Strona główna > NWO > Jan Paweł Lenga – obrońca „konserwatywnego” modernizmu, czy nowy „polski Lefebvre” ?

Jan Paweł Lenga – obrońca „konserwatywnego” modernizmu, czy nowy „polski Lefebvre” ?

Lansowany od dłuższego czasu na kolejnego już „bohatera” polskich „konserwatystów Novus Ordo” pan Jan Paweł Lenga (wątpliwe święcenia kapłańskie novus ordo w 1980 r., nieważna „sakra biskupia” w 1991 r.) to typowy obrońca konserwatywnego modernizmu, wzorujący się na Wojtyle i Ratzingerze (ciekawe czy imię Jan Paweł miał nadane na Chrzcie Św., czy też przybrał je sobie na cześć fałszywych „papieży”?).

„Arcybiskup ad personam” modernistycznego neokościoła – Jan Paweł Lenga

 

Jan Paweł Lenga od jakiegoś czasu w publikacjach i wywiadach medialnych konsekwentnie powtarza, że Bergoglio „sam się nie utwierdza w wierze i innym tej wiary nie daje, prowadzi świat na manowce”. Twierdzi też, że „papież” z Argentyny „głosi nieprawdę, głosi grzech, a nie głosi tradycji, która trwała tyle lat, 2 tysiące lat, wyrzuca ją, traktuje ją, jakby jej nie było. On głosi prawdę tego świata i to jest właśnie prawda diabła” – tak mówi w książkowej rozmowie ze Stanisławem Krajskim. W innym miejscu nazywa działania Bergoglio jako heretyckie. Dodaje też, że w czasie „mszy” (NOM) w „modlitwie eucharystycznej” nie wymienia imienia „Franciszek”. Dlaczego jednak nie potępi on Vaticanum II i wszystkich „papieży” soborowych, a wyłącznie Bergoglio? Przecież to nie Bergoglio ale właśnie Józef Ratzinger ogłosił dokument o TRWANIU W (powtórzenie ekumenicznej herezji Vaticanum II)… Zaraz po żałosnym „motu proprio” summorum pontificium, które jest zwykłym kłamstwem i zwodzeniem, a nie żadnym powrotem prawdziwej łacińskiej, katolickiej Mszy Św. sprzed 1955 r. Karol Wojtyła, Montini, Roncalii notorycznie grzeszyli przeciwko przynajmniej dwom przykazaniom Bożym (I, II) m.in w Asyżu, gdzie postawiono na Tabernakulum posążek Buddy, całowanie Koranu przez JPII, modlitwy w synagodze, pielgrzymki utwierdzające w herezji i schizmie innowierców, ale niestety jak wiadomo Internetu wówczas nie było (i ludzie dali się łatwo oszukać), ale teraz jest i można przekonać się na własne oczy i stwierdzić, czy dopiero od 2013 roku mamy do czynienia z antychrystem i nowym ,,Kościołem” czy raczej od śmierci Papieża Piusa XII wraz z powolnym zanikiem Sukcesji Apostolskiej od 1968 roku.
Jan Paweł Lenga sprawujący neo-protestancką
„Wieczerzę pańską” – novus ordo missae (2019 r).
Lenga jest niewątpliwe ikoną dla wielu grup i osób, które uważają że „abdykacja” Ratzingera w 2013 r. była nieważna, i że prawdziwym „papieżem” jest cały czas „Benedykt XVI”. Ludzi takich jest całkiem sporo, wśród nich wymienić można pewnie kilku konserwatywno-modernistycznych „kapłanów” Novus Ordo (przynajmniej jednego, znanego, polskiego idola prawicy i narodowców z Bydgoszczy, byłego już „proboszcza” tamtejszej parafii, który otwarcie przyznał się że również nie wymienia imienia „Franciszek” we mszy). Lenga póki co „odprawia” jedynie modernistyczny, judeo-protestancki obrzęd Novus Ordo Missae, ale podobno „uczy się” liturgii Roncalliańsko-Ratzingerowskiej z 1962 r. (ze zmianami m.in. z 2008 r.), czyli tzw. „mszy [neo]trydenckiej”, a raczej „nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego” modernistycznego neokościoła. Lenga jest zapatrzony w Ratzingera jak w święty obraz, nie mówiąc już nawet o Wojtyle, którego uznaje on przecież za „świętego” (ciekawe tylko przez kogo „kanonizowanego” skoro Bergoglio to heretyk… Być może jednak Lenga tłumaczy to tym, że Ratzinger również brał udział w tej „kanonizacji”). Jest on więc zwyczajnym konserwatywnym modernistą (takim samym jak Ratzinger), który dostrzega wierzchołek góry lodowej, jakim jest Bergoglio, ale nie dostrzega całości problemu, czyli herezji i rewolucji Vaticanum II oraz posoborowych pseudopapieży. To co robi w tej chwili Bergoglio, to nic innego jak kolejny etap tej samej rewolucji modernistycznej, która rozpoczęła się chwilę po śmierci Piusa XII w 1958 r., wraz z (nieważnym z mocy samego prawa) wyborem jawnego modernisty, heretyka i masona Angelo Roncalliego, i trwającą do dziś okupacją Watykanu i struktur Kościoła katolickiego przez modernistyczną, masońską sektę. Cytując Bp’a Donalda H. Sanborna, prawdziwego katolickiego Biskupa: „problemem nie jest Bergoglio, problemem jest Vaticanum II”. Każdy, kto tego nie dostrzega, nie rozumie w ogóle obecnego kryzysu Kościoła, i nie jest w stanie dać prawidłowej nań odpowiedzi!
Kim więc jest Lenga? Po prostu kolejnym zwykłym „konserwatystą Novus Ordo”, takim samym jak „kardynał” Burke, Sarach, czy „arcybiskup” Schneider, którego celem jest jedynie konserwować, czyli zachować to co jest – a więc posoborowy, modernistyczny neokościół, w takiej formie, w jakiej go zastał, a więc w czasach „świetności”, za Wojtyły i Ratzingera. Modernizm polega jednak na ciągłej zmianie, i to co było nowością 60 czy 50 lat temu, dziś jest już dawno przestarzałe, i musi zostać zastąpione nowym. Tzw. konserwatyści tego nie zrozumieli, i dlatego mają obecnie problem. Albo pogodzą się ze zmianami, i ulegną (tak jak większość biskupów katolickich uległa w latach ’60-tych i dołączyła do modernistycznej sekty), albo wystąpią i założą sobie swój własny „kościół”. Wydaje się że „arcybiskup” Lenga zaczyna kroczyć tą drugą drogą, podobnie jak kiedyś abp. Lefebvre, który poszedł na ostrą konfrontację z neokościołem, aż został ostatecznie z niego wykluczony. Można przywołać pewne podobieństwa obydwu tych postaci. Obaj byli przecież misjonarzami, i prowadzili swoją działalność w krajach misyjnych (jeden w Afryce, drugi w Kazachstanie). Obaj wrócili do swoich rodzinnych krajów, przechodząc na emeryturę. I obaj dopiero w tym momencie, gdy nie mieli już nic do stracenia, będąc w podeszłym wieku, zaangażowali się w walkę z postępującą rewolucją modernistyczną (abp. Lefebvre prawdziwie się zaangażował dopiero w 1970 r., już po „soborze” i wprowadzeniu NOM, wcześniej bał się nawet samemu podpisać „krótkiej analizy krytycznej NOM”… być może dlatego że zdarzyło mu się kilka razy w życiu odprawić ten bluźnierczy, heretycki rytuał). Należy jednak zauważyć, że Lenga posunął się o krok dalej od Lefebvra, gdyż abp. Lefebvre nigdy nie odważył się wprost podważyć „papiestwa” Montiniego czy JPII i nie wymawiać ich imion w Kanonie Mszy (wiele razy zdarzało mu się mieć wątpliwości i wyrażać je publicznie, nigdy jednak nie dokonał tak zdecydowanego aktu). Czy jednak Lenga rzeczywiście nie uznaje Bergoglio za „papieża”? Przede wszystkim wprowadza on całkowity teologiczny zamęt i zamieszanie w duszach i umysłach wiernych, używając sformułowania „biskup Rzymu” oddzielnie od słowa „Papież”, tak jakby to były jakieś dwa oddzielne urzędy, a jedynie zwyczajowo połączone unią personalną, którą da się rozdzielić. Jak wiadomo jest to zwyczajna bzdura, gdyż Biskup Rzymu = Papież (tak jak Kościół Chrystusowy = Kościół katolicki…). Każdorazowy Papież jest Biskupem Rzymu, i nie da się być jednym, nie będąc drugim. Słowa „biskup Rzymu” oraz „Papież” to synonimy, oznaczające jeden, najwyższy Urząd Apostolski – Następcę Św. Piotra, Wikariusza (zastępcę) Pana Naszego Jezusa Chrystusa i widzialną Głowę Jego Kościoła (jak stanowi Katechizm i wszystkie dokumenty nieomylnego Magisterium Kościoła, z Dogmatem o Nieomylności włącznie).

Każda rewolucja (nie tylko zresztą religijna) pociąga za sobą ewolucję, i w konsekwencji pożera własne dzieci. Tak było zawsze. W czasie rewolucji protestanckiej M. Lutra, już kilkanaście, gdzieniegdzie kilkadziesiąt lat po jego słynnych tezach, znaleźli się nowi rewolucjoniści, którzy zaczęli interpretować wszystko po swojemu, i wbrew samemu Lutrowi i głównym „ojcom reformacji”. Pojawili się m.in. antytrynitarze, w Polsce tzw. „Bracia Polscy” (potocznie zwani również arianami, socynianami), którzy odrzucili Bóstwo naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ich odpowiedników w innych krajach Kalwin prześladował i kazał palić na stosie za herezję (sic!). Był więc wówczas Kalwin takim właśnie „konserwatystą”, który nie rozumiał, że jeśli odrzuci się niezmienną i nieodwołalną Prawdę jaką jest Wiara katolicki, jeśli odrzuci się nieomylny, Święty Kościół katolicki i Tradycję Apostolską jako prawdziwe źródło Bożego Objawienia, jeśli odrzuci się Najświętszą Ofiarę Mszy i realną obecność Chrystusa w Najświętszych, konsekrowanych przez Kapłana Postaciach, to nic nie stoi już na przeszkodzie aby odrzucić samego Jezusa Chrystusa jako prawdziwego Boga, i zrobić z niego zwykłego „proroka”… To samo mamy przecież w modernizmie, gdzie heretyk Bergoglio wprost mówi, że „nie wierzy w katolickiego Boga” a więc de facto zaprzecza Bóstwu Chrystusa, który jest Głową Kościoła katolickiego, a więc w pełni tego znaczenia KATOLICKIM BOGIEM. Bergoglio nie wierząc w katolickiego Boga, mówi wyraźnie, że nie wierzy w Bóstwo Chrystusa Pana. Zresztą powiedział on kiedyś coś takiego ~ „wyznaję Jezusa jako mojego Pana, ale tylko do Boga wołam «abba Ojcze»”. Czy trzeba czegoś więcej, aby zrozumieć, w co wierzy (albo raczej w co nie wierzy…) pan Bergoglio?

Co będzie dalej z panem Lengą? Nie chce bawić się w jasnowidza, ale opcje są zasadniczo dwie. Albo się powstrzyma, uspokoi się, zaprzestanie publicznej działalności i usunie się w cień, albo pójdzie na jawną konfrontacje (co właściwie już zaczął), i skończy podobnie jak abp. Lefebvre, z tą zasadniczą różnicą, że Lefebvre, mimo licznych wad i błędnej teologii, był biskupem katolickim, i m.in. dzięki niemu zostało zachowane katolickie Kapłaństwo, Sakramenty Św. i Ofiara Mszy Świętej. Jak powiedział w jednym kazaniu J. Exc x Bp. Donald H. Sanborn: „Rzeczywiście, jeśli to abp. Lefebvre ma tę zaletę, że uzbroił tą armię kapłanów i wyposażył ją, to na nim spoczywa także odpowiedzialność za doprowadzenie tych kapłanów – jak również zwykłych świeckich, którzy im towarzyszą – w pułapkę wielkiego wroga. Ta pułapka wroga polega na przyciągnięciu katolickiego oporu do modernizmu, poprzez udawanie «tradycjonalistycznej gałęzi» religii modernistycznej…”. Lenga nie będzie miał jednak nigdy żadnej zalety ani zasługi, gdyż nie jest on prawdziwym biskupem, i nikogo nigdy ważnie na kapłana nie wyświęci. Nie zachowa też prawdziwej Mszy Św., skoro nawet nie potrafi jej jeszcze odprawiać. W tej chwili jeżeli rzeczywiście nie wymienia on imienia heretyka Bergoglio (pseudopapieża „Franciszka”) w czasie swoich „mszy” (tym samym nie uznając go za prawdziwego Papieża i nie deklarując jedności z nim) popada w automatyczną ekskomunikę (latae sententiae – mocą samego prawa) i wyklucza się tym samym z modernistycznego, posoborowego neokościoła. Ciekawe kiedy ten fakt zostanie zauważony i oficjalnie ogłoszony przez modernistyczną hierarchię sekty Novus Ordo? W ostatnim komentarzu „rzecznik prasowy episkopatu polski” stwierdził jedynie że Lenga nie jest głosem „Kościoła katolickiego w Polsce” ; „Wypowiedzi abp. Lengi nie można więc w żaden sposób utożsamiać z Konferencją Episkopatu Polski. Nie można ich też traktować jako stanowiska polskich biskupów”.

Na co więc czekają moderniści? Oczywiście ich fałszywy ekumenizm i tolerancja będą powodować, iż nie ekskomunikują go zbyt szybko (czy raczej nie ogłoszą faktu automatycznej ekskomuniki, tak samo jak w przypadku abp. Lefebvra). Spodziewam się że mogą się wokół niego skupić w najbliższym czasie inni znani już w Polsce „konserwatyści Novus Ordo” jak wspomniany na początku „prałat” Kneblewski (który również podobno nie wymienia Bergoglio we mszy, jak sam przyznał publicznie w komentarzu na Facebooku), czy choćby zbuntowani „ojcowie salezjanie” – ten bardziej kontrowersyjny  – Michał Woźnicki z Poznania, i ten trochę łagodniejszy, lecz również uważający Bergoglio za heretyka – Jacek Bałemba. Czy powstanie jakiś zalążek „polskiego lefebryzmu XXI wieku”? Bardzo możliwe. Najprawdopodobniej pan „arcybiskup” Lenga i reszta towarzystwa zostanie niedługo supsendowana przez modernistyczny neokościół, i podobnie jak w przypadku abp. Lefebvra będzie to dla nich wodą na młyn, poczują się prześladowanymi męczennikami, „obrońcami Wiary i Kościoła” (pytanie tylko jakiej „wiary” i jakiego „kościoła”?) i będą zaostrzać swą retorykę. Lenga będzie kończył w tym roku 70 lat, jest więc w podobnym wieku jak abp. Lefebvre zakładając FSSPX w 1970 r. Pewne grupy w Polsce dzięki takiej osobie zbijają kapitał, ale nie prowadzą do odpowiedzi na kryzys od 1958 roku, który pogrzebał wielu Rzymskich katolików w piekle na wieki… Ale wiadomo że jako szkodnicy mają oni ku temu swoje cele…

W tym kończącym się już powoli tygodniu modłów o jedność chrześcijan, módlmy się tak jak nakazuje nam nasz Święty Kościół katolicki, o nawrócenie wszystkich błądzących, heretyków i schizmatyków do Świętej Matki Kościoła Rzymskiego!
Michał Mikłaszewski, redaktor naczelny
23.01.2020

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 + = 9