Pannie, Królowej i Matce Kościoła.

Powróćmy do godnej celebracji tradycyjnej Świętej Liturgii i do modlitwy słowami świętych, a nie chaosem modernistów i heretyków. Zacznijmy od nowa delektować się pismami Ojców Kościoła i Mistyków, natomiast wrzućmy do ognia dzieła przepojone modernizmem i wszechobecnym sentymentalizmem. Wspierajmy modlitwą i pomocą materialną wielu dobrych kapłanów, którzy pozostają wierni prawdziwej wierze, i odbierzmy wszelką pomoc tym, którzy doszli do porozumienia ze światem i jego kłamstwami.

A przede wszystkim – proszę was w imię Boga! – porzućmy poczucie niższości, do którego przyzwyczaili nas nasi przeciwnicy: w wojnie Pana nie poniżają nas (z pewnością zasługujemy na każde upokorzenie za nasze grzechy). Nie, upokarzają Majestat Boga i Oblubienicę Niepokalanego Baranka. Prawda, którą przyjmujemy, nie pochodzi od nas, ale od Boga! Niech zaprzeczy się Prawdzie, przyjmijmy, że musi się ona usprawiedliwić wobec herezji i błędów anty-kościoła, nie jest aktem pokory, ale tchórzostwa i bojaźliwości. Inspirujmy się przykładem Świętych Męczenników Machabejskich, przed nowym Antiochem, który prosi nas o złożenie ofiary bożkom i porzucenie prawdziwego Boga. Odpowiedzmy ich słowami, modląc się do Pana: „A więc teraz, Władco niebios, poślij dobrego anioła, by siał przed nami strach i drżenie. Niech mocą twego ramienia ci bluźniercy, którzy wystąpią przeciwko Twojemu świętemu ludowi, zostaną zabici ”(2 Mch 15:23).

Pozwólcie, że zakończę dzisiejszy wykład osobistym wspomnieniem. Kiedy byłem nuncjuszem apostolskim w Nigerii, dowiedziałem się o wspaniałej popularnej tradycji, która wyrosła z okropnej wojny w Biafrze i która trwa do dziś. Osobiście brałem w niej udział podczas wizyty duszpasterskiej w archidiecezji Onitsha i byłem pod jej wielkim wrażeniem. Ta tradycja – zwana „Dziećmi Różańca Ulicznego” – polega na gromadzeniu tysięcy dzieci (nawet bardzo małych) w każdej wiosce lub okolicy na odmawianie Różańca Świętego w celu błagania o pokój – każde dziecko trzyma kawałek drewna, jak mały ołtarz z wizerunkiem Matki Bożej i świeczką.

W dniach poprzedzających 3 listopada zapraszam wszystkich do udziału w krucjacie różańcowej: swego rodzaju oblężeniu Jerycha, nie siedmioma trąbami z baranich rogów, którymi zabrzmią kapłani, ale Zdrowaś Maryjo od najmłodszych i niewinnych aby obalić mury głębokiego państwa i głębokiego kościoła.

Dołączmy do najmłodszych w Różańcu Ulicznym Dzieci, błagając Niewiastę odzianą w Słońce, aby przywrócono panowanie Matki Bożej i Matki, a zaćmienie, które nas trapi, skróciło się.

I niech Bóg błogosławi te święte intencje.

 

 

 

https://catholicfamilynews.com/blog/2020/10/26/scapegoating-francis-how-the-revolution-of-vatican-ii-serves-the-new-world-order/?fbclid=IwAR1Omb12e8V4PCsl5zLQRggO0QvILUF3KQKd5rspQzrpD_cvxDdbuVDHl9Y

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *