Opublikowano Czerwiec 4, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

W jaki sposób chińska “armia za parę groszy” manipuluje opinią publiczną w sieci

Źródło: http://theintelhub.com/2012/06/03/how-chinas-fifty-cent-army-manipulates-online-opinion/

03/06/2012

Epoch Times

prezentacja: Kwatera Główna Al-Kaidy w Tel Aviv (trzeci barak obok Knessetu) 

Liczba chińskich użytkowników internetu w 2011 r. wzrosła do 513 milionów, z których połowa, zdaniem oficjalnych statystyk, używa usług mikro-blogowania. Władze chińskie, zawsze czujne i świadome potęgi tego nowego typu mediów i ich oddziaływaniu na kształtowanie opinii publicznej, poczyniły ogromne wysiłki w celu zdobycia i utrzymania kontroli w dziedzinie walki na płaszczyźnie wirtualnej. Za Wielkim Murem, w tym celu zastosowano taktykę zatrudnienia opłacanych komentatorów online, znanych jako armia za parę groszy albo Wu Mao.

Tajna armia za parę groszy z upływem czasu zaczęła się ujawniać publicznie w postaci politycznie sterowanych komentarzy, uwagach w sprawie rekrutacji oraz opracowanych w szczegółach schematach działania zamieszczonych w sieci. Materiały szkoleniowe i zdjęcia zrobione uczestnikom na oficjalnych spotkaniach szkoleniowych dla sponsorowanych przez rząd komentatorów internetowych, ujawniły wcześniej nieznany aspekt tej skomplikowanej operacji.

Wynagrodzenie za pracę

Niejasne jest, kiedy chiński reżim zaczął używać komentatorów w sposób systematyczny, lecz istnieją wcześniejsze, oficjalne dane wskazujące rok 2004, gdy regionalny rząd Changsha stworzył zespół komentatorów internetowych. Byli oni potrzebni nie tylko do zamieszczania swoich opinii oraz newsów wywołujących zamieszanie, ale również do nadzorowania publicznych stron, aby usuwać „szkodliwe” posty w celu podtrzymania pozytywnego wizerunku reżimu, mówi raport. Każdy komentator otrzymywał 600 yuanów (ok. 100 $) miesięcznego wynagrodzenia. Raport został potem usunięty z oficjalnej sieci, ale stało się dopiero po tym, jak został szeroko rozpowszechniony wśród społeczności internetowej.

Również uniwersytety podążyły tą ścieżką. W 2005 r. władze Nanjing University zamknęły prowadzony przez studentów internetowy biuletyn, gdy ci odmówili „harmonizacji” (eufemizm na zjawisko cenzury) jego zawartości. Gdy później została otwarta nowa oficjalna wersja z użyciem starej domeny, władze uczelni same wyznaczyły do jej prowadzenia kadry studenckie oraz kilku „entuzjastów” w charakterze komentatorów. Osoby te były opłacane wg zasad oceny miesięcznych dokonań. Zadaniem komentatorów na Nanjing University było “neutralizowanie” krytycznych informacji dla władz poprzez zamieszczanie pozytywnych informacji, odpowiadanie na posty oraz “tworzenie aktywnego i zdrowego” środowiska internetowego uniwersytetu.

Tworzenie “pozytywnej propagandy”

Nie wiadomo, ilu internetowych blogerów wynajął chiński reżim, lecz niektórzy szacują ich na setki tysięcy.

Podczas posiedzenia politbiura, 23.01.2007 r., Hu Jintao zażądał “wzmocnienia wysiłków na froncie walki ideologicznej oraz kształtowania opinii publicznej oraz konstruowania pozytywnego publicity” (co da się przetłumaczyć również jako propagandy). Wkrótce potem, Komitet Centralny Partii i Rada Państwa zażądała od wszystkich największych chińskich stron internetowych oraz władz lokalnych dokonania selekcji „towarzyszy o dobrym profilu politycznym” i utworzenia zespołów komentatorów internetowych.

Wielkość tych zespołów różni się w zależności od regionu. Wcześniej mówiono, że składały się one z 10-30 osób. Ale w czerwcu 2009 r. ogłoszono w Pekinie projekt naboru 10 tysięcy osobników do zadania monitorowania internetu, jednocześnie informując że niebawem również inne miasta pójdą tym przykładem.

To ogłoszenie najwyraźniej było odpowiedzią na marcowe (2009 r.) oświadczenie pisemne partii chińskiej, w jakim wzywała ona władze lokalne do „wzmocnienia kontroli internetowej” i „rozwoju sił nadzoru i przestrzegania praw internetowych”. Wewnętrzny dokument z maja 2009 r., ostrzegał władze lokalne, że „internet mógłby drastycznie zmienić opinię publiczną w sprawie oceny Partii i rządu”.

W styczniu 2010 r., w prowincji Gansu, względnie małym i odległym regionie, ogłoszono plan stworzenia drużyny internetowych blogerów złożony z 650 osób. Ogólnie znany chiński bloger, Han Han, zaczął sobie kpić z ogłoszenia władz w sprawie tych tajnych sił. News został szybko usunięty z oficjalnej witryny, ale został rozpowszechniony wśród społeczności internetowej.

„Inspirowanie wrogością i strachem”

Wiele spośród wewnętrznych materiałów szkoleniowych i przewodników postępowania dla komentatorów internetowych zostało opublikowanych. Chociaż trudno potwierdzić ich autentyczność, owe materiały zdają się precyzyjnie określać główne zasady i taktykę użytkowników internetu zidentyfikowanych jako komentatorów pro-reżimowych.

Nowo-zwerbowani blogerzy tej armii szkoleni wg zasad podręczników postępowania uczeni są „gruntownego rozumienia” instrukcji od zwierzchników oraz wiernego wypełniania poleceń, a także w jaki sposób pozostać odpornymi na myśli dysydenckie oraz lojalnie służyć Partii. Podręcznik mówi: „miłuj swą własną polityczną przyszłość”.

Szkolonych uczy się również „jak używać różnych technik do ukrywania swojej tożsamości i udawania zwykłego użytkownika internetu”. Mają oni „rozwijać swój sieciowy wpływ poprzez łączenie się w grupy z innymi członkami społeczności internetowej, szczególnie z wpływowymi blogerami”.

Materiały szkoleniowe wskazują jako zwyczajne techniki „inspirowanie wrogości i strachu” wobec krajów demokratycznych, określanie dysydentów mianem zdrajców, inicjowanie dyskusji albo wzbudzanie kontrowersji wokół spraw trywialnych, aby odwrócić uwagę od tematów politycznie ważnych, a także poprzez wzniecanie nacjonalizmu.

Są również ważne projekty i zagadnienia, na których należy skupiać wymianę poglądów w sieci. Jeden z dokumentów wskazuje techniki przy użyciu których nalezy atakować demokrację. Są w nim zawarte argumenty, jak np: „demokracja jest bronią świata zachodniego do inwazji na Chiny”, „nie ma prawdziwej demokracji”, „demokracja prowadzi do zamieszek i chaosu”, „kraje demokratyczne również są skorumpowane i przesiąknięte przestępczością”. Owe argumenty doskonale korespondują z oficjalną propagandą Partii.

Wyreżyserowane debaty

Jeden z rozmówców, który sam siebie nazywa opłaconym komentatorem internetowym, powiedział desydentowi chińskiemu, Ai Weiwei, że bloger z armii za parę groszy ma zwykle wiele różnych ID sieciowych, i aby wzniecić dramatyczną debatę online, często odgrywa różne role.

Np. kiedy rząd podniesie ceny benzyny, taka osoba ma za zadanie kontrolować negatywne komentarze. W jednym ze swych postów pisze: „Mam to gdzieś. Niech cena dalej rośnie, biednych na to nie stać, będzie luźniej na drogach. Tylko bogaci będą płacić”. Potem używa innego ID, aby cytować i atakować swój własny komentarz. Taka strategia działa: ludzie atakują prowokacyjną uwagę zamiast skupić się na krytyce Partii Komunistycznej, i cała dyskusja zostaje oderwana od wysokich cen benzyny.

„Często debatuję sam ze sobą…to jak zabawianie się w gry umysłowe”, usłyszał Ai Weiwei.

Inną strategią używaną w tej grze jest stosowanie sztuczek z cytowaniem źródeł apokryficznych, gdy są omawiane negatywne newsy, po to by poderwać zaufanie do całej informacji. Ten bloger wspomniał także, że 10-20 % komentarzy w sieci pochodzi od opłaconych komentatorów. „Chińska społeczność internetowa jest całkiem naiwna. Łatwo sprowadzić ich do agitacji. Z łatwością da się ich kontrolować”. I choć usprawiedliwia on swoją działalność, mówi również, że reżim chiński poszedł za daleko w niektórych sprawach, jak choćby w starannie zaplanowanym ataku na ruch duchowy Falun Gong, czy kampanię przeciw Dalaj Lamie.

Komentowanie zamknięte.