Strona główna > Polska > Czy mamy to co być powinno?

Czy mamy to co być powinno?

Obejrzane wakacje z politykiem, konferencje prasowe, ożywione debaty historyczne, komentarze pod artykułami w internecie, tłumne marsze, manifestacje – czy te formy uczestnictwa wystarczą nam by zmienić nieznośnie doskwierające dla większości realia?

Obawiam się, że  w tych wszystkich przejawach zaangażowania brak pożądanych skutków. To wszystko działa  jakby na podtrzymywanie mitu i nadziei jak w piosence „uśmiechnij się, jutro będzie lepiej”. Nie, nie będzie. Nie może być, bo to pozorowanie aktywności i demokracji, a po chwalebnym wydarzeniu z naszym udziałem wracamy do wyścigu szczurów. Jakiekolwiek z istniejących przejawów wolności mamy, to stanowią one tylko cząstkowe elementy demokracji; jej pełnią  określa się system, w którym człowiek ma wpływ na rzeczywistość własną i otaczającą.

Tego wpływu nam brak, bo akceptujemy rolę biernych obserwatorów, komentatorów, uczestników zdarzeń, które reżyserowane są przez partie, bądź ich zauszników. Panujący system wyklucza obywatela niezrzeszonego, czy niezależnego z procesów decyzyjnych. Chcesz coś znaczyć – wstąp do partii. Jednak żadna nam nie odpowiada tym co narobiła, albo tym co obiecuje, poza tym to już było. Jeśli mamy przestać być narzędziami partyjnych interesów, to potrzebna jest forma zorganizowania się w mechanizm odwrócenia ról. Partia jeśli chce istnieć, pełnić jakąkolwiek istotną rolę w państwie, musi realizować postulaty społeczne, a nie program własny, z niemożności realizacji którego też się wytłumaczy krótką ławką, czasem, obstrukcją przeciwnika politycznego. Istniejący stan rzeczy doprowadził do okoliczności, w których zdesperowani powtarzamy sobie, znajomym, że mimo świadomości wagi wyborów, nie mamy na kogo głosować.

Zauważmy, Francuzi od 35 tygodni uparcie maszerują, śpiewają, wykrzykują, a władza równie uporczywie pałuje. Efektem – straty po obu stronach: fizyczne, wizerunkowe. Nie tędy więc droga. Brytyjczycy organizują się w grupy problemowe okręgami wyborczymi z wykorzystaniem internetu, następnie parlamentarzyście wręczany jest postulat, lub cała ich lista do realizacji w określonym terminie. Jeśli wybrany, obdarzony zaufaniem przedstawiciel nie wywiąże się z powierzonego zadania, traci poparcie = mandat.

Czy jesteśmy gotowi skrzyknąć się, omówić tryb w jakim odzyskamy prawo do decydowania o sobie i kraju, by odrzucić bierną rolę widza, przejmując rolę reżysera i producenta, wszak za wszystko dotychczas co niechciane my płacimy i to słono. Czy stać nas na  krok zmiany kursu, czy poprzestaniemy na wygodnej roli recenzenta i obserwatora  naszej polskiej krypy, która niebawem przejdzie w głębokie zanurzenie, a łodzie ratunkowe przeznaczone są tylko dla VIP-ów. Czas jest dobry – wybory znów będą igrzyskami dla partii. A my?

Jola

3 thoughts on “Czy mamy to co być powinno?

  1. Mamy to, o czym nam się nawet nie śniło :

    narodowcy.net/sad-w-toruniu-rozpatruje-sprawe-polskiego-chlopca-ktory-powiedzial-ze-bandera-to-bandyta/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *