Strona główna > Świat > Korporacjonizm

Korporacjonizm

Włoski filozof Giovanni Gentile opisuje korporacjonizm jako współczesny faszyzm. Rząd podporządkowujący się władzy korporacji, de facto przestaje rządzić.

Zapytany przez dziennikarza New York Timesa o przyszłość faszyzmu, prezydent Roosevelt oświadczył. że ten zaraźliwy nurt rozwinie się w Stanach Zjednoczonych i będzie największym zagrożeniem wewnętrznym, które stworzy kapitał. W owym czasie politycy świadomi byli swej roli reprezentanta narodu. Ich zadaniem było chronić społeczeństwo przed drapieżnymi kartelami korporacji. Tak długo jak ta zasada będzie respektowana, można być spokojnym. Rok później faszyzm w Europie został pokonany.

Dziś po 80 latach faszyzm wrócił. Opinia publiczna  jest poddana jego wpływom za sprawą kartelu medialnego uprawiającego dezinformację. W imię dobra publicznego podsuwane są prawne rozwiązania  zapewniające korzyści wielkim, grabiąc najsłabszych, likwidując klasę średnią. Prawem dżungli przetrwać mają tylko potężni kosztem upadku tysięcy drobnych, rozproszonych przedsiębiorstw i gospodarstw. Od banksterów, po baronów paliwowych Amerykańska Izba Handlowa wydała miliardy dolarów na kampanię wyborczą.

Wice prezydent Wallace swego czasu tak określił amerykański faszyzm: „Uchodzą za niezwykłych patriotów, ale zniszczą każde konstytucyjne prawo obywatela. Deklarują wolny rynek, ale starannie chronią monopol w nowym przebraniu. Celem nadrzędnym jest przejąć władzę polityczną tak, żeby połączony wpływ interesów państwa i gospodarki utrzymywał ludzi w permanentnej zależności.”

Otóż i mamy celowo zatruty manipulacją rynek informacji, który dzieli i skłóca grupy zawodowe, pracownika prywatnej firmy i państwowej, lekarza z pacjentem, kobiety z mężczyznami, rodziców z dziećmi  i tak bez końca. Człowiek jest narzędziem w procesie destabilizacji.

Prowokowane incydenty masakry niewinnych ludzi na koncertach, czy szkolnych korytarzach ożywiło aktywność National Rifle Association (NRA), której prezes Wayne Lapierre domagał się zapewnienia bezpieczeństwa uczniom szkolnym przez zatrudnienie w nich uzbrojonych policjantów przyjmując stosowną legislację. Uzupełnieniem tego wniosku była wypowiedź Sean’a Burke z Rady na rzecz Bezpieczeństwa Szkół: „Biorąc pod uwagę  ograniczenia budżetowe i liczbę policjantów należałoby wykorzystać emerytowanych funkcjonariuszy, zapewnić im pomieszczenia w szkołach, a  patrole policyjne zobowiązać do częstszych wizyt w szkołach”. Zakrawa to na powolne zbliżanie wizerunku szkół do zakładów karnych. Statystyka wskazująca, że 30% uczniów amerykańskich szkół popełnia czyny karalne i notowana jest w kartotekach policyjnych daje argument NRA by tym bardziej umieścić w szkołach strażników z bronią, bo to dla dobra i w trosce o rodziców i dzieci.

Lobby zbrojeniowe za pośrednictwem NSA usprawiedliwia przy niskim budżecie na policję wprowadzenie ochotników z bronią, którzy będą strzec bezpieczeństwa w szkołach. Demokraci ten aspekt utożsamiają jako analogię do tworzenia prywatnej armii na wzór SA w Niemczech. Przy istniejącej liczbie około 120 000 szkół, gdyby każdej przypisać tylko jednego strażnika ochotnika z bronią, to powstaje całkiem pokaźna armia. Jakkolwiek oceniać cel i skuteczność jest to niewątpliwie militaryzacja życia.

Nie ma odważnych, którzy zamiast takiego kierunku dostrzegliby podłoże kryminogennych zjawisk wśród młodzieży z łatwością sięgającej po broń.  Są to niestety nieodłącznie obecne w tandemie narkotyki i alkohol. Tyle, że ta patologia wynikająca z braku perspektyw nic nie znaczy wobec oczekiwań władzy chorej na wpływy , więc  sprzyjającej chorym na zyski producentom broni.

Jola

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *