Strona główna > Polska > Dyrektor szpitala o epidemii strachu

Dyrektor szpitala o epidemii strachu

Jest to bardzo niepopularne i pewnie narażę się wielu osobom, ale w mojej ocenie to, że ktoś ma wynik pozytywny to nie znaczy, że od razu trzeba go usuwać, bo te osoby są zdrowe – mówi Eunika Adamus, prezes Powiatowego Centrum Medycznego w Wieruszowie.

Kwestię testów prezes porównuje do innych badań. – Gdybyśmy zrobili sobie wymaz na grypę, na opryszczkę, na każdy inny wirus, to jeśli będzie wynik pozytywny, to nic z tego nie wynika. To szaleństwo, które się zadziewa, i te obostrzenia, czy te maseczki, które spowodują więcej chorób wśród ludzi. Taka maseczka powinna być wyrzucana co 5 – 10 minut.

Ludzie chodzą po ulicach i po sklepach, wdychają te wirusy, zarażają sobie oskrzela. Słyszę, że minister Szumowski ma zdjąć obostrzenia, wiemy też z jakiego powodu. Nie chcę za dużo mówić, natomiast ja uważam, że nie wiem jaki to ma cel. Dla nas, dla dyrektorów, dla pacjentów, jest to o tyle trudne, że przez 1,5 miesiąca pacjent z różnymi schorzeniami nie mógł się dostać do szpitala, co nas bardzo irytowało, bo wszystkie zgłoszenia były „covidowe”.

Ludzie normalnie chorują na kręgosłupy, mają ból kolan, zapalenie gardła i oskrzeli, a zrobiło się takie szaleństwo, że wszyscy od razu musieli być chorzy na Covid. Paweł Grzesiowski, ten główny epidemiolog, powiedział w wywiadzie, że profilaktykę to trzeba było robić 2 stycznia, wtedy się okazało naprawdę kto jest „dodatni”. W tej chwili, nawet jak się robi już jakąś profilaktykę, to 97% Polaków będzie miało dodatni wynik. I co z tego? I co z tego, pytam się. Ja słucham epidemiologów a nie polityków.

Kto zbudował ten strach i czemu to ma służyć? A może właśnie on powstrzymuje nagły wzrost zakażeń? – No właśnie, jaki to ma cel? – pyta Adamus. – Widzą ludzi jak po jakiejś bombie atomowej. Ciekawe jest to, że wszystkie zgłoszenia z dyspozytorni medycznej to są takie, że każdy pacjent jest podejrzany o Covid.

Dopiero później ratownicy mają przeprowadzić swój wywiad, ale wcześniej muszą się odpowiednio uzbroić. Dyspozytornia twierdzi, że pacjenci kłamią, że nie mają kontaktu, a oni zapobiegawczo tak mówią. Nie wiem czemu to ma służyć. My mamy dużo sprzętu. Jak słyszę te programy, że pielęgniarki mają sprzęt na 3 dni, to jest nieprawda. Dostaliśmy bardzo dużo z Agencji Rezerw Materiałowych, od Owsiaka, dostaliśmy bardzo dużo od „Siepomaga”, dużo sprzętu kupiłam i dużo dali nam mieszkańcy.

Do tej pory, jak kupowałam sprzęt do ratownictwa to musiałam mieć karty, certyfikaty i „cuda”. W tej chwili jest epidemia i może nie trzeba się specjalnie zabezpieczać. Wszystko to w nas budzi negatywne emocje, bo to za długo już trwa.

(PaH)

źródło: tugazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *