Najnowsze

Opublikowano Maj 25, 2015 Przez Jan W Świat

W okowach wojny informacyjnej

Jednym ze słabo dostrzeganych w Polsce przejawów „nowoczesności” Trzeciej Wojny Światowej jest rozpętana na niespotykaną dotąd skalę wojna informacyjna. Jesteśmy pierwszymi ofiarami tej wojny.

a1

Wpływa ona na nasze zachowania, chociaż nie zawsze potrafimy rozpoznać jej charakter i skutki. Są to skutki równie niszczące, jak broń chemiczna.

Pole walki informacyjnej

Pod wpływem nowoczesnych technik inżynierii społecznej znajdują się praktycznie wszyscy ci, którzy bezkrytycznie korzystają z sieci komunikacyjnych, często bez świadomości, iż są to sieci „podłączone” do agencji wywiadowczych, których udział w wojnie informacyjnej jest szczególnie ceniony. Agencje te zajmują się nie tylko inwigilacją, lecz również aktywnie uczestniczą w przygotowaniu projektów politycznych, w tym mających na celu dokonanie przewrotów politycznych, np. „kolorowych rewolucji”. Oczywiście w takich projektach zaangażowane są różne podmioty i fundusze w ramach porozumienia i „podziału zadań”.

W latach 1990-2014 w Stanach Zjednoczonych gromadzono doświadczenia i doskonalono model aktywnej agresji informacyjnej, w którym znajdujemy dwa podstawowe elementy: przekonanie opinii publicznej o konieczności podjęcia działań militarnych oraz demonizowanie przeciwników. Obydwa elementy ściśle ze sobą współgrają, umożliwiając przerzucenie odium agresji na ofiarę agresji.

Obecna wojna informacyjna jest jednak szczególna. Po raz pierwszy bowiem dotychczasowy model agresji informacyjnej okazał się mało efektywny, a ponadto spotkał się ze skuteczną kontrakcją propagandową. Dlatego zamiast gładkiej realizacji „kolorowej rewolucji” w Rosji doszło do wybuchu otwartej wojny informacyjnej. Odnotowano to szeroko w mediach europejskich, uznając sukces propagandowy Rosji oraz potrzebę stworzenia strategicznego planu komunikacji „w celu przeciwdziałania rosyjskiej dezinformacji”.

Jednocześnie jednak niektóre media europejskie postulują odejście od retoryki wojennej i ofensywę informacyjną opartą na zasadach współpracy między Wschodem i Zachodem, na przykład przyjętych w założeniach KBWE. Różnica stanowisk jest poważna i godna uwagi. Dotychczasowa strategia ma charakter wojenny, stanowi wraz z wojną ekonomiczną i finansową niezbędny element wojny globalnej. Natomiast uznana przez wpływowe media europejska opcja „przeciwdziałania rosyjskiej dezinformacji” sprowadza działania informacyjne do doświadczeń chłodnej wojny (z perspektywą odbudowy dobrych stosunków z Rosją).

W relacjach Polska-Rosja dominuje wojownicza postawa „proamerykańska” i antyrosyjska z jednej strony oraz coraz szerzej rozprzestrzeniana postawa antypolska z drugiej strony. Fałsz postawy antyrosyjskiej jest oczywisty: to gloryfikacja postawy i działalności sił rządzących obecnie na Ukrainie, w tym zbrodniczych formacji nazistowskich (właśnie mamy pierwszą rocznicę zbrodni dokonanej w Odessie). Jest to aktywne popieranie wojny bratobójczej na Ukrainie, czyli wyniszczania ludności. Fałsz postawy antypolskiej w Rosji jest równie widoczny. Jest to generalizowanie negatywnego stosunku Polaków do Rosji i budowanie wizerunku Polski jako państwa napastniczego. W obydwu przypadkach brak argumentacji i logiki wypełniają „argumenty” historyczne, czyli tendencyjne i powierzchowne interpretacje historii stosunków polsko-rosyjskich.

Nie jest bezpodstawne przypuszczenie, że obydwie narracje – antyrosyjska i antypolska – są rozwijane przez te same ośrodki decyzyjne i mają na celu sprowokowanie konfliktu niszczącego ludność obydwu krajów. Tak, jak to się dzieje na Ukrainie.

Propaganda i dyktat

Cechą charakterystyczną propagandy antyrosyjskiej w Polsce jest nieliczenie się z prawdą, ale przede wszystkim – z opinią Polaków. Jest to forma propagandowego dyktatu ze strony kręgów rządzących w Stanach Zjednoczonych i w Unii Europejskiej (ważne: nie rządów, lecz kręgów rządzących).

W ślad za tym idzie coraz brutalniejsze eliminowanie wszelkich prób rozluźnienia tego dyktatu. Mało kto jednak chce przyjąć do wiadomości fakt, że dotyczy to wszystkich bez wyjątku krajów postkomunistycznych (i nie tylko). Dotyczy to również rzekomo „znienawidzonej” Rosji.

Podporządkowanie polityki w Polsce wymogom wojny jest najbardziej jaskrawym przykładem twardego dyktatu. Trudno zaprzeczyć, że działania polityczne w Polsce (w tym wszystkie główne partie polityczne i niemal wszystkie media) zostały praktycznie przeorientowane na zaangażowanie wojenne przeciwko Rosji.

Mniej wyraźnie natomiast widać, że polityka ta jest wymierzona nie tylko w Rosję. Ponieważ zagraża ona egzystencji narodu polskiego, jest wymierzona również w Polskę. Koncepcja strategii wymuszenia wzajemnego wyniszczenia narodów nie jest bynajmniej fikcją; znajduje usprawiedliwienie w neomaltuzjańskiej strategii politycznej światowej oligarchii finansowej. Przypomnimy tylko jedno stwierdzenie Zbigniewa Brzezińskiego: „Mówiąc wprost, w dawnych czasach było łatwiej kontrolować milion ludzi, niż fizycznie zabić milion ludzi, dziś jest nieskończenie łatwiej zabić milion ludzi niż kontrolować jeden milion osób”.

W Polsce rozpoczęło się brutalne tłumienie opinii społecznej i deprecjonowanie ludzi wyrażających sprzeciw wobec wciągania Polski w militarny konflikt z Rosją. Osiągnęło to rozmiary większe niż w ponurym okresie stalinizmu.

Musimy pamiętać: czym innym jest sojusz, czym innym dyktat.

Błędna geopolityka  

Tak w ogólnym zarysie przedstawia się obraz sytuacji geopolitycznej Polski. Ale konieczna jest zasadnicza korekta. Rozważania ograniczone do geopolityki rozumianej jako ustalenie udziału państwa lub regionu w polityce międzynarodowej, w tym konfrontacji sił między państwami są współcześnie niewystarczające i prowadzące do błędnych wniosków. Na tej kanwie bowiem zaznaczają się bowiem głównie scenariusze wojenne, na przykład zagrożenia militarne w nieokreślonej bliżej przyszłości lub przeciwnie – wizje trwałego pokoju światowego. Tymczasem od kilku lat mamy do czynienia z ostrą konfrontacją ideologiczną i ekonomiczną, która przybiera coraz częściej charakter wojny ekonomicznej, finansowej czy walutowej. Powiększa to ilość uczestników konfliktów geopolitycznych, ponieważ wojna ekonomiczna toczy się przede wszystkim na rzecz grup interesów gospodarczych, nie zaś między poszczególnymi narodami.

Relacje geopolityczne stają się więc bardziej skomplikowane niż kilkanaście lat wcześniej, a ich poznanie wymaga zaawansowanej wiedzy ekonomicznej. Tej niestety na ogół brakuje. Nie brakuje natomiast licznych nadużyć związanych z tendencyjnym „omijaniem” niewygodnych zagadnień ekonomicznych.

Nietrudno zauważyć, że na przykład w Polsce wszystkie liczące się partie polityczne oraz wszystkie media są „wysterylizowane” z problematyki społeczno-ekonomicznej, w tym zwłaszcza z dyskusji nad polityką ekonomiczną państwa, a także z wiedzy o międzynarodowych stosunkach ekonomicznych i finansowych. Rodzi to nie tyle nadmierne eksponowanie rzeczywistych lub pozornych konfliktów politycznych, ile wywołujące zażenowanie umysłowe ubóstwo. Z tym najwyraźniej mamy do czynienia w interpretacji wojny z Rosją. Wszystkie głośne obecnie narracje wojenne pomijają ekonomiczne aspekty zaangażowania Polski w prowadzoną wojnę i podżegają do militarnego udziału. Nie chodzi tylko o to, że uderza to w mocno nadwątloną gospodarkę narodową.

Niezrozumiałe fakty    

Wojna na Ukrainie nie jest wojną lokalną. Stanowi jeden z głównych elementów globalnej gry politycznej, czego nie będziemy tutaj rozwijać. Brak zrozumienia ekonomicznych aspektów tej wojny prowadzi do paradoksalnych wniosków. Jak bowiem można wytłumaczyć kilka na ogół znanych lub łatwo dostępnych faktów.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

 

Za: http://www.polishclub.org/2015/05/16/artur-sliwinski-w-okowach-wojny-informacyjnej/

Data publikacji: 3.05.2015

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.