Najnowsze

Opublikowano Grudzień 1, 2013 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Wywiad z kombatantem NSZ, żołnierzem niezłomnym, Panem Ryszardem Mikołajczukiem

NSZ Wolna Polska Wiadomości z kraju i ze świata-Czy walka w obronie Polski była trudnym zadaniem?

-Była bardzo trudnym zadaniem, zwłaszcza w okresie okupacji sowieckiej. To była dużo trudniejsza walka niż przedtem. W latach 1944-1945 ona była w dużym stopniu wstrzymana dlatego, że kilka milionów żołnierzy radzieckich stało po prawej stronie Wisły z bronią u nogi czekając aż Niemcy stłumią Powstanie Warszawskie.

I było tak nasztukowane tym wojskiem, że trudno było małym oddziałom po tym terenie się poruszać. Tak więc gdzieś do kwietnia 1945 roku ta walka była „wyciszona”. Ale jak zaczęto już masowo aresztować AK-owców i NSZ-towców wywozić na Sybir to oczywiście te oddziały się odrodziły i na bazie tych oddziałów jeszcze z czasów okupacji niemieckiej powstawały nawet nowe, ale głównie od 47 r. była zasada żeby nowych oddziałów nie tworzyć ponieważ były tak ciężkie warunki, że to było zbyt niebezpieczne i dla tych, którzy walczą i dla tych, którzy im pomagają bo partyzantka nie może się ostać bez zaplecza, bez ludzi, którzy im pomagają.

Jeśli o mnie chodzi to ja zacząłem działanie w Siłach Zbrojnych od 46r., a w oddziale leśnym Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) byłem od 47 r. W 1946r. uczestniczyłem w kilku akcjach np. na pociągi. Ten oddział, w którym ja byłem to był oddział 12 okręgu Narodowych Sił Zbrojnych. Jeśli chodzi o trudności to w tym czasie (1947r.) już trudno było się poruszać, tereny były mocno przeczesywane przez KBW, przez NKWD czy UB i nawet w nocy jeździły samochody z reflektorami i przeczesywały teren. Z tego względu żeby nie narażać miejscowej ludności, która nam pomagała nie kwaterowaliśmy się u nich tylko sami sobie zrobiliśmy ziemianki i w nich się spało.

To kolejna trudność bo do ziemianki trzeba było donieść np. wodę przez ok.3 km z najbliższej leśniczówki żeby czasami zrobić sobie obiad bo od czasu do czasu trzeba było coś zjeść 😉 Nie chcąc wydawać swoich zaprzyjaźnionych ludzi jeszcze sprzed wojny, z ONR-u czy z Narodowych Sił Zbrojnych to zbieraliśmy żywność chodząc na wiosce od domu do domu, od chaty do chaty. Na ogół ludzie chętnie dawali nam jedzenie. Ale trzeba było to wszystko nosić na plecach… I właśnie dlatego w czasie okupacji niemieckiej było łatwiej bo była większa jedność w narodzie i nie było tylu donosicieli.

Musieliśmy przenosić żywność bardzo ostrożnie. W razie gdy ktoś był zbytnio nadgorliwy (w sensie donosił) wchodziliśmy w nocy do takiego gościa, który zwykle miał karabin schowany pod łóżkiem i odbieraliśmy mu ten karabin a dodatkowo wydawało mu się kilka lub kilkanaście batów żeby dalej się już tak nadgorliwie nie wygłupiał 😉 W czasie każdej wojny nie ma legalnej władzy więc tworzą się bandy, które rabują gospodarstwa wieśniaków podając się za partyzantów. Takich się albo likwidowało albo również dawało baty.

Jak byłem 7 miesięcy w leśnym oddziale Pogotowia Akcji Specjalnej to się nie wyspałem porządnie ani razu. Nie było możliwości zdejmowania płaszczy podczas spania a noce były bardzo ciepłe. Nasza grupa liczyła 16 osób, jak trzeba było to na ważniejszych akcjach pojawiało się nawet 20-30 partyzantów ale najczęściej jednak chodziliśmy w 16 osób, akcje były często bo co drugi dzień a czasem nawet codziennie. W 48-49r. atmosfera była już straszna, trudno było się utrzymać, UBecja straszyła, że załatwi całą rodzinę, przesłuchiwano matki, ojców ale nikt nie donosił, że syn czy córka jest w Organizacji bo to oznaczało dla nich więzienie.

Te oddziały, które się utrzymywały jeszcze dłużej niż my, dłużej niż do 48r., miały naprawdę ogromne trudności. Także ogólnie rzecz biorąc trzeba było mieć dużo charakteru i dużo siły w sobie żeby to wszystko przetrzymać a dyscyplina była taka, że trudno ją sobie teraz wyobrazić. Człowiek był monitorowany na każdym kroku. Np. jeśli ktoś zasnąłby podczas warty i tym samym naraziłby życie innych członków grupy zostałby natychmiast zastrzelony. Za każdą kradzież, jakby ktoś na własną rękę chciał coś zrobić  była również kara śmierci…

– Czy gdyby miał Pan wybór walczyłby Pan ponownie?

– To jest trudne pytanie ale znając siebie, swój charakter, swoje że tak powiem dojście do pewnych systemów moralnych to tak, chyba tak. Jak tylko dostałem od kolegi możliwość, że mogę przystąpić do Organizacji to nie zastanawiałem się wcale, wtedy w ogóle była taka atmosfera wśród młodzieży, że każdy chciał być w Organizacji. Uważało się, że to tak jakby człowiek chwycił Pana Boga za nogi. To było coś wspaniałego- walka za Ojczyznę. Nie mówiło się wtedy, że jest się w NSZ-cie, mówiło się po prostu „organizacja”. Jeśli ktoś mówił, że jest w Organizacji to było wiadomo, że to NSZ albo AK. Także chyba bym to powtórzył.

– Jak dziś ocenia Pan działalność podziemia niepodległościowego po II wojnie światowej?

– Staram się ocenić to tak jak historycy. Natomiast jeśli chodzi o własne spostrzeżenia, własne odczucia to zdawało mi się i do tej pory mi się zdaje, że nie powinno się tworzyć nowych oddziałów po 1947r., a wtedy powstał u nas nowy oddział głównie z uczniów gimnazjum mechanicznego w Siedlcach… Jeśli chodzi o powstanie warszawskie to była niewspółmierna korzyść w stosunku do strat. Bo korzyść była taka, że uratowaliśmy swoją godność, przekazaliśmy pewne idee walki o wolność, niepodległość następnym pokoleniom żeby potem mogło to mieć jakiś wpływ na Poznań, potem na październik 56r. w Warszawie- wielkie demonstracje i niewielkie zmiany.

A głównie na przemiany w 1988r. Nic nie dzieje się tak samo, w próżni. Są imponderabilia, które jak gdyby wychodzą jak woda ze źródła. Przedtem musiało być coś, wielkie państwo polskie, rycerstwo, znane na cały świat, na całą Europę. Musiał być Grunwald, Wiedeń, musiał być 1920 rok, szkoła przedwojenna musiała być dobra żeby w dobrym kierunku szła ówczesna młodzież i stąd to wypływało wszystko. Tak samo Ruch Narodowy w 2. połowie XIX w., przed I wojną światową, bardzo dużo dobrego zrobił. Ludzie szli zupełnie za darmo pracować z młodzieżą, młode niewiasty wyjeżdżały na wieś szerzyć oświatę. Zarówno ludzie, którzy już do czegoś doszli i ludzie prości dawali z siebie i pieniądze i czas po to żeby Polska się odrodziła. Z tego to wypływa, że jak ktoś w tym wzrósł i miał tą świadomość narodową to tak dalej to szło…

Powstanie warszawskie wiele dało głównie dla naszych niby to przyjaciół ale tak naprawdę okazało się potem, że wrogów- dla Francji, dla Anglii… Ale szczególnie dla Niemców. Bo gdyby nie powstanie warszawskie to wojska rosyjskie miałyby ofensywę, poszyłyby na zachód i zajęłyby całe Niemcy. Także my właściwie pomogliśmy im a nie sobie.

Do tego mogę dodać jeszcze, że nie byłoby wtedy Dnia Żołnierzy Wyklętych, który mamy już od 2 lat, nie byłoby związków kombatanckich NSZ, którzy do 1990 byli traktowani jak bandyci. Dopiero w 1990 r. można było założyć swój związek kombatantów.

Także tak jak mówię, według mnie koszty były zbyt wielkie, szczególnie dla rodziny bo młodzież walczyła i ginęła a przez to cierpiał ojciec czy matka czy inni bracia lub siostry… Tego nie można zważyć, nie można tego ocenić ale trzeba brać to pod uwagę. Dlatego teraz ja się cieszę, że jest ONR ale musi on walczyć rozważnie.

Źródło: http://blogpatriotki.blogspot.com/2013/05/moj-wywiad-z-kombatantem-nsz-panem.html

http://blogpatriotki.blogspot.com/2013/05/moj-wywiad-z-kombatantem-nsz-panem_4.html

Serdeczne podziękowania dla Nacjonalistki i p. Ryszarda za niezwykle wartościową lekcję historii. Redakcja.

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.