Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 11, 2015 Przez a303 W Informacje oraz publicystyka z Polski

Wojna służb

Hieny gryzą się z szakalami, czyli co z tego wynika dla padliny.

a

W zamierzchłych latach 90-tych okazało się nagle, że lubelscy prokuratorzy jeżdżą po pijaku, a z kolei agenci UOP i policjanci biorą łapówki. Służby i wymiar sprawiedliwości na chwilę ochoczo wzięły się za tropienie niegodziwości we własnych szeregach… We własnych? A no właśnie, nie był to bynajmniej przebłysk ozdrowienia państwa. To UOP wystawiał policji „proroków”, a ci zamykali gliniarzy. Po kilku miesiącach wszystko wróciło do zwykłej normy III RP, do bud zagnano spuszczonych wcześniej dziennikarzy na usługach obu grup, wojna służb została zakończona. Czy teraz na skalę ogólnopolską jesteśmy świadkami kolejnej?

Mundury kontra togi

Na podstawie dostępnych informacji trudno jest wskazać kto właściwie z kim i o co walczy, ani czy sojusze ujawnione przy pierwszej odsłonie afery taśmowej – są jeszcze aktualne. Wówczas, przed ponad rokiem – dość ewidentnie  Prokuratura Generalna i ABW oderwały się rządowi, podbijając aferę rozpaczliwie wygaszaną przez służby podległe bardziej wyraźnie premierowi. Dziś najgoręcej przedstawiają się znowu stosunki na linii „rządowe” CBA vs. PG, w końcowym już okresie rządów  Andrzeja Seremeta. Niestety, widzimy tylko elementy układanki. Czy tropienie przez agentów Biura domniemanej korupcji w Prokuraturze nie współgra z ochoczym zajęciem się przez prokuratorów donosami na CBA ujawnionymi przez posła  Burego? Czy „akcja  Stonoga” to odgrzanie wyciszonej (także przez główne media) afery celem dorżnięcia rządowej watahy, czy przeciwnie, strzał wymierzony w Seremeta, jako potencjalnego sprawcę wycieku, a w każdym razie decydenta skompromitowanego jego zaistnieniem? Sprawę komplikuje dodatkowo, że zamiary uczestników rozgrywki, której reguł i celów nie znamy – nie muszą pokrywać się z uzyskiwanymi efektami.

Pierwszy więc i oczywisty wniosek sprowadza się do stwierdzenia, że  mamy do czynienia z wojną służb, nakładającą się, czy też wykorzystującą istniejące podziały w obrębie obozu władzy.  Być może doprowadzi ona do istotnych przegrupowań w jego obrębie, zmian układ sił, który i tak rozpoznajemy raczej objawowo. Jest to przypadek hieny gryzącej się z szakalem, zdarzenie mało interesujące tak dla potencjalnej zwierzyny łownej, jak i dla poważniejszych drapieżników. Rezultat, acz interesujący z punktu widzenia będącego przedmiotem sporu dostępu do padliny samego losu truchła (w tym przypadku III RP) już poważnie nie zmieni.

Interpretacje ważniejsze od faktów

Druga kwestia to same ujawnione przez Stonogę materiały. Ich obszerność z jednej strony utrudnia odbiór przez tzw. przeciętnego wyborcę, a jednocześnie pozwala, by strony wyżej zarysowanego sportu wróciły do znanych śpiewek. – A o co chodziło  Falencie…?! – znowu docieka „Wyborcza” (co łagodnie mówiąc nie jest jednak kluczowe, a co od miesięcy stanowiło jedyną właściwie obronę środowiska rządowego). – A jakie są obowiązki mediów, ujawniać, czy chronić?! – biadają „autorytety”, co już zupełnie nie ma żadnego znaczenia, bo w końcu zadaniem dziennikarzy jest robić co im się każe, a nie dociekać sensu otrzymywanych rozkazów…

Również dyskusja o samym Stonodze nie jest szczególnie ciekawa. Do takich zadań przeważnie przecież wykorzystuje osoby mało poważne i łatwe do skompromitowania (vide  Gasiński, czy modny ostatnio  Sumliński). Nb. mechanizm takiego zagrania, jak to zwykle w Polsce bywa – został przedstawiony w… filmie fabularnym, a konkretnie w „Ekstradycji”, w której diaboliczny  Kowalski  opowiada  Halskiemu  jak kompromituje się krucjaty antykorupcyjne mieszając fakty i dowody z ewidentnymi bzdurami. Nie, to wszystko są przyczynki, w dodatku zaciemniające sprawę ważniejszą. Otóż w realiach demokracji medialnej na wyborców wpływają wszak nie tyle fakty i wydarzenia, ale ich interpretacje.  Pytanie więc brzmi nie tyle co obywatele przeczytali/przeczytają w ujawnionych zeznaniach, tylko co zapamiętają, że mają z nich zrozumieć.

III RP oligarchiczna i marginalna

I to jest kwestia trzecia, stosunkowo najprostsza. Otóż jakby nie czytać i nie interpretować – III RP w świetle złotych myśli swych decydentów jawi się przede wszystkim jako państwo oligarchiczne, a więc obciążone grzechem, który tak lubimy przypisywać innym krajom postkomunistycznym i postsowieckim. Dominująca rola  Kulczyka, oczywista od dwóch dekad, jest nagraniami i zeznaniami prominentów tylko prosto potwierdzona. Dalej – oczywista jest niesamodzielność państwa polskiego, jego marginalność, nawet z punktu widzenia samych rządzących, myślących tylko o ucieczce stąd do prawdziwych dochodów i układów władzy. Władcy III RP faktycznie więc są tylko odmianą gorzej wykwalifikowanych, za to wyżej opłacanych gastarbajterów, wypluwanych rok rocznie przez Polskę. No i wreszcie obserwacja równie oczywista – rządzą nami prymitywy, mające trudność ze złożeniem poprawnie zdania po polsku, posługujące się knajackim, pseudo-gangsterskim bełkotem, jak  Bieńkowska Wojtunikiem.

To wszystko widać nawet przy pobieżnej lekturze już ujawnionych akt. Pytanie – co z tego jest nowe i dla kogo? Z drugiej strony jednak niekiedy przełomowe okazuje się kolejne już powtórzenie faktów oczywistych, bo w którymś momencie trafiają one już nie tylko do przekonanych i rozumiejących, ale także do tych, którzy dotąd wierzyć nie chcieli, starali się nie wierzyć, albo po prostu nie interesowali się przyczynami, dla których nasze (?) państwo istnieje coraz bardziej teoretycznie. Czy tym razem mamy do czynienia z przełomem na miarę węgierskiego, czy przynajmniej macedońskiego (który właśnie ten ostatni kraj wciąga powoli w wir wojny nie tylko domowej…)? Poprzednio się nie udawało, naród o mentalności niewolniczej nie odnajdował w sobie woli ani umiejętności zmiany stanu rzeczy, na którego skutki umie wyłącznie narzekać. Tym razem narzędzia rozładowania ewentualnego niezadowolenia są przed nadchodzącymi wyborami usłużnie podsunięte, może więc Polacy dadzą je sobie wepchnąć w ręce,  zadowalając się kolejnym liftingiem III RP.

Kto przetrwa?

Na marginesie jednak planów, które mogą, ale tylko mogą dać rezultaty o poważniejszym nieco dla Polski znaczeniu (nawet czasowe bowiem rozbetonowanie sceny politycznej i tak jest pewną poprawą w stosunku do niedawnej stazy) – i tak ważniejsze, przynajmniej dla domniemanych reżyserów spektaklu, wydają się względy taktyczne. Takie, jak utrudnienie integracji Platformy Obywatelskiej wokół obecnego jej kierownictwa, przyspieszenie schyłku PO w obecnym kształcie, przy jednoczesnym uratowaniu części establishmentu. I na to chyba warto zwracać uwagę będąc biernymi obserwatorami wojny służb: nie kto wygra, nie kto polegnie – ale kto przetrwa.

Konrad Rękas

Źródło:http://chart.neon24.pl/post/123323,wojna-sluzb

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.