Najnowsze

Chazarska dzicz panem świata. Rozdział IV: “Czerwona Symfonia”. Henryk Pająk

Rozdział IV: „Czerwona Symfonia”, doktor J. Landowski1

 Głębokie rewolucje są zawsze dziełem otyłych arystokratów. Nie, Panowie, zarodek rewolucji nie tkwi w niewolnictwie, ani w biedzie, zarodek tkwi w chęci posiadania bogactw przez tych trybunów, którzy ją wykorzystują dla zysku. „Będziemy bogatsi” – taki jest cel rewolucji.

Juan Donoso Cortés (1809-1853) pisarz, dyplomata hiszpański.

Słowo wstępne

Materiał przedstawiony poniżej jest tłumaczeniem książki, która ukazała się w Madrycie po hiszpańsku pod tytułem „Simfonia en Rojo Mayor” i obecnie jest już jedenaste wydanie dokonane przez wydawnictwo Editorial E.R.S.A. pod redakcją znanego wydawcy Don Mauricio Carvilla, który zgodził się na angielskie tłumaczenie i jego wydanie. Pełna wersja to 800 stronic. Przedstawiony tu rozdział ma doniosłe znaczenie. Jest on przetłumaczony z wydania rosyjskojęzycznego jak i z hiszpańskojęzycznego. Jest to kompletny materiał sam w sobie.

Własna książka tłumacza zatytułowana „The Struggle for World Power” (Walka o władzę nad światem) także opisuje zagadnienie super władzy i globalnego zniewolenia przez władców lichwiarskiego kapitalizmu i terrorystycznego komunizmu, które oba są narzędziami tych samych potęg i służą temu samemu celowi. Książka była wydana w Madrycie po hiszpańsku przez pana Carvilla pod hiszpańskim tytułem „La Lucha por el Poder Mundial”. W niniejszej pracy widzimy tę całą historię błyskotliwie opisaną i udowodnioną przez jednego z głównych przedstawicieli – wykonawców wywrotowego zamachu na świat, Christiana G. Rakowskiego2, jednego z twórców Sowieckiego Bolszewizmu i także ofiary procesów pokazowych krótko przed wojną za panowania Stalina. Jest to dokument o historycznym znaczeniu i nikt, kto pragnie rzetelnej wiedzy o żydobolszewizmie, nie może go zignorować. Brak wiedzy o tezach tutaj opisanych jest także niewiedzą i niezrozumieniem wszystkiego, co dotyczy głównych wydarzeń i perspektyw naszych czasów.

W hiszpańskojęzycznej wersji Carvilla wyjaśnia pochodzenie materiałów, o których mowa:

    Jest to wynik wytężonego i drobiazgowego tłumaczenia kilku zeszytów znalezionych przy zwłokach doktora Landowskiego w chacie na froncie piotrogrodzkim (leningradzkim) przez hiszpańskiego ochotnika.

Przyniósł je nam. W świetle stanu zachowania manuskryptów ich rekonstrukcja była długą i wyczerpującą pracą, trwającą parę lat. Bardzo długo nie byliśmy pewni, czy będą one mogły być opublikowane. Tak nadzwyczajne i niewiarygodne były końcowe ujawnienia tajemnic, że nigdy nie ośmielilibyśmy się na publikację tych pamiętników, gdyby osoby i zdarzenia w nich wzmiankowane nie pokrywały się w pełni z faktami.

Zanim te wspomnienia ujrzały światło dzienne, przygotowaliśmy się pod względem faktów i ewentualnych zarzutów. Odpowiadamy całkowicie i osobiście za wiarygodność podstawowych faktów.

Zobaczymy, czy ktokolwiek będzie w stanie je podważyć…

Doktor Landowski był zrusyfikowanym Polakiem i mieszkał w Rosji. Jego ojciec, pułkownik Armii Rosyjskiego Imperium, został zastrzelony przez bolszewików podczas rewolucji 1917 roku. Życiorys doktora Landowskiego jest zdumiewający. Ukończył medycynę w Rosji przed rewolucją, następnie studiował przez dwa lata na Sorbonie w Paryżu, mówił biegle po francusku.

Interesował się wpływem narkotyków na ludzki organizm, pod kątem pomocy chirurgom. Będąc utalentowanym lekarzem przeprowadzał doświadczenia w tej dziedzinie i osiągał znaczące wyniki. Jednakże po rewolucji wszystkie drogi kariery zostały przed nim zamknięte. Żył wraz z rodziną w wielkiej nędzy, zarabiając na życie dorywczymi pracami. Nie mając możliwości publikacji prac naukowych pod własnym nazwiskiem, publikował je pod nazwiskiem bardziej fortunnego kolegi. Wszystkowiedzące NKWD (tajna policja) zainteresowała się tymi pracami, łatwo odkryło prawdziwego autora. Jego wiedza była dla nich bardzo cenna.

Pewnego dnia 1936 roku rozległo się pukanie do drzwi doktora. Poproszono go o towarzyszenie gościom i rodzina nigdy już go nie zobaczyła. Umieszczono go w budynku laboratorium chemicznego należącego do NKWD w pobliżu Moskwy. Mieszkał tam i był zmuszany do wykonywania rozmaitych zadań zleconych przez jego panów, był świadkiem przesłuchań, tortur i najstraszniejszych wydarzeń i zbrodni. Dwa razy był za granicą, ale zawsze pod kontrolą, jako więzień. Zdawał sobie ze wszystkiego sprawę i cierpiał bardzo, tym bardziej, że był przyzwoitym człowiekiem i był wierzącym. Miał odwagę prowadzenia notatek z tego co widział i słyszał, i kiedy tylko to było możliwe, zatrzymywał dokumenty, które przechodziły przez jego ręce, ukrywając je w wydrążeniu wykonanym w nodze swego stołu w laboratorium chemicznym.

 

Tak żył aż do wybuchu II Wojny Światowej. Nie wiadomo jak znalazł się w Piotrogrodzie i jak zginął. Dokument przedstawiony poniżej jest dokładnie zapisanym raportem z przesłuchania byłego ambasadora we Francji, C.G. Rakowskiego, prowadzonego w okresie procesów trockistów w ZSRR w 1938 roku, kiedy sądzono go razem z Bucharinem, Rykowem, Jagodą, Karachanem, doktorem Lewinem i innymi.

Kiedy oskarżony Rakowski wyjaśnił, mając na uwadze ratunek swego życia, że mógłby udzielić informacji specjalnej wagi, Stalin wydał rozkaz swojemu zagranicznemu agentowi, przeprowadzenie przesłuchania. Wiadomo jest, że Rakowski został skazany na śmierć przez rozstrzelanie, tak jak inni, ale został ułaskawiony i skazany na 20 lat więzienia.

Bardzo interesujący jest opis wspomnianego powyżej agenta. Był to niejaki Rene Duwal (także znany jako Gawrił Gawriłowicz Kuzmin), syn milionera, bardzo przystojny i utalentowany. Studiował we Francji. Jego owdowiała matka była pełna uwielbienia dla niego. Ale młody człowiek został uwiedziony przez komunistyczną propagandę i wpadł w ręce komunistycznej agentury.

Zaproponowano mu studia w Moskwie, a on chętnie tę propozycję przyjął.

Przeszedł przez ciężką szkołę NKWD i został zagranicznym agentem, a kiedy chciał zmienić zdanie, było już za późno. NKWD nie wypuszcza ludzi ze swego uścisku. Przez ćwiczenie siły woli osiągnął „wyżyny zła”, jak to nazywał, i cieszył się pełnym zaufaniem samego Stalina. Przesłuchanie zostało przeprowadzone przez tego agenta w języku francuskim. Doktor Landowski był obecny podczas przesłuchania, aby niezauważenie umieszczać narkotykowe tabletki w szklance Rakowskiego, żeby wywołać więcej jego energii i spowodować jego dobry nastrój. Za ścianą aparatura rejestrowała rozmowę a technik, który ją obsługiwał, nie znał języka francuskiego. Następnie doktor Landowski musiał tłumaczyć na język rosyjski w dwóch kopiach, dla Stalina i dla Gabriela (Gawriła). Odważył się, żeby potajemnie sporządzić trzecią kopię, którą głęboko ukrywał.

INFORMACJA

PRZESŁUCHANIE OSKARŻONEGO CHRISTIANA RAKOWSKIEGO

PRZEZ GAWRIŁA GAWRIŁOWICZA KUŹMINA

DNIA 26 STYCZNIA 1938 ROKU

Gawrił G. Kuźmin: Stosownie do naszej rozmowy z Łubianki, złożyłem apelację o danie wam ostatniej możliwości. Wasza obecność w tym budynku świadczy o tym, że moja apelacja zakończyła się pomyślnie. Przekonamy się, czy nas nie oszukacie.

Christian G. Rakowski: Nie pragnę tego i nie uczynię tego.

Gawrił: Ale przede wszystkim ostrzeżenie z dobrym zamiarem. Teraz jesteśmy zainteresowani rzeczywistą prawdą. Nie „oficjalną” prawdą, tą która jest przedstawiona na procesie w świetle zeznań oskarżonego… To jest coś, co jak wiecie, jest całkowicie przedmiotem praktycznych rozważań, albo „racji stanu”, jak to się mówi na Zachodzie. Wymogi polityki międzynarodowej zmuszają nas do ukrycia całej prawdy, „rzeczywistej prawdy…”. Jakikolwiek obrót przyjmie proces, to rządy i narody zostaną jedynie poinformowane o tym, co powinny wiedzieć. Ale on, który musi wiedzieć wszystko, Stalin, musi także widzieć również to wszystko. Dlatego cokolwiek byście tutaj nie powiedzieli, to i tak nie pogorszy to waszej sytuacji. Musicie wiedzieć, że nie to co powiecie nie powiększy waszej zbrodni, a wręcz przeciwnie, może to okazać się korzystne dla was. Będziecie w stanie uratować wasze życie, które w tej chwili już jest stracone.

A więc powiedziałem wam to teraz i przekonajmy się. Wy wszyscy przyznajecie, że jesteście szpiegami Hitlera i otrzymujecie wynagrodzenie z Gestapo i OKW3. Czy tak nie jest?

Rakowski: Tak.

Gawrił: I wy jesteście szpiegiem Hitlera?

Rakowski: Tak.

Gawrił: Nie, Rakowski, nie. Powiedzcie rzeczywistą prawdę, a nie prawdę procesową.

Rakowski: Nie jesteśmy szpiegami Hitlera, nienawidzimy Hitlera tak jak wy go nienawidzicie, jak Stalin może go nienawidzić, być może nawet bardziej, ale jest to bardzo skomplikowana kwestia.

Gawrił: Pomogę wam… Przypadkiem ja także wiem to i owo. Wy trockiści mieliście kontakty z Niemieckim Sztabem. Czy tak nie jest?

Rakowski: Tak.

Gawrił: Od jak dawna?

Rakowski: Nie znam dokładnej daty, ale krótko po upadku Trockiego. Oczywiście przed dojściem Hitlera do władzy.

Gawrił: Dlatego bądźmy precyzyjni. Wy nie byliście ani osobistymi szpiegami Hitlera, ani jego reżimu.

Rakowski: W istocie. Byliśmy nimi już wcześniej.

Gawrił: A w jakim celu? Żeby umożliwić Niemcom zwycięstwo i dać im pewną część rosyjskiego terytorium?

Rakowski: Nie, w żadnym wypadku.

Gawrił: Zatem jako zwykli szpiedzy dla pieniędzy?

Rakowski: Dla pieniędzy? Nikt nie otrzymał złamanego grosza od Niemiec. Hitler nie ma wystarczająco pieniędzy, żeby kupić, przykładowo, Komisarza Spraw Zagranicznych ZSRR, w którego gestii leży nieograniczony budżet,

większy niż całkowity majątek Morgana i Vanderbilta, i który nie musi rozliczać się z wydanych pieniędzy.

Gawrił: No więc w takim razie, dla jakiej przyczyny?

Rakowski: Czy mogę mówić całkowicie otwarcie?

Gawrił: Właśnie dlatego jesteście tutaj zaproszeni.

Rakowski: Czy Lenin nie miał wyższych celów, kiedy otrzymywał pomoc od Niemiec po to, żeby wejść do Rosji? I czy jest konieczne akceptowanie jako prawdziwych, tych oszczerczych wymysłów, które krążą od dawna, żeby go obwiniać? Czy nie nazwano go także szpiegiem Kaisera? Jego kontakty z Cesarzem i związek z niemiecką ingerencją w sprawie wysłania do Rosji bolszewickich niszczycieli, są całkowicie oczywiste.

Gawrił: Czy to jest prawda czy nie, to nie ma żadnego związku z bieżącą kwestią.

Rakowski: Nie, pozwólcie mi skończyć. Czy to nie fakt, że działalność Lenina na początku była korzystna dla armii niemieckiej? Pozwólcie mi…

Miał miejsce separatystyczny pokój w Brześciu Litewskim, na skutek którego olbrzymie terytoria ZSRR były przekazane Niemcom. Kto ogłosił defetyzm jako broń bolszewików w 1913 roku? Lenin. Znam na pamięć jego słowa z jego listu do Gorkiego: „Wojna pomiędzy Austrią i Rosją byłaby najkorzystniejszym układem dla rewolucji, ale jest to prawie niemożliwe, żeby Franciszek Józef i Mikołaj sprezentowali nam taką sposobność”. Jak widzicie, my, tak zwani trockiści, sprawcy klęski 1905 roku, kontynuujemy na obecnym etapie tą samą linię polityczną, linię Lenina.

Gawrił: Z małą różnicą, Rakowski. Obecnie mamy socjalizm w ZSRR, a nie cara.

Rakowski: Wierzycie w to?

Gawrił: W co?

Rakowski: W istnienie socjalizmu w ZSRR?

Gawrił: Czy Związek Sowiecki nie jest socjalistyczny?

Rakowski: Dla mnie tylko z nazwy. To jest ten punkt, który jest prawdziwą przyczyną dla przeciwdziałania. Zgódźcie się ze mną i siłą czystej logiki musicie się zgodzić, że teoretycznie, racjonalnie, mamy to samo prawo powiedzieć – nie, jak Stalin mówi – tak. I jeżeli dla triumfu komunizmu defetyzm może być uzasadniony, to w takim razie ten kto uważa, że komunizm został zniszczony przez bonapartyzm Stalina i że to on zdradził komunizm, to ten ma prawo, takie samo jak Lenin, żeby zostać defetystą.

Gawrił: Myślę, Rakowski, że teoretyzujecie z powodu waszej maniery szerokiego stosowania dialektyki. To jasne, że gdyby wielu ludzi było tu obecnych to udowodniłbym to. W porządku, przyjmę wasz wywód jako jedyny możliwy w waszej sytuacji, ale tym niemniej uważam, że mógłbym udowodnić wam, że to nic innego jak sofizm. Ale odłóżmy to na inną okazję, pewnego dnia wrócimy do tego. I mam nadzieję, że dacie mi możliwość odpowiedzi. Ale w chwili obecnej powiem tylko, że jeśli wasz defetyzm i klęska ZSRR ma na celu restaurację socjalizmu w ZSRR, prawdziwego socjalizmu, według was – trockizmu, to w takim razie, jeżeli zniszczyliśmy ich przywódców i kadry, to kapitulacja i klęska ZSRR nie ma ani obiektywnego ani żadnego sensu. Jako wynik klęski nadejdzie teraz osadzenie na tronie jakiegoś führera lub faszystowskiego cara. Czy nie tak?

Rakowski: To prawda. Bez fałszywego pochlebstwa przyznaję, że wasza

dedukcja jest znakomita.

Gawrił: Cóż, jeżeli, jak zakładam, to wasze uznanie jest szczere. W takim razie osiągnęliśmy wielki postęp. Ja jestem stalinistą, wy trockistą. Osiągnęliśmy to co niemożliwe. Osiągnęliśmy punkt, w którym nasze opinie

pokrywają się. Zbieżność naszych opinii polega na zgodzie, że w obecnej chwili ZSRR nie wolno niszczyć.

Rakowski: Muszę wyznać, że wcześniej nie oczekiwałem osobistego spotkania z tak mądrą osobą. W rzeczywistości na obecnym etapie i przez kilka lat nie możemy myśleć o klęsce ZSRR i wywoływaniu jej i jak wiadomo, że obecnie jesteśmy w takiej sytuacji, że nie możemy przechwycić władzy. My komuniści nie zyskalibyśmy żadnej korzyści z tego. To jest całkowicie oczywiste i zbieżne z waszym poglądem. My nie możemy być zainteresowani w upadku państwa stalinowskiego. Mówię to i jednocześnie przyznaję, że to państwo,

poza wszystkim co zostało już powiedziane, jest antykomunistyczne. Widzicie, że jestem szczery.

Gawrił: Tak, widzę. Jest to jedyna droga, żebyśmy mogli dojść do zgody.

Poprosiłbym was, zanim będziecie kontynuować, o wyjaśnienie mi tego, co wydaje mi się sprzecznością. Jeśli państwo sowieckie jest antykomunistyczne dla was, to dlaczego nie życzycie sobie jego zniszczenia w tym momencie?

Ktoś inny mógłby być mniej antykomunistyczny i wtedy byłoby niej przeszkód do restauracji waszego czystego komunizmu.

Rakowski: Nie, nie, takie wnioskowanie jest zbyt proste. Chociaż stalinowski bonapartyzm także sprzeciwia się komunizmowi tak, jak napoleoński bonapartyzm sprzeciwiał się rewolucji, ale przesłanka jest oczywista, że niemniej jednak, ZSRR nadal zachowuje jego komunistyczną formę i dogmat. Jest to formalny i nieprawdziwy komunizm. I tak, jak zniknięcie Trockiego dało Stalinowi automatycznie możliwość przekształcenia komunizmu prawdziwego w komunizm formalny, to także zniknięcie Stalina pozwoli nam przekształcić jego formalny komunizm w ten prawdziwy. Wystarczy nam jedna godzina. Zrozumieliście mnie?

Gawrił: Tak, oczywiście, powiedzieliście nam klasyczną prawdę, że nikt nie niszczy tego, co chce przejąć. Cóż, niech będzie. Cała reszta jest sofizmatycznym sprytem. Polegacie na założeniu, które łatwo może być obalone, a mianowicie na założeniu o antykomunizmie Stalina. Czy istnieje własność prywatna w ZSRR? Czy istnieją prywatne zyski? Klasy? Nie będę kontynuował przekonywania siebie faktami, bo po co?

Rakowski: Już przyznałem wam, że istnieje formalny komunizm. Wszystko co wyliczacie, to są zaledwie formy.

Gawrił: Tak? Z jakim przeznaczeniem? Ze zwykłego uporu?

Rakowski: Oczywiście, że nie. To jest konieczność. Niemożliwością jest wyeliminowanie ewolucji materialistycznej z historii. Co najwyżej można ją jedynie powstrzymywać. I za jaką cenę? Kosztem jej teoretycznej akceptacji po to, żeby zniszczyć to w praktyce. Siła, która pcha ludzkość ku komunizmowi, jest tak niezwyciężona, że ta sama siła, ale zniekształcona, przeciwstawna samej sobie, może tylko osiągnąć zwolnienie postępu, a bardziej precyzyjnie, zwolnienie postępu permanentnej rewolucji.

Gawrił: Przykład?

Rakowski: Najbardziej rzucający się w oczy – Hitler. Potrzebował socjalizmu, żeby zwyciężyć socjalizm. To jest ten jego antysocjalistyczny socjalizm, który jest narodowym socjalizmem. Stalin potrzebuje komunizmu,

aby zwyciężyć komunizm. Podobieństwo jest oczywiste. Ale bez względu na antysocjalizm Hitlera i antykomunizm Stalina, obaj na ich nieszczęście i wbrew ich woli, transcendentalnie budują socjalizm i komunizm… Oni i wielu innych.

Czy tego chcą czy nie, czy o tym wiedzą czy nie, to jednak oni budują formalny socjalizm i komunizm, który my komuniści – marksiści, musimy nieuchronnie odziedziczyć.

Gawrił: Dziedzictwo? Kto dziedziczy? Trockizm jest całkowicie zlikwidowany.

Rakowski: Chociaż tak mówicie, to nie wierzycie w to. Jakkolwiek wielkie byłyby zniszczenia, to my komuniści przetrwamy je. Długie ramię Stalina i jego policji nie może dosięgnąć wszystkich komunistów.

Gawrił: Rakowski, ja was proszę i jeśli to konieczne, to nakazuję, powstrzymajcie się od obraźliwych stwierdzeń i aluzji. Nie posuwajcie się zbyt daleko wykorzystując wasz „immunitet dyplomatyczny”.

Rakowski: Czy ja posiadam listy uwierzytelniające? A czyim jestem ambasadorem?

Gawrił: Właśnie tego nieosiągalnego trockizmu, jeśli zgodzimy się tak go zwać.

Rakowski: Nie mogę być ambasadorem trockizmu, który wspominasz. Nie otrzymałem prawa do reprezentowania go i nie podjąłem się takiej roli. Wyście mnie tą rolą obdarzyli.

Gawrił: Zaczynam wam ufać. Zauważam na waszą korzyść, że na moją wzmiankę o trockizmie nie wyparliście się go. To już jest dobry początek.

Rakowski: Jak mogę się go wypierać? Ostatecznie to ja sam mówiłem o nim.

Gawrił: Skoro już ustaliliśmy, że istnieje ten nadzwyczajny trockizm co ustaliliśmy wspólnie i zgodnie, to teraz chcę żebyście podali konkretne fakty, które są potrzebne do prześledzenia tejże zbieżności.

Rakowski: Tak, będę w stanie wskazać to, co uważacie za konieczne i uczynię to z mojej własnej chęci, ale nie będę w stanie dowieść, że to jest zawsze także „ich” opinia.

Gawrił: Tak, wezmę to pod uwagę.

Rakowski: Zgodziliśmy się, że w obecnym momencie opozycja nie może być zainteresowana w kapitulacji i upadku Stalina, chociaż nie mamy fizycznej możliwości znalezienia się w sytuacji tejże opozycji. W tym względzie osiągnęliśmy zgodę. W tej chwili jest to fakt bezsporny. Aczkolwiek istnieje możliwy agresor. Jest nim ten potężny nihilista Hitler, który celuje ze swojej straszliwej broni, którą jest Wehrmacht, we wszystko. Zarówno czy tego chcemy czy nie, to czy on użyje swego Wehrmachtu przeciwko ZSRR? Zgódźmy się, że dla nas jest to rozstrzygający niewiadomy fakt, albo inaczej, czy uważacie, że kwestia została właściwie przedstawiona?

Gawrił: Tak, przedstawiliście dobrze. Ale mogę powiedzieć, że dla mnie nie ma nieznanego czynnika. Ja uważam atak Hitlera na ZSRR za nieunikniony.

Rakowski: Dlaczego?

Gawrił: Bardzo proste, ponieważ ten kto kontroluje, skłonny jest do ataku. Hitler jest jedynie kondotierem międzynarodowego kapitalizmu.

Rakowski: Zgadzam się, że istnieje niebezpieczeństwo, ale od tego, do założenia o nieuniknionym ataku Hitlera na ZSRR, rozciąga się przepaść.

Gawrił: Atak na ZSRR leży w samej istocie faszyzmu. Na dodatek jest on nakłaniany do tego przez te wszystkie kapitalistyczne państwa, które pozwoliły mu na odbudowę sił zbrojnych i rozwinięcie wszystkich niezbędnych ekonomicznych i strategicznych fundamentów. To jest całkiem jasne.

Rakowski: Zapominasz o czymś bardzo ważnym. Odbudowa sił zbrojnych Hitlera i pomoc, którą otrzymał obecnie od narodów Wersalu, dobrze to rozważcie, była mu przyznana w czasie szczególnego okresu, kiedy my ciągle mogliśmy stać się spadkobiercami Stalina w przypadku jego przegranej, kiedy opozycja ciągle istniała… Czy uważacie ten fakt za wynik jedynie przypadku lub zbiegu okoliczności w czasie?

Gawrił: Nie widzę żadnego związku pomiędzy zezwoleniem mocarstw Wersalskich na odbudowę niemieckich sił zbrojnych a istnieniem opozycji… Trajektoria hitleryzmu jest sama w sobie jasna i logiczna. Atak na ZSRR był częścią jego programu już od bardzo dawna. Zniszczenie komunizmu i ekspansja na Wschód – to dogmaty z książki „Mein Kampf”, takiego Talmudu narodowego socjalizmu… ale wasi defetyści pragnęli skorzystać z tego zagrożenia ZSRR, które oczywiście jest zgodne z waszą logiką.

Rakowski: Tak, na pierwszy rzut oka wydaje się to być naturalne i logiczne, zbyt logiczne i naturalne, żeby mogło być prawdą.

Gawrił: Żeby zapobiec takiemu zdarzeniu, ażeby Hitler nas nie zaatakował, musielibyśmy powierzyć siebie przymierzu z Francją…, ale to byłoby naiwnością. Znaczyłoby to, że wierzymy, iż kapitalizm byłby skłonny poczynić ofiary na ołtarzu ratowania komunizmu.

Rakowski: Jeśli będziemy kontynuować dyskusję jedynie na podstawie tych koncepcji, które stosowane są w szerokim użyciu na masowych wiecach, to macie zupełną rację. Ale jeśli mówicie to szczerze, to w takim razie wybaczcie, ja jestem rozczarowany. Myślałem, że rozumienie polityki słynnej stalinowskiej

policji, jest na wyższym poziomie.

Gawrił: Hitlerowski atak na ZSRR jest oprócz tego koniecznością dialektyczną. Jest tak samo nieuchronny jak walka klas na płaszczyźnie międzynarodowej. U boku Hitlera musi stanąć cały globalny kapitalizm.

Rakowski: I tak, wierzcie mi, wygląda to w świetle waszej scholastycznej dialektyki, a ja wyrobiłem sobie bardzo negatywną opinię o kulturze politycznej stalinizmu. Słucham waszych słów jak Einstein mógł słuchać uczniaka

mówiącego o fizyce w czterech wymiarach. Widzę, że jesteście jedynie obeznani z elementarnym marksizmem, to jest z demagogiczną, popularną wersją.

Gawrił: Jeśli wasze wyjaśnienie nie będzie zbyt długie i zawiłe, to będę wdzięczy za pewne objaśnienie tej „względności” albo „kwantum” marksizmu.

Rakowski: Tutaj nie ma ironii. Mówię z najlepszymi zamiarami… W tym samym podstawowym marksizmie nauczanym nawet w waszym stalinowskim Uniwersytecie, możecie znaleźć twierdzenie, które zaprzecza całej waszej tezie o nieuchronności hitlerowskiego ataku na ZSRR. Jesteście także uczeni, że kamieniem węgielnym marksizmu jest twierdzenie, że rzekomo sprzeczności są nieuleczalną i śmiertelną chorobą kapitalizmu… Czy tak nie jest?

Gawrił: Tak jest, oczywiście.

Rakowski: Ale jeśli rzeczy tak się w rzeczywistości mają, że oskarżamy kapitalizm o to, że jest przepojony nieustającymi kapitalistycznymi sprzecznościami w sferze gospodarczej, to dlaczego musi on koniecznie niedomagać z ich powodu w sferze politycznej? Sfera polityczna i gospodarcza nie mają żadnego znaczenia same w sobie. To są warunki lub miary społecznej treści, a sprzeczności powstają w sferze społecznej i są odzwierciedlone jednocześnie w sferze gospodarczej lub politycznej lub w obu naraz. Byłoby absurdem założenie omylności w ekonomii i jednocześnie nieomylności w polityce co jest czymś zasadniczym, żeby atak na ZSRR stał się nieuchronny, według waszego twierdzenia, absolutnie zasadniczym.

Gawrił: To oznacza, że wy polegacie we wszystkim na sprzecznościach, na fatum i nieuchronności błędów, które muszą być popełnione przez burżuazję, która powstrzyma Hitlera od ataku na ZSRR. Ja jestem marksistą. Rakowski, ale tutaj, pomiędzy nami, po to żeby dać pretekst do irytacji pojedynczego działacza, mówię ci, że pomimo całej mojej wiary w Marksa, nie uwierzę, że ZSRR istnieje dzięki błędom popełnionym przez wrogów… I sądzę, że Stalin podziela taki sam pogląd.

Rakowski: Ależ ja też tak sądzę… Nie patrzcie tak na mnie, ponieważ ja nie żartuję i nie jestem szalony.

Gawrił: Pozwólcie, że przynajmniej będę mieć wątpliwości, dopóki nie udowodnicie waszych twierdzeń.

Rakowski: Czy teraz rozumiecie, że miałem powody do zakwalifikowania waszej kultury marksistowskiej jako słabowitej i wątpliwej? Wasze argumenty i reakcje są takie same, jak u każdego aktywisty każdego poziomu.

Gawrił: A są one nieprawidłowe?

Rakowski: Tak, są prawidłowe dla drobnego administratora, dla biurokraty i dla mas. One są odpowiednie dla przeciętnego bojownika…Oni muszą wierzyć w to i powtarzać wszystko, jakby było to napisane. Posłuchajcie mnie w sposób zupełnie poufny. Przy pomocy marksizmu otrzymujecie takie same wyniki jak przy pomocy starożytnych, ezoterycznych religii. Ich wyznawcy musieli wiedzieć tylko to co było najbardziej zasadnicze i surowe, w takim stopniu, żeby to podtrzymywało ich wiarę, to znaczy to co jest absolutnie istotne, zarówno w religii jak i w pracy rewolucyjnej.

Gawrił: Czy nie chcecie teraz otworzyć przede mną wrota mistycznego marksizmu, coś jakby na kształt masonerii?

Rakowski: Nie, żadnej ezoteryki. Przeciwnie, wyjaśnię to z maksymalną przejrzystością. Marksizm, zanim stał się filozoficznym, ekonomicznym i politycznym systemem, był i jest konspiracją rewolucyjną. A co do nas, [trockistów]

to rewolucja jest jedyną absolutną rzeczywistością, która dowodzi, że filozofia, ekonomia i polityka są prawdziwe, jeżeli prowadzą do rewolucji.

Fundamentalna prawda (nazwijmy ją subiektywnością) nie istnieje w ekonomiach, politykach a nawet w moralnościach. W świetle naukowej abstrakcji to jest zarówno prawda jak i błąd, ale dla nas, którzy jesteśmy przedmiotami rewolucyjnej dialektyki, to jest jedyna prawda i dlatego wyłączna prawda, to musi być także obowiązujące każdego rewolucjonistę i tak było z Marksem.

Zgodnie z tym, my musimy działać. Pamiętaj o wyrażeniu Lenina w odpowiedzi komuś, kto wykazał drogą wywodu, że rzekomo jego zamysł był sprzeczny z rzeczywistością: „Czuję, że to jest rzeczywistość” – taka była jego odpowiedź.

Czy nie sądzisz, że Lenin wypowiedział nonsens? Nie, dla niego każda rzeczywistość, każda prawda była względna w zetknięciu z tą wyłączną i absolutną prawdą – rewolucją. Marks był geniuszem. Gdyby jego dzieła ograniczyły się

tylko do głębokiej krytyki kapitalizmu, to wtedy nawet to byłoby niedoścignionym osiągnięciem naukowym. Ale w tych miejscach, gdzie jego piśmiennictwo osiąga poziom mistrzostwa, pojawia się efekt pozornie ironicznego rozwiązania.

„Komunizm – mówi on – musi zwyciężyć, ponieważ kapitał da mu to zwycięstwo, chociaż jest jego wrogiem”. Taka jest autorytatywna teza Marksa…

Czy może być większa ironia? I wtedy żeby mu uwierzono, wystarczyło mu zdepersonalizować kapitalizm i komunizm, transformując osobę ludzką w trzeźwo myślącą jednostkę, co uczynił z wyjątkowym talentem żonglera. Taka była jego chytra metoda, żeby pokazać kapitalistom, że oni są rzeczywistością kapitalizmu i że komunizm może zatriumfować w rezultacie wrodzonego idiotyzmu, ponieważ bez obecności nieśmiertelnego idiotyzmu w umysłowości homo economico, nie mogłyby wystąpić w nim stałe sprzeczności, jak głosił Marks. Żeby osiągnąć

możliwość transformacji homo sapiens w homo stultum, trzeba posiadać magiczną moc zdolną zdegradować człowieka do najniższego poziomu drabiny zoologicznej, to znaczy do poziomu zwierzęcia. Gdyby tylko był homo stultum w wieku apogeum kapitalizmu, to Marks mógłby sformułować swoje oczywiste twierdzenie: „sprzeczności plus czas równa się komunizm”. Uwierzcie mi, że kiedy my, wtajemniczeni w to, rozważamy przedstawianie Marksa, na przykład takie, jak to umieszczone nad głównym wejściem do Łubianki, to nie możemy powstrzymać się od wewnętrznego wybuchu śmiechu, którym zaraził nas Marks. Widzimy jak się śmieje pod wąsem z całej ludzkości.

Gawrił: I wy ciągle jesteście zdolni do śmiechu z najbardziej czczonego naukowca naszej ery?

Rakowski: Naigrawać się, ja?… To jest najwyższy zachwyt! Żeby Marks był zdolny oszukać tak wielu ludzi nauki, niezbędnym było wzniesienie się przez niego ponad nich wszystkich. Cóż, żeby mieć opinię o Marksie w całej jego wielkości, to musimy rozpatrywać rzeczywistego Marksa, Marksa rewolucjonistę, Marksa ocenianego w świetle jego manifestu. To znaczy Marksa konspiratora, ponieważ podczas jego życia rewolucja odbywała się w warunkach konspiracji.

To nie jest bez znaczenia, że rewolucja zawdzięcza swój rozwój i swoje ostatnie zwycięstwa tym konspiratorom.

Gawrił: To dlatego zaprzeczacie istnieniu dialektycznego procesu przeciwieństw w kapitalizmie, który prowadzi do ostatecznego triumfu komunizmu?

Rakowski: Możecie być pewni, że gdyby Marks wierzył, iż komunizm osiągnie zwycięstwo jedynie dzięki przeciwieństwom w kapitalizmie, to nigdy by ani razu nie wspomniał o tych przeciwieństwach na tysiącach stron jego naukowo-rewolucyjnego dzieła. Taki był stanowczy imperatyw realistycznej natury Marksa. Nie naukowy, ale rewolucyjny. Rewolucjonista i konspirator nigdy nie ujawni swemu przeciwnikowi tajemnicy swego zwycięstwa… Nigdy nie ujawni informacji, natomiast poda dezinformację, którą użyje do kontr-konspiracji.

Czy tak nie jest?

Gawrił: Jednakże w końcu doszliśmy do wniosku, według was, że nie ma żadnych sprzeczności w kapitalizmie i gdyby Marks mówił o nich, to tylko byłaby to metoda rewolucyjno-strategiczna. Czy tak? Ale olbrzymie i ciągle narastające sprzeczności w kapitalizmie można jednak dostrzec. I tak dochodzimy do wniosku, że Marks kłamiąc, mówił prawdę.

Rakowski: Jesteście niebezpiecznym dialektykiem, kiedy niszczycie hamulce scholastycznego dogmatyzmu i uwalniacie wodze własnej pomysłowości. Tak to jest, że Marks mówił prawdę, kiedy kłamał. On kłamał, kiedy wprowadzał w błąd definiując sprzeczności jako „ciągłe” w historii ekonomii kapitalizmu i nazywał je „naturalnymi i nieuchronnymi”, ale jednocześnie stwierdził prawdę, ponieważ wiedział, że sprzeczności będą tworzone i będą się powiększały wraz z narastającym postępem, aż osiągną swoje apogeum.

Gawrił: To oznacza, że uważacie, iż nie istnieje antyteza?

Rakowski: Nie ma tutaj żadnej antytezy. Marks oszukuje z powodów taktycznych w sprawie źródła sprzeczności w kapitalizmie, ale nie o ich oczywistej obecności. Marks wiedział, jak były sprzeczności tworzone, jak stawały się coraz ostrzejsze i jak sytuacja zmierzała w stronę całkowitej anarchii w kapitalistycznej produkcji, co nadeszło przed triumfem komunistycznej rewolucji… On wiedział, że to się wydarzy, ponieważ on znał tych, którzy tworzyli sprzeczności.

Gawrił: Jest to bardzo dziwaczna rewelacja i wiadomość, to twierdzenie i ujawnienie przesłanki, która prowadzi kapitalizm do jego „samobójstwa” za pomocą dobrze dobranego wyrażenia burżuazyjnego ekonomisty Schmalenbacha, na poparcie Marksa, nie jest istotą i wrodzonym prawem kapitalizmu.

Ale jestem ciekaw, czy tą drogą osiągniemy wzajemne zrozumienie?

Rakowski: Nie przeczuwaliście tego intuicyjnie? Czy nie zauważyliście, jakie w słowach Marksa występują wzajemne sprzeczności? Głosi on konieczność i nieuchronność kapitalistycznych sprzeczności udowadniając istnienie wartości dodatkowej i akumulacji, a to oznacza, że udowadnia on to, co istnieje naprawdę.

Wynajduje on sprytnie twierdzenie, że większej koncentracji środków produkcji niezbędna jest większa masa proletariatu, a tym samym zwiększa się siła tworząca komunizm, czy nie jest tak? Idźmy dalej. Jednocześnie z deklaracją tego twierdzenia zakłada on Międzynarodówkę. A jednak Międzynarodówka jest, w realizacji codziennej walki klas, „reformistyczna”. Jest organizacją, której celem jest ograniczenie wartości dodatkowej i gdzie to możliwe, jej eliminacja. Z tej przyczyny, patrząc obiektywnie, Międzynarodówka jest kontrrewolucyjną organizacją i zgodnie z teorią Marksa, antykomunistyczną.

Gawrił: A teraz dowiadujemy się, że Marks jest kontrrewolucjonistą i antykomunistą.

Rakowski: Cóż, teraz rozumiecie, jak można korzystać z autentycznej kultury marksistowskiej. Jedyną możliwością zakwalifikowania Międzynarodówki jest kwalifikacja jej jako organizacji kontrrewolucyjnej i antykomunistycznej w świetle logiki i naukowej precyzji, jeśli oczywiście nie wnika się w fakty głębiej niż poniżej powierzchownych skutków, a w tekście czyta się tylko słowa. Dochodzi się do takich absurdalnych wniosków dopóki wydają się one takie oczywiste, kiedy zapomina się, że słowa i fakty w marksizmie podlegają rygorystycznym zasadom nauki wyższej, zasadom konspiracji i rewolucji.

Gawrił: Czy kiedykolwiek dojdziemy do rozstrzygającego wniosku?

Rakowski: Za chwilę. Jeśli walka klas w sferze ekonomicznej okazuje się być reformistyczna w świetle jej pierwszych skutków i z tego powodu jest sprzeczna z teoretycznymi założeniami, które określają ustanowienie komunizmu, to potem jest w swoim realnym i prawdziwym sensie czysto rewolucyjna. Ale jeszcze raz powtarzam, że to wszystko zostało poddane zasadom konspiracji, co oznacza maskowanie i ukrywanie prawdziwych celów… Ograniczenie wartości dodatkowej i tym samym akumulacji jako konsekwencji walki klas, to tylko sprawa pozorów, iluzji w celu pobudzania podstawowego ruchu rewolucyjnego w masach. Strajk już jest próbą rewolucyjnej mobilizacji. Niezależnie czy zwycięży czy nie, jego skutki ekonomiczne są anarchiczne. W rezultacie ten sposób polepszenia sytuacji ekonomicznej jednej klasy doprowadza do wyniszczenia całej gospodarki. Jakiekolwiek byłyby skutki i jakakolwiek skala strajku, to zawsze doprowadzą one do zmniejszenia produkcji. Ogólny skutek to więcej biedy, której klasa pracująca nie jest w stanie się pozbyć.

To już jest coś. Ale to nie jest jedyny skutek i nie najważniejszy. Jak wiemy, jedynym celem walki w sferze ekonomicznej jest zwiększenie zarobków i zmniejszenie ilości pracy. Taki jest absurd ekonomiczny, ale według naszej terminologii, taka jest sprzeczność, która nie może być zauważona przez masy zawsze zaślepione podwyżkami zarobków, które natychmiast są anulowane przez wzrost cen. A jeśli ceny są ograniczone przez działania rządowe, wtedy i tak dzieje się to samo, to jest: sprzeczność pomiędzy wydawaniem więcej a produkowaniem mniej, skutkuje inflacją pieniądza. I tak zamyka się błędne koło – strajk, głód, inflacja, głód.

Gawrił: Za wyjątkiem, kiedy strajk ma miejsce na koszt wartości dodatkowej kapitalizmu.

Rakowski: Teoria, czysta teoria. Mówiąc między nami, weźcie jakiś rocznik statystyczny dotyczący gospodarki jakiegoś kraju i podzielcie całkowity dochód przez liczbę tych wszystkich otrzymujących pensje i inne wynagrodzenia, a ujrzycie niezwykły wynik. Ten wynik jest najbardziej kontrrewolucyjnym faktem, i musimy utrzymywać to w całkowitej tajemnicy. Powód leży w tym, że jeśli odejmiecie od teoretycznej dywidendy płace i koszty utrzymania kierownictwa, które będą konsekwencją zniesienia własności, to wtedy prawie zawsze pozostaje dywidenda, która jest debetem dla proletariatu.

W rzeczywistości zawsze jest debet, jeśli także weźmiemy pod uwagę obniżenie wielkości i jakości produkcji. Jak teraz zobaczycie, wezwanie do strajku jako środek do szybkiego poprawienia dobrobytu proletariatu jest jedynie pretekstem, pretekstem potrzebnym do zmuszenia proletariatu do wykonania sabotażu w kapitalistycznej produkcji. A zatem do sprzeczności w systemie burżuazyjnym dodane są sprzeczności w łonie proletariatu, co podwójnie wzmacnia broń rewolucji i to, co jest jasne, nie dzieje się samo z siebie. Istnieje organizacja, przywódcy, dyscyplina, a ponad to istnieje głupota. Czy nie podejrzewacie, że tak często wymieniane sprzeczności kapitalizmu a zwłaszcza te w finansach, także są organizowane przez kogoś?… Za pomocą zasad takiego wnioskowania przypomnę wam, że w swojej walce ekonomicznej Międzynarodówka Proletariacka jest zbieżna z Międzynarodówką Finansową, jako że obie wytwarzają inflację i gdziekolwiek istnieje zbieżność, można przyjąć, jest także porozumienie.

Takie są jego własne słowa.

Gawrił: Podejrzewam tutaj tak kolosalny absurd, albo zamysł utkania nowego paradoksu, że nie chcę sobie tego wyobrażać. To wygląda jak gdybyście chcieli podszepnąć istnienie czegoś takiego, jak kapitalistycznej na kształt komunistycznej Międzynarodówki, oczywiście wrogiej.

Rakowski: Dokładnie tak. Kiedy mówiłem o Międzynarodówce Finansowej, to myślałem o niej jak o Kominternie, ale przyznając istnienie „Kominternu” nie powiedziałbym, że są one sobie wrogie.

Gawrił: Jeśli chcecie, abyście tracili czas na wymysły i fantazje, to muszę wam powiedzieć, że wybraliście zły moment.

Rakowski: A propos, zakładacie, że jestem księżniczką z „Baśni 1001 nocy”, która używała swej wyobraźni w nocy aby ratować życie… Nie, jeśli myślicie, że odbiegam od tematu to jesteście w błędzie. Ażeby osiągnąć to co wyznaczyliśmy sobie za nasz cel, ja, jeśli mam się wywiązać, muszę przede wszystkim oświecić was w najważniejszych sprawach, mając ciągle na uwadze wasz ogólny brak znajomości tego, co ja nazwałbym „wyższym marksizmem”. Nie ośmielam się pominąć tych wyjaśnień wiedząc dobrze, że taki brak wiedzy istnieje na Kremlu… Pozwólcie mi kontynuować.

Gawrił: Możecie kontynuować. Ale prawda jest taka, że jeśli to wszystko miałoby być tylko stratą czasu pobudzającą wyobraźnię, to ta rozrywka będzie miała bardzo smutny epilog. Ostrzegłem was.

Rakowski: Ciągnę dalej, jak gdybym nic nie słyszał. O ile jesteście scholastykiem w stosunku do kapitalizmu, a ja chcę obudzić wasze talenty indukcyjne, to przypomnę wam pewne bardzo ciekawe sprawy. Zauważcie, z jaką przenikliwością Marks dochodzi do wniosków, w oparciu o ówcześnie istniejący wczesny brytyjski przemysł, dotyczący ich konsekwencji, tj. współczesnego, kolosalnego przemysłu. Jak on analizuje go i krytykuje, jaki przedstawia on odrażający obraz fabrykanta. W waszej wyobraźni i w wyobraźni mas pojawia się potworny obraz kapitalizmu w jego ludzkim ucieleśnieniu. Tłusty, brzuchaty fabrykant z cygarem w ustach, jak przedstawił go Marks, z samozadowoleniem i gniewem wyrzucający żonę i córkę robotnika na bruk. Czy nie tak? Jednocześnie pamiętajcie o umiarkowaniu Marksa i jego burżuazyjnej ortodoksji, kiedy bada kwestię pieniądza. W kwestii pieniądza nie wysuwa on swoich słynnych sprzeczności. Finanse dla niego nie istnieją jako coś ważnego samo w sobie. Handel i obieg pieniądza są wynikiem przeklętego systemu kapitalistycznej produkcji, która poddaje je sobie i determinuje je w pełni. W kwestii pieniądza Marks jest reakcjonistą. Ku ogromnemu zaskoczeniu jest on reakcjonistą. Nie zapominaj o pięcioramiennej gwieździe, takiej jak w Sowietach, która świeci nad Europą, o gwieździe składającej się z pięciu braci Rothschild z ich bankami, którzy posiadają astronomiczne, zakamuflowane bogactwo, największe kiedykolwiek znane… I ten fakt, tak kolosalny, że zwiódł wyobraźnię ludzi tej epoki, przechodzi niezauważony przez Marksa. Coś dziwnego… Czy nie tak? To jest możliwe, że od tej dziwnej ślepoty Marksa wywodzi się zjawisko, które jest wspólne dla wszystkich przyszłych rewolucjonistów. A brzmi ono tak: My wszyscy możemy potwierdzić, że kiedy masy przejmują miasto lub kraj, to one zawsze wydają się być dotknięte jakąś formą zabobonnego strachu przed bankami i bankierami.

Zabijano królów, generałów, biskupów, policjantów, kapłanów i innych przedstawicieli klas uprzywilejowanych. Rabowano i palono pałace, kościoły a nawet ośrodki naukowe, ale pomimo, że rewolucje były ekonomiczno-społeczne, życie bankierów było szanowane i w rezultacie wspaniałe budynki banków pozostawały nietknięte… Stosownie do moich informacji, zanim zostałem aresztowany, trwa to nawet obecnie…

Gawrił: Gdzie?

Rakowski: W Hiszpanii… Nie wiedzieliście o tym? Jeśli mnie pytacie to powiedzcie mi teraz, czy nie stwierdzacie, że to wszystko jest dziwne? Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na dziwne podobieństwo, które istnieje pomiędzy Międzynarodówką Finansową i Międzynarodówką Komunistyczną. Powiedziałbym, że jedna jest odbiciem drugiej i odwrotnie, a tłem jest ta proletariacka, jako bardziej nowoczesna od finansowej.

Gawrił: Gdzie wy widzicie podobieństwo w tak przeciwstawnych organizacjach?

Rakowski: Obiektywnie są one identyczne. Jak dowiodłem, Komintern, skopiowany, zdublowany przez reformatorski ruch i cały syndykalizm, nawołuje do anarchii w produkcji, do inflacji, do biedy i beznadziei w masach. Finanse, głównie Międzynarodówka Finansowa podwoiły, świadomie czy nieświadomie, przez prywatne środki finansowe, tworzenie tych samych sprzeczności, ale na dużo większą skalę… Teraz możemy już zgadywać przyczyny, dla których Marks ukrył sprzeczności w świecie finansów, które nie mogły pozostać ukryte przed jego przenikliwym spojrzeniem, jeśliby finanse nie miały sojusznika, którego wpływ, obiektywnie rewolucyjny, był już wtedy niezwykle ważny.

Gawrił: Bezwiedny zbieg okoliczności, ale nie przymierze, które zakłada mądrość, wolę i porozumienie.

Rakowski: Pozostawmy ten punkt widzenia, jeśli sobie życzycie. Lepiej teraz przejdźmy do subiektywnej analizy finansów a nawet więcej, popatrzmy jaki rodzaj ludzi pracuje tam osobiście. Międzynarodowa istota pieniądza jest dobrze znana. Z tego faktu wynika, że organizacja, która jest ich posiadaczem i dokonuje ich akumulacji, jest organizacją kosmopolityczną. Finanse w ich apogeum jako cel sam w sobie, i Międzynarodówka Finansowa negują i nie uznają niczego narodowego, nie uznają państwa i dlatego są one z natury anarchiczne i byłyby absolutnie anarchiczne, gdyby one, wrogowie każdego państwa, nie były same z konieczności, państwem w ich najgłębszej istocie.

Państwo jako takie jest władzą. A pieniądze są czystą władzą. To komunistyczne superpaństwo, które my budujemy już przez cały wiek według schematu, którym jest marksistowska Międzynarodówka. Przeanalizujcie to, a ujrzycie jego istotę. Schemat Międzynarodówki i ZSRR jako jej prototyp – to także jest czysta władza. Fundamentalne podobieństwo pomiędzy tymi dwoma tworami jest absolutne. To jest coś fatalistycznego, nieuniknionego, albowiem osobowości autorów obu tworów były identyczne. Finansista jest właśnie międzynarodowy jak komunista. Obaj, z pomocą różnych pretekstów i różnych środków walczą z narodowym państwem burżuazyjnym i negują je. Marksizm po to, żeby zmienić je w państwo komunistyczne i z tego wynika fakt, że marksista musi być internacjonalistą. Finansista natomiast neguje burżuazyjne państwo narodowe i jego negacja kończy sie sama w sobie, bo w rzeczywistości nie ujawnia siebie jako internacjonalisty, ale przedstawia się jako kosmopolityczny anarchista… To jest jego powierzchowność na obecnym etapie, ale zobaczmy kim jest on naprawdę i kim on chce być. Jak widzicie, w negacji jest czyste podobieństwo pomiędzy komunistami–internacjonalistami i finansistami–kosmopolitami. Naturalnym skutkiem tego jest takie samo podobieństwo pomiędzy międzynarodowym komunizmem a międzynarodowymi finansami…

Gawrił: To jest przypadkowe podobieństwo subiektywnie i obiektywnie w sprzecznościach, łatwe do obalenia i mające małe znaczenie, najbardziej skrajne z istniejących.

Rakowski: Pozwólcie, że nie odpowiem akurat w tej chwili, ażeby nie przerywać logicznego biegu myśli… Chcę jedynie odszyfrować fundamentalny aksjomat, mianowicie, że pieniądze to władza. Pieniądze dzisiaj są centrum globalnego przyciągania. Mam nadzieję, że zgadzacie się ze mną?

Gawrił: Mówcie dalej Rakowski, bardzo proszę.

Rakowski: Zrozumienie, jak Międzynarodówka Finansowa krok po kroku, właśnie w naszej epoce, stała się władcą pieniędzy, tego czarodziejskiego talizmanu, który stał się dla ludzi tym czym Bóg i naród był dawniej, jest czymś, co przekracza w naukowych zainteresowaniach nawet sztukę rewolucyjnej strategii, ponieważ to jest także sztuka i także rewolucji. Wyjaśnię to wam.

Historiografowie i masy, oślepione krzykami i celebrą Rewolucji Francuskiej, ludzie odurzeni faktem, że udało się odebrać władzę królowi i klasom uprzywilejowanym, nie zauważyli jak mała grupa tajemniczych, ostrożnych i mało znaczących ludzi wzięła w posiadanie rzeczywistą królewską władzę, magiczną władzę, prawie boską, dostała ją prawie bez wysiłku. Masy nie zauważyły, że władza została przejęta przez innych i że zostały wkrótce przez nowych władców poddane harówce dużo okrutniejszej niż tej królewskiej, która w świetle religijnych i moralnych przesądów króla nie była zbyt dotkliwa.

Tak więc stało się, że suwerenna władza królewska została przechwycona przez osoby, których moralne, intelektualne i kosmopolityczne cechy pozwoliły im na wykorzystanie jej. To zupełnie oczywiste, że byli ludzie, którzy nigdy nie byli chrześcijanami, byli natomiast kosmopolitami.

Gawrił: O co chodzi z tą baśniową władzą, którą uzyskali?

Rakowski: Nabyli dla siebie realny przywilej produkcji pieniędzy… Nie uśmiechajcie się, bo w przeciwnym razie będę musiał uwierzyć, że nie wiecie czym są pieniądze… Proszę was, byście postawili sie w mojej sytuacji. Moja

pozycja w stosunku do was jest taka, jak asystenta doktora, który musiałby wyjaśnić bakteriologię zmartwychwstałemu lekarzowi żyjącemu przed Pasteur’em. Ale mogę sobie wytłumaczyć wasz brak wiedzy i mogę to wybaczyć. Nasz język czyni ze słów użytek, który wywołuje nieprawidłowe myśli co do rzeczy i czynności z powodu siły inercji myśli, i który nie odpowiada rzeczywistym i ścisłym koncepcjom.

Wypowiadam słowo „pieniądze”. To oczywiste, że w waszej wyobraźni natychmiast pojawiły się obrazy rzeczywistych pieniędzy z metalu i papieru.

Ale to nie jest tak. Obecnie pieniądze tym nie są. Prawdziwa moneta w obiegu jest anachronizmem. Jeśli ta forma pieniędzy jeszcze istnieje i jest w obiegu, to tylko dzięki atawizmowi, tylko dzięki temu, że jest wygodna do podtrzymywania iluzji, czysto urojonej fikcji na dzień dzisiejszy.

Gawrił: To jest olśniewający paradoks, ryzykowny a nawet poetycki.

Rakowski: Jeśli chcecie, to jest być może olśniewający, ale nie paradoks.

Wiem i to jest przyczyna waszego uśmiechu, że państwa ciągle emitują pieniądze metalowe i papierowe z królewskimi popiersiami albo narodowymi godłami.

Cóż, i co z tego? Ogromna część pieniędzy w obiegu, pieniędzy na wielkie przedsięwzięcia reprezentujące narodowe bogactwo, pieniądze, tak, pieniądze – były emitowane przez tych niewielu ludzi, o których napomknąłem.

Tytuły posiadania, liczby, czeki, promesy, indosy, żyro, dyskonta, notowania cen, cyfry bez końca zalały państwa jak potop. Co znaczą w porównaniu z tym metalowe i papierowe pieniądze?… Coś co jest pozbawione znaczenia, pewien rodzaj minimum w obliczu narastającego potopu wszystko zalewających pieniędzy finansowych. Oni będąc najsubtelniejszymi psychologami, byli zdolni zyskać nawet więcej bez kłopotu, dzięki brakowi zdolności pojmowania. Oprócz niewiarygodnie zróżnicowanym różnym formom finansowych pieniędzy, oni stworzyli pieniądze kredytowe z perspektywą uczynienia ich ilości bliskiej nieskończoności. I nadali im prędkość dźwięku… to jest abstrakcja, byt myślowy, liczba, cyfra, kredyt, wiara… Czy już rozumiecie? Oszustwo, fałszywe pieniądze, obdarzone prawnym autorytetem..., posługuję się inną terminologią, abyście mnie mogli zrozumieć. Banki, giełdy i cały światowy system finansowy –to jest gigantyczna maszyna do wywoływania sztucznych wstrząsów. Według arystotelesowskiego zwrotu, że zmuszanie pieniędzy do tworzenia pieniędzy jest zbrodnią w ekonomii, to w odniesieniu do finansów jest zbrodnią w świetle Kodeksu Karnego, ponieważ jest to lichwa. Nie wiem, jakimi argumentami jest to wszystko usprawiedliwiane, może przez założenie, że oni otrzymują legalne odsetki… Nawet przyjmując to i pomimo, że to założenie jest na wyrost, to widzimy, że lichwa ciągle istnieje, bo nawet jeżeli odsetki przez nich pobierane są legalnie, to poza tym to fabrykuje i falsyfikuje nieistniejący kapitał. Banki mają zawsze, przy pomocy depozytów i pieniędzy w mechanizmie produkcyjnym, pewną ilość pieniędzy na poziomie pięciu a nawet sto razy większym od fizycznych pieniędzy w formie metalowej i papierowej.

Nic nie powiem o tych przypadkach, kiedy pieniądze kredytowe, to znaczy fałszywe, sfabrykowane, są większe niż ilość pieniędzy wypłacanych jako kapitał. Pamiętając, że legalne odsetki są wypłacane nie od rzeczywistego kapitału, ale od kapitału nieistniejącego, widzimy, że odsetki są nielegalne o tyle razy, o ile razy fikcyjny kapitał jest większy od kapitału realnego. Nie zapominajcie, że ten system, który wam szczegółowo opisuję, jest jednym z najważniejszych pomiędzy tymi stosowanymi do fabrykacji fałszywych pieniędzy.

Wyobraźcie sobie, jeśli możecie, małą ilość ludzi posiadającą nieograniczoną władzę na skutek posiadania realnej fortuny, i zrozumiecie, że to oni są absolutnymi dyktatorami giełdy i w rezultacie tego także dyktatorami produkcji i dystrybucji a także pracy i konsumpcji. Jeśli macie wystarczająco wyobraźni to pomnóżcie to przez globalny współczynnik a ujrzycie jego anarchiczny, moralny i społeczny wpływ, to znaczy rewolucyjny wpływ. Czy teraz rozumiecie?

Gawrił: Nie, jeszcze nie.

Rakowski: Oczywiście, jest bardzo trudno zrozumieć cuda.

Gawrił: Cud?

Rakowski: Tak, cud. Czy to nie cud, że drewniana ława zamieniła się w świątynię? I jeszcze ten cud był oglądany przez ludzi tysiąc razy, i nie mrugnęli okiem przez cały wiek. Ponieważ to był zadziwiający cud, że ławy na których siedzieli brudni lichwiarze handlujący swoimi pieniędzmi, teraz zamieniły się w świątynie, które stoją wspaniale na każdym rogu współczesnych wielkich miast, okolone pogańskimi kolumnami a tłumy idą tam z wiarą już nie w niebiańskich bogów, ale żeby pilnie złożyć depozyty ze swoich majątków bogowi pieniędzy, który, jak sobie wyobrażają, zamieszkuje w stalowych sejfach bankierów i który jest zdeterminowany dzięki jego boskiej misji, żeby powiększać bogactwo do metafizycznej nieskończoności.

Gawrił: To jest nowa religia zgniłej burżuazji?

Rakowski: Religia, tak, religia władzy.

Gawrił: Wygląda, że jesteście poetą ekonomii.

Rakowski: Jeśli tak uważacie, ale żeby przedstawić obraz finansów jako dzieło sztuki, które jest w sposób najoczywistszy dziełem geniusza i najbardziej rewolucyjne ze wszystkich czasów, to potrzebna jest poezja.

Gawrił: To jest błędne zapatrywanie. Finanse, tak jak zdefiniował je Marks a zwłaszcza Engels, są zdeterminowane przez system kapitalistycznej produkcji.

Rakowski: Dokładnie, ale akurat odwrotnie. System kapitalistycznej produkcji jest zdeterminowany przez finanse. Fakt, że Engels twierdzi przeciwnie, a nawet próbuje to udowodnić, jest najbardziej oczywistym dowodem, że finanse były najpotężniejszym narzędziem rewolucji, a Komintern był niczym innym, jak zabawką w ich rękach. Ale ani Marks ani Engels nie wyjawią tego ani nie wyjaśnią. Wprost przeciwnie, czyniąc użytek ze swoich talentów naukowych, oni muszą kamuflować prawdę drugi raz w interesie rewolucji. I obaj to uczynili.

Gawrił: Ta opowieść nie jest nowa. To wszystko przypomina mi nieco to, co Trocki napisał około dziesięciu lat temu.

Rakowski: Powiedzcie mi…

Gawrił: Kiedy on mówi, że Komintern jest konserwatywną organizacją w porównaniu z nowojorską giełdą. Palcem wskazuje wielkich bankierów jako wynalazców rewolucji.

Rakowski: Tak, powiedział to w małej książce, w której przepowiedział upadek Anglii… Tak, powiedział to i dodał: „Kto popycha Anglię ścieżką wiodącą ku rewolucji?”… I odpowiedział: „Nie Moskwa, tylko Nowy Jork”.

Gawrił: Ale pamiętajcie także o jego twierdzeniu, że jeśli finansiści sfabrykowali rewolucję, to było to nieświadomie uczynione.

Rakowski: Wyjaśnienie, które już dostarczyłem, ażeby pomóc wam zrozumieć, dlaczego Engels i Marks kamuflowali prawdę, jest także prawdziwe w stosunku do Trockiego.

Gawrił: Cenię w Trockim jedynie to, że on w pewnego rodzaju formie literackiej zinterpretował pogląd o fakcie, który jako taki był zbyt dobrze znany, z którym już wcześniej się liczono. Sam Trocki stwierdza całkiem prawidłowo, że ci bankierzy „wykonują nieodparcie i nieświadomie swą rewolucyjną misję”.

Rakowski: I oni wykonują ich misję wbrew faktowi, że Trocki stwierdził to? Cóż za zadziwiająca sprawa! Dlaczego nie udoskonalą swoich działań?

Gawrił: Finansiści są nieświadomymi rewolucjonistami, ponieważ są nimi tylko obiektywnie w wyniku ich intelektualnej niezdolności przewidzenia ostatecznych konsekwencji.

Rakowski: Szczerze jesteście o tym przekonani? Sądzicie, że wśród tych prawdziwych geniuszy znajdują się niektórzy, którzy są nieświadomi? Czy uważacie za idiotów ludzi, którym dzisiaj cały świat jest poddany? Byłaby to naprawdę bardzo idiotyczna sprzeczność!

Gawrił: Co staracie się udowodnić?

Rakowski: Ja po prostu stwierdzam, że oni są rewolucjonistami obiektywnie i subiektywnie, całkowicie świadomymi.

Gawrił: Bankierzy!? Oszaleliście!?

Rakowski: Ja? Nie… Ale wy? Pomyślcie troszkę. Ci ludzie są akurat tacy jak wy i ja. Okoliczność, że oni sprawują władzę nad pieniędzmi w nieograniczonych kwotach, jako że oni sami je wytwarzają, nadaje nam możności określenia granic ich ambicji… Jeśli jest coś, co dostarcza człowiekowi pełnej satysfakcji, to jest to spełnienie jego ambicji. A nade wszystko jego satysfakcji z pragnienia władzy. Dlaczego by ci ludzie, bankierzy, nie mieli mieć pożądania władzy, absolutnej władzy? Tak jak to się dzieje z wami i ze mną.

Gawrił: Ale jeżeli według was, a myślę tak samo, oni już posiadają globalną władzę polityczną, to jaką jeszcze inną władzę pragną oni posiąść?

Rakowski: Już wam powiedziałem. Władzę absolutną. Taką samą, jaką ma Stalin w ZSRR, ale rozciągającą się na cały świat.

Gawrił: Taką samą władzę jaką ma Stalin, ale z przeciwnym celem.

Rakowski: Władza, jeżeli rzeczywiście jest absolutna, może być jedynie jedna. Idea absolutu wyklucza mnogość. Dla tej przyczyny władza upragniona przez Komintern i „Komintern”, które są bytami tej samej klasy, będąca absolutną, musi także i w polityce być unikalna i identyczna. Władza absolutna jest celem samym w sobie, bo w przeciwnym wypadku przestaje być absolutną.

I aż do dnia dzisiejszego nie wynaleziono innej machiny władzy totalnej oprócz Państwa Komunistycznego. […] Czy rozumiecie, że ci, którzy już częściowo rządzą narodami i światowe rządy, mają aspiracje do absolutnej wszechwładzy? Zrozumcie, że to jest jedyna rzecz, której jeszcze nie zdołali osiągnąć.

Gawrił: To interesujące, co najmniej jako przykład obłędu.

Rakowski: Z pewnością, obłęd w mniejszym stopniu niż w przypadku Lenina, który marzył o władzy nad całym światem na swoim poddaszu w Szwajcarii, albo obłęd Stalina marzącego o tym samym w syberyjskiej chacie na

zesłaniu. Sądzę, że marzenia tak ambitne są bardziej naturalne dla ludzi niewyobrażalnie bogatych, mieszkających w drapaczach chmur Nowego Jorku.

Gawrił: Zakończmy. Kim oni są?

Rakowski: Jesteście tak naiwni, że jeślibym wiedział kim „oni” są, to siedziałbym tutaj jako więzień?

Gawrił: Dlaczego?

Rakowski: Z prostej przyczyny, ponieważ ten kto jest ich znajomym, nie zostałby postawiony w sytuacji, w której byłby zobowiązany ujawnić ich

To jest podstawowe prawo każdego mądrego spisku, które z pewnością musicie doskonale rozumieć.

Gawrił: Ale powiedzieliście, że są oni bankierami?

Rakowski: Nie ja. Pamiętajcie, że ja zawsze mówiłem o Międzynarodówce Finansowej, a kiedy napomykałem o osobach, to mówiłem „oni” i nic więcej. Jeśli pragniecie, abym poinformował was otwarcie, to wtedy podam wam jedynie fakty, ale nie nazwiska, ponieważ nie znam ich. Sądzę, że nie pomylę się, jeżeli powiem wam, że ani jeden z „nich” nie jest osobą zajmującą stanowisko polityczne albo stanowisko w Banku Światowym.

Jak zrozumiałem po zamordowaniu Rathenau’a w Rapallo, to oni dają polityczne i finansowe stanowiska jedynie pośrednikom. Oczywiście osobom godnym zaufania i lojalnym, które mogą być pewne na tysiąc sposobów.

Tak więc można stwierdzić, że bankierzy i politycy są jedynie słomianymi kukłami… nawet, jeżeli zajmują bardzo wysokie stanowiska i są upozorowani na autorów planów, które są realizowane.4

Gawrił: Chociaż to wszystko może być zrozumiałe i jest także logiczne, ale czy wasza deklaracja niewiedzy nie jest tylko unikiem? Jak mi się wydaje i stosownie do informacji, które posiadam, wy zajmowaliście wystarczająco

wysokie miejsce w tym spisku, abyście wiedzieli więcej, dużo więcej. Nie znacie nawet jednego z nich osobiście?

Rakowski: Tak, oczywiście nie wierzycie mi. Doszedłem do tego momentu, kiedy wyjaśniłem, że opowiadam o osobie lub osobach, o osobowości… jak powinno się powiedzieć?… o osobowości mistycznej, jak Gandhi albo tego rodzaju, ale bez żadnych zewnętrznych ostentacji. Mistycy czystej władzy, którzy stali się wolnymi od wszelkich przyziemnych błahostek. Nie wiem czy mnie rozumiecie? Cóż, co do miejsca ich zamieszkania i ich nazwisk to nic o nich nie wiem… Wyobraźcie sobie Stalina akurat teraz, w rzeczywistości władającego ZSRR, ale nie otoczonego kamiennymi murami, bez żadnego personelu wokół i mającego takie samo zabezpieczenie życia, jak każdy inny obywatel. Jakimi środkami osłaniałby on swoje życie przed zamachami? Jest on przede wszystkim spiskowcem, jakkolwiek wielka jest jego władza, to jest on bezimienny.

Gawrił: To co mówicie, brzmi logicznie ale nie wierzę wam.

Rakowski: Ależ nalegam, uwierzcie mi. Nic nie wiem. Gdybym wiedział, to jakżebym był szczęśliwy! Nie byłoby mnie tutaj i nie broniłbym swojego życia. Dobrze rozumiem wasze wątpliwości i że, w świetle waszego wyszkolenia policyjnego, potrzebujecie pewnej wiedzy na temat osób. Aby zaszczycić was i ponieważ jest to także niezbędne do osiągnięcia celu, dla którego obaj tutaj jesteśmy, uczynię wszystko co w mojej mocy, ażeby dać wam pełną wiedzę.

Wiecie, że zgodnie z niepisaną historią znaną tylko nam, założycielem Pierwszej Międzynarodówki Komunistycznej jest uważany, oczywiście skrycie, Weishaupt. Pamiętacie jego nazwisko? On był szefem masonerii znanej pod nazwą Illuminati. Nazwę tę zapożyczył od drugiego antychrześcijańskiego spisku naszej ery, od gnostycyzmu. Ten wielki rewolucjonista, semita przewidujący bezsporne zwycięstwo Rewolucji Francuskiej, zdecydował a może raczej rozkazano mu (niektórzy wzmiankują, że jego zwierzchnikiem był wielki filozof Mendelsohn) założyć tajną organizację, która miała sprowokować i rozpętać Rewolucję Francuską i popchnąć ją dalej poza wyznaczone cele polityczne z zadaniem przekształcenia jej w rewolucję społeczną odpowiednią do ustanowienia komunizmu. W tamtych heroicznych czasach wspominanie komunizmu jako celu było straszliwie niebezpieczne i stąd pochodzą różne środki ostrożności i tajemnice, które musiały otaczać Illuminatów. Ponad stu lat trzeba było, zanim ktoś mógł przyznać, że jest komunistą bez zagrożenia więzieniem lub zagrożenia utraty życia. To jest mniej więcej znane.

To co nie jest znane, to są kontakty pomiędzy Weishauptem i jego ludźmi, a pierwszymi Rothschildami. Tajemnica zdobycia fortuny przez najsławniejszych bankierów może być wyjaśniona faktem, że oni byli skarbnikami tego pierwszego Kominternu.

Są dowody, że kiedy pięciu braci rozjechało się do pięciu prowincji europejskiego imperium finansowego, to mieli już tajemniczą pomoc w akumulacji tych astronomicznych kwot pieniędzy. Być może, że to byli ci pierwsi komuniści z bawarskiego podziemia, którzy obecnie są już rozsiani po Europie.

Ale inni mówią, a ja sądzę, że jest to większe prawdopodobieństwo, że Rothschildowie nie byli skarbnikami, ale szefami tego pierwszego, tajnego komunizmu. Ta opinia opiera się na dobrze znanym fakcie, że Marks i najwyżsi szefowie Pierwszej Międzynarodówki, już jawnej, z Herzenem i Heine’m pomiędzy nimi byli pod władzą barona Lionel’a Rothschilda, którego portret jako rewolucjonisty był odmalowany przez Disraeli’ego [w powieści „Coningsby”], angielskiego premiera, który był tworem Rothschilda. Opisał go pod postacią Sidonii, człowieka który według powieści był multimilionerem, znał i kontrolował szpiegów, karbonariuszów, masonów, kryptożydów, Cyganów, rewolucjonistów etc., etc. To wszystko wydaje się fantastyczne [ejże!]. Ale udowodniono to, że Sidonia jest wyidealizowanym portretem syna Natana Rothschilda, co może być także wydedukowane z kampanii, jaką rozpętał przeciwko carowi Mikołajowi w obronie Herzena. Zwyciężył w tej kampanii.

Jeśli wszystko co możemy założyć w świetle faktów jest prawdą, to wtedy moglibyśmy ustalić kto wymyślił tę straszną machinę akumulacji i anarchii, którą jest Międzynarodówka Finansowa. Jednocześnie, tak sądzę, był tą sama osobą, która także stworzyła Międzynarodówkę Rewolucyjną. To jest działanie geniusza, żeby stworzyć przy pomocy kapitalizmu najwyższego stopnia akumulację, popchnąć proletariat do strajków, zasiać beznadziejność i rozpacz, i jednocześnie stworzyć organizację, która musi zjednoczyć proletariat z zamysłem popchnięcia go do rewolucji. To wszystko ma napisać najbardziej majestatyczny rozdział historii. Nawet więcej, pamiętajcie wypowiedź matki pięciu braci Rothschild: „Jeśli moi synowie zechcą to wtedy nie będzie żadnej wojny”. To oznacza, że byli oni arbitrami, panami wojny i pokoju, ale nie cesarzami. Czy potraficie wyobrazić sobie fakt takiej wszechświatowej doniosłości? Czy wojna nie jest już działaniem rewolucyjnym?

Wojna – Komuna. Od tamtych czasów każda wojna była gigantycznym krokiem w stronę komunizmu. Jak gdyby jakaś tajemnicza moc spełniała płomienne pragnienie Lenina, co wyraził Gorkiemu: Pamiętaj 1904-1914. Przyznaj co najmniej, że dwie z trzech dźwigni władzy, które doprowadziły do komunizmu nie są kontrolowane i nie mogą być kontrolowane przez proletariat. Wojny nie były wywoływane ani kontrolowane przez Trzecią Międzynarodówkę albo ZSRR, które jeszcze wtedy nie istniały. Również nie mogą one być wywołane a jeszcze mniej kontrolowane przez te małe grupy bolszewików, które ciężko posuwały się do przodu na emigracji, aczkolwiek pragnęły wojny. To jest całkiem oczywiste. Międzynarodówka i ZSRR mają nawet mniejsze możliwości do tak fantastycznych akumulacji kapitału i kreacji narodowej i międzynarodowej anarchii w kapitalistycznym procesie produkcji. Takiej anarchii, która jest zdolna zmusić ludzi do palenia olbrzymich ilości żywności zamiast raczej oddania ich głodującym ludziom, i zdolna jest do tego co Rathenau przedstawił w jednym ze swoich zdań, to jest: Doprowadzić do tego, że połowa świata wytwarza łajno, a druga połowa będzie je konsumowała.

I pomimo wszystko, proletariat będzie wierzył, że jest to powodem inflacji rosnącej w postępie geometrycznym tej dewaluacji, stałego przechwytywania wartości dodatkowej akumulacji kapitału finansowego, ale nie lichwiarskiego kapitału i w rezultacie faktu, że nie może to przeszkodzić stałemu obniżaniu się siły nabywczej co ma miejsce w proletaryzacji klas średnich, które są rzeczywistymi przeciwnikami rewolucji5. Proletariat nie kontroluje dźwigni ekonomicznej i dźwigni wojennej. Ale sam w sobie jest trzecią dźwignią, jedyną widzialną i namacalną dźwignią, która wykonuje decydujący i ostateczny cios we władzę kapitalistycznego państwa i przejmuje ją. Tak, oni ją przejmują, jeśli „ONI” dopuszczą…

Gawrił: Jeszcze raz wam powtarzam, że to wszystko, co przedstawiliście w tak literackiej formie, ma nazwę, którą już powtarzaliśmy aż do przesytu w tej bezustannej konwersacji: Naturalne sprzeczności kapitalizmu i jeżeli, jak twierdzicie, jest jeszcze kogoś innego niż proletariatu wola i działalność, to wtedy chcę, żebyście wykazali to konkretnie przez przypadek personalny.

Rakowski: Wymagacie tylko jednego? No dobrze, to w takim razie wysłuchajcie krótkiej opowiastki: Oni odizolowali cara dyplomatycznie dla rosyjsko-japońskiej wojny, a Stany Zjednoczone finansowały Japonię. Mówiąc ściśle, było to robione przez Jacoba Schiffa, szefa Banku Kuhn, Loeb & Co., który jest następcą Domu Rothschild, skąd Schiff pochodził. […] Wojna rosyjsko-japońska, dzięki zaaranżowanej klęsce carskiej armii wywołała rewolucję 1905 roku, która chociaż przedwczesna, była bardzo blisko sukcesu i chociaż przegrała, to jednakże stworzyła pożądane warunki polityczne dla zwycięstwa w 1917 roku. Powiem nawet więcej. Czy czytaliście biografię Trockiego?

Przypomnijcie sobie pierwszy okres rewolucyjny. On ciągle jest stosunkowo młodym człowiekiem. Po jego ucieczce z Syberii mieszkał przez pewien czas wśród emigrantów w Londynie, Paryżu i Szwajcarii. Lenin, Plechanow, Martow i inni przywódcy patrzyli na niego jak na początkującego nowicjusza.

Ale on już ośmielił się podczas pierwszego rozłamu na niezależne zachowanie, próbując stać się arbitrem w sprawie ponownego połączenia. W 1905 roku miał 25 lat i sam wraca do Rosji, bez partii i bez swojej organizacji. Przeczytajcie raporty z rewolucji 1905 roku, które nie były „skorygowane” przez Stalina, na przykład te Łunaczarskiego, który nie był trockistą. Trocki jest naczelną postacią podczas rewolucji w Piotrogrodzie. Oto jak było naprawdę. Jedynie on wyłania się z niej ze zwiększona popularnością i autorytetem. Ani Lenin, ani Martow, ani Plechanow nie zyskują na popularności. Jedynie podtrzymują ją lub nieco tracą na niej. Jak i dlaczego rośnie nieznany Trocki, zyskując władzę jednym posunięciem, władzę większą od tej jaką posiadają najstarsi i najwybitniejsi rewolucjoniści? Bardzo proste, żeni się. Razem z nim przybywa do Rosji jego żona, Siedowa. Czy wiecie kim ona jest? Jest związana z Żiwołowskim, związanym z bankierami Warburg, partnerami i krewnymi Jacoba Schiffa, to jest ta grupa ludzi, która, jak wspomniałem, finansowała także rewolucję 1905 roku. To jest przyczyna dlaczego Trocki jednym posunięciem przesuwa się na szczyt listy rewolucjonistów. I tutaj, także, leży klucz do jego charakteru.

Przeskoczmy do 1914 roku. Za plecami ludzi, którzy dokonali zamachu na arcyksięcia stoi Trocki, a ten zamach sprowokował Wojnę Europejską. Czy naprawdę wierzycie, że to morderstwo i wojna to są proste zbiegi okoliczności? […]. „Defetyzm” jest odpowiednim słowem. Pomoc aliantów dla cara była reglamentowana i kontrolowana z taką biegłością, że dało to alianckim ambasadorom prawo kwestionowania jej i uzyskiwania od Mikołaja, dzięki jego głupocie, samobójczych posunięć, jednego po drugim. Masa rosyjskiego mięsa armatniego była przeogromna ale nie nieskończona. Seria zorganizowanych porażek doprowadziła do rewolucji. Kiedy zagrożenie nadeszło ze wszystkich stron, to lekarstwo znaleziono w formie ustanowienia republiki demokratycznej, tzw. „republiki poselskiej” jak nazwał ją Lenin, a to oznaczało eliminację jakiegokolwiek zagrożenia dla rewolucjonistów. Ale to nie jest jeszcze wszystko. Kiereński miał sprowokować przyszłe wydarzenia kosztem ogromnego rozlewu krwi. Doprowadza do tego, aby rewolucja demokratyczna przekroczyła swoje

granice. A nawet jeszcze więcej: Kiereński miał państwo całkowicie poddać komunizmowi i uczynił to. Trocki ma sposobność w „niezauważony sposób” przejąć cały aparat państwowy. Cóż za niesamowita ślepota! Cóż, to jest rzeczywistość ogromnie czczonej i wychwalanej Rewolucji Październikowej. Bolszewicy wzięli to, co „ONI” im dali.

Gawrił: Ośmielacie się twierdzić, że Kiereński był współpracownikiem Lenina?

Rakowski: Lenina? Nie. Trockiego – tak. Bardziej właściwie należałoby powiedzieć, że był współpracownikiem „ICH ”.

Gawrił: Niedorzeczność!

Rakowski: Nie możecie zrozumieć… właśnie wy? To mnie zaskakuje. Gdybyście mieli być szpiegiem i, ukrywając swoją tożsamość, musielibyście osiągnąć stanowisko komendanta wrogiej twierdzy, to wtedy nie otworzylibyście bram atakującym siłom na służbie których faktycznie jesteście? Nie zostalibyście więźniem, który doświadczył klęski? Czy nie bylibyście zagrożeni śmiercią podczas ataku na twierdzę jeżeli jeden z napastników, nie wiedząc, że wasz mundur jest jedynie maską, niewziął by was za wroga? Wierzcie mi, że pomimo posągów i mauzoleum, komunizm zawdzięcza dużo więcej Kiereńskiemu niż Leninowi.

Gawrił: Chcecie powiedzieć, że Kiereński był świadomym i dobrowolnym przegranym?

Rakowski: Tak, dla mnie jest to całkiem jasne. Zrozumcie, że ja osobiście brałem w tym wszystkim udział. Powiem wam nawet więcej. Czy wiecie kto finansował Rewolucję Październikową? „ONI” ją finansowali, zwłaszcza przez tych samych bankierów, którzy finansowali Japonię w 1905 roku, to znaczy Jacob Schiff i bracia Warburg, a inaczej poprzez wielką sieć bankową, przez jeden z pięciu banków, które są członkami Federal Reserve, przez bank Kuhn, Loeb & Co., także brali udział inni amerykańscy bankierzy, tacy jak Guggenheim, Hanauer, Breitung, Aschberg, „Nya Banken” ze Sztokholmu. Byłem tam „przypadkiem”, tam w Sztokholmie i brałem udział w przekazywaniu pieniędzy.

Homoseksualista Lejb Bronstein (Bronsztein) „Trocki” morderca milionów gojów.

U dołu: to na co zasłużył..

 

Dopóki nie przybył Trocki, to ja byłem jedyną osobą, która pośredniczyła ze strony rewolucyjnej. Ale w końcu Trocki przybył. Muszę podkreślić, że alianci wypędzili go z Francji za szerzenie defetyzmu. I ci sami alianci uwolnili go po to, żeby mógł szerzyć defetyzm w sojuszniczej Rosji… „Jeszcze jeden przypadek”.

Kto to zaaranżował? Ci sami ludzie, którzy ułatwili Leninowi wolny przejazd przez Niemcy. Tak, „ONI” byli w mocy wydostać defetystę Trockiego z kanadyjskiego obozu, przerzucić go do Anglii i wysłać dalej do Rosji, dając mu szansę wolnej podróży przez wszystkie alianckie kontrole. Inny z „NICH”, niejaki Rathenau, realizuje podróż Lenina przez wrogie Niemcy. […].

Gawrił: W porządku, przyjmijmy hipotezę, że wszystko było prostą kwestią przypadku. Jakie wnioski według was mają praktyczne skutki?

Rakowski: Pozwólcie mi skończyć tę krótką opowiastkę i wtedy dojdziemy do wniosków. Od momentu przybycia Trockiego do Piotrogrodu, Trocki został publicznie przyjęty przez Lenina. Jak wiecie wystarczająco dobrze, podczas przerwy pomiędzy dwiema rewolucjami istniały pomiędzy nimi głębokie różnice. Wszystko zostaje zapomniane i Trocki wyłania się jako mistrz swego rzemiosła w dziedzinie triumfu rewolucji, czy Stalin tego chce czy nie. Dlaczego? Ta tajemnica jest znana żonie Lenina, Krupskiej. Ona wie kim jest Trocki w rzeczywistości. To ona przekonała Lenina aby przyjął Trockiego. Gdyby go nie przyjął to Lenin pozostałby zatrzymany w Szwajcarii.

Samo to było dla niego poważną przyczyną i ponadto on wiedział, że Trocki dostarczał pieniądze i pomagał w otrzymywaniu ogromnego wsparcia międzynarodowego czego dowodem jest zaplombowany wagon.

Ponadto był to skutek pracy Trockiego, a nie żelaznej determinacji Lenina, że nastąpiło zjednoczenie wokół nieistotnej partii bolszewików lewego skrzydła obozu rewolucyjnego, socjal- rewolucjonistów i anarchistów. Nie było bez znaczenia to, że rzeczywistą partią „bezpartyjnego” Trockiego był starożytny „Bund” żydowskiego proletariatu, z którego wyrosły wszystkie gałęzie moskiewskich rewolucjonistów i którym tenże „Bund” dostarczył 90% przywódców. Nie ten oficjalny i dobrze znany „Bund”, ale konspiracyjny „Bund”, który przeniknął do wszystkich partii socjalistycznych, przywódcy których prawie wszyscy byli pod kontrolą.

Gawrił: Kiereński także?

Rakowski: Kiereński także…, i także niektórzy inni przywódcy, którzy nie byli socjalistami, przywódcy burżuazyjnych frakcji politycznych.

Gawrił: Ale w jaki sposób?

Rakowski: Zapominacie o roli masonerii w pierwszej fazie demokratyczno-burżuazyjnej rewolucji?

Gawrił: Czy oni także byli kontrolowani przez „Bund”?

Rakowski: Oczywiście, jako przez najbliższy stopień, ale w rzeczywistości byli kontrolowani przez „NICH”.

Gawrił: Pomimo narastającej fali marksizmu, który był także zagrożeniem dla ich życia i przywilejów?

Rakowski: Pomimo tego wszystkiego. Z całą oczywistością oni nie widzieli niebezpieczeństwa. Ciągle pamiętajcie, że każdy mason widział i miał nadzieję widzieć w swojej wyobraźni więcej niż było w rzeczywistości, ponieważ on

wyobrażał sobie to co było dla niego dogodne. Jako dowód politycznej władzy ich masońskiej organizacji widzieli oni, że masoni byli obecni w rządach i na szczycie państw burżuazyjnych narodów, podczas gdy ich szeregi wzrastały bez przerwy. Nie zapominajcie, że w tamtych czasach władze wszystkich państw alianckich były masońskie, z kilkoma nielicznymi wyjątkami. Był to dla nich argument potężnej siły. Oni całkowicie wierzyli, że rewolucja zatrzyma się na republice burżuazyjnej francuskiego typu.

Gawrił: Zgodnie z obrazem Rosji z 1917 roku, tutaj przedstawionym trzeba było być bardzo naiwną osobą, żeby w to wszystko uwierzyć…

Rakowski: Oni byli i są tacy. Masoni nie nauczyli się niczego z tej pierwszej lekcji, którą dla nich była Wielka Rewolucja [francuska] gdzie odegrali kolosalną rewolucyjną rolę. Pochłonęła ona większość masonów, poczynając od Wielkiego Mistrza Loży Orleańskiej, masona Ludwika XVI, żeby następnie kontynuować niszczenie żyrondystów, hebertystów, jakobinów, etc… a jeśli niektórzy przeżyli to tylko dzięki miesiącowi Brumaire.

Gawrił: Chcecie powiedzieć, że masoni musieli umierać z rąk rewolucji, która wywołana została przy ich współdziałaniu?

Rakowski: Właśnie tak. Sformułowaliście prawdę, która zasłonięta jest przez wielką tajemnicę. Ja jestem masonem, wy już wiedzieliście o tym. Czy tak nie jest? Dobrze, wyjawię wam tę wielka tajemnicę, którą obiecują oni odsłonić masonowi jednego z wyższych stopni wtajemniczenia, ale która nie jest wyjawiana masonowi ani 25-go stopnia, ani 33-go stopnia, ani 93-go stopnia, ani na żadnym wysokim poziomie jakiegokolwiek Rytu. To jest oczywiste, że znam ją nie jako mason, ale jako ktoś należący do „NICH ”…

Gawrił: I co to za tajemnica?

Rakowski: Każda masońska organizacja próbuje osiągnąć i stworzyć wszystkie konieczne warunki dla triumfu Rewolucji Komunistycznej. Jest to oczywisty cel masonerii i jest to zupełnie jasne, że wszystko to jest robione pod różnymi pretekstami ale oni zawsze maskują siebie za dobrze znanym, potrójnym sloganem [Wolność, Równość, Braterstwo]. Rozumiecie? Ale ponieważ Rewolucja Komunistyczna ma zamiar unicestwić, jako klasę, całą burżuazję i fizycznie zniszczyć wszystkich burżuazyjnych rządzących, to w konsekwencji prawdziwą tajemnicą masonerii jest samobójstwo masonerii jako organizacji, i fizyczne samobójstwo każdego bardziej wybitnego masona.

Rozumiecie oczywiście, że taki koniec, który jest przygotowywany dla każdego masona, wymaga pełnej tajemnicy, ornamentacji i zastosowania jeszcze innej, całej gamy tajemnic jako zamiaru ukrycia tej rzeczywistej tajemnicy. Gdybyście pewnego dnia mieli być obecni podczas jakiejś przyszłej rewolucji, to nie przegapcie okazji do zaobserwowania gestów zaskoczenia i wyrazu ogłupienia na twarzy jakiegoś masona w chwili, kiedy pojmuje on, że musi umrzeć z rąk rewolucjonistów. Jak on wrzeszczy i pragnie by doceniono jego zasługi położone dla rewolucji! Jest to widok, od którego można umrzeć… ale ze śmiechu.

Gawrił: I wy ciągle zaprzeczacie wrodzonej głupocie burżuazji?

Rakowski: Zaprzeczam głupocie burżuazji jako klasy, ale nie w pewnych sektorach. Istnienie domów wariatów nie dowodzi powszechnego wariactwa. Masoneria także jest domem wariatów, ale na wolności. Ale mówię dalej.

Rewolucja zwyciężyła, zagarnięcie władzy zostało dokonane. Powstaje pierwszy problem, pokój, i wraz z nim pierwsze różnice w łonie partii, w której uczestniczą siły koalicji, które korzystają z władzy. Nie będę wam wyjaśniał tego, co jest dobrze znane, mianowicie walki, która rozgorzała w Moskwie pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami pokoju w Brześciu Litewskim. Zwrócę wam jedynie uwagę na to, co stało się już jawne wtedy a później było zwane opozycją trockistowską, to jest na tych ludzi, część których już jest zlikwidowana a druga część ma być zlikwidowana. Oni wszyscy byli przeciwni podpisywaniu traktatu pokojowego. Ten pokój był błędem i nieświadomą zdradą Międzynarodówki Rewolucyjnej przez Lenina. Wyobraźcie sobie bolszewików w Wersalu na Konferencji Pokojowej a następnie w Lidze Narodów, obecnych w Niemczech z Armią Czerwoną, uzbrojoną i rozbudowaną przez aliantów. Państwo sowieckie powinno było uczestniczyć zbrojnie w rewolucji niemieckiej…

Wyłoniłaby sie wtedy zupełnie inna mapa Europy. Ale Lenin, oszołomiony władzą, z pomocą Stalina, który także zasmakował owoców władzy, popierany przez narodowo-rosyjskie skrzydło partii, mając do dyspozycji zasoby materiałowe, narzucił swoją wolę. Wtedy to zrodził się „socjalizm w jednym kraju” to znaczy narodowy komunizm, który dzisiaj osiągnął swój szczyt pod władza Stalina.

To jest jasne, że toczyły się zmagania, ale jedynie w takiej formie i w takim zakresie, aby Państwo Komunistyczne nie zostało zniszczone. Ten warunek był wiążącym dla opozycji przez cały czas jej dalszych zmagań aż po dzień dzisiejszy.

To była przyczyna naszej pierwszej porażki i tych wszystkich następnych. Ale walka była bezwzględna, okrutna, chociaż ukryta ażeby nie kompromitować naszego udziału we władzy. Trocki zorganizował z pomocą swoich przyjaciół, zamach na życie Lenina przez Kaplanową. Na jego rozkaz Blumkin zabił ambasadora Mirbacha. Zamach stanu, który był przygotowany przez członkinię Lewico-Socjal-Rewolucyjnej Partii o nazwisku Maria Spiridonowa i tę partię, był inspirowany i koordynowany przez Trockiego. Jego człowiekiem od tych wszystkich spraw, który był absolutnie wolny od wszelkich podejrzeń, był ten Rosenblum, litewski Żyd, który posługiwał się nazwiskiem O’Reailly i był znany jako najlepszy szpieg brytyjskiego wywiadu. W rzeczywistości on był człowiekiem spośród „NICH ”. Powodem, dla którego ten słynny Rosenblum był wybrany, a znany był jedynie jako szpieg brytyjski, było to, że w przypadku niepowodzenia, odpowiedzialność za zabójstwa i spiski spadłaby nie na Trockiego, nie na nas, ale na Anglię. I tak się stało. Dzięki Wojnie Domowej my odrzuciliśmy spiskowe i terrorystyczne metody, ponieważ dostaliśmy szansę posiadania w naszych rękach rzeczywistych sił wojskowych państwa, ponieważ Trocki został organizatorem i głównodowodzącym Armii Sowieckiej, a przedtem armia stale cofała sie przed Białymi, a terytorium ZSRR zostało zredukowane do rozmiaru dawnego Księstwa Moskiewskiego. Ale wtedy jak gdyby magicznie, zaczyna zwyciężać. Jak myślicie, dlaczego? Dzięki magii czy przez przypadek? Powiem wam. Kiedy Trocki przyjął najwyższe dowództwo Armii Czerwonej, to wtedy posiadł przez ten fakt siły nieodzowne do przechwycenia władzy. Seria zwycięstw miała zwiększyć jego prestiż i siły. Stało się już prawdopodobne zwycięstwo nad Białymi. Czy sądzicie, że ta oficjalna historia jest prawdziwa, kiedy przypisuje niedozbrojonej i niezdyscyplinowanej Armii Czerwonej fakt, że dzięki niej osiągnięto szereg zwycięstw?

Gawrił: To dzięki komu w takim razie?

Rakowski: W 90% były te zwycięstwa możliwe dzięki „NIM”. Nie wolno wam zapomnieć, że Biali byli, na ich sposób, demokratami. Mieńszewicy byli z nimi i pozostałości wszystkich starych partii liberalnych. Na łonie tych sił „ONI” zawsze mieli na usługach wielu ludzi, świadomych i nieświadomych tego faktu. Kiedy Trocki zaczął dowodzenie, to wtedy ci ludzie otrzymali rozkazy systematycznego zdradzania Białych i jednocześnie obiecano im uczestnictwo, w mniej więcej niedługim czasie, w Sowieckim Rządzie.

    Majski był jednym z tych ludzi, jednym z niewielu, którym dotrzymano obietnicy uczestnictwa we władzy, ale był on zdolny do osiągnięcia tego jedynie po upewnieniu się Stalina co do jego lojalności. Ten sabotaż, powiązany z postępującym zmniejszaniem pomocy aliantów dla białych generałów, którzy pomijając to wszystko byli nieszczęśliwymi idiotami, zmusił ich do ponoszenia klęski za klęską. Ostatecznie Wilson umieścił w swoich sławetnych 14 punktach, punkt 6, obecność którego była wystarczająca, żeby zakończyć raz na zawsze wysiłki Białych aktywnej walki przeciwko ZSRR. Wojna Domowa umacnia pozycję Trockiego jako następcy Lenina. Tak to było bez najmniejszej wątpliwości. Stary rewolucjonista mógł teraz umrzeć uzyskawszy sławę.

Jeśli pozostał żywy po kuli Kaplan to nie mógł pozostać żywy po konspiracyjnym i wymuszonym kończeniu jego życia, co zastosowano w stosunku do niego.

Gawrił: Trocki skrócił jego życie? To jest wielce korzystna kwestia dla naszego procesu! Czy to nie Lewin był lekarzem Lenina?

Rakowski: Trocki?… To jest prawdopodobne, że on uczestniczył, ale jest całkiem pewne, że wiedział o tym. Ale na tyle, na ile techniczna realizacja jest rozpatrywana…, to jest nieistotne. Kto to wie? „ONI” mają wystarczającą ilość

sposobów, ażeby przeniknąć tam gdzie chcą.

Gawrił: W każdym razie morderstwo Lenina jest sprawą największej wagi i byłoby warto przekazać to do zbadania na następnym procesie… Co sądzicie Rakowski, gdybyście mieli być przez przypadek autorem tej sprawy? To jest oczywiste, że jeśli nie zdołacie osiągnąć sukcesu w tej konwersacji… Zawodowa egzekucja odpowiada wam jako lekarzowi…

Rakowski: Nie polecam wam tego. Nie ruszajcie tej sprawy, bo to jest wystarczająco niebezpieczne dla samego Stalina. Będziecie w stanie rozpowszechnić waszą propagandę wedle waszego życzenia, ale „ONI” mają swoją propagandę, która jest potężniejsza i pytanie „qui podest – kto zyskuje” sprawi, że ujrzy się Stalina jako mordercę Lenina i to przekonanie będzie silniejsze od jakichkolwiek zeznań wyciśniętych z Lewina, ze mnie czy kogokolwiek innego.

Gawrił: Co chcecie przez to powiedzieć?

Rakowski: Że to jest klasyczna i niezawodna reguła w określaniu prawdziwego mordercy przez sprawdzenie kto zyskał…, i póki co, jeśli rozpatrywanie morderstwa Lenina prowadzimy, to w tym wypadku beneficjentem był Stalin.

Pomyślcie o tym i zmuście się do nieprzerywania mi swymi uwagami, ponieważ rozpraszają mnie one i utrudniają mi dojście do finału.

Gawrił: Bardzo dobrze, kontynuujcie, ale wy już wiecie…

Rakowski: Jest to dobrze znane, że jeśli Trocki nie przejął sukcesji po Leninie,to nie było to z powodu błędnych ludzkich kalkulacji powodujących niedoskonałość planu. W czasie choroby Lenina Trocki dzierżył w swych rękach wszystkie nici władzy, które były więcej niż wystarczające by umożliwić zapewnienie sukcesji po Leninie. I wszystkie środki były podjęte aby ogłosić wyrok śmierci na Stalina. Dla dyktatora Trockiego wystarczało mieć w rękach list Lenina przeciwko jego ówczesnemu szefowi, Stalinowi, list który był wyciśnięty od męża przez jego żonę Krupską w celu likwidacji Stalina. Ale głupi pech, jak wiecie, zrujnował wszystkie nasze szanse. Trocki zachorował nieoczekiwanie i w decydującym momencie, kiedy Lenin umiera, on staje się niezdolny do jakiejkolwiek akcji przez okres kilku miesięcy.

Pomimo posiadania przez niego gigantycznej przewagi, przeszkodą była nasza organizacja przedsięwzięcia, to znaczy jej osobista centralizacja. To jasne, że taka osoba jak Trocki, przygotowany wcześniej do swojej misji, którą miał zrealizować, nie może być stworzona od razu przez improwizację. Żaden spośród nas, nawet Zinowiew, nie miał koniecznego przeszkolenia i kwalifikacji dla tego przedsięwzięcia, z drugiej strony Trocki obawiając się usunięcia, sam nie chciał niczyjej pomocy. W ten sposób, po śmierci Lenina, kiedy musieliśmy stanąć oko w oko ze Stalinem, który rozpoczął gorączkowe działania, przewidywaliśmy już wtedy naszą klęskę w Komitecie Centralnym. Musieliśmy zaimprowizować decyzję wejścia w przymierze ze Stalinem i zostania stalinistami bardziej niż on sam, przesadzać we wszystkim i tym samym dokonywać sabotażu.

Resztę już wiecie. To było nasze nieprzerwane, podziemne zmaganie i nasze ciągłe niepowodzenie z korzyścią Stalina, ponieważ posiada on talenty policyjnego geniusza, nie mające odpowiednika w przeszłości. A nawet więcej.

Stalin posiadający atawizm narodowy, który nie został wykorzeniony z niego przez jego wczesny marksizm, najwyraźniej z tego powodu on podkreśla swoją panrosyjkość i w związku z tym wskrzesza klasę, którą my musieliśmy zniszczyć, to znaczy klasę narodowych komunistów, jako przeciwników internacjonalnych komunistów, którymi jesteśmy my.

On wymusza na Międzynarodówce służbę na rzecz ZSRR i ona już akceptuje jego panowanie. Jeśli chcemy znaleźć historyczny odpowiednik to musimy wskazać na bonapartyzm, i jeśli chcemy znaleźć osobę typu Stalina, to nie znajdziemy historycznego odpowiednika dla niego. Ale być może będę w stanie znaleźć taki odpowiednik w jego podstawowych cechach łącząc dwie osoby, mianowicie Fouche i Napoleona. Spróbujmy ogołocić tego drugiego z jego drugiej połowy, jego akcesoriów, mundurów, stopnia wojskowego, korony i takich tam rzeczy, które, jak się wydaje, nie mamią Stalina, i wtedy wzięci razem dadzą nam typ identyczny ze Stalinem w najistotniejszych cechach. Typ, który jest zabójcą rewolucji, który nie służy jej, ale korzysta z jej usług. Przedstawia sobą najstarszy Rosyjski Imperializm, tak jak Napoleon identyfikował się z Galami, on stworzył arystokrację, nawet jeśli niewojskową, bo nie ma żadnych zwycięstw, to biurokratyczno-policyjną arystokrację.

Gawrił: Wystarczy. Rakowski. Nie jesteście tutaj aby siać trockistowską propagandę. Czy w końcu dojdziecie do czegoś konkretnego?

Rakowski: Oczywiście że tak, ale nie przedtem zanim dojdę do punktu, w którym sformułujecie dla siebie samego co najmniej powierzchowne pojęcie o „NICH”, z którymi będziecie musieli się liczyć w praktyce i w konkretnej rzeczywistości.

Nie wcześniej. Dla mnie jest to daleko bardziej ważne, niż dla was abym nie zawiódł, co musicie, naturalnie rozumieć.

Gawrił: Dobrze, spróbujmy skrócić opowieść na ile jest to możliwe.

Rakowski: Nasze niepowodzenia, które pogłębiają się z roku na rok, uniemożliwiają natychmiastowe przeprowadzenie tego co „ONI” przygotowali na okres powojenny do wykonania następnego skoku w kierunku rewolucji. Traktat Wersalski całkiem niezrozumiały dla polityków i ekonomistów wszystkich narodów, o ile nie rozumie się jego zamysłu, był najbardziej decydującym warunkiem wstępnym rewolucji.

Gawrił: To jest bardzo osobliwa teoria. A jak ją wyjaśnicie?

Rakowski: Reparacje wersalsko-wojenne i ograniczenia ekonomiczne nie były zdeterminowane korzyściami poszczególnych narodów. Ich rachunkowa niedorzeczność była tak oczywista, że nawet najwybitniejsi ekonomiści zwycięskich krajów ujawnili je wkrótce. Sama Francja żądała odszkodowania wojenne przewyższające wartość jej narodowego majątku, więcej niż trzeba by zapłacić, gdyby cała Francja została zmieniona w Saharę. Nawet gorszą była decyzja nałożenia na Niemcy zobowiązań płatniczych, które były wielokrotnie wyższe od ich możliwości, nawet gdyby zupełnie się wyprzedali i oddali cały dochód narodowy. W końcu prawdziwym rezultatem było to, że w praktyce Niemcy były zmuszone do przeprowadzenia fantastycznego dumpingu, ażeby móc coś wpłacić na konto reparacyjne. I na czym polegał dumping? Niedobór artykułów spożywczych, głód w Niemczech i w odpowiedniej wielkości bezrobocie w krajach zależnych od importu. A ponieważ nie mogły one importować, to było także bezrobocie w Niemczech. Głód i bezrobocie po obu stronach, a wszystko to było pierwszymi rezultatami Traktatu Wersalskiego…

Czy ten traktat był rewolucyjny czy nie? Nawet jeszcze więcej uczyniono, ustanowiono równą kontrolę w płaszczyźnie międzynarodowej. Czy wiecie co takie przedsięwzięcie reprezentuje na płaszczyźnie rewolucyjnej? To oznacza narzucenie anarchicznej niedorzeczności, żeby zmusić każdą gospodarkę narodową do wytwarzania w wystarczającej ilości wszystkiego czego ona potrzebuje przy założeniu, że aby to osiągnąć nie potrzeba brać pod uwagę takich czynników jak klimat, bogactwa naturalne i także poziom wykształcenia technicznego kadry kierowniczej i robotników. Środkami kompensowania naturalnych nierówności gleby, klimatu, dostępności minerałów, ropy naftowej etc., etc. w różnych gospodarkach narodowych zawsze były okoliczności takie, że biedne kraje musiały pracować więcej.

To oznacza, że musiały one wykorzystywać ostrzej zdolności siły roboczej po to, żeby zmniejszyć niedobory wynikające z nieurodzajnej gleby. I do tego stopnia istnieje pewna liczba dodatkowych nierówności, które muszą być skompensowane podobnymi środkami, weźmy na przykład urządzenia przemysłowe.

Nie będę rozwijał tej kwestii dalej, ale regulacja dnia pracy przeprowadzona przez Ligę Narodów w oparciu o abstrakcyjną zasadę jednolitości i równości dnia pracy, była przedmiotowa w kontekście dotychczasowego międzynarodowego kapitalistycznego systemu produkcji i wymiany oraz ustalonej nierówności gospodarczej, ponieważ oto musieliśmy radzić sobie z obojętnością wobec celu pracy, którym jest dostateczna produkcja. Natychmiastowym wynikiem tego była niedostateczna produkcja, kompensowana przez import z innych krajów z samowystarczalną gospodarką naturalną i przemysłową samowystarczalnością o tyle, o ile Europa miała złoto, bo ten import miał być płatny złotem.

    Wtedy nadszedł widoczny boom w Ameryce, która wymieniała swoją ogromną produkcję na złoto i certyfikaty złota, którego było mnóstwo. W modelu anarchii produkcyjnej pojawiła się w tamtym okresie niespotykana anarchia finansowa. „ONI” skorzystali na tym pod pretekstem pomocy przez wsparcie jeszcze jednej ale jeszcze większej anarchii: inflacji oficjalnego pieniądza (gotówki) i setki razy większej inflacji ich własnego pieniądza, czyli pieniądza kredytowego, to jest fałszywego pieniądza. Pamiętajcie jak systematycznie powiększała się dewaluacja w wielu krajach. Zniszczenie wartości pieniądza w Niemczech, amerykański kryzys i jego fenomenalne konsekwencje…, rekordowe bezrobocie, ponad trzydzieści milionów bezrobotnych w samej Europie i USA.

Cóż, czy Pokojowy Traktat Wersalski i jego Liga Narodów nie były warunkiem wstępnym rewolucji?

Gawrił: To mogłoby się wydarzyć, nawet gdyby nie było zamierzone. Czy moglibyście udowodnić mi, dlaczego rewolucja i komunizm wycofują się przed logicznym wnioskowaniem, a nawet przeciwdziałają faszyzmowi, który zwyciężył w Hiszpanii i Niemczech… Co możecie mi powiedzieć?

Rakowski: Powiem wam, że tylko w przypadku nierozpoznania „ICH” i ich celów mielibyście rację…, ale nie wolno wam zapominać o ich istnieniu i ich celach, a także o fakcie, że w ZSRR władza jest w rękach Stalina.

Gawrił: Nie widzę tutaj związku…

Rakowski: Ponieważ nie chcecie. Macie więcej niż trzeba talentów dedukcyjnych i zdolności rozumowania. Jeszcze raz powtarzam: dla nas Stalin nie jest komunistą, jest on bonapartystą.

Gawrił: No to co?

Rakowski: Nie pragniemy żeby wspaniałe warunki wstępne, które stworzyliśmy w Wersalu dla triumfu rewolucji komunistycznej w całym świecie, które jak wiecie stały się gigantyczną rzeczywistością, służyły doprowadzeniu do zwycięstwa bonapartyzmu Stalina… Czy jest to dla was wystarczająco jasne? Wszystko byłoby inaczej, gdyby w tym przypadku Trocki był dyktatorem ZSRR. Oznaczało to, że „ONI” byliby szefami Międzynarodowego Komunizmu.

Gawrił: Ale faszyzm jest z pewnością antykomunistyczny w odniesieniu zarówno do trockistowskiego jak i stalinowskiego komunizmu… i ślepa władza, którą przypisujecie „IM” jest tak potężna, to czemu nie byli w stanie temu zapobiec?

Rakowski: Ponieważ to dokładnie właśnie „ONI” byli tymi, którzy dali Hitlerowi możliwość triumfu.

Gawrił: Przekraczacie wszelkie granice absurdu!

Rakowski: Niedorzeczność i nadprzyrodzoność są przemieszane jako wynik braku kultury. Posłuchajcie. Ja już przyznałem, że opozycja poniosła klęskę.

„ONI” w końcu zobaczyli, że Stalin nie może być obalony przez zamach stanu i ich doświadczenie historyczne zasugerowało im decyzję o powtórce w przypadku Stalina tego, co było zrobione w przypadku cara. Była tutaj

jedna trudność, która wydawała się nam nie do przezwyciężenia. W całej Europie nie było ani jednego państwa napastniczego. Żadne państwo nie leżało geograficznie na tyle odpowiednio i żadne nie miało odpowiedniej armii, żeby zaatakować Rosję.

    Jeśli nie było takiego państwa to „ONI” musieli je stworzyć. Jedynie Niemcy posiadały odpowiednią populację i położenie stosowne do przeprowadzenia ataku na ZSRR, i państwo to było zdolne do pokonania Stalina.

[…] Na horyzoncie głodnych Niemiec rozbłysnął meteor Hitlera. Para przenikliwych oczu skupiła swoją uwagę na nim. Świat był świadkiem jego piorunującego wzlotu. Nie powiem, że to wszystko było dziełem naszych rąk, nie. Jego wzlot, nieprzerwanie wzrastający w swej skali, miał miejsce jako rezultat rewolucyjno-komunistycznej ekonomii Wersalu. Wersal miał w zamierzeniu nie tworzenie warunków wstępnych triumfu Hitlera, ale tworzenie warunków do proletaryzacji Niemiec, bezrobocia i głodu, rezultatem czego powinna zatriumfować rewolucja komunistyczna. […]

    W 1929 roku, kiedy Partia Narodowo-Socjalistyczna zaczęła doświadczać kryzysu w swym rozwoju i miała niedostateczne środki finansowe, „ONI” wysłali tam swojego posła. Znam nawet jego nazwisko. To był jeden z Warburgów. W bezpośrednich negocjacjach z Hitlerem oni uzgodnili finansowanie Partii Narodowo-Socjalistycznej i Hitler otrzymał w ciągi kilku lat miliony dolarów, wysłane z Wall Street, i miliony marek od niemieckich finansistów za pośrednictwem Schachta na utrzymanie SA i SS i także na finansowanie wyborów, które się odbywały i które dały Hitlerowi władzę; było to dokonane z pomocą dolarów i marek wysłanych przez „NICH ”.

Gawrił: Ci, którzy według was, chcą osiągnąć pełen komunizm, zbroją Hitlera, który przysięga, że wygubi pierwszy komunistyczny naród. To jeśli ma się wam wierzyć, jest czymś bardzo logicznym dla finansistów.

Rakowski: Dlatego Hitler nie może być obiektywnie komunistą, skoro walczy on przeciwko autokratycznemu „carowi Koba I”. Ostatecznie jest Hitler z jego rozrastającą się potęgą militarną i już przesuwa granice Trzeciej Rzeszy, a w przyszłości zrobi jeszcze więcej… aż do tego stopnia, by mieć wystarczająco siły i możliwości do zaatakowania i całkowicie zniszczyć Stalina… Czy nie dostrzegacie ogólnego współczucia wersalskich wilków, którzy ograniczali się tylko do słabego powarkiwania? Czy to jest jeszcze jeden przypadek, traf? Hitler dokona najazdu na ZSRR i jak w 1917 roku, kiedy klęska poniesiona przez cara dała nawet sposobność do obalenia go, więc klęska Stalina dopomoże nam w usunięciu go…

Znowu godzina światowej rewolucji wybije. Ponieważ państwa demokratyczne, teraz uśpione, dopomogą doprowadzić do zmian w chwili, kiedy Trocki weźmie władzę w swoje ręce, tak jak w czasie Wojny Domowej. Hitler zaatakuje z Zachodu, jego generałowie powstaną i zlikwidują go… A teraz powiedzcie mi, czy Hitler nie jest obiektywnie komunistą? Tak czy nie?

Gawrił: Nie wierzę w bajki i cuda…

Rakowski: Cóż, jeśli nie chcecie wierzyć, że „ONI” są w stanie osiągnąć to co już osiągnęli, to przygotujcie się do oglądania inwazji na ZSRR i likwidacji Stalina w ciągu roku. Wy myślicie, że to jest cud lub przypadek, więc dobrze przygotujcie się do oglądania i doświadczania tego… Ale czy naprawdę jesteście zdolni odmówić wiary w to, o czym mówiłem chociaż to ciągle tylko jest hipoteza? Zaczniecie działać tylko w chwili, kiedy zaczniecie dostrzegać dowody w świetle mojego wywodu.

Gawrił: W porządku, pomówmy w trybie przypuszczającym. Co wy na to?

Rakowski: Wy sami zwróciliście uwagę na zbieżność opinii, która pojawiła się między nami. My nie jesteśmy w obecnej chwili zainteresowani atakiem na ZSRR, ponieważ upadek Stalina implikowałby zniszczenie komunizmu, istnienie którego interesuje nas pomimo tej okoliczności, że jest on jedynie formalny, ponieważ daje to nam pewność, że my osiągniemy sukces w przejęciu go i następnie jego przemiany w prawdziwy komunizm. Sądzę, że przedstawiłem wam sytuację obecną całkiem dokładnie.

Gawrił: Wspaniałe rozwiązanie…

Rakowski: Przede wszystkim musimy upewnić się, że nie będzie żadnej potencjalnej możliwości ataku przez Hitlera.

Gawrił: Jeśli, jak potwierdzacie, to byli „ONI’, którzy uczynili go Führerem, to mają oni nad nim władzę i musi on być im posłusznym.

Rakowski: Na skutek tego, że się spieszyłem, nie wyraziłem się dokładnie i nie zrozumieliście mnie dobrze. Jeśli jest prawdą, że „ONI” finansowali Hitlera to, nie oznacza to, że „ONI” ujawnili mu swoje istnienie i swoje cele.

Wysłannik Warburg przedstawił siebie pod fałszywym nazwiskiem, a Hitler nawet nie odgadł jego pochodzenia, także przedstawił fałszywie swoich mocodawców. Powiedział mu, że został wysłany przez koła finansowe z Wall Street, które były zainteresowane finansowaniem ruchu narodowo- socjalistycznego

w celu stworzenia zagrożenia dla Francji, której rządy prowadzą politykę finansową wywołującą kryzys w USA.

Gawrił: I Hitler uwierzył?

Rakowski: Nie wiemy. To nie było istotne, czy uwierzył czy nie w nasze wyjaśnienia. Naszym celem było wywołanie wojny…, a Hitler był wojną. Czy rozumiecie teraz?

Gawrił: Rozumiem. W konsekwencji nie widzę żadnego innego sposobu powstrzymania go, jak przez stworzenie koalicji ZSRR z narodami demokratycznymi, która byłaby zdolna przestraszyć Hitlera. Sądzę, że nie będzie w stanie jednocześnie zaatakować wszystkie kraje świata. Co najwyżej każdy po kolei.

Rakowski: Czy nie przychodzi wam do głowy prostsze rozwiązanie…, powiedziałbym: kontrrewolucyjne rozwiązanie?

Gawrił: Żeby uniknąć wojny z ZSRR?

Rakowski: Skróćcie zdanie o połowę… i powtórzcie ze mną „uniknąć wojny”… czy to nie jest bezwzględnie kontrrewolucyjne? Każdy szczery komunista podążając śladami swego idola Lenina i największych strategów

rewolucyjnych, musi zawsze pragnąć wojny. Nic nie jest tak skuteczne w posuwaniu się ku rewolucji jak wojna. To jest dogmat marksistowsko-leninowski, który musicie propagować. A teraz idźmy dalej: narodowy komunizm Stalina, ten rodzaj bonapartyzmu, jest zdolny do otumanienia rozumu większości czystokrwistych komunistów, aż do takiego stanu, że przestaną dostrzegać fakt, iż transformacja, którą realizuje Stalin, to jest, że podporządkowuje on Rewolucję Państwu a nie Państwo Rewolucji, co byłoby właściwe…

Gawrił: Wasza nienawiść do Stalina zaślepia waz i przeczycie sami sobie. Czy nie przyznaliście, że atak na ZSRR byłby niepożądany?

Rakowski: Ale dlaczego wojna jest konieczna przeciwko Związkowi Radzieckiemu?

Gawrił: A na jaki inny kraj mógłby Hitler skierować działania wojenne? Jest to wystarczająco jasne, że skieruje swój atak na ZSRR, mówi o tym w swoich przemówieniach. Jakie jeszcze potrzebujecie dowody?

Rakowski: Jeśli wy, ludzie z Kremla, uważacie to za nieodwołalne i bezdyskusyjne, to dlaczego wywołaliście Wojnę Domową w Hiszpanii? Nie mówcie mi, że było to zrobione z przyczyn czysto rewolucyjnych. Stalin nie jest zdolny zrealizować w praktyce ani jednej teorii marksistowskiej. Jeśli byłyby tutaj jakieś pobudki rewolucyjne, to nie poświęcono by w Hiszpanii tak wielu wspaniałych, międzynarodowych sił rewolucyjnych. Ten kraj, który leży najdalej od ZSRR, a na najbardziej podstawowe zasady strategii nie pozwoliłby na utratę tych sił… Jak mógłby Stalin w przypadku konfliktu dostarczyć zaopatrzenie i udzielić pomocy wojskowej Sowieckiej Republice Hiszpańskiej? Ale to było słuszne. Tam mamy ważny punkt strategiczny, skrzyżowanie przeciwstawnych wpływów państw kapitalistycznych…, […]. A teraz powiem wam, że jeśli Stalin myślał, że jest zdolny sam z siebie stworzyć wystarczający pretekst, żeby wywołać wojnę, w której państwa kapitalistyczne będą walczyły pomiędzy sobą, to dlaczego co najmniej nie przyzna, nawet tylko teoretycznie, że inni także potrafią osiągnąć to samo, co nie wydawało mu się niemożliwe dla niego?…

Gawrił: Jeżeli można się zgodzić z waszymi założeniami, to można uznać tę hipotezę.

Rakowski: To oznacza, że jest jeszcze druga kwestia porozumienia pomiędzy nimi, mianowicie pierwsza, że nie może być żadnej wojny przeciwko ZSRR, a druga, że byłoby dobrze, żeby wywołać ją pomiędzy państwami burżuazyjnymi.

Gawrił: Tak, zgadzam się. Czy to wasz osobisty pogląd, czy „ICH”?

Rakowski: Wyrażam to jako swój pogląd. Ja nie mam żadnej władzy i żadnego kontaktu z „NIMI”, ale mogę potwierdzić, że w tych dwóch kwestiach jest zgoda ze stanowiskiem Kremla.

Gawrił: To jest najważniejsza rzecz i z tego powodu jest to istotne, by uprzednio poczynić ustalenia. A propos, chciałbym także wiedzieć na czym opieracie się w waszej ufności, że „ONI” akceptują to.

Rakowski: Gdybym miał czas, aby wyjaśnić ich całą intrygę, to wiedzielibyście już o powodach ich akceptacji. W obecnej chwili streszczę się do trzech.

Gawrił: Tylko których?

Rakowski: Jednym jest ten, o którym już wspomniałem. Hitler, ten niewykształcony i prosty człowiek, dzięki swojej wrodzonej intuicji, a nawet wbrew specjalistycznym opiniom Schachta, odtworzył ustrój gospodarczy bardzo niebezpiecznego rodzaju. Będąc analfabetą w sferze wszystkich teorii ekonomicznych i kierując się jedynie koniecznością, usunął, tak jak my to zrobiliśmy w ZSRR, prywatny i międzynarodowy kapitał. To oznacza, że przyjął dla siebie przywilej wytwarzania pieniędzy, i nie tylko fizycznych pieniędzy, ale także finansowych pieniędzy, przejął nietkniętą machinę podrabiania [pieniędzy – tłum.] i uruchomił ją, by pracowała z korzyścią dla państwa. On prześcignął nas, jako że my znieśliśmy ją w Rosji zastępując ją brutalnym instrumentem zwanym kapitalizmem państwowym. Był to bardzo kosztowny triumf w świetle potrzeb przedrewolucyjnej demagogii… Dam wam teraz dwa prawdziwe fakty dla porównania. Nawet powiem, że Hitler miał szczęście, prawie nie miał złota, żadnego, i dla tej przyczyny nie kusiło go stworzenie rezerwy złota. Ale posiadał on gwarancję pieniężną w wyposażeniu technicznym i kolosalnych możliwościach produkcyjnych Niemiec, jego starą rezerwą były możliwości produkcyjne i praca…, coś tak całkowicie kontrrewolucyjnego, że jak już widzicie, ma on za pomocą magii, jakby wyeliminowane bezrobocie wśród ponad siedmiu milionów techników i robotników.

Gawrił: Dzięki zwiększonym zbrojeniom.

Rakowski: Co te wasze zbrojenia dają? Jeśli Hitler osiągnął to wszystko wbrew wszystkim burżuazyjnym ekonomistom, którzy go otaczają to jest on całkiem zdolny, przy braku zagrożenia wojną, do zastosowania jego systemu także do produkcji pokojowej… […].

Gawrił: Krótko mówiąc wyłożyliście, Rakowski, jeden ekonomiczny i jeden polityczny powód. Jaki jest trzeci?

Rakowski: Łatwo odgadnąć. Mamy jeszcze jeden powód, ten religijny. Komunizm nie może być zwycięzcą, jeśli nie zmiażdży ciągle żywego chrześcijaństwa. Historia dowodzi tego bardzo jasno. Permanentna rewolucja wymagała siedemnastu wieków, ażeby osiągnąć swoje pierwsze, częściowe zwycięstwo za pomocą stworzenia pierwszego rozłamu w chrześcijaństwie. W rzeczywistości chrześcijaństwo jest naszym jedynym prawdziwym wrogiem, ponieważ wszystkie ekonomiczne i polityczne zjawiska w państwach burżuazyjnych są jedynie jego konsekwencją. Chrześcijaństwo, sprawując władzę nad jednostką, jest zdolne zniweczyć rewolucyjne plany neutralnego sowieckiego albo ateistycznego państwa dusząc je, jak widzimy to w Rosji, sprawy osiągnęły punkt kreacji tego duchowego nihilizmu, który jest dominantą w rządzeniu masami, które niemniej jednak pozostały chrześcijańskie. Ta przeszkoda nie jest jeszcze usunięta w ciągu trwania 20 lat marksizmu. Przyznajmy w odniesieniu do Stalina, że w sprawach religii nie był on bonapartystyczny. […].

Gawrił: I tak, osobiście uważam, że przedstawiliście jasno trzy fundamentalne kwestie, na bazie których plan może być opracowany. W tym się zgadzam z wami na razie. Ale potwierdzam wam swoją nieufność, to znaczy moje podejrzenia w odniesieniu do tego wszystkiego, co powiedzieliście odnośnie ludzi, organizacji i faktów. A teraz kontynuujcie przedstawianie głównych założeń waszego planu.

Rakowski: Tak, teraz nadeszła ta chwila. Ale tylko wstępny warunek: będę mówił na własną odpowiedzialność. Jestem odpowiedzialny za interpretację tych powyższych kwestii w takim sensie w jakim „ONI” je rozumieją, ale przyznaję, że „ONI” mogą rozważać inny plan jako bardziej skuteczny w osiągnięciu trzech celów i zupełnie niepodobny do tego, który wam wyłożę. Nie zapominajcie o tym.

Gawrił: Bardzo dobrze, będziemy o tym pamiętać. Proszę, mówcie.

Rakowski: Dokonamy uproszczenia. O ile brakuje celu, dla którego niemiecka potęga wojskowa została stworzona, żeby dać nam władzę w ZSRR, to teraz celem jest doprowadzenie do stworzenia frontów i skierowania hitlerowskiego pochodu nie w kierunku wschodnim ale na zachód.

Gawrił: Właśnie. Czy myśleliście o praktycznym planie realizacji?

Rakowski: Miałem więcej czasu na to niż potrzeba, na Łubiance. Rozmyślałem. Teraz słuchajcie. Gdyby były trudności w znalezieniu obustronnie wspólnych kwestii pomiędzy nami i wszystko inne biegło normalnym torem, to wtedy problemy sprowadzają się do powtórnej próby ustalenia tego, w czym istnieje podobieństwo pomiędzy Hitlerem a Stalinem. […] U Hitlera i u Stalina można znaleźć wspólne cechy, chociaż będąc bardzo różnymi ludźmi, mają oni te same korzenie. Jeśli Hitler jest sentymentalny w stopniu aż patologicznym, a Stalin jest normalny, to przecież obaj są egoistami. Żaden z nich nie jest idealistą i z tej przyczyny obaj są bonapartystami, to znaczy imperialistami. I jeśli to jest punktem wyjścia, to już nie ma trudności by znaleźć wspólną płaszczyznę pomiędzy nimi. Czemu nie, jeśli okazało się to możliwym pomiędzy pewną carycą i pruskim królem…

Gawrił: Rakowski, jesteście niepoprawni…

Rakowski: Nie odgadujecie? Jeśli Polska była sensem wspólnoty pomiędzy Katarzyną a Fryderykiem, carycą Rosji a królem Niemiec tamtych czasów, to wtedy dlaczego Polska nie może służyć jako powód do znalezienia wspólnej płaszczyzny pomiędzy Hitlerem a Stalinem? W Polsce Hitler i Stalin mogą osiągnąć zgodę. A także historyczny bolszewizm i nazistowski program. Nasz cel, „ICH ” cel, to także Polska jako państwo chrześcijańskie i co jest bardziej nawet doniosłe, jest katolickim państwem.

Gawrił: I co wynika z faktu takiej potrójnej zgodności?

Rakowski: Jeśli istnieje wspólnota interesów, to jest i możliwość porozumienia [!].

Gawrił: Pomiędzy Hitlerem a Stalinem?… Absurd! Niemożliwe.

Rakowski: W polityce nie istnieją ani absurdy ani niemożliwości.

Gawrił: Wyobraźmy sobie, jako hipotezę: Hitler i Stalin atakują Polskę [!].

Rakowski: Pozwólcie mi przerwać wam. Atak może być wywołany jedynie przez następującą alternatywę: wojna lub pokój. Musicie to przyznać.

Gawrił: Dobrze. I co z tego?

Rakowski: Czy uważacie, że Anglia i Francja z ich gorszymi armiami i lotnictwem, w porozumieniu z Hitlerem mogą zaatakować zjednoczonych Hitlera i Stalina?

Gawrił: Tak, to wygląda mi na dużą trudność… chyba, że Ameryka…

Rakowski: Pozostawmy na razie Stany Zjednoczone na uboczu. Zgodzicie się ze mną, że w wyniku ataku Hitlera i Stalina na Polskę nie może być żadnej wojny europejskiej?

Gawrił: Argumentujecie logicznie. Wydawałoby się to niemożliwe.

Rakowski: W tym przypadku atak lub wojna byłyby bezcelowe. Nie wywołałoby to wzajemnego zniszczenia państw burżuazyjnych. Zagrożenie hitlerowskie dla ZSRR dalej by trwało po rozbiorze Polski, ponieważ teoretycznie zarówno Niemcy jak i ZSRR byłyby wzmocnione w tym stopniu. W praktyce Hitler w większym stopniu, ponieważ ZSRR nie potrzebuje więcej ziemi i surowców dla wzmocnienia się, ale Hitler potrzebuje ich bardzo.

Gawrił: Jest to poprawny pogląd…, ale już nie widzę żadnego innego rozwiązania.

Rakowski: Nie, jest rozwiązanie.

Gawrił: Jakie?

Rakowski: Takie, że demokracje powinny zaatakować i nie atakować agresora.

Gawrił: Co wy wygadujecie, co za przywidzenia! Jednocześnie atakować i nie atakować… To jest coś absolutnie niemożliwego!

Rakowski: Tak sądzicie? Spokojnie… Czy nie ma dwóch agresorów? Czy nie zgodziliśmy się, że nie będzie żadnego ataku właśnie dlatego, że jest dwóch? Cóż… Co uniemożliwia atak na jednego z nich?

Gawrił: Co chcecie przez to powiedzieć?

Rakowski: Po prostu to, że demokracje wypowiedzą wojnę tylko jednemu agresorowi i będzie nim Hitler. [!!]

Gawrił: Tak, ale jest to nieuzasadniona hipoteza.

Rakowski: Hipoteza, ale mająca podstawy. Rozważcie tylko. Każde państwo, które będzie musiało walczyć z koalicją wrogich państw ma [jako] swój główny cel strategiczny zniszczenie ich oddzielnie, jedno państwo po drugim. To prawo jest tak dobrze znane, że dowody są zbyteczne. A więc, zgódźcie się ze mną, że nie ma przeszkód do wykreowania takich warunków. Myślę, że kwestia, iż Stalin nie będzie uważał siebie za poszkodowanego w przypadku ataku na Hitlera, już jest ustalona. Czy nie tak? Dodatkowo geografia narzuca taką postawę i z tej przyczyny także strategię. Jakkolwiek głupia może być Francja i Anglia w przygotowaniach do walki jednocześnie przeciwko dwóm krajom, z których jeden chce zachować swoją neutralność, podczas gdy drugi, nawet samotny przedstawia dla nich poważnego przeciwnika, to skąd i z której strony mogłyby one przeprowadzić atak na ZSRR? Nie mają one wspólnej granicy, chyba, że miałyby one zaatakować przez Himalaje… Tak, pozostaje jeszcze front powietrzny, ale z jakimi siłami i skąd mogą one dokonać inwazji na Rosję? W porównaniu z Hitlerem są one słabsze w powietrzu. Wszystkie argumenty, które wymieniłem nie są żadną tajemnicą i są dobrze znane. Jak widzicie, wszystko jest uproszczone w niemałym stopniu.

Gawrił: Tak, wasze argumenty wydają się być logiczne w wypadku, jeśli konflikt będzie ograniczony do czterech krajów, ale nie ma czterech, jest ich więcej, a neutralność nie jest prostą sprawą w wojnie na taką skalę.

Rakowski: Niewątpliwie, ale możliwy udział wielu krajów nie zmienia stosunku sił. Zważcie to sumiennie, a zobaczycie jak równowaga będzie zachowana nawet jeśli inne, a nawet wszystkie państwa europejskie zaangażują się. Ponadto, to jest bardzo ważne, ani jedno z tych państw, które przystąpią do wojny po stronie Anglii i Francji, nie będzie w stanie odebrać im przywództwa, w wyniku czego, powody które uniemożliwiają atak na ZSRR zachowają swoją doniosłość.

Gawrił: Zapominacie o Stanach Zjednoczonych.

Rakowski: Za chwilę zobaczycie, że nie zapomniałem. Ograniczę się do prześledzenia ich funkcji w programie przygotowawczym, który obecnie nas zajmuje i powiem, że Ameryka nie będzie w stanie zmusić Francji i Anglii do ataku na Hitlera i Stalina jednocześnie. Ażeby to osiągnąć, Stany Zjednoczone musiałyby przystąpić do wojny od pierwszego dnia. Ale to jest niemożliwe. Po pierwsze dlatego, że Ameryka nie przystąpiła do wojny poprzednio i nigdy tak nie uczyni, jeśli nie zostanie zaatakowana. Jej klasa rządząca może to tak zorganizować, że Ameryka zostanie zaatakowana, jeśli to będzie jej służyło6. Mogę was o tym zapewnić.

W takich przypadkach, kiedy prowokacja była nieudana i wróg nie zareagował na nią, została wymyślona zaczepka. W pierwszej wojnie międzynarodowej, wojnie przeciwko Hiszpanii, o klęsce której istniało przekonanie, wymyślono właśnie agresywną zaczepkę lub bardziej poprawnie, „ONI” ją wymyślili. W 1914 roku prowokacja powiodła się. Prawda, można się spierać technicznie czy takowa była, ale zasada, bez wyjątków, jest taka, że ten kto nagle atakuje bez ostrzeżenia, czyni to z pomocą prowokacji. A tak to wygląda. To znakomita amerykańska manipulacja, którą doceniam zawsze, jest podporządkowana jednemu warunkowi, a mianowicie, że agresja powinna mieć miejsce w odpowiednim momencie, to znaczy w momencie potrzebnym Stanom Zjednoczonym, które są zaatakowane. To znaczy wtedy, kiedy będą one odpowiednio uzbrojone. Czy ten warunek jest teraz spełniony? To jest oczywiste, że nie. W Ameryce jest obecnie mniej niż sto tysięcy ludzi pod bronią i średnie lotnictwo, posiada ona jedynie okazałą flotę. Ale możecie to zrozumieć, że w takim stanie, nie może ona przekonać swoich sojuszników do podjęcia decyzji ataku na ZSRR, ponieważ Anglia i Francja posiadają jedynie przewagę na morzu. Dowiodłem wam także, że od tej strony nie może być żadnej zmiany w porównywalnym potencjale sił zbrojnych.

Gawrił: Zgadzając się z tym, proszę was ponownie o wyjaśnienie jeszcze raz technicznej realizacji.

Rakowski: Jak widzieliście, wziąwszy pod uwagę zbieżność interesów Stalina i Hitlera co do zaatakowania Polski, wszystko sprowadza się do formalizacji tego pełnego podobieństwa celów i zawarcia paktu o dwustronnym ataku [!!].

Gawrił: I myślicie, że to jest łatwe?

Rakowski: Szczerze, nie. Tutaj potrzebujemy dyplomacji, która jest bardziej wytrawna od stalinowskiej. Powinna być taka jak ta, którą Stalin unicestwił, albo taka, która obecnie gnije na Łubiance. W dawnych czasach Litwinow byłby sposobny, z pewnymi trudnościami, chociaż jego rasa byłaby wielką przeszkodą w negocjacjach z Hitlerem, ale teraz to już skończony człowiek i zniszczony przez straszliwą trwogę. Zwierzęco boi się Mołotowa, nawet bardziej niż Stalina. Jego cały talent jest wytężony na przekonywanie ich, że nie jest trockistą. Gdyby miał usłyszeć o konieczności zaaranżowania bliższych stosunków z Hitlerem to byłoby to wystarczające dla niego, by dostarczyć dowodów na jego trockizm. Nie widzę człowieka, który jest zdolny do wykonania takiej roboty. Na wszelki wypadek, musiałby on być czystym Rosjaninem. Mógłbym zaproponować swoje usługi jako doradca. W obecnej chwili zasugerowałbym temu, kto rozpocznie rozmowy, żeby były one rygorystycznie utajnione, ale o charakterze wielkiej i otwartej szczerości. Biorąc pod uwagę cały mur różnych uprzedzeń, to jedynie prawdomówność może zmylić Hitlera.

Gawrił: Ja ponownie nie rozumiem waszych paradoksalnych wyrażeń.

Rakowski: Wybaczcie mi ale to tylko tak wygląda, że z Hitlerem koniecznie trzeba grać czysto, w odniesieniu do konkretnych i najbardziej pilnych kwestii. Jest to konieczne aby pokazać mu, że rozgrywka nie jest zagraniem, żeby sprowokować go do wojny na dwa fronty. Na przykład jest możliwe, żeby obiecać mu i udowodnić w najodpowiedniejszym momencie, że nasza mobilizacja będzie ograniczona do małej liczby wojsk niezbędnych do inwazji na Polskę, i że te wojska nie będą duże. Stosownie do naszego prawdziwego planu będziemy musieli rozmieścić nasze główne siły tak, aby spotkać możliwy anglo-francuski atak. Stalin będzie musiał być wspaniałomyślny co do początkowych dostaw zaopatrzenia, które zażąda Hitler, głównie ropy naftowej. Oto co przyszło mi do głowy w tej chwili. Tysiące dalszych kwestii pojawi się, podobnego rodzaju, które będą musiały być rozwiązane aby Hitler, widząc w praktyce, że my jedynie chcemy okupować część Polski, był o tym całkowicie przekonany. I o ile w praktyce powinno to tak wyglądać to wtedy będzie oszukany za pomocą prawdy. [!!]

Gawrił: Ale w czym, w tym przypadku, leży podstęp?

Rakowski: Dam wam kilka minut czasu, abyście sami mogli wykryć na czym polega podstęp w stosunku do Hitlera. Ale najpierw chcę podkreślić, i powinniście to zauważyć, że plan który tutaj ukazałem, jest logiczny i prawidłowy i myślę, że można osiągnąć to, że państwa kapitalistyczne zniszczą się wzajemnie, jeśli doprowadzi się do konfliktu ich dwóch skrzydeł – faszystowskiego i burżuazyjnego. Powtarzam, że plan jest logiczny i prawdziwy. Jak już zauważyliście sami nie ma tu ingerencji tajemniczych i nadzwyczajnych czynników. W skrócie, po to żeby można było zrealizować plan „ICH”, ingerencja nie jest wymagana. A teraz chciałbym odgadnąć wasze myśli. Czy nie myślicie teraz, że byłoby głupim marnowaniem czasu na dowodzenie nieudowadnialnego istnienia i potęgi „ICH”. Czy nie tak?

Gawrił: Macie rację.

Rakowski: Bądźcie szczerzy ze mną. Czy naprawdę nie dostrzegacie ich interwencji? Poinformowałem was, chcąc wam pomóc, że ich ingerencja istnieje i jest rozstrzygająca i z tej przyczyny logika i naturalność planu są tylko pozorem. Czy naprawdę wy nie dostrzegacie „ICH”?

Gawrił: Mówiąc szczerze, nie.

Rakowski: Logika i naturalność mojego planu jest jedynie pozorem. Byłoby to naturalne i logiczne, gdyby Hitler i Stalin wymierzyli sobie wzajemne ciosy. Dla państw demokratycznych byłaby to prosta i łatwa rzecz, gdyby istniał przymus realizacji takiego celu, bo dla nich wystarczyłoby, aby zezwolono Hitlerowi, zwróćcie uwagę na „zezwolono”, na zaatakowanie Stalina. Nie mówcie mi, że Niemcy mogłyby być pokonane. Jeśli rosyjskie przestrzenie i straszna obawa Stalina i jego popleczników przed hitlerowskim toporem i odwetem ich ofiar nie będą wystarczające do osiągnięcia militarnego wyczerpania Niemiec, to nie będzie żadnych przeszkód dla państw demokratycznych, widząc, że Stalin traci siły, rozpoczęcie mądrej i metodycznej pomocy dla niego, podtrzymując tą pomoc aż do całkowitego wyczerpania obu armii [!!]. W rzeczywistości byłoby to łatwe, naturalne i logiczne, gdyby te motywy i cele, które są przedstawione przez państwa demokratyczne i w które większość ich realistów wierzy w jako prawdziwe, były w rzeczywistości jedynie pretekstami. Jest tylko jedyny cel, jeden jedyny cel. Triumf komunizmu. I to nie jest Moskwa, która narzuci swoją wolę państwom demokratycznym, to jest New York, nie Komintern ale Kapintern z Wall Street. Któż inny niż Kapintern mógłby być zdolny do narzucenia Europie tak rzucających się w oczy i bezwzględnych sprzeczności? Jaka moc może popchnąć Europę w stronę całkowitego samobójstwa? Jedynie jedna siła jest w stanie tego dokonać – pieniądze. Pieniądze są władzą i to czystą władzą.

Gawrił: Będę z wami szczery, Rakowski. Przyznaję, że macie wyjątkowy talent. Posiadacie błyskotliwy talent dialektyczny, przekonujący i misterny. Kiedy to wam nie wystarcza to wasza wyobraźnia przejmuje kontrolę, ażeby bardziej ubarwić wasz obraz kiedy wymyślacie błyskotliwe i oryginalne perspektywy. Ale to wszystko, chociaż prowokuje mój zapał, nie wystarcza mi. Przejdę do zadawania wam pytań, zakładam, że wierzę we wszystko coście mi powiedzieli.

Rakowski: A ja udzielę wam odpowiedzi ale pod jednym warunkiem, że nie będziecie dodawać niczego do tego co powiem, ani się wtrącać.

Gawrił: Obiecuję. Zapewniacie, że „ONI” powstrzymają albo będą powstrzymywać wojnę niemiecko-sowiecką, co jest logiczne z punktu widzenia kapitalistów. Czy wyraziłem się dokładnie?

Rakowski: Tak, ściśle tak.

Gawrił: Ale rzeczywistość w obecnej chwili jest taka, że Niemcom zezwolono na odtworzenie sił zbrojnych i ich rozwój. To jest fakt. Ja już wiem, że zgodnie z waszym wyjaśnieniem było to spowodowane przez plan trockistowski, który nie doszedł do skutku z powodu mających teraz miejsca „czystek” i w ten sposób cel nie został osiągnięty. W świetle nowej sytuacji, wy tylko zalecacie, żeby Hitler i Stalin podpisali pakt i podzielili Polskę [!!]. To pytam was. Jaką możemy mieć gwarancję, że mając pakt lub nie mając go, dokonując lub nie dokonując podziału Polski, Hitler nie zaatakuje ZSRR?

Rakowski: Takiej gwarancji nie możecie mieć.

Gawrił: Zatem po co kontynuować rozmowę?

Rakowski: Nie spieszcie się. Ogromne zagrożenie dla ZSRR jest rzeczywiste i istnieje. To nie jest hipoteza i nie werbalna groźba. To jest fakt, który zobowiązuje. „ONI” już mają przewagę nad Stalinem, przewagę, która nie może być zaprzeczona. Stalin otrzymuje propozycję tylko jednej alternatywy, prawo wyboru, ale nie pełnej wolności. Atak Hitlera będzie miał miejsce w każdym wypadku z jego woli. „ONI” nie potrzebują nic czynić aby to się wydarzyło oprócz tego, by pozostawić Hitlerowi wolną rękę. To jest zasadnicza i determinująca rzeczywistość, o której wy zapomnieliście z powodu waszego przesadnie kremlowskiego sposobu myślenia… Egocentryzm, sir, egocentryzm.

Gawrił: Prawo wyboru?

Rakowski: Zdefiniuję to dokładnie raz jeszcze, ale krótko. Obojętnie czy będzie atak na Stalina czy dojdzie do realizacji jego planu, który ukazałem a według którego europejskie państwa kapitalistyczne zniszczą się wzajemnie. Zwracam uwagę na tę alternatywę, ale jak widzicie, była ona jedynie teoretyczna. Jeśli Stalin chce przetrwać, to będzie on zmuszony wykonać plan, który zaproponowałem, a który jest ratyfikowany przez „NICH ”.

Gawrił: Ale jeśli odmówi?

Rakowski: Dla niego będzie to niemożliwe. Ekspansja i rozwój zbrojeń Niemiec będą kontynuowane. Kiedy Stalin stanie oko w oko z gigantycznym zagrożeniem…, to co wtedy zrobi? Podyktuje mu to jego własny instynkt zachowawczy.

Gawrił: Wydaje się, że wydarzenia muszą występować jedynie według planów opracowanych przez „NICH”.

Rakowski: I tak jest w rzeczywistości. Oczywiście w ZSRR dzisiaj rzeczy mają się inaczej, ale wcześniej czy później będzie jak gdzie indziej, tak czy owak. To żadna trudność przepowiedzieć i zasugerować wykonanie czegoś, jeśli będzie to zyskowne dla osoby, która musi to zrealizować, wziąwszy pod uwagę przypadek Stalina, który zdecydowanie nie myśli o samobójstwie. Dużo bardziej trudne jest sporządzenie prognozy i zmuszenie do potrzebnego działania kogoś, kto nic nie zyskuje, ale kto pomimo to musi działać, w tym przypadku państw demokratycznych. Odrzućcie fałszywą myśl, że to wy jesteście rozgrywającymi w danej sytuacji, ponieważ to „ONI” są rozgrywającymi.

Gawrił: „ONI” zarówno w pierwszym jak i w drugim wypadku… Dlatego musimy mieć do czynienia z cieniami?

Rakowski: Ale czy fakty są cieniami? Sytuacja międzynarodowa będzie nadzwyczajna, ale nie cienista. Ona jest realna, bardzo realna. To nie jest cud. To jest z góry ustalona przyszła polityka… Czy sądzicie, że jest to dzieło cieni?

Gawrił: Ale popatrzmy. Przyjmijmy, że wasz plan jest przyjęty… Ale my musimy mieć coś namacalnego, osobistego, ażeby być w stanie prowadzić pertraktacje.

Rakowski: Na przykład?

Gawrił: Jaką osobę z uprawnieniami przedstawicielskimi i pełnomocnictwami.

Rakowski: Ale po co? Jedynie dla przyjemności zapoznania się z tą osobą? Dla przyjemności rozmowy? Zapamiętajcie dokładnie, że hipotetyczna osoba w przypadku swego pojawienia się, nie przedstawi wam listów uwierzytelniających z pieczęciami i herbami i nie będzie odziana w dyplomatyczny frak, co najmniej osoba od „NICH”. Gdyby miała ona coś powiedzieć lub obiecać, to nie będzie to miało żadnej mocy prawnej albo znaczenia takiego jak pakt… Zrozumcie, że „ONI” nie są państwem. „ONI” są tym, czym Międzynarodówka była przed 1917 rokiem, tym co jest możliwe, że ZSRR prowadziłby pertraktacje z masonerią, z organizacją szpiegowską, z macedońskimi komitadżi lub chorwackimi ustaszami. Czy nie obyłoby się bez żadnego pisemnego paktu?…

Takie porozumienia jak pakt z Lenina z Niemcami […]

* * *

Na tym przerywamy pojedynek tych dwóch dżentelmenów, kremlowskiego komunisty i „wizjonera” „ONYCH”, który na ponad półtora roku przed Wrześniem 1939 dokładnie „przewidział”. Co? Pierwszy i siedemnasty dzień Września 1939 r. Atak Hitlera na Polskę i siedemnaście dni później atak Żydobolszewii.

Urywamy z tego fascynującego tekstu ostatnie 8-10 stronic, bo nasi rodzice i dziadkowie już słyszą wycie syren… Ale do Rakowskiego będziemy sięgać w drugim i trzecim tomie naszego dreszczowca pod tytułem „Chazarska dzicz panem świata” . Bo i my już i znów słyszymy syreny… Czas nagli.

1 Wydanie z 1968 roku (reprint z 2002 roku). Tłumaczenie z języka hiszpańskiego na angielski – George Knupffelr.

2 Wszystkie pogrubienia tekstu – H.P.

Głębokie rewolucje są zawsze dziełem otyłych arystokratów. Nie, Panowie, zarodek rewolucji nie tkwi w niewolnictwie, ani w biedzie, zarodek tkwi w chęci posiadania bogactw przez tych trybunów, którzy ją wykorzystują dla zysku. „Będziemy bogatsi” – taki jest cel rewolucji. Juan Donoso Cortés (1809-1853) pisarz, dyplomata hiszpański.

3 Oberkomando der Wehrmacht.

4 Niezwykłe, kluczowe wyznanie. Wyjaśnia, dlaczego „Rząd światowy” personalnie jest bytem niemal amorficznym, rzekomo nieistniejącym! – H.P.

5 Realizują ten dogmat „proletaryzacji klas średnich” konsekwentnie do dziś, także a zwłaszcza w obecnej „Polsce”. Niszczenie klasy średniej to wytwarzanie próżni pomiędzy posiadaczami pieniądza i władzy, a sploretaryzowanym, czyli materialnie zdziadziałym „społeczeństwem”, czyli narodem.

6 Zob.: japoński atak na Pearl Harbour, sprowokowany przez USA! – H.P.