Opublikowano Czerwiec 26, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

ZESTRZELONY SAMOLOT TURECKI NOWYM ETAPEM KONFRONTACJI

Źródło: http://za-kaddafi.zews.su/blizhnij-vostok/siriya/673-sbityj-turetskij-istrebitel-kak-nachalo-novoj-fazy-protivostoyaniya-v-sirii

Data publikacji: 24.06.2012

Tłum. RX

22 czerwca świat stanął na progu wielkiej wojny. Turecki myśliwiec nierozważnie naruszył przestrzeń powietrzną Syrii i został zestrzelony przez syryjską obronę przeciwlotniczą. Logika rozwijającej się konfrontacji Syrii i Zachodu dyktowała tylko jeden wariant rozwoju wydarzeń. Natychmiastową odpowiedź militarną ze strony NATO. Przecież wydawałoby się, że lepszego pretekstu do interwencji nie można znaleźć. Przypomnijmy, że Turcja jest członkiem NATO, a agresja przeciwko jednemu z członków NATO traktowana jest jak agresja przeciwko całemu sojuszowi. Nic się jednak nie wydarzyło. Przedziwne, ale nawet wszechobecna Hillary Clinton do chwili obecnej zachowuje milczenie jakby nic się nie stało.

Z opóźnieniem 2 dni Gensek ONZ, Baan Ki-moon, boleśnie wydalił z siebie coś w rodzaju oficjalnej reakcji, która sprowadziła się do wezwania obydwu stron konfliktu do powściągliwości. Niespójna i niejasna jest reakcja jednego z głównych uczestników skandalu, premiera Turcji Erdogana. Od początku obiecywał on przeprowadzenie adekwatnej odpowiedzi, jednak bez wyjaśnienia kiedy i jakimi środkami. Następnie Erdogan rzucił się do przepraszania wyjaśniając, że samolot turecki naruszył przestrzeń powietrzną Syrii przypadkowo. Można powiedzieć, że taka sytuacja zdarza się podczas patrolowania na dużych prędkościach i nie wypada zestrzeliwać każdego samolotu, który zbacza z kursu. Dzisiaj Turcja zwróciła się z wezwaniem o „zwołanie spotkania krajów NATO” co według obserwatorów „mówi o tym, że na razie Ankara szuka raczej bardziej spójnej odpowiedzi dyplomatycznej niż odpowiedzi na sposób wojskowy”. Jeśli chodzi o Syrię to stanęła ona na stanowisku idealnie właściwym bo przyjęła przeprosiny Turcji i wzięła udział w poszukiwaniach dwóch pilotów, których jednak nie znaleziono. Tym, którzy uważnie śledzili rozwój sytuacji w Syrii cała ta sytuacja wydaje się nieprawdopodobna. Dlaczego taki poważny incydent nie podpalił beczki prochu, którą tak gorliwie podtaczali pod Syrię jej wrogowie? Mam swoją wersję. Każdy kto oglądał krótką, podsumowującą rozmowę pomiędzy prezydentami Rosji i USA w Meksyku przeprowadzoną dla dziennikarzy, z pewnością zwrócił uwagę, że prezydenci wyglądali tak jakby mieli ciężką i niezbyt przyjacielską rozmowę a potem z ogromnym wysiłkiem utrzymywali spokój przy świadkach.

Oczywiście, że najostrzejszą kwestią spotkania była Syria co do której nie osiągnięto porozumienia. Załóżmy, że Obama poinformował Putina o niemiłych posunięciach nad którymi zastanawiał się Putin wpatrzony w podłogę i już wtedy rozważający możliwe warianty odpowiedzi.

Ale powróćmy do historii z tureckim samolotem. Nie uwierzę, że był to pierwszy samolot, który naruszył przestrzeń powietrzną Syrii. Nie uwierzę, że takie samoloty nie myszkują regularnie przy jej granicach demonstracyjnie je naruszając i wywierając nacisk psychologiczny na syryjskich wojskowych. I nie uwierzę, że syryjscy wojskowi patrząc na ten bałagan nie marzyli o przywaleniu rakietą w srebrny brzuch samolotu. Oczywiście, że marzyli ale nie mogli mając na takie działania kategoryczny zakaz od władz: „Nie dać się sprowokować”. Tak samo jak sowieccy pogranicznicy w przeddzień 22 czerwca z ledwie powstrzymywaną wściekłością obserwowali prowokacje faszystów, ale rozkaz jest rozkazem… I oto teraz, najwyraźniej nie oczekujący takiego obrotu sprawy, prowokatorzy znaleźli swój spokój na dnie morskim. Oznacza to, że zakaz został zniesiony. A wycofać zakaz mogła tylko Rosja, która starała się grać w sprawie syryjskiej według wszelkich reguł dyplomacji. Obama dał Putinowi do zrozumienia, że możecie sobie prowadzić swoją grę, a my i tak dorżniemy Syrię. Putin przyjął to do wiadomości, zasępił się, „przegrupował się” i odpowiedział całkiem niedyplomatycznie, niszcząc śmierdzący plan agresora. Stąd i zamieszanie na Zachodzie, który wpadł w osłupienie i nie wiedział jak zareagować. Stąd i wielka lekcja dla nas, że tam nie liczą się z dyplomacją, tam liczą się tylko z siłą. I nie są oni aż tak silni, jak może się wydawać. Nie starczyło im siły i odwagi, żeby odpowiedzieć Syrii pomimo wielokrotnej przewagi. Pogubili się i stracili inicjatywę, chociaż przygotowywali się do uderzenia przez ponad rok. A tak przy okazji, nasze wywody całkowicie potwierdza sytuacja wewnętrzna w samej Syrii. Tam wojska rządowe odzyskały długo wyczekiwaną inicjatywę. W ważnym strategicznie mieście Homs duża grupa terrorystycznych bojówkarzy wpadła w okrążenie, znaczna część miasta została wyzwolona, a gwardia syryjska stopniowo wypiera wroga z jego kryjówek. Czy trzeba dodawać, że o przesławnym „planie Annana” nikt już nie pamięta? Znamienna jest też i nagła zmiana retoryki Izraela w odniesieniu do Syrii.

W przeddzień wizyty Putina szef MSZ Izraela, Avigdor Liebermann, nagle stał się przeciwnikiem siłowej zmiany przywódców państwowych: „Mamy bardzo wyraźne stanowisko. Zmiana przywódców albo odejście tego lub innego przywódcy państwa nie rozwiązuje problemu. Widzimy to na przykładzie Libii, Iraku i innych krajów”- powiedział Liebermann. „To nie jest cel, żeby zrzucić jednego i mianować innego, a wszystko natychmiast samo się rozwiąże. Podstawową przyczyną protestów w świecie arabskim, w Egipcie, Tunezji, Syrii, w pierwszej kolejności jest wysoki poziom bezrobocia, złe warunki życia, brak perspektyw dla wykształconej części ludności”.

A przecież dwa tygodnie wcześniej ten sam człowiek stał na zupełnie innym stanowisku: „Dzisiaj każdy rozsądny człowiek, nawet nie polityk, rozumie, że te masowe zabójstwa nie mogą trwać. Bez względu na stanowisko jakie dane państwo zajmuje, Assad powinien odejść”- mówił Liebermann.

22 czerwca 1941 roku świat przekroczył linię. Po 71 latach Rosja przypomniała o tym, jak niebezpiecznie jest grać na nowy podział świata i jak dramatycznie czasem agresor przecenia swoje możliwości.

Komentowanie zamknięte.