Opublikowano Październik 24, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Wlk. Brytania już opuściła UE pod każdym względem, z wyjątkiem nazewnictwa

źródło: http://blogs.telegraph.co.uk/finance/ambroseevans-pritchard/100020923/britain-has-left-the-european-union-in-all-but-name/

Ze świadomie podjętym zamiarem i celowo, UK już jest out. My tu sobie robimy swoje. Europa galopuje dalej bez nas.

Na pewno można znaleźć jaką elegancką formułkę, jaką przelejemy na papier. Jak to napisał mój kumpel, Daniel Hannan, możemy nadal udawać szwajcarskie zaangażowanie w sprawy UE oraz udawać, że nadal jesteśmy członkiem UE. Bez sensu jest mocno ciągnąć za cugle rozpędzone konie.

Czytelnikom, którzy przegapili te fakty oświadczamy, że UK przygotowuje się do wyjścia z niemal wszystkich dziedzin „sprawiedliwości i spraw wewnętrznych”, tzw. III filaru jurysdykcji UE (filar I to jednolity rynek, filar II to sprawy zagraniczne).

To rewolucja. Wycofujemy się ze 130 dyrektyw obejmujących wszystkie sprawy od Europejskiego Nakazu Aresztowania, Europejskiego Oskarżyciela Publicznego aż po europejski wydział sprawiedliwości (Eurojust).

Na szczęście, Tony Blair wynegocjował prawo do całościowego wyjścia z filaru III, że może do tego dojść zanim to wszystko stanie się prawomocne w the European Court of Justice (ECJ) w 2014 r., czyli zanim ECJ stanie się dla Wielkiej Brytanii sądem nadrzędnym.  (ten sam ECJ, który przyklepał oczywiste naruszenie praw w sprawie Connolly, Andreasen and Tillack, a wobec czego nie ma już dalszej apelacji).

Robimy to na podstawie angielskiego Common Law, jakie wymaga szczególnego traktowania, lecz nikt tak naprawdę nie spodziewał się w tych czasach, że użyjemy opcji wyjścia. (…)

Wycofanie się z podstępnego nakazu aresztowania daje mi szczególną radość. Uważam, że ta legislacja wytworzona została przez machine z Brukseli i Strasbourga wiele lat temu.

Mówiono nam kategorycznie, że jest on wyłącznie po to, żeby ścigać przestępstwa terrorystyczne. Potem stał się „przepisem odnoszącym się do terroryzmu”. Potem do zwykłych przestępstw. W końcu w ostatecznym kształcie okazało się, że dotyczyc też będzie takich spraw, jak ksenofobia, terminu, który inne trybiki maszynerii UE rozszerzyły na swój własny sposób, aby dorzucić do tego eurosceptycyzm.

W końcu odkrywamy, że stosuje się go do aresztowania ludzi, którzy nie zapłacili za parking. Każdy pracownik magistratu może cię ekstradować za cokolwiek bez przedstawienia na to krztyny dowodów. Swoboda wypowiedzi nie jest już bezpieczna, gdyż przestępcze polowanie na czarownice trwa w najlepsze, co wyraźnie pokazuje przykład Włoch w sprawie agencji ratingowych.

(Jakby przypadkiem, Niemcy po prostu olewają ten nakaz. Nie mają nawet zamiaru wydać członka SS do Danii. Jednak my wydajemy każdego, nawet do kraju nad Dunajem, skąd ten ktoś nawiał przed sędziami, a wcześniej dawał łapówki sądownictwu).

Tymczasem UE zmierza wprost w kierunku unii bankowej, zjednolicenia fiskalnego, a warianty unii fiskalnej są już po prostu poza naszym zasięgiem. Przed kim – jeśli mozna zapytać – ta nowa unia bankowa będzie odpowiedzialna? Przed narodowymi parlamentami i sądami? Oczywiście, że nie. Będzie “odpowiadać” przed członkami europarlamentu i przed ECJ.

Cała ta struktura superpaństwa już nabiera kształtu. Nie może być w żadnej mierze demokratyczna, ponieważ nie ma czegoś takiego jak jeden polityczny naród europejski lub wspólny język polityczny, a wszelkie próby naśladownictwa prawdziwych ustrojów demokratycznych, jakie starały się tworzyć starożytne państwa, zawiodły na całej linii. Parlament Europejski ma swój urok, ale to nie jest ciało, jakie może otrzymać potężną władzę wykonawczą i ponosić jakąkolwiek odpowiedzialność.

Eurosceptycy ostrzegali przed pomysł z EMU nie zadziała w wypracowanym kształcie. Unia monetarna tylko podgrzeje kryzys, jaki zmusi do jeszcze bardziej ekstremalnych rozwiązań, aby utrzymać całość na powierzchni i zadziała w roli potężnego katalizatora dla pełnej politycznej unii. Okazało się, że mieli całkowitą rację. Właśnie to dokładnie się dzieje.

Teraz staje się jasne, że brytyjska decyzja o trzymaniu sie zdala od strefy euro, podjęta w Maastricht była de facto decyzją o opuszczeniu UE, gdyż przywódcy brytyjscy obawiali się jej już wtedy. Zajęło nam to 20 lat, ale teraz niemal wszyscy widzimy, że wolne i samorządne UK nie może dalej być częścią tego Projektu.

To tło dla wypowiedzi William Hague’a, jego cri de coeur, jego ostrzeżenie, że gniew w sprawie wdzierania się UE w każdy zakamarek osiągnął już stan wrzenia. „Wielka maszyneria, jaka odebrała proces decyzyjny z rąk narodowych parlamentów, a przeniosła go na poziom europejski będzie działać dopóki nie dotrze do punktu, gdy wszystko będzie rozstrzygane przez UE. To się musi zmienić. Jeżeli nie doprowadzimy do tego, że decyzje wrócą z powrotem do parlamentów narodowych, to obecny system stanie się demokratycznie nie do utrzymania”.

Nic oczywiście na to nie wskazuje. UE idzie swoją drogą w całkiem przeciwnym kierunku. To, co Mr Hague obecnie robi, to przygotowania do naszego wycofania się.

Pewnie, że nie chcemy stracić jednolitego rynku UE, coś co było słodko-gorzkim triumfem Margaret Thatcher sprzed 20 laty, a i Europa nie chce stracic naszego rynku. Musimy wypracować jakieś rozwiązanie.

Stosunki prawdopodobnie będą bardzo burzliwe w ciągu najbliższych kilku lat. Gdy już ukrop trochę ostygnie, okaże się, że znowu nasze stosunki z Europą nagle się poprawią. W chwili, gdy Europa przestanie zagrażać naszym prawom, parlamentowi, demokracji i naszemu stylowi życia, można to nazwać chwilą, gdy wyrzucimy z buta uwierający nas kamień, niemal cała wrogość się skończy.

Znowu pokochamy Europę, mamy dobre ogrodzenia i mamy dobrych sąsiadów.

Komentowanie zamknięte.