Najnowsze

Opublikowano Styczeń 7, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

ŻYDOMASOŃSKA REWOLUCJA W PSEUDO-„KOŚCIELE KATOLICKIM”: Podminowanie Kościoła Katolickiego JPII -1.

Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/01/06/mary-ball-martinez-podminowanie-kosciola-katolickiego-jpii-1/

Data publikacji: 6.01.2013

wojtyła

 

 

Mary Ball Martinez

Podminowanie Kościoła katolickiego

Tłumaczenie: Ola Gordon

 

The UNDERMINING of the CATHOLIC CHURCH

 

CONTENTS

METAMORPHOSIS …………………………………………………..9

I I CHRONICLE: 1903-1963………………………………………. 29

Forming an Alliance ……………………………………………………… 31

Suffering a Setback ………………………………………………………. 40

Starting Again ………………………………………………………………. 45

Quelling the French ………………………………………………………. 52

Quelling the Mexicans ………………………………………………….. 56

Heading Toward War ……………………………………………………. 63

Digging Deeper ……………………………………………………………. 73

Safeguarding the Marxists …………………………………………….. 78

Quashing the Mind ……………………………………………………….. 89

Savaging Tradition ……………………………………………………….. 95

Gathering for the Kill ……………………………………………………106

Collecting the Signatures ………………………………………………112

I I I MEN AT THE TOP …………………………………………………121

John XXIII …………………………………………………………. 123

Pius XII …………………………………………………………….. 127

Paul VI ………………………………………………………………………….133

John Paul I …………………………………………………………. 137

John Paul II …………………………………………………………………..145(czesc)

IV REALITY IN THE NINETIES…………………………………………161

Control ……………………………………………………………………….163

Anathema …………………………………………………………………….171

Diaspora ………………………………………………………………………180

New Catholic, Old Catholic …………………………………………..191

Postscript ………………………………………………………………….. 204

Sources …………………………………………………………………….. 210

Bibliography …………………………………………………………….. 211

Index ………………………………………………………………………………………214

 

Jan Paweł II

Drugi papież Jan Paweł pojawił się na scenie z rozmachem i pokrzepiającym okrzykiem “Laudatur Jesus Christus!”

To nie był żaden funkcjonariusz, a protagonista. Wkrótce pogoda ducha i entuzjazm “zagranicznego” papieża sprowadzały do Rzymu bezprecedensowe tłumy i w kolejnych miesiącach niezliczone rzesze do parków i na place w Polsce, Irlandii, Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Brazylii. Jego urokowi ulegli nawet niektórzy tradycyjni katolicy. Długo pozbawieni, widzieli miraże w jego słowach i czynach, które uznawali za pozytywne i odwracali się od patrzenia na resztę.

Jak w przypadku Albio Luciani, przekształconego przez wizerunkowców z chętnego ekumenisty i duchowego syna liberalnego Jana XXIII, na odważnego bojownika o reformę finansową i tradycję liturgiczną, proces przetwarzania biografii Karola Wojtyły rozpoczął się nawet zanim opuścił balkon św. Piotra w wieczór kiedy został wybrany. Kiedy ogłoszono jego nazwisko, był szalony exodus reporterów z placu do sąsiednich pomieszczeń prasowych, żeby telefonem czy teleksem przekazać tę wiadomość, a pozostali zebrali się wokół monitora w sali prasowej.

Tuż przed zakończeniem przez nowego papieża swojego pozdrowienia do tłumów z wysokości nad głównym portalem Bazyliki, efektywne biuro prasowe o. Panciroli wyprodukowało na powielaczu dwustronicową biografię w języku włoskim, a kilka minut później w czterech innych językach, łącznie z polskim.

Jednocześnie kamerzysta TV skupił się na dziennikarzu w średnim wieku, kiedy wychodził z długiej linii budek telefonicznych. Był to Jerzy Turowicz, naczelny związanej z polskim rządem grupy prasy katolickiej – Znak. Jeszcze kiedy czytaliśmy we wręczonej nam biografii, że ojciec Karola Wojtyły był robotnikiem, Turowicz mówił z ekranu: “Nie, nie robotnikiem, oficerem. Nie wysokiej rangi, ale tak, oficerem. Jak długo znam nowego papieża? Och, wiele, wiele lat, na długo przed soborem”.

Czy ważne jest jak na życie zarabiał ojciec papieża? Nieważne dla Kościoła. Stanowisko pochodzi z wyboru a nie jest dziedziczone. Kard. Ottaviani, dwukrotny kandydat na papieża, w swoim długim życiu był symbolem prawicowego konserwatyzmu, był synem rzeźnika z biednej dzielnicy rzymskiej Trastevere. Ale popełniony błąd w odniesieniu do nowego papieża, nigdy nieskorygowany, wskazuje na próbę tworzenia wizerunku politycznego.

Prawdą jest, że nie jest łatwe zdobycie materiału biograficznego z kraju komunistycznego, ale kiedy w sposób uczciwy połączy się dostępne dane, można dojść daleko w kierunku nakreślania charakteru wybranego  przez swoich człowieka by dokonał transformacji Kościoła Katolickiego.

Jak powiedział Turowicz, ojciec Karola Wojtyły nie był robotnikiem ani chłopem, a żołnierzem. Niewiele czego możemy się dowiedzieć o Józefie Wojtyle rzuca dużo światła na przyszłe poglądy jego syna. Ale gdyby nie szczególne dążenia i samodyscyplina ojca, wątpliwe jest, czy Karol osiągnąłby połowę tego, co osiągnął.

Na początku 1979 roku pewien przedsiębiorczy dziennikarz środkowo-europejski odkrył rejestr lejtnanta Wojtyły w archiwum wojskowym cesarskiego Wiednia. Galicja, prowincja Polski z której pochodziła rodzina, była częścią Cesarstwa Habsburskiego w latach 1772-1918. Rejestr pokazuje, że ojciec przyszłego Jana Pawła urodził się w wiosce Lipsik, jako syn krawca. Z tego, że do armii wstąpił, jako szeregowy piechoty można wywnioskować, że miał niewielką edukację. To, że został żołnierzem w wieku 21 lat wskazuje na to, że dorastał terminując u ojca, i że kiedy postanowił rozpocząć karierę wojskową, chociaż musiałby zacząć od samego dna, było to spowodowane tym, że była to ucieczka od życia spędzonego na krojeniu czarnych odświętnych garniturów dla gospodarzy z okolic Lipsika.

Józefowi Wojtyle dobrze szło w armii, z kaprala awansował na podoficera. Dokument mówi, że biegle znał polski i niemiecki i szybko pisał na maszynie.

Opisany jako 165 cm wysoki z kasztanowymi włosami i blond wąsem, na zdjęciach widać że ma wąskie i ostre rysy twarzy, w przeciwieństwie do drugiego syna, Karola, który urodził się kiedy miał 41 lat. Emilia Kaczorowska, jego żona, miała szeroką, przyjazną twarz przyszłego papieża i jego silną budowę ciała.

W końcu 1914 roku Wojtyła opuścił stanowisko maszynisty na rzecz pola bitewnego. W tym czasie siły austriackie zaangażowane były w powstrzymywanie rosyjskiego postępu do czasu, kiedy mogli przybyć Niemcy pod dowództwem Von Mackensona żeby pomóc wypchnąć ich na wschód.

W 1916 roku Wojtyła otrzymał Krzyż Militarny I Stopnia z rąk samego kajzera Franciszka Józefa. Trzy lata później powojenna Republika Polska odznaczyła go stopniem lejtnanta i wiosną następnego roku, kiedy urodził się Karol, rodzina mieszkała w części przyjemnego domu w większym mieście Wadowice.

Lejtnant Wojtyła, który zostawił wiejski warsztat krawiecki jako jeden z niewielu sposobów możliwych dla młodzieży nieposiadającej pieniędzy czy edukacji w bardzo osiadłym społeczeństwie cesarstwa, dla swoich dzieci musiał chcieć zapewnić korzyści, których jemu brakowało. Jego pierwszy syn Edward, urodzony 10 lat przed Karolem, zrobił doktorat z medycyny na Uniwersytecie w Krakowie, gdzie w wieku tylko 24 lat zmarł po wzięciu udziału w eksperymencie klinicznym dotyczącym laseczek szkarlatyny.

W latach 1930 Karol, uczeń szkoły średniej, po śmierci matki, brata i małej siostry mieszkał sam z ojcem. Mówi o tym wywiad opublikowany w rzymskiej Il Tempo. Jerzy Kluger, inżynier i od wielu lat mieszkaniec Rzymu, był kolegą Karola Wojtyły od wczesnego dzieciństwa, przez szkołę średnią, i stały bywalec w dwupokojowym mieszkaniu na parterze przy ul. Kalnin. Daje dokładny opis ojca swojego przyjaciela: “Człowiek o wielkiej godności i kulturze. Wcześnie odszedł z wojska by poświęcić się nauce. Prawdę powiedziawszy pisał historię Kościoła Katolickiego w Polsce. Nie wiem  czy kiedykolwiek ją opublikowano czy nie. Ale pamiętam, że był w nim spokój i pogoda ducha. . .”

Jeśli chodzi o Wadowice, mówi Kluger, miasto miało około 10.000 mieszkańców, z których 2.000 stanowili Żydzi.

Jego ojciec był liderem społeczności żydowskiej, liberałem i działaczem politycznym. “W okresie międzywojennym w Polskiej Republice nie mieliśmy łatwego życia, kiedy każdy był gotowy obrażać Żydów i atakować naszą wrażliwość. Ale Wojtyłowie nie byli tacy jak inni”.

Rzymskiemu reporterowi Kluger pokazał zdjęcie maturalne z czerwca 1938 roku. Karol, stojący w pierwszym rzędzie, był, jak mówi Kluger, “zawsze pierwszy w klasie. Nie żeby więcej się uczył; ale był geniuszem”.

Liceum nie było katolickie. W rzędzie profesorów nie ma księży, ale wybór umieszczenia syna w świeckiej szkole nie był prawdopodobnie umyślny, jak w przypadku ojca Piusa XII. W pobliżu Wadowic  prawdopodobnie nie było katolickich szkół. Cesarstwo Habsburskie było tak przesiąknięte katolicyzmem, że specyficznie wyznaniowe szkoły nie były konieczne, ani wtedy, ani po odzyskaniu niepodległości. To, że wadowicka szkoła przyciągała chłopców z rodzin należących do wyższej klasy widać jest na innym zdjęciu Klugera, ze zjazdu absolwentów 10 lat później.

Mamy tu jednego księdza, Wojtyłę, stojącego w grupie prosperujących młodych mężczyzn i ich modnie ubranych małżonek.

Tyle o micie, którym rozpoczynał się watykański biuletyn prasowy: “syn robotnika”, później “zubożały robotnik pochodzenia chłopskiego”, do hołdu Kinga, gubernatora Massachusetts, dla przybyłego papieża, który, jak powiedział, “pochodził z kopalń węgla swojej ukochanej Polski”.

Materiały z lat uniwersyteckich, są tak godne uwagi ze względu na sprzeczności jak pierwszy etap, i też naładowane celowymi wymysłami. Po uzyskaniu wiosną matury, ojciec i syn przenieśli się do pięknego starego uniwersyteckiego miasta Krakowa, oddalonego o 45 km. Już jesienią Karol uczęszczał na wydział filologii, specjalizujący się w językach i literaturze.

Następny rok, 1939, musiał być jednym z najbardziej traumatycznych w jego życiu. Zmarł ojciec i właśnie w Polsce rozpoczęła się II wojna światowa. Po 3-tygodniowej zwycięskiej kampanii, Kraków stał się siedzibą niemieckiej Gubernii Generalnej i Karol, w wieku poborowym, mógł być wezwany do obozów pracy w Niemczech. Żeby nie opuścić Krakowa i studiów, razem z kolegą-studentem, Juliuszem Kydryńskim, z którym dzielił pokój po śmierci ojca, udało się znaleźć pracę w niepełnym wymiarze godzin w lokalnym kamieniołomie wapna.  Według Kydryńskiego, obecnie dobrze znanego polskiego pisarza, robotnicy w kamieniołomie rozpieszczali obu delikatnie wychowanych studentów, tylko stopniowo pozwalali im zajmować się rozbijaniem twardych skał i jak mówi, wkrótce Karolowi udało się awansować na stanowisko w biurze, skąd rodzajem prymitywnego systemu kierowano całą operacją.

Według pobożnych panegiryków wieczornego biuletynu o watykańskich wyborach, Karol wtedy “był zaangażowany w formację religijną i kulturalną robotników”. Ale najbliższy mu wtedy człowiek, który dzielił z nim pokój, powiedział australijskiemu reporterowi, Jamesowi Oram: “Karol był praktykującym katolikiem. Mam tu na myśli to, że w niedziele chodził do kościoła. Ale jego sposób myślenia nazwałbym liberalnym. W tamtych czasach z pewnością religia nie była jego głównym zainteresowaniem”.

Kilku przyjaciół z lat wojennych potwierdzają fakt, że jego główną pasją był teatr. Juliusza spotkał na sesji czytania poezji na uniwersytecie, i w wyniku tych spotkań, z kilkoma innymi studentami, razem z bezrobotnym profesjonalnym aktorem czy dwu, powstała mała pół-profesjonalna firma wystawiająca w większych salonach prywatnych domów, a młody Karol zwykle grał główną rolę. Repertuar grupy stanowiło kilka sztuk, i przeciwnie do wielu opowiadanych historii, nie wybierano sztuk promujących religię, gloryfikujących Polskę, czy potępiających Niemcy. Były to po prostu dobre sztuki, solidne współczesne dramaty, teatr dla teatru.

Typową była “Przepiórka”, napisana przez znanego wtedy polskiego dramaturga, w której Karol grał rolę nieokrzesanego wieśniaka, którego żona odwzajemniała miłość przyjemniejszego, bardziej wrażliwego mężczyzny.

Następnie, razem z kilku aktorami w grupie, która nazywała się Studio Dramatyczne 39, zreorganizowali się w spółkę recytującą poezję epicką z literatury polskiej, zarówno klasyczną jak i z XIX wieku. Występowali na nagiej i surowej scenie, którą w okresie przed Hitlerem w dniach Republiki Weimarskiej w Niemczech uznawano za awangardową. Lata później, jako biskup, nadal żywo interesując się teatrem, teoretyzował na korzyść zredukowania teatru do słowa mówionego, w celu pobudzenia wyobraźni widza. Być może ta skłonność weimarskiej surowości odpowiada za preferencję Jana Pawła okrojenia rytuałów w  Kościele soborowym.

Ze wszystkich wymyślonych historii o latach studenckich Wojtyły, ta o jego udziale w podziemnej działalności politycznej jest najbardziej nieprawdopodobna, zważywszy, iż prowadził życie wymagające obecności publicznej od rana do północy. Dzień rozpoczynał od nauki, szedł do pracy najpierw w kamieniołomie potem w zakładach chemicznych, a później na próby teatralne lub występy do późnej nocy.

Z uwagi na fakt, że jako biskup i kardynał, katolickie doktryny Wojtyła interpretował zgodnie z niemieckim egzystencjalizmem, należy wywnioskować, że zamiast prób sabotowania sił okupacyjnych, prawdopodobnie od nich się uczył. Pogodzenie się z klęską jego kraju musiało być trudne dla syna oficera, jego niezwykła żywotność i ciekawość skłaniałaby go do skorzystania z kontaktów, jakie sytuacja oferowała. W czasie obcej okupacji jest dużo więcej sytuacji czegoś za coś, kompromisu, zwłaszcza na szczeblu młodzieżowym, niż mówią tytuły gazet. Wiadomo ze źródeł historycznych, że wśród członków jednostek SS stacjonujących we Francji podczas II wojny światowej, 80% nie stanowili Niemcy, ale młodzi Francuzi. Prawdą jest również to, że z wymiany kulturalnej z tych lat – sympozja, wykłady itp. – młodzi Francuzi z intelektualnym zacięciem absorbowali od okupujących Niemców entuzjazm dla mglistych pojęć filozoficznych ich mentora, Martina Heideggera, i że te koncepcje zdominują nie tylko literaturę powojenną Francji, przez Jean Paul Sartre’a i Alberta Camus, ale wypaczą katolicką ortodoksję wpływowymi pracami całej grupy teologów pod przewodnictwem Karla Rahnera SJ, ucznia Martina Heideggera.

Placówki naukowe, nawet w czasie pokoju, mogą być ośrodkami agitacji politycznej. Całkiem naturalnie Uniwersytet Krakowski nie mógł funkcjonować normalnie. Został zamknięty na czas trwania wojny, wraz z innymi polskimi uczelniami i seminariami. Studiowanie odbywały się w trybie prywatnym, ale nie w ukryciu.

To, kiedy Karol Wojtyła postanowił zostać księdzem nie jest jasne. Artykuły i książki wspominają o małej grupie studentów regularnie spotykającej się z pewnym Janem Tyranowskim. Tak jak w przypadku dziadka Karola, był z zawodu krawcem. Malachi Martin pisze: “ten niemający wykształcenia krawiec wywarł największy wpływ na życie Wojtyły”.

Niektórzy mówią, że na spotkaniach tych czytano Pisma, ale J Maliński w książce “Mój przyjaciel Karol Wojtyła” twierdzi, że ich treść nie była religijna, przynajmniej w sensie katolickim. Promowały raczej rodzaj teozoficznej filozofii “poznania siebie”, najwyraźniej wzdłuż linii Rudolfa Steinera, żydowskiego myśliciela, który tak zafascynował młodego Angelo Roncalli [późniejszy papież Jan XXIII – OG].

W każdym razie prawdopodobnie w 1943 roku Karol oddał się pod kuratelę arcybiskupa i metropolity Krakowa, księcia Sapiehy, który przydzielił go specjaliście w dziedzinie tomizmu na prywatne studia teologiczne połączone z okresowymi egzaminami.

Jeśli chodzi o historię o “tajnym seminarium”, jest to jedna kolejna romantyczna fałszywka. 7 sierpnia 1944 roku, abp Sapieha, zaniepokojony wiadomością o rosyjskich sukcesach na wschodzie i nieuchronnym wycofywaniu się niemieckich sił okupacyjnych, zaprosił rozproszonych w swojej diecezji kandydatów na księży do przeczekania sowieckiego zajmowania terytorium we względnym bezpieczeństwie Pałacu Arcybiskupa, który zamienił w tymczasową szkołę z internatem. A zatem nie “prześladowanie przez nazistów”, a raczej zniknięcie tego zagrożenia, przyczyniło się do  zaimprowizowana seminarium w Krakowie.

Kiedy Niemcy wycofywały się by zostawić całą Polskę na łasce sowieckiej armii, przemieszczały się całe społeczności. Seminarium pałacowe nie zostało zajęte, ale Kraków był miejscem strasznych niepokojów sześć miesięcy po ustanowieniu nowej okupacji. Przed wojną Żydzi stanowili 25% mieszkańców miasta, niezbyt dużo dla Polski, gdzie, jak pisze Encyklopedia Żydowska, liczba ta sięgała 30% w Warszawie i 44% w Lublinie.

W roku 1945 wracały tysiące krakowskich Żydów, którzy uciekli do strefy rosyjskiej na początku niemieckiej inwazji, wielu z nich zostało sowieckimi komisarzami i policjantami. To wywołało gorzkie uczucie między Polakami i wybuchło 11 sierpnia, kiedy 353 Żydów zginęło w Krakowie z rąk mieszkańców na skutek pogromu.

W wieczór swojego wyboru na papieża, Jan Paweł II opisał się, jako “człowiek z daleka”. Faktycznie od dawna uważał Rzym za swój drugi dom, udając się tam na długie wizyty już od roku 1946.

W tamtym roku 1945 metropolita Sapieha okazał się tak zręczny w kontaktach z Rosjanami, jak z Niemcami. W tych strasznych miesiącach, zwanych “rokiem zero” przez pokonanych, kiedy w wyniku pogromu na Kraków nałożono praktycznie kaftan bezpieczeństwa, i kraj mogli opuszczać tylko Żydzi, Karol Wojtyła, właśnie wyświęcony, jakoś otrzymał pozwolenie na wyjazd na zachód.

Niebezpiecznie połatanymi torami kolejowymi przybył do Wiecznego Miasta w czasie na rozpoczęcie roku akademickiego. Mimo, że politycznie wstrząśnięty do samych fundamentów, Rzym przetrwał wojnę niezniszczony, poza ulicami nieopodal stacji kolejowej Tiburtina, gdzie Amerykanie zrzucili bomby. W starym “Angelicum”, Uniwersytecie Dominikańskim należącym do zakonu wielkiego św. Tomasza z Akwinu, na stromym wzgórzu prowadzącym do Rynku Trajana, młody ksiądz z Polski studiował przez dwa lata. Półgodzinnym spacerem przez zatłoczone ulice dochodził do mostów nad Tybrem i do Placu św. Piotra, gdzie słuchał słów papieża Piusa XII.

Żeby czytać dzieła św. Jana od Krzyża, temat jego pracy, rozpoczął naukę hiszpańskiego, i mówi się żeby poprawić francuski, zdecydował się zamieszkać w Kolegium Belgijskim. Chociaż taki jest możliwy powód, należy również pamiętać, że od czasów kard. Mercier, Belgia z Unwersytetem Louvain i Lumen Vitae była wiodącym ośrodkiem radykalnego fermentu teologicznego. Atmosfera w Kolegium Belgijskim, z częstymi odwiedzinami z Belgii, musiała mieć duży wpływ na młodego Wojtyłę. Latem jeździł autostopem do Belgii i na zjazdy Międzynarodówki Młodych Chrześcijańskich Robotników [JCC). W Paryżu często bywał w Mission de France, ośrodkiem ruchu dla księży-robotników. Opisując te letnie wyprawy, J Maliński o Misji mówi, jako ośrodku „dla młodych księży świadków Chrystusa na służbie ludzi, chcących przywrócić liturgię do jej pierwotnej formy i zaangażowanej w tworzeniu nowych struktur dla wspólnych modlitw”. W 1947 roku ks. Wojtyła był polskim delegatem na Kongres JCC w Genewie.

W 1948 roku w Polsce władze komunistyczne więziły 700 księży i jeszcze więcej osób konsekrowanych. Ale wracający w tym roku ks. Wojtyła otrzymał parafię w wiosce Niegowici. Rok później przeniesiono go do Krakowa, gdzie łączył pracę w parafii z aprobowaną przez rząd pracą kapelana na swoim starym Uniwersytecie. Każdego lata, z własnej inicjatywy, organizował weekendowe wyprawy ze studentami. W tym samym czasie zaproponował do publikacji swoje pierwsze wiersze, pod pseudonimem, naczelnemuTygodnika Powszechnego, Jerzemu Turowiczowi, temu samemu, który udzielał wywiadu dziennikarzowi Watykańskiej TV w wieczór zakończony jego wyborem na papieża. Tygodnik ten wkrótce został wchłonięty przez prorządowy ruch Pax, pod przywództwem Bolesława Piaseckiego, i wkrótce Turowicz współpracował z Jerzym  Zabłockim w powiązaną z Paxem katolicką siecią prasową pod nazwą Znak. Później Zabłocki otrzymał stanowisko w rządzie od komunistycznego szefa Gierka.

To, że Karol Wojtyła pozostał zwolennikiem Znaku i jego naczelnego, Turowicza, potwierdza dr George HunstonWilliams z Harvardu, który tłumaczy, że nawet kiedy Paweł VI uważał, iż artykuły Znaku zbyt ostro pisały o Kościele Ukraińskim, kard. Wojtyła wyjaśnił papieżowi, że relatywizowanie Kościoła Ukraińskiego przez Znak na rzecz Sowieckiego Kościoła Prawosławnego, było w idealnej zgodzieostpolitik kard. Casaroli, i jest to sprawa którą powinien popierać Ojciec Święty.

Chociaż wydaje się, iż Angelicum akceptowała pracę o św. Janie od Krzyża, to nie ma nic o przedwstępnym tytule naukowym jaki Wojtyła mógł posiadać. [? preliminary academic degree]. Jako warunku do prawa możliwości nauczania w Polsce, konieczne było by ks. Wojtyła spędził dwa kolejne lata przygotowując drugą pracę na temat koncentrującej się wokół człowieka filozofii Maksa Schelera, niemieckiego Żyda, który, po kilku latach życia, jako katolik, przeszedł na ostry ateizm. W 1953 roku został wykładowcą teologii moralnej na Uniwersytecie Lubelskim i w następnym dodał podobny kurs w Krakowie, co wymagało nocnych podróży między tymi instytucjami.

Pod koniec 1953 roku warszawski rząd zlikwidował wszystkie studia teologiczne w Krakowie, pozostawiając Lublin, jako jedyny “katolicki” uniwersytet za żelazną kurtyną. Ciekawa jest historia tej instytucji. W pewnym sensie, swoje istnienie zawdzięcza Leninowi. Do roku 1918 wschodnia Polska należała do Rosji, i w prawosławnym państwie carów, seminaria katolickie uważano za ogniska kłopotów, szczególnie szkołę w Wilnie, której nakazano przenieść się do Petersburga, gdzie miała połączyć się z już istniejącą tam małą akademią teologiczną. Oczekiwano, że w ten sposób łatwiej będzie monitorować katolickich seminarzystów. Tuż po rosyjskiej rewolucji, jej rektor, ks. Idzi Radziszewski, został przyjęty przez Lenina, któremu podobała się propozycja księdza by tę połączoną szkołę przenieść do Polski.

W tamtych czasach nowa Republika Polska chwaliła nuncjusza papieskiego, który na pewno musiał mieć udział w organizacji tego transferu. Był nim Achille Ratti, przyszły Pius XI. Znacznych funduszy wymagało przeniesienie dużej biblioteki, mebli i sprzętu, nie mówiąc o zakupie nowego miejsca w polskim mieście Lublin. W zniszczonej wojną Polsce niemal natychmiast znalazły się pieniądze od dwóch polskich milionerów, o których, o dziwo, powszechnie wiedziano, iż są prominentnymi masonami.

cz 4 n/c  – teraz wiemy wszystko: Solidarność, grabież polski, UE…Kolejnym przyszłym papieżem, który miał przelotne kontakty z Uniwersytetem Lubelskim był młody o. Montini [Paweł VI]. Pracujący w Polsce w roku 1922, później powiedział przyjaciołom w Rzymie, że bardziej swojsko czuł się wśród radykalnych młodych intelektualistów na Uniwersytecie Lubelskim, niż wśród dyplomatów i arystokratów w stolicy.

Jeśli chodzi o pracę w Lublinie późniejszego Jana Pawła, jego wykłady trwały przez ponad dekadę, nawet w latach, kiedy został biskupem.

Faktycznie wygłosił tam kilka wykładów po wyborze go na papieża. Już w roku 1953 jego wykłady ściągały tłumy zarówno w Krakowie, jak i w Lublinie, pomimo, że te lata charakteryzowały ostre prześladowania Kościoła w Polsce. Kard. Wyszyński przebywał w areszcie domowym, nauka religii w szkołach była zakazana, księży aresztowano pod wymyślonymi zarzutami, a szpitale i inne organizacje charytatywne odebrano Kościołowi.

Trzy lata później, kiedy do władzy doszedł Gomułka, nastąpiła pewna odwilż polityczna w Polsce. Zwolniono kardynała i Kościołowi dano pewną swobodę. W roku 1958 ks. Wojtyła został wyświęcony na biskupa. Dwa lata później Pius XII mianował go na pomocniczego biskupa w Krakowie z prawem sukcesji.

Zbliżało się konklawe i przygotowywano się do soboru. Opublikowano dwie książki Wojtyły, pracę na temat Maksa Schelera i książkę o małżeństwie “Miłość i odpowiedzialność“.

Błyskawiczne pojawienie się tych prac w kilku przekładach mogło promować wzrastające zainteresowanie Rzymu młodym polskim biskupem, z wynikiem takim, że został zaproszony do wzięcia udziały w pracach przygotowawczych, należy zakładać, “insajderów” soboru, skoro zaproszenie przyszło od bpa Garrone z Tuluzy, który pewnego dnia stał się głównym inkwizytorem abpa Lefebvre.

Krótkie resumé biograficzne przekazane przez watykańskie biuro prasowe w wieczór wyborczy w 1978 roku mówiło o wkładzie Wojtyły w dokument soborowy Gaudium et Spes, jako “decydującym”. W języku angielskim znany pod nazwą “Kościół w nowoczesnym świecie” [Church in the Modern World], Gaudium et Spes okazał się być jednym długim elaboratem o tym jak osłabić tradycję. Typowe jak również wstrząsające, “decydujący” wkład abpa Wojtyły, wśród nich “Nie jest rolą Kościoła moralizowanie niewierzących. Angażujemy się w poszukiwanie razem z bliźnimi. . . unikajmy moralizowania czy sugestii, że mamy monopol naprawdę. . .” – słowa powtórzone przez niego w późniejszych latach w Ut Unam Sint.Politycznie, jego interwencje podczas soboru były szczególnie defensywne wobec status quow Europie Wschodniej, zwłaszcza, kiedy doszło do sprzeciwu wobec zarzutów konserwatystów, by [w dokumencie?] umieścić potępienie marksizmu, lub, jeśli to się nie uda, potępienie ateizmu. W swoichListach z Watykanu, grupa nazywająca się “Xavier Rynne” doniosła, że “arcybiskup Wojtyła odrzucił oskarżenia podekscytowanego czeskiego biskupa Hnilicy podczas końcowej debaty nad Gaudium et spes, że mówienie tylko o tym, co ten dokument mówi o ateizmie, jest równoznaczne z nie powiedzeniem niczego w ogóle “, z odpowiedzią, że ateizm może być przyjęty przez sobór tylko z wielkim trudem, bo pytanie jest tak skomplikowane”.Dla “Xavier Rynne”, sprzeciw Wojtyły był rozsądny i praktyczny, bo “rosyjscy prawosławni obserwatorzy zwracali uwagę na każde słowo, bo ich obecność na soborze była uwarunkowana tym, że nie będzie żadnego otwartego potępienia”.Papież Paweł VI nagrodził udział Wojtyły w II Soborze kapeluszem kardynalskim w roku 1967, czyniąc go jednocześnie członkiem organów kurii i doradcą Rosemary Goldie z Rady ds. Świeckich. W ten sposób przez 11 lat zanim został papieżem brał udział w szczytowych rozmowach i podejmowaniu decyzji w czterech głównych obszarach zmieniającego się Kościoła, mając znaczny udział w przyspieszeniu transformacji.  Chyba już nie “człowiek z daleka”.

Osobliwy zaszczyt spadł na niego w 1971 roku, w postaci wyboru przez Synod Biskupów Świata, spotykający się tego roku w Rzymie, do ich nowo założonej stałej 12-osobowego komitetu centralnego. Tylko trzech europejskich biskupów uczestniczy w tej elitarnej instytucji, która wyznacza papieżowi inicjatywy teologiczne i rozwój całego Kościoła przez jego kontrolę Konferencji Episkopatów na całym świecie.

Na synodzie w 1974 roku, wezwaniem do “ewangelizacji miłości” w stylu Alinsky’ego, kard. Wojtyła wystąpił jak oficjalny teolog, tak jak w następnym roku na pierwszej międzynarodowej konferencji biskupów europejskich pod kierownictwem liberalnego abpa (teraz kard.) Etchegaraya z Marsylii. Jego wstępna interwencja, Biskupi jako słudzy wiary [Bishops as Servants of the Faith] tchnęła integralnym humanizmem Maritaina.

Na kolejnym synodzie, trzy lata później, w zgodzie z innymi mówcami na temat “katechezy”, wrócił do austriackiego jezuity Jungmanna, który w roku 1929 nalegał by “odrzucić sterylne przekazywanie wiedzy teologicznej”.

Zaledwie będąc pięćdziesięciolatkiem był Wojtyła w watykańskich kręgach zaliczany do wtajemniczonych. Wiosną 1977 roku, na prośbę Pawła VI, prowadził rekolekcje Wielkopostne dla pracowników papieskich, a także zakończył 9-letni program transformacji we własnej krakowskiej diecezji, program, który, jak sam powiedział, oznaczał doprowadzenie do pełnego uczestnictwa świeckich w życiu Kościoła.

I wtedy, w 1978 roku, wieczorem 16 października, Karol Wojtyła, metropolita Krakowa, ksiądz z 35-letnim stażem, zdobył sam szczyt, został wybrany na tron św. Piotra.

Komentowanie zamknięte.