Najnowsze

Opublikowano Luty 7, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Warszawa – Babilon ostatnich czasów, czyli nowa ‘polska bohaterka’?

Źródło: http://sakayayallah.wordpress.com/2013/01/21/warszawa-babilon-ostatnich-czasow/

Data publikacji: 21.01.2013

Obudziliście się kiedyś z tytułem brzmiącym w głowie jak rozkaz? Ja dzisiaj tak. Odkąd przetarłam zaspane oczy, wiedziałam, że muszę o tym napisać.

24 lata temu poznałam mojego przyszłego męża. Pracował wtedy w Warszawie, ale pochodził (jak większość ‘warszawiaków’) z małego miasta w Polsce C. Na początku znajomości odwiedzaliśmy się wzajemnie dość często. Kiedy kończył pracę, łapał okazję i po kilku godzinach mogłam go już przytulić. Kiedy nie mogliśmy się rozstać, zabierał mnie z sobą i nocnym pociągiem jechaliśmy do stolicy. On szedł do pracy, ja do jego wynajętego mieszkania, żeby sprzątnąć, czy ugotować.

Z tamtego czasu Warszawę pamiętam jako miasto, szare, straszne i brudne. A najlepiej zapamiętałam Centralny. Głównie bezdomnych, narkomanów i prostytutki. Dzieciaki z ‘dworca zoo’. Młodych ślicznych lub nieładnych chłopców, wdzięczących się do ‘tatuśków’, złodziejskie dziecięce bandy, ‘etatowych żebraków’, stragany z dobrobytem Zachodu rozłożone gdzie popadnie i obrzydliwą wodę, z której nie dało się zrobić herbaty.

Mężowi złożono wtedy propozycję nie do odrzucenia. Oferta pracy i mieszkanie w Warszawie centrum. Na własność! Powiedziałam: ‘Nie’. I zostaliśmy w Polsce C. To nie jest najważniejsze, jak potoczyły się nasze losy i ‘co by było gdyby…’, ale to, że udało mi się tam nie zamieszkać.  Do tej pory poczytuję sobie tę decyzję za wielką życiową mądrość i cieszę się, że tak zdecydowałam. Bajanie o tym, że Warszawa to ‘miasto szans’, można dzisiaj najwyżej skwitować pustym śmiechem.

Warszawa współczesna to miasto pozbawione klimatu, w którym przeszłość i tożsamość dawno już odeszły w zapomnienie wraz z wymierającym pokoleniem, pamiętającym jeszcze znaczenie słów ‘Bóg, Honor, Ojczyzna’ lub po prostu ‘człowiek’. Jest wyższa niż była, większa, brudniejsza, głośniejsza i straszniejsza niż kiedykolwiek. Można tu co prawda jeszcze jakoś zarobić, ale od Polski C różni się tylko tym, że więcej w niej śmieci. Ktokolwiek czuje się dumny z tego, że żyje w tym mieście, ma poważny problem. Miasto sprawdza się natomiast świetnie jako izolacja dla miłości, zażyłości, empatii i innych ludzkich uczuć. Oczywiście ludzie tu żyją, pracują, kochają, mnożą się… jak wszędzie. Miasto grzeszy brakiem pokory i wyniosłością władcy, przechadzającego się w purpurze  podczas gdy poddani widzą jego nagość. W dodatku brzuch obwisł, pośladki straciły jędrność, a rachityczne, pozbawione mięśni kończyny są ledwie w stanie udźwignąć ciężar ciała i korony.

Administracyjnie Warszawa jest stolicą, ale. Nic z niej nie promieniuje. Ani na kraj ani na Europę. Społeczność tego miasta powinna być właśnie taka z założenia. Prowadzić, dowodzić, nadawać ton. A znaleźć tu można w większości miałkość nad miałkościami, z którą naprawdę nie mam najmniejszej ochoty się identyfikować, a już najmniej podawać komukolwiek za wzór. Widać to codziennie w sieci, na ‘blogach roku’, w tv, radiu… Warszawka. Zadupie jakich mało, niebotycznie drogie, szare, zadęte, bez klasy, z kompleksami. Środowiska twórcze bądź opiniotwórcze, za jakie chciałyby uchodzić, nie istnieją, mądrych ludzi jak na lekarstwo, ważne, żeby mieć lifting, botoks, lans, ciuch, ‘ścieżkę’. Tutaj portfel już dawno zastąpił intelekt, a synonimem życia jest ‘życie towarzyskie’. Tak zwane elity zbliżają się z niebezpieczną prędkością do j-elit, skąd, jak wiadomo, zostaną równie szybko wydalone i spuszczone w klozecie.

‘Warszawa żegna wieś’, tak udało się kiedyś Robertowi Gawlińskiemu (chyba na haju) po imprezie w Opolu, o ile pamiętam w 2007 r., pożegnać w niezręczny sposób swoich fanów. Słodkie, prawda? Kiedy ktoś z ‘prowincji’ podniesie głowę i ‘obszczeka’ warszawkę, albo podniesie nogę i ją ‘oleje’, odzywają się watahy obrońców, że to z powodu kompleksów, jakie ma prowincja wobec stolicy. Żal d*pę ściska, bo jakiż kompleks mogą mieć piękne, zielone i przyjazne miasta, z ludźmi mówiącymi sobie ‘dzień dobry’, wobec stalowo-szklanego molocha najeżonego reklamami, gdzie korpostyl życia stał się religią, język polski zastępuje już oficjalnie ponglisz, a słowo modelka lub aktorka stało się synonimem dziwki.

Warszawa, jak Los Angeles, wchłania codziennie swoich ‘meksyków’ z prowincji czy krajów ościennych, wieczorem wypluwa zużytych i zmęczonych. Pewnie, gdyby cała jej ‘obsługa’ jutro nagle wyjechała, zalałaby ją rzeka fekaliów. Kto umyłby wszystkie kible w domach i firmach, kto by odkurzył, wyrzucił śmiecie, zrobił zakupy, zajął się dziećmi, ugotował obiady… Redaktorzy, redaktorki, celebryci, politycy, prawnicy, lekarze, menedżerowie różnych szczebli mieliby przechlapane. Ale może właśnie dlatego, że ta siła robocza jest tak… ‘prowincjonalna’, szacunku do niej brak. A co sami sobą reprezentują ci ‘lepsi’? Zobaczcie na…

Zresztą, po co mam podawać linki, i tak wszyscy wiedzą, gdzie zobaczyć ostatnie wypowiedzi medialnych zabotoksowanych potworków na tematy modelek, seksu, zarabiania, można też zobaczyć cenniki, usłyszeć o ‘modelkch medialnych’, dowiedzieć się, że „lepiej dać dupy jako modelka, niż jako niemodelka” oraz z niemym zdziwieniem zauważyć, że rodzi się w naszym pięknym jeszcze kraju nad Wisłą nowa ‘bohaterka’. Kto? kur*a. A któżby inny? Tak u nas zwykle bywało, a pisał o tym jeszcze Sz.P. Marek Głowacki, pisarz. W felietonach „Z głowy” wspominał owe panie, dawniej prosperujące jako luksusowe mewki, które powychodziły za mąż za Włochów czy Niemców, a obecnie powracały z kasą jako ‘pierwsze damy’ biznesu, perfumiarstwa, dobroczynności…

„Dla mnie to są bohaterki. Kobiety, które same, ciężką pracą budują sobie przyszłość i dostatek” – mówi o paniach najstarszego zawodu świata pan Marek Raczkowski, rysownik. Oczywiście jako bywalec i znawca, ma kwalifikacje, by składać takie oświadczenia. Seksafera ze stręczycielstwem,  ‘modelkami’ i medialnymi potworkami w tle zabawna nie jest. W efekcie może się przecież udać jej ‘bohaterom’ przekonać młode Polki do rzucenia prawa, medycyny czy architektury i wzięcia na serio we własne ręce, nomen omen, tego biznesu. Co na to rodzice? Może też po bohatersku odłożą dyscyplinę, bo w końcu… się nie wymydli, a bunga-bunga w Londynie, Mediolanie, Berlinie, Paryżu czy Dubaju to świetny start wielu współczesnych karier.

cennik

http://www.pudelek.pl/artykul/49282/radoslaw_m_i_tomasz_l_placili_za_seks_modelkom_zobacz_cennik/

Stanęliśmy na skraju przepaści (powiedział onegdaj towarzysz ‘Wiesław’ – Władysław Gomułka), a teraz uczynimy ogromny krok naprzód. Ten krok to kompletne zidiocenie, a warszawka w tym przoduje. Codziennie dowiadujemy się, jak to jest fantastycznie kogoś pobić, schlać się, prowadzić auto po pijaku, zmieniać partnerów jak rękawiczki, załatwiać przez pościel interesy, pokazywać goły tyłek… Oglądamy, czytamy i słuchamy na co dzień mnóstwa medialnych potworków, młodzież mawia, że się tym ‘jaramy’, a mnie zawsze zastanawiało, dlaczego wydawałoby się normalni ludzie potrzebują oklaskiwać kogoś, kto nie umie śpiewać, ale umie zdjąć majtki, i jeszcze mu za to słono płacą. Normalny człowiek powinien mieć świadomość, że to cyrk ze stadem małp. Brutalnych, gotowych na wszystko, z manią wielkości, rozdętym ego, niestety… bezpodstawnie.

Sugeruję na dowolnym warszawskim placu umieścić pomnik ‘nowej polskiej bohaterki’ w dowolnej pozie (kamasutra udostępnia ich spory wybór), a w wikipedii jutro powinno pojawić się nowe hasło. Może brzmieć mniej więcej tak: „Ku*wa – ‘nowa polska bohaterka’, kobieta ciężko pracująca, zarabiająca nierządem na swoją przyszłość. Tu pojawią się nazwiska prekursorek, opatrzone krótkimi osiągnięciami i cenniki w kilku walutach. Następnie znajdzie się wzmianka o pomniku i jego twórcy, jak również ważnej osobie, która przecięła wstęgę na otwarciu. Będą też szczegółowo opisani i obfotografowani wszyscy celebryci, którzy wzięli udział w imprezie, projektanci ich butów i torebek, potem znajdziemy informacje o nowo powstałym na jakiejś prywatnej uczelni kierunku studiów… Co jeszcze? Publikacje, filmografia, linki.

Enjoy, Warsawka! Jesteśmy dzięki tobie na dnie. 

Komentowanie zamknięte.