Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 27, 2014 Przez a303 W Świat

Żydowski paradoks [fragment książki]

Komentarz dr Farooqa:  Nahum Goldmann i jego poglądy są fascynujące. Był nie tylko syjonistą, ale również czołowym liderem syjonistycznym. Gdyby było więcej wizjonerskich i sumiennych mężów stanu jak on, świat byłby inny. Faktycznie, żeby w przyszłości zapanował pokój, będą potrzebni tacy ludzie jak on. Bardzo polecam tę i inne jego książki.

www.globalwebpost/comfarookm

http://www.amazon.com/gp/product/0448151669/sr=1-2/qid=1155423117/ref=pd_bbs_2/104-4687528-2154367?ie=UTF8&s=books

http://www.amazon.com/gp/product/0448151669/sr=1-2/qid=1155423117/ref=pd_bbs_2/104-4687528-2154367?ie=UTF8&s=books

Nahum Goldmann był założycielem Światowego Kongresu Żydów i jego przewodniczącym w latach 1951 – 1977. Były przewodniczący Światowej Organizacji Syjonistycznej i Konferencji Żydowskich Roszczeń Materialnych Przeciwko Niemcom. Był jedną z kluczowych postaci w ruchu syjonistycznym który doprowadził do utworzenia państwa Izrael, nie pełniącym żadnej funkcji politycznej w Izraelu. Był znany jako „mąż stanu bez państwa”. Jego rola i wpływ niełatwo jest docenić nie posiadając pewnej wiedzy o jego silnej pozycji jako niezależnie myślącego, sumiennego głosu w ruchu syjonistycznym.

Leon Abramowicz o Nahumie Goldmannie we wprowadzeniu:

„Przyznając priorytet rozwojowi duchowemu, który sam, według niego [Goldmanna], jest zdolny zapewnić trwałość judaizmowi i szczególne miejsce wśród narodów żydowskiemu państwu, jest w opozycji wobec władców Izraela, którzy, zajęci wojną, wyolbrzymiali znaczenie siły militarnej” [wstęp do „Żydowskiego paradoksu”, Leon Abramowicz, s. 4]

Naród żydowski: wyjątkowy i paradoksalny

„Na początek zbiorowy temat, chciałbym powiedzieć, że moim zdaniem naród żydowski jest najbardziej paradoksalny w świecie. Nie jest lepszy lub gorszy od innych, ale wyjątkowy i inny – z racji swej struktury, historii, losu i charakteru – od wszystkich innych narodów, i paradoksalny w swoich sprzecznościach”. [s. 7]

„Żydzi są najbardziej separatystycznym narodem na świecie. Ich wiara w pojęcie narodu wybranego jest podstawą całej ich religii. Na przestrzeni wieków Żydzi zintensyfikowali swoje oddzielenie się od świata nie-żydowskiego, odrzucili, i nadal odrzucają małżeństwa mieszane, budowali jeden mur za drugim by chronić swoje istnienie jako oddzielny naród, i budowali swoje getta własnymi rękami, od sztetl Europy wschodniej do mellah w Maroku. Ale jednocześnie uważa się ich za najbardziej uniwersalistyczny naród na świecie na poziomie religijnym:. . .” [s. 8]

Religii nie da się narzucić

„Można zmusić dziecko do wykonania określonej czynności, ale nie można go zmusić do modlitwy. Od tego dnia instynktownie zrozumiałem, że religia musiała być dobrowolna, bo inaczej nic nie znaczyła”. [s. 11]

Żydowski kompleks wyższości

„Jeden z wielkich fenomenów psychologii żydowskiej, który w dużym stopniu tłumaczy niezwykłą wytrzymałość naszego narodu pomimo 2.000 lat rozproszenia, polega na stworzeniu absolutnie genialnego mechanizmu obronnego wobec sytuacji polityczno-gospodarczej w jakiej żyli, prześladowaniom i wygnaniom. Mechanizm ten można opisać w kilku słowach: jako Żydzi w Wisznewo żyliśmy w wiejskim otoczeniu, i większość pacjentów dziadka stanowili chłopi. Każdy Żyd czuł się 10 albo 100 razy lepszy od tych pokornych rolników: był wykształcony, znał hebrajski, znał Biblię, studiował Talmud – innymi słowy wiedział, że był lepszy od tych analfabetów”. [s. 12-13]

Syndrom „gwarantowanego raju”

„Więc w shtetl w Wisznewo nie panowało życie pełne smutku i rozpaczy, z radością uczestniczono w świętach religijnych wspólnoty, z której za każdym razem czerpali energię, bo wtedy każdy Żyd wiedział że wyjedzie do Palestyny. On tak nie uważał: on to wiedział!” [s.13]

Naciski na amerykański rząd ze strony potężnego syjonistycznego Amerykanina, Stephena Wise’a.

Przed Jałtą na Roosevelta naciskali amerykańscy Żydzi, którzy chcieli by zaakceptował pomysł podziału. . . [po rozmowie z Ibn Saudem i poznaniu jego gwałtownej reakcji, Wise’a zapytano] „Więc jak moglibyście żyć jako maleńka mniejszość pośród fanatyków arabskich?” – zapytał Roosevelt – „oni was wybiją”. Wise był zagubiony, Roosevelt mówił dalej „Stephen, chciałbym zadać ci osobiste pytanie: jesteś rabinem, masz obowiązki religijne I moralne. Czy weźmiesz odpowiedzialność za to że zginą miliony Żydów, jeśli w końcu tam dotrzecie (tzn. będziecie mieć państwo Izrael)?” Wise był wstrząśnięty, ale stwierdził, że popierał oficjalny program amerykańskiego żydostwa. Wtedy Roosevelt podsumował: „Zgadzam się z tym, że większość Żydów chce partycji. Ale ostrzegam cię, możesz popełniać zbrodnię”. [Goldmann, Paradoks, s. 32]

Groźba syjonistycznego terroryzmu

„Jak mówię, Truman był skromnym człowiekiem i politykę międzynarodową zostawił Achesonowi (sekretarz stanu). Gdyby on nie zgodził się na partycję, Truman sam nigdy by jej nie poparł. Teraz głównym argumentem sekretarza stanu było: ‚Nie będziesz miał pokoju przez dekady i będziesz ryzykował katastrofę, bo Amerykanin nie będzie mógł popierać cię przeciwko Arabom na zawsze’.

Odpowiedziałem: ‚niech pan posłucha, Acheson, mówię do pana nie jako Żyd, a jako Amerykanin. Jestem obywatelem amerykańskim. OK, powiedzmy, że nie zgodzi się pan na partycję. Co się stanie? W Izraelu zapanuje terroryzm. Żydzi nie zgodzą się na zakaz imigracji, sam go nie zaakceptuję. Pół miliona Żydów którzy przeżyli nazizm żyje w przeklętych Niemczech. Ich jedynym życzeniem jest opuszczenie tego kraju gdzie nadal mieszkają w obozach. Czy jest pan gotów przyjąć ich w Ameryce? Nie. W innych krajach? Nie. Wtedy Menachem Begin, skrajny prawicowy lider, przejmie władzę. Osobiście nie zgodzę się na jego politykę terroru, bardziej niż Weismann, ale będą dominować ekstremiści. . . Jakie wtedy będzie pana stanowisko? Kiedy żydowscy terroryści będą mordować Brytyjczyków, czy stanie pan przeciwko Brytyjczykom? A kiedy Brytyjczycy będą mordować Żydów, to co pan zrobi?” [s. 34-35]

Relacje Ameryki z Hitlerem [1935]

„Z każdej strony słyszę, że nie wolno psuć dobrych relacji Ameryki z Hitlerem, Francuzi mówili o ustępstwach, itd itd”. [s. 42-43]

Izraelski egocentryzm

„Moja opinia o problemie arabskim zawsze była inna niż większości. Nigdy nie wahałem się jej wyrażać kiedy było to konieczne, więc w pełni rozumiem tę krytykę. Kiedyś powiedziałem Maurice Couve de Murville, że w tej szczególnej kwestii czułem się bardziej Gojem niż Żydem: odwrotnie do większości Izraelczyków, nie jestem ani fanatykiem, ani upartym jak osioł, ani pewnym iż zawsze mam rację. Jestem tolerancyjny, i nie wyolbrzymiam znaczenia ani problemów, ani własnych czynów.

Izraelczycy mają wielką słabość myśląc, że cały świat kręci się wokół nich.

Kiedyś podczas dość ożywionej dyskusji powiedziałem Ben Gurionowi, że do problemów podchodził z punktu widzenia Sde Boker, jego małego kibucu, podczas gdy ja widziałem je z samolotu lecącego na wysokości 12 km. Jest to inne podejście.

Izraelczycy cierpią na tę krótkoterminową politykę. Czują, że każda najmniejsza rzecz jest niezmiernie ważna, i to jest powodem ich choroby. Wrzody żołądka to ich typowa żydowska dolegliwość. Zawsze są zirytowani, podekscytowani albo się męczą. Ich dyskusje zawsze są wyolbrzymiane. Żadnej z tych rzeczy nie ma w moim temperamencie, i dlatego jestem zupełnie inny”. [s. 56-57]

Izrael nie dostrzega drugiej strony

„Czego izraelscy negocjatorzy muszą się nauczyć, to tego iż nikt nigdy nie ma absolutnej racji. Absolutne sytuacje nie istnieją, bo absolut jest niemozliwy do osiągnięcia. Kiedy Izraelczycy negocjują, to są tak pewni własnych racji, że pomijają te Arabów, dlatego osłabiają własną pozycję w oczach świata”. [s. 63]

Izraelska mania propagandy

Izraelczycy przeceniają znaczenie propagandy i ‚PR’. Izraelska prasa ciągle mówi: „Nasza propaganda jest źle organizowana, mamy słaby wizerunek”, itd. Znam się na tym, bo Światowa Organizacja Żydów wydała miliony na propagandę. Cóż, szkoda, bo to ma bardzo małe znaczenie. Czynnikiem decydującym o wpływie na opinię światową jest charakter polityki Izraela, i jeśli ta polityka jest krytykowana przez większość krajów, to nie pomoże tu nawet najlepsza propaganda. Tę błędną ocenę i to zauroczenie sloganami Izraelczycy odziedziczyli od Amerykanów. W Stanach Zjednoczonych wszystko sprzedaje się metodami, jak to nazywają ‚Madison Avenue’, od ulicy gdzie znajdują się największe agencje reklamowe. Ta technika może być bardzo dobra kiedy lansuje się markę mydła czy pasty do zębów, a nawet nowy dziennik, a nie jeśli chodzi o rozpowszechnianie idei politycznej poprzez jej przekręcanie”. [s. 63]

Szlachetne i rewolucyjne wyzwanie dla młodszego pokolenia Izraelczyków

„Tak więc problem polega na tym by znaleźć dla nich nowe wyzwania, i jestem gotów zaproponować im jedno: żeby uczynili Izrael innym niż ten jaki jest teraz. Żeby zbudowali Izrael który nie zadowoli się posiadaniem najlepszej armii na Bliskim Wschodzie, nie będzie wydawał większości swoich zasobów na zakup nowej broni, i był dumny z wygrania jeszcze jednej wojny, która niczego nie rozwiązuje, a w końcu może zakończyć się katastrofą. Żeby zbudowali Izrael który skupia się na kreatywności religijnej, kulturowej i społecznej. Nowa młodzież izraelska musi stać się rewolucyjna. Światowe żydostwo, zainspirowane przez Izrael pokoju i sprawiedliwości, musi stać się ruchem rewolucyjnym. Nie z barykadami, bombami i terrorystami, ale jako orędownik wojny z ubóstwem, analfabetyzmem i nierównością, za abolicją suwerennego państwa i za pokojem.

To dałoby inne znaczenie cierpieniom żydowskiego narodu. W końcu Żydzi mogliby żyć dość szczęśliwie, gdyby sami się ochrzcili i wyrzekli się swojej choroby”. [s. 67-68]

Złota zasada: żeby zapamiętali ją Izraelczycy (i wszyscy inni)

„Jest historyjka o poganinie który chciał zostać żydem. Zatrzymuje na ulicy talmudystę Hillela i pyta go prosto z mostu: ‚Co jest istotą judaizmu?’ A Hillel od razu odpowiada: ‚Nie rób innym tego czego nie chciałbyś by inni zrobili tobie’. Nie jestem Hillelem, ale jeśli ktoś mnie zapyta co oznacza judaizm, odpowiedziałbym, że bezkompromisowość. . .” (s. 70)

Izrael nie stosuje złotej zasady

„Od emancypacji stawaliśmy się narodem coraz bardziej konformistycznym. Żydzi dostosowują się do opinii większości, popierają dyktatury jeśli nie sa antysemickie, z Izraela zrobili państwo jak każde inne. Ale konformistyczny naród nie ma nic do zaoferowania swoim młodym idealistom, musi zadowolić się z rodzajem prozaicznego młodego pokolenia, którego jedynym celem jest by dobrze żyć, kochać się i zarabiać pieniądze. . .

Dlatego według mnie jedynym rozwiązaniem jest stworzenie młodego pokolenia które nie będzie konformistyczne, rewolucyjne i żydowskie we wszystkim. Sukces tej syntezy bardzo zależy od Izraela, który zajmuje teraz przeciwną postawę, ale bez której nie da się zrobić niczego w diasporze. To wszystko jest funkcją pokoju. Wojna rujnuje: ona rujnuje gospodarkę Izraela, politykę i kulturę. Nie można stwierdzić czy narodem odpowiedzialnym za to są Żydzi, czy Arabowie. Ja tylko stwierdzam fakty o katastrofie”. [s. 70-71]

Dlaczego Izrael powinien być zorientowany na pokój

„Rzeczywistość pokazuje duże zmniejszanie się imigracji do Izraela w ostatnich latach. Zważywszy to, że około połowa Żydów upoważnionych do opuszczenia ZSRR woli nie jechać do Izraela, a imigracja z Europy i Ameryki się zmniejsza, emigracja – zwłaszcza młodych Izraelczyków – zwiększa się. To jest szczególnie z uwagi na trudności ekonomiczne i psychologiczne wynikające ze stanu wojny, i to jest jednym z najbardziej przekonujących argumentów dlaczego Izrael powinien poczynić pewne ustępstwa umożliwiające osiągnięcie trwałego pokoju”. [s. 72]

Izrael: głuchy na innych, w tym Żydów z diaspory

[Ben Gurion] „myślał tak jak wielu innych – że to Izrael miał wydawać rozkazy, a diaspora miała je wykonywać. Nawet dzisiaj taka jest opinia wielu izraelskich polityków. Oni mówią diasporze: ‚zamknijcie się i podziwiajcie’. Światowe żydostwo jest zbyt inteligentne by akceptować ten autorytaryzm, i ma dużo więcej wątpliwości co do mądrości izraelskiego rządu, niż ogólnie się uważa. Nikt nie chce żenować kraju, ale ten niepokój wzrasta”. [s. 91]

„Golda Meir myśli tak samo jak Ben Gurion: nie ufała diasporze i nie chciała by wtrącała się w sprawy Izraela”. [s. 82]

Znana światu agresywność Izraela

„Kiedy byłem ‚przewodniczącym przewodniczących’ żydowskich organizacji w Ameryce, nie wiedziałem o kampanii synajskiej. Ben Gurion nie chciał mówić o tym nikomu, ale bez naszego wsparcia Izrael poniósłby straszne skutki. W dniu rozpoczęcia wojny, Moshe Sharett, israelski minister spraw zagranicznych, odwiedził Nehru – który był bardzo anty-Izrael, i zwykł mówić Sharettowi, że Izrael był bardzo agresywnym krajem. Minister twierdził iż wręcz przeciwnie, jego kraj chciał pokoju, aż do momentu kiedy Nehru pokazał mu otrzymany wtedy telegram, informujący go, że Izrael chwycił za broń i wyruszył na Synaj. Wyobraźmy sobie upokorzenie Sharetta. Takie rzeczy nigdy nie powinny mieć miejsca, bo wszystko co robi Izrael odbija się na światowym żydostwie”. [s. 82-83]

Neutralizacja Izraela i princypialna lojalność duchowa wobec niego

„Jeśli syjonizm ma zadanie ideologiczne, to jest nim utworzenie duchowego oporu w państwie Izrael, a następnie ogłoszenie całemu światu, że Żydzi muszą być lojalni wobec państwa Izrael, chyba że istnieje konflikt polityczny, kiedy każdy ma wolność wyboru.

To dokładnie po to by uniknąć tego rodzaju bólu opowiadam się za stałą neutralizacją Izraela. To napisałem w artykule opublikowanym w Foreign Affairs, i powiem jeszcze raz: Izrael powinien być krajem (a jeśli trzeba jedynym krajem) który trzyma się z daleka od polityki międzynarodowej. Byłem nawet przeciwny przyłączeniu sie do ONZ, bo to już nie jest instytucja neutralna, ponad walką, a konglomeratem sprzecznych ze sobą interesów. Na każdej sesji ONZ Izrael musi przyjmować ustalone stanowisko – przeciwko ZSRR, za Ameryką, za Murzynami, przeciwko Afryce Południowej, itd”. [s. 84-85]

Izrael – 52 stan Ameryki

„Kiedyś powiedział mi sowiecki ambasador: ‚Twój przyjaciel Ben Gurion uważa, że jest premierem suwerennego państwa. To smieszne. Izrael jest 52 stanem Ameryki’. Ta uwaga pokazuje jak trudno jest rosyjskiemu Żydowi być w ogóle pro-izraelskim, tak długo jak wydają się tak mocne więzi Izraela z Ameryką. To dlatego chciałbym by Izrael był państwem neutralnym, zagwarantowanym nie tylko przez wielkie mocarstwa, ale i przez cały świat, łącznie z Arabami”. [s. 86]

Jak Izrael powinien podchodzić do sąsiadów [uwaga: jeden z najważniejszych komentarzy Goldmanna]

„Gdybym spotkał Nassera to chciałbym to mu powiedzieć: ‚Wy Arabowie jesteście bardzo hojnym narodem. Wasze relacje z Żydami w historii były lepsze niż nasze z chrześcijanami. Prześladowaliście nas, ale również przeżyliśmy wspaniałe okresy współpracy: w Hiszpanii, w Bagdadzie i w Algerii. . . Więc dalej bądźcie hojni. Nasz naród jest niefortunny. Przyznam, że Palestyna należała do was według prawa międzynarodowego. Ale my tak wiele ucierpieliśmy przez 2.000 lat. Straciliśmy 1 / 3 naszej populacji, bo nie mieliśmy terytorium. A zatem dajcie nam co najmniej 1% waszego, i zapewnijcie nam istnienie. Stańcie z Ameryką, Rosją i Francją jako jeden z gwarantów przetrwania Izraela’. Jestem przekonany, że tego rodzaju wypowiedź miałaby wielki wpływ psychologiczny na Arabów, dała im poczucie dumy i jeszcze więcej równości. I w rzeczywistości powiedziałem to kilku arabskim liderom, których zafascynowała ta idea. Niestety, Izrael wybiera inny sposób”. [s. 86]

Jerozolima jest ponad podbojem

„Zapytałem rabina, jednego z największych autorytetów w dziedzinie żydowskiego prawa: ‚Czy prawo religijne wymaga zatrzymanie starego miasta Jerozolimy za wszelką cenę?’ Wzruszył ramionami I odpowiedział: ‚To absurd! Najważniejszym prawem judaizmu jest szanowanie ludzkiego życia, z wyjątkiem dwóch przypadków: jeśli jest się zmuszonym do wyrzeczenia się Boga, albo jeśli musisz zabić innego człowieka, kiedy to raczej ty powinieneś umrzeć. W przeciwnym wypadku priorytetem jest życie dalej. Poświęcenie życia pojedynczego żołnierza dla podbicia Jerozolimy jest sprzeczne z prawem żydowskim’.” [s. 87]

Syjonizm Herzla: podwójne kłamstwo

„Zawsze istniały dwie konfliktujące ze sobą koncepcje syjonizmu. Zdaniem Herzla musiał być polityczny. Herzl był zasymilowanym Żydem, który niemal nic nie wiedział o żydowskiej historii. Dla niego była to prosta sprawa, i wyłożył ją w słynnej i całkowicie mylnej wypowiedzi: „Problem syjonizmu jest jednym ze środków transportu: istnieje naród bez ziemi, i ziemia bez narodu’. Dlatego była to tylko sprawa znalezienia statków transportujących ludzi na terytorium, i problem już był rozwiązany! To jest uproszczenie geniuszu. Zawsze mówię, że narodem genialnym są ci którzy nie rozumieją ‚gdyby’ i ‚ale’, i którzy przecinają węzeł gordyjski. Gdyby Gerzl pojmował problem żydowski w całej jego złożoności, nigdy nie napisałby Żydowskiego państwa [The Jewish State]. Ale w tej kwestii był ignorantem, i to umożliwiło mu wypowiedzieć podwójne kłamstwo: pierwsze, Palestyna nie była krajem bez narodu, gdyż tam mieszkały setki tysięcy Arabów, i drugie – Żydzi nie byli narodem bez ziemi, bo zasymilowani Żydzi byli dobrymi Francuzami, Niemcami, Anglikami itd.”. [s. 88]

Syjonistyczna idea polityczna – wyjątkowa

„W końcu syjonistyczna idea polityczna jest absolutnie wyjątkowa i fantastyczna. Można uważać iż jest bezsensowna czy wspaniała, ale w każdym przypadku nadal jest wyjątkowa. Wyobraźmy sobie przez chwilę co stałoby się gdyby wszystkie narody na świecie miały rościć sobie pretensje do ziem jakie zajmowały 2.000 lat temu. Czy widzicie ten chaos? A jeszcze jest naród, który ma czelność zachowywać się w ten sposób, a świat powiedział Tak! A kiedy mówię ‚świat’, to nie mam na myśli mas, czy nawet dyplomatów, ale kilku wielkich mężów stanu”. [s. 81]

Ben Gurion: styl dyktatorski

„Jednym z powodów dlaczego mnie szanował było to, że miałem odwagę mu się sprzeciwić. Wiesz, przez wiele lat Ben Gurion rządzi Izraelem jak de facto dyktator. Nieformalnie, oczywiście. . .” [s. 92]

Stereotypowa postawa izraelskich liderów wobec Arabów: [Ben Gurion powiedział do Nahuma Goldmanna]

„. . . dla Arabów, którzy są barbarzyńcami, nie liczą się żadne twoje dary. Ani twoja kultura, ani twój urok, ani twoja sztuka perswazji nie zrobiłyby na nich żadnego wrażenia. Jedyne co oni rozumieją jest siła, a żelazną ręką jestem ja, a nie ty”. [s. 96-97]

Fiasko izraelskich liderów w dążeniu do pokoju

„Chaim Weizmann, który pod koniec życia miał obsesję na punkcie antypatii do Ben Guriona, zwykł mówić o nim: ‚Ben Gurion utworzy państwo Izrael, a następnie zrujnuje je swoją polityką’. A jeśli Izrael będzie kontynuował polityczne zasady Ben Guriona, to obawiam się, że w końcu może się okazać, że Weizmann miał rację. Często sam się pytałem, dlaczego ten zdolny człowiek, który nie był drobnym prowincjuszem jak tak wielu izraelskich liderów, który miał perspektywy męża stanu, i podziw człowieka jak de Gaulle – dlaczego takiemu człowiekowi nie udało się dostrzec, że bez porozumienia z Arabami, Izrael nie będzie miał długoterminowej przyszłości. [s. 98]

Ben Gurion potwierdza: Palestyńczykom ukradziono ziemię

„Pewnego dnia, a raczej pewnej nocy w 1951, siedziałem w jego domu do 3 rano. . . Tej nocy, a było to piękna letnia noc, odbyliśmy szczerą dyskusję na temat problemu arabskiego. ‚Nie rozumiem twojego optymizmu’ – zadeklarował Ben Gurion. ‚Dlaczego Arabowie powinni zawrzeć pokój? Gdybym był arabskim liderem, nigdy nie zgodziłbym się z Izraelem. To jest naturalne: przejęliśmy ich kraj. Na pewno Bóg go nam obiecał, ale co to ich obchodzi? Nasz Bóg nie jest ich Bogiem. My przybyliśmy do Izraela, to prawda, ale 2.000 lat temu, a co to znaczy dla nich? Był antysemityzm, naziści, Hitler, Auschwitz, ale czy to była ich wina? Widzą tylko jedną rzecz: to my przyszliśmy tu i ukradliśmy im kraj. Dlaczego mieliby to akceptować? Być może zapomną o tym w czasie jednego lub dwu pokoleń, ale w tej chwili nie ma takiej szansy. Tak więc to jest proste: musimy być silni i zachować potężną armię. To jest cała nasza polityka. Inaczej Arabowie nas wymiotą’.” [s. 99]

„To był cały Ben Gurion: powiedział mi to by pokazać jak dobrze wiedział w głębi serca, że Izrael nie mógłby istnieć bez pokoju z Arabami, ale jego uparty, agresywny, nieugięty charakter uniemożliwił mu postępować zgodnie z tym co dyktował mu rozum. Najlepszym tego dowodem jest to, że kiedy stracił władzę, jego rozum się umocnił, nawet stał się ‚goldmannitą’, deklarując, iż tereny okupowane, z wyjątkiem Jerozolimy, powinny zostać zwrócone”. [s. 99-100]

Bezkompromisowość Izraela w kwestii pokoju – obłudne obwinianie Egiptu

W kwestii Palestyńczyków, Golda zawsze zajmowała wyraźną postawę, odwrotnie do Weizmanna, na przykład, kiedy mówił: „Konflikt między nami I Palestyńczykami to nie konflikt o sprawiedliwości przeciwko niesprawiedliwości, a konflikt między dwu równymi prawami’. Według mnie nasze prawo jest wyższe, bo Palestyna to dla Żydów sprawa życia i śmierci, natomiast dla Arabów to tylko 1% ich ogromnych terytoriów. Ale Goldy Meir nie obchodził ten rodzaj subtelności – co tłumaczy zarówno jej autorytet jak i jej całkowite fiasko: w latach kiedy była premierem, izraelska polityka nie ustąpiła, wojna Jom Kipur i całkowita izolacja Izraela były konsekwencjami tej nieugiętości.

Jeszcze raz wtedy straciliśmy szansę rozwiązania. Rząd dalej mówił, że nie może być żadnej ugody, Izrael musi zachować swoje super-uzbrojenie, i Arabom nie dawać wrażenia iż jesteśmy słabi i się boimy. Wszystko pochodzi od tej teorii: . . . W polityce nigdy nie można mieć pewności, ale odnoszę silne wrażenie, że więcej niz przy jednej okazji mogliśmy osiągnąć pokój”. [s. 104-105]

„Kiedy negocjowano pierwszy rozejm z Egiptem 28 lutego 1949, niektórzy z izraelskich uczestników poinformowali mnie, że rozejm można było przekształcić w prawdziwy pokój. Nie mogę tego przysiąc, bo mnie tam nie było, ale jestem pewien tego, że straciliśmy kolejną okazję w 1967, po miażdżącym zwycięstwie Izraela, które zakończyło wojnę 6-dniową. „Dwa dni przed atakiem, Levi Eshkol uroczyście oświadczył: ‚Nie mamy żadnych ambicji terytorialnych’. Więc po tym cudownym zwycięstwie – którego sam Dayan nie mógł wytłumaczyć, jak powiedział mi przy kilku okazjach – gdyby Izrael powiedział Arabom: ‚Podpiszcie pokój jutro, a zwrócimy wam terytoria poza Jerozolimą’, to może byłby pokój. Wielu arabskich ekspertów to potwierdza, ale nie, ludzie chcą trzymać to co zdobyli – taka jest ludzka natura. I ta fałszywa polityka, która opiera się na zachowaniu status quo, a nie dania ani cala, co było ulubioną techniką Goldy Meir, doprowadziła do impasu dzisiaj.

Pamiętałem, nawiasem mówiąc, że za sytuację głównie obwiniałem Stany Zjednoczone, nawet bardziej niż Izrael. Wojna Jom Kipur była błędem Amerykanów, którzy, z powodów polityki wewnętrznej (Nixon, amerykańscy Żydzi, opinia anty-sowiecka). . . nie zrobili nic w ciągu lat. Kiedy coś próbowali, robili to zbyt nieśmiało: Izraelczycy sabotażowali misję Rogersa, tak jak zrobili to z misją Jarringa. Wtedy obwiniano Egipcjan, ale później otrzymałem informację wskazującą na to, że oni byli gotowi do negocjacji. Tymczasem Izrael upierał się na bezpośrednie rozmowy z Arabami, bez żadnych pośredników, i wzywał do negocjacji twarzą w twarz – które poprzedziłoby jedno z notorycznych ‚odmów chartumskich’ arabskich rządów – ale nie jestem pewien czy to nie był pretekst by w ogóle nie negocjować. [s. 104]

Ameryka to demokracja głównie w nazwie

„Ameryka to demokracja głównie w nazwie – nie tylko dlatego że Johnson był neurotykiem, a Nixon krukiem, ale z natury rzeczy. Może Ameryka Jeffersona była demokracją, jak Szwajcaria obecnie z uwagi na jej kilka kantonów. Na małym terenie możliwe jest organizowanie plebiscytów, ale w kraju o 200 czy 300 mln mieszkańców, gdzie władza skupia się w jednej stolicy, i ma się zajmować problemami wojskowymi I społecznymi, jaki miałoby to sens?” [s. 106-107]

Kult państwa

Mówiąc dokładniej o Izraelu, uważam iż kult państwa szkodzi Izraelowi. W końcu jeden z największych współczesnych talmudystów zadeklarował, że kult państwa w nowoczesnym Izraelu to ekwiwalent bałwochwalstwa w czasach starożytnych. . . Walka z arogancją państwa ma pierwszeństwo przed wszystkim innym. Fulbright napisał dobrą książkę na ten temat Arogancja władzy [The Arrogance of Power]. [s. 108]

Zaabsorbowanie Ben Guriona wojskiem

„Ben Gurion miał jednotorowy umysł i mógł zajmować się tylko jedną rzeczą na raz. Mówił mi: ‚Ja dbam o żydowską armię, reszta mnie nie obchodzi’. To było jego największą siłą, ale także słabością, bo kiedy robisz tylko jedno, jest to uszczerbek dla całej reszty”. [s. 111]

Nieracjonalność syjonistycznej idei

„To wielkie utopie tworzą historię, a nie wielkie realia. Na przykład syjonistyczna idea jest absolutnie nieracjonalna: bo naród chcący wrócić na wcześniejsze ziemie po 2.000 lat nieobecności postępuje wbrew wszelkiemu rozsądkowi. Gdyby syjonizm był racjonalny, trzeba by znaleźć inny, mniej lub bardziej pusty kraj, i za tym właśnie opowiadał się wielki angielski pisarz Izrael Zangwill”. [s. 115]

Henry Kissinger o Izraelu

„Mawiał: ‚Biorąc pod uwagę to iż tam jest państwo, byłoby niemoralne pozwolić na jego zniszczenie, ale gdyby mnie zapytano o opinię zanim zaistniało, powiedziałbym że to nie było rozwiązaniem kwestii żydowskiej”. [s. 162]

Nawet premier Chin rozumiał tę kłopotliwą sytuację

„To dlatego w interesie całego narodu żydowskiego jest posiadanie własnej ojczyzny, nie tylko by chronić i ukrywać jednostki które są zagrożone fizycznie, ale by strzec wartości interesujących całą ludzkość. To jest jeden powód który usprawiedliwia nas nawet przed Arabami.

Gdyby to nie była sprawa materialnego i duchowego przetrwania żydowskiego narodu, Arabowie mieliby idealne prawo do odrzucania jego istnienia zdobytego ich kosztem. Socjalistyczny członek parlamentu kiedyś poruszył kwestię syjonizmu z Czou En-lajem, na moją sugestię, i chiński premier powiedział: ‚Syjonizm to absurd. Jeśli Bóg obiecał Żydom ojczyznę, to niech im ją da, bo Bóg jest wszechmogący. Ale co to ma wspólnego z Arabami? Jeśli Żydzi potrzebowali ojczyzny z powodu Hitlera, to niech Niemcy dadzą im jedną ze swoich prowincji, a nie wypłacali im miliony marek!’ Z czysto logicznego punktu widzenia, Chou En-laj miał rację, ale z punktu widzenia kultury, filozofii i historii, Izrael jest jedynym narzędziem umożliwienia żydowskiemu narodowi kontynuować jego wkład w ludzką cywilizację. Ludzkość ma w zasadzie prawo powiedzieć Arabom: ‚Prosimy was byście poświęcili 1% waszego terytorium dla dobra nas wszystkich’,” [s. 198]

Niemoralna metoda Dayana

„Jeśli chodzi o Dayana, wymyślił metodę, niemoralną i nie do przyjęcia metodę, dzięki której Arabowie żyjący na okupowanych przez Izrael terytoriach nie będą obywatelami izraelskimi. Mogą pracować w Izraelu, ale pozostaną obywatelami Jordanii. A zatem naród żydowski, który stanowi mniejszość na całym świecie, ma brać przykład z Afryki Południowej? To oznaczałoby obalenie wszystkich fundamentów ideologicznych syjonizmu.

Jestem absolutnie przeciwny izraelskiej próbie kolonizacji terytorium rozciągającego się od Strefy Gazy do Synaju, i planom budowy miasta Yamit. Tę ideę trzeba będzie odrzucić kiedy zostanie zawarty pokój. Arabowie mogą tego nie akceptować, i wielu Izraelczyków jest temu wrogich. Ten rodzaj przedsięwzięcia jest wynikiem złej kalkulacji ze strony izraelskiego rządu, co sprawia wrażenie, że jeśli Izrael przedstawi światu fait accompli, to świat to przełknie. . . Ale Arabowie mają taką samą pamięć historyczną jak Żydzi. Rasa semicka jest uparta, niczego nie zapomina”, [s. 199-200]

Jak Izrael stał się częścią problemu i jak można go rozwiązać [fascynujące]

„Tym którzy uznają mnie za marzyciela kiedy przedstawię ten plan, mogę jedynie odpowiedzieć, że skoro oni nie wierzą że arabska wrogość pewnego dnia może się zmniejszyć, to mogą także natychmiast zlikwidować Izrael, żeby ratować żyjące tam miliony Żydów. W tej kwestii jestem stanowczy: nie ma żadnej nadziei dla żydowskiego państwa, które ma się zmierzyć z kolejnymi 50 latami walki z arabskimi wrogami. Ilu będzie za 50 lat?

Ale jestem pewien że możemy żyć jak przyjaciele w ramach prawdziwego sojuszu. Pewien tego że stało się dużo trudniej po 30 latach twardej izraelskiej polityki, jest w większości winą Ben Guriona. Ale jest jeszcze czas by przekonać Arabów, że Żydzi wniosą im ogromny wkład z ich wiedzą i technologią, ich 2.000 lat doświadczeniem w całej Europie. Nie ma żadnej wielkiej polityki bez wielkich planów.

Główna część izraelskiej opinii publicznej i niektórzy wpływowi liderzy wyznają teorię, według której arabski charakter nigdy nie pozwoli im ochoczo znosić obecności państwa Izrael. Popierają tę hipotezę podkreślając nietolerancję Arabów i ich negatywną postawę wobec wszystkich mniejszości. Całkowicie odrzucam tę teorię.

Uważam tak dlatego, że, po pierwsze, gdyby to było prawdą, to nie byłoby żadnej nadziei na przyszłość państwa Izrael: arabski świat ponad 100 mln mieszkańców nieuchronnie skończyłby unicestwiając mały żydowski, gdyby Arabowie nie byli przygotowani by to akceptować.

Po drugie, odrzucam tę ideę opartą na koncepcji rasistowskiej. Charakter rasy albo narodu niewątpliwie odgrywa ważną, ale nigdy nie decydującą rolę w jego historii. W konflikcie między rasizmem i otoczeniem (zob. Taine I Gobnineau), charakterem i wychowaniem, nie dokonuję ostatecznych osądów, ale uważam, że te dwa elementy mają różne znaczenie w różnych czasach. Na przykład w ‚złotym wieku’ ich hiszpańskiej dominacji, Arabowie byli bardziej tolerancyjni wobec Żydów niż kiedykolwiek był świat chrześcijański, i ten sam duch charakteryzował ich także w innych czasach – nawet względem chrześcijan. . .

To inne warunki życia w diasporze i w niepodległym kraju wyprodukowały tak uderzającą zmianę w tak krótkim okresie. To samo mogło się wydarzyć z Arabami, raz wyzwolonymi z kompleksów dominacji kolonialnej i przywróconym poczuciem bezpieczeństwa i ludzkiego szacunku.

Pierwszym warunkiem sukcesu jest oczywiście to, że Żydzi powinni przystosować się do arabskiego świata. Weźmy na przykład ropę. Według mnie producenci ropy mieli rację, zachowywali się brutalnie, ale nie wolno nam zapominać, że świat kapitalistyczny cynicznie ich eksploatował. Zachodnie rządy zarabiały dużo więcej na sprzedaży ropy niż Arabowie na cenach surowca. To z uwagi na eksploatację Trzeciego Świata kraje zachodnie przeszły przez erę bezprecedensowego dobrobytu. Cóż, w tym momencie szczególnie Izrael powinien stanąć po stronie Arabów, a nie Ameryki i wyzyskiwaczy. Jego stanowisko w tej kwestii miała katastrofalne konsekwencje, bo Arabowie powiedzieli sobie: ‚Izrael to zdecydowanie obcy element. Jest agentem imperializmu i musimy go wyeliminować’.

Rozstrzygającym dowodem dla Arabów na to, że państwo Izrael ingerowało w ich politykę międzynarodową, i dlatego miało nie być tolerowane, dała wojna synajska. Nie mogli zaakceptować ani izraelskiego ataku, który wywołał konflikt, albo, jeszcze mniej, zmowy z Francuzami i Brytyjczykami, którzy w odwecie przeciwko Nasserowi za znacjonalizowanie Kanału Sueskiego wykorzystali Izrael jako jego wykonawcę. Tę wojnę uważam za jeden z głównych błędów Ben Guriona.

Często broniłem koncepcji konfederacji jednoczącej wszystkie państwa na Bliskim Wschodzie, łącznie z Izraelem. Każde państwo byłoby suwerenne w polityce krajowej, ale w odniesieniu do zagranicznej Żydzi musieliby dostosować się do głównej linii przedstawionej przez arabską większość. Odbyłem wiele godzin rozmów na ten temat, i doszedłem do następujących wniosków: tym co przeszkadza naprawdę odpowiedzialnym arabskim liderom nie jest to iż Izrael ma połowę Palestyny, to faktycznie jest dla nich mało interesujące, zwłaszcza jeśli Palestyńczycy dostaną własne państwo. Nie, ich niepokoi to że Żydzi ustanawiają sie jako niepodległa mniejszość w arabskim świecie.

Przyjaźniłem się z nieżyjącym już Dagiem Hammarskjoldem, sekretarzem generalnym ONZ: byłem jednym z dziesięciu osób, jak się dowiedziałem, które były z nim po imieniu. ‚Jedź i spotkaj się w moim imieniu z Nasserem’ – kiedyś zaproponowałem – ‚i zaproponuj mu takie rozwiązanie: niech uzna Izrael i zawrze pokój, a Izrael stanie się członkiem konfederacji krajów bliskowschodnich obejmującej nie tylko kraje arabskie, ale również Turcję. W ten sposób Żydzi utworzą mniejszość, co oznacza, że nie będą mogli prowadzić własnej polityki określanej przez Amerykanów, Brytyjczyków czy Francuzów, a będą musieli ugiąć się przed kolektywną decyzją. Izrael będzie musiał się dostosować, tak samo jak robią to członkowie EEC, czy chcą czy nie’.

Hammarskjold przekazał tę informację i Nasser odpowiedział: ‚To rzeczywiście może stanowić rozwiązanie. Arabowie przygotują się do akceptacji partycji Palestyny, bo mamy ogromne obszary ziemi których rozwój zajmie setki lat. Ale nigdy nie zaakceptujemy Izraela jako klina w arabskim świecie. Planujemy zorganizować blok rozciągający się od Maroka do Iraku. Niestety, pośrodku tego bloku jest państwo Izrael, którego nie obchodzą nasze plany. Chcemy utworzyć politykę niezaangażowania, a Izrael wyznaje politykę prokapitalistyczną. Tego nie możemy tolerować’. Była to bardzo dobra odpowiedź, i rok później, kiedy przedstawiłem tę propozycję Nehru, był pod takim wrażeniem, że zmienił plan swoich wizyt i zatrzymał się w Kairze by rozmawiać z Nasserem. ‚Już omówiłem to z Hammarskjoldem’ – powiedział mu Nasser – ‚i poinstruowałem go by powiedział Nahumowi Goldmannowi iż jest to dobry pomysł. Tylko ten p. Goldmann nie może go zrealizować. To Ben Gurion podejmuje decyzje, a nie Goldmann, i nigdy nie podpiszemy porozumienia z Ben Gurionem, który jest człowiekiem brutalnym, agresorem i imperialistą’. (s. 202-204)

Realia w chwili obecnej

„Ale realia w chwili obecnej codziennie odchodzą od tego rozwiązania. Często publicznie krytykowałem syjonistyczną politykę gospodarczą. Jerozolimski rząd od samego początku powinien włączyć izraelskich Arabów w gospodarkę. Utworzono banki: dlaczego nie dać Arabom 30% akcji? Utworzono wielki przemysł: dlaczego ich nie zatrudniać? Jak wszyscy inni, Żydzi nie lubią dawać niczego za darmo, i to jest bardzo ludzki odruch. Slogan ‚żydowska praca utworzy żydowskie państwo’ doprowadził do rewaluacji pracy manualnej i rolniczej w Izraelu. To było dobre, ale również wykluczyło Arabów z rozwoju Palestyny.

Dużym błędem syjonistów był ich upór w monopolizacji wszystkich stanowisk władzy. A tylko wyobraźmy sobie połączenie żydowskich talentów finansowych i handlowych z arabskimi miliardami! Bliski Wschód stałby się jednym z najbogatszych regionów świata. Od początku niewątpliwie wybraliśmy zły kierunek, i nie zwracaliśmy należytej uwagi na ostrzeżenia ze strony dalekowzrocznej mniejszości syjonistycznej (ludzi takich jak Buber, Kalvariski, Arlosorot i inni), którzy wyczuli jaki to był zły krok. Często wykazywałem, że gdybyśmy użyli 20% energii poświęcanej na wpływ na rządy brytyjski, amerykański, niemiecki i francuski, na wpływ na Arabów, to nigdy nie byłoby wojny. Ale powiedzieliśmy sobie: ‚Co nas obchodzą ci beduini? Lepiej przekonać Balfoura, Wilsona i Roosevelta’. Kosztowny błąd.

Teraz większość Palestyńczyków została zredukowana do życia w obozach dla uchodźców, co nasuwa pytanie, że trzymanie ich tam teraz daje arabskiemu rządowi dobry pretekst do unikania ich wewnętrznych problemów – brak rozwoju, brak żywności i nadmiernie wysoki wskaźnik urodzeń”. [s. 205-206]

Kwestia Jerozolimy

„Jeśli chodzi o Jerozolimę, niewyobrażalne jest zwrócenie starego miasta Arabom i ponowny podział miasta. Jestem przekonany, że żadna z potęg, łącznie z Rosją, nie myśli o takiej możliwości, i uważam że większość samych Arabów zrozumiała, że kolejna partycja Jerozolimy byłaby absurdalna. Natomiast trudno sobie wyobrazić by Arabowie zgodzili się na legalną aneksję starego miasta, które jest święte dla trzech wielkich religii, by stało się pewnego rodzaju szczególnym legalnym bytem. Święte miejsca mogą stanowić rodzaj neutralnej enklawy, z administracją i służbami publicznymi (gaz, prąd itd.) jako odpowiedzialnością Izraela, i lokalna autonomią dla dzielnic ormiańskich i arabskich”. [s. 209]

Rozwiązanie, które trzeba rozważyć teraz

„W każdym razie, krok po kroku, polityka Kissingera już nie działa, kiedy rząd Cartera teraz opowiada się za całkowitym rozwiązaniem. Jestem zwolennikiem tej polityki, która ma na celu zdobycie Arabów by uznali Izrael i podpisali formalne porozumienie pokojowe w zamian za wycofanie się Izraela z większości okupowanych terytoriów, z wyjątkiem miasta Jerozolimy, dla którego trzeba będzie znaleźć rozwiązanie możliwe do przyjęcia przez wszystkie inne narody i religie. . .” [s. 212]

The Jewish Paradox – Nahum Goldmann

Tłum. Ola Gordon

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.