Strona główna > Dziennikarstwo śledcze > Korzenie aborcjonizmu

Korzenie aborcjonizmu

Walka polityczna o tzw. prawo do aborcji ma swoje początki na gruncie amerykańskim w napływie rosyjskich emigrantów po rewolucji 1917 r. Wówczas wyzwolone komunistki rozpoczęły starania o wprowadzenie planowanego rodzicielstwa i związanej z tym zjawiskiem praktyki aborcji. Aktywistką szczególnie energiczną była Emma Goldman, idące w jej ślady – Rose Pastor Stokes i Margaret Sanger. Ta ostatnia jako zdeklarowana ateistka propagowała w środowisku kobiet zasadność kontroli urodzin zakładając pierwsze kliniki aborcyjne. W swej zapalczywości głosiła, że owe praktyki winny wyeliminować czarną populację. Z uwagi na swe przywiązanie do judaistycznych korzeni dbała, by w klinikach przez nią założonych pracowały kobiety żydowskiego pochodzenia. Zdawała sobie sprawę, że chrześcijaństwo było nie do pogodzenia z procederem unicestwiania życia w zarodku.

Kolejne postacie  współpracujące z M. Sanger to Ethel Byrne, Tania Mindel (również porewolucyjna emigrantka z Rosji)  oraz jej brat – Jakub Mindel, znany działacz komunistyczny.

W okresie maccartyzmu feministki i rodzina Mindelów wyjechali do Ameryki Południowej.

Współcześnie lobbujące organizacje feministyczne  na rzecz aborcji są inspirowane nauką judaizmu. Według tejże, dziecko nienarodzone jest tylko wodą, nie człowiekiem. Nie uznają zatem, że to istota mająca duszę, a dzięki środowisku łona matki i upływowi czasu rozwija wszystkie cechy ludzkie. Judaizm uznaje, że zabicie nienarodzonego do ostatniej sekundy przyjścia na świat nie jest sprzeczne choćby z etyką lekarską.  Akceptując takie myślenie, pierwotne zasady amerykańskie wywodzące się z chrześcijaństwa zostały wyparte. Podział społeczeństwa na nurt pro i antyaborcyjny jest de facto obrazem walki dwóch religii judaistycznej i chrześcijańskiej. Chrześcijaństwo głosi poszanowanie życia od jego początku aż do śmierci. Ostatnio przyjęta legislacja pozwalająca na uśmiercenie noworodka tuż po narodzeniu (nawet nie przez lekarza) stała się inżynierią depopulacyjną godzącą w podstawy człowieczeństwa.

Okres minionych 50 lat przewartościował amerykańską legislację stając się zaprzeczeniem wartości chrześcijańskich. Licząca 2% populacja judaistyczna zdominowała tradycyjną strukturę społeczną przekonując ją do antywartości. Tym sposobem Ameryka dokonała ostrego zwrotu w lewo. Jej skutkiem jest zalegalizowana aborcja, homoseksualizm, związki jednopłciowe, transwestytyzm, pornografia, czy genderyzm, stopniowo redukowany dostęp do broni, zakaz manifestowania symboli chrześcijańskich. Amerykańscy Żydzi przechytrzyli rdzennych chrześcijan na przestrzeni stulecia. A przecież chrześcijaństwo istniało 2000 lat.

Aktualnie żyjemy w  świecie postchrześcijańskim. Rocznica przyjęcia w USA ustawy dopuszczającej aborcję przypomniała głosem organizacji pro-life, że w wyniku tej zmiany unicestwiono 61 milionów istnień ludzkich. To liczba 146 razy przekraczająca liczbę ofiar II wojny światowej. Ludobójstwo aborcyjne ma skalę 10-krotnie wyższą niż zagłada Żydów w tejże wojnie.

Bernard Nathanson

Znanym zwolennikiem aborcji był niejaki Bernard Nathanson, który na wiadomość o legalizacji aborcji oświadczył, że to  będzie dobry interes. Sam przyznał, że w swej praktyce dokonał 60 000 zabiegów.  Wprowadzenie badań ultrasonograficznych skłoniło go do zmiany poglądów. Zmienił wyznanie, a zapytany dlaczego stał się chrześcijaninem odparł, że jest to jedyna religia, która daje rozgrzeszenie. Zrealizował też drastyczny w swej wymowie film „The Silent Scream” (Niemy krzyk).

Jola

P.S. Czytaj także: 

Aborcja: koszerny mord

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *