Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 2, 2013 Przez a303 W Bliski Wschód

Wojna jest pokojem, czyli moralność Tomahawk`a

I znów Waszyngton szykuje się do tego, co potrafi najlepiej: bombardowania ludzi w odległych krajach.

Po raz kolejny, powód zaprezentowany światowej opinii publicznej jest oparty na moralności, implikując, że interwencja militarna posiada jakiś fundament moralny. Nawet biorąc pod uwagę racjonalność uzasadnień prezydenta Obamy dotyczących ochrony cywilnej populacji Syrii przed dalszymi masakrami, to oskarżenia wobec rządu Assada wciąż nie są poparte żadnymi faktami – te w zasadzie obalają wszelkie oskarżenia o użycie gazu nerwowego przez syryjską armię podległą prezydentowi. Rodzi się natomiast pytanie – dlaczego Amerykanie uważają, że ich uzbrojenie i amunicja są bardziej moralne, niż przeciwnej strony?a

W latach 90-tych Bill Clinton, w ramach przywracania stabilności w rejonie Bałkanów, autoryzował użycie ponad 20 tys. pocisków kierowanych, 80 tys. ton ładunków wybuchowych i ponad 35 tys. bomb kasetowych. Na skutek tego zginęły   tysiące cywilów, a dziesiątki tysięcy doznały   obrażeń. Ogromna liczba rannych pozostanie kalekami do końca życia. Bombardowania NATO zabijały członków wszystkich grup etnicznych,  płci i wieku. Dzieci stanowiły 30% wszystkich ofiar, a także 40% ogólnej liczby rannych . Ponadto, około 300 tys. nieletnich odniosło poważne urazy psychiczne i wymagają ciągłego nadzoru medycznego i leczenia. A to nie koniec dramatu – dzieci wciąż padają ofiarą bomb kasetowych, które tuż przed roztrzaskaniem się o ziemię rozrzucają dziesiątki małych ładunków wybuchowych, tylko czekających aż sięgnie po nie rączka ciekawego dziecka i uruchomi ładunek…

W minionej dekadzie, George W. Bush, w ramach przywracania demokracji (na terenach które nigdy demokracją się nie kierowały) rozpętał piekło w Afganistanie, skutkujące śmiercią blisko 700 tys. ludzi, oraz w Iraku, gdzie działania militarne dotychczas pochłonęły już ponad 1,5 mln istnień ludzkich. W kulturach tamtych krajów, gdzie wielodzietność jest normą, dzieci stanowiły ogromny odsetek ofiar, w niektórych regionach stanowiąc połowę wszystkich zabitych od kul i bomb niosących wolność. Miliony ludzi straciło dach nad głową, zostało wypędzonych, wojna zamieniła żyzne rejony w jałowe pustkowia, ocaleli mieszkają w namiotach, w obozach dla uchodźców, a widmo głodu zagląda im w oczy na co dzień.

Dwa lata temu, laureat pokojowej nagrody Nobla, Barack Obama, rozpoczął nielegalną inwazję na suwerenny kraj – Libię. Oficjalnym powodem była, jak obecnie w Syrii, ochrona lokalnej społeczności

a

Syjonistyczne imperium uczy demokracji Irakijczyków

przed uciskającym ją tyranem. W efekcie niesienia demokracji życie straciło ok. 30 tys. ludzi, a dotychczas dostatni kraj popadł w ruinę.

Jeśli gorzka lekcja z Bałkanów, Afganistanu, Iraku czy Libii czegoś nas nauczyła, to na pewno powinniśmy zapamiętać, że wojny wyzwoleńcze przynoszą śmierć wielu  tym, których rzekomo miały wyzwolić. I że pokoju nie zapewni się gradem bomb. Podczas gdy większość mediów zaprezentuje wyidealizowaną i sterylną wersję inwazji na Syrię, prawda jest taka, że wojny zawsze pociągają za sobą ogromne zniszczenie i okrutną śmierć. Biorąc pod uwagę gęste zaludnienie nowoczesnych miast, a Syria jest państwem na wskroś nowoczesnym, nietrudno sobie wyobrazić horror, jaki będzie rozgrywał się wśród rodzin, gdy zaczną na nie spadać amerykańskie „gołębie pokoju”…

Amerykański prezydent i brytyjski premier przed kamerami potępiają istnienie reżimu w Syrii, tymczasem dla dyktatorskich reżimów w Jemenie, Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej wsparcie USA i Wlk. Brytanii trwa do dziś. Brytyjczycy sprzedali nawet broń masowego rażenia w postaci gazów bojowych do Syrii już podczas trwania walk na tamtejszej ziemi. Od dawna uważam, że zachodnie rządy nie muszą zrzucać bomb by uwolnić represjonowanych w odległych krajach – jedynie co trzeba zrobić, to przestać uzbrajać ich oprawców.

Ale gdy jedyne co posiadasz to bomby, wszystko dookoła zaczyna wyglądać jak cel. Przemysł zbrojeniowy w USA to najbardziej rozbudowany kompleks przemysłowy tego kraju, jak i na świecie, pokrywający blisko 40% światowego zapotrzebowania na uzbrojenie, i przynoszący niewyobrażalne zyski. Dla przykładu, pociski kierowane typu Tomahawk były pierwotnie produkowane przez General Dynamics , a obecnie  przez Raytheon – obie korporacje wchodzą w skład kompleksu maszyny śmierci.  Każdy Tomahawk, w zależności od specyfikacji, kosztuje od około 0,6 mln do 1,5 miliona dolarów. Tylko pierwszego dnia inwazji na Libię wystrzelono Tomahawki kosztujące łącznie ponad 100 mln dolarów. Nietrudno zrozumieć, jak wielki wpływ do kieszeni polityków z tytułu rządowych kontraktów i podatków przynoszą transakcje zbrojeniowe – nie dziwi ogrom rozmiarów zbrojeniowego kompleksu (jak i rola ów machiny wojennej, którą odgrywa w zaprowadzaniu NWO i pacyfikowaniu Gojów/a303). A na owoce produkcji trzeba znaleźć i popyt, i cel.

Nie chcę tu skupiać się nad groteską obrazu malowanego przez media, portretującego atak chemiczny jako dokonany przez siły Assada – fakty same wyraźnie ukazują istotę cynicznej manipulacji zapewniającej pretekst do inwazji. Trzeba jednak podkreślać na każdym kroku, że uderzenie militarne na Syrię nie jest rozwiązaniem w żadnym wypadku, a samo założenie o moralności takiego posunięcia jest… moralnie odrażające – jako że taki atak z premedytacją jeszcze bardziej pogłębi ludzkie cierpienia, zamiast im ulżyć.

RJ

Źródło

a

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.