Najnowsze

Polska hańba w Afganistanie

Polska hańba w Afganistanie. Zabijałem aby żyć. Henryk Pająk

Skromny fragment fenomenalnej w treści najnowszej książki Henryka Pająka pt.: “Polska hańba w Afganistanie. Zabijałem aby żyć”. Po dwóch tomach “Chazarskiej dziczy”, autor zrywa maskę z syjonistycznych kłamstw i ukazuje prawdziwe tło plamy na mundurze polskiego żołnierza.  Lektura przerażająca, podobnie jak przerażające jest życie ludzi w kraju pogrążonym w wojnie. Niestety, w wojnie z naszym udziałem. Za udostępnienie materiału podziękowania dla Admiku. Książkę można nabyć w Wydawnictwie Retro pod numerem tel. 81 50 30 616.

CZĘŚĆ I

POLSCY OKUPANCI AFGANISTANU

      Wyrobnicy amerykańskiego syjonizmu od kilkunastu lat pogrążają w hańbie etos polskiego żołnierza, utrwalony przez dwa wieki walki o wolność Polski. Teraz wysyłają go na podbój i okupację Afganistanu, państwa odległego od Polski o tysiące kilometrów, takie napoleońskie Haiti, San Domingo. Hańba za nic w zamian. Ten kraj ledwo zaczął stawać na nogi zniszczony przez najazd sowieckiego żydo-bolszewizmu, a teraz znów musi bronić swojej wolności przed hordami międzynarodowych syjonistycznych najmitów.

Rosyjski komandos wtedy, a teraz międzynarodowy, w tym polski, usiłował i usiłuje postawić but na piersi Afgańczyka.

Wszyscy trzej najeźdźcy byli i są ofiarami globalnej mafii spod znaku Lichwy i Kominternu. Komandos ruski i żołnierz polski byli i są najmitami. Zarazem ofiarami. Najeźdźcy sowieccy ponieśli dotkliwą klęskę. Polscy najmici jak dotąd ponoszą tylko ofiary krwi i hańby. Ale i oni muszą się stamtąd wynieść jak niepyszni.

Ich „amerykańsko”- NATOwscy pracodawcy wmawiają polskim najmitom, że walczą o wolność, o demokrację. Tak właśnie hańbił te dwa słowa biskup polowy Wojska Polskiego Płoski nad trumną kolejnego polskiego najmity dostarczonego do Polski w pozycji horyzontalnej: „Poległ w walce o wolność i demokrację!”

Bóg najwyraźniej nie mógł ścierpieć tego kłamstwa. Biskup Płoski także poległ.

W Smoleńsku…

      Nasi chłopcy giną tam za nic. Walczą, hańbią się i giną za „friko”. Za pensję polskiego najmity*.

* W głębi tekstu zamieszczam tabelę ich płac.

Za nic innego. Spełniają nakazy Międzynarodówki Finansowej przekazywane przez nią ich polskojęzycznym zdrajcom zainstalowanym u władzy nad okupowaną Polską.

Nie wszyscy myślący Polacy zdążyli zauważyć, że odkąd nasi żołnierze utrwalali okupację Iraku a teraz Afganistanu dla syjonizmu, to żydowska międzynarodówka jakby zapomniała o swoich niedawnych roszczeniach odszkodowawczych za „mienie” przedwojennych obywateli polskich żydowskiego pochodzenia. Żądają 65 miliardów złotych. Tak sobie ustalili. I mamy im płacić. Albo zwracać im dziadowskie przedwojenne budy przy ulicy Lubartowskiej, Szewskiej w Lublinie i w całej Polsce.

A teraz, od dwóch lat – cicho – sza! Zapomnieli o tych 65 miliardach? O nie! Kiedy tylko ostatni polski najemnik opuści Afganistan, natychmiast powrócą do sprawy tego bandyckiego haraczu. Mamy to pewne jak w banku Goldman Sachs i spółka.

Haniebnie dostosowali się do tej zdrady honoru polskiego żołnierza duchowni z polskojęzycznego Episkopatu. Przewodzi mu, nieformalnie, kardynał S. Dziwisz nazywany „kapciowym” międzynarodowych władców Polski. Pełni funkcję pierwszego dobosza „pojednania”, „dialogu” z judaizmem talmudycznym, jest heroldem ekumenizacji czyli heretyckiej judaizacji katolicyzmu. To zresztą proceder o zasięgu globalnym, obejmujący nie tylko sponiewierany katolicyzm, ale i protestantyzm oraz prawosławie.

Już 40 lat temu – 18 stycznia 1972 roku rabin Martin Siegel oznajmił expressis verbis w „New Yorker Magazine”:

(…) obecnie wchodzimy w żydowski wiek (…)

Ten proces nazywa się judaizacją chrześcijaństwa, ponieważ chrześcijaństwo będzie narzędziem, za pomocą którego społeczeństwo stanie się żydowskim.

       Tak oto nasi żołnierze – najmici muszą walczyć i ginąć za za budowanie światowego „społeczeństwa żydowskiego” światowego judeosyjonizmu. Taki nasz los – „etos wiecznych najmitów”.

Syjonizm amerykański potrząsa przed naszymi nosami jak przed pyskiem konia wiązką koniczyny w postaci zniesienia wiz do USA. A my ile sił ciągniemy się do tej wiązki, ale ona oddala się, bo jest na stałe przywiązana do dyszla. Ostatnio coś drgnęło: w lutym 2012 roku trafił do Kongresu projekt organizacji polonijnych o zniesienie wiz dla Polaków. Jak się tylko zakończy kampania prezydencka Obamy, to wiązka pozostanie na dyszlu w tym samym miejscu jak poprzednio. Jak od dziesięcioleci. Do następnych wyborów prezydenckich.

Tak więc nasi żołnierze nadal będą ginąć na afgańskiej ziemi. Oto news z ostatnich dni kiedy to piszemy, przemilczany w Tel-Awizjach, ujawniony w „Naszym Dzienniku” z 30 stycznia 2012 r. Na polski patrol Afgańczycy zorganizowali kolejny zamach, ale wybuch spóźniony dosłownie o sekundę lub dwie, nie zakończył się masakrą naszych żołnierzy. Stało się to w odległości zaledwie czterech kilometrów od naszej bazy w Ghanzi. To dowód, że Talibowie czują się coraz pewniej, podchodzą coraz bliżej.

Znamienny jest czas tego ataku. Stało się to dwa dni po wystąpieniu generała Cieniucha, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego na posiedzeniu sejmowej Komisji „Obrony” Narodowej. Generał zapewniał tam członków Komisji, że nic nie zagraża bezpieczeństwu polskich żołnierzy w Afganistanie.

Trochę nam to przypominało kolejne komunikaty Oberkomando der Wehrmacht już po laniu pod Stalingradem. Wtedy Niemcy mówili o „skracaniu frontu”, o „ciężkich bojach manewrowych”. Teraz szef Sztabu Generalnego zapewniał, że nasi żołnierze są bezpieczni. Byłoby to (prawie) zgodne z prawdą, gdyby dodał, że czują się bezpieczni tylko w bazie, bo kilka kilometrów od niej – już nie za bardzo bezpieczni…

Dwa dni później, obok pierwszego pojazdu kolumny rosomaków eksplodował potężny ładunek zdetonowany kablem z odległości kilku kilometrów. Talibowie spóźnili detonację o sekundę lub dwie, kiedy samochód mijał pułapkę. Kolumna poruszała się z dużą prędkością. Minę założono na poboczu drogi. Gdyby wybuchła na wysokości pojazdu, to nawet ta boczna pozycja ładunku nie uratowałaby go przed rozerwaniem.

Mielibyśmy powtórkę z grudniowej tragedii, kiedy zginęło pięciu polskich żołnierzy. Zamieszczamy w zestawie fotografii moment eksplozji pod samochodem amerykańskim. Zginęło wtedy trzech amerykańskich żołnierzy. Idący z tyłu ocalał.

W skład polskiego patrolu wchodziło siedem pojazdów: transportery opancerzone typu rosomak, samochód medyczny oraz pojazd dowódcy i sapera.

Anonimowy żołnierz z dziesiątej zmiany polskiego kontyngentu ujawnił, że Talibowie zamierzali wysadzić pojazd saperski, pierwszy w konwoju. Technologia zamachu przypominała naszą partyzancką walkę z pociągami Niemców: mina pod szyną kolejową, kabel od niej do najbliższych krzaków, a tam przełącznik napięcia. Proste i skuteczne.

– Bogu dzięki – relacjonował żołnierz. – Jechaliśmy szybko, bo nie szły „wąsy”.

„Wąsami” są żołnierze idący przodem po obydwu bokach kolumny. Wypatrują takich właśnie kabli prowadzących do miny. Nie spodziewali się zasadzki w tak bezpośredniej bliskości bazy.

Do mediów „przecieka” coraz więcej faktów świadczących o dziadowskim wyposażeniu polskiej misji okupacyjnej – pardon – stabilizacyjnej. Mówią o tym żołnierze, którzy już powrócili z poprzednich zmian, ale zawsze mówią anonimowo.

Lista tych braków jest długa na tle potrzeb tamtejszych warunków bojowych, permanentnego osaczenia przez Talibów. Zwłaszcza, gdy porównamy je z wyposażeniem ekwipunku i zabezpieczenia żołnierzy amerykańskich i zachodnioeuropejskich.

Najbardziej niebezpieczne są kamizelki kuloodporne. Ten typ kamizelek to technologiczne średniowiecze. Ważą około ośmiu kilogramów, gdy nowoczesne – nie wiele ponad trzy kilogramy. Są ponadto niewygodne, krępują ruchy, niedobrane do wzrostu żołnierzy.

Co innego – kamizelki dla vipów nawiedzających bazę.

W taką pokazową kamizelkę ubrali szefowie bazy ich pracodawcę, czyli premiera Tuska. Z wyglądu niczym się nie różniła od cywilnej kamizelki spacerowicza czy grzybiarza. Te dla

żołnierzy, czynią z nich ludzików podobnych do kosmonautów. Zamieszczamy zdjęcie ochrony ministra Sikorskiego.

Zwróćmy uwagę na żołnierza z lewej. Wygląda jakby szedł z plecakami z przodu.

Istnieją jeszcze kamizelki dla super-vipów, kamizelki „konferencyjne” chroniące od postrzałów z broni krótkiej i pistoletów maszynowych o krótkim zasięgu. Takie kamizelki nosił np. Dawid Rockefeller, kiedy pojawiał się na sabatach Klubu Bilderberg czy innych. Można ją rozpoznać tylko po nieznacznym pogrubieniu torsu i zarysach kamizelki. Na kamizelki jakie noszą żołnierze amerykańscy nie ma pieniędzy, bo pieniądze poszły np. na budowę stadionów na europejskie mistrzostwa piłki kopanej i sześć miliardów złotych na poprawę standartu życia Greków*.

(* W audycji Radia Maryja (1 III 2012) poseł Samorządnej Polski poinformował słuchaczy, że parlament grecki przyjął ostatnio ustawę o uznaniu 35 procent uszczerbku zdrowia wszystkim pedofilom, ekshibicjonistom i podobnym zboczeńcom.)

Do broni różnych kalibrów brakuje amunicji. Po tragedii grudniowej dowieziono im więcej amunicji, na co wpłynął wścibski artykuł w „Naszym Dzienniku” – jak zawsze anonimowy wywiad z żołnierzem.

Rosomaki stale się psują. Ich obsługę nęka permanentny brak części zamiennych.

Skandalem były okoliczności dramatycznej nocy polskich żołnierzy 21 grudnia 2011 roku, kiedy utknęli w górach Zana Khan. Wysłano ich do patrolowania terenu na wysokości 3,5-4

kilometrów. Noc na takich wysokościach jest mroźna, szczególnie groźna w skutkach dla nieprzygotowanych. Czekając na śmigłowce, żołnierze palili nad ranem własne ubrania. Od hipotermii uratowały ich helikoptery amerykańskie. Nasza baza tylko dopytywała się, czy naprawdę grożą im odmrożenia. Bo przecież interwencja śmigłowca to strata benzyny.

Jak na pytania o te sprawy odpowiadał generał Cieniuch podczas przesłuchania przed Sejmową Komisją Obrony Narodowej? Zapewniał, że żołnierz czasem musi się odmrozić, taki

jest bowiem charakter tamtej misji, gdy operuje się w wysokich górach. Problemów nie widzi, bo żołnierze nie odnieśli „większych obrażeń”. Były „chyba” tylko trzy przypadki odmrożeń

i kilkudniowe leczenie szpitalne, czyli żołnierska normalka.

Pytanie kluczowe w tej sprawie brzmi następująco: kto odpowiadał za wysłanie na tak dalekie rozpoznanie plutonu nieprzygotowanego na utknięcie na całą noc? Taki patrol powinien być zabezpieczony na różne warianty sytuacyjne, w tym właśnie na całonocny pobyt w górach. Nikt w bazie nie chciał wziąć odpowiedzialności za takie nieprzygotowanie.

Skandalem w tym skandalu było wszczęcie postępowania wbec żołnierzy palących części swego umundurowania, gdy chcieli ratować sztywne dłonie czy stopy. Dochodzenie

wszczęła Żandarmeria Wojskowa.

Anonimowy żołnierz:

      Lepiej i taniej by było, gdyby zamarzli, ocalałyby mundury – szydził pod adresem generała Cieniusza i Żandarmerii Wojskowej.

Uczestniczący w tym posiedzeniu poseł mec. Bartosz Kownacki pytał:

      Czy żołnierze prosili o przysłanie polskich helikopterów? Jeżeli prosili, to dlaczego nie przyleciały?

      Czy były niesprawne?

Po zamachu Talibów, w którym zginęło pięciu polskich żołnierzy, przyleciały helikoptery amerykańskie. Dlaczego nie polskie?

Przyleciał amerykański medavac (medyczny) i polski pluton wsparcia, na długo przedtem zanim poderwały się polskie śmigłowce, „co trwa wieczność”.

Anonimowy żołnierz:

      Zawsze z nimi tak jest, bo to przestarzały sprzęt. Czas ich reakcji jest porażający. Nasze Mi-17 i Mi-27 w porównaniu z amerykańskimi black hawkami czy apache’ami wolno się rozgrzewają.

To dlaczego Jankesi nie dadzą swoich śmigłowców i samochodów patrolowych? Nasi żołnierze walczą i giną w ich interesie. Są tylko darmowymi najemnikami!

Baza ma specjalny balon obserwacyjny. Przy dobrej widoczności rejestruje obrazy na odległość do 30 kilometrów przez całą dobę. Przed piątkowym zamachem, w którym tylko cudem nie doszło do kolejnej masakry, balon był „wyłączony”. Pracował tylko w dzień z powodu zachmurzenia.

Jak generał Cieniuch podsumował to przesłuchanie przed sejmową Komisją?

      Nie wykluczam sprawdzenia tych informacji na miejscu, w Afganistanie.

Tak więc generał „nie wykluczał” sprawdzenia. To i tak dużo, bo przecież mógłby wykluczyć. A co wynikło z tego ewentualnego sprawdzenia? Tego się nie dowiemy.

Posiedzenie trwało nie cała godzinę. Wtedy prowadzący je słynny „brytan” Platformy Obywatelskiej Stefan Niesiołowski powiedział:

– Proszę kończyć zadawanie pytań, bo nam się kończy czas.

O co walczył rosyjski komandos w Afganistanie trzydzieści lat przedtem, nim zaczęli tam ginąć polscy komandosi?

Inwazja sowiecka na ten kraj była poniekąd wymuszona przez prowokacyjne działania amerykańskie. Stany Zjednoczone zaczęły penetrować ten kraj wywiadowczo i politycznie.

Starały się zwerbować swoich agentów wpływu w rządzie Afganistanu. Sowieci twierdzili, że było to wyraźne przygotowywanie przewrotu politycznego na rzecz „demokratyzacji” Afganistanu. W istocie chodziło o sprowokowanie Sowietów do inwazji na Afganistan, aby zapobiec dalszej amerykańskiej penetracji tego niezwykle ważnego strategicznie terenu. Strategicznie i surowcowo. Istotnym „surowcem” były tam uprawy roślin narkotykowych, na czym bogacili się dowódcy sowieccy. Po napaści USA na Afganistan produkcja i przemyt narkotyków wzrósł tam o kilkaset procent. Na posiedzeniu KC KPZR w sprawie najazdu na Afganistan nie było jednomyślności. Ostatecznie administracja Breżniewa zdecydowała się na inwazję, co stało się kolejnym gwoździem do trumny Bolszewii.

Kiedy musieli stamtąd uchodzić z podkulonymi ogonami, świat zrozumiał, że potęga militarna ZSRR nie mogła sobie poradzić z tym pustynnym obszarem i jego obrońcami. Popularną maksymą Talibów było i jest:

      Wy macie zegarki. My mamy czas.

Dopiero teraz, z dystansu trzydziestu lat można uznać, iż zainteresowanie polityczne i militarne Afganistanem ze strony USA mogło być już wtedy dalekosiężną polityką tego żandarma świata. GƗównym celem byƗa oczywiście ropa naftowa Zatoki Perskiej. Końcowym ciosem dla najeźdźcy sowieckiego było dostarczenie Talibom rakiet ziemia-powietrze typu Stinger. Położyły one kres bezkarnej dominacji Rosjan na niskich wysokościach: sowieckich helikopterów, ale także Migów schodzących do lądowania. zaczęły spadać jak kaczki, zestrzeliwane przez Talibów ukrytych za kępami krzaków. Do lądowej inwazji na Afganistan Amerykanie musieliby mieć wtedy mocny pretekst. A takiego nie było. Dopiero po latach wyprodukowano uniwersalny pretekst, pod którego sztandarem USA mogą atakować teraz każdy kraj w dowolnym punkcie Globu. Tym pretekstem stała się „wojna z terroryzmem” zdetonowana w wieżach WTC.

W tym celu żydowscy okupanci Ameryki zdecydowali się na niebywałą zbrodnię – na zburzenie wież nowojorskich pod pretekstem rzekomego ataku terrorystycznego grupy niedawnych Beduinów pod wodzą mitycznego Bin-Ladena, agenta CIA.

Przedtem światowy syjonizm musiał rozprawić się z Jugosławią. Najazd na Bałkany zorganizowano pod pretekstem ochrony mniejszości, rzekomo prześladowanych przez Serbów.

Zorganizowali więc serię prowokacji w Kosowie i w samej Serbii. Wybuchły walki wzniecone przez dywersantów opłaconych przez miłujące wolność, pokój i demokrację Stany Zjednoczone i Unię Europejską. Zmasakrowali Jugosławię z powietrza. W Kosowie osadzili swoich agentów wpływu, rozszarpali Jugosławię na kilka państewek bez wolnych wobec

dyktatu najeźdźców. Kosowo stało się odtąd „lotniskowcem” do przerzutu narkotyków do Europy z Afganistanu.

Po zmasakrowaniu Jugosławii, zwłaszcza Serbii, syjonizm spod znaku tzw. neokonserwatystów amerykańskich pod wodzą Żyda Busha, przystąpił do montowania światowej „wojny z terroryzmem”, której detonatorem stało się zburzenie wież nowojorskich i przypisanie tej zbrodni mitycznym „muzułmanom”. Zbrodnia sygnowana datą „9/11” stała się

sztandarem światowej „wojny z terroryzmem”. Nastąpił atak USA na Afganistan, następnie na Irak. Na Afganistan rzekomo dlatego, że kraj ten stał się matecznikiem światowego terrorysty – Bin Ladena, rzekomego organizatora ataku na WTC. Na Irak – bo ten kraj pod wodzą krwawej bestii o nazwisku Hussein, rzekomo posiadał już bronie biologiczne i chemiczne zdolne wytruć pół świata na czele z Izraelem. Nad to Irak już miał kończyć budowę bomby jądrowej. Należało zapobiec temu horrorowi.

Podobny pretekst obowiązuje w trakcie przygotowywania zbliżającego si ataku na Iran. Lada miesiąc kraj ten rzekomo wyprodukuje bombę nuklearną i na początek poczęstuje nią

biedny, niewinny, bezbronny kraj o nazwie Izrael, zamieszkały przez potomków „holokaustu”. Należy temu zapobiec wszelkimi środkami włącznie z dywanowymi nalotami na Iran. Nihil novi. Chyba jednak przedtem spopielą Syrię.

Tak oto chronologicznie i przyczynowo docieramy do polskiego udziału w „wojnie z terroryzmem”, do zbrodniczej misji polskich sił zbrojnych w najeździe i okupacji krajów napadniętych przez światowy żydzizm. Nasi najemnicy uczestniczyli już kolejno w okupacji Libanu, w „stabilizacji” Kosowa, w „misjach stabilizacyjnych” w Iraku, a teraz uczestniczyć w okupacji Afganistanu. Kroczymy w awangardzie wojny z terroryzmem.

Chazarska dzicz okupująca już najważniejsze kraje i punkty strategiczne globu, w ubiegłym roku skończyła ze straszakiem  w osobie Bin Ladena i jego wirtualnej Al – Kaidy. Uroczyście „uśmiercili” go w Pakistanie, gdzie rzekomo żył sobie spokojnie, przez 10 lat bezskutecznie poszukiwany przez wszystkie arcyspecjalne służby świata. Bin Laden zmarł już w 2001 roku. Inscenizacja „likwidacji” Bin Ladena stała się popisem propagandowej zuchwałości. Skończyli z nim rzekomym atakiem komandosów na jego pakistańską kryjówkę, następnie postanowili nie pokazywać jego zwłok, w końcu rozsypali jego prochy nad morzem. Koniec z Bin Ladenem!

Ale nie z Al – Kaidą, bo ta diabelska Baba Jaga musi straszyć wszystkie kontynenty tak długo, aż nastanie światowy pokój, choćby miał kamień nie zostać na kamieniu.

Musi także, co pewien czas, ujawniać swoje antyludzkie oblicze światowy terroryzm. Nie może być tak, że świat pogrąży się na kilka lat w błogim spokoju, puści w niepamięć groźbę

terroryzmu. W okresie niespełna dziesięciu lat raczono Europę kolejnymi krwawymi „zamachami terrorystycznymi”. Ostatnią erupcją terroryzmu była masakra dokonana przez rzekomego samotnego ksenofoba Norwega Breivika.

Był to wyjątkowo zuchwały majstersztyk propagandy i prowokacji. Zatem przyjrzyjmy się temu potworowi i jego celom.

Takie „ataki terrorystyczne” są z reguły poprzedzane koronkowym montowaniem w upatrzonym kraju pajęczyny „piątej kolumny”. Tak Sowieci montowali ją przed zbrojnym

atakiem na Afganistan, a jednocześnie mieli tam „piątą kolumnę” Amerykanie. Przedstawicielem „piątej kolumny” Wielkiej Brytanii był w Afganistanie m.in. Radosław Sikorski udający reportera wojennego. Potem wprowadzono go do władz państwowych w Polsce, najpierw w roli ministra wojny („obrony narodowej”), a następnie został przeflancowany do Platformy anty-Obywatelskiej w roli ministra obrony interesów Niemiec. W tej roli Sikorski wracał do Afganistanu przebrany już w mundur polskiego najemnika (zob. foto).

Na gruncie polskim posłużmy się fotografią pięciu koronnych przedstawicieli piątej kolumny, reprezentujących pół wieku okupacji Polski rzekomo niepodległej, suwerennej i równie rzekomo „demokratycznej”.

Zacząć wypada, z racji niekwestionowanych, największych jego zasług w dziele wasalizacji Polski dla Wielkiego Brata – od Wojciecha Jaruzelskiego*. Zaczynał po wojnie jako sowiecki agent „Wolski”, potem szedł jak rakieta do coraz wyższych okupacyjnych funkcji, aż do roli dowódcy Sił Zbrojnych i prezydentury ustalonej przy „okrągłym stole”.

( W pierwszych notatkach Bezpieki o jego agenturalnej misji, pisano jego nazwisko jako „Jeruzalski”, potem zdecydowano się na „Jaruzelski”. Tak czy owak, rdzeń słowotwórczo-nacyjny jest jerozolimski.)

Chronologicznie ujmując, drugim w kolejności powinien być Aleksander Stolzman-„Kwaśniewski”, grający rolę prezydenta „tego kraju” z nadania żydobolszewickiej watahy, przy cichym przyzwoleniu i poparciu watahy żydochazarskiego Zachodu. To on w kontekście Afganistanu wysłał naszych najemników do „stabilizowania” tego nieszczęsnego kraju, wtedy już napadniętego przez miłujący pokój żydostan amerykański. W związku z tym, że obydwa najazdy – sowiecki i „amerykański” były najazdami gangów żydochazarskich rozstawionych zgodnie w dwóch Międzynarodówkach – Finansowej i Komunistycznej, to nie można powiedzieć, iż „Kwaśniewski” wysyłając nasze mięso armatnie zdradził tych, którym zawdzięczał karierę.

Na fotografii brakuje prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który kontynuował wysyłkę naszego mięsa armatniego do Afganistanu, zawsze akceptując wszystko co nakazał „Zachód”.

Trzeci od lewej stoi taki sam krypto-lewak w roli prezydenta „tego kraju”, czyli Komorowski. On ani myślał już jako prezydent o wycofaniu kontyngentu polskiej krwi z bagna, z którego żaden agresor nie ma szans wyjść zwycięsko, jak tylko z podkulonym ogonem. Obok Komorowskiego stoi premier Don/Tusk, który „w tym temacie” jest duplikatem Komorowskiego (zob. foto na str. 14).

Mamy więc zagwarantowany pobyt naszych najemników aż do 2014 roku.

Pomiędzy Kwaśniewskim a Komorowskim. stoi T. „Mazowiecki”, uniwersalny, międzynarodowy „Konrad Wallenrod” starszych i mądrzejszych rezydujący „w tym kraju”.

Co do terminu wycofania wszystkich krwawych watah z Afganistanu, to zdania są podzielone. Oficjalnie „mówi się” o 2014 roku, ale w związku z kampanią prezydencką Obamy, w oczywistym poszukiwaniu kolejnego „sukcesu” tej prezydentury, minister „obrony” USA żydochazar Leon Panetta oświadczył w lutym 2012 roku, iż USA oraz ich wasale będą dążyć do zakończenia „operacji bojowej” w Afganistanie przed grudniem 2013 roku, czyli niby rok przed planowanym wcześniej terminem. Pozostały po tym terminie czas zamierzają przeznaczyć na „doradztwo i szkolenie afgańskich sił”, czytaj – budowanie stałych siatek piątej kolumny w Afganistanie. Panetta uściślił:

Naszym celem jest zakończenie całego tego procesu w 2013 roku, a później, miejmy nadzieję, od połowy do końca 2013 roku, przejść od roli bojowej do roli szkoleniowej i doradczo-wspierającej.

Tytułem komentarza do tej przypowieści, Agencja Associated Press dodała zgryźliwie, że podane terminy nakładają się na amerykański kalendarz polityczny, na etap kolejnej komedii „wyborów prezydenckich” w USA. A po wyborach „się zobaczy”.

Obecnie – początek lutego 2012 roku, Afganistan okupuje 99 000 amerykańskiego żołdactwa. Z tej liczby 22 000 może powrócić do domu jeszcze w tym roku. Oznacza to nieuchronne zwiększanie zagrożenia ze strony pozostałych sił, w tym dla polskiego kontyngentu.

Właśnie w lutym czterech żołnierzy francuskich zostało zastrzelonych przez Konrada Wallenroda – „legalnego” żołnierza afgańskiego! Zareagował na to francuski żydoprezydent Sarkozy grający rolę prezydenta wszystkich Francuzów, tudzież sześciu milionów Arabów francuskich. On także stoi przed arcytrudną dla siebie reelekcją prezydencką: trudną o tyle i dlatego, że jeszcze nie wie, czy Armia „R and R” (Rotschild and Rockefeller) przewiduje go ponownie do tej roli. Pewnie tak, bo jest z ich rozdania.

Francja ma rozpocząć już w marcu przyszłego roku przekazywanie dla afgańskiej armii odpowiedzialności za bezpieczeństwo prowincji Kapisa we wschodnim Afganistanie. Sarkozy buńczucznie wybiegający przed szereg wezwał pozostałych okupacyjnych sojuszników do skracania czasu okupacji Afganistanu. To zaskakujące wezwanie zdziwiło ministrów „obrony” państw NATO, właśnie zbierających się wtedy w Brukseli. Mieli tam omówić sytuację w Afganistanie w związku z „przeciekiem” z raportu NATO o tym , że władze Pakistanu za ich plecami wspierają afgańskich talibów, którzy już przebierają nogami, aby oficjalnie przejąć rządy w Afganistanie do końca 2014 roku.

Jak wiadomo, Pakistan jako kryptokolonia amerykańska zapewne został wyznaczony do roli nowego, tym razem niejawnego współokupanta Afganistanu. Ot, wyszło żydło z worka,

ale mogą się rozczarować, bo Pakistan to kraj o dużym ryzyku zaufania, a raczej jego braku. Wtedy już będzie dawno po „wyborach parlamentarnych” w polskim Kne-Sejmie. W 2012 roku tuskizm będzie już w fazie zwijania się, lub stanie si już tylko wspomnieniem, a prezydent Komorowski – tylko rekwizytem PO. Wtedy karuzela po polsku mówiących woskowych figur piątej kolumny obróci się o jakieś 30 stopni i zastygnie na następne cztery lata. Niestety, nie znamy tych przyszłych nominantów Międzynarodówki Finansowej, choć wygląda na to, że Tusk nie doczeka końca kadencji jako premier.

      Obroty tej wirówki zależą od tego, czy zakotłuje się w Iranie, a proces koszeryzacji polskiej kolonii poczyni do tego czasu wręcz zatrważające postępy. Raczej to drugie.

Tak czy inaczej, wojna z terroryzmem trwać będzie nadal, z siłą proporcjonalną do groźby stagnacji w Europie. Właśnie na fali takiego zastoju w Europie, a dokładniej w Europie

północnej nie jaki Breivik, mason – syjonista dokonał masakry norweskich dzieci, przedtem wysadzając w powietrze część budynku rządowego. Chronologia i geografia światowego terroryzmu wręcz wymagała takiej pokazówki. Wszak wszystkie kraje skandynawskie były dotąd wolne od efektownych „aktów terroryzmu”. Należało tę lukę wypełnić czymś spektakularnym, szczególnie szokującym.

Syjonistyczna „mowa nienawiści”, skrajna agresja słowna przeciwko każdemu głosowi demaskującemu rozszalały w bezkarności syjonizm zostaje użyta zawsze, gdy trzeba uderzyć w bębny wojny. Tak też było w przeddzień zamachu norweskiego „fanatyka” Andersa Breivika. W przeddzień dokonanej przez niego masakry dzieci na wyspie Utoya, w piśmie wojującego syjonisty, byłego trockisty a teraz „neokonserwatysty” (neokona) Davida Herovitza „Front Page Magazine”, ukazuje się artykuł Jozepha Kleina: „Norwescy kolaboranci”* (The Quislings of Norvey). Czytamy tam taki oto potok hucpiarskiej agresji:

Notoryczny Norweg, Vidkun Quisling, który asystował nazistowskim Niemcom w podboju własnego kraju, musi się radować w swoim grobie… W najnowszym przykładzie norweskiej kolaboracji z wrogami Żydów, norweski minister spraw zagranicznych, Jonas Gahr Stoere, oświadczył podczas konferencji prasowej w ubiegłym tygodniu, stojąc obok palestyńskiego prezydenta, Mahmouda Abbasa: „Norwegia jest zdania, że jest całkowicie słuszne, żeby palestyński prezydent zwrócił się do ONZ” w dążeniu do uznania niepodległości państwa palestyńskiego.

(* http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/07/30/syjonistyczni-ninawi…)

Podczas hitlerowskiej okupacji Norwegii, prawie wszyscy Żydzi zostali albo deportowani do obozów śmierci, albo uciekli do Szwecji i dalej. Obecnie, Norwegia jest pod skuteczną okupacją antysemickich lewicowców i radykalnych muzułmanów, i wydaje się być chętna w niszczeniu żydowskiego państwa Izrael.

      Norweski ustawodawca z Partii Pracy, Anders Mathisen, poszedł nawet dalej i publicznie zanegował holokaust. Powiedział, że Żydzi „przesadzali w swoich opowieściach”, oraz „nie ma dowodów na istnienie komór gazowych, czy masowych grobów”. Jeśli norweski establiszment polityczny i opiniotwórcza elita nie doszli jeszcze do punktu niepoczytalności, są skłonni uważać muzułmanów za ofiary izraelskiej opresji – to tak, jakby dzisiejsi muzułmanie przejmowali rolę żydowskich ofiar holokaustu, a Izraelczycy byli współczesnymi nazistami.

Przywódca socjalistów, Kristin Halvorsen, przewodziła kampanii bojkotu Izraela. Pełniąc funkcję norweskiego ministra finansów, znalazła się wśród demonstrantów na anty-izraelskim wiecu, w którym pokazywano plakat z hasłem: „Największa oś zła: USA i Izrael”. Wielokrotnie wykrzykiwano slogan: „Śmierć Żydom!”

W ubiegłym roku, rząd norweski zdecydował się wycofać inwestowanie w dwie izraelskie firmy działające na terenie Zachodniego Brzegu. Państwowy fundusz norweski wycofano z izraelskiej firmy Elbit, ponieważ miała udział w izraelskim murze bezpieczeństwa, który powstrzymuje palestyńskich zamachowców-samobójców. Izrael zablokowano także w przetargu na norweskie zamówienia w dziedzinie obronności.

Częściowym motywem tego antysemityzmu jest napływ do Norwegii w ostatnich dziesięcioleciach mas muzułmanów z Pakistanu, Iraku, Somalii i innych krajów. Wielokulturowość nauczyła norweskie elity kulturalne bezkrytycznej, a nawet służalczej postawy wobec wszystkich aspektów muzułmańskiej kultury i wiary. Kiedy przywódcy muzułmańscy wypowiadają się przeciwko Izraelowi i Żydom, odruchową reakcją wielokulturowej elity jest dołączenie do nich. I to się nazywa solidarność.

Czy to podstępne podżeganie, zrodzone z kultury nienawiści oraz islamofobii, nie usprawiedliwiało islamofobii Breivika? Czy nie było przygotowaniem atmosfery do tego co miało nastąpić nazajutrz?

Tacy jak Horovitz, Klein, jak Daniel Pipes, to „front” inspirujący nienawiść. Potrzebne są niezbędne prawa zabraniające uprawiania takiej napastliwej hucpy.

Ujadanie tych spienionych syjonistów stało się paliwem do tego, co miało fizycznie zapalić się na wyspie Utoya, tym samym mogło być cynicznie zaplanowaną „padgatowką”.