Najnowsze

Opublikowano Styczeń 10, 2015 Przez Jan W Ukraina

Ukraina – Hybrydowa wojna domowa

Czym jest wojna hybrydowa? To wojna, w której często nawet nie ujrzałeś przeciwnika na czołgu czy z automatem, a już przegrałeś.

a

A przegrałeś dlatego, że przywykłeś widzieć linię frontu, za którą znajdują się wrogowie, a po tej stronie są „swoi” (choćby nawet byli wśród nich szpiedzy). A w rzeczywistości linii frontu są dziesiątki, jeśli nie setki i tysiące (a nawet więcej).

Przy czym te niewidzialne linie frontu często przechodzą przez miasta, dzielnice, domy, rodziny. W tym sensie znacznie bliżej istoty wojny hybrydowej były wojny domowe. Tym bardziej stały się one takimi w obecnym wieku technologii informacyjnych i globalizacji. To, co widzimy teraz na Ukrainie, to nie po prostu kolejna wojna domowa na terytorium byłej republiki ZSRR. To kolejny etap wielkiej wojny domowej w ZSRR, której hybrydowy charakter z każdym rokiem przejawia się coraz silniej.

Przy czym w każdym obecnie istniejącym niepodległym państwie jest swoista linia frontu. Czasami tląca się (jak w Azerbejdżanie, na Białorusi), gdzie indziej gorąca (jak teraz na Ukrainie). Rozgrywa się ona i w republikach bałtyckich, i na Kaukazie, i w Azji Środkowej. Bezwzględnie ma ona miejsce i w Rosji. Przy czym, jeśli się przyjrzeć, w każdym kraju (republice) przejawiają się te same cechy zmagających się stron, a w czasem wybuchających konfliktach — wspólne przyczyny i konsekwencje. I nie jest to kwestia przypadku.

Na terytorium byłego ZSRR toczy się hybrydowa wojna domowa. I to już od ponad 25. lat. Toczy się ze zmiennym szczęściem. Jeśli na początku siły usiłujące rozbić społeczeństwo ZSRR na segmenty (narody), miały bezdyskusyjną przewagę, to w ostatnim dziesięcioleciu zaznaczył się pewien przełom w tej wojnie.

Początkowo udało się rozbić ZSRR na 15 części. Czasami wadzących się ze sobą i praktycznie stale wrogich wobec Rosji. Rosja, jako trzon każdego związku eurazjatyckiego (Imperium Rosyjskie, Związek Radziecki), była głównym celem. Wojna domowa (gorąca) płonęła już wewnątrz kraju (Kaukaz). Niektóre regiony szykowały się do przejęcia „pałeczki” w sztafecie rozpadu (Tatarstan, Baszkiria). Ale wszystko zmieniło się na przełomie tysiącleci. Co było tego przyczyną? Jeśli ktoś pomyślał, że będę mówił o [Władimirze] Putinie, to się pomylił. W. Putin to twarz medialna. Przy czym udana. Czyja?

ZSRR nie rozpadł się sam. Jemu pomogli się rozpaść. Przy czym pomogli od środka. Część radzieckiej elity weszła w pakt z diabłem USA. Istota układu – a w rzeczywistości „rozprowadzania naiwniaków” – polegała na tym, że włączą ich w skład globalnej elity. W zamian oni „odpuszczają” ZSRR i nie przeciwstawiają się procesowi globalizacji. To, że zostali oszukani, byli sowieccy bossowie zrozumieli w połowie lat 90. I zainicjowali proces odbudowy ZSRR. Zaczęli naturalnie od Rosji. Właśnie dlatego w Rosji pojawił się najpierw W. Putin, a później zwycięstwa. Już w połowie pierwszej dekady XXI wieku Rosja okrzepła na tyle, że mogła rozpocząć proces „zbierania” ziem. Oczywiście, próba powrotu na swoje byłe „włości” nie mogła nie rozpalić na nowo już praktycznie wygasłych wewnętrznych frontów wojny domowej na terytorium byłego ZSRR.

Że to właśnie fronty jednej wielkiej wojny domowej, widać na przykładzie Ukrainy. Wystarczy wspomnieć o ochotnikach z Rosji, którzy walczą… nie tylko o Noworosję. Jest ich sporo i po drugiej stronie. Przy czym zarówno na froncie (w batalionie „Azow”), jak i na tyłach (Wasiliewa [Jelena, koordynator grupy „Ładunek 200 z Ukrainy do Rosji” – tłum.]). Ze strony ukraińskiej warto wspomnieć oddziały UNA-UNSO (poprzedniczka „Prawego Sektora”) walczące na Kaukazie przeciwko Rosji już w latach 90. (już nie wspomnę o tym, że ostatnie wydarzenia podzieliły społeczeństwo ukraińskie wcale nie według narodowościowego klucza). Mamy „dwie Czeczenie” walczące obecnie na Ukrainie po obu stronach frontu.

Przykładów jest masa. I wszystkie mówią o jednym – przez całe terytorium byłego ZSRR przebiegają linie frontu, czasami niewidoczne, które podzieliły narody jednej niegdyś przestrzeni  na dwa obozy. Obóz odtworzycieli imperium i obóz dzielących imperium, do którego nie przypadkiem weszły praktycznie wszystkie ruchy nacjonalistyczne.

Zwraca uwagę, że liberalne „trendy”, które powinny być teoretycznie czynnikiem integrującym, zawsze stawały po stronie tych, którzy dzielili – nacjonalistów (nawet w latach 90. w Czeczenii, co wyglądało całkiem nienaturalnie, ale było logiczne). Dlatego, gdy media piszą teraz o dziwacznej jedności „liberałów” i nacjonalistów (ukraińskich, rosyjskich itd.), ja proponuję przypomnieć sobie pierwszą wojnę czeczeńską. Widzicie różnicę? Ja nie. Dlatego, bo to wszystko jest nienaturalne (jeśli czytać klasyków), ale w pełni prawidłowe, jeśli popatrzeć kto tworzył zarówno jednych, jak i drugich.

Liberałowie i nacjonaliści to dwa fronty jednej wojny domowej przeciw eurazjatyckiemu imperium, które rodzi się obecnie w mękach, przełamując w sobie ostatki liberalizmu. Jako Ukrainiec powiem wam tak: liberalizmu u was w Rosji w porównaniu z Ukrainą prawie nie ma. Różnica kolosalna, ale wam – Rosjanom – żeby to pojąć trzeba byłoby przeżyć kilka latek na Ukrainie. Nie teraz, oczywiście. Ja sam czasami jestem zaskoczony tą „sowieckością” (w pozytywnym sensie), która w was została i którą w was kultywują obecne władze (dla mnie jako postronnego obserwatora jest to doskonale widoczne).

Dlaczego ja to wszystko mówię? Dlatego, żeby wszyscy zrozumieli, że nie ma na Ukrainie „waciaków”, „Ukrów”, „Noworosów”, „jednoukraińców”. Są „impercy” i „rozłamowcy”. Są siły, które próbują odtworzyć imperium i które próbują temu przeszkodzić. I tworzenie „Ukrainy nie Rosji”, „Noworosji”, republik ludowych Donbasu (w przypadku Ukrainy) to nie wartości same w sobie, a jedynie zgrabne maski tych procesów. W ostatecznym wyniku cel imperialistów jest jeden – odbudowa imperium. U przeciwników także – nie dopuścić do tego.

Wojna domowa przechodzi teraz i wewnątrz każdego z nas. Tak, ona toczy się i w Rosji na 145 milionach (w przybliżeniu) maleńkich frontów, tak jak na Ukrainie na 42 milionach (czy ile ich tam jeszcze zostało) takich frontów. Zwycięstwo na każdym z nich przybliża lub oddala realizację wspólnego celu. Dlatego, w efekcie zwycięstwo lub porażka będzie wspólne(a) dla wszystkich.

Jura Sumy

tłum. Jacek C. Kamiński
Autor jest popularnym ukraińskim blogerem z Sum. Przedstawia się jako jako „rozczarowany komendant Majdanu z 2004 roku”.

Źródło: http://www.regnum.ru/news/polit/1877070.html#ixzz3N3Ww6tyT

Data publikacji: 7.01.2015

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.