Deja Vu


Dyskusja o tzw. wydarzeniach marca 1968 została niemal w całości zawłaszczona przez żydokomunę, ich współplemieńców ze światowej diaspory oraz zastępy polskojęzycznych pożytecznych idiotów, przyklaskujących ich narracji. Stąd też niektóre fakty na temat tych protestów, np. nadzwyczajna aktywność w ich trakcie, wykazywana przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, skumulowane w swojej ambasadzie i ukryte pod płaszczykiem dyplomatów, o czym wspomniałem w artykule „Instytut Tavistock i uliczne metody przewrotu politycznego”, są całkowicie pomijane.

Jednak nie o tym będzie ten krótki artykuł. Ponieważ ostatnimi czasy każdą demonstrację organizowaną przez szeroko pojęte środowiska prawicowe tudzież narodowe, starają się zblokować różni degeneraci spod znaku KOD czy też Obywateli RP, którzy zostali uaktywnieni po klęsce żydokomuny w wyborach roku 2015, postanowiłem się bliżej przyjrzeć temu zjawisku i poszukać jakiejś analogii.

Czytając jakiś czas temu autobiografię samozwańczego naczelnika państwa, zatytułowaną „Porozumienie przeciw monowładzy”, który pisząc ją nie zdawał sobie sprawy z atmosfery jaką dzisiaj będzie nakręcać wokół Polski międzynarodowe żydostwo i ich bliskowschodni wyrobnicy, pozwolił sobie na wypowiedzenie w niej kilku słów prawdy o owych wydarzeniach:

„Po jakimś czasie zjawiła się na balkonie Irena Lasota, wzniosła rękę z zaciśniętą pięścią, czyli w pozdrowieniu niemieckich komunistów. Tłum odpowiedział, podnosząc ręce z zaciśniętymi pięściami. Ze wstydem przyznaję, że Leszek i ja też, choć wiedzieliśmy co to oznaczało.”

Oglądając dzisiejsze protesty, organizowane przez kolejne już pokolenie żydokomuny zadaję sobie dwa pytania: czy to już się kiedyś nie wydarzyło? I czy po raz kolejny damy się na to nabrać czy też Polak tym razem będzie mądry przed szkodą…