Strona główna > Polska > Jak wrócić do Lwowa

Jak wrócić do Lwowa

Tak rządzący w Kijowie, jak i władający Polską – próbują nam wmówić, że „Ukraina jest państwem solidnym„. Tymczasem Ukraińcy nie potrafią nawet zbudować solidnej skrzyni z desek, a co dopiero mówić o własnej państwowości…

Gdy przechodzące nad Lwowem wichura zmiotła deski, pod którymi ukraińskie władze miejskie starały się ukryć rzeźby herbowych lwów stojących na Cmentarzu Orląt – pośpiesznie owinięto je w czarną folię, nadając rzeźbom po ukraińsku freudowskiego wymiaru. Oto polskie-lwowskie lwy wyglądają dziś jak ofiary morderstwa. Banderowskiego morderstwa…
A przecież mogłoby być inaczej!
Sięgnijmy do wydarzeń sprzed kilku miesięcy, gdy w swej nudnej książęce Radek Sikorski po raz kolejny przyznał, że Władymir Putin zagroził Polsce oddaniem jej Kresów ze Lwowem – ale władze III RP bohatersko odparły ten atak. To trochę tak, jakby adoptowani rodzice najpierw upiekli Świętego Mikołaja w kominie, a potem tłumaczyli dzieciom, że nie było innego wyjścia – bo przecież ta świnia chciała nocą podłożyć im prezenty!
A swoją drogą, to jakaś zmora z tym niechceniem Lwowa – najpierw Mikołajczyk, potem Bierut, wreszcie Tusk! Nawiasem mówiąc, trudno stwierdzić, czy pisząc o odrzuceniu propozycji podziału Ukrainy i powrotu Lwowa do Polski – Radek Applebaumowy starał się w zasadzie zdyskredytować Putina czy… Tuska? Czy bowiem łatwo byłoby znaleźć uczciwie myślącego Polaka, który z ręką na sercu i bez wahania – gotów byłby za Bierutem i Tuskiem powtórzyć „nie, nie chcę Lwowa! Niech tam dalej siedzą Ukraińcy, niech niszczą polskie zabytki, niech grabią polskie kościoły, niech obrażają przyjeżdzających Polaków!”?

 

Jasne, liczne mamy w Polsce wieczne stronnictwo drżących, powtarzających sobie przez całe swe marne życia „to się nie uda…, lepiej nie próbujmy…, a po co się wychylać…”. Ci nigdy nic nie osiągną – czemu jednak chcieliby też zaszkodzić interesowi polskiemu? Polska bierna skazana jest nie tylko na małość, ale też na atrofię, coraz większe osłabienie i w końcu zanik, rozmycie się wśród aktywniejszych narodów. A Polska nie pamiętającą o swoich wschodnich Kresach, odwracająca się od nich, zatykająca uszy na ich krzyk, zaciskająca oczy by nie widzieć ich krzywdy i zniszczenia – byłaby nie tylko małą, ale i podłą!
Niektórzy z kolei nie rozumieją co w (geo)polityce jest przyczynowością.Powtarzają: „jeśli będziemy chcieli Lwowa – to nam zabiorą Wrocław!” rozumiejąc przez to, że jak nie będziemy chcieli – to nam na pewno nie zabiorą. Przepraszam uprzejmie, a skąd właściwie bierze się ta fałszywa zwrotność całego pseudo-rozumowania? Już nawet od strony czysto logicznej (o politycznej nie mówiąc) – jedno z drugim nie ma w istocie ŻADNEGO ZWIĄZKU. To znaczy równie dobrze (czy raczej źle…) moglibyśmy utracić Ziemie Zachodnie nie odzyskując piędzi ziemi na Wschodzie – ot tak, ze względu na zmianę sytuacji międzynarodowej i widzimisię niemieckiego (niemiecko-amerykańskiego) oraz własną bierność i tchórzostwo, jak i nie ma nic niewyobrażalnego w scenariuszu, w którym nie oddając ani jednego polskiego hektara na Zachodzie – wracamy na Kresy. To są po prostu odrębne rzeczywistości polityczne i choć która z nich się ostatecznie urzeczywistni – zależy nie tylko nas, to jednak krzyczącą głupotą byłoby odrzucanie samej możliwości tworzenia planów geopolitycznego rozwoju „żeby nie zapeszyć”.
Inni wreszcie wolą widzieć szklankę do połowy pustą, mrucząc „Lwów…? A na cholerę nam jeszcze więcej Ukraińców…”. Ci z kolei chyba nadinterpretują w drugą stronę. Czy bowiem ci, którzy wspominają o możliwości odzyskania Lwowa przez Polskę – mówią coś jednocześnie o jakichś Ukraińcach do wzięcia razem z tym polskim miastem? No właśnie…
Przecież to nie jest i wcale nie musi być pakiet, a nawet być takowym nie powinien! Dość wspomnieć, że – choć żal – nie ma już dziś niemal Serbów w zajętej przez Chorwatów Krainie, drastycznie spadła ich liczba także w zalbanizowanym Kosowie, podobnie rotacja nastąpiła choćby między grecką, a Turecką częścią Cypru itp. Nawet w relacjach polsko-ukraińskich sprawdzoną metodą okazała się być wymiana ludności – przeto powrót Lwowa do Polski nie musi oznaczać pozostania w naszych granicach ani jednego zbędnego Ukraińca więcej. A wręcz mógłby pomóc w pozbyciu się tych, których już dziś jest w Polsce nieco zbyt dużo…
Lwów albo polski – albo nazistowski
Oczywiście, powrót Lwowa do Polski nie miałby służyć tylko rozpakowaniu naszych lwów z folii czy oddaniu wiernym ukradzionego kościoła p.w. Matki Bożej Gromnicznej, choć przecież trzeba przyznać, że i dla tego – byłoby warto! Do kwestii politycznego powrotu na Kresy podejść trzeba jednak przede wszystkim pragmatycznie. Otóż prędzej czy później (ale raczej później) w miejscu zajmowanym obecnie przez Ukrainę powstanie próżnia geopolityczna. I albo wypełnimy ją także i my – albo może okazać się czarną dziurą, z której wylezą monstra ukraińskiego nazizmu, sprzymierzonego z nim terrorystycznego Państwa Islamskiego i wszystkie inne paskudztwa gotowe zdestabilizować i zniszczyć całe otoczenie międzynarodowe, z Polską na czele. Dlatego właśnie, choć oczywisty wydaje się także interes rosyjski, przyzywający polskiego wspólnika do rozstrzygnięcia kwestii ukraińskiej – to zaproszenie to można i należałoby przyjąć właśnie ze względu na polski interes narodowy i polską rację stanu. W końcu, skoro niegdyś przy narzuconej nam pomocy rosyjskiej odzyskaliśmy Wrocław – to czemu jutro nie mielibyśmy dobrowolnie i z własnej chęci wspólnie odzyskać dla Polski i Lwowa?
Pamiętajmy – lwy na Cmentarzu Orląt czekają na polską wartę honorową.
Konrad Rękas
 
13.03.2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *