Najnowsze

Opublikowano Styczeń 18, 2016 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Wiara nastolatka i świat bez Boga

– Co może Ojciec doradzić nastolatkowi, kiedy cierpi on za swoją wiarę drwiny i szyderstwa w szkole?

– Jeśli człowiek w naturalny sposób wybiera dla siebie tę, czy inną drogę, to powinien on być gotów przejść po tej drodze do końca. I nie ma nic dziwnego w tym, że nie spotyka on po drodze wzajemnego zrozumienia, ponieważ każdy ma swoje własne interesy.

a

To jest kwestia sprawdzenia swego charakteru, jak bardzo człowiek jest silny i zdolny wytrzymać upokorzenia. Albo człowiek idzie na smyczy opinii tłumu, albo dla niego jego własna pozycja jest wartością, której gotów jest bronić.

Taka sytuacja może się wydarzyć nie tylko z nastolatkiem w szkole, ale i z osobą dorosłą, dojrzałym człowiekiem w każdym zespole, gdy nie akceptuje on praw, według których żyje ta społeczność. Wtedy powinien być on gotów powalczyć o siebie duchowo i w tym sensie trochę wycierpieć.

W ogóle, wierzący nastolatkowie, którzy uczą się w szkołach świeckich – to w dużej mierze męczennicy. Prawdziwi współcześni męczennicy, ponieważ oni świadomie żyją po chrześcijańsku w środowisku, które jest tak agresywnie nastawione do wiary, jak nigdy dotąd.

Były czasy, kiedy wierzące dzieci cierpiały z tego powodu, że je siłą przyjmowano do pionierów, komsomolców, wiele szło wbrew własnemu sumieniu, ponieważ zostały postawione w takich warunkach. Nauczyciele wywierali presję na rodziców, dzieciom nie wolno było w szkole nosić na sobie krzyżyka, były nawet znęcania się. Tym niemniej jednak nie było takiego strasznego stanu agresji, jaki obecnie przeżywają dzieci w szkołach, nie tylko ze strony antyreligijnego nacisku, ale ze strony nacisku grzechu, najbardziej wynaturzonych relacji między ludźmi.

– Czują się oni przez to „słabym ogniwem”?.

– Zgadza się. Dlatego chrześcijanina, który znalazł się we współczesnej szkole, można przyrównać do męczennika i pokutnika. On, nie patrząc na nic, żyje i postępuje po chrześcijańsku, nie idzie na sznurku towarzystwa, nie wstydzi się wyrażać swego stosunku na temat grzesznych zjawisk, a z drugiej strony, uczy się, aby nie złościć się i modlić się za swoich przyjaciół i wrogów. Myślę, że ze współczesnego naśladowania Chrystusa jest to najbardziej skomplikowana, trudna droga. Jeśli wcześniej dorośli byli nosicielami krzyża, to teraz on spoczął na barkach naszych dzieci.

– Czy uważa Ojciec, że nauka w szkole prawosławnej może być rozwiązaniem?

– Istnienie prawosławnych gimnazjów, które dają dzieciom możliwość uniknięcia wielu problemowych sytuacji na bazie wiary, często nie przemawia na korzyść tych gimnazjów. Ponieważ dzieci często okazują się letnimi i obojętnymi na wiarę i Cerkiew. Nie są one w stanie, ani wyznawać, ani bronić swojej wiary. Rosną one, można powiedzieć, w cieplarnianych warunkach, wśród innych o podobnych poglądach. Ale potem kończą szkołę i zaczynają się wstydzić swojej wiary, ukrywać ją. I stopniowo wchodzą do otaczającego świata, całkowicie się w nim rozpuszczając.

To jest problem prawosławnych gimnazjów i tych cieplarnianych warunków. Dlatego wyczyn dźwigania krzyża wierzących dzieci w szkołach świeckich nawet jeśli czasem trzeba im iść na sznurku towarzystwa, i gdy nie są one takie „czyściutkie i wygładzone”, jak dzieci gimnazjów prawosławnych myślę, że zakrywa liczne ich braki osobiste i wady postępowania.

– Przemilczeć i przecierpieć – jest to siła czy słabość?

– Może być jednym i drugim w stanie różnych ludzi. Nie odpowiadać na cios i nadstawiać drugi policzek – za tym może się kryć zarówno tchórzostwo jak i odwaga. Tutaj to samo. Dlatego dzieci, które znajdują się w takich warunkach my, rodzice, powinniśmy uczyć przede wszystkim nie bać się. Jeśli dziecko trochę się boi, ukrywa swoją wiarę, jeśli łatwiej jest mu nie odpowiedzieć ciosem na cios – to lepiej jest nauczyć go przejawiania odwagi, aby nie pasował, nie był poniżany. Przecież kiedy człowieka się poniża, to znieważa się w nim obraz Boży, jego chrześcijańską godność. A jeśli umie on siebie obronić – to bardzo dobrze.

Dlatego zdarza się tak, że dziecko milczy z tchórzostwa, nienawidzi swoich krzywdzicieli i usprawiedliwia siebie tym, że postępuje z pokorą. Ale kiedy człowiek dojrzał na tyle duchowo i ma w sobie odwagę, aby nie odpowiedzieć na cios, a stara się postępować zgodnie z Ewangelią i jest w stanie modlić się za tych, którzy go obrażają – to jest to wysoki czyn chrześcijański. O takim dziecku można mówić z podziwem. To często nie jest dostępne wierzącym dorosłym, z dużym doświadczeniem wiary.

– A bywa i tak, że w tak trudnym czasie nastolatka zdradzają przyjaciele, przechodząc na stronę krzywdzicieli. Jak znaleźć w sobie siły do przebaczenia?

– Trudno jest tutaj udzielić rad, każda rada w tym przypadku będzie nieuzasadniona i wymyślona. Przed zdradą nikt nie jest ubezpieczony. Są takie rzeczy, które po prostu trzeba przeżyć, doświadczyć, przecierpieć. A kiedy w życiu człowieka zdarzają się nieszczęścia, zdrady, to powinien być on na to przygotowany. Nasze życie – to nie piernik miodowy, pełen tylko dobrych niespodzianek. Prędzej będzie wymagana tutaj nie rada, a pocieszenie, wsparcie ze strony pozostałych przyjaciół, rodziców, spowiednika, chociaż i to nie zawsze pomoże człowiekowi.

A tym bardziej mówić: „Pomódlcie się za nich” – w takich momentach człowiekowi nie zawsze jest dawana szczera modlitwa. Niektóre rzeczy leczy tylko czas, na długo pozostają one raną w sercu. Ale to później daje człowiekowi możliwość dokładniejszego poznania ludzi, mieć wyrozumiałość dla ich słabości, poważniej odnosić się do wyboru swoich przyjaciół. I rozumieć, że przyjaźń to nie jest stan, kiedy przyjemnie jest nam przebywać w pobliżu człowieka, ale kiedy pozostaje się z nim razem w najtrudniejszych chwilach.

I należy bardzo dobrze przeanalizować siebie samego: Czy zawsze przyjaźnisz się tak, jak chcesz, aby i inni przyjaźnili się z tobą? Czy zawsze możesz pójść z przyjacielem do końca w trudnych sytuacjach i wspierać go, dzielić się z nim swoim sercem? Czy tylko po prostu czekasz na to, aby wszyscy dawali ci, nic nie dając w zamian, a kiedy stanie się nieszczęście, to smucisz się: „Jakże to? Przecież byłeś moim najlepszym przyjacielem?”. Jeśli naprawdę dawałeś mu wszystko, co najlepsze, to nie może to pozostać bez owoców. Być może, ten człowiek jeszcze powróci.

Wiecie, krzywdy wyrządzane są człowiekowi po to, aby nauczył się je przebaczać. Na początku chociaż na najmniejszym poziomie. Tak, to jest strasznie trudne, ale innej drogi w życiu Chrześcijanina nie ma. I wydaje mi się, mimo wszystko, że Chrześcijanin powinien pozostać otwartym: „miłość wszystkiemu wierzy, wszystko przebacza”. Dlatego Chrześcijanie – to są ci, którzy bardziej niż wszyscy pozostali, cierpią ból, są bardziej ufni, inaczej patrzą na świat. Dla nich człowiek – to ten, którego można wpuścić do swego serca. I to uczucie nie powinno w nas słabnąć.

Z wywiadu z ojcem Aleksijem Umińskim

15 listopada 2015 r.

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

29.12.2015 r.

Źródło:

Na portalu Moskwa – Trzeci Rzym:

Wiara nastolatka i świat bez Boga…

Вера подростка и мир без Бога…

http://3rm.info/publications/60280-vera-podrostka-i-mir-bez-boga.html

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.