Najnowsze

Opublikowano Sierpień 19, 2014 Przez a303 W Świat

Ukraina, skorumpowane dziennikarstwo i wiara atlantystów w „Upadłe Stany”

Karel van Wolferen – holenderski dziennikarz, autor ponad 20 książek, emerytowany profesor Uniwersytetu w Amsterdamie.

a

Jeszcze raz tworzy się historia. Tym co może zdecydować o losie Europy jest to, że również poza obrońcami wiary atlantystów, przyzwoici Europejczycy nie są w stanie zrozumieć dysfunkcji i totalnej nieodpowiedzialności amerykańskiego państwa.

Karel van WolferenStrategic Culture

Unią Europejską nie kierują (już) politycy rozumiejący historię, trzeźwą ocenę rzeczywistości globalnej, albo prostego zdrowego rozsądku połączonego z długoterminowymi interesami tego czym kierują.Jeśli potrzeba więcej dowodów, to z pewnością dostarczyły je sankcje jakie uzgodniono w zeszłym tygodniu, których celem jest ukaranie Rosji.

Jednym ze sposobów w celu zrozumienia ich głupoty jest zacząć od mediów, bo niezależnie od zrozumienia czy niepokoju jakie ci politycy mogą mieć osobiście, oni muszą być postrzegani jako postępujący właściwie, a tym zajmują się TV i gazety.

Sieć kłamstw

Sieć kłamstw

Anty-Putinowska histeria

W większości UE ogólne zrozumienie globalnej rzeczywistości od straszliwego losu osób na pokładzie malezyjskiego samolotu pochodzi z głównych gazet i TV, które kopiują podejście anglo-amerykańskich mediów głównego nurtu, i przedstawiały ‚informacje’, w których insynuacja i szkalowanie zastępują prawdziwe wiadomości.

Szanowane publikacje takie jak Financial Times albo kiedyś respektowany NRC Handelsblad z Holandii, dla którego pracowałem 16 lat jako korespondent wschodnio-azjatycki, nie tylko dołączyły do skorumpowanego dziennikarstwa, ale pomogły doprowadzać do głupich wniosków. Powstałe z tego teorie i artykuły redakcyjne poszły dalej niż jakiekolwiek wcześniejsze przykłady jakie pamiętam, podtrzymywanej przez media histerii, podsycanej dla celów politycznych. Najbardziej rażącym przykładem z którym się zetknąłem, główny artykuł anty-Putinowski w (26 lipca) czasopiśmie The Economist, miał ton Henryka V Szekspira, upominającego swoich żołnierzy przed bitwą pod Azincourt, kiedy najechał na Francję.

Należy pamiętać, że nie ma ogólno-europejskich czasopism czy publikacji do podtrzymania europejskiej sfery publicznej, w sensie środków dla politycznie zainteresowanych Europejczyków, by rozważali i dyskutowali między sobą ważne wydarzenia międzynarodowe. Ponieważ zainteresowani sprawami światowymi zwykle czytają międzynarodowe wydania New York Times i Financial Times, pytania i odpowiedzi w sprawach geopolitycznych rutynowo kształtują się albo są pod dużym wpływem tego, co redaktorzy w Nowym Jorku i Londynie uznali za ważne.

Myślenie które może znacznie się różnic jak to widzimy teraz w Der Spiegel, Frankfurter Allgemeine Zeitung, Die Zeit i Handelsblatt, nie przechodzi przez niemieckie granice. Dlatego nie widzimy niczego w rodzaju opinii europejskiej, zajmującej się sprawami globalnymi, nawet jeśli mają one bezpośredni wpływ na interesy samej UE.

Społeczeństwo holenderskie zostało brutalnie wyrwane z ogólnego zadowolenia w odniesieniu do wydarzeń na świecie, które mogą mieć wpływ, śmiercią 193 rodaków (wraz z 105 osobami innych narodowości) w zestrzelonym samolocie, a jego media były pochopne w naśladowaniu inicjowanego w Ameryce wskazania palcem na Moskwę. Wyjaśnienia, które w jakiś sposób nie kręciły się wokół winy prezydenta Rosji, wydawały się być złe.

To było od razu sprzeczne z wypowiedziami trzeźwo myślącego holenderskiego premiera, który był pod dużą presją, by dołączyć do tego wskazywania palcem, a który nalegał by zaczekać do dokładnego zbadania tego co dokładnie się stało.

Programy informacyjne TV jakie widziałem tuż potem, zapraszały między innymi anty-rosyjskich teoretyków, amerykańskie gadające głowy powiązane z neokonami, by dokonały ujawnienia zdziwionej i naprawdę wstrząśniętej publiczności. Holenderski specjalista od polityki zagranicznej wyjaśnił, że minister spraw zagranicznych czy jego zastępca nie mogli dostać się na miejsce katastrofy (tak jak malezyjscy urzędnicy), by odzyskać szczątki obywateli holenderskich, ponieważ to równałoby się z uznaniem statusu dyplomatycznego dla „separatystów”. Kiedy UE en bloc uznaje reżim powstający dzięki zainicjowanemu przez Amerykę zamachowi stanu, to macie to dyplomatycznie uznawać.

Mieszkańcy i anty-kijowscy bojownicy na miejscu katastrofy byli przedstawiani, z obrazami w YouTube, jako niechętni do współpracy kryminaliści, co dla wielu widzów stanowiło potwierdzenie ich winy. To się zmieniło gdy późniejsze relacje będących tam dziennikarzy pokazały zszokowanych i głęboko zaniepokojonych wieśniaków, ale różnicy nie wyjaśniono, i wcześniejsze założenia nikczemności nie zastąpiły żadnej obiektywnej analizy powodu tego, że ci ludzie mogą w ogóle walczyć.

Tendencyjne ‚informacje’ z Twittera czy YouTube stały się podstawą oficjalnego holenderskiego oburzenia na wschodnich Ukraińców, i powstała ogólna opinia, że coś musi zostać sprostowane, co było, znowu w powszechnej opinii, zrealizowane przez wspaniałe telewizowane krajowe przyjęcie szczątków ludzkich (wydanych dzięki malezyjskiej mediacji) w godnej, poważnej i smutnej ceremonii.

Wszyscy z tego samego plemienia!

Wszyscy z tego samego plemienia!

Nic co widziałem i czytałem nawet nie wskazywało na to, że kryzys ukraiński – który doprowadził do zamachu stanu i wojny domowej – został stworzony przez neokonserwatystów i kilku R2P („Responsibility to Protect” = odpowiedzialność za ochronę) fanatyków w Departamencie Stanu i Białym Domu, którym najwyraźniej prezydent Obama dał wolną rękę.

Holenderskie media okazały się również nieświadome tego, że katastrofę natychmiast zamieniono w mecz piłki nożnej do celów politycznych dla Białego Domu i Departamentu Stanu. Nawet nie brano pod uwagę prawdopodobieństwa, że Putin miał rację, kiedy powiedział, że katastrofa nie wydarzyłaby się, gdyby zaakceptowano jego presję na zawieszenie broni.

Tak się stało, Kijów złamał zawieszenie broni – 10 czerwca – w wojnie domowej przeciwko rosyjsko-języcznym wschodnim Ukraińcom, którzy nie chcą być rządzeni przez grupę bandytów, potomków ukraińskich nazistów i oligarchów zakochanych MFW i UE. Rzekomi „rebelianci” reagowali na początki operacji czystek etnicznych (systematyczny terror bombardowań i okrucieństwa – 30 lub więcej Ukraińców spalonych żywcem) popełnianych przez siły kijowskie, z których niewiele lub nic nie przeniknęło do europejskich relacji informacyjnych.

Jest mało prawdopodobne, żeby amerykańskie organizacje pozarządowe, które według oficjalnego potwierdzenia wydały $5 mld w wysiłkach politycznej destabilizacji dla lutowego puczu w Kijowie, nagle zniknęły z Ukrainy, albo, żeby amerykańscy doradcy wojskowi i wyspecjalizowane oddziały siedziały bezczynnie, podczas gdy kijowskie wojsko i milicje odwzorowały strategię wojny domowej, przecież nowi bandyci są jak reżimu na kroplówce finansowanej przez Waszyngton, UE i MFW. Wiemy to, że Waszyngton zachęca do ciągłego zabijania w czasie wojny domowej, którą pomógł wywołać.

Ale Waszyngton stale miał przewagę w wojnie propagandowej przeciwko, całkowicie wbrew temu co media głównego nurtu chciałyby nam wmówić, zasadniczo niechętnemu przeciwnikowi. Fale propagandy pochodzą z Waszyngtonu i są dopasowane do założeń o Putinie, napędzanych i wspieranych przez nacjonalizm zwiększony utratą imperium sowieckiego, który stara się poszerzyć Federację Rosyjską do granic tego nieistniejącego już imperium. Bardziej ryzykowna teoretyka, zainfekowana gorączką neokonów, widzi Rosję grożącą otoczeniem Zachodu.

Dlatego Europejczycy mają wierzyć, że Putin odmawia dyplomacji, podczas gdy to on wzywał do niej. Dlatego dominująca propaganda spowodowała, że nie działania Waszyngtonu, a Putina postrzega się jako niebezpieczne i ekstremalne. Każdy znający osobistą historię, która umieszcza Putina lub Rosję w złym świetle, musi teraz działać, bo holenderscy redaktorzy wydają się w tej chwili być niezaspokojeni.

Nie ma żadnych wątpliwości, że istnieje propaganda często określana jako moskiewska. Ale są sposoby dla poważnych dziennikarzy by ocenili konkurencyjną propagandę i rozróżnili ile zawierają prawdy czy kłamstw i bzdur. W moim polu widzenia to wydarzyło się tylko trochę w Niemczech. Na resztę musimy poskładać rzeczywistość polityczną opierając się na tym co teraz, bardziej niż kiedykolwiek, piszą niezbędne amerykańskie portale gościnne dla informatorów i staromodnego dziennikarstwa śledczego, które szczególnie od początku ‚wojny z terroryzmem’ i inwazji na Irak utworzyły stałą formę publikacji drugiego obiegu [samizdat].

a

Tępak

W Holandii prawie wszystko co pochodzi z Departamentu Stanu przyjmuje się za dobrą monetę. Historia Ameryki, od upadku Związku Radzieckiego, to naprawdę zapierające dech kłamstwa: o Panamie, Afganistanie, Iraku, Syrii, Wenezueli, Libii i Korei Północnej, jej historia obalonych rządów, jej czarne operacje i fałszywej flagi, i jej ukradkowe umieszczanie na planecie tysięcy baz wojskowych, są wygodnie nieporuszane.

Niemal histeria w tydzień po zestrzeleniu samolotu ludziom z odrobiną znajomości istotnej historii uniemożliwiła otworzenie ust. Bezpieczeństwo pracy w obecnym świecie dziennikarstwa jest dość chwiejne, i pójście pod prąd zbliżałoby się prawie do paktu z diabłem, bo mogłoby zaszkodzić własnej dziennikarskiej ‚wiarygodności’.

Co uderza starsze pokolenie poważnych dziennikarzy jako wątpliwe co do wiarygodności mediów głównego nurtu, to obojętność redakcji na potencjalne wskazówki, które naruszałyby lub niszczyły oficjalną wersję, która już przeniknęła do popkultury, co widać w bezmyślnych uwagach upiększających recenzje książek i filmów oraz wielu innych. W Holandii oficjalna historia jest już wyryta w kamieniu, czego należy się spodziewać, gdy powtarza się coś 10.000 razy. Tego nie można przeceniać, oczywiście, ale to nie opiera się na ani jednym dowodzie.

Obecność dwu ukraińskich myśliwców w pobliżu malezyjskiego samolotu na rosyjskim radarze, byłaby potencjalną wskazówką która bardzo by mnie interesowała, gdybym prowadził śledztwo albo jako dziennikarz, albo jako członek zespołu dochodzeniowego prowadzonego oficjalnie przez Holandię. To wydawało się potwierdzać raport BBC pokazujący relacje naocznych świadków na miejscu, wieśniaków którzy wyraźnie widzieli inny samolot, myśliwiec, blisko samolotu pasażerskiego, w czasie jego upadku, i słyszeli pochodzące z nieba wybuchy.

Ten raport niedawno zwrócił na siebie uwagę, gdyż został usunięty z archiwum BBC. Chciałbym porozmawiać z Michaelem Bociurkiw, jednym z pierwszych inspektorów z Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), którzy dotarli na miejsce katastrofy, który spędził ponad tydzień na badaniu wraku i opisał na CBC World News dwa lub trzy „naprawdę jakby po ospie” kawałki kadłuba. „To wygląda prawie jak strzały z karabinu maszynowego; bardzo, bardzo silny ogień z karabinu maszynowego, który pozostawił te unikalne znaki, jakich nie widziałem w żadnym innym miejscu”.

Z pewnością też chciałbym spojrzeć na rzekomo skonfiskowane zapisy radarowe i głosowe z wieży kontroli lotów w Kijowie, by zrozumieć dlaczego malezyjski pilot skręcił z kursu i szybko zszedł w dół na krótko przed rozbiciem się jego samolotu, i dowiedzieć się, czy zagraniczni kontrolerzy lotów w Kijowie rzeczywiście zostali zwolnieni natychmiast po katastrofie.

Jak „Profesjonalni Weterani Wywiadu za Rozsądkiem”, na pewno wezwałbym władze amerykańskie mające dostęp do zdjęć satelitarnych, by pokazały dowód, skoro twierdzą, że mają materiały pokazujące baterie rakietowe BUK w rękach ‚rebeliantów’, a także udział Rosji, i zapytać ich, dlaczego tego jeszcze nie zrobiły. [http://wolna-polska.pl/wiadomosci/obama-ujawnic-ukrainskie-dowody-2014-08]

Do tej pory Waszyngton zachowuje się jak kierowca odmawiający badania alkomatem. Skoro funkcjonariusze wywiadu przekazali pewnym amerykańskim dziennikom swoje wątpliwości wobec amerykańskich pewników, głoszonych światu przez sekretarza stanu, moja ciekawość byłaby bezlitosna.

Żeby umieścić w perspektywie lojalność europejskich mediów do Waszyngtonu w przypadku Ukrainy, jak i niewolnicze zachowanie europejskich polityków, musimy wiedzieć o i zrozumieć atlantycyzm. Jest to europejska religia. Nie utworzyła oficjalnej doktryny, oczywiście, ale tak właśnie funkcjonuje. To dobrze podsumowuje holenderskie powiedzenie w czasie inwazji na Irak: „zonder Amerika gaat het niet” (bez Stanów Zjednoczonych [rzeczy] [to] nie zadziała).

Nie trzeba dodawać, że zimna wojna zrodziła atlantycyzm. Jak na ironię, zyskała siłę kiedy zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego stało się mniej przekonujące dla coraz większej liczby europejskich elit politycznych. To prawdopodobnie było kwestią zmiany pokoleniowej: im dalej od II wojny światowej, tym mniej europejskie rządy pamiętały, co oznacza mieć niezależną politykę zagraniczną w sprawach globalnych. Aktualni szefowie rządów UE nie znają praktycznych rozważań strategicznych. Rutynowa myśl o stosunkach międzynarodowych i polityce światowej jest głęboko zakorzeniona w epistemologii zimnej wojny.

To nieuchronnie informuje także o ‚odpowiedzialnych’ zasadach redakcyjnych. Atlantycyzm stanowi teraz straszne utrapienie dla Europy: sprzyja historycznej amnezji, umyślnej ślepocie, i niebezpiecznie błędnemu gniewowi politycznemu. Ale rozkwita na mieszaninie podtrzymywaniu niekwestionowanych pewników z czasów zimnej wojny o obronie, lojalności zimnej wojny osadzonej w popkulturze, czystej europejskiej ignorancji i zrozumiałej niechęci przyznania, że ma się choć trochę wyprany mózg.

a

Waszyngton może robić skandaliczne rzeczy, pozostawiając atlantycyzm nienaruszony z powodu zaniku pamięci każdego człowieka, w czym media robią niewiele lub nic by go wyleczyć.

Znam Holendrów, których oburzało szkalowanie Putina, ale pomysł, że w kontekście Ukrainy palec wskazujący powinien być w kierunku Waszyngtonu, jest prawie nie do przyjęcia.

Dlatego holenderskie dzienniki, razem z wielu innymi europejskimi, nie są w stanie umieścić kryzysu ukraińskiego w odpowiedniej perspektywie, uznając, że to wszystko rozpoczął Waszyngton, i że Waszyngton, a nie Putin, ma klucz do jego rozwiązania. To skłoniłoby do wyrzeczenia się atlantycyzmu.

Atlantycyzm wiele ze swojej siły czerpie z NATO, jej instytucjonalnego ustanowienia. Powód istnienia NATO, który zniknął wraz z upadkiem Związku Radzieckiego, w dużej mierze zapomniano. Utworzona w 1949, opierała się na założeniu, że współpraca transatlantycka w zakresie bezpieczeństwa i obrony stała się konieczna po II wojnie światowej, w obliczu komunizmu, zaaranżowanego przez Moskwę, chcącą przejąć całą planetę. Znacznie mniej mówiła o wewnętrznej nieufności europejskiej, kiedy Europejczycy robili swoje pierwsze ruchy w kierunku integracji gospodarczej. NATO stanowiła rodzaj amerykańskiej gwarancji, że żadne europejskie mocarstwo nigdy nie będzie starać się zdominować innych.

a

Premier Ukrainy, Arsenij Jaceniuk i szef NATO Anders Fogh Rasmussen

Od pewnego czasu NATO jest ciężarem dla UE, bo uniemożliwia jej rozwój zorganizowanej europejskiej polityki zagranicznej i obronnej, i zmusiła kraje członkowskie do tego by stały się narzędziami służącymi amerykańskiemu militaryzmowi. Jest także ciężarem moralnym, bo rządy uczestniczące w ‚koalicji chętnych’ musiały sprzedawać to kłamstwo swoim obywatelom, że europejscy żołnierze umierający w Iraku i Afganistanie byli ofiarą konieczną dla zachowania bezpiecznej Europy przed terrorystami.

Rządy które dostarczyły wojsko na tereny okupowane przez USA, ogólnie robiły to ze znaczną niechęcią, zasługując na krytykę ze strony szeregu amerykańskich polityków, że Europejczycy robią zbyt mało dla wspólnego celu obrony demokracji i wolności.

Jako znak ideologii, atlantycyzm jest ahistoryczny. Jako koński lek przeciwko męce fundamentalnej niejednoznaczności politycznej, tworzy własną historię: taką którą mogą od nowa napisać amerykańskie media głównego nurtu, kiedy pomagają głosić słowo z Waszyngtonu.

Nie ma lepszego przejawu tego niż holenderskie doświadczenie w tej chwili. W rozmowach w tych ostatnich 3 tygodniach, napotkałem na prawdziwe zaskoczenie gdy przypominałem znajomym, że zimna wojna skończyła się dzięki dyplomacji, układem zawartym na Malcie między Gorbaczowem i starszym Bushem w grudniu 1989, w którym James Baker wpłynął na Gorbaczowa, by zaakceptował i zjednoczenie Niemiec i wycofanie wojsk Układu Warszawskiego, z obietnicą, że NATO nie zostanie poszerzone nawet jeden cal na Wschód.

a

Michail Gorbaczow w 1987

Gorbaczow zobowiązał się iż nie użyje wojsk w Europie wschodniej, gdzie Rosjanie mieli około 350.000 żołnierzy tylko w Niemczech wschodnich, w zamian za obietnicę Busha, że Waszyngton nie wykorzysta wycofania się sowietów z Europy wschodniej. Bill Clinton wycofał się z tych obietnic, kiedy z czysto wyborczych powodów przechwalał się o powiększeniu NATO, i w 1999 pełnymi członkami NATO uczynił Republikę Czeską i Węgry.

Dziesięć lat później kolejne 9 krajów zostało członkami, kiedy to liczba krajów członkowskich NATO uległa podwojeniu w porównaniu z latami zimnej wojny. Słynny amerykański specjalista ds. Rosji, ambasador George Kennan, twórca polityki powstrzymywania zimnej wojny, ruch Clintona nazwał „najbardziej niebezpiecznym błędem amerykańskiej polityki w całej epoce po zimnej wojnie”.

Ignorancję historyczną zachęcającą do zła przez atlantycyzm w przejmujący sposób objawia opinia, że ostateczny dowód w sprawie przeciwko Władimirowi Putinowi jest jego inwazja na Krym. Jeszcze raz rzeczywistość polityczna tutaj została stworzona przez amerykańskie media głównego nurtu. Nie było żadnej inwazji, bo rosyjscy marynarze i żołnierze byli już na miejscu, ponieważ Krym jest domem dla bazy rosyjskiej marynarki wojennej na „ciepłych wodach Morza Czarnego”.

Krym jest częścią Rosji przez tak długo jak długo istnieją Stany Zjednoczone. W 1954 Chruszczow, który sam pochodził z Ukrainy, dał go Ukraińskiej Republice Socjalistycznej, co sprowadzało się do przesunięcia obszaru do innej prowincji, bo Rosja i Ukraina nadal należały do tego samego kraju. Rosyjskojęzyczna ludność krymska była szczęśliwa na tyle, że zagłosowała w referendum najpierw za niepodległością od reżimu w Kijowie, co przerodziło się w zamach stanu, a następnie za zjednoczeniem z Rosją.

Ci którzy twierdzą, że Putin nie ma prawa do tego, nie mają wiedzy o innym wydarzeniu historycznym, kiedy Stany Zjednoczone przemieszczały systemy rakiet obronnych (Star Wars) bliżej rosyjskiej granicy, rzekomo w celu przechwycenia wrogich rakiet z Iranu, które nie istnieją. Świętoszkowate mówienie o integralności terytorialnej i suwerenności nie ma sensu w tych okolicznościach, a pochodzące z Waszyngtonu, który zniósł pojęcie suwerenności we własnej polityce zagranicznej, jest wręcz absurdalne.

Odrażającym atlantystycznym posunięciem było wykluczenie Putina ze spotkań i innych imprez związanych z rocznicą desantu w Normandii, po raz pierwszy od 17 lat. W wyniku tego G8 stało się G7. Amnezja i ignorancja uczyniły Holendrów ślepymi na historię, która bezpośrednio ich dotyczyła, bo Związek Radziecki wyrwał serce z nazistowskiej machiny wojennej (która okupowała Holandię) kosztem nieporównywalnej i niewyobrażalnej liczby ofiar wojskowych, bez tego nie byłoby normandzkiej inwazji.

(Zobacz także: http://wolna-polska.pl/wiadomosci/druga-wojna-swiatowa-nieznana-wojna-2014-06)

Nie tak dawno temu, kompletne klęski militarne w Iraku i Afganistanie, okazały się poruszyć NATO do punktu, w którym jej nieunikniony upadek nie może być zbyt daleko. Ale kryzys ukraiński i zdecydowanie Putina w zapobieganiu tego by Krym, z rosyjską bazą marynarki wojennej, nie wpadł ewentualnie w ręce należącego do Ameryki sojuszu, były wybawieniem dla tej wcześniej słabnącej instytucji.

Przywództwo NATO już przemieszczało wojsko dla wzmocnienia swojej obecności w krajach bałtyckich, wysyłając rakiety i myśliwce do Polski i na Litwę, a od czasu zestrzelenia malezyjskiego samolotu przygotowuje się do dalszych ruchów militarnych, które mogą zamienić się w niebezpieczną prowokację wobec Rosji. Okazało się jasne, że polski minister spraw zagranicznych, razem z krajami bałtyckimi, z których żaden nie uczestniczył w NATO kiedy jej istnienia można było bronić, stali się mocną siłą napędową za tym stojącą.

W ostatnim tygodniu nastrój mobilizacji się poszerzył. Można polegać na brzuchomówczych manekinach Andersie Fogh Rasmussenie i Jaap de Hoop Schefferze, by pokazali w TV powracającą wrogość wobec kraju-członka NATO. Rassmussen, obecny sekretarz generalny, zadeklarował 7 sierpnia w Kijowie, że „wsparcie przez NATO suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy jest niezachwiane”, i że oczekuje wzmocnienia partnerstwa z krajem na spotkaniu Sojuszu w Walii we wrześniu.

To partnerstwo jest już silne, dlatego tak powiedział: „i w odpowiedzi na agresję Rosji, NATO jeszcze ściślej współpracuje z Ukrainą nad reformą sił zbrojnych i instytucji obronnych”.

W międzyczasie, w amerykańskim kongresie, 23 senatorów republikańskich poparli „Ustawę o prewencji rosyjskiej agresji”, która ma na celu umożliwić Waszyngtonowi uczynić Ukrainę nie-NATOwskim sojusznikiem i mógłby przygotować grunt do bezpośredniego konfliktu zbrojnego z Rosją. Prawdopodobnie będziemy musieli poczekać do zakończenia średnioterminowych wyborów amerykańskich, by zobaczyć, co się z tym stanie, ale to już pomaga dać usprawiedliwienie polityczne tym w Waszyngtonie, którzy chcą podjąć kolejne kroki na Ukrainie.

We wrześniu ub. roku Putin pomógł Obamie w umożliwieniu mu zatrzymania kampanii bombowej przeciwko Syrii do jakiej dążą neokoni, jak również pomógł w rozładowaniu dysputy nuklearnej z Iranem, kolejnego projektu neokonów. To doprowadziło do zobowiązania ze strony neokonów zerwania łącza Putin-Obama. Nie jest już tajemnicą zamiar nekonów obalenia Putina i ewentualnego rozczłonkowania Federacji Rosyjskiej.

Mniej znane w Europie jest istnienie licznych NGO działających w Rosji, które im w tym pomogą. Władimir Putin mógłby uderzyć teraz albo wkrótce, żeby uprzedzić NATO i amerykański Kongres, przejmując wschodnią Ukrainę, coś co prawdopodobnie powinien zrobić tuż po krymczańskim referendum. To, oczywiście, dla europejskich oczu redakcyjnych, byłoby dowodem jego złych zamiarów.

W świetle tego wszystkiego, jednym z najbardziej feralnych pytań jakie trzeba zadać w obecnych globalnych sprawach jest: co musi się stać Europejczykom, aby obudzili się na fakt, że Waszyngton igra z ogniem i przestaje być obrońcą na którego liczyli, a zamiast tego teraz naraża ich bezpieczeństwo? Czy nadejdzie moment, kiedy stanie się jasne, że kryzys ukraiński jest, przede wszystkim, o umieszczeniu baterii rakiet Star Wars wzdłuż długiego odcinka granicy rosyjskiej, co daje Waszyngtonowi – w szalonym slangu strategów jądrowych – możliwość „pierwszego uderzenia”?

Starsi Europejczycy zaczynają rozumieć, że Stany Zjednoczone mają wrogów, którzy nie są wrogami Europy, bo on potrzebuje ich do krajowych powodów politycznych, utrzymania ekonomicznie niezwykle istotnego przemysłu wojennego, i szybkiego sprawdzania politycznej bona fide pretendentów na urząd publiczny.

Ale choć wykorzystywanie krajów bandyckich i terrorystów jako celów dla „słusznych wojen” nigdy nie było przekonujące, Rosja Putina jako demonizowana przez militarystyczne NATO, może pomóc przedłużyć transatlantycki status quo. Prawda o losie malezyjskiego samolotu, pomyślałem od chwili kiedy o tym usłyszałem, będzie określona politycznie. Jego czarne skrzynki są w Londynie. W rękach NATO?

a

Inne przeszkody do przebudzenia są ogromne; finansjeryzacja i polityka neoliberalna utworzyły ścisłe transatlantyckie powiązania plutokratycznych interesów. Wraz z wiarą w atlantycyzm pomogły utrudnić rozwój polityczny UE, i poprzez to zdolność Europy do podejmowania niezależnych decyzji politycznych. Od czasów Tony’ego Blaira, Brytania była w kieszeni Waszyngtonu, a od czasów Nicolasa Sarkozy’ego można powiedzieć mniej lub więcej to samo o Francji.

Pozostają jeszcze Niemcy. Angela Merkel była wyraźnie niezadowolona z sankcji, ale w końcu uległa, bo chce pozostać po dobrej stronie amerykańskiego prezydenta, a Stany Zjednoczone jako zwycięzca w II wojnie światowej wciąż mają sposoby za pomocą różnych umów. Minister spraw zagranicznych Niemiec, Frank-Walter Steinmeier, cytowany w gazetach i TV, odrzucił sankcje i wskazuje na Irak i Libię, jako przykłady rezultatów do jakich doprowadziły eskalacja i ultimata, ale on też się waha i w końcu zgadza się z nimi.

Der Spiegel jest jedną z publikacji proponujących nadzieję. Jeden z jego felietonistów, Jakob Augstein, atakuje „lunatyków”, którzy zgodzili się na sankcje, i cenzuruje wskazywanie palcem swoich kolegów na Moskwę. Wydawca Handelsblatt, Gabor Steingart, pomstuje przeciwko „amerykańskiej tendencji do słownej, a następnie militarnej eskalacji, izolacji, demonizacji i ataków na wrogów”, i kończy, że również niemieckie dziennikarstwo „w ciągu kilku tygodni zmieniło się z rozsądnego na agitujące”.

Spektrum opinii zawężyło się do pola widzenia snajpera. Musi być więcej dziennikarzy w innych częściach Europy, którzy mówią takie rzeczy, ale ich głosy nie przedostają się przez zgiełk szkalowania.

Jeszcze raz tworzy się historia. Tym co może zdecydować o losie Europy jest to, że również poza obrońcami wiary atlantystów, przyzwoici Europejczycy nie są w stanie zrozumieć dysfunkcji i totalnej nieodpowiedzialności amerykańskiego państwa.

The Ukraine, Corrupted Journalism, and the Atlanticist Faith in the “Failed States”

My Catbird Seat – 18.08.2014

Oryginalne źródło: UNZ.COM

 Za: http://www.veteransnewsnow.com/2014/08/16/509346-the-ukraine-corrupted-journalism-and-the-atlanticist-faith-in-the-failed-states/

Tłum. Ola Gordon.

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.