Strona główna > Polska > Jak za Sasa, hopsasa !

Jak za Sasa, hopsasa !

Tę paralelę stawiali już przed naszymi oczyma inni. A jednak podejmuję ją raz jeszcze. Z prostej przyczyny – narzuca się coraz to silniej. Nadto ubodła mnie nie dalej jak wczoraj, podczas wizyty mego miłego znajomego.

1.

A zatem, wczoraj nasz miły a bliski znajomy, znający moje zapatrywania i będący zapatrywań przeciwnych, podjął ze mną pogawędkę. Podczas tej pogawędki postawił tezę, że jest pięknie, że „trwaj chwilo”! Bo przecie nigdy jeszcze nie było w Polsce tak dobrze, jak dziś.

Bo za komuny nie mógł niczego kupić, a teraz może kupić wszystko.

Bo kiedyś nie mógł mieć trzech domów, a teraz je ma i je wynajmuje tudzież na nich zarabia.

Bo kiedyś nie mógł mieć trzech samochodów, a teraz je ma i nimi jeździ.

Bo kiedyś niemal w ogóle nie było autostrad, a teraz się pojawiły (w jakiej liczbie, w takiej liczbie, ale przecież odmiana jest oczywista), no i znajomy ugania po nich z lubością swymi trzema samochodami do swych trzech domów.

Bo kiedyś nie było tak luksusowych sklepów i banków, i wieżowców, etc etc, etc, a teraz są.

Bo kiedyś nie można było publicznie wołać, że prezydent to zdrajca (zaraz łapali i na komendę), a teraz można i nikomu nic za to, znaczy wolność jest.

Bo kiedyś było zagrożenie wejściem Ruskich albo strach przed nuklearną wojną Ruskich z NATO, toczoną nad nami – a teraz takiego zagrożenia i takiego strachu nie ma.

Że co? Że szerokie odejście od wiary? Ze służba zdrowia? Że afery? Że inne serwituty publiczne nie tak? I tak dalej? To sprawa wolności. To norma i normalność europejska. Bo kto chce, może przy wierze zostać. Bo teraz jest wolność, i w tym grunt.

2.

Pomyślałem potem, że faktycznie: panowanie żadnego z polskich królów nie było tak pełne bezmyślnego upadku, jak panowanie Augusta III Sasa. A zarazem takiego blichtru, który przykrywał aż taki gnój. Potem było, owszem, tragiczniej, ale chyba już nigdy nie tak bezmyślnie. Mimo to – czy raczej właśnie dlatego – Jędrzej Kitowicz pisze, iż żadnego z królów Sarmaci nie opłakiwali równie szczerze i równie długo.

Już widzę, jak opłakiwaliby Tuska, gdyby Tusek im panował: jeszcze dłużej, jeszcze rzewniej, jeszcze prawdziwiej.

Bo to właśnie za Sasów zbudowano większość polskich barokowych świątyń i większość zachowanych barokowych pałaców. Że obok stały gnojne chaty, to inna sprawa.

Bo to właśnie za Sasów skonstruowano parę mostów i wiaduktów na polskich drogach, które generalnie nadal były fatalne, no ale jednak coś, choćby śladowo, zbudowano.

Bo to właśnie za Sasów panowała absolutna złota wolność. I kto wie, może właśnie dlatego najwięcej księży zostało masonami, a zarazem równolegle panoszyły się „fanatyzm i zabobon”.

Bo to właśnie za Sasów przestali nam zagrażać Turcy, Tatarzy oraz odzyskaliśmy Podole, a nasza armia nie musiała się bić, tylko pobierała pensje i odbierała honory oraz honory czyniła. Byliśmy idealnie bezpieczni pośród cywilizowanych narodów Europy.

Bo to właśnie, bo to… i tak dalej.

3.

Ale to przecież za Sasów polska szlachta skrajnie zbiedniała, a polscy magnaci tak się wzbogacili, że izba poselska okazywała się wprost zależna od senatorskiej, choć wedle prawa było inaczej i choć inaczej bywało w stuleciach poprzednich.

Ale to przecież za Sasów Sejm nie był w stanie przeprowadzić żadnych potrzebnych reform.

Ale to przecież za Sasów polskie państwo tak osłabło, że magnaci zaczęli służyć innym, ościennym mocarstwom, bo służba własnemu państwu dla większości najwidoczniej przestała być atrakcyjną.

Ale to przecież za Sasów polska armia utraciła zdolność do walki z którąkolwiek z armii europejskich.

Ale to przecież za Sasów kariera zawodowa przeciętnych obywateli niemal przestała zależeć od osobistych kwalifikacji, a opierać się poczęła na protekcji (vide sytuacja w armii – rezerwuarze synekur) lub na gigantycznych łapówkach.

Ale to właśnie za Sasów niektóre polskie uczelnie (że nie wspomnę, które) osiągnęły dno swego bytu, a promowany na nich „doctorus bullatus” – jak zapisał wspomniany Jędrzej Kitowicz – określany był mianem „asinus coronatus”, czyli „osioł koronowany” (vel koronny, vel litewski).

Ale to przecież za Sasów… pojawiła się równia pochyła prowadząca ku temu, czegośmy się doślizgali w latach 1772, 1793, 1795.

4.

Dlatego też odpowiedziałbym znajomemu (choć nie odpowiedziałem, biję się w piersi), że sytuacja w Polsce pod wieloma względami znów przypomina równię pochyłą.

Bo to przecież teraz pieniądze publiczne kurczą się zastraszająco przechodząc w niewiadome ręce, część obywateli biednieje zastraszająco, a część bogaci się szybko i nad stan. I to owi bogacący się są, jak podejrzewam, tymi, którzy tak naprawdę kręcą tym grajdołkiem.

Bo to przecież teraz funkcje państwa zamierają lub bywają uruchamiane dzięki układom i poczynają się mnożyć układy „klientelowe”.

Bo to przecież właśnie teraz stanowiska naukowe przestają dawać prestiż (istniejący wciąż na zasadzie takiego bolida z dawnych czasów), a pracownicy naukowi pauperyzują się.

Bo przecież sam mój bliski znajomy ma owe trzy samochody nie dlatego, że się wykształcił i że jest wybitnym doktorem nauk ścisłych oraz pracuje w prestiżowej instytucji naukowej. Guzik. Pieniądze dostał w spadku i pomnożył je, pracując poza swoją jednostką naukową – dodajmy, pracując fizycznie oraz handlując. Gdyby nie to, klepałby biedę i co najwyżej mieszkał w bloku, żebrząc wsparcia u bogatszych. To świetnie, że sobie jako minibiznesmen radzi, ale czy wybitnego doktora nauk ścisłych powinno to napawać perspektywiczną radością?

Co do mnie, jestem doktorem habilitowanym oraz adiunktem – i z tego tytułu nie tylko nie stać by mnie było na samochód, ale nawet na sprzęt medyczny, potrzebny do normalnego funkcjonowania (jestem bowiem lekko niepełnosprawny), jako że ani uczelnia dla adiunkta, ani państwo dla obywatela nie stanowią już w tej sprawie wystarczającego oparcia i niemal niczego nie zapewniają. Nie narzekam jednak – mam znacznie lepiej od innych, których stan się pogarsza. Bo wciąż jeszcze jestem obywatelem uprzywilejowanym, który wedle statystyk nie klepie biedy w porównaniu z masą pozostałych.

Tyle, że także i ja większość potrzebnych mi środków finansowych pozyskuję poza uczelnią… i jakoś mi się to udaje. Czy to dobrze? Pewnie dobrze, zwłaszcza, że wiem, iż na uczelni sytuacja się raczej pogorszy. I że przeprowadzana przez rząd „reforma” ma w najbliższym czasie sprawić (co w zasadzie wiadomo już oficjalnie), że liczba osób kończących studia z dyplomem magistra zmniejszy się do 20 procent osób otrzymujących licencjat… – czyli że zamierza się zamknąć możliwość studiowania w pełnym wymiarze dla 80 procent studentów. A co z pracownikami naukowymi? Ci mogą się cieszyć, jeśli mają jakieś finansowe oparcie poza uczelnią, bo już wkrótce… może nie tylko lepiej będzie studiować i nauczać za granicą, ale może niemal jedynie tak będzie można studiować – czyli studiować na poważnie, a nie na niby, to jest dla licencjatu. Przynajmniej w przypadku większości studentów. Ale przecież ojczyzną naszą jest Europa, nie zaś zaścianek, prawda? Więc w czym problem. Bierzmy przykład z arystokratów doby Augusta III…

I trwaj, chwilo!

Jacek Kowalski

Za: https://www.pch24.pl/jak-za-sasa–hopsasa-,3288,i.html

14.06.2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *