Najnowsze

Opublikowano Luty 27, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

ŻYDOMASOŃSKA REWOLUCJA W PSEUDO-„KOŚCIELE KATOLICKIM”: NIEZROZUMIAŁE WATYKAŃSKIE UWIELBIENIE MICHAELA JACKSONA

Źródło: http://www.traditioninaction.org/religious/m024rpEulogyJackson.html

Data publikacji: 1.07.2009

Autor: Marian T. Horvath

Tłumaczenie GREGORIUS

Co do szaleństwa na punkcie tematu „śmierć Michaela Jacksona” to mój przyjaciel Jan i ja mamy całkowicie to samo zdanie. Zgadzamy się, że jest to oznaka deprawacji i agonii cywilizacji kiedy składa się tak ogromny hołd gwieździe rock’a o „obojnackim powabie”, która przechwala się sypianiem z chłopcami. Michael Jackson jest dużo gorszy od ekscentrycznej gwiazdy, obscenicznie pląsającej po scenie i wydającej piski udające śpiew. Pięćdziesięcioletni „artysta” przeszedł metamorfozę w stworzenie nie będące ani mężczyzną ani kobietą, ani czarnoskórym ani białym, ani dorosłą osobą ani dzieckiem.

Dziwaczna metamorfoza Michaela Jachson’a w istotę niewiele przypominającą z wyglądu człowieka.

Dziwaczna metamorfoza Michaela Jackson’a w istotę niewiele przypominającą z wyglądu człowieka.

 

W rzeczywistości był sztucznym produktem bardzo wielu sztucznych operacji plastycznych i produktem stosowania różnych leków do tego stopnia, że jego fizjonomia nie miała w ostateczności nic wspólnego z jego prawdziwą twarzą. Powiedziałabym, że to Frankenstein bez szwów na twarzy, bardziej niż na człowieka, wyglądający raczej na diabelską istotę.

W jego autokreacji wszystko było potworkowate i ekstrawaganckie. Nawet pomimo wielu poważnych oskarżeń o molestowanie dzieci, homoseksualizm, transseksualizm i inne moralne ohydztwa, jest ciągle uważany za wspaniałą osobowość. Jego rachunki za leki opiewały na 100 tysięcy dolarów miesięcznie a po jego śmierci okazało się, że pozostawił po sobie pół miliarda dolarów długów. Był rodzicem, jednakże, prawdopodobnie nie był ojcem naturalnym, trzech godnych politowania dzieci, które mieszkały z nim w jego posiadłości Neverland o charakterze wesołego miasteczka przepełnionego zabawkami, dróżkami i zwierzętami, w celu stworzenia atmosfery wiecznego dzieciństwa. Był dzieckiem z najgorszymi wadami dorosłych. Nieśmiały, słodko-dziewczęcy typek, który przemieniał się na scenie w zuchwałą, napastliwą maszynę przemysłu rozrywkowego. Z jednej strony grał w dziecięce gry, z drugiej strony parał się okultyzmem. Sprzeczności mnożą się bez przerwy…Schizofrenik czy opętany?

Z pewnością te dwa stany, uważam tak ja i mój przyjaciel Jan, ale prawdopodobnie bardziej był opętany niż był schizofrenikiem. Ten piosenkarz muzyki pop miał rozpocząć tournee wypełnione pięćdziesięcioma koncertami, pod przewodnim tytułem „His i sit”. Tournee miało rozpocząć się w Londynie 13 lipca, w rocznicę trzeciego objawienia NMP w Fatimie kiedy ukazała trzem dzieciom piekło. Bóg na to nie pozwolił. Bliscy przyjaciele mówią, że Jackson miał przeczucie co do nadchodzącej wkrótce śmierci. Czy zawarł, tak jak John Lennon, pakt z diabłem za sławę i bogactwo? Nikt nie może z pewnością tak twierdzić. Jedynym pewnikiem jest to, że jego pogoń za wieczną młodością skończyła się 25 czerwca, kiedy miał 50 lat.

 

Watykańska prasa wspomina Jacksona.

Wybuch uwielbienia Jacksona w świeckich mediach przyprawiał o mdłości ale nie było to nic niezwykłego. To co naprawdę było wstrząsające to fakt złożenia temu idolowi muzyki pop hołdu przez oficjalną gazetę Stolicy Apostolskiej.

„Ale czy rzeczywiście on umrze?”- zadawał pytanie nagłówek artykułu z pierwszej strony „L’Osservatore Romano” w dzień po śmierci Michaela Jacksona, czyniąc aluzję do mitu Elvisa Presleya jakoby legendarna gwiazda nie umiera. Dlaczego organ prasowy Watykanu, który powinien piętnować pornograficzny taniec i muzykę rock’n’roll, miałby wspominać gwiazdę jako „cudowne dziecko” i „wspaniałego tancerza”, „grande balerino” i pisać, że on „nigdy nie umrze w wyobraźni swoich wielbicieli”? (Agence France-Presse, 27.06.2009). Prawdziwi katolicy, którzy brzydzą się „kulturą” rock’a, niszczącą moralność młodzieży, nie znajdują odpowiedzi na tak postawione pytanie. A jest jeszcze więcej! Operacje zmiany rasy Jacksona były nazywane „procesem samookreślenia zupełnie poza rasowym”. Być może Jackson „nie chciał po prostu stać się białym”, ciągnie artykuł, „ale przekroczyć chciał granice, nawet te artystyczne, narzucone przez tożsamość etniczną”. Zaczynamy pojmować przerażający pogląd, że jego „przemiana” z czarnego w białego, jest godna pochwały jako „raczej niebanalna” a nie godna potępienia jako nienaturalna i zboczona. Artykuł wychwala także jego mega-album pod tytułem „Thriller”. Tym, którzy nie wiedzą spieszymy wyjaśnić, że video-clip „Thriller” jest swego rodzaju przerażającą parodią śmierci i zmartwychwstania Naszego Pana Jezusa Chrystusa. W trakcie trwania video Jackson ulega transformacji w istotę zombie i umiera. „Zmartwychwstaje” on wraz z jego upiornymi „uczniami-apostołami” wychodzącymi ze swoich grobów a będących w różnym stopniu rozkładu. To przedstawienie w aspekcie choreograficznym było tak pełne grozy, tak bluźniercze i sataniczne, że nawet świadkowie Jehowy, do których wtedy Jackson należał, wywalili go z sekty.

Jackson z upiorami, które wyszły z grobu, na okładce swego przebojowego albumu; „Thriller”.

Jackson z upiorami, które wyszły z grobu, na okładce swego przebojowego albumu; „Thriller”.

 

Ale największym ze wszystkich wstrząsem jest sposób w jaki watykańska gazeta potraktowała jego domniemane przestępstwa z chłopcami. Przy końcu artykułu czytamy co następuje: „Wszyscy wiedzą o jego problemach z prawem po oskarżeniach o pedofilię. Ale żadne jednakże oskarżenie, ciężkie lub haniebne, nie wystarczy aby przygasić blask jego mitu wśród milionów jego fanów na całym świecie”.

Zamiast ostrego potępienia, niefrasobliwy ton odnośnie jego podłych zbrodni pedofilskich, wygląda na cichą pochwałę. To jest naprawdę nieprawdopodobne, że takie rzeczy zostały napisane w organie prasowym Watykanu. Słyszałem od pewnych zaślepionych konserwatystów protesty, że osoby takie jak ja i moja przyjaciółka Jan, ostro przesadzają jako że „L’Osservatore Romano” jest właśnie jeszcze jednym katolickim organem prasowym. Faktycznie, „L’Osservatore Romano” był głównym organem prasowym Watykanu od 1861 roku. To wiemy, że, mówiąc teoretycznie, jedynym „oficjalnym organem” prasowym Stolicy Apostolskiej jest „Acta Apostolacie Sedes”, czyli rejestr dokumentów watykańskich w formule definicyjnej, i wiemy, że „L’Osservatore Romano” jest tylko „ekstra-oficjalnym” organem. Tak czy owak, w praktyce, każdy w świecie uznaje „L’Osservatore Romano” za rzeczywisty głos Watykanu. Oto dlaczego panegiryk na cześć Michaela Jacksona powoduje uraz u naprawdę świadomych swej religii katolików.

 

Rozbieżne tendencje w Watykanie?

Jedynie jeden punkt niezgody co do Watykańskich pochwal Michaela Jacksona wystąpił pomiędzy mną a moją przyjaciółką Jan. Tak jak wielu katolików, Jan stoi twardo na stanowisku, że Benedykt XVI, w pewien sposób, nie sprawuje żadnej kontroli nad nowym redaktorem naczelnym L’Osservatore Romani, który, jak ona twierdzi, prowadzi, w świetle katolickiej tradycji, niejasną politykę redakcyjną.

„Dzieje się naprawdę coś dziwnego w L’Osservatore Romano”- skarży się Jan.

„Najpierw artykuł na temat „The Beatles” i Johna Lennona. Następnie pochwały dla Obamy i kłamstwa o jego proaborcyjnej postawie. A teraz to. Pismo staje się ambarasem dla katolików”. Nie może ona zrozumieć dlaczego „nasz papież” czegoś nie zrobi w tej sprawie tak jakby on zupełnie się nie zgadzał z tym nowym kierunkiem, który obrała L’Osservatore Romano. Nie wierzę temu ani na jotę. Jest to dobrze znana sprawa, że ostateczną instancją redakcyjną tego organu jest papież.

L’Osservatore Romano wychwala Michael’a Jacksona. Dla katolików szok.

L’Osservatore Romano wychwala Michael’a Jacksona. Dla katolików szok.

 

Jeśli nie jest usatysfakcjonowany ze sposobu redagowania L’Osservatore Romano to po prostu wymienia redaktora naczelnego lub zobowiązuje go do skorygowania linii pisma. A więc jeśli Benedykt byłby niezadowolony z artykułu upamiętniającego i wychwalającego „White Album” Beatlesów, który został opublikowany w listopadzie 2008 roku, to bez najmniejszego trudu mógłby to wyrazić. Nie byłoby już więcej żadnych panegirycznych artykułów dotyczących pop-kultury. Ale żaden sprzeciw się nie pojawił. Wbrew przeciwnie. Mamy następny artykuł w tym samym stylu. Tak więc można jedynie wysnuć wniosek, że papież aprobuje nowe tendencje redakcyjne L’Osservatore Romano. Pismo pozostaje nadal wyrazicielem Watykanu. Stanowisko redaktora naczelnego, które w tym przypadku jest nawet śmielsze niż było siedem miesięcy temu, ma pełne poparcie papieża. Papieskie słowo jest ciągle ostateczną instancją w biurze L’Osservatore Romano w Watykanie. W mojej opinii nie ma żadnej infiltracji L’Osservatore Romano przez wrogie siły. Jesteśmy świadkami jeszcze jednej fazy dostosowawczej do współczesnego świata. Obecnie wydaje się, że „znakami czasu” są muzyka rock’n’roll i jej świrowate gwiazdy. Jeszcze jedna zmiana towarzysząca II Soborowi Watykańskiemu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentowanie zamknięte.