Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 4, 2016 Przez a303 W Apokalipsa

Z piekła rodem. Okultystyczne korzenie komunizmu

Komunizm jako polityczne narzędzie iluminatów. Zarówno hitleryzm, który zachwycał naród niemiecki przez całe dwanaście lat, a zapewne zachwycałby znacznie dłużej, gdyby nie upadek, jak również radziecki komunizm i jego mutacje w Europie oraz Azji i Ameryce Południowej – to systemy zbrodnicze, i choć wymyślone przez ludzi, to z pewnością nie dla ludzi. Niemcy mówili, że Trzeci Rzesza to będzie raj dla ubermenschów, a komuniści, że ich raj stworzony zostanie dla proletariatu. Przy czym przez „proletariat” rozumieli członków partii komunistycznej, różnie nazywanej – u nas była to PZPR. I to nie wszystkich – raj miał być dla komunistycznej nomenklatury i ich potomstwa. Kiedyś nazywanego bananową młodzieżą, a dziś – resortowymi dziećmi.

a,1

Oba systemy nienawidziły chrześcijaństwa, w tym zwłaszcza katolicyzmu. Zniszczenie wiary było jednym z podstawowych celów obu odmian socjalizmu: brunatnego i czerwonego. Podobnie jak chrześcijańskiego pojęcia bliźniego, które chciano zastąpić hitlerowskim nadczłowiekiem bądź komunistycznym człowiekiem radzieckim (homo sovieticus).

Fascynacja kulturą Wschodu

Zarówno socjalizm w wersji moskiewskiej, jak i berlińskiej szukał inspiracji do walki z kulturą Zachodu w tybetańskim buddyzmie. Jedno z twierdzeń buddyzmu, które szczególnie przypadło do gustu obu odmianom socjalizmu – „naukowego” i narodowego –mówiło o istnieniu państwa idealnego zamieszkałego przez nadludzi: kobiety i mężczyzn. Jak przypomina na swej stronie internetowej dr Joshua David Stone, była to Aghartha mieszcząca się we wnętrzu Ziemi. Światem tym rządził Master, a jego ziemskim reprezentantem był Dalai Lama z Tybetu. Mieszkańcy Agharthy mieli o wiele wyższą cywilizację i świadomość, stąd możliwość nawiązania kontaktu z nimi, chociażby przez buddystów, mogło dać hitlerowcom bądź bolszewikom panowanie nad światem. Poza tym idea państwa idealnego, raju na Ziemi, była bliska obu totalitaryzmom.

O ile fascynacja hitlerowców i esesmanów buddyzmem, lamaizmem czy szerzej wschodnią ezoteryką, teozofią i okultyzmem jest dość dobrze znana szerszym kręgom Czytelników i była wspominana również w „Teorii Spisku”, o tyle znacznie mniej osób wie, że również radziecki socjalizm, zwany bolszewizmem czy też komunizmem, dużo zawdzięcza fascynacji dalekowschodnim ezoteryzmem.

Jak możemy przeczytać w materiale Zenona Chocimskiego, niektórzy poważni badacze, jak wybitny historyk brytyjski Norman Cohn czy znany sowietolog Alain Besançon poruszali i poruszają temat ezoterycznych źródeł komunizmu. O tym, że „naukowy” socjalizm miał nienaukowe korzenie, pisali dwaj włoscy profesorowie w książkach Polityka i magowie (Giorgio Galli) oraz Polityczna i ezoteryczna kultura rosyjskiej lewicy 1880-1917 (Nicola Fumagalli). O niektórych aspektach okultystycznych źródeł komunizmu informowali też m.in. watykański badacz ezoteryzmu Massimo Introvigne oraz amerykańska uczona Berenice Glatzer-Rosenthal, która podczas konferencji „Le Delfi Magique” w Lyonie wygłosiła wykład zatytułowany Okultyzm we współczesnej Rosji i sowieckiej kulturze. Sporo materiałów na ten temat zebrali również członkowie grupy badawczej Politica Hermetica pod kierownictwem prof. Emila Pula.

Komunizm jako polityczne narzędzie iluminatów

W przedrewolucyjnej Rosji dość dużą popularnością cieszył się okultyzm i ezoteryzm reprezentowany przez zakon martynistów – od imienia twórcy sekretnej doktryny, Louis-Claude’a de Saint Martina. Do zakonu tego należeli: wybitny malarz rosyjski Nikołaj Roerich wraz z małżonką Heleną, akademik prof. Oldenburg, rzeźbiarz Siergiej Mierkułow (przyrodni brat Gurdżijewa), redaktor pisma „Russkoje Bogatstwo” Paweł Makijewski oraz Aleksander Barczenko.

Aleksandr Dugin, rosyjski geopolityk, historyk, ideolog neoimperializmu rosyjskiego, mający wpływ na poczynania Włodzimierza Putina, jest zdania, że bolszewizm nie zniszczył wcale ezoterycznej tradycji rosyjskiej, lecz przyswoił ją sobie w nowej formie. Zdaniem Dugina, głównym rysem sowieckiego komunizmu nie był wcale materializm, lecz kosmizm. Pierwszym jego propagatorem był Nikołaj Fiodorow, który po „iluminacji” w 1851 r. zaczął głosić konieczność stworzenia „Nowego Człowieka Teurgicznego”, wykorzystując w tym celu osiągnięcia nauki i psychologii. Teurgia jest odmianą magii, okultyzmu, polegającą na wywieraniu presji na bóstwo lub duchy w celu zmuszenia ich do pożądanego działania.

O związkach rewolucji z satanizmem pisał ideolog anarchizmu Michaił Bakunin, na długo zanim wybuchł bolszewicki pucz w 1917 r. Komunizm miał być polityczną emanacją masońskiego i satanistycznego zakonu iluminatów bawarskich. Członkiem Ligi Sprawiedliwych związanej z iluminatami był Karol Marks, który oparł swoje postulaty polityczne na ideach iluminatów. Marks był satanistą i dążył do zniszczenia religii i zaprowadzenia terroru. Lenin znany był ze swej nienawiści do religii. Podobnie jak oni, również inni lewicowcy gardzili religią, uważając ją za „opium dla ludu”. Wydanie „Manifestu komunistycznego” miało sfinansować dwu iluminatów: Clinton Roosevelt i Horace Gredy. Marks w Kolonii należał do loży Apollo. Lenin był inicjowany do loży Unia Belleville Wielkiego Wschodu Francji. Trocki został członkiem masonerii w 1897 r.

Kontynuatorem myśli wspomnianego Fiodorowa stał się jeden z głównych ideologów komunistycznych, Aleksander Bogdanow. W swej powieści pod tytułem Czerwona gwiazda opisał budowę komunizmu na Marsie – planecie, która w kabale i gnozie oznacza szatana. Były seminarzysta gruziński Józef Dżugaszwili (Stalin) podpisywał swoje pierwsze prace pseudonimami „Demonoszwili” i „Biesoszwili”. Pierwszy komisarz ludowy do spraw oświaty w rządzie bolszewickim Anatolij Łunaczarski marzył o stworzeniu religii gatunku ludzkiego. Jego centralnym kultem miał być kultu człowieka przebóstwionego. Wybitny poeta rosyjski Wielimir Chlebnikow uważał, że „Nowy Człowiek Teurgiczny”, czyli Kosmiczny Antropos, będzie sumą Bestii i Liczby, występujących w Apokalipsie św. Jana. Antropos to przebóstwiony duchowo proletariusz. Wszystkie te pomysły tworzyły w porewolucyjnej Moskwie dość specyficzny klimat, który później pojawił się w Mistrzu i Małgorzacie Michaiła Bułhakowa. Andriej Kurajew, współczesny rosyjski duchowny i teolog, uważa, że praca Bułhakowa zawierała ostrą, choć ukrytą ze względu na cenzurę, krytykę brutalnej agitacji ateistycznej, będącej w gruncie rzeczy propagandą satanizmu w stalinowskiej Rosji. Komuniści, wzorem miłośników „czarnych mszy”, podmienili wartości religijne na marnej jakości podróbki. Mieliśmy więc komunistyczną trójcę: Marks, Engels, Stalin, a zamiast gwiazdy, symbolu jutrzenki i niewinności – czerwony, czarci pentagram. Kapłanów zastąpili komisarze, misjonarzy – politrucy. Ikony – popiersia wodzów rewolucji i porewolucyjnego terroru. Świętych zamieniona na bohaterów rewolucji i przodowników pracy.

Okultyzm w służbie postępu

Jesienią 1918 r. Aleksander Barczenko, ze wspomnianego wcześniej zakonu martynistów, wygłosił w Piotrogrodzie odczyt oparty na poglądach Alexandre’a Saint-Yyes d’Alveydre’a. Francuz ów twierdził, że w 1885 r. odwiedzili go tajemniczy mistrzowie ze Wschodu, mieszkańcy pozostającego w ukryciu podziemnego państwa Aghartha (Szambhala) i powierzyli mu sekrety starożytnej magii. Poza tym poinformowali go, że dawno temu panował złoty wiek. Była to czas wszechświatowej federacji narodów zbudowanej na ideologii komunistycznej. Ta epoka trwała na Ziemi 144 tys. lat. Później skończyła się. Około 9 tys. lat temu, w Azji, na terenie dzisiejszego Afganistanu, Tybetu i Indii federacja, o której wspominam, zaczęła się jednak odradzać. Tak Barczenko streszczał rewelacje d’Alveydre’a słuchaczom swego wystąpienia. Koncepcja restauracji „wieku złotego” nie była nowa. Mimo że według d’Alveydre’a, powiedzieli mu o niej tajemniczy przybysze z Orientu, nawiązywała ona do dobrze znanych na Zachodzie haseł średniowiecznych millenarystów i szesnastowiecznych anabaptystów.

Dla rosyjskich okultystów komuniści stali się wysłannikami podziemnego świata (sic!), w którym żyją nieśmiertelni. Rewolucję bolszewicką postrzegali oni jako działalność, do której hasło padło w podziemnym państwie Aghartha. Opowieściami o Agharcie najbardziej zainteresowany wydawał się eserowiec Jaków Bliumkin. To on przedstawił autorowi wykładu propozycję współpracy ze służbami specjalnymi – Czeka.

Pierwsza wyprawa zorganizowana w ramach tej współpracy zaprowadziła Barczenkę na daleką Północ. Wyruszono latem 1920 r. Barczenko oficjalnie miał badać schorzenia i folklor mieszkających na Półwyspie Kolskim Lapończyków, zwanych też Saamami, oraz prowadzić doświadczenia nad przydatnością glonów morskich do produkcji karmy dla bydła. Ukrytym celem wyprawy było jednak poszukiwanie śladów legendarnej Hiperborei, krainy wiecznej szczęśliwości, która – według antycznych przekazów – znajdowała się gdzieś za „siedzibą wiatru północnego”. Lokalizowano ją m.in. na Grenlandii, w Karelii i na Wyspach Sołowieckich.

Wyprawa na daleką Północ zakończyła się jesienią 1922 r. Wkrótce w gazecie „Krasnaja Zwiezda” ukazał się wywiad z Barczenką, który oświadczył, że na Półwyspie Kolskim znajdują się pozostałości dawnej cywilizacji, bez wątpienia starszej od egipskiej, że do tej pory składa się tam ofiary w miejscach kultu religijnego i że najprawdopodobniej gdzieś w pobliżu można natknąć się na wejście do Hiperborei. Stwierdził ponadto, że jego zdaniem Lapończycy wywodzą się z jakiejś innej rasy i są spadkobiercami nieistniejącej już cywilizacji.

Poszukiwań raju ciąg dalszy

Kilka lat temu Xportal zamieścił wywiad z rosyjskim historykiem Olegiem Czyczkinem na temat związku rosyjskich komunistów z organizacjami okultystycznymi. Twierdzi on, że w latach 20. i 30. XX w. GPU (policja polityczna w Związku Sowieckim – przyp. red.), kontynuujące działalność zlikwidowanej Czeki, posługiwało się tajnymi stowarzyszeniami okultystycznymi. Szczególną rolę odegrał tu Gleb Bokij, szef najtajniejszej służby GPU, Specoddziału (Oddział Specjalny GPU). Bokij był komunistą od 1921 r. Przed rewolucją był masonem loży w Sankt-Petersburgu. W 1909 r. został przyjęty do loży martynistycznej, której członkami byli Aleksander Barczenko i Mikołaj Roerich.

W grudniu 1924 r. Barczenko przyjechał do Moskwy, gdzie wygłosił przemówienie w szkole GPU, w którym zaproponował zorganizowanie badań naukowych nad telepatią i magnetyzmem oraz ekspedycji do Szambhali (Agharthy).

Jak pisała Ewa Bielińska („Nieznany Świat” nr 11/2011), w 1924 r. Barczenko założył okultystyczną organizację „Jedyne Robotnicze Bractwo”, nad którą patronat objęło GPU. Członkowie stowarzyszenia studiowali nauki tajemne i badali możliwość ich wykorzystania w działaniach wywiadowczych. Podobnie jak teozofowie związani z Heleną Bławacką, utrzymywali, że na Wschodzie (najprawdopodobniej w Tybecie lub w Himalajach) istnieje podziemna kraina, praojczyzna Ariów, zamieszkiwana przez świętych, nieśmiertelnych ludzi (czy też raczej nadludzi), którzy z ukrycia uczestniczą w kierowaniu sprawami świata. To dość znamienne, że socjaliści umieścili raj tam, gdzie w tradycji chrześcijańskiej było piekło. Bractwo Barczenki dążyło też do tego, by sowiecka polityka międzynarodowa pokrywała się z opartą na ezoteryzmie „geografią sakralną”.

Ponadto członkowie bractwa marzyli o odnalezieniu drogi do Szambhali (Agharthy), która jawiła im się jako „państwo idealnego komunizmu”. Miała ona znajdować się na styku Indii, Nepalu i Sinciang w Chinach. Był to obszar zwany Ngari, którym – jako namiestnik – władał wówczas tybetański separatysta Naga Nawien, zamierzający oderwać się od Tybetu przy pomocy Kominternu. Wyprawę mającą na celu poszukiwanie legendarnej krainy zaplanowano na lato 1925 r. Patronował jej Bokij, który na kierownika wyznaczył Barczenkę, a komisarzem politycznym mianował Jakowa Bliumkina, tego samego eserowca, który wcześniej zwerbował Barczenkę do współpracy z Czeką. Ostatecznie jednak wyprawa nie doszła do skutku. Plany okultystom pokrzyżowali ich koledzy czekiści niezadowoleni z rosnących wpływów Bokija w służbach specjalnych.

Jeszcze raz próbowano podjąć ekspedycję do Tybetu – poszukującą raju na ziemi, a właściwie pod ziemią – w drugiej połowie lat 30., kiedy szefem NKWD – następcy GPU – został Gienrich Grigorjewicz Jagoda, stary, zasłużony w mordowaniu ludzi czekista – jeden z członków „Jedynego Robotniczego Bractwa”. Plany te przerwała w 1937 r. czystka w elitach władzy dokonana przez Stalina, który z dwudziestu dwóch członków swojego rządu kazał wówczas zabić aż osiemnastu. Aresztowany i rozstrzelany został także Bokij, a wraz z nim wszyscy jego współpracownicy, w tym Barczenko. Ich los podzielił także wszechwładny do tej pory Jagoda, rozstrzelany w marcu 1938 r.

Ludzie umierają w taki czy inny sposób, ale ich idee bywają wiecznie żywe

W latach 30. ub. wieku w tajnej komórce radzieckich specsłużb zajmującej się parapsychologią pracowało około 200 osób. Utworzony przez Bokija oddział nadal funkcjonował w strukturach radzieckich służb specjalnych, co trwało przynajmniej kilka lat. Jak dziś wiadomo, później jego śladem ruszyli hitlerowscy archeolodzy z Ahnenerbe, którzy prowadzili swoje badania w tych samych miejscach, co wcześniej radzieccy towarzysze. Według Zenona Chocimskiego bractwo Barczenki to zaledwie jeden przykład działalności ezoterycznych struktur wewnątrz władzy sowieckiej. Rosyjscy historycy piszą też o innych podobnych organizacjach – czasami zaprzyjaźnionych ze sobą, czasami wrogo nastawionych, konkurujących ze sobą lub odizolowanych – takich jak grupa anarchisty Karelina czy „Zakon Polarnych”, do którego miał należeć Michaił Tuchaczewski, którego armię przepędzili Polacy znad Wisły w 1920 r.

Zdaniem Aleksandra Dugina ezoteryczny bolszewizm od samego początku znajdował się pod wpływem zapośredniczonej z wierzeń egipskich idei rezurekcji zmarłych, powstrzymania procesu gnicia i transformacji zwłok do nowego życia. Mauzoleum Lenina, w którym zakonserwowane jest ciało i mózg wodza rewolucji, zbudowane zostało według planów zbliżonych do egipskich ściętych piramid, w jakich na powtórne ożycie czekały zabalsamowane zwłoki faraonów.

Warto wspomnieć, że w Związku Sowieckim rozwinęła się nowa gałąź medycyny – juwenologia, czyli nauka o odmładzaniu. Jej specjaliści z czasem mieli swój udział w podtrzymywaniu przy życiu kremlowskiej gerontokracji. Starsi Czytelnicy zapewne pamiętają jedną z „miejskich legend” owych czasów, mówiącą, że Breżniewa utrzymywano przy jakim takim życiu codzienną transfuzją krwi.

O przetrwaniu prób zastosowań zjawisk paranormalnych do pracy wywiadowczej i kontrwywiadowczej pisał Aleksiej Miasnikow, w tekście Nauka w służbie zbrodni, zamieszczonym w moskiewskim tygodnika „Stolica” nr 43/1992 (przedruk: „Polska — Dzisiaj” nr 5/1993): W byłym Związku Radzieckim realizowano program „MK-ULTRA” (kontrola pozamózgowa). Proponowano, by podobnego rodzaju środki były wykorzystywane do kontroli socjalnej i ochrony porządku publicznego. W. Siedlecki, uczony z Kijowa, zapewnia, że już w roku 1965 zostały przeprowadzone próby z wykorzystaniem broni nowego typu, opartej na działaniu określonych częstotliwości na organizm ludzi. Począwszy od roku 1982 powstawał system absolutnie nowych kompleksów radiolokacyjnych, pozwalających w pełni kontrolować dowolny punkt na kuli ziemskiej. Kompleksy te, posiadające anteny i stacje przekaźnikowe, budowano obok elektrowni atomowych, zapewniających im niezbędną energię. Poligonem dla tych doświadczeń stała się Ukraina. Pod Kijowem zaczęły powstawać zasadnicze elementy ściśle utajnionego kompleksu nazwanego „CZERNOBYL-2”. Właśnie dla tego obiektu rozpoczęto budowę słynnej elektrowni atomowej. KGB, według opinii W. Siedleckiego, wprowadza system podsłuchów — tak zwane kopuły, które kontrolują absolutnie wszystkie rozmowy w promieniu swojego pola. Akademik W. Kazanczajew z Nowosybirska pracował ponad 30 lat, prowadząc eksperymenty w dziedzinie systemów ponadzmysłowych. Według W. Kazanczajewa „wojna psychologiczna jest bardziej niebezpieczna niż każda inna”, bowiem ktoś mógłby na dystans tysięcy kilometrów wycofać z użytku — wysiłkiem umysłu — system informatyczny całego państwa, sparaliżować ruch powietrzny, działalność instytucji finansowych, posługujących się komputerami.

Być może awaria elektrowni atomowej w Czarnobylu w 1986 r. przerwała przygotowania do okultystycznego wariantu kolejnego etapu eksportu rewolucji komunistycznej na cały świat. A może tylko spowodowała, że ezoterycy musieli zmienić metody tego eksportu oraz kraje lub organizacje, z których diabelskie sposoby panowania nad ludźmi mogłyby się rozpełznąć po ziemskim globie?

W każdym bądź razie nie możemy się czuć bezpiecznie, tym bardziej że – jak twierdzi dyrektor muzeum Lenina – prawdopodobnie możliwe jest sklonowanie wodza bolszewickiego przewrotu!

Za: http://warszawskagazeta.pl/teoria-spisku/item/4139-z-piekla-rodem-okultystyczne-korzenie-komunizmu

Data publikacji: 3.09.2016

 

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.